ewcia232
14.07.05, 08:54
On był zdrowy! Umiera przez lekarzy
Mój Łukasz miał przejść prosty zabieg, a teraz umiera - szlocha zrozpaczona
Małgorzata Jaworska
FOTO Piotr Grzybowski
Łukasz Jaworski (17 l.) do warszawskiego Instytutu Matki i Dziecka trafił
zdrowy. Miał przejść prosty zabieg szczęki. Po operacji jest rośliną. Nie ma
dużych szans na przeżycie. Jego mózg już nie pracuje.
- Lekarze zabili mi syna! - zalewa się łzami Małgorzata Jaworska z Radomia.
Matka chłopaka wciąż nie może dojść do siebie. - Przyszliśmy przecież na
łatwy zabieg!
Łukasz miał przejść nieskomplikowany zabieg korekcji szczęki. Lekarze
przekładali zabieg trzy dni. W końcu prof. Zofia Dudkiewicz wyznaczyła termin
na poniedziałek, 11 lipca.
O godz. 8 chłopak pojechał na salę operacyjną. Poddano go narkozie, z której
się już nie wybudził.
Zmowa milczenia
- Zabieg miał trochę poprawić mu wygląd. Ale gdybyśmy wiedzieli, że tak to
się skończy, nigdy byśmy się nie zdecydowali - twierdzą rodzice Łukasza.
Przez 10 godzin chłopak leżał nieprzytomny. Rodzice nie mieli żadnej
informacji o stanie syna. Zaczęli się niepokoić.
- Nikt nie chciałĘpowiedzieć, co się dzieje. Od jednego z lekarzy
dowiedzieliśmy się tylko, że są problemy z zatamowaniem krwawienia - mówi
Janusz P., ojczym Łukasza.
Minuty na wagę życia
Po godz. 16 operująca chłopca pani profesor przekazała rodzicom, że
anestezjolodzy chcą, żeby Łukasza podłączyć do respiratora.
- Bagatelizowała jednak całą sprawę i mówiła, że "zaraz powinien się
wybudzić" - twierdzi Małgorzata Jaworska.
Prof. Dudkiewicz, która operowała Łukasza, zaprzecza: - Co pan mi zarzuca?
Kiedy anestezjolog przyszedłĘmi powiedzieć, że pacjent nie budzi się i trzeba
skierować go na OIOM, powiedziałam, żeby robił, co uważa.
Dopiero o godz. 18 zdecydowano się przewieźć chłopca na intensywną terapię do
Szpitala Wolskiego, choć OIOM jest oddalony o 500 m. Wezwano karetkę. - Z tym
też były problemy. Kierowca nie chciał przewieźć Łukasza, dopóki nie dostanie
od instytutu 250 zł za usługę - oburza się matka. - Kiedy już znalazły się
pieniądze, zaczął biegać, próbując rozmienić pieniądze. To znowu kosztowało
kolejne minuty. Być może na wagę życia Łukasza... - kończy łkając ojczym.
Lekarz Szpitala Wolskiego po pierwszych oględzinach nie miał wątpliwości. -
Przyznał, że Łukasz najprawdopodobniej nigdy już się nie obudzi - płacze
zrozpaczona matka.
O przebiegu operacji rodzice dowiedzieli się z karty szpitalnej wypisanej
przez przeprowadzającą operację. Wynika z niej, że podczas zabiegu przecięto
rurkę intubacyjną oraz naczynia krwionośne w gardle Łukasza. Chłopiec stracił
1,5 litra krwi, część przedostała się do płuc.
Brutalna prawda
Podczas operacji mózg Łukasza co najmniej 4 minuty był niedokrwiony. Badanie
tomograficzne na OIOM-ie wykazało, że mózg jest martwy. Rodzice zgłosili
wszystko na policji. Zaraz po tym pięciu funkcjonariuszy przyjechało
zabezpieczyć dokumentację lekarską. Dochodzenie trwa.
Inni pacjenci Instytutu są wstrząśnięci tym, co przydarzyło się Łukaszowi.
- To był superchłopak. Nic mu nie dolegało. Do dziś nie możemy uwierzyć w to
wszystko. Dobrze, że zajęliście się tą sprawą. Nie można pozwalać, by takie
sytuacje się powtarzały - twierdzą matki innych dzieci. Podkreślają jednak,
że one same nic złego o Dudkiewicz powiedzieć nie mogą. Ona sama też się
broni jak może.
- Takie powikłanie zawsze może sięĘprzydarzyć. Najważniejsze, że nigdy nie
przestało bić serce. Trzeba poczekać z wnioskami. Pacjent jeszcze żyje -
tłumaczy prof. Dudkiewicz, szefowa oddziału chirurgii dziecięcej.
Tymczasem do rodziców Łukasza zgłosili się lekarze z prośbą o zgodę na
pobranie organów do przeszczepu.
autor: Radosław Gruca