Dodaj do ulubionych

mamo, dzieci w przedszkolu się ze mnie smieją

IP: *.* 07.11.02, 09:11
Tak właśnie pożaliło mi moje dziecko (Maciuś 4,5 roku) kiedy dziś ramo odprowadzałam je do przedszkola. Po kilku pytaniach, okazało się że nie wszystkie tylko jedna dziewczynka. Zaś przyczyną tego wyśmiewania był fakt, że chłopcy mu zabrali klocki, którymi się bawił Maciuś. No i co ja mam malcowi powiedzieć? Jak mu pomóc? Najprościej powiedzieć "nie dawaj sobie odbierać klocków" (co w języku dzieci oznacza prawie tyle co "lej intruza"). Tylko to mu w niczym nie pomoże. Co gorsza całkiem go ogłupię, bo w domu (ma młodszą siortrę) zalecam niestosowanie siły tylko próbę porozumienia się. W razie braku takowego, przedmiot sporu ląduje poza zasięgiem rąk i jak emocje opadną stram się jednak dzieci jakoś namówić do kompromisu. To przemyślane działanie, aby jak najmniej antagonizować dzieci. Nie chcę im mówić kto komu ma ustąpić i dlaczego. Niech sami dojdą do porozumienia. Ja ograniczam się tylko do zadbania aby porozumiewali się bez najmiernych emocji, bo to u dzieci jest tylko pół kroku do metod ręcznych. Tylko poza domem okazuje się to nieskuteczne. Chyba przydałby mi się jakiś psycholog. I pewnie by przy tym wyszło, że problem mam ja a nie dzieci - hi hi. Ale mimo to może ktoś by mi rzekł coś mądrego, bo nieco ogłupiałam.No a mina Maciusia pełna żalu, że został tak podwójnie źle potraktowany nie daje mi spokoju. A jeśli ta mina zamieni sie w poranne "nie chcę do przedszkola" to będę już w poważnych tarapatach. Gocha
Obserwuj wątek
    • Gość: Gosia1 Re: mamo, dzieci w przedszkolu się ze mnie smieją IP: *.* 07.11.02, 09:21
      Witaj imienniczko! Ja nie demonizowałam tematu. Nie przeżywałam tego, nie robiłam z tego tragedii, ani nawet problemu - bo to nie jest problem. Wysłuchiwałam żalów latorośli, bardzo uważnie, po czym zadawałam pytania, aby dowiedzieć się czegoś więcej. Ale nie okazywałam współczucia, tylko zainteresowanie. A potem zaczynałam snuć opowieści jak to ze mnie czasem dzieci się śmiały. Często po takiej opowieści następowało pytanie: "i co mamusiu? co wtedy robiłaś?". I ja odpowiadałam, że nic...No bo co można zrobić? Rozpłakać się? A właściwie to o co płakać? No przecież nic nie boli, to tylko słowa. Zbić kolegę czy koleżankę? Ale za co? Bo jest inna? Inaczej czuje? "Nie synku, nie biłam, nie złościłam się, nie krzyczałam, nie płakałam. Trudno, są takie dzieci, które lubia się śmiać z innych. I najlepiej wtedy nie reagować, bo naprawdę świat się nie kończy. Można się uśmiechnąć i robić swoje. Następnym razem koleżanka będzie się śmiała krócej a jeszcze następnym w ogóle". Tak mówiłam do synka i do córki kilka lat temu. Moim dzieciom to pomogło. Zupełnie "olewały" prześmiewców. Robiły swoje. A od pewnego czasu moją córkę (bo syn jeszcze za mały - ma 7 lat) uczę złośliwych, ciętych odpowiedzi na zaczepki, złośliwość, podłość. I muszę stwierdzić, że jest całkiem pojętną uczennicą...;) I daje sobie radę wprost świetnie! Pozdrawiam Gosia
    • Gość: Gruszka Re: mamo, dzieci w przedszkolu się ze mnie smieją IP: *.* 13.11.02, 14:02
      Myślę,że nie ma co nadmiernie demonizować problemu,bo urośnie do nadnaturalnych rozmiarów. I wtedy rzeczywiscie dziecko może być w tarapatach... Chóć wiem, że trudno patrzeć na zasmuconą buzię malucha,którego spotkała niezasłużona przykrość. Zawsze w takiej sytuacji przytulam mocno Masię, mówię: "Rozumiem, że było ci przykro". Najczęściej to wystarcza, bo Masia "czuje się wysłuchana" i smutek odchodzi. Czasem tak jak Gosia1 opowiadam, jak mnie ktoś zrobił przykrość. I uświadamiam, że dokuczającemu chodzi o to, żeby sprawić przykrość, zobaczyć łzy i smutną minę. Jeśli nie osiągnie zamierzonego efektu, w końcu się zniechęci-co to za przyjemność z dokuczania,kiedy nie ma reakcji ofiary? W ten sposób Masia ostatnio przełamała lody z chłopcem, który uparcie dokucza innym dzieciom. Przestała reagowac na jego głupie miny i uwagi. Zero reakcji. I pewnogo dnia wróciła zachwycona i oświadczyła, że pomagała temu chłopcu budować zamek z klocków! A niedawno jeszcze śmiertelnie się go bała :)
    • Gość: joannabo Re: mamo, dzieci w przedszkolu się ze mnie smieją IP: *.* 13.11.02, 16:38
      Już dawno chciałam napisać na ten wątek, teraz Marta mnie zmobilizowała. Napisałaś, Marta, że Masia "Przestala reagowac na jego glupie miny i uwagi. Zero reakcji. I pewnogo dnia wrócila zachwycona i oswiadczyla, ze pomagala temu chlopcu budowac zamek z klocków! A niedawno jeszcze smiertelnie sie go bala ".Gdyby Masia tylko UDAWAŁA, że nie jest jej przykro, to ten chłopiec, wyćwiczony w prowokacjach i drażnieniu się, na pewno by to zauważył, prawda? To znaczy, że Masia rzeczywiście się nie przejmuje, a więc, że swoim zachowaniem i tym, co mówiłaś przekonałaś córkę, że to, że ktoś robi głupie miny i uwagi wcale NIE JEST przykre.Myślę, że to jest piękny przykład na wrodzone poczucie autonomii dzieci. Ty jej tylko potwierdziłaś to, co już czuła - ze żadne zachowania i odczucia innych osób wobec niej nie wpływają na nią, nie zmienia się pod ich wpływem. Uspokoiła się, że Ty też tak myślisz, że niezależnie od wszystkiego pozostaje dla Ciebie ta samą i tak samo jak dotąd akceptowaną osobą i to wystarczyło.To jest też piękny przykład na to, ze nie leży w naturze dzieci karanie i odgrywanie sie na "przeciwniku" tylko tolerancja i przyjacielskie nastawienie nawet do kogoś, kto im jakos zawinił. Masia nie szukała satysfakcji z tego, że chłopiec nie dostał tego, na co liczył (czyli objawów przykrości) tylko cieszyła się, że może mu pomagac w budowaniu z klocków.Piszę to wszystko po to, żebyś w realizowaniu rad, które dały Gosia i Marta nie straciła z pola widzenia tego, co najważniejsze i nie nastawiła dziecka wrogo do "agresora". Potraktuj śmiejące się dziecko ze zrozumieniem, tak jak Marta, co absolutnie nie znaczy, że musisz uznać jego z a c h o w a n i e za dobre. Skoncentruj się właśnie na samym wydarzeniu, a nie na uczuciach swojego dziecka, bo naprawdę nie wiadomo, co ono czuje, a niedobrze by było mu jakieś uczucia zasugerować ( z przypadku Masi można by wywnioskować, że przykro jej było tylko dlatego, że nie może budowac z tym chłopcem zamków). Z samego tonu głosu będzie wynikało, że uważasz, że zdarzenie to nie ma żadnych konsekwencji dla Twojego synka, ani dla Twojego do niego stosunku. I problemu naprawdę nie będzie, moje doświadczenia są takie same, jak Marty i Gosi.pozdrawiam, joanna

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka