Jak wiecie, jestem kochanem wielce romatycznem z nieco staroświeckim systemem
wartości. Weźmy na ten przykład takiego Puszkina, który to poeta głową w
pojedynku łożył za honor damy.
A dzisiaj?
Czasy są skundlono-plastikowe, kobiety przypominają stworki z kosmosu (Kaziu,
zbyt często oglądałaś E.T.!) albo 13-letnich fanów Roberta Planta.
Czy życie ma jeszcze jakiś głębszy sens, gdy tak niewiele jest kobiet, dla
których warto żyć i - tym bardziej - dla których warto życie owo poświęcić?
...