Powodowana poremontowymi porządkami oraz filmem o naszej Gurui kochanej
(którego czekałam, jak kania dżdżu i wreszcie go mam! Na razie w jednym
egzemplarzu, ale będzie więcej, niech no tylko trochę się obrobię ze
wzmiankowanymi porządkami. Można już składać zamówienia na piśmie:),
pogrążyłam się w różnych pamiątkach po przodkach i chociaż wredny los oraz
równie wredna historia sprawiły, że zostało ich tyle, co kot napłakał, to
grzebię się w nich z upodobaniem. Uwielbiam to. Widać ...