Dodaj do ulubionych

Granice "dowodu wdzięczności"...

19.02.09, 11:45
Tak się nad tym ostatnio zastanawiałam - gdzie leżą? Czy kwiaty w
podziękowaniu za np. udane leczenie to łapówka? Nie? A już np. jakaś książka
zamiast tego kwiatka? Dawałyście TEGO TYPU dowody wdzięczności? Kiedy jest
to, Waszym zdaniem, korzyść majątkowa, kiedy forma podziękowania, kiedy
pamiątka?
Obserwuj wątek
    • kali_pso Re: Granice "dowodu wdzięczności"... 19.02.09, 11:49
      Jeśli dajesz kwiaty, książkę, PO zabiegu itp. to forma podziękowania.
      • sokolasty Re: Granice "dowodu wdzięczności"... 24.02.09, 12:21
        Niektóre korporacje w swoich kodeksach etycznych przyjmują maksymalną wartość
        prezentu. Niechby w polskim prawie stało np. 20PLN i po dylematach.
        • z-zgrzyt Re: Granice "dowodu wdzięczności"... 24.02.09, 14:40
          wyborcza lansuje sex jako dowód wdzięczności
      • chiton Re: Granice "dowodu wdzięczności"... 24.02.09, 14:50
        Akurat ,lekarze cieszą się z kwiatów!Sama słyszałam jak pani dr
        reumatolog mówiła,że nie jest krową i nie jada takiej
        zieleniny.Kwiaty musiały natychmiast wylądować w koszu,bo po
        południu ,po wyjściu lekarzy salowa wynosiła je w w worku na
        śmieci.Szkoda kasy na kwiaty,uważam,że lekarze nie powinni
        przyjmować prezentów,ale bez tego nie ma co liczyć na opiekę i
        zainteresowanie
        • chimba Re: Granice "dowodu wdzięczności"... 24.02.09, 20:20
          A ja ostatnio byłam z córką w szpitalu - to nawet nie chcieli ode mnie wziąć
          pieniędzy które się należały - za moj nocleg - stwierdziły - bo mowa tu o
          pielęgniarkach i lekarce - że nie chcą nic i już - nawet tak do swojej kieszeni.
          Pry trzech porodach tak samo - nikt nie chciał ode mnie kasy - a zarówno jak w
          pierwszym przypadku tak i w drugim nie mogę narzekać na opiekę.. także nie wiem
          czy ja mam takie szczęście- czy co? Tak samo ksiądz n ie brał nic za 3 chrzciny
          - stwierdził, ze się nam przydadzą te pieniądze - to nie wiem ja żyję na innej
          planecie czy co?
          • chimba Re: Granice "dowodu wdzięczności"... 24.02.09, 20:25
            A o innych dowodach wdzięczności tez nie chcieli słyszeć.
    • ewelsia Re: Granice "dowodu wdzięczności"... 19.02.09, 11:50
      Mama dawała w podziękowaniu za przyjęcie na odzdział babci-
      staruszki, ale już po wypisie. Miły, starszy lekarz podziękował
      slowami, :to taki miły, rzadki gest. Pielęgniarkom jakieś
      czekoladki .Obstaję za tym, że jest to podziękowanie, zwłaszcza
      wręczane już "po".
      • dr01 Re: Granice "dowodu wdzięczności"... 24.02.09, 13:13
        > Mama dawała w podziękowaniu za przyjęcie na odzdział babci-
        > staruszki, ale już po wypisie. Miły, starszy lekarz podziękował
        > slowami, :to taki miły, rzadki gest. Pielęgniarkom jakieś
        > czekoladki .Obstaję za tym, że jest to podziękowanie, zwłaszcza
        > wręczane już "po".

        naprawdę wystarczy powiedzieć szczerze "dziękuję" i powstrzymać się od
        wypisywania durnych komentarzy na forach jacy to lekarze są złodzieje i bandyci
        - to już dużo
        • manhu Re: Granice "dowodu wdzięczności"... 24.02.09, 13:46
          Mam pomysł: załóżmy że jesteś mieszkańcem bloku, zaparkuj tam swój samochód, ja ci go popilnuję, dasz mi co łaska po fakcie.

          OK?smile Nie OK, bo jak mi nie dasz to za drugim razem twój samochód...smile Tak samo jest z dowodami wdzięczności dla lekarzy.
          • tomalamas Re: Granice "dowodu wdzięczności"... 24.02.09, 21:00
            Chyba nie masz pojęcia o lekarzach i pielęgniarkach... Myślę, że z uczciwością zawodową w tej grupie jest tak samo jak w każdej innej. Jeśli lekarz jest do niczego to nie znaczy, że po łapówce albo "podziękowaniu" będzie leczył skuteczniej. Z tego co słyszę to najczęściej sprowadza się do tzw. "częściej odwiedzi i się zainteresuje...". Tylko jak był baranem tak jest, tyle że bogatszym dzięki innym baranom.

            A tak na marginesie myślę, że większość z szanownych forumowiczów/ek nie ma kompletnie żadnego pojęcia nt. służby zdrowia i opiera się na zasłyszanych opiniach.
    • asiaiwona_1 Re: Granice "dowodu wdzięczności"... 19.02.09, 11:50
      kwiaty za udane leczenie - tego bym nie dała. W końcu to praca
      lekarza i za to mu płacą. Co innego za rzecz dodatkową, którą ktoś
      zrobił a wcale nie musiał. Ja kiedyś chciałam pani w księgach
      wieczystych dac czekoladki, bo zamiast czekać na poprawę błędu w
      odpisie 2 tygodnie czekałam 1 dzień. Ale pani absolutnie nie chciała
      przyjąć czekoladek. Powiedziała, że to jej praca. No i czekoladki
      zjadłam sama. Jak do tej pory nie dawałam innych prezentów, łapówek
      i innych.
      • bsl Re: Granice "dowodu wdzięczności"... 19.02.09, 11:57
        czyli nauczycielowi tez się kwiaty nie należą od uczniów , bo to
        jego praca
        więc czym wyrazić wdzięcznośc za dobrze wykonaną pracę ( skoro ma
        sie na to ochotę ) ?
        • asiaiwona_1 Re: Granice "dowodu wdzięczności"... 19.02.09, 12:00
          napisałam, że ja bym lekarzowi nie dała. A co kto zrobi to jego
          sprawa. Jeśli chodzi o naucyciela i kwiatki od uczniów, to mi się
          wydawało, że daje się je nie za to że po prostu nauczyciel uczył
          mnie cały rok, tylko a to, że był bardzo oddany, że wychodził poza
          swoje zwykłe obowiązki i np. posiedział ze mną po lekcjach i coś
          wytłumaczył dodatkowo, czy bardziej angażował się w życie klasy.
          • schiraz Re: Granice "dowodu wdzięczności"... 19.02.09, 12:04
            A ja leżałam po porodzie trzy tygodnie na oddziale, bo Młody był chory i
            wychodząc do domu wręczyłam czekoladki pielęgniarkom, które wyjątkowo dobrze
            mnie traktowały, pocieszały, podtrzymywały na duchu. Czekoladki dostały tylko
            dwie, bo tylko dwóm zawdzięczałam dobre zdrowie psychiczne. Nie traktowałam tego
            jako łapówki, podziękowałam im za to, co robiły poza swoimi normalnymi obowiązkami.
          • kali_pso Re: Granice "dowodu wdzięczności"... 19.02.09, 12:05


            że był bardzo oddany, że wychodził poza
            swoje zwykłe obowiązki i np. posiedział ze mną po lekcjach i coś
            wytłumaczył dodatkowo, czy bardziej angażował się w życie klasy.
            • laminja Re: Granice "dowodu wdzięczności"... 24.02.09, 14:50
              kwiaty nauczycielom dawałam, bo tak wypada i wszyscy robili to samo.

              Lekarzom i przedstawicielom innych profesji też czasem daję coś co oprócz
              podziękowania wyraża moją wdzięczność. Robię to kiedy czuję potrzebę. Nie
              dlatego, że muszę czy wypada. Dzięki temu podziękowanie jest szczere i
              spontaniczne.
        • asiak78 Re: Granice "dowodu wdzięczności"... 19.02.09, 12:03
          Nie należą się. MOŻNA tak wyrazić wdzięczność, ale w żadnym wypadku kwiaty sie NIE NALEŻĄ.
        • amoreska Re: Granice "dowodu wdzięczności"... 19.02.09, 13:40
          Właśnie. Czym? I nie chodzi mi jw o nauczyciela, pytam ogólnie.
          • socka2 Re: Granice "dowodu wdzięczności"... 19.02.09, 13:42
            wreczane przed - lapowka, wreczane po - wyrazem sympatii,
            wdziecznosci, obojetne czy wykonane w ramach wykonywanego zawodu czy
            nie
            • sokolasty Re: Granice "dowodu wdzięczności"... 24.02.09, 12:20
              Kwiaty jako łapówka dla chirurga onkologa przed operacją? Znaj proporcję.

              Co innego zakup biletu lotniczego, no to podwawelska, obowiązkowo.
        • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Granice "dowodu wdzięczności"... 24.02.09, 11:15
          bsl napisała:

          > czyli nauczycielowi tez się kwiaty nie należą od uczniów , bo to
          > jego praca

          Dokładnie. Według mnie tak.
      • amoreska Re: Granice "dowodu wdzięczności"... 19.02.09, 13:12
        CytatAle pani absolutnie nie chciała
        > przyjąć czekoladek.

        Może właśnie pani bała się, że prozaiczne czekoladki zostaną potraktowane jak rzeczona "korzyść majątkowa"?
        • asiaiwona_1 Re: Granice "dowodu wdzięczności"... 19.02.09, 13:39
          Amor, chyba tak. W końcu to urząd państwowy i może faktycznie. Nie
          prekonały jej nawet tłumaczenia, że to dla wszystkich pań w pokoju.
          Nie wzięła i już...
      • delayla Re: Granice "dowodu wdzięczności"... 25.02.09, 07:52
        > kwiaty za udane leczenie - tego bym nie dała. W końcu to praca
        > lekarza i za to mu płacą.


        Buahaha XD
        Czyli nie będziesz wdzięczna CZŁOWIEKOWI, który uratował ŻYCIE Twoje/Twojej
        córki/matki, ale będziesz wdzięczna np. nauczycielce, która regularnie wyzywa
        Twoje dziecko (albo siedzące obok) i na 100% lecisz po kwiatki na dzień
        nauczyciela, czyż nie?

        Ahh,. smutny jest ten świat..
        • arioso1 Re: Granice "dowodu wdzięczności"... 25.02.09, 11:33
          osoby którym sie odwdzięczałam otrzymywały księge podziękowań-
          zmawiana na allegro kosztuje ok 40zł- piekna, z napisem- komu i za
          co.
          nie daje nic wiecej-
    • sanciasancia Re: Granice "dowodu wdzięczności"... 19.02.09, 12:26
      Ja dałam położnym pączki, jak wychodziłam ze szpitala - bo były bardzo troskliwe
      - bardziej niż w stosunku do innych pacjentek.
      A w dowód wdzięczności chodzę prywatnie do lekarza, który się mną opiekował w
      szpitalu i zawsze go polecam.
      • mama-maxa Re: Granice "dowodu wdzięczności"... 19.02.09, 14:08
        ja nie dałam jeszcze lekarzom, pielęgniarkom żadnego dowodu
        wdzięczności, bo i nie byłam im wdzięczna, robiły to, co powinny
        robić, ale przy tym napsuły nam troche krwiuncertain

        Kiedys bardzo dawno moja mama dała dowód wdzięczności
        anestozjologowi przed operacją, bo zamiast 100 dni w szpitalu
        leżałabym chyba 130, a to duzo dla dziecka. Nikt z tego nie jest
        dumny, ale moja mama twierdzi, że jak się chce ratowac własne
        dziecko, to jest mu jedno czy to łapówka czy co innego - dajesz i
        już. W pewnych kręgach się z tym nie wygra.

        Gdyby lekarz, pielęgnierka, ktokolwiek inny faktycznie okazał mi
        bądx komuś bliskiemu ogromne zainteresowanie, wykraczające poza jego
        prace, to odwdzięczyłabym się jakimis czekoladkami, książką, bo
        myslę, że to miły gest i nie należy się w nim dopatrywac drugiego
        dna.
        • lelieb Re: Granice "dowodu wdzięczności"... 19.02.09, 15:23
          Po porodzie mój maż zaniósł naszemu ginowi bardzo porządne whisky.To jedyny
          dowód wdzięczności jaki popełniliśmy w stosunku do lekarzy.Dodam,że lekarza mam
          świetnego.
        • avvg Re: Granice "dowodu wdzięczności"... 24.02.09, 13:54
          > już. W pewnych kręgach się z tym nie wygra.

          No właśnie dając PRZED tylko się ten mechanizm w owych kręgach
          napędza...
          • mama-maxa Re: Granice "dowodu wdzięczności"... 24.02.09, 21:16
            owszem tak jest, ale teraz jako matka rozumiem moją mamę, dla której
            juz wszystko było obojętne, byleby jej dziecko było całe i zdrowe i
            niestety nie mogłysmy iść do innego szpitala, bo taką operację
            kręgosłupa, jak ja miałam, wykonywało się wtedy tylko w 4 szpitalach
            w Polsce, więc... cóż wóz albo przewóz
    • memphis90 Re: Granice "dowodu wdzięczności"... 19.02.09, 16:16
      > Tak się nad tym ostatnio zastanawiałam - gdzie leżą?
      Tam, gdzie sięga Twoja wdzięcznośćsmile Jeden uzna, że nie należy się nic, bo praca
      to praca. Inny uzna, że chce dać w podziękowaniu kwiaty. Inny zechce wyrazić
      wdzięczność piórem, koniakiem czy filiżanką. Warunek jest jeden- dajemy PO, a
      nie przed. Przed- to jest łapówka, korzyść majątkowa czy jak tam to nazywają. Po
      można dać- i jest to zgodne z prawem. Ja osobiście wychodzę z założenia, że
      skoro daję napiwek kelnerom w restauracji, skoro dawałam kwiatki nauczycielom (i
      to za takie "pierdoły" jak przyniesienie talerza bez rozlewania zawartości, a
      nauczycielom z powodu tradycji, a nie za jakieś specjalne wyrzeczenia czy
      działania w moim interesie)- to tym bardziej bałabym lekarzowi za uratowanie
      życia mojego czy kogoś z moich bliskich.
      • wilma1970 Re: Granice "dowodu wdzięczności"... 19.02.09, 18:35
        Trzy lata temu złamałam nogę. Najmłodsze miało pół roku i karmiłam wyłącznie
        piersiami. Wylądowałam w Konstancinie w STOCERZE i miałam operację. Szpital
        bardzo poszedł nam na rękę - leżałam w dwójce razem z mężem, który dokwaterował
        się tylko do obsługi nad dzieckiem.
        Kto tam był wie jaka nędza panuje na tym oddziale, brakuje udogodnień dla ludzie
        na wózkach, kulach...
        Po wyjściu ze szpitala kupiliśmy z mężem wózek inwalidzki dla oddziału w ramach
        podziękowania.
        A dwa dni później zaaresztowano ordynatora oddziału chorób kręgosłupa ze
        STOCERU, przyznam się, że oblałam się zimnym potem ze strachu, czy tego wózka
        też ktoś w przypływie gorliwości nie podciągnie pod łapówkę. Ale nic, cisza.
        • zuzior077 Re: Granice "dowodu wdzięczności"... 24.02.09, 11:23
          Dobre. smile
        • avvg Re: Granice "dowodu wdzięczności"... 24.02.09, 13:53
          A zrobiliście darowiznę notarialną na oddział? To najlepsze wyjście w
          takich sytuacjach, wtedy Ty się nie odwadniasz, a szpital ma porządek
          w papierach, bo nie pojawia mu się wózek znikąd.
          • wilma1970 Re: Granice "dowodu wdzięczności"... 24.02.09, 17:12
            Nie, jakby lekarz mi o tym powiedział, pewnie byśmy tak zrobili. Wiem, że potem
            mieli jakieś problemy z zainwentaryzowaniem tego wózka. sad
            Teraz pewnie już po ptokach.
    • turzyca A jeszcze taki aspekt 24.02.09, 11:20
      Potezny bukiet z renonowanej kwiaciarni moze kosztowac zawrotna sume.
      Jesli wrecze komus kosz 100 roz z najdrozszej kwiaciarni w miescie, to bedzie
      tylko dowodem wdziecznosci, a jesli sprezentuje cos trwalszego, np. slynne
      wieczne pioro, kosztujace polowe tego kosza, to bedzie przekroczeniem granic?


      Ja zakladam, ze wszystko w porzadku jesli cala sprawa jest zalatwiana po usludze
      i jakosc wykonania uslugi nie byla warunkowana (wylacznie) mozliwym dowodem
      wdziecznosci.
    • jurek.powiatowy Re: Granice "dowodu wdzięczności"... 24.02.09, 11:25
      Dowody wdzięczności, no cóż, temat rzeka. Zastanawia mnie tylko wybiórczość
      dawania tych dowodów. Np. dajemy lekarzowi za to, że mile się z nami obchodził,
      gdy leżeliśmy w szpitalu. Ale już takich dowodów wdzięczności nie dajemy np.
      kierowcy autobusu, który bezpiecznie nas zawiózł np. na wakacje. Albo pilot
      samolotu. Też nie dajemy mu dowodów wdzięczności.
      Nie macie więc wrażenia, że po prostu ośmieszamy się tymi dowodami wdzięczności,
      dając je za to, za co i tak ktoś otrzymuje pensje? Rozumiem, że jeżeli ktoś robi
      coś więcej, np. lekarz, rezygnuje z pójścia do domu, bo chce czuwać nad naszym
      łóżkiem itp. Ale w innej sytuacji? Trochę to żenujące jest.
      • cyperus Re: Granice "dowodu wdzięczności"... 24.02.09, 11:39
        Dyskusja jest w całości bez sensu, bo czy przed czy po, to i tak
        łapówa. Dając po liczy się na to, że w przyszłości zostaniemy w
        razie czego załatwieni lepiej.
        Granic kwotowych nie ma, bo dla jednego niedużo będzie oznaczało
        wręczenie bombonierki, dla drugiego fililżanki rosenthala, a dla
        kolejnego mercedesa z firankami.
        Ja nie daję nikomu, bo jeżeli ktoś dostaje za to wynagrodzenie to
        powinien być uprzejmy i etycznie podchodzić do wypełniania swoich
        obowiązków. Jeśli chcę komuś wyrazić wdzięczność to składam do jego
        pracodawcy albo przełożonego ustne albo pisemne podziękowania. I
        tyle.
        • jurek.powiatowy Re: Granice "dowodu wdzięczności"... 24.02.09, 11:51
          Cyperus, dokładnie: "Jeśli chcę komuś wyrazić wdzięczność to składam do jego
          pracodawcy albo przełożonego ustne albo pisemne podziękowania. I tyle."
          Robię tak samo. I wszyscy są zadowoleni.
        • titta Re: Granice "dowodu wdzięczności"... 24.02.09, 13:29
          Troche to cyniczne. Dlaczego dajac "po" mamy nadzieje..itd.
          Najczesciej mamy nadzieje, ze juz nigdy nie bedziemy musieli sie tam
          znalezc.
          A tak na marginesie, akurat zarobki personelu medycznego (w
          panstwowych placowkach) sa delikatnie mowiac nie adekwatne do ich
          obowiazkow. (Nie napisze, ze "do pracy", bo niestety zdarzaja sie
          jednostki pracujace adekwatnie do wynagrodzenia). I wlasnie biorac
          pod uwage ta ogolna mizerie i marazm, osoby,ktorym sie chce, jak
          najbardziej moga byc wyrozniane. (Sama nigdy niczego nie dalam - na
          szczescie nie mialam okazji. Poza kwatkami dla nauczyciela rzecz
          jasna.)
        • 1stanczyk Abstrahujac od bardzo aktualnych rozwazan 25.02.09, 02:02
          zwiazanych z powszechnym lapowkarstwem wewnetrzna potrzeba okazania wdziecznosci
          ma w sobie cos z leczenia przewrazliwienia na wlasnym punkcie.
          Czesto wynika wcale nie z potrzeby wdziecznosci ale z naszej obawy o to jak
          odbieraja nas inni.
          Nie chcemy, nie lubimy uchodzic za niewdziecznych.
          "Okazywanie wdziecznosci" moze byc rowniez pierwszym krokiem w "zaciesnianiu
          wiezow" w wyniku ktorych pozniej juz nie wiadomo czy to jest przed czy po.
          Co oczywiscie nie oznacza, ze jesli ktos ma taka potrzebe, za ktora nie kryje
          sie nic, poza conajwyzej przewrazliwieniem na wlasnym punkcie, oznaki
          wdziecznosci nie sa same w sobie sympatycznym elementem zycia miedzyludzkiego.

          Re: Granice "dowodu wdzięczności"...
      • laminja Re: Granice "dowodu wdzięczności"... 24.02.09, 14:58
        myślę, że to zależy od formy kontaktu. Zupełnie inną mamy z lekarze prowadzącym
        nas często przez wiele miesięcy a inną z kierowcą autobusu czy pilotem, którego
        nawet nie mamy szansy zobaczyć (notabene ludzie często biją brawo po wylądowaniu
        samolotu).
    • hellious Re: Granice "dowodu wdzięczności"... 24.02.09, 11:31
      Dalam koniaczek mamie mojej przyjaciolki za pomoc w zorganizowaniu wesela. Innych dowodoew wdziecznosci nie dawalam.
    • cugier Re: Granice "dowodu wdzięczności"... 24.02.09, 12:09
      Czasem można zamiast czekoladek, koperty, kwiatka itd... wręczyć
      list (dobrze w otwartej kopercie)przełożonym lub instytucji
      nadzorującej z pochwałą pracy i oddania pracownika. Może to tylko
      pomóc a nie ma żadnej wątpliwości dlaczego to robimy
    • croyance Re: Granice "dowodu wdzięczności"... 24.02.09, 13:35
      Moja przyjaciolka lezala kiedys w szpitalu, odwiedzila ja matka.
      Postawila przy jej lozku torbe - przyszedl lekarz, myslal, ze to
      lapowka dla niego, zabral ja i sobie poszedl. W torbie byly bulki,
      ser zolty i peczek szczypiorku big_grin
      • maga_luisa Re: Granice "dowodu wdzięczności"... 24.02.09, 15:05
        Bo my wszyscy lekarze tak robimy, rozglądamy się czy akurat ktoś się nie
        zrealizował na parapecie, wiesz? I jak coś leży na parapecie albo w bezpośrednim
        sąsiedztwie - bach, od razu do dyżurki.
        • fairymiyu Re: Granice "dowodu wdzięczności"... 24.02.09, 15:21
          Maga, a dlaczego sie tak napinasz? Zawinelas jej ten szczyiorek i teraz ci glupio, czy jak? Przeciez to nie bylo skierowane do WSZYSTKICH lekarzy, tylko tego konkretnego...
          • maga_luisa Re: Granice "dowodu wdzięczności"... 24.02.09, 15:47
            Zgadza się, na złodzieju czapka gore.
        • croyance Re: Granice "dowodu wdzięczności"... 24.02.09, 17:50
          Ochlon, jedna anegdotka nie stanowi o calej sluzbie zdrowia.
    • ollele Re: Granice "dowodu wdzięczności"... 24.02.09, 14:56
      Myślę, że wszytsko co "po", oprócz kasy i mega drogich dóbr materialnych których
      własność należy udokumentować na papierze, jest dowodem wdzięczności. więc
      wszelkie kwiaty, albumy na zdjęcia, książki, ozdoby do domu itp
      mam lekarza, któremu wiele zawdzięczam, ale obawiam się ofiarować mu cokowlwiek
      bo po pierwsze nie wiem czy przyjmie, a po drugie nie chciałabym aby powstało
      między nami jakieś zobowiązanie i nie chciałabym by oczekiwał ode mnie na
      przyszłość prezentów. a tak sytuacja jest czysta, on leczy - prywatnie a ja
      płacę i dziękuję.
    • d.o.s.i.a Re: Granice "dowodu wdzięczności"... 24.02.09, 15:10
      Gdyby chodzilo o leczenie dziecka, w dowod wdziecznosci dalabym na
      zakonczenie leczenia albo fotografie dziecka, albo jakis obrazek
      przez dziecko wykonany, z odrecznym podziekowaniem z podpisem
      dziecka (ewentualnie z podpisem rodzicow w imieniu dziecka). Kiedys
      gdy mieszkalam w USA i chodzilam do swojego ginekologa (takze
      poloznika) w jego gabinecie na jednej ze scian wisialy wlasnie takie
      podziekowania malych pacjentow za pomoc w przyjsciu na swiat.

      Lekarzowi, w dowod wdziecznosci mozna albo zwyczajnie podziekowac,
      ewentualnie zaproponowac niewielka darowizne na rzecz szpitala,
      albo, jezeli koniecznie chcemy prezent osobisty, ufundowac mu np.
      prenumerate jakiegos pisma branzowego.

      Wszystkie piora, whiski i inne takie uwazam za przejaw zlego smaku.
      • agpagp Re: Granice "dowodu wdzięczności"... 24.02.09, 15:33
        Myślę bardzo podobnie.
        Nigdy nie dałam pielęgniarkom czy tez lekarzowi żadnego dowodu wdzięczności.
        Uważam że wykonując swoją pracę otrzymują za nią wynagrodzenie. Nie wiem co
        rozumiecie pod pojęciem "bardziej życzliwa". Pacjentowi poświęca się tyle czasu
        ile trzeba. Czy wy pracując z kimś i widząc go podłamanego nie pocieszycie?
        • d.o.s.i.a Re: Granice "dowodu wdzięczności"... 24.02.09, 16:43
          Nie zgadzam sie. Kazda prace mozna wykonac bardziej lub mniej
          rzetelnie, z usmiechem na ustach, badz nie. W kazdej pracy mozna sie
          mniej lub bardziej starac. Lekarz moze wykonac swoje podstawowe
          obowiazki zgodnie z podrecznikiem medycyny, ale nikt nie kaze mu
          znalezc dodatkowego czasu na rozmowe z pacjentem albo rodzina, albo
          pozostanie po godzinach. Nie kazdego stac na to, zeby w pracy
          poswiecal sie ponad pewien standard. I za to wlasnie, ze niektorzy
          lekarze poswiecaja sie bardziej niz inni nalezy im sie, moim
          zdaniem, chociaz dziekuje, albo laurka.
          • toniesamowite Re: Granice "dowodu wdzięczności"... 24.02.09, 17:01
            a co z napiwkami dla kelnerow? przeciez im tez placa za wykonywana
            prace.
            • bylinka Re: Granice "dowodu wdzięczności"... 25.02.09, 15:38
              toniesamowite napisała:

              > a co z napiwkami dla kelnerow? przeciez im tez placa za wykonywana
              > prace.

              Kelnerzy maja placona minimalna stawke, reszte maja sobie dorobic
              napiwkami. Kelner wykonuje swoja prace dobrze --> Klient
              zadowolony --> wiekszy napiwek. To jest praca za "commission"
              podobnie do wszelkiego rodzaju akwizytorow, placa podstawowa niska,
              dodatkowa gaza za ilosc sprzedanych towarow. Kelner to usluga, nie
              towar, wiec dajemy napiwki. Proste
          • jolunia01 Re: Granice "dowodu wdzięczności"... 24.02.09, 17:26
            d.o.s.i.a napisała:

            > ... Kazda prace mozna wykonac bardziej lub mniej rzetelnie,
            > z usmiechem na ustach, badz nie. ... Lekarz moze wykonac swoje
            > podstawowe obowiazki zgodnie z podrecznikiem medycyny, ale nikt
            > nie kaze mu znalezc dodatkowego czasu na rozmowe z pacjentem albo
            > rodzina, albo pozostanie po godzinach....

            Otóż to, jak moja córka po skomplikowanej operacji brzucha leżała
            przez kilka dni na sali pooperacyjnej to PANI ORDYNATOR (wielkimi
            literami, bo Jej się to należy) po zakończeniu swojego dyżuru
            specjalnie przyjeżdżała, nawet w nocy i w weekend, żeby sprawdzić
            stan dziecka. Wcale nie uważam, że kwiaty i czekoladki, które
            dostała później były dodatkiem do wynagrodzenia za pracę. Nie miała
            obowiązku przyjeżdżać, robiła to z powodu swoich wysokich standardów
            moralnych.
            • 1usmiechnieta jak najbardziej 24.02.09, 17:34
              Dostalam kwiaty i dalam, kwiaty chyba kazdy lubi.
              To bardzo ladny zwyczaj.
              To budujace i cieszy.
              To dajemy i dostajemy.
              ale tylko kwiaty, ktore tyle moga powiedziec.
              • chris30 Re: jak najbardziej 24.02.09, 18:08
                Jednej rzeczy tu brak: jasnego stwierdzenia, że dowód wdzięczności po np.
                pobycie w szpitalu to NIE ŁAPÓWKA. Kiedy czytam o próbach szantażowania
                pacjentów przez CBA, że "też będą odpowiadać, jeśli nie obciążą lekarza", nóż mi
                się w kieszeni otwiera. Jeśli chcę komuś sprezentować nie tylko kwiaty, ale
                czekoladki, koniak czy album, a nawet dać pieniądze PO fakcie, to moja sprawa i
                nic nikomu do tego. Lekarz, który uzależnia operację od łapówki, to przestępca.
                Lekarz, który przyjmuje prezenty po fakcie, to normalny człowiek. Akurat mój
                ojciec - chirurg - nie przyjmował, ale czy dlatego mam zabraniać innym? I
                jeszcze jedno: czy naprawdę wasza wdzięczność za podanie obiadu, ostrzyżenie
                albo przewiezienie jest taka sama, jak za uratowanie życia?
                • d.o.s.i.a Re: jak najbardziej 25.02.09, 02:02
                  Ja sie bede upierac, ze prezent, bez wzgledu na to co to jest, powinien miec
                  wartosc SYMBOLICZNA. Gotowka absolutnie nie wchodzi w gre, nawet gdyby to mialo
                  byc 10 zl. Nie, nie i jeszcze raz nie. Dziwie sie tez ludziom, ze daja jakies
                  piora, koniaki - wiesniacki zwyczaj moim zdaniem. Prezent ma byc OD SERCA, a nie
                  o okreslonej wartosci. W przeciwnym razie staje sie lapowka.
            • agpagp Re: Granice "dowodu wdzięczności"... 25.02.09, 19:48
              ale lekarze czy też pielęgniarki nie robią więcej bo liczą na podarunek. A może
              dzieci było wiecej??
          • agpagp Re: Granice "dowodu wdzięczności"... 25.02.09, 19:56
            gdyby wykonywali prace mniej rzetelnie to by wylecieli za błędy. Zdaje się że na
            medycynie są takie zajęcia z podejścia do pacjenta , które mówią o tym ze
            rozmowa wiele pomaga i lekarze o tym wiedzą. Lekarze tak jak każdy inny
            pracujący dobrze człowiek wiedzą że pracują na swoją opinię dlatego każdy się stara.
            a tak sobie pomyślałam że kiedyś ktoś komuś dał łapówkę i tak się toczy błędne
            koło smile
    • aw621979 Re: Granice "dowodu wdzięczności"... 24.02.09, 18:55
      Jestem przeciwna WSZELKIM dowodom wdzięczności. Jeśli lekarz kogoś wyleczył
      oznacza, że dobrze wykonał swoją pracę. Czy Tobie ktoś daje materialne dowody
      wdzięczności za to, że dobrze wykonujesz obowiązki zawodowe? Oczywiście słowo
      "dziękuję" jest jak najbardziej na miejscu, ale nie powinno się nikogo wyróżniać
      w inny sposób. Nagradzać to się powinno np. wolontariuszy za to, że bezpłatnie
      pomagają innym. Takie jest moje zdanie.Pozdrawiam.
      • montaverde Re: Granice "dowodu wdzięczności"... 24.02.09, 20:11
        strasznie nietowarzyska z Ciebie osoba,
        ja daję dowody wdzięczności - mechanikowi, bo naprawił mi auto w sobotę, gdy
        inni odpoczywają dałem skrzynkę alkoholu za 200 zł gdy za naprawę wziął 70,
        elektrykowi, gdy poświęcił pół dnia na szukanie usterki podobnej wartości
        suwenir, choć nic nie chciał bo powiedział że to drobnostka... i wiele innych
        sytuacji. Sam czasami tez dostaję i bardzo mi to poprawia humor, zwykły
        drobiazg, a cieszy. Zwykłą pracę wszyscy wykonują rutynowo, ale są sytuacje, że
        źle bym się czuł bez choćby symbolicznego odwdzięczenia się
    • elza78 Re: Granice "dowodu wdzięczności"... 24.02.09, 19:17
      i to jest wlasnie to jak zle nawyki lapowkarskie wypaczaja to co czlowiek robie
      ze zwyklego porywu serca smile
      czy to ze dam lekarzowi album ze zdjeciami "ku pamieci" to lapowka??
      bo mysle ze lapownicy to ci co widza w tym lapowke poprostu wink
    • mynia_pynia Re: Granice "dowodu wdzięczności"... 24.02.09, 19:28
      Kiedyś kobiecie podałam informacje, która okazała się dla
      niej "lekiem na całe zło" i dostałam od niej buziaka w policzek wink

      Myślałam, że padne z wrażenia.
    • nenia1 Re: Granice "dowodu wdzięczności"... 24.02.09, 20:00
      Jeśli już, to zawsze po.
      Z tym, że ja nie traktuję tego typu zdarzeń jako "dowód wdzieczności", ale jak formę szczególnego podziękowania - takie
      "pozytywne wzmocnienie".

      Podobnie jak w stosunku do ludzi, którzy podlegają mi w pracy, zawsze staram się więcej chwalić, niż krytykować.
      Wielu moich znajomych wychodzi z założenia, że jak praca jest dobrze wykonana nie trzeba nic mówić, zwracać uwagę należy dopiero, gdy ktoś zrobi coś źle. W efekcie ciągle słyszy się wtedy, że robi się źle, ale nigdy, że dobrze.

      Nie ma dla mnie znaczenia, czy ktoś za swoją pracę dostaje pieniądze lub nie. Jesli mój własny osąd podpowiada mi, że ta osoba stara sie, angażuje, zależy jej, staram się podziękować, czasem w formie rzeczowej.

      Zdarzyło mi się kiedyś kupić dobre whisky weterynarzowi, choć mój kot, pomimo leczenia odszedł. Widziałam jednak jak facet walczył o tego kota, jak był zaangażowany i dyspozycyjny, mogłam dzwonić do niego przez całą dobę, po śmierci kota długo ze mną rozmawiał, za ostatnią wizytę nie wziął pieniędzy, choć nie była to jego wina, że tego kota nie dało się uratować.

      Pojawia się tu w paru wypowiedziach hasło "przecież za pracę dostaje sie pieniądze".
      Hmm, to fakt, często jednak pieniądze to nie wszystko, często dopiero podziękowanie, uznanie, wdzięczność, pochwała,
      niekoniecznie jedynie w formie rzeczowej, daje równie dużo,
      a może i więcej w sferze psychicznej niż pieniądze.
    • alexandra74 Re: Granice "dowodu wdzięczności"... 25.02.09, 07:43
      po przeszło 3-tygodniowym pobycie z dzieckiem w szpitalu dałam (a
      raczej zostawiłam na stole w dyżurce pielęgniarek) czekoladki dla
      pani ordynator i pielęgniarek. W podziękowaniu za wspaniałą opiekę
      nad dzieckiem. Uważam, że to nic nadzwyczajnego, ale nie umiem w
      takich sytuacjach nic "dawać" i na wszelki wypadek szybko sie
      pożegnałamsmile
    • naprawdetrzezwy To wszystko są łapówki 25.02.09, 09:52
      i wynagrodzenia wypłacane bez informowania US.

      Dowodem wdzęczności chcesz za coś zapłacić?
      Ktoś, kto wykonuje swoje obowiązki - dostaje pensję.
      Więc nie trzeba mu płacić dodatkowo.

      Ktoś, kto wykonuje ci usługę gratis - sam podejmuje taką decyzję -
      jeśli mu zapłacisz, obrazisz go.



      Więc za każdym razem jest to chore.
      • elza78 Re: To wszystko są łapówki 25.02.09, 11:36
        spoko trzezwy opodatkujmy wszystkie prezenty urodzionowe i imieninowe tudziez
        prezenty bez okazji i z okazja smile nie widzisz paranoi big_grinDD
        • 184l Re: dowody wdziecznosci 25.02.09, 12:29
          Przez ostatnie ok. 2 tyg. opiekowalama sie starsza pania podczas i po jej
          pobycie w szpitalu. Jak juz wyzdrowiala nagle telefon i prosba o odwiedzenie jej
          w domu. Ja w te biegi.. i co? Ona wyskoczyla z kwiatkami i czekoladkami w
          podziekowaniu za opieke! Kwiatki typu cmentarne, a czekoladki niejadalne
          wyladowaly w koszu na smieci. I po co to wszystko? Czy nie wystarczyloby gdyby
          powiedziala mi, ze z calego serca dziekuje mi za opieka? czy koniecznie trzeba
          obdarowywac ( do tego zle) w dowod wdziecznosci. Mi slowa sprawilyby znacznie
          wiecej radosci niz krepujace prezenty.
      • 1usmiechnieta Naprawdetrzezwy?? 25.02.09, 19:35
        Zycze ci naprawdetrzezwy, zebys nigdy , ale nigdy nie zostal
        wyrozniony przez nikogo.
        Jednak czytajac twoje posty, jestem pewna, ze niewarty jestes nawet
        zwyklego "dziekuje"

    • mirkad Re: Granice "dowodu wdzięczności"... 25.02.09, 12:36
      przy wypisie Milenki ze szpitala (po 3 miesiacach pobytu): dla pani
      doktor ogroooomny bukiet, dla pielęgniarek czekoladki; wszyscy byli
      szczerze zaskoczeni że pamietaliśmy o nich a nie wyszli bez słowa;
      mąż dał na (jak to określił) "karpika" (przed świętami) ordynatorowi
      patologii ciąży na którym leżałam - w skutek tego mialam pokój
      jednoosobowy i - gdy było trzeba- ekspresowo załatwione
      przeniesienie do kliniki żeby ratować Milenkę gdy się pogorszyło -
      nie wiem czy opieka i troska byłaby taka sama bez "karpika"
    • dorotamakota1 Re: Granice "dowodu wdzięczności"... 25.02.09, 15:08
      Nigdy nie daję żadnych "dowodów wdzięczności".
      Myślę, że to są pozostałości poprzedniego ustroju gdzie posiadaniem czegoś
      imponowało się innym.
      Nie podoba mi się dawanie nawet głupich kwiatów lekarzowi, w kieszeń fryzjerce,
      kelnerowi itp.
      Według mnie naprawdę wystarczy dziękuję.
      • 1usmiechnieta Re: Granice "dowodu wdzięczności"... 25.02.09, 19:39
        Nieprawda dorota.
        Mieszkam w kraju z zawsze takim samym ustrojem i takze sa "dowody
        wdzicznosci".
        • 1usmiechnieta Re: Granice "dowodu wdzięczności"... 25.02.09, 19:43
          Ps. I lapowka tego nikt nie nazywa.
        • dorotamakota1 Re: Granice "dowodu wdzięczności"... 26.02.09, 09:56
          Ale ja piszę moją opinię na temat Polski a nie innego kraju...
          • kirke18 Re: Granice "dowodu wdzięczności"... 26.02.09, 12:56
            Jestem osobą, która pracowała jako pielęgniarka i chciałam
            odpowiedzieć na to pytanie z drugiej strony. Jak tu już pisano,
            można pracować różnie się angażując, można być miłym i robić rzeczy
            dodatkowe, która nie wiele kosztują, a czasem wiele zmieniają. I
            powiem tak- pensja- najczęściej jednak nie za wysoka- to pieniądze,
            za które się żyje, a wszelakie dowody wdzięczności to miód na serce
            (dobrego człowieka, który robi to co umie najlepiej jak umie). Sama
            dostawałam kawę i czekoladki, a kilka razy ktoś mi "podrzucił" do
            kieszeni fartucha niewielką kwotę pieniędzy. Lekarze dostawali
            koniaki, lekarki perfumy, kwiaty.Właściwie nie wiem dlaczego tak się
            utarło, że lekarzom należy się coś droższego niż pielęgniarkom. Ale
            nie o to chodzi. Popieram tę teorię,która tu już padła- ważne jest
            przed-czy po.
            Sama też raz dałam lekarzowi(po leczeniu) koniak. Z wdzięczności, za
            to co "nie musiał", a ja byłam pewna, że urodzę zdrowe dziecko.
            Chore są łapówki- wymagane pieniądze, czy inne kosztowne prezenty-
            dawane przed i uzależniające los pacjenta od ich dania.
            Wielkokrotnie o takich przypadkach słyszałam -z pierwszych ust- np.
            mój ojciec musiał dać lekarzowi sporą kwotę, aby przyjął brata na
            szybkie leczenie. Niestety, był to nowotwór kręgosłupa, brat zmarł,
            ale wiem, że w takich sytuacjach nie liczą się dla rodziców żadne
            zasady. To było wstrętne ze strony lekarza i to właśnie powinno się
            ciężko karać.
          • 1usmiechnieta dorotamakota1 26.02.09, 15:40
            Rozumiem to tak; mieszkasz w Polsce, jestes pokolenia dawnego ustroju
            i nie itnieje dla ciebie wdziecznosc tylko lapuwkarstwo.
            Temat jednak jest ogolny i o "dowodach wdziecznoci", a ja lubie
            wdziecznosc, no ale to chyba jednak kwestia pokolena.
            wszystkiego dobrego
    • agra1 Re: Granice "dowodu wdzięczności"... 26.02.09, 14:00
      raz. To były kwiaty dla lekarki, która wypatrzyła u8 mnie krwiaka w mózgu i
      dzięki niej zostałam zoperowana na czas. Poleciałam z wielkim wiechciem.

      Ale cały sens tej sprawy polega na tym, ze te operacje miałam jako 4 miesięczny
      niemowlak. Z kwiatami poszłam do niej będąc już na studiach.
      Udało mi sie ją odszukać - chciałam sama podziękować za to, co dla mnie zrobiła.
      I myśle, ze było to ważne dla nas obu. A w takim układzie już chyba nie da się
      powiedzieć, ze była to łapówka - w ćwierć wieku po fakcie.....
    • rotera Re: Granice "dowodu wdzięczności"... 26.02.09, 14:34
      o moich wspaniałych lekarzach i pielęgniarkach pamiętam na święta,
      na oddział wysyłam im kosz słodkości,owoców,wino i stroik świąteczny

      robią dużo więcej niż inni, tak powinna wyglądać standardowa służba
      zdrowia, jednak nie wygląda
      doceniam to, bo mam porównanie.
      wiem, ze zachowują się tak w stosunku do każdego swojego pacjenta,
      inne oddziały, inna bajka,nic nie wysyłam.
    • rav107 Granica według mnie 28.02.09, 14:57
      Moim zdaniem:
      - po pierwsze zawsze PO a nie PRZED zabiegiem
      - po drugie na pewno nie pieniądze
      - po trzecie coś o wartości bardziej symbolicznej niż materialnej -
      kwiaty, coś słodkiego, książka, może byc jakiś lepszy alkohol

      To dla mnie jest rzeczywiście upominek w dowód wdzięczności.
      Natomiast dawanie czegokolwiek przed zabiegiem albo dawanie
      pieniędzy jest dla mnie z gruntu naganne.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka