-
Czytalem tez Maximum City, taka ksiazke o Bombaju- bardzo dobra. Tym
nie mniej mam wrazenie ze chlopaki od jezyka slabo znaja sie na
matematyce, a zeby cos zrozumiec trzeba siegnac nieco glebiej.
To ze tu sie tak dzieje to taki lapsus lapidarny, lapsus Indii
absurdalnych.
To kraj w ktorym bogaci robia sie coraz bogatsi... a biedni robia
sie... odrobineczke, maciupeczke bogatsi. Albo przynajmniej tak im
sie wydaje i dlatego nie protestuja przeciw porzadkowi tego co sie
dziej...
-
Po przeczytaniu artykułu wydaje mi się, ze byłam chyba na jakimś innym
festiwalu... To była strata czasu i pieniędzy. Choć - żeby nie zostać
posądzoną o narodowy malkontentyzm - znalazły się perełki: energetyczni
Wildbirds & Peacedrums, rozkosznie rozwrzeszczana Skinny Patrini... Ale to
chyba trochę za mało, by móc określić ten festiwal mianem good czy nawet - co
niektorzy czynią - the best. I następnym razem nie wpuszczajcie polityków na
scenę...
-
Ciekawe dlaczego w Amsterdamie?
-
No nie nie wytrzymalem. Niech sobie pan Robert Sankowski przyjedzie
do Londynu i niech zobaczy czy moda na gitary sie skonczyla. Takie
glupoty to sobie mozna pisac za warszawskim biurkiem. Niech pan
Sankowski sprawdzi które bilety najszybciej sie rozchodzá i dojdzie
do wniosku ze indie rock dopiero nabiera prédkosci. Mam mnóstwo
przyjaciól muzyków w Londynie którzy gdyby znali polski to by sie
niezle uchachali z tego artykulu. A swojá drogá to omawiana plytka
wcale niezla.
-
Mumbaju a nie Bombaju. Miasto zmienilo nazwe i warto by w Polsce dziennikarze
o tym wiedzieli.
Na codzien pracuje z Hindusami... z Mumbai.