Przez cały czas było jakieś takie wewnętrzne odczucie, co powodowało coś
takiego, co nazwałbym wstydem, że żyję. Wstydziłem się, że istnieję. Tak
naprawdę patrzyłem na życie - że oto jestem, urodziłem się, lecz kto mnie w
to wpakował? I z taką pogardą myślałem o sobie samym. Chciałem, żeby to jakoś
się urwało, żeby jakoś się skończyło. To powodowało, że było we mnie
rozdarcie. Z jednej strony nienawidziłem samego siebie, z drugiej - chciałem,
żeby to jak najszybciej się skończyło....