Dodaj do ulubionych

kto zna jakiś dobry dowcip, podzielcie sie :)

04.07.05, 21:01
Trzecia w nocy! Żona czeka na męża, który nie wrócił jeszcze z imprezy...
Wpada parę minut po 3 nad ranem kompletnie pijaniuteńki.. żona wrzeszczy
- O której to się wraca do domu!
A mąż na to:
- Jakie wraca, jakie wraca? po gitarę przyszedłem!

Pewna dziewczyna poszła sama na imprezę. Zauważyła tam super-faceta, który
świetnie tańczył.
Podeszła do niego i mówi:
- Ale zajebiście tańczysz!
A facet na to:
- Spierdalaj!
Dziewczyna, trochę zbita z tropu, wycofała się.
Facet dalej tańczył solo, i tak, że na wszystkich robił bardziej niż
piorunujące wrażenie.
Dziewczyna znowu do niego podeszła i mówi:
- Ale zajebiście tańczysz!
A facet na to:
- Spierdalaj!
To już było trochę za dużo i dziewczyna mówi:
- Wiesz co? Jesteś cham i prostak!
A facet na to:
- No i chuj! Ale zajebiście tańczę!

Żona do męża
- Kochanie, powiedz mi cos słodkiego...
- Nie teraz, jestem zajęty.
- Kochanie, no powiedz mi coś słodkiego...
- Naprawdę, teraz nie mam czasu.
- Ale kochanie, chociaż jedno słówko...
- Miód do kurwy nędzy i odpierdol się!

Żona do męża:
- Kochanie, rżniesz mnie jak zwykłą dziwkę...
Powiedziałbyś chociaż ze dwa słówka...
- Wyżej dupę!

Żona była niezadowolona z pożycia, więc poszła do seksuologa, żeby jej coś
doradził. No to on opowiedział jej o seksie perwersyjnym. Żona wróciła do
domu założyła najseksowniejszą bieliznę, miniówkę i czeka na męża.
Kiedy ten wrócił z pracy ona już w przedpokoju staje przed nim i mówi:
- Drzyj ze mnie szmaty!
On popatrzał na nią jak na idiotkę i nic.
Tylko zdejmuje płaszcz.
- Drzyj ze mnie łachy, powiedziałam!
No to mąż zdarł z niej wszystko. Kiedy żona stała już naga mówi do męża:
- A teraz mnie wypierdol.
Mąż otwiera drzwi i mówi:
- Wypierdalaj!

Do domu klienta apteki dzwoni aptekarz:
- Dzień dobry, przepraszam, że pana niepokoję, ale zaszła pomyłka przy
wczorajszym zakupie.
- Taaak? A co się stało?
- Kupował pan tymianek dla teściowej, a my omyłkowo wydaliśmy cyjanek.
- No i jaka to różnica?
- Cztery pięćdziesiąt.

Do celi wchodzi nowy więzień. Współwięzień pyta:
- Słuchaj ile dostałeś?
- Piętnaście lat.
- A za co?
- Za pomoc medyczną...
- Jak to, za pomoc medyczną?
- No tak. Teściowa miała krwotok z nosa, a ja jej założyłem opaskę uciskową
na szyję

Facet chciał sobie kupić jakieś drapieżne zwierzę, żeby zagryzło mu teściową,
ale w sklepie były tylko pelikany.
Sprzedawca powiedział, że są one wyjątkowo groźne, więc kupił dwa do domu.
Postanowił je wypróbować:
- Pelikany na stół!
Pelikany totalnie rozpieprzyły stolik. Facet wniebowzięty mówi dalej:
- Pelikany na krzesło!
Ptaki rozdziobują krzesło. Nagle wchodzi teściowa i od progu krzyczy:
- A na chuj ci pelikany?
Obserwuj wątek
    • blackvader Dowcipy o Stirlitzu - duzo 04.07.05, 23:07
      Dowcipy o Stirlitzu - rosyjskim szpiegu. Ja uwielbiam, choc nie gwarantuje ze kazdemu sie spodobaja
      • blackvader Re: Dowcipy o Stirlitzu - duzo (to tu!!!!) 04.07.05, 23:09
        Jakis blad w poprzednim poscie (moj blad :) wklejam jeszcze raz:

        Stirlitz jechał nocą swoim służbowym czarnym Mercedesem. W pewnym momencie zobaczył w światłach reflektorów Kaltenbrunnera, dającego rozpaczliwe znaki na poboczu drogi. Stirlitz z kamienna twarzą pojechał dalej. Nie minęło pół godziny, a Stirlitz znowu zobaczył Kaltenbrunnera stojącego obok drogi i rozpaczliwie wymachującego rękami. Stirlitz udał, że nie widzi, i pojechał dalej. Znowu minęło pół godziny i Stirlitz znowu ujrzał Kaltenbrunnera, stojącego na poboczu i wzywającego pomocy.
        Ta prosta obserwacja ostatecznie utwierdziła Stirlitza w przekonaniu, że poruszał się obwodnicą berlińską.

        Uciekają Klos i Stirlitz przed Niemcami. Wpadają w ciemną uliczkę, z której nie ma wyjścia. Klos zdążył się schować do śmietnika a Stirlitza złapali Niemcy. Kiedy go prowadzili i przechodzili obok śmietnika, Stirlitz kopnął śmietnik i powiedział:
        - Klos, wyłaź. Złapali nas!

        Idzie sobie Stirlitz lasem, i nagle słyszy za sobą: szur, szur, szur.
        -To chyba żaba - pomyślał Stirlitz
        -Tak, to ja - pomyślała żaba.

        Stirlitz jesteście Żydem! - stwierdził nagle Müller, gdy standartenfurer opuszczał jego gabinet.
        - Nieprawda, jestem uczciwym Rosjaninem - dumnie odparł Stirlitz.

        - Stirlitz jakiego koloru mam majtki? - spytał Müller.
        - Czerwone w białe grochy.
        - Wpadliście Stirlitz, o tym wiedziała tylko rosyjska pianistka!
        - Proszę zapiąć rozporek, szefie, inaczej będą o tym wiedzieć wszyscy.

        Zimny ranek. Stirlitz budzi się z ciężką głową na łóżku w celi więziennej i absolutnie nie może sobie przypomnieć, w jakim kraju aktualnie się znajduje:
        - Poczekam, aż ktoś się zjawi - myśli. - Jak będzie w czarnym, to jest esesmanem, a to oznacza, że jestem wśród hitlerowców, jeżeli zaś w zielonym - to jest NKWD-zista, więc jestem nareszcie u swoich.
        Drzwi się otwierają i wchodzi facet w szarym mundurku:
        - Ależcie się wczoraj urżnęli, towarzyszu Tichonow! W drobny mak! I nie wstyd wam? A jeszcze aktor!
        (Konieczne wytłumaczenie:
        szary - kolor radzieckich milicjantów,
        Tichonow - nazwisko aktora, który grał Stirlitza,
        cela - to niewątpliwie izba wytrzeźwień).

        - Wpadliście Stirlitz - rzekł Müller - Pański paszport śmierdzi rosyjską wódką.
        - Nie wiem dlaczego ... Może jak Kaltenbrunner stawiał pieczątkę, zbyt głęboko oddychał?

        - Stirlitz co jest lepsze radio czy gazeta? - zapytał podejrzliwie Müller.
        - Gazeta, w radio nie zawiniesz śledzia - odparł spokojnie Stirlitz.

        - W kancelarii Rzeszy pojawił się sowiecki szpieg - stwierdził Himmler głęboko wpatrując się w oczy Müllera.
        - Wiem, to Stirlitz - odpowiedział Müller z zimna krwią.
        - Dlaczego go wiec nie aresztujesz???
        - Nie ma sensu. I tak się wykręci.

        "Gratulujemy urodzenia syna" - przeczytał Stirlitz zaszyfrowaną depeszę. Rozczulił się.
        Przecież już dwanaście lat mija, jak opuścił ojczyznę...

        Müller sprężystym krokiem wkroczył do gabinetu Stirlitza. Od razu rzucił mu się w oczy ogrom pustych butelek po mocnych alkoholach. Na łożu w towarzystwie trzech śpiących kobiet, leżał pijany Stirlitz. Müller podszedł do stołu.
        Tam w kałużach rozlanej wódki zmieszanej z popiołem od papierosów, leżała depesza w języku rosyjskim: „Zadanie wykonane! Spocznij!”
        - Spóźniłem się - pomyślał Müller.

        Wróciwszy do swego gabinetu Müller zauważył, jak Stirlitz w podejrzany sposób kręci się w pobliżu sejfu.
        - Co tu robicie Stirlitz? - srogo zapytał.
        - Czekam na tramwaj - odpowiedział Stirlitz.
        - W porządku! - rzucił Müller wychodząc.
        Na korytarzu pomyślał:
        - Jakiż u diabla może być tramwaj w moim gabinecie...
        Zawrócił. Ostrożnie zajrzał do gabinetu. Stirlitza nie było.
        - Pewnie już odjechał - pomyślał Müller.

        Stirlitz zobaczył jak banda wyrostków pompuje kota benzyną. Kot wyrwał się, przebiegł kilka metrów i upadł.
        - Benzyna się skończyła - pomyślał Stirlitz.

        Stirlitz siedział w swoim gabinecie, gdy rozległo się pukanie.
        - Bormann - pomyślał Stirlitz.
        - Ja - pomyślał Bormann.

        Stirlitz ukradkiem karmił niemieckie dzieci.
        Od ukradka dzieci puchły i umierały.

        Naprzeciw Stirlitza szły trzy umalowane kobiety.
        - Prostytutki - pomyślał Stirlitz.
        - Pułkownik Isajew - pomyślały prostytutki.

        W kawiarni 'Elefant" Stirlitz miał się spotkać z łącznikiem. Nie ustalono niestety żadnego znaku rozpoznawczego.
        Na szczęście łącznikowi zwisały spod marynarki szelki spadochronu.

        Gdy Stirlitz szedł korytarzem, oczom jego ukazało się ogłoszenie o czynie społecznym.
        - Wpadłem - pomyślał.
        Skierował się w kierunku gabinetu Müllera.
        - Gratuluję poczucia humoru - powiedział - Tak, jestem agentem sowieckim!
        - Dobra, dobra Stirlitz ... Odmaszerować!
        Po chwili Müller wykręcił numer Kaltenbrunerra.
        - Czego to nie wymyśli nasz poczciwy Stirlitz - rzekł ze śmiechem - żeby się wykręcić od roboty...

        Dom Stirlitza okrążyli gestapowcy.
        - Otwieraj! - krzyknął Müller.
        - Stirlitza nie ma w domu! - powiedział Stirlitz.
        Odjechali. W ten oto sprytny sposób Stirlitz już piąty raz przechytrzył gestapo.

        Podczas ważnej narady w gabinecie Hitlera nagle otworzyły się drzwi. Wbiegł przez nie mężczyzna z bukietem kwiatów, które położył na stole. Następnie sprawnie otworzył sejf, sfotografował wszystkie dokumenty, odłożył na miejsce i wyszedł.
        - Kto to był? - spytał zaskoczony Hitler.
        - Sowiecki szpieg Isajew - odpowiedział Bormann.
        - Dlaczego go więc nie aresztujesz???
        - I tak udowodni, że kwiaty przyniósł...

        Stirlitz spacerował po dachu Kancelarii Rzeszy. Nagle poślizgnął się, upadł i tylko cudem zahaczył o wystający gzyms, unikając upadku z dużej wysokości.
        Następnego dnia cud posiniał i obrzękł.

        Stirlitz przechodząc korytarzem, jakby od niechcenia pchnął drzwi gabinetu Bormanna. Drzwi ani drgnęły. Stirlitz zatrzymał się, rozejrzał i pchnął mocniej. Bez skutku.
        - Pewnie zamknięte - pomyślał Stirlitz.

        Podczas uroczystej akademii w dniu urodzin Hitlera dostarczono Stirlitzowi na sale depeszę.
        "Stirlitz jesteście zwykłą dupą!" - mogły odczytać zbyt ciekawe oczy.
        Ale tylko Stirlitz wiedział, że właśnie tego dnia otrzymał tytuł Bohatera Związku Sowieckiego.

        Stirlitz wolnym krokiem zbliżył się do lokalu kontaktowego. Zapukał umówione 127 razy. Nikt nie otworzył. Po namyśle wyszedł na ulicę i spojrzał w okno.
        Tak, nie mylił się. Na parapecie stały 63 żelazka - znak wpadki.

        Stirlitz szedł ulica, kiedy z tyłu rozległy się strzały i tupot podkutych butów.
        - To koniec - pomyślał Stirlitz wkładając rękę do prawej kieszeni spodni.
        Tak, to był koniec. Pistolet nosił w lewej.

        Stirlitz wszedł do gabinetu Müllera i zauważył że nikogo nie ma. Podszedł do sejfu i pociągnął za uchwyt, żeby się tylko przekonać że się nie otworzy. Po upewnieniu się, że jest sam wyciągnął broń i wystrzelił; sejf znów się nie otworzył. Następnie położył granat ręczny pod sejfem i usunął zawleczkę. Gdy dym opadł, Stirlitz jeszcze raz spróbował otworzyć sejf. I znów bez powodzenia.
        "Hmmmm ..." doświadczony oficer wywiadu wreszcie wywnioskował: "Musi być zamknięty".

        Stirlitz siedział w swoim biurze w Reichstagu, gdy radio doniosło:
        "Stirlitz to ostatnia dupa!".
        Nikt nic nie zrozumiał, tylko Sowieckiemu szpiegowi szczęka opadła. Było to słowo kodowe, jak zrozumiał, oznaczające, że został w ten sposób odznaczony tytułem Bohatera Związku Radzieckiego.

        Stirlitz szedł przez Reichstag pijany w trzy dupy i w rozchełstanym mundurze. Dziś, 23 lutego, w dniu Armii Radzieckiej, chciał wyglądać jak prawdziwy radziecki oficer.

        Stirlitz wszedł do gabinetu Müllera i rzekł:
        - Herr Müller, czy chciałby pan pracować jako agent radzieckiego wywiadu? Dobrze płacą.
        Müller zszokowany, podrywa się ze złością, potem przypatruje się podejrzliwie Stirlitzowi. Stirlitz zaczyna wychodzić, ale zatrzymuje się i pyta:
        - Gruppenfuhrer, czy ma pan aspirynę?
        Stirlitz wiedział, że ludzie zawsze pamiętają tylko koniec konwersacji.

        Stirlitz i Kathe spacerują po parku. Nagle pa
      • blackvader Re: Dowcipy o Stirlitzu - duzo (II) 04.07.05, 23:10
        Stirlitz i Kathe spacerują po parku. Nagle padają strzały. Kathe pada. Krew tryska.
        Stirlitz, polegając na swym instynkcie, momentalnie zaczyna coś podejrzewać.

        Doniczka spadła z okna tajnego lokalu i rozbiła się prosto na głowie Stirlitza.
        To był znak, ze jego żona właśnie powiła mu syna.
        Stirlitz otarł łzę. Nie było go przecież w domu już od siedmiu lat.

        W dniu Święta Majowego Stirlitz założył czapkę czerwonoarmisty, chwycił czerwony sztandar i przemaszerował się po korytarzach Biura Bezpieczeństwa Rzeszy śpiewając międzynarodówkę i inne rewolucyjne pieśni.
        Jeszcze nigdy nie był tak blisko wpadki.

        Stirlitz rano podczas golenia spogląda w swoje odbicie w lustrze.
        - Stirlitz - pomyślał Stirlitz.
        - Stirlitz - pomyślało lustro.

        Do gabinetu Bormanna wchodzi nieznajomy. Patrząc prosto w oczy Bormanna wykonuje jakieś dziwne gesty. W końcu mówi:
        - Słonie idą na północ, a wołki zbożowe podążają ich śladem.
        Bormann spojrzał na przybysza z wyraźnym niesmakiem:
        - Gabinet Stirlitza jest piętro wyżej - odpowiada.

        Stirlitz chodził przez cały dzień z rozpiętym rozporkiem, z którego wystawały czerwone gacie.
        W ten oto sposób Stirlitz obchodził święto 1 Maja.

        Telegram: Stirlitz, jeśli nie zapłacicie za energię elektryczną, wyłączymy wam radio.

        Stirlitz na popijawie u Müllera mocno przeholował. Następnego dnia, żeby rozwiać wątpliwości, wchodzi do gabinetu Müllera i pyta:
        - Słuchajcie, czy domyśliliście się po wczorajszym, że jestem sowieckim agentem?
        - Nie - przyznał Müller.
        Stirlitz odetchnął z ulgą.

        Hitler dzwoni do Stalina:
        - Czy wasi ludzie nie brali z mojego sejfu tajnych dokumentów?
        - Zaraz wyjaśnię.
        Stalin dzwoni do Stirlitza:
        - Isajew, braliście z sejfu Hitlera tajne dokumenty?
        - Tak jest, towarzyszu Stalin.
        - Odłóżcie je natychmiast! Ludzie się denerwują!

        Stirlitz wszedł do kawiarni "Elefant".
        - To Stirlitz. Zaraz tu będzie zadyma - Powiedział jeden z siedzących przy stole.
        Stirlitz spokojnie wypił kawę i wyszedł.
        - Nie, - odpowiedział drugi - to nie był Stirlitz.
        - Jak to nie!? To Stirlitz!!! - krzyknął trzeci.
        Zaczęła się zadyma.

        Stirlitz z Plejshnerem szli ulicą i omawiali plan przyszłej operacji. Nagle padł strzał i Plejshner z jękiem osunął się na ziemię. Stirlitz obejrzał się w jedną stronę - nikogo, potem w drugą - też nikogo.
        - Pewnie mi się wydawało - pomyślał.

        Stirlitz od dwóch dni nie pojawiał się w pracy. Gestapowcy, wysłani na poszukiwania, odnaleźli go w jego willi, nieprzytomnego, leżącego na podłodze pośród pustych butelek po wódce.
        Na stoliku obok lampy leżał szyfrogram: "Zadanie wykonane, możecie się zrelaksować".

        Stirlitz usłyszał pukanie do drzwi. Otworzył je. Za drzwiami stał mały kotek.
        - Chcesz mleczka głuptasku? - czule powiedział Stirlitz.
        - Sam jesteś głupi! Właśnie przyjechałem z Centrali - odrzekł kotek.

        Stirlitz kopnięciem otworzył drzwi i na palcach, cichutko zbliżył się do czytającego gazetę Müllera.

        Müller wiedział, że Rosjanie, zamieszawszy cukier, zostawiają łyżkę w szklance z herbatą. Chcąc sprawdzić Stirlitza, zaprosił go do siebie na herbatę.
        Stirlitz wsypał cukier do szklanki, zamieszał go, wyjął łyżeczkę, położył ją na spodeczku, po czym pokazał Müllerowi język.

        Odcinek 333.
        Stirlitz myśli.

        - Stirlitz, ile jest dwa razy dwa? - zapytał Müller. Stirlitz wiedział, wiedział również że Müller też wie, ale nie wiedział, czy Centrala wiedziała, więc musiał milczeć.

        Stirlitz pojechał na wielką akcję w Alpy francuskie. Bladym świtem wyszedł przed schronisko, wyjął lornetkę i popatrzył przed siebie. Zobaczył mężczyznę z deskami na nogach i z kijkami w rękach.
        - Pewnie to narciarz - pomyślał Stirlitz.

        Stirlitz poszedł do lasu, ale ani borowików, ani podgrzybków, ani nawet opieniek nie było.
        - Pewnie nie sezon - pomyślał Stirlitz siadając na zaspie.
      • blackvader Re: Dowcipy o Stirlitzu - duzo (III) 04.07.05, 23:11
        tirlitz, spacerując zimą nad brzegiem jeziora, ujrzał na nim ludzi.
        - Łyżwiarze - pomyślał Stirlitz.
        - Stirlitz - pomyśleli wędkarze.

        Stirlitz, spacerując latem nad rzeką, zauważył nad brzegu człowieka z wędką.
        - Jak biorą? - zagadnął.
        - Dobrze - odpowiedział człowiek.
        - Wędkarz - pomyślał Stirlitz.

        Müller, wglądając przez okno, ujrzał podążającego gdzieś Stirlitza.
        - Dokąd on idzie? - pomyślał Müller.
        - Nie twój zasrany interes! - pomyślał Stirlitz.

        Stirlitz zobaczył ludzi w sowieckich mundurach, umazanych błotem twarzach, z pepeszami w rękach.
        - Zwiadowcy - pomyślał.

        Na korytarzu Stirlitz zobaczył Kathe, a za nią dwóch żołnierzy z karabinami i plecakami.
        - Na wczasy - pomyślał Stirlitz.

        Gestapo obstawiło wszystkie wyjścia, ale Stirlitz ich przechytrzył.
        Uciekł przez wejście.

        Stirlitz migiem uciekł przez okno.
        Mig skrył się w chmurach.

        - Jak wy się naprawdę nazywacie?
        - Tichonow. - odpowiedział Stirlitz - A wy?
        - Broniewoj.
        - No, Müller, wkopaliście się!

        Stirlitz dzwoni do Schellenberga i melduje:
        - Parteigenosse Schellenberg, w tajnym sejfie Bormanna odkryłem dwie butelki „Stolicznej”.
        - A co wy, Isajew, myślicie, że tylko wy tęsknicie za ojczyzną?

        Stirlitz wpadł. Przesłuchują go:
        - Ile jest dwa razy dwa?
        Stirlitz wiedział, ile jest dwa razy dwa. Wiedział również, że oni wiedzą. Nie wiedział tylko, czy zdąży zawiadomić centralę.

        - Stirlitz, powiedzcie proszę ...
        - Proszę - odpowiedział Stirlitz, chcąc szybko udzielić odpowiedzi.

        Stirlitza przesłuchuje gestapo. Zadali mu pytanie, na które nie znał odpowiedzi. Pobili go i wrzucili do celi. Stirlitz siedzi i się modli:
        - Panie Boże, spraw żebym wiedział o co pytają. Bo inaczej mnie zabiją!!!

        Idzie Stirlitz przez las i zobaczył w dziupli parę dużych, żółtych oczu.
        - Dzięcioł - pomyślał Stirlitz.
        - Sam jesteś dzięcioł - pomyślał Bormann.

        W stołówce berlińskiego bunkra ustawiła się długa kolejka po kiełbasę. Nagle sprężystym krokiem wszedł Stirlitz, ominął wszystkich i kupił od razu trzy kilogramy.
        - Ale z niego cham! - syknął Bormann do Müllera.
        Oni jednak nie wiedzieli, że Bohaterów Związku Sowieckiego kolejka nie obowiązuje.

        - Gdzie pan się tak dobrze nauczył prowadzić samochód, Stirlitz? - spytał Müller.
        - Na kursach NKWD - odpowiedział Stirlitz.
        - Chyba nie powiedziałem nic tajnego - pomyślał.

        - Stirlitz to sowiecki agent - rzekł Müller do Schellenberga - Musimy go zdemaskować. Niech pan stanie Jak wejdzie, proszę go uderzyć polanem w głowę. Jeśli jest Rosjaninem zaraz się wygada.
        Po chwili wszystko przebiegło według zaplanowanego scenariusza.
        - Ach, j... twoju mat'! - zaklął Stirlitz.
        - Ubit'! - rozkazał Müller.
        - Ciszej, towarzysze - syknął Schellenberg - Niemcy dokoła!

        Stirlitz codziennie po powrocie do domu miał zwyczaj, upewniwszy się, że jest sam, otwierać drzwiczki ukrytego za obrazem sejfu, z którego wyciągał harmonie i butelkę wódki. Nalewał szklankę, wypijał i piec minut grał na harmonii. Potem odkładał wszystko na miejsce i zamykał sejf. Tego wieczora jednak sejf był pusty. Po chwili wahania Stirlitz wykręcił numer Müllera.
        - To wy Stirlitz? - raczej dla formalności spytał Müller. - Pewnie telefonujecie w sprawie harmonii i wódki?
        - Tak.
        - Nic z tego! Nie tylko wy tęsknicie za ojczyzną...

        - Heil Hitler! - pozdrowił Stirlitz Bormanna.
        - Nie przesadzajcie, Isajew! - warknął Bormann.

        Esesmani poszli się kąpać. Stirlitz zdejmuje mundur, a pod mundurem ma czerwony podkoszulek z sierpem i młotem. Müller pyta:
        - Skąd macie taką koszulkę Stirlitz?
        - A, to żona podarowała mi w Dzień Armii Radzieckiej - odpowiedział Stirlitz i pomyślał: "Czy aby nie powiedziałem za dużo?"

        Stirlitz spojrzał przez okno. Poraził go niezwykły blask.
        - Oho, osiemnaste mgnienie wiosny - pomyślał.

        Stirlitz się zamyślił.
        Spodobało mu się to, więc zamyślił sie jeszcze raz.

        Stirlitz szedł ulicami Berlina, coś jednak zdradzało w nim szpiega:
        może czapka-uszanka, może przypięty do piersi rosyjski order, a może ciągnący się za nim spadochron?

        Stirlitz w Rosjii pozostawił żonę ale pisuje do niej listy.
        Na wszelki wypadek pisze lewą ręką i po francusku.
        Na wszelki wypadek ich nie wysyła.

        Stirlitz jest już w Rosji, pije piwo pod kioskiem i krzywi się do sąsiada:
        - Rozwodnione.
        Na co sąsiad:
        - Trzeba było gorzej szpiegować, pilibyśmy Heineckena.

        Do gabinetu Bormanna wchodzi nieznajomy. Patrząc prosto w oczy Bormanna wykonuje jakieś dziwne gesty. W końcu mówi:
        - Słonie idą na północ, a wołki zbożowe podążają ich śladem.
        Bormann spojrzał na przybysza z wyraźnym niesmakiem:
        - Gabinet Stirlitza jest piętro wyżej - odpowiada.
    • blackvader inne 04.07.05, 23:18
      Kupował facet od rolnika chałupę nad jeziorem. I pyta go:
      - Panie, a jak tutaj z komarami?
      - Noooo... czasem są, ale my znaleźliśmy sposób!
      - Tak? Jaki?
      - Nooo.... sadzamy teściową na ławeczce przed chałupą i smarujemy jej twarz
      miodem. I te komary lecą do niej i jest spokój!
      - Ale ona się przecież zadrapie na śmierć!
      - Nieeeee... jest sparaliżowana...

      Wraca facet póznym wieczorem do domu nawalony jak stodola.
      Wchodzi cicho do sypialni, widzi nogi wystajace z pod koldry, kleka,
      caluje, wsuwa leb pod koldre, caluje coraz wyzej, w koncu robi to co
      Ty wiesz, a ja rozumiem. Jak skonczyl pedzlowac, wylazi z lózka i idzie
      do kuchni, bo poczul glód. Wchodzi i widzi w kuchni siedzaca zone. -
      Co ty tu robisz!?!!??!!
      Ciiicho, bo mamusie obudzisz.

      1 Semestr medycyny, wyklad
      Profesor mówi :
      - Najwazniejsza na poczatku dla was poczatkujacych jest autopsja.
      Przy czym dwie rzeczy sa bardzo wazne !
      Pierwsze to musicie zwyciezyc obrzydzenie. Patrzcie tutaj.
      Profesor wpakowal kciuka do odbytu lezacego przed nim nieboszczyka.
      Po czym wyjal go i zaczal go oblizywac.
      - A teraz kazdy z was po kolei, niech robi to samo ! - mówi profesor.
      Z kamienna twarza kazdy student pakuje palca do odbytu
      nieboszczykowi, a potem go oblizuje.
      Jak wszyscy juz skonczyli, mówi profesor:
      - A drugie, to musicie sie dokladnie patrzyc. Ja wprawdzie wpakowalem kciuka
      do dupy, ale lizalem palec srodkowy !

      Wilk spotkał w lesie Czerwonego Kapturka.
      - Zjem cię - mówi.
      - Wilku, zanim mnie zjesz, pokochaj mnie trochę - prosi Czerwony
      Kapturek.
      Tak tez się stało. Wilk zabiera się do zjedzenia Kapturka...
      - Wilku, było tak dobrze! Pokochaj mnie jeszcze raz!
      Wilk ponownie spełnia jej prośbę, jeszcze raz i kilka razy.
      Na drugi dzien nad grobem wilka niedźwiedź wygłasza mowę pożegnalną:
      - Odszedł nasz drogi brat... A niech mi tu ktoś jeszcze wpuści te k...ę
      do lasu!

      ***

      Idzie Czerwony Kapturek przez las. Zobaczył ja wilk i wola zza krzaków:
      - O, idzie ta dziwka!
      - Wilku nie mów tak na mnie. Jestem Czerwony Kapturek, mam czerwoną
      czapeczkę, czerwona bluzeczkę, czerwona spódniczkę, czerwone buciki...
      O, k...a!... Ja rzeczywiście wyglądam, jak dziwka!
    • blackvader inne(II) 04.07.05, 23:24
      W pewien letni dzień niedźwiedź spotyka w lesie zajączka. Zalotnie
      machajac lapa wola:
      - Cześć zajączek. Pozdrowienia od Zdzicha....
      - Od jakiego Zdzicha? pyta zdziwiony zajączek
      - A od tego co Cię od tylu popycha....
      Następnego dnia niedziwedź spotyka w lesie zajączka.
      Zalotnie machając łapą wola:
      - Cześć zajączek. Pozdrowienia od Zdzicha....
      - Od jakiego Zdzicha? pyta zdziwiony zajączek
      - A od tego co Cię od tylu popycha....
      Zajączek się wkurzył i poszedł do starej sowy po dobra rade
      Sowa zastanowiła się i powiada:
      -Hmmmm..... Jak następnym razem zobaczysz niedźwiedzia to zanim cokolwiek
      Ci powie powiedz mu tak; " Cześć niedziwedź. Pozdrowienia przesyła ci
      Bronek...."Na to niedźwiedź powinien się zapytać: "Jaki Bronek?" a ty mu
      odpowiesz: "A ten co ci wsadza pod ogonek" No i sprawę masz załatwioną.
      Zajączek zadowolony podziękował sowie......
      Następnego ranka zajączek spotyka niedźwiedzia. Zalotnie machając łapką
      wola:
      - Cześć niedźwiedź. Pozdrowienia przesyła ci Bronek....
      Na to niedźwiedź:
      - Wiem, wiem. Słyszałem to od Zdzicha.....
      - Od jakiego Zdzicha ?!?.........................................


      Żyli sobie razem jeż i niedźwiedź. No i pewnego razu jeza zaproszono na
      urodziny.
      Jeż mówi:
      - Misiu idę na urodziny, wrócę na pewno pijany. Proszę cię nie bij mnie,
      jeżeli będę rozrabiał.
      - OK.
      Budzi się w południe jeż, cały poobijany i w siniakach i mówi:
      - No stary, prosiłem cię żebyś mnie nie bil
      A niedźwiedź na to:
      - Jak rozwaliłeś wszystkie meble - to milczałem, jak mnie wyzywałeś od
      ch...w - przemilczałem
      ale jak mi nasrałes do talerza i wsadziłeś w to gówno zapałki
      mówiąc, ze ten jeż od dzisiaj będzie mieszkać z nami - to nie
      wytrzymałem!!!!


      Siedzi zakochana para w parku na ławce i nagle dziewczyna mowi:
      -Wiesz? Boli mnie ręka.
      Chlopak pocalowal ja w reke i sie pyta.
      -Boli jeszcze?
      -Nie juz nie ale policzek mnie zaczal piec.
      Chlopak pocalowal ja w policzek i pyta:
      -Jeszcze boli?
      -Nie juz nie, ale usta mnie szczypia.
      Pocalowal ja namietnie w usta i pyta.
      -Boli jeszcze?
      -Nie juz nie.
      Nagle siedzący obok staruszek sie pyta:
      -Chlopcze, Hemoroidy też leczysz ??


      Facet został wezwany do urzędu skarbowego.
      Urzędniczka pyta:
      -Zawód?
      -Mechoop tyk...
      -Co?
      -Przecież mówię:mechooptyk!!!
      -A co pan robi?
      -Mchem chaty optykam..



      Siedzi jasio na ławce i wyklina :
      -Kurwa mać , ja pierdole ale zajebanie
      Przechodzi starsza babcia i mówi :
      -oj syneczku nie ładnie tak mówić!
      Jasiu na to :
      -Pani usiądzie koło mnie a ja pani powiem czemu tak mówię !
      Babcia usadła , Jaś jej szepta a ona mówi :
      -ja pierdole ale chujnia kurwa mać
      Przechodzi starszy pan i mówi :
      -No co pani przy takim małym chłopczyku pani wyklina??
      Babcia na to :
      -Pan koło mnie usiądze ja powiem czemu
      Starszy Pan siada, babcia mu szepta , a on na to :
      -o kurwa ! do dupy z tym !
      Przechodzi policjant i mówi :
      -no nie , dwóch dorosłych ludzi z małym chłopakiem siedzi i wyklina ! Zaraz państwo spiszę !
      Policjant spisuje , państwo opowiada o początku :
      -No więc to było tak : (mówi babcia) przechodzę koło ławki , chłopczak przeklina , opowiada mi czemu , ja przeklinam , przechodzi pan , opowiadamy czemu wyklnamy i wyklinamy wszyscy razem!
      - (policjant) ale co on wam takiego powedział??
      - (starszy pan) ŻE ŁAWKA KURNA ŚWIEŻO MALOWANA!!!!!!!!


      Idzie kobieta późna nocą do domu z jakiejś prywatki, rozgląda się
      niepewnie na każdym kroku, widać, że dusze ma na ramieniu. nagle zza rogu wyskakuje gość z szeroko rozwartymi ramionami. Ta nie wiele myśląc rzuca w napastnika pękiem kluczy.
      Słychać brzdęk tłuczonego szkła i swojskie KUR..!!!!!!!,
      - wiedziałem, że tej szyby do domu nie doniosę!!
    • blackvader rozne (III) 04.07.05, 23:26


    • blackvader Re: kto zna jakiś dobry dowcip, podzielcie sie :) 04.07.05, 23:27
      Wpada McGyver do sklepu:
      - potrzebuję szybko kompletu kluczy nasadowych !!
      - ale nie ma...
      - a co jest ??
      - no.. ketchup..
      - może być !!

      Zlapali hitlerowcy McGyver'a i zamkneli go w komorze gazowej .
      Po pieciu minutach slysza pukanie do drzwi komory i glos:
      -Hej ,Hans tu sie gaz ulatnia !
      Po kolejnych dziesieciu ,znowu:
      -Hans ,tu sie gaz ulatnia !!
      Niemcy sie wkurzyli i wpuscili jeszcze wiecej gazu .
      Po chwili slysza :
      -Hans ,naprawilem to

      Dlaczego mężczyźni przybierają na wadze po ślubie?
      Gdy są kawalerami, to po przyjściu do domu zaglądają do lodowki, a tam nie ma nic świeżego, więc idą na panienki.
      Gdy są żonaci, po przyjsciu do domu zaglądają do sypialni, a tam nie ma nic swieżego, więc idą do lodówki.

      Rozmawia rosyjski zolnierz z amerykanskim. Amerykanin chwali sie, jak to u nich jest dobrze w armii, ze maja dobry sprzet, ze dobrze ich szkola itp.
      Az doszlo do tematu: wyzywienie.Amerykanin mówi, ze oni dostaja dziennie równowartosc 80 tys. kalorii. Na to Rosjanin: - Klamiesz! Zaden czlowiek nie zje dziennie 30 kilogramów ziemniaków!

      Jasiu pyta mamy kim jest? Cyganem czy zydem?
      Mama odpowiada zydem tak jak ja.
      Pózniej Jasiu idzie do taty i pyta sie kim ja jestem Cyganem czy zydem? Tata odpowiada cyganem tak jak ja.A dlaczego pytasz Jasiu.
      Bo kolega chce mi sprzedac rower i nie wiem czy mu przypier..... czy sie targowac.

      Do sklepu wchodzi dwoch murzynow i mulat, a sprzedawca pyta:
      - Slucham najjasniejszego pana?
      • dayrek THANX 05.07.05, 23:28
        DZIEKI ZA DAWKE HUMORU!!
        • blackvader Re: THANX 06.07.05, 00:28
          Jak ktos zna jakies dobre do niech wrzuca dalej :)
          • blackvader Re: THANX 14.07.05, 18:35
            Dlaczego w Wąchocku nie ma już balów przebierańców??
            Bo na ostatnim córka sołtysa przebrała się za akumulator i wszyscy ją ładowali.

            Dlaczego w Wąchocku sieje się zboże na wzniesieniach?
            - Żeby plony były wyższe.
          • blackvader wąchock 14.07.05, 18:41
            Dlaczego w wąchocku budują okrągłe domy?
            - Sołtysowi grozili, że mu nawalą za rogiem!

            Córkę sołtysa Wąchocka uderzył piękny widok - spadł jej na głowę obraz ze ściany.

            Dlaczego w Wąchocku ludzie chodzą w białych gumowcach?
            - Żeby nie zostawić śladów na śniegu.



            - Jak się wybiera sołtysa w Wąchocku?
            - Puszcza się beczkę z najwyższej okolicznej górki i w czyją chałupę trafi ten zostaje
            sołtysem.
            - No to dlaczego teraz w Wąchocku nie mają sołtysa?
            - Bo beczka trafiła w kibel i gówno mają


            - Dlaczego w kościele w Wąchocku wszyscy leża w czasie mszy?
            - Bo ksiądz ma niski głos.

            - Dlaczego w Wąchocku wszyscy chodza w kaskach?
            - Bo urwał się sznur w dzwonnicy i kościelny rzuca kamieniami.
            - Bo sołtys wjechał pługiem na minę, sołtys już spadł, pług jeszcze nie.
            - Bo wczoraj w telewizji podali że ciśnienie spadnie.

            - Dlaczego w Wąchocku rozłożono siatkę pod linia wysokiego napięcia?
            - Żeby napięcie nie spadło.

            - Dlaczego na liniach wysokiego napięcia do Wąchocka druty wymienia się na kolczasty?
            - Bo Wąchock leży na górce i po zwykłych prąd się ślizgał.

            - Dlaczego w Wąchocku podwyższono dzwonnicę w kościele?
            - Bo sznur był za długi.

            - Dlaczego w kościele w Wąchocku wykopano 5 metrowy dół pod dzwonnica?
            - Bo sznur był za długi...

            - Dlaczego w kościele w Wąchocku wierni nie klęcza?
            - Bo kradna zelówki.


            - Dlaczego w Wąchocku sołtys już nie chodzi w niedziele do kościoła?
            - Kupił sobie samochód...
            • blackvader Re: wąchock 14.07.05, 18:44


              - Dlaczego w Wąchocku maja stale świeże gazety???
              - Bo jak im się uda kupić to zaraz je pakuja do zamrażarki...


              - Jak duży jest rynek w Wąchocku?
              - Jakby się położyć na rynku na wznak to ręce i nogi leża w zbożu.



              - Dlaczego w Wąchocku są 4 mosty?
              - Bo dopiero za czwartym razem trafiono na rzekę.


              - Gdzie jest najdłuższy most w Polsce?
              - W Wąchocku - budowali wzdłuż rzeki.


              - Dlaczego w Wąchocku jest most?
              - Bo mieszkańcy w czynie społecznym rów na rzekę wykopali.

              - A gdzie w Wąchocku jest kryta pływalnia?
              - Pod mostem.


              - Co jest napisane na dnie basenu w Wąchocku?
              - Tutaj się nie pali.



              - Jakie są zakręty na rzece w Wąchocku?
              - Takie, że ryby na wirażach wypadaja...



              - Jak szeroka jest rzeka w Wąchocku?
              - Ano taka, że jak dwie ryby chca się wyminać, to jedna musi wyskoczyć na brzeg.


              - Jakie są wiry na rzece w Wąchocku?
              - Takie, że jak koń sołtysa pił wodę to mu łeb ukręciło...




              - Dlaczego sołtys w Wąchocku już nie jeździ czołgiem?
              - Bo mu gasienice pozdychały.




              - Pies sołtysa jest świetnie wyszkolony - jak sołtys mówi "Burek chodź!" albo "nie
              chodź!", to Burek idzie albo nie idzie.
              Wyślij dowcip | Ocena: 3.6 | Oceń!



              - Dlaczego koń sołtysa powiesił się na lejcach?
              - Bo sołtys dokupił 2 ha pola.


              - Dlaczego w Wąchocku sołtys orze pole w kółko?
              - Bo kupił sobie konia z cyrku.


              - Gdzie się chowa koń sołtysa w Wąchocku, jak pada deszcz?
              - Jak to gdzie??? Pod dyszel!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka