Dodaj do ulubionych

90% świadków wypadków nie robi nic żeby pomóc!

30.09.08, 20:09
Właśnie przed chwilą słyszałem taką statystykę w "trójce".

Ponoć wynika to z obawy, że zrobią coś źle. No i oczywiście z braku
przeszkolenia. No i w części ze zobojętnienia.

Ciekawe ile osób dałoby się uratować, jakby to przeszkolenie było lepsze. Ale
u nas ważniejsze jest łapanie za prędkość, a nie np. jakieś szkolenia z
pierwszej pomocy.

A swoją drogą w zeszłym roku udało mi się wyglebić na rowerze na środku
ruchliwej drogi (wpadłem w szynę). A kierowcy omijali mnie łukiem patrząc z
ciekawością jak nie mogę się pozbierać... A ja miałem rękę złamaną...
Obserwuj wątek
    • Gość: Orwell Re: 90% świadków wypadków nie robi nic żeby pomóc IP: *.tktelekom.pl 30.09.08, 23:48
      Moze tych 90 % uważa, że przepisy są po to, zeby je łamać, i to jest
      dla nich tylko kolejny przepis do złamania. A co tam, niech sobie
      umierają, nam się krzywda nie dzieje. A może oni liczą na to, że to
      piesi maja obowiązek się interesować zdarzeniem, albo inni
      uczestnicy ruchu których uwazają za gorszych, więc traktują
      udzielenie pomocy jako czarną robotę - niby czemu mieliby na to
      tracić czas, oni przecież swój czas maja rozplanowny "na styk" i w
      tych planach nie ma miejsca na takie błachostki. Może i jest
      obowiązek się zatrzymać ale wg trendu "przestrzegam przepisów jeśli
      uznam je za słuszne" się nie zatrzymują. A może jest to wynik tego,
      ze cała rzecza kierowców w czasie jazdy żyje w oderwaniu od
      rzeczywistości, myśli że nic im nie grozi, nie boi sie odstawiac
      cyrków na drodze, bo w samochodzie jest im wygodnie, cicho,
      cieplutko, superbezpiecznie?
      • sokolasty Re: 90% świadków wypadków nie robi nic żeby pomóc 01.10.08, 10:30
        Z doświadczenia:
        2002, ląduję w rowie na dachu. Ok. 10 samochodów po minucie stoi na poboczu i od
        razu kilkanaście osób przybiega z pomocą. Rannych ani nieżywych nie było, kolega
        zdarł ćwierć milimetra kwadratowego naskórka. Samochód odwrócono na koła,
        wypchnięto z rowu, proponowano holowanie.
        • Gość: gen. Italia rowerzyści nie mają wśród kierowców... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.10.08, 18:07
          .. najlepszej opinii. Masa krytyczna i inne akcje w tym rodzaju
          sprawiają że kierowcy - zwłaszcza tacy którzy doświadczyli
          bezskutecznego szukania miejsca parkingowego obok ścieżki rowerowej,
          rowerzyście nie pomogą bo go nie lubią za samo to kim jest.
          • Gość: 4g63 Re: rowerzyści nie mają wśród kierowców... IP: *.acn.waw.pl 04.10.08, 15:29
            racja, masa krytyczna to bezmyślne utrudnianie życia innym, które nic a nic nie zmieni, w polsce nie są potrzebne masy, tylko wymiana rządu włącznie z urzędnikami, sam jestem rowerzystą, ale w masie udziału nie biorę, faktem jest że masa tylko i wyłącznie daje to, że później kierowcy się mszczą na samotnie jadącym rowerzyście. w związku z tym, błagam o zaprzestanie tej głupiej niczego nie przynoszącej akcji
    • kozak-na-koniu Re: 90% świadków wypadków nie robi nic żeby pomóc 01.10.08, 08:03
      simon921 napisał:

      > Ponoć wynika to z obawy, że zrobią coś źle. No i oczywiście z braku
      > przeszkolenia. No i w części ze zobojętnienia.

      Bardzo trafne spostrzeżenia. Dorzuciłbym jeszcze tragiczną
      indolencję służb ratunkowych, którym nieraz potrzeba dwóch godzin,
      by dotrzeć na miejsce wypadku, ale przecież w "innych krajach", a
      szczególnie w Skandynawii jest zupełnie tak samo.

      >
      > Ciekawe ile osób dałoby się uratować, jakby to przeszkolenie było
      lepsze.

      Podejrzewam, że niewiele więcej. Masowe szkolenia się "odwala" i
      ogranicza do najbardziej podstawowych spraw. To jest
      klasyczny "temat zastępczy".

      > A swoją drogą w zeszłym roku udało mi się wyglebić na rowerze na
      środku
      > ruchliwej drogi (wpadłem w szynę). A kierowcy omijali mnie łukiem
      patrząc z
      > ciekawością jak nie mogę się pozbierać...

      Co według Ciebie powinni byli zrobić?
      • edgar22 Re: 90% świadków wypadków nie robi nic żeby pomóc 01.10.08, 08:20
        kozak-na-koniu napisał:
        > > A kierowcy omijali mnie łukiem patrząc z ciekawością jak nie
        > > mogę się pozbierać...
        >
        > Co według Ciebie powinni byli zrobić?

        Ja jednak bym się zatrzymał i spróbował pomóc.
        Zdarzyło mi się być świadkiem kilku niegroźnych wypadków i zawsze zatrzymywałem się sprawdzając, czy nie jest potrzebna pomoc. Takie postępowanie nie jest oczywiste??
        • kozak-na-koniu Re: 90% świadków wypadków nie robi nic żeby pomóc 01.10.08, 08:41
          Jest, nie wymagajmy jednak cudów. Od udzielania skutecznej pomocy
          sużą twory kompetentne i w tym celu powołane.;)
          • edgar22 Niepotrzebne są tu żadne "twory" 01.10.08, 08:47
            No sorry, ale jak widzę kolesia, który wyglebił się na jezdni i ciężko mu się samemu pozbierać, to idę mu pomóc.

            To co piszesz zajeżdża totalną znieczulicą. Obyś nigdy nie doświadczył tego na sobie.
            • kozak-na-koniu Re: Niepotrzebne są tu żadne "twory" 01.10.08, 08:55
              Różnych rzeczy doświadczyłem. Co innego pomóc pozbierać się
              gościowi, który się "wyglebił", ale jest przytomny i nie wykazuje
              szczególnych uszkodzeń, co innego na przykład niefachowa próba
              przeniesienia kogoś z uszkodzonym kręgosłupem, niefachowe lub
              niepotrzebne wykonanie sztucznego oddychania, masażu serca itd..
              Zresztą, ludzka wrażliwość jest różna: jeden na widok krwi
              natychmiast mdleje, innego nie ruszy nawet "ręka - noga - mózg na
              ścianie". Nie wymagajmy od ludzi zbyt wiele, ten temat był tu
              już "wałkowany"...
              • edgar22 Re: Niepotrzebne są tu żadne "twory" 01.10.08, 09:07
                kozak-na-koniu napisał:
                > Różnych rzeczy doświadczyłem. Co innego pomóc pozbierać się
                > gościowi, który się "wyglebił", ale jest przytomny i nie wykazuje
                > szczególnych uszkodzeń,

                O takim przypadku tutaj mowa. Zdziwiłeś się, że można się zatrzymać i wyglebionemu pomóc.
              • tiges_wiz Re: Niepotrzebne są tu żadne "twory" 01.10.08, 09:11
                pierdzielisz bo juz nie moge .... :/
                nikt jeszcze nie karze, za zle udzielona pomoc, a jest kara za brak pomocy ...

                Co komu uszkodzisz, jak jest tetno i oddech? jezeli czlowiek jest przytomny i masz podejrzenie uszkodzenia kregoslupa i przykrywasz go kocem i pilnujesz go ... jezeli nie ma odechu i jest zatrzymana akcja serca to sie zaczyna masaz serca i sztuczne oddychanie bez wzgledu na to co sie stalo, bo mozg po kilu minutach zaczyna obumierac :/. Podobie przy krwotokach .. nawet zle zalozony ucisk uratuje zycie, choc moze spowodowac martwice konczyny .. ja jednak wole bez reki, ale zyc.
                • kozak-na-koniu Re: Niepotrzebne są tu żadne "twory" 01.10.08, 09:28
                  Możesz jeszcze resztę życia spędzić na wózku inwalidzkim, bo ktoś,
                  niefachowo udzielając pomocy i nie widząc, że masz uszkodzony
                  kręgosłup uszkodził Ci rdzeń kręgowy... Właśnie dlatego piszę, że
                  masowe szkolenia z pierwszej pomocy powinny obejmować najbardziej
                  podstawowe rzeczy, takie jak zapobiegnięcie wychłodzeniu, założenie
                  opaski uciskowej itd.. Jednak, nie wzmagajmy od kogoś, kto naoglądał
                  się telewizji i nagle zobacył coś podobnie strasznego (w jego
                  mniemaniu) w realu, by zachował się racjonalnie i kompetentnie.
                  Lepiej już propagować społeczne ratownictwo drogowe, na przykład:
                  www.ratownictwo.org/
                • Gość: Karlik Re: Niepotrzebne są tu żadne "twory" IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.10.08, 09:37
                  > nikt jeszcze nie karze, za zle udzielona pomoc, a jest kara za
                  > brak pomocy ...
                  Zgadza się, ale nikt nigdzie nie sprecyzował na czym ta pomoc ma
                  polegać. Wystarczy wezwanie karetki? Jesli nie, to wezwanie karetki
                  i przykrycie delikwenta kocem lub folią izotermiczną jest
                  zdecydowanie udzieleniem pomocy. Nawet jeśli obowiązkowo przeszkoli
                  sie wszystkich kierowców z udzielania pierwszej pomocy, to nie
                  znaczy, że każdy z nich zrobi w razie wypadku coś wiecej niz ten
                  telefon i przykrycie kocem. I nie mozna tego wymusic na ludziach.
                  Bo ktoś sie może bac widoku krwi, bo może się bac zarazenia AIDS,
                  bo moze byc sparaliżowany ze strachu itd. To trochę jak z tym
                  przepisem z gasnicami. Mozna zmusić kierowcę, aby woził gasnice. Ale
                  nikt nie odważy sie wprowadzić przepisu zmuszajacego kierowcę do jej
                  uzycia i samodzielnego gaszenia pożaru.
                  > . jezeli nie ma odechu i jest zatrzymana akcja serca to sie
                  > zaczyna masaz serca
                  > i sztuczne oddychanie bez wzgledu na to co sie stalo,
                  Jasne. Tylko dla szarego smiertelnika leżące na ziemi zakrwawione
                  ciało bez pulsu i oddechu to jest trup. I naprawde trudno się
                  przełamać, aby podejść do takiego trupa i zacząć się z nim "całować"
                  czyli robić sztuczne oddychanie. Nawet z maseczką. A ambu raczej
                  nikt nie wozi w aucie.
                  • sokolasty Re: Niepotrzebne są tu żadne "twory" 01.10.08, 19:24
                    "Możesz jeszcze resztę życia spędzić na wózku inwalidzkim, bo ktoś,
                    niefachowo udzielając pomocy i nie widząc, że masz uszkodzony
                    kręgosłup uszkodził Ci rdzeń kręgowy... "

                    Możesz też żywota dokonać w pojeździe, bo w obawie o Twój kręgosłup i kręgi
                    szyjne nikt nie sprawdzi Ci pulsu i oddechu, względnie nie będzie Cię reanimował.
                  • zigzaur Re: Niepotrzebne są tu żadne "twory" 03.10.08, 09:06
                    Udzielanie pierwszej pomocy jest integralną częścią kursu nauki jazdy.

                    Pierwszy post opisuje sytuację wywalenia się rowerzysty na szosie. Zasadniczą
                    przyczyną wypadku była jazda rowerem po szosie. Rowery powinny jeździć tylko po
                    specjalnie przeznaczonych do tego drogach, najlepiej drogach gruntowych.
                • inguszetia_2006 Re: Niepotrzebne są tu żadne "twory" 01.10.08, 11:47
                  tiges_wiz napisał:

                  > pierdzielisz bo juz nie moge .... :/
                  > nikt jeszcze nie karze, za zle udzielona pomoc, a jest kara za
                  brak pomocy ...
                  >
                  > Co komu uszkodzisz, jak jest tetno i oddech? jezeli czlowiek jest
                  przytomny i m
                  > asz podejrzenie uszkodzenia kregoslupa i przykrywasz go kocem i
                  pilnujesz go ..
                  > . jezeli nie ma odechu i jest zatrzymana akcja serca to sie
                  zaczyna masaz serca
                  > i sztuczne oddychanie bez wzgledu na to co sie stalo, bo mozg po
                  kilu minutach
                  > zaczyna obumierac :/. Podobie przy krwotokach .. nawet zle
                  zalozony ucisk urat
                  > uje zycie, choc moze spowodowac martwice konczyny .. ja jednak
                  wole bez reki, a
                  > le zyc.
                  >
                  Witam,
                  Bez ręki to ja też mogę;-) Ale sparaliżowana to bym nie chciała być.
                  Wolałabym zginąć. Słowo honoru.
                  Pzdr.
                  Inguszetia
          • simon921 Re: 90% świadków wypadków nie robi nic żeby pomóc 01.10.08, 08:58
            Jasne... tylko ktoś te służby musi wezwać:/ Jakbym przywalił głową i np. leżał
            nieprzytomny, to służby telepatycznie by się dowiedziały?
            • dorota.alex Re: 90% świadków wypadków nie robi nic żeby pomóc 01.10.08, 09:50
              Taaak, jakis czas temu z mezem wyskakiwalismy z samochodu ratowac
              chlopaka z atakiem padaczki na skrzyzowaniu w Warszawie. Wokolo stal
              wianuszek ludzi, ktorzy owszem wezwali pogotowie, ale nie domyslili
              sie, ze chopak wali glowa w beton - juz ma rane i z kazda sekunda
              coraz wieksza i coraz bardziej krwawi. Od pobliskiego fryzjera
              wyrwalismy kilka recznikow i z taka prowizoryczna poduszka
              czekalismy na pogotowie. Tu oczywiscie nie bylo zadnego
              bezposredniego zagrozenia zycia - ale pomoc byla potrzebna. Czasem
              telefon na pogotowie to troche za malo...
              • e_madziq Re: 90% świadków wypadków nie robi nic żeby pomóc 02.10.08, 14:51
                ależ zagrozenie było, mógł sobie np odgryźć jezyk co spowodowałoby
                krwotok nie do opanowania, a słyszałam też o śmierci z powodu
                krwiaka mózgu który był skutkiem tego walenia głowa w beton
          • Gość: nomad Re: 90% świadków wypadków nie robi nic żeby pomóc IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.10.08, 15:31
            Zgadza sie. Ale przypadku wypadków samochodowych nikt nie każe wyciągać ofiar
            czy reanimować. Wystarczy okrycie folią termiczna, czymkolwiek i mowienie do
            ofiary żeby nie usnęła zanim przyjadą "twory powołane". To czasem wystarczy aby
            życie uratować. Nawet jeśli tylko "czasem"...
            • zigzaur Re: 90% świadków wypadków nie robi nic żeby pomóc 03.10.08, 09:08
              Wręcz odradza się wyciąganie rannych z samochodu. Głównie z powodu możliwości
              uszkodzenia kręgosłupa i narządów wewnętrznych.
              Nie wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że po wypadku samochód często jest w
              pozycji niestabilnej i próby manipulacji mogą spowodować przewrócenie się
              samochodu i w konsekwencji następny wypadek kosztem ratownika.
    • bigstrand Re: 90% świadków wypadków nie robi nic żeby pomóc 01.10.08, 10:55
      Problem by chyba mial inny wymiar gdyby 100% swiadkow spieszylo z pomoca w tej samej chwili. To oczywiscie prowokacyjny kontr argument.

      Ciekawa inicjatywa w pewnym europejskim kraju:
      Otoz wiele osob (chyba juz wszyscy) nosza przy sobie telefony komorkowe. Bardzo czesto ofiary wypadkow lub innych zdarzen sa nieprzytomne lub nie sa w stanie swiadomie powiedziec z kim sie skontaktowac. Kazdy telefon komorkowy ma dzis ksiazke telefoniczna, otoz postuluje sie by kazdy wpisal w tejze pod Nazwa ICE (In Case of Emergency) numer telefonu pod ktory mogli by ratownicy zadzwonic informujac o zdarzeniu. Tych numerow moze byc wiecej ICE2 ICE3. Moim zdaniem ciekawa inicjatywa i warta rozpropagowania rowniez i w Polsce
      • sokolasty Re: 90% świadków wypadków nie robi nic żeby pomóc 01.10.08, 19:26
        Wszyscy maja ICE, mam i ja.

        Dwa.

        Czasami tylko się zastanawiam, czy to numer rezerwacji niemieckiego Intercity
        Express :)
      • titta Re: 90% świadków wypadków nie robi nic żeby pomóc 02.10.08, 20:22
        I bez tego mozna znalezc kogo zawiadomic. (juz pomijam sytuacje gdy
        komorka ma wpis "mama", "tata". O tym, ze mzna swioadczy fakt, ze
        odnalezieniu mojej zgubionej komorki dowiedzialam sie od znalazcy
        dzwoniacego do mojego biura. Wystarczyly mu trzy telefony aby
        ustalic kim jestem, gdzie mozna mnie zastac i jaki tam jest numer.
        Kosztow nie ponosil bo dzwonil z mojego telefonu.
    • emes-nju Mieszcze sie w zaszczytnych 10 % :-) 01.10.08, 11:27
      Zawsze jak widze, ze cos sie zdarzylo, zatrzymuje sie i pomagam.

      Ale masz racje - gdyby nie to, ze na wlasny zeglarko-instruktorski uzytek solidnie sie przeszkolilem (juz zapominam...), to pewnie tez stalbym i sie gapil :-/
    • amgi Re: 90% świadków wypadków nie robi nic żeby pomóc 02.10.08, 13:22
      Zawsze. Mam w samochodzie dobrze zaopatrzoną apteczkę i porzadne
      rękawiczki, a nie takie standartowe byle co. Nie dawno pomagałam
      opatrywać ludzi wyniesionych z płonacego samochodu po dachowaniu.
      Trudno wtedy czekać. Ludzie nie umieli pomagać,ale zatrzymywali się
      i ktos tych ludzi wyniósł z samochodu i tym samym uratował ich
      życie. Straż i karetki były szybko. Ale tylko moja apteczka była ok.
      To było w cywilizowanym zachodnim kraju, a więc nie tylko w Polsce
      trudno o praktyczne umiejętności. Jeśli komuś powiesz :tu trzymaj,
      tak zrób, to podaj to ludzie pomagają.
    • Gość: Emi_M Re: 90% świadków wypadków nie robi nic żeby pomóc IP: *.elartnet.pl 02.10.08, 13:27
      A ja pamiętam ze szkolenia na prawo jazdy (blok pierwsza pomoc: bardzo na poziomie wykładowca-ratownik), że z tą pierwszą trzeba bardzo ostrożnie - pomijając fakt, że jak się nie potrafi, to nie trzeba brać się do udzielania pomocy, bo można zaszkodzić, pierwsza zasada - nie zaszkodzić sobie. Czyli - jeśli widzimy kogoś nieznajomego, kto potrzebuje sztucznego oddychania, ale nie mamy odpowiednich narzędzi (czyli chociażby plastikowej torebki), to nie bierzemy się za sztuczne oddychanie, żeby nie zarazić się żółtaczką tudzież innymi chorobami. Tak samo z krwią - nie mamy zabezpieczenia - nie dotykamy gołymi rękoma człowieka, który jest we krwi. I tyle.
      Oczywiście szkolenie było zbyt krótkie, aby nauczyć się fachowych podstaw pierwszej pomocy.
      • turzyca Re: 90% świadków wypadków nie robi nic żeby pomóc 02.10.08, 14:06
        Ale w czym problem? Rekawiczki jednorazowe kosztuja grosze, maska do sztucznego
        oddychania rowniez. Nie zajmuja az tyle miejsca, zeby sie nie dalo ich dolozyc
        do apteczki, nawet tej malej, niesamochodowej. A w samochodzie to i ambu mozna
        wozic.

        A co do szkolenia - mi mowiono, ze lepiej starac sie pomoc niz zostawic bez
        pomocy. Nawet niewprawny masaz serca daje wieksze szanse niz zaden.
        • tallinn Re: 90% świadków wypadków nie robi nic żeby pomóc 02.10.08, 14:39
          Problem w tym, że nie należy ratować czyjegoś życia kosztem własnego. Sami
          ratownicy podkreślają to na szkoleniach: n i e _ w o l n o wykonywać sztucznego
          oddychania metodą "usta-usta", jeśli nie ma się służącej do tego maseczki. A nie
          każdy nosi taką maseczkę ze sobą.
          • turzyca Re: 90% świadków wypadków nie robi nic żeby pomóc 02.10.08, 15:15
            Zgoda. Nie nalezy narazac wlasnego zycia. Ale zeby nie narazac wlasnego zycia, a
            moc ratowac cudze, trzeba dolozyc do apteczki rekawiczki i maseczke, ew. worek
            ambu. Koszt jest minimalny. Apteczke i tak kazdy kierowca musi miec. To gdzie
            jest problem? W wydaniu tych kilku zlotych? W koniecznosci pomyslenia? W checiach?
            Nie mowiac juz o tym, ze maseczka i rekawiczki nie zajmuja duzo miejsca, mala
            apteczka jest mniejsza od kosmetyczki, miesci sie w torebce. Dlaczego nie nosic
            jej na co dzien przy sobie?
            Ja wciaz nie widze realnego problemu.
            • tallinn Re: 90% świadków wypadków nie robi nic żeby pomóc 02.10.08, 16:24
              turzyca napisała:

              > To gdzie jest problem? W wydaniu tych kilku zlotych? W koniecznosci pomyslenia? W checiach?

              Tak. I właśnie w takiej kolejności.
            • Gość: ;-) Re: 90% świadków wypadków nie robi nic żeby pomóc IP: 89.108.221.* 02.10.08, 16:58
              turzyca napisała:

              > Apteczke i tak kazdy kierowca musi miec.

              Bzdura! W Polsce obowiązkowy jest trójkąt ostrzegawczy i gaśnica. W niektórych
              "cywilizowanych" krajach - owszem, apteczka jest obligatoryjna, z konkretnie
              rozpisanym wyposażeniem (Austria, Słowacja...).
              U nas, w kraju widzę za to mnóstwo "obowiązkowych" kamizelek w kolorze
              fluorescencyjno-żółtym, udających pokrowce na fotele albo rzuconych na tylną
              półkę. taka kamizelka ma zapewne robić złudne wrażenie, że autem jedzie
              policjant po służbie. Przy okazji uwaga: kamizelki fantastycznie blakną w ostrym
              słońcu i robią się bladozielonkawe...
              Raz w życiu widziałem gościa majstrującego przy aucie w kamizelce. Sam tez
              nakładam, wychodząc z auta w terenie niezabudowanym. Widziałem za to wypadek na
              A4, gdzie wszyscy gapiący się "szpanerzy-policjanci" nawet nie wyjęli kamizelek
              z zamkniętego fabrycznie woreczka. Pytam się, po kiego grzyba wozicie w takim
              razie ten kawałek szmaty z odblaskami? A może po prostu ściągnęliście bite auto
              z Niemiec, Holandii, itp., a kamizelka była już na wyposażeniu?
              Pokazujecie, że jesteście "światowi" i jeździcie za granicę, czy jak?
              • zigzaur Re: 90% świadków wypadków nie robi nic żeby pomóc 03.10.08, 09:12
                Kamizelka powinna być używana na wypadek jakichś czynności na pasie ruchu np.
                wymiana koła czy spychanie uszkodzonego pojazdu na pobocze.

                Ale dobrze też by było, gdyby piesi nosili jakieś elementy odblaskowe na
                odzieży. W Polsce większość ludzi w sezonie jesienno-zimowym ubiera się w kolory
                czarne, szare i granatowe. Kierowca widzi osobę z odblaskami z odległości o 30 m
                większej niż bez odblasków.
          • titta Re: 90% świadków wypadków nie robi nic żeby pomóc 02.10.08, 20:00
            Bzdura. Zakazenie zoltaczka maloprwadopodobne (penie takie samo jak
            calujac sie z nowopoznana osoba, no chyba, ze mowimy o jakims zulu).
            Pozatym ja moge sie zarazic, a dana osobe, w przypadku zatrzymania
            oddachu na pewno nie wyjdzie bez szwanku.
    • morekac Re: 90% świadków wypadków nie robi nic żeby pomóc 02.10.08, 14:01
      Coś wtym jest. W styczniu br byłam świadkiem wypadku - babka
      potrącila pieszego- od razu zebral się dziki tłum ludzi, co mało nie
      zlinczowali kierowczyni... Ale nikomu nie przyszło do głowy żeby
      zadzwonić a.po karetkę b.na policję. No i byłam jedynym świadkiem,
      który podał swoje dane osobowe i stawił się w komisariacie...
      Zasada jest taka: im więcej ludzi, tym mniejsze szanse na uzyskanie
      pomocy. Jakiejkolwiek.
    • prawdziwy.optymista Re: 90% świadków wypadków nie robi nic żeby pomóc 02.10.08, 14:25
      Współczuję. Obojetność ludzka to nie tylko pomoc przy wypadkach. Wczoraj jadąc
      autobusem widziałem jak na oczach 40-stu pasażerów dwóch kieszonkowców okrada
      jakąś starownikę (może akurat emeryturę dostała)? Nikt nie zareagował. Nawet ja.
      Było mi głupio ale czułem podświadomie, że to nie moja sprawa to co się będę
      wtrącał. Taką mamy wypraną mentalność.

      ------------------------

      Czytam i popieram: kierowcatira.blox.pl
    • Gość: mysza Pomagam.To obowiązek. Moralny i prawny. IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 02.10.08, 14:34
      Nie zostawia się rannych ludzi bez pomocy.
      • Gość: gosc Znieczulica jest ogromna IP: *.metrolink.pl 02.10.08, 15:09
        Bylem kiedys swiadkiem sytuacji jak moja znajoma ( znajoma moich rodzicow )
        wychodzila ze sklepu podtknela sie o prog i zlamala sobie noge. Widoczne
        zlamanie z przemieszczeniem. Prawa nozka zrobila sie jak litera L - trwalo to
        mniej niz 30 sekund zanim wyskoczylem z auta i dobieglem do niej.
        W tym czasie nad lezaca kobieta z polamana noga przeszlo kilka osob wchodzacych
        i wychodzacych ze sklepu.

        Brak slow - musze dodac ze pogotowie przyjechalo blyskawicznie
        • kozak-na-koniu Re: Znieczulica jest ogromna 02.10.08, 15:14
          W większości tak zwanych "innych krajów" byłoby dokładnie tak samo,
          a w USA nikt by nie pomógł. W polsce natomiast pogotowie jechałoby
          dłużej.
          • zigzaur Re: Znieczulica jest ogromna 03.10.08, 09:14
            A w rosji to jeszcze by obrabowali.
      • czousen albo moralny albo prawny, jedno wyklucza drugie 03.10.08, 08:37
        albo musze pomoc albo chce pomoc.
    • robertrobert1 Re: 90% świadków wypadków nie robi nic żeby pomóc 02.10.08, 14:45
      Dla mnie to nic nowego. W końcu wygodniej jest tylko popatrzeć i nic nie zrobić niż w garniturku klęczeć na bruku.
    • Gość: nomad Re: 90% świadków wypadków nie robi nic żeby pomóc IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.10.08, 15:24
      pomagam. Zawsze. I czekam na przyjazd policji i karetki. Coś w tych statystykach
      jest bo będąc świadkiem wypadku jako jedyny zatrzymałem się przy samochodzie
      który na moich oczach uderzył w drzewo. Reszta ( w ilości 5 sztuk samochodów)
      pojechała dalej. KOlejne przejeżdzające jedynie zwalniały. Dopiero po chwili
      ktoś się zatrzymał i pomógł.
      • Gość: niebezpieczne Ludzie nie chcą płacić do końca życia. IP: *.chello.pl 02.10.08, 15:40
        Nie pomagam, ponieważ sądy w imieniu Rzeczpospolitej Polskiej orzekają
        dożywotnie renty dla ofiar wypadków, którym osoby postronne nieprawidłowo
        udzieliły pomocy. Lekarz ma dyplom i jego sąd nie skaże, więc niech pomagają
        lekarze. Za to oddaję krew B Rh (ujemny). Ofiary wypadków mogą z niej korzystać,
        jeśli chcą.
        • titta Re: Ludzie nie chcą płacić do końca życia. 02.10.08, 20:34
          Brednie opowiadasz. Pokaz mi jeden przypadek takiej renty!
          • Gość: niebezpiecznie Re: Ludzie nie chcą płacić do końca życia. IP: *.chello.pl 03.10.08, 11:09
            Tryb rozkazujący zostaw dla swoich dzieci. Masz czas, to sobie poszukaj
            odpowiednich dowodów. Po drugie, nie ma obowiązku, aby mi wierzyć, tylko potem
            niech nikt nie narzeka, że płaci rentę.
    • Gość: aaa Re: 90% świadków wypadków nie robi nic żeby pomóc IP: 151.92.176.* 02.10.08, 15:46
      Znam taki przypadek, kiedy po wypadku osobie poszkodowanej została udzielona
      pomoc, dzięki której przeżyła. Później ten który pomógł, został oskarżony przez
      poszkodowanego o powikłania zdrowotne po wypadku. I przegrał w sądzie. Nigdy
      więcej pomocy, żadnej, czy to dotyczy wypadku samochodowego czy w życiu.
      Autentyczna sytuacja.

      Nawet najzwyklejsza pomoc w życiu w błahej sprawie może zostać wykorzystana
      przeciwko tobie. Nie chce się wierzyć w takie sytuacje, ale powodują one, że na
      wszelkie nieszczęścia życiowe u innych człowiek staje odporny.
      • tiges_wiz Re: 90% świadków wypadków nie robi nic żeby pomóc 02.10.08, 15:50
        przydalby sie jakis link, bo jezeli to prawda, to orzeczenie sadu bylo skandaliczne.
        • Gość: niebezpieczne Re: 90% świadków wypadków nie robi nic żeby pomóc IP: *.chello.pl 02.10.08, 15:55
          Sąd jest od stosowania obowiązującego prawa i je zastosował.
          • titta Re: 90% świadków wypadków nie robi nic żeby pomóc 02.10.08, 20:16
            No jakie to obowiazujace prawo wedlug ciebie? Bo prawo stanowi o
            obowiazku udzielenia pomocy.
            • Gość: niebezpiecznie Re: 90% świadków wypadków nie robi nic żeby pomóc IP: *.chello.pl 02.10.08, 21:55
              Chcesz żyć w niewiedzy, żyj. Tylko potem się nie dziw, gdy życie (sąd i
              "ofiara") z powództwa cyfilnego Cię zaskoczy. Ludzie są niewdzięczni i
              bezwzględni. Współcześniej bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, bo pożądanie
              pieniędzy jest silniejsze niż kiedykolwiek.
        • czousen prawo tworzyli idioci, wiec .... 03.10.08, 10:44
          to nie jest najgorszy byk w polskim prawie
      • titta Re: 90% świadków wypadków nie robi nic żeby pomóc 02.10.08, 20:14
        Bardzo autemntyczna sytuacja... Rozpowszechniasz zaslyszane brednie
        aby tylko zaistniec. aby doszlo do skazania musiala byc opinia
        bieglego lekarza, ze zeczywiscie zaszkodzil swym poztepowaniem.
        Wtedy musialo byc ono albo bardzo bezmyslne (np. machanie osoba z
        podejrzeniam urazu kregoslupa) albo celowym dzialaniem na szkode...
        • Gość: niebezpiecznie Re: 90% świadków wypadków nie robi nic żeby pomóc IP: *.chello.pl 02.10.08, 22:02
          Powołujesz się na opinie biegłych? Po pierwsze przeważnie w takich sprawach jest
          kilka sprzecznych opinii. Po drugie zapoznaj się z badaniami nt. wiarygodności
          biegłych sądowych. Były takie, poszukaj. Widzę, że należysz do osób, które muszą
          na własnej skórze nauczyć się, jakie jest prawdziwe życie i że życie to nie
          teoretyczne pogadanki.
    • naprawdetrzezwy Zamiast zajmować sie pie...mi 02.10.08, 16:29
      lepiej zadbać o to, by prawo jazdy mieli tylko ludzie myslacy.

      Wtedy problem, o ktorym piszesz, bedzie marginalny...
    • Gość: ;-) Re: 90% świadków wypadków nie robi nic żeby pomóc IP: 89.108.221.* 02.10.08, 17:17
      Po pierwsze: dobry ratownik to _żywy_ ratownik.
      Wyciągając np. gościa spod płonącej cysterny z propanem-butanem możesz
      powiększyć ilość osób poszkodowanych/ofiar śmiertelnych o 100%.
      W związku z tym, zanim zaczniesz udzielać pomocy, zadbaj o własny tyłek. Światła
      awaryjne i _trójkąt_ w odpowiednim miejscu i odległości mogą uchronić życie
      twoje i ratowanego. Do tego ew. kamizelka ostrzegawcza i druga osoba, robiąca
      "pajacyki", żeby zwrócić uwagę kierowców i ew. pokierować ruchem.
      W rozbitym pojeździe trzeba wyłączyć stacyjkę, zaciągnąć ręczny, podłożyć coś
      pod koła (np. zużytą przed chwilą gaśnicę).

      Po drugie, dla bojących się udzielać pierwszej pomocy krótka piłka: nieprzytomna
      ofiara wypadku z NZK (Nagłym Zatrzymaniem Krążenia), której "na wszelki wypadek"
      nikt nie wyciąga z auta i nie rozpoczyna resuscytacji ZDYCHA (sorry za
      określenie, ale inaczej nie mogę tego nazwać) na oczach gapiów w ciągu kilku
      minut. Jeden zrobi sobie zdjęcie komórką, drugi zapali papieroska przy lejącym
      się paliwie, trzeci przejedzie obok obojętnie, czwarty się zatrzyma, tarasując
      drogę ratownikom. Pozdrowienia dla nielicznych myślących, rozsądnych, odważnych,
      którzy oprócz telefonu na 997/998/999/112 potrafią coś zdziałać na miejscu wypadku.

      Zauważyłem, że w kraju śmigłowce LPR latają czasem do dość błahych zdarzeń, np.
      zmiażdżonej ręki, podczas gdy do tragicznych wypadków na opolskim odcinku A4
      helikopter nie pojawia się chyba nigdy. Opole nie ma bazy śmigłowcowej LPR, więc
      w razie "W", zaczyna się spychologia stosowana pod tytułem "leci Wrocław czy
      Gliwice". Ostatecznie nie leci nikt...

      P.S. Ja i żona jesteśmy po 2 kursach pierwszej pomocy i zabezpieczania miejsca
      wypadku. Żadne z nas nie ma wykształcenia medycznego. Nie twierdzę, że jesteśmy
      doskonali, ale mamy w aucie odpowiedni sprzęt (choćby rękawiczki nitrylowe,
      maseczkę do sztucznego oddychania, kołnierz ortopedyczny) i potrafimy zrobić z
      tego użytek. Wiemy z autopsji, ile wysiłku wymaga kilkuminutowa resuscytacja
      krążeniowo-oddechowa. Być może, dzięki naszym umiejętnościom żyje kilka osób.
    • simon921 Jednak czasem nawet chcąc pomóc się nie da:( 02.10.08, 17:19
      Byłem dziś świadkiem wypadku. Masakrycznego niestety. Ludzie zatrzymali się,
      jednemu z poszkodowanych pomogli, natomiast drugiemu zakleszczonemu, jedyne co
      można było zrobić, to podtrzymywać głowę, żeby się nie udusił. Na szczęście
      pogotowie dotarło po 10 min.
      Ale bezsilność jest masakryczna widząc, że nic się samemu nie zrobi.

      Ciekawostka - pomagający to byli tylko ludzie młodzi - w większości jadący na
      mecz Lecha. Panowie biznesmeni i urzędnicy tylko kombinoali jak objechać
      zablokowany kawałek.
    • edek40 Re: 90% świadków wypadków nie robi nic żeby pomóc 02.10.08, 17:28
      Mam koliege lekarza. Tak sobie rozmawialismy o pomocy ofiarom itp. On na
      poczatku kariery jezdzil w pogotowiu. Zeszlo na masaz serca i tu mnie zabil.
      Otoz oswiadczyl on, ze na Akademii nie nauczyli go jak prawidlowo wykonac masaz
      serca. W tamtych czasach pomarzyc mozna bylo o wyposazeniu Akademii w fantoma
      treningowego. Gdy, po kilku latach praktyki dorwal sie do tego cuda techniki
      zdebial. Pierwsze proby wykazaly, ze masowalby tak lekko, ze rownie dobrze
      moglby przejsc sie na piwo. Niestety kursy z opowiesciami o reanimacji sa o kant
      d.... potluc.

      Niemniej nalezy pomagac, pytac, opatrywac itp. W razie potrzeby rowniez masowac
      serce. A noz pomoze, albo natleni w takim stopniu, ze lekarz da rade uruchomic
      czlowieka.
      • simon921 Re: 90% świadków wypadków nie robi nic żeby pomóc 02.10.08, 17:41
        Polecam kursy organizowane przez WOŚP - tam się właśnie uczy na fantomach a nie
        w teorii.
      • inguszetia_2006 Re: 90% świadków wypadków nie robi nic żeby pomóc 02.10.08, 18:59
        edek40 napisał:

        > Mam koliege lekarza. Tak sobie rozmawialismy o pomocy ofiarom itp.
        On na
        > poczatku kariery jezdzil w pogotowiu. Zeszlo na masaz serca i tu
        mnie zabil.
        > Otoz oswiadczyl on, ze na Akademii nie nauczyli go jak prawidlowo
        wykonac masaz
        > serca. W tamtych czasach pomarzyc mozna bylo o wyposazeniu
        Akademii w fantoma
        > treningowego. Gdy, po kilku latach praktyki dorwal sie do tego
        cuda techniki
        > zdebial. Pierwsze proby wykazaly, ze masowalby tak lekko, ze
        rownie dobrze
        > moglby przejsc sie na piwo. Niestety kursy z opowiesciami o
        reanimacji sa o kan
        > t
        > d.... potluc.
        >
        > Niemniej nalezy pomagac, pytac, opatrywac itp. W razie potrzeby
        rowniez masowac
        > serce. A noz pomoze, albo natleni w takim stopniu, ze lekarz da
        rade uruchomic
        > czlowieka.
        Witam,
        A ja mam męża lekarza i skonsultowałam z nim, to co powiedział
        Twój "kolega". I to jest BREDNIA. Albo inaczej; niech kolega po
        fachu powie o którą akademię medyczną chodzi i to będzie wskazówka
        dla innych, żeby tam nie iść na studia.
        Pzdr.
        Inguszetia
      • czousen studia to wkuwanie, wiec nic dziwnego 03.10.08, 08:49
        lekarze ponoc maja z tym naprawde ostro, wiec jesli kogos to szczegolnie nie
        interesuje to nie bedzie wiedzial. jest wielu zlych lekarzy, bo wymaga sie od
        nich by sie nauczyli na egzamin, a nie umieli. powinni im zmniejszyc material o
        polowe i skupic sie na tym co najwazniejsze.
        • inguszetia_2006 Re: studia to wkuwanie, wiec nic dziwnego 03.10.08, 09:17
          czousen napisał:

          > lekarze ponoc maja z tym naprawde ostro, wiec jesli kogos to
          szczegolnie nie
          > interesuje to nie bedzie wiedzial. jest wielu zlych lekarzy, bo
          wymaga sie od
          > nich by sie nauczyli na egzamin, a nie umieli. powinni im
          zmniejszyc material o
          > polowe i skupic sie na tym co najwazniejsze.
          Witam,
          Mózg ludzki jest bardzo pojemny. Wbrew pozorom, człowiek jest w
          stanie nauczyć się bardzo wiele, nawet w bardzo krótkim czasie.
          Wszystko to kwestia treningu, jak samo nie wchodzi do głowy.
          Niemowlę uczy się błyskawicznie i zapamiętuje trwale.To nie cud. To
          naturalna skłonnośc mózgu do "uczenia się". Później jest gorzej, bo
          mniej stymulacji. Niemowlę musi się uczyć, by przeżyć i zrozumieć
          świat, nie zginąć w chaosie.I robi to, co musi. I wychodzi mu to
          nadzwyczaj dobrze;-)Badania mózgu niemowląt dowiodły, że wszystkie
          są tak samo genialne. Nie mówię oczywiście o niemowlętach z wadami
          mózgu. Dopiero później zaczynają się różnice. Ale punkt wyjścia jest
          jeden.
          Poza tym, co to znaczy zmniejszyć lekarzom materiał "o połowę"?;-)
          O którą połowę?;-)Materiał musi być opanowany w całości. Patrz jak
          działa dr House;-)
          Pzdr.
          Inguszetia

    • Gość: kate Re: 90% świadków wypadków nie robi nic żeby pomóc IP: *.dsl.bell.ca 02.10.08, 18:50

      JAk nie jests pewny co i jak zrobic to lepiej ogranicz sie do
      zadzwonienia po pomoc.Na kursach na ktore chodzil znajomy ( nie
      tylko z pierwszej pomocy - ma zrobione 3 stopnie kursu i w tej
      chwili ma uprawnienia do przewozu pacjentow ze szpitala do szpitala
      + oczywiscie masa innych drobniejszych rzeczy) pierwsze czego ucza
      to co zrobic zeby nie wladowac sie w klopoty.Bo ty chcesz pomoc, a
      potem taki delikwent cie oskarzy o to czy tamto.
    • a_lucka Re: 90% świadków wypadków nie robi nic żeby pomóc 02.10.08, 19:20
      Nie plakac nad rozlanym mlekiem, tylko wziasc scierke i zetrzec.
      Innymi slowy, nie rozpaczac nad przeszloscia, tylko poszukac
      rozwiazania na przyszlosc, np. samemu otworzyc szkole pierwszej
      pomocy i pisac w mediach, ze ta pomoc jest wazna.
    • titta Re: 90% świadków wypadków nie robi nic żeby pomóc 02.10.08, 19:51
      W wypadku bralam udzial raz. Nic sie nikomu nie stalo co musielismy
      ze 100 razy kazdej zatrzymujacej sie osobie tlmaczyc. Policje
      wezwala ta pierwsza.

      Za to bylam swiadkiem bardzo powaznego wypadku. I nie zycze nikomu
      zeby byl w takiej sytuacji. Jak sie ma doczynienia z , to przy
      najlepszych checiach nie wiadomo co robic. Do pomocy w przypadku
      bardzo ciezko rannych ludzi i ogolnego haosu, potzrebne jest fachowe
      przeszkolenie (praktyczna pierwsza pomoc + cos w rodzaju algorytmu
      dzialania), a nie kilka teoretycznych informacji. Przyznaje
      szczerze, nie zrobilam nic. Nie udzielilam pomocy (niewykluczone, ze
      w danej sytuacji nie mialam takiej mozliwosci). Pozostalo sie tylko
      ewakulowac, aby nie tarasowac drogi i w przypadku niekorzystnego
      rozwoju sytuacji (wybuchu) nie powiekszac liczby ofiar...
      do dzis mam wyrzuty sumienia. Chce przes kurs, ktoty dal by mi
      jakies pojecie co w takiej sytuacji robic. Dla wlasnego spokoju...
    • Gość: edmund Re: 90% świadków wypadków nie robi nic żeby pomóc IP: *.toya.net.pl 02.10.08, 20:29
      Mój sąsiad WSTYDZIŁ się przed gapiami zrobić swojej żonie sztuczne oddychanie i
      masaż serca i żona zmarła. Karetka przyjechała ale za późno.
      • Gość: zawodowiec Kobiety niechca polamac paznokci i nie pomagaja!!! IP: *.41.213.85.sub.mbb.three.co.uk 03.10.08, 00:02
        Kobiety niechca polamac paznokci i niepomagaja!!!Jestem zawodowym
        kierowca wiec nieraz trafie na swiezy wypadek,ile moge to
        pomoge,krew zatamowac czy cos podobnego,wyciagnac z dymiacego wozu
        lub plonacego---jak inni sie zatrzymuja to:faceci przewaznie chca
        pomoc--"krawaty"i inne "menegery"moze mniej,ale najgorzej z
        kobietami-uciekaja,zawracaja-szczegolnie "paniusie pracujace w
        biurach"-boja sie o makijaz i fryzure,no i super kostiumik mozna
        pobrudzic--raz trafilem na czolowke-i 5 pierwszych wozow za mna
        prowadzily takie wlasnie kobiety--3 nie wysiadly wogole z wozow a 2
        staly w "bezpiecznej "odleglosci--raz trafilem na lekarke to zajela
        sie rannym...
    • Gość: gen. Italia Re: rowerzyści nie mają wśród kierowców... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.10.08, 10:01
      W Polsce ścieżki rowerowe to w ogóle chory pomysł bo na rowerze da
      się jeździć góra przez 40% dni w roku. A przez resztę czasu, kiedy
      miejsca parkingowe są tym bardziej potrzebne, mamy pustą
      niewykorzystaną powierzchnię ścieżek.

      No chyba że ktoś jest fanatykiem pedałów i jeździ cały rok -
      oszczędza w ten sposób na leczenie reumatyzmu na starość. A
      podskórnie czuje zawiść do tych w ciepłych i wygodnych samochodach
      więc stara się im dokopać. Jak każdy fanatyk.
      • simon921 Re: rowerzyści nie mają wśród kierowców... 03.10.08, 10:54
        > No chyba że ktoś jest fanatykiem pedałów i jeździ cały rok -
        > oszczędza w ten sposób na leczenie reumatyzmu na starość. A
        > podskórnie czuje zawiść do tych w ciepłych i wygodnych samochodach
        > więc stara się im dokopać. Jak każdy fanatyk.

        Widzisz ja jestem fanatykiem jeżdżenia cały rok rowerem, a Ty jesteś fanatykiem
        stania w korkach. Każdy wybiera to co lubi i nie zmusza innego do robienia tego
        czego nie lubi. I nie mów, że Ci zazdroszczę, bo nie mam czego;)
        • Gość: gen. Italia Re: rowerzyści nie mają wśród kierowców... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.10.08, 11:10
          Pytanie - czy pomógłbyś fanatykowi który chciał się wysadzić w
          powietrze (i ludzi wokoło) ale odpalił mu tylko zapalnik i ranił
          tylko jego?

          Bo niestety przestrzeń w mieście jest ograniczona i rowerzyści
          nawołujący do budowy ścieżek zabierają miejsce na drogi i parkingi,
          zwiększając w ten sposób korki zwłaszcza w dni zmine/deszczowe.

          A normalny człowiek ma dość ograniczoną chęć pomagania rannym
          fanatykom pragnącym zniszczyć jego styl życia.

          Niechęć pomocy to nie jest zmuszanie do czegokolwiek...
          • edgar22 Biedactwo, rowerzyści niszczą mu styl życia... n/t 03.10.08, 11:29

          • simon921 Re: rowerzyści nie mają wśród kierowców... 03.10.08, 11:33
            Czyli rozumiem - uprzywilejować tylko samochody osobowe, a reszta do piachu.
            Zlikwidować chodniki drogi rowerowe i zamienić na parkingi.
            A niby dlaczego ja mam jechać autem, jak rowerem mam szybciej do pracy?
            Szczególnie, że jadę o pracy dwupasmówką o takiej szerokości, że wyprzedzenie
            mnie nie stanowi problemu (mieszczą się dwa auta i rower). Wolę, żeby za moje
            podatki (te paliwowe też) budowali np. autostrady i obwodnice niż 6 pasmowe
            drogi przez centrum.
            • Gość: gen. Italia Re: rowerzyści nie mają wśród kierowców... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.10.08, 11:37
              Uprzywilejować to co jest w danej chwili bardziej potrzebne. W
              deszczowe/zimne dni więcej rowerzystów jeździ (i chce zaparkować)
              samochodami niż rowerami. Tak więc proponowane przeze mnie
              rozwiązanie jest bez wątpienia krokiem w dobrą stronę.
              • simon921 Re: rowerzyści nie mają wśród kierowców... 03.10.08, 11:39
                Tylko jak drogę rowerową zamienią na parking, to ja w tamtym miejscu będę
                zmuszony jechać sobie jezdnią.
                • Gość: gen. Italia Re: rowerzyści nie mają wśród kierowców... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.10.08, 11:44
                  Nie jesteś sam na tym świecie a zamiana ścieżki na parking w
                  sytuacji złej pogody będzie dobra dla większości ROWERZYSTÓW.
    • Gość: rollo Re: rowerzyści nie mają wśród kierowców... IP: *.pgi.gov.pl 03.10.08, 10:31
      Mam prawo jazdy, samochód i do tego jestem rowerzystą. Co Ty na to?
      Wcale nie jest tak, że rowerzyści pałają nienawiścią do kierowców, w 80%
      przypadków jest odwrotnie. Niestety.
      Potrzebne są i parkingi i ścieżki rowerowe. Tyle,że rowerzyści jako duża
      zorganizowana w miare dobrze grupa potrafią lobbować u władz i tych ścieżek
      przybywa. Dlaczego kierowcy tego nie robią. Skrzyknąć sie i zacząć wywierac
      nacisk na miasto by parkingi budowało. Ale po co. Lepiej sie powkurzać i
      ponarzekać na korki , na rowery, na brak parkingów..
      • Gość: gen. Italia Re: rowerzyści nie mają wśród kierowców... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.10.08, 10:57
        Rowerzyści nie lobbują za ścieżkami jako duża grupa tylko zwykle w
        kilku ziejących nienawiścią fanatyków którzy na dodatek na owo
        lobbowanie mają czas - całkiem sporo czasu. A że władze za wszelką
        cenę próbują zmusić ludzi do przesiadki na rowery (m. in. po to żeby
        sami nie musieli stac w korkach a i również żeby wykazać się przed
        UE ograniczeniem emisji CO2) to takie "społeczne" inicjatywy padają
        na podatny grunt.

        Do tego w większości przypadków wybór jest albo-albo, przestrzeń w
        mieście jest ograniczona. Więc nie należy się dziwić niechęci
        samochodziarzy do rowerów - zwłaszcza jak ktoś postał sobie w korku
        spowodowanym tzw. "masą krytyczną".

        Ja osobiście jestem za ścieżkami rowerowymi zamienianymi w parkingi
        w dni zimne/deszczowe. W czasach internetu to żaden problem -
        informacja o tym jakie w danym dniu jest przeznaczenie ścieżek (na
        podstawie prognozy pogody) mogłaby pojawiać się dzień wcześniej na
        stronie urzędu miasta i na znakach przy trasach wlotowych.
        • simon921 Re: rowerzyści nie mają wśród kierowców... 03.10.08, 11:08
          > Ja osobiście jestem za ścieżkami rowerowymi zamienianymi w parkingi
          > w dni zimne/deszczowe. W czasach internetu to żaden problem -
          > informacja o tym jakie w danym dniu jest przeznaczenie ścieżek (na
          > podstawie prognozy pogody) mogłaby pojawiać się dzień wcześniej na
          > stronie urzędu miasta i na znakach przy trasach wlotowych.

          A co zrobić z rowerzystami takimi jak ja, którym pogoda nie przeszkadza i jeżdżą
          nawet jak deszcz?:>
          • Gość: gen. Italia Re: rowerzyści nie mają wśród kierowców... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.10.08, 11:15
            A co zrobić z fanatykami jeżdżenia wszędzie ciężarówką Biełaz (ze 4m
            szerokości)?

            Postawy ekstremistyczne nie służą dobru wspólnemu, w złą pogodę
            pedałuje może 5% rowerzystów a pewnie 20% z nich przesiada się w
            samochody, reszta w komunikację miejską. Dlatego zamiana ścieżek w
            parkingi jest IMHO najlepszym kompromisem.
            • simon921 Re: rowerzyści nie mają wśród kierowców... 03.10.08, 11:37
              > A co zrobić z fanatykami jeżdżenia wszędzie ciężarówką Biełaz (ze 4m
              > szerokości)?

              Jak droga jest dostosowana do tonażu niech sobie jeżdżą;)

              > Postawy ekstremistyczne nie służą dobru wspólnemu, w złą pogodę
              > pedałuje może 5% rowerzystów a pewnie 20% z nich przesiada się w
              > samochody, reszta w komunikację miejską. Dlatego zamiana ścieżek w
              > parkingi jest IMHO najlepszym kompromisem.

              Jeśli 2% ruchu na jezdni jedzie (rowerzyści), a reszta stoi w korku, to można by
              czasowo robić ścieżkę rowerową mp. środkiem jezdni, a resztę zamienić na
              parkingi dla kierowców jak tak lubią stać;)
              Sorry nie jestem żadnym terrorystą - rower służy mi po prostu jako najszybszy
              środek transportu do pracy:)
              • Gość: gen. Italia Re: rowerzyści nie mają wśród kierowców... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.10.08, 11:43
                Skoro lubisz ryzykować swoje życie i zdrowie (w opisywanym na
                początku wyglebieniu się nie brał udziału żaden samochód) to Twoja
                wola. Nie zmuszaj tylko innych do tego samego.

                A skoro prezentujesz postawy kojarzone z fanatyzmem (uczestnicy mas
                krytycznych to w końcu rowerzyści - fanatycy) to nie dziw się
                brakowi sympatii ze strony samochodziarzy.
                • simon921 Re: rowerzyści nie mają wśród kierowców... 03.10.08, 11:52
                  Akurat masy krytycznej to jestem przeciwnikiem - nie podoba mi się ich sposób
                  działania.
                  A moje wyglebienie - wypadek jakich wiele - omijałem nieprawidłowo zaparkowane
                  auto i nie chcą blokować lewego pasa chciałem szybko wrócić na swój.
                  Ja nie zmuszam nikogo do jeżdżenia na rowerze, to raczej Ty zmuszasz mnie do
                  przesiadania się do auta w deszczowe czy zimowe dni.

                  I jeszcze jedno na koniec. Jak jadę autem to rowerzyści nie przeszkadzają mi
                  absolutnie. A trochę jeżdżę bo (pewnie Cię trochę zaskoczę;)) jakieś 50kkm rocznie.
                  • Gość: gen. Italia Re: rowerzyści nie mają wśród kierowców... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.10.08, 11:57
                    Co człowiek to podejście. Tym niemniej prawo powinno brać pod uwagę
                    dobro wspólne - z punktu widzenia którego lepiej jednak żeby
                    przestrzeń była wykorzystana najefektywniej. Co oznacza parkowanie
                    na ścieżkach w dni kiedy pedałują tylko nieliczni ekstremiści.
                    • simon921 Re: rowerzyści nie mają wśród kierowców... 03.10.08, 12:05
                      Co Ty tak o tych ekstremistach? Zazdrościsz kondycji fizyczne czy co?;)

                      Pamiętaj tylko o jednym - jak ścieżki rowerowe zostaną zamienione na parkingi to
                      ja sobie będę ulica musiał jechać i niestety pewnie Cię blokować. To raz. A dwa
                      - nawierzchnia ścieżek, czy chodników nie jest robiona pod ciężar aut - kto to
                      będzie remontował po zimie?
                      • Gość: gen. Italia Re: rowerzyści nie mają wśród kierowców... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.10.08, 12:19
                        Kondycji nie zazdroszczę bo sam ważąc ponad 100kg bezproblemowo
                        biegam 2.5km w 10minut i to 3 razy w interwałach z 10min przerwami.
                        A jeździć na rowerze po prostu nie znoszę - zimno, wiatr, deszcz,
                        samochody - to musi skończyć się reumatyzmem (albo wypadkiem i
                        kalectwem - ścieżki nigdy nie będą pozwalały na bezkolizyjne
                        dojechanie wszędzie).

                        Z blokowaniem sobie poradzę - kiedy blokujących jest niewielu.
                        wiadomo - Warszawa, klakson + gaz do dechy ;-)

                        Nawierzchnię za to niszczą głównie przeładowane TIR-y, parkujący
                        samochód ścieżce nic nie zrobi podobnie jak chodnikowi.
                        • simon921 Re: rowerzyści nie mają wśród kierowców... 03.10.08, 12:25
                          > Z blokowaniem sobie poradzę - kiedy blokujących jest niewielu.
                          > wiadomo - Warszawa, klakson + gaz do dechy ;-)

                          No tak - to wiele wyjaśnia - ja mieszkam w cywilizowanym mieście - tu na mnie
                          nikt nie trąbi ani nie usiłuje rozjechać, a czasem nawet podziękuje jak mu
                          ułatwię wyprzedzania. Ale ja to z Poznania jestem.

                          > Nawierzchnię za to niszczą głównie przeładowane TIR-y, parkujący
                          > samochód ścieżce nic nie zrobi podobnie jak chodnikowi.

                          Popatrz sobie na chodniki, na których parkują auta - te krzywe płytki to nie
                          dzieło TIR-ów niestety.
                          • Gość: gen. Italia Re: rowerzyści nie mają wśród kierowców... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.10.08, 12:49
                            Z tym klaksonem i gazem to chyba nie zauważyłeś uśmieszku na końcu.
                            Rowerzystów i motocyklistów przepuszczam w korku, a jedyny raz kiedy
                            naprawdę groziła mi poważna kolizja z rowerem zdarzył się gdy pijak
                            na rowerze zatoczył się w czasie wyprzedzania i przewrócił mi się
                            pod zderzak.

                            A w kwestii niszczenia ścieżek - należy budować je tak żeby mogły
                            służyć wszystkim, w najlepszy na daną chwilę sposób.
                            • simon921 Re: rowerzyści nie mają wśród kierowców... 03.10.08, 13:09
                              > Z tym klaksonem i gazem to chyba nie zauważyłeś uśmieszku na końcu.

                              Fakt;)

                              > A w kwestii niszczenia ścieżek - należy budować je tak żeby mogły
                              > służyć wszystkim, w najlepszy na daną chwilę sposób.

                              Ścieżki są budowane w taki sposób, że samoczynnie zaczynają się rozpadać po roku
                              - nawet jak tylko rowery po niej jeżdżą.
                              Nie wymagaj za wiele od ludzi, którzy nawet dróg nie potrafią zbudować z
                              odpowiednią nośnością.
                              A jeszcze apropos jeżdżenia ścieżką/jezdnią - z moich doświadczeń wynika, że
                              jezdnią jest o dziwo bezpieczniej!
                              • Gość: gen. Italia Re: rowerzyści nie mają wśród kierowców... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.10.08, 13:44
                                Ulice są bezpieczniejsze niż ścieżki bo rowerzyści, zwłaszcza kiedy
                                maja status świętych krów, zupełnie zapominają o innych uczestnikach
                                ruchu. Mieszkałem jakiś czas w Szwecji - tam rowerzyści są
                                absolutnie najgorszym zagrożeniem na drogach. A to wszystko przez
                                prawo które stanowi że w razie kolizji roweru z samochodem winny
                                jest samochód, chyba że stał w momencie zderzenia.
      • zigzaur Re: rowerzyści nie mają wśród kierowców... 03.10.08, 10:58
        Zapewne używasz roweru do celów rozrywkowo-sportowych. No i dobrze.

        Ja sądzę, że zmotoryzowani są z natury rzeczy indywidualistami. W końcu po to
        kupuje się samochód, aby samemu decydować, kiedy i którędy będzie się jeździć.

        Ja osobiście nie lubię rowerzystów bezczelnie naruszających zasady
        bezpieczeństwa w ruchu "bo oni są ekologiczni i słabsi". Konkretny przykład:
        Jesień, po zmroku. Parkuję pod supermarketem, prędkość jazdy zbliżona do
        pieszego. Jadę w celu wpasowania się między samochody zgodnie ze znakami
        poziomymi. A tu nagle na rowerkach pędzi czteroosobowa rodzinka przelatując mi
        przed maską. Nikt z nich nie miał włączonych świateł. Zatrąbiłem, to jeszcze
        pokazali jakieś obraźliwe gesty.

        Rowery bez oświetlenia powinny być natychmiast konfiskowane i złomowane.
        Migających chińskich diodek za światła nie uważam.
        • simon921 Re: rowerzyści nie mają wśród kierowców... 03.10.08, 11:10
          > Ja sądzę, że zmotoryzowani są z natury rzeczy indywidualistami. W końcu po to
          > kupuje się samochód, aby samemu decydować, kiedy i którędy będzie się jeździć.

          To ja w takim razie jestem większym indywidualistą;) Jak chce jadę rowerem, jak
          mi się znudzi, to autem lub komunikacją miejską;)
    • zbukov Re: rowerzyści nie mają wśród kierowców... 03.10.08, 13:22
      no właśnie wykazałeś wielką miłość do rowerzystów :) ja siadając za kółkiem
      staram się nie zapominać, że bywam też pieszym albo rowerzystą i nie zdarza mi
      się kląć na tychże. wiem, że w potoku samochodów rowerzysta musi się nie źle
      natyrać, żeby dojechać tam gdzie chce (na przykład - skręcić w lewo na rondzie),
      więc ustępuję im kawałek drogi np. stojąc na światłach. mnie to nie kosztuje, a
      wręcz pozbawia kłopotu, a inny człowiek też jest zadowolony.
      co do samego tematu, to raz byłem świadkiem wypadku i od razu zatrzymaliśmy się
      z rodziną, żeby pomóc. inna sprawa, że nie było (na szczęście) rannych, więc nie
      trzeba było wykazać się umiejętnością udzielania pierwszej pomocy, bo nie wiem
      czy umiejętności z obozu harcerskiego by wystarczyły.
    • Gość: yula Re: 90% świadków wypadków nie robi nic żeby pomóc IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.10.08, 17:20
      Rowerzystów za kraty, pieszych do piachu, niepełnosprawnych na wózkach i
      rodziców z wózkami dziecięcymi na pustynię. Wtedy w mieście bedzie można
      zlikwidować durne ścieżki rowerowe, niepotrzebne chodniki i zupełnie bezsensowne
      trawniki i rosnące na nich drzewa. Wszedzie wylejemy asfalt, zbudujemy
      parkingi.... ach jak będzie cudownie. A kierowcom będą rosły brzuchy i nie będą
      już musieli wogóle chodzic pieszo.
      Wiem że to offtop, ale strasznie mnie wku....wia, kiedy ktoś aż tak zieje
      nienawiścią - do rowerzystów, do kierowców itp.
      Czy tak trudno wpółistnieć i uwierzyć że nie każdy kierowca to cham a rowerzysta
      to potencjalny samobójca?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka