Piekne usta, bez umiechu...
Miala dziesiec, moze jedenascie lat.
Siedziala kilka metrow ode mnie
migdalowym, glebokim i spokojnym spojrzeniem wodzila
po sklepieniu sufitu.
Z widoczna uwaga wsluchiwala sie w kazde slowo siedzacej obok niej matki.
Slowa piesni, ktore inni powtarzali za spiewnikiem, miala doskonale
zapisane w pamieci i wyraznym, chociaz delikatnym dziewczecym glosem
bezblednie przywolywala je na usta, klasycznej wrecz urody.
Jak na dziewczynke w tym wieku, emanowa...