oli77
20.06.07, 10:07
Drugi poród miałam lekki, fakt ostatnie 10 min, parcie było mało przyjemne.
Mąż mi przypomniał co robiłam kiedy był czas pomiędzy parciem i trochę wydaje
mi się było śmiesznie. Położna kazała już przeć, a ja z pytaniem: ale jest
rozwarcie? Na 10 cm?, Kolejne parcie a ja: jeszcze nie, chwileczkę, to taki
mały skurcz (oczywiście ściema, byłam przerażona i chciałam opóźnić). Kolejna
przerwa w parciu a ja: Hmmm, co by tu zrobić żeby nie bolało, pomyślmy. Potem
już już dziecko wychodziło a ja prosiłam: wody, wody, bo nie dam rady. I na
koniec: Proszę otworzyć okno, bo mi duszno i zemdleję. Na co usłyszałam:
Niestety nie można, bo dzidziusiowi powieje... No i wyszła z brzucha mała
istotka. Łzy w oczach i wszystkim dziękowałam. Dlaczego podczas porodu rozum
nam odejmuje i zachowujemy się tak, jak sie same nie spodziewamy?? Podczas
pierwszego mówiłam: Chcę do domu, nie będę już rodzić, Marek, chodź idziemy -
ale to chyba standart.