hasz0
09.04.09, 16:03
Ryszard Schnepf i jego kompanie chcą nadać fałszywą wagę sprawie i
oprócz tego używają wszelkich sposobów, aby tą sprawę odwrócić
widoczne jest to sytuacjach gdzie powracają do spraw, które już
dawno zostały umorzone ze względu na brak jakichkolwiek dowodów.
Chodzi tu o sprawę, którą wniosła po wojnie, w Polsce Leokadia
Sarnowska. Analizując akt jej fałszywego donosu przeciwko -
adwokatowi Stanisławowi Kobylańskiemu i jego synom - zachodzą
widoczne kłamstwa w zeznaniach i oskarżeniach Sarnowskiej na co są
dowody. Podczas dochodzenia w Polsce ustalono, że Janusz Kobylański
nigdy nie mieszkał ze swoim ojcem tylko miał miejsce zamieszkania na
ulicy Fałata ( to widać jasno z informacji policyjnej w Polsce jak
również w dokumencie Czerwonego Krzyża ze Szwajcarii) więc jest
kłamstwem o co oskarżała Sarnowska adwokata Kobylańskiego, iż jego
syn Janusz Kobylański mieszkał razem z nim i jest na to jasna
informacja z policji. Ktoś kto mieszkał wtedy w Warszawie wiedział
doskonale, że nie było nikogo kto nie był zameldowany gdzie nie
mieszkał gdyż nie dostał by karty na jedzenie- więc oszczerstwa
Sarnowskiej są nieprawdą.
Jest to zrozumiałe że w tym okresie czasu ojciec Jana Kobylańskiego
będąc adwokatem w Polsce nie miał łatwego życia będąc jeszcze przed
wojną na Wołyniu prezesem ?Sokoła?. Zawsze był patriotą polskim,
oddanym sprawom Ojczyzny.
Stanisław Kobylański, ani jego syn Jan Kobylański nigdy nie znali
rodziny żydowskiej Szenderów, ani Sarnowskiej. Cała ta sprawa była
próbą szantażu wyciągnięcia pieniędzy. Poza tym w całej sprawie w
zeznaniach Sarnowska nie była w stanie podać swojego adresu z czasu
wojny i nie podała żadnego adresu zamieszkania w trakcie trwającej
tej oszczerczej sprawy.
Czytając akta sprawy natrafia się na kolejne kłamstwo i totalny
wymysł- otóż podobno ?ci żydzi? o których się mówi w sprawie-
których nikt nie znał ani adwokat Kobylański, ani jego synowie- byli
aresztowani przez Gestapo, byli w Getcie w Warszawie i wyszli z
tego Getta jakoby to było z teatru. To było ewidentnym kłamstwem tej
kobiety i na jej zeznania nie znaleziono jakichkolwiek dowodów. W
tym okresie czasu kiedy to się działo Jan Kobylański przypuszczalnie
już wtedy był w obozie koncentracyjnym jako więzień polityczny i z
tych samych względów nie wrócił do Polski w czasie okupacji
sowieckiej, aż do roku 1990.
To wszystko wygląda na niepoważne, gdyż jak jest ogólnie wiadomo za
pomoc przy ucieczce żydów poza getto czy przechowanie żydów w tym
czasie groziła kara śmierci tak dla Polaków, jak i żydów i tych
wszystkich którzy pomagali. Całe te oskarżenie było nieprawdą. Nawet
Sądy w Polsce w tym okresie czasu, które były pod całkowitą kontrola
komunistów umorzyły sprawę z braku jakichkolwiek dowodów. To jest
tak jasne dla każdego kto jest obeznany w postępowaniu Niemców w
Warszawie w tym okresie czasu, gdzie bez przerwy rozstrzeliwano
zakładników i złapanych podejrzanych. Dlatego jest niepoważnym
mówić, że żydów aresztowało Gestapo i potem wypuściło z getta itp.
Nawet sądownictwo komunistyczne- jak przeczytaliśmy w swoim czasie w
Gazecie Wyborczej - na aktach po trzydziestu latach było napisanie -
zniszczyć . Opowiadanie historii, że poszukiwano Jana Kobylańskiego
i nie wiedziano gdzie jest- jest nieprawdą. Prowadził wtedy w
Mediolanie liczne interesy: legalne przedsiębiorstwa, firmy
przemysłowe, produkcję, eksport.
W jednym z jego biur eksportowych pracowało dwóch żydów - Klinks i
Kestenberg. Jan Kobylański był także zarejestrowany w konsulacie we
Włoszech. Od 1947 roku do 1952 mieszkał oficjalnie we Włoszech w
Mediolanie i tam miał nieograniczony pobyt i otrzymał w Konsulacie
Polskim ważny paszport polski do używania za granicą.
Dziś bardzo łatwo można to sprawdzić- poprzez organy MSZ-u. Z
dokumentów kiedy szukano informacji o rodzine żydowskiej Szenderów
zwrócono się do IPN, MSZ i do wszystkich możliwych organizacji
żydowskich na świecie- jednak takowa nie istniała i nie znaleziono
żadnych informacji. O dziwo w swoim czasie ukazał się artykuł w
Polsce, w którym pewna osoba podał, że znała taką rodzinę żydowską i
że załatwiła dla nich fałszywe dokumenty- ale nie było jednak na to
żadnych dowodów.
Sprawę Sarnowskiej umorzono w 1954 roku! Z powodu nie stwierdzenia
zarzucanych przez skarżących czynów i niewiarygodności jej zeznań!
Poza tym, żeby wyjaśnić tę komedię sprawa jako umorzona (czyli nie
istniejąca prawnie) nie mogła też być objęta amnestią z 1956 roku!
Kolejny atak na osobę Prezesa Kobylańskiego odnosi się niby do jego
ukrywania prawdziwego imienia. To bzdura i kłamstwo. Otóż w wielu
krajach jego imię było trudnym do wymówienia i dlatego używa imienia-
Jan i w różnych dokumentach figuruje jako Jan albo Janusz czy Juan.
Kobylański- zawsze było jego nazwiskiem i nazwiska nigdy nie
zmienił. Kiedy zmarł jego Ojciec i rozpoczęto sprawę spadkową-
gdzie figurowało trzech synów św.p. Stanisława Kobylańskiego- Jan
Kobylański został natychmiast poinformowany listem poleconym, który
przysłano na jego dokładny adres zamieszkania. Dlatego jest to także
kolejnym dowodem kłamstwa, że niby się ukrywał. Odkąd prowadził
interesy handlowe w całej Ameryce Południowej zawsze był związany z
pracą w organizacjach polonijnych na tym kontynencie. Był czynnym
działaczem organizacji polskich, które walczyły i walczą o
prawdziwie wolną Polskę i o wyzwolenia spod okupacji
postkomunistycznej. Był wiceprezesem organizacji polskiej w
Paragwaju, prezesem organizacji polonijnej w Argentynie i do tej
pory jest prezesem organizacji polskich w Urugwaju - Stowarzyszenia
Im. Marsz. Józefa Piłsudskiego oraz w Unii Polsko- Urugwajskiej i od
wielu lat pracuje na rzecz Polski. Kolejny atak na jego osobę
dotyczy rzekomej znajomości z dyktatorem paragwajskim- Generałem
Alfredo Strossnerem. W wielu atakach pisano tak widoczne i
historyczne kłamstwa- podaje się mianowicie, że Jan Kobylański
przyjechał do Strossnera i był jego przyjacielem- łatwo jest
oficjalnie sprawdzić te kłamstwo. Prezes Kobylański podpisał umowę z
rządem paragwajskim- w roku 1952. Do Mediolanu przyjechała specjalna
delegacja z misją rządu paragwajskiego na czele z ministrem
Paragwaju Dr. L. Peti. Siedem przedsiębiorców podpisało wtedy
kontrakty z rządem paragwajskim na tworzenie przemysłu w Paragwaju-
między innymi : włoski generał T. Pivona który chciał organizować
emigrację włoską do Paragwaju. (jego syn do dziś mieszka w
Paragwaju), Hrabia Taliaferi przemysł metalowy i budowlany, Fogel z
Austrii znany fabrykant konserw, z Francji dr. Pito, który chciał
stworzyć produkcję i export oleju rycynowego z Paragwaju. Dr. Peti
był ministrem rządu paragwajskiego- demokratycznego w czasie kiedy
prezydentem Paragwaju był Federico Chavez. Wszyscy ci przemysłowcy
przyjechali do Paragwaju w 1952 r. Okazało się, że tam ministrowie
często się zmieniają i minister dr.Peti pełnił już wtedy inną
funkcję- był dyrektorem instytutu rolnego i emigracji, a potem
głównym szefem policji w Paragwaju. Jan Kobylański był
zaprzyjaźniony z dr.Peti. Starał się stworzyć ośrodki przemysłowe i
handlowe w Paragwaju. Po dwóch latach- w 1954 r. wybuchła rewolucja
przeprowadzona przez Gen. Alfredo Stroessnera i w pierwszym dniu
rewolucji rewolucjoniści zamordowali dr. Peti, który wtedy był
szefem Policji. Naturalnie przez cały późniejszy okres około 7 lat
Jan Kobylański nigdy nie spotkał się osobiście z Prezydentem
Stroessnerem. Naturalnie jedną z przyczyn była tragiczna śmierć jego
przyjaciela- dr. Peti i wiele innych.
Prezes Jan Kobylański jaki i całe jego otoczenie, USOPAŁ i polscy
patrioci, mieszkający na obczyźnie zdają sobie sprawę, że Polska
jest niszczona od czasu wojny, aż do dzisiaj przez rożnych
antypolaków i wrogów obcej narodowości. Jednym z największych
skandali są roszczenia prywatnych żydows