Dodaj do ulubionych

Walenie w Baltyku

22.11.05, 20:04
Ahoj!
Gadatliwi samotnicy






Morświn, bliski krewny delfinów i orek, występował licznie w Bałtyku do lat
30. XX wieku. Dziś jest tu skrajnie zagrożonym gatunkiem
fot. Krzysztof Skóra


ZOBACZ TAKŻE


• Atol dla morświnów (22-11-05, 19:06)







hold 22-11-2005, ostatnia aktualizacja 22-11-2005 19:24

Niełatwo jest zobaczyć morświna w Bałtyku. Po pierwsze jest on tu rzadki, po
drugie - w przeciwieństwie do swoich kuzynów delfinów, które żyją w stadach i
uwielbiają zabawy - morświn stroni zarówno od ludzi, jak i od innych
przedstawicieli swego gatunku

Tylko przy doskonałej widoczności i idealnie gładkim morzu można liczyć na
to, że zobaczymy, jak wypływa na sekundę ponad powierzchnię wody, aby nabrać
powietrza do płuc. Łatwiej jest go namierzyć za pomocą aparatury nasłuchowej,
albowiem tak jak delfiny i wieloryby należy do gadatliwych ssaków.

Bałtyckie morświny osiągają rozmiary 1,8 m, mają niewielką trójkątną płetwę
grzbietową, okrągłą głowę i pysk. Lubią śledzie, szprotki i inne małe ryby.
Dziennie potrafią ich zjeść ponad 10 kg. Podczas polowań przebywają pod wodą
8-12 min. Jeśli mają szczęście, mogą dożyć nawet 15 lat. Samiec dojrzewa w
wieku 5 lat, samica rok później. Raz na dwa lata rodzi jedno młode, a ciąża
trwa 11 miesięcy. Noworodek przychodzi na świat wiosną lub latem, ma średnio
75 cm długości. Przez pół roku jest karmiony przez matkę, potem się
usamodzielnia.

Dzieciństwo to najtrudniejszy okres w życiu morświna. Większość tych, które w
Zatoce Puckiej wpadają w sieci rybackie, dusząc się w nich z powodu stresu i
braku tlenu, ma mniej niż dwa lata. Naukowcy przypuszczają, że ten akwen może
być jednym z niewielu na Bałtyku tzw. przedszkoli morświnów. Dzieciarnia
przebywa tu do momentu osiągnięcia dojrzałości.

W Polsce ssaki te są pod ścisłą ochroną. W 1995 r. nasz kraj ratyfikował
Porozumienie o Ochronie Małych Waleni Bałtyku i Morza Północnego (ASCOBANS),
zobowiązując się do aktywnego ratowania bałtyckich delfinów m.in. poprzez
badania naukowe i edukację. Może się zdarzyć, że znajdziesz żywego morświna
wyrzuconego przez morze na plażę. Co robić? Należy oczyścić z piasku otwór
oddechowy na grzbiecie i polewać ciało zwierzęcia wodą morską lub okładać je
mokrymi ręcznikami. Można go delikatnie i powoli przenieść, nie wolno jednak
ciągnąć po piasku, bo jego skóra jest znacznie delikatniejsza od ludzkiej i
łatwo ją uszkodzić. Trzeba też niezwłocznie zadzwonić po pomoc do Stacji
Morskiej w Helu (601 889 940). Morświny nie gryzą i nie wykazują agresji
wobec ludzi, raczej ufają tym, którzy chcą im pomóc. Trzeba jednak pamiętać,
że są bardzo wrażliwe i bezpośredni kontakt z ludźmi jest dla nich ogromnie
stresujący.

zobacz morświna:
wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3027742.html



Żeglarstwo morskie
Obserwuj wątek
    • seaskipper Atol dla morświnów 22.11.05, 20:05
      Ahoj!
      Atol dla morświnów
      wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3027720.html

      Andrzej Hołdys 22-11-2005, ostatnia aktualizacja 22-11-2005 19:06

      Naukowcy z Uniwersytetu Gdańskiego chcą zbudować w Helu ośrodek ratowania
      przyrody bałtyckiej. Jego częścią ma być atol, w którym badać się będzie
      zagrożone wymarciem morświny - jedyne walenie żyjące w Bałtyku



      Uczeni mają powody do radości, bo przed paroma dniami - po wielu latach
      dyskusji - radni miasta Hel niemal jednogłośnie zdecydowali o sprzedaniu
      Uniwersytetowi Gdańskiemu terenu przy plaży nad Zatoką Pucką. Zostanie tam
      ulokowany wyjątkowy ośrodek.

      Uzgodniona już wartość transakcji wyniesie 1,2 mln zł, choć - wedle wyceny
      zamówionej przez władze miasta - ziemia warta jest trzy razy więcej. Wcześniej
      interesował się nią prywatny inwestor, który chciał tu postawić hotel.
      Konkurencyjną propozycję zgłosili naukowcy ze Stacji Morskiej Uniwersytetu
      Gdańskiego, która działa w Helu od ponad 20 lat. Jej wizytówką jest słynne na
      cały kraj fokarium, gdzie bada się i ratuje bałtyckie foki. W zeszłym roku
      placówkę odwiedziło ponad 400 tys. ludzi. W wakacje chętni do zobaczenia
      zwierząt ustawiali się w długich kolejkach.



      Naukowcy: będzie lepiej



      Pomysł, by zamiast hotelu zbudować na helskiej plaży publiczne centrum
      edukacyjno-badawcze zajmujące się ratowaniem bałtyckiej przyrody - od
      najmniejszego skorupiaka po morświna, narodził się pod koniec lat 90. - Chcemy
      szukać lepszych metod zarówno ochrony, jak i wykorzystania przyrodniczych
      skarbów Morza Bałtyckiego. W tym pozornym paradoksie tkwi zamysł stworzenia
      trwałych podstaw zarówno do rozwoju turystyki, jak i zachowania rybołówstwa,
      które ginie wraz z degradacją środowiska i zasobów ryb. Do tego potrzebna jest
      nam jednak lepsza wiedza o biologii i ekologii bałtyckich organizmów - wyjaśnia
      dr hab. Krzysztof Skóra, szef Stacji Morskiej.

      Zaczęło się od propozycji uporządkowania kawałka plaży położonej w bezpośrednim
      sąsiedztwie fokarium. Teren podzielony między dwóch właścicieli, gminę Hel i
      skarb państwa, znajduje się w opłakanym stanie. Plaża i towarzyszący jej od
      strony lądu pas wydmowy zostały zdewastowane, kiedy remontowano tu port
      wojenny. Wówczas stanęły baraki dla robotników oraz magazyny, na ruchomych
      piaskach ułożono koszmarne betonowe płyty, urządzając skład materiałów
      budowlanych i śmietnik. Przyroda tej śródmiejskiej wydmy niemal umarła.

      Tak jest do dziś - plaża wciąż straszy betonem i barakami krytymi azbestem.
      Naukowcy planują odtworzenie pasa wydm nadmorskich z typową dla nich
      roślinnością bogatą w gatunki chronione takie jak mikołajek nadmorski czy
      rokitnik. By ludzie mogli podziwiać cenną przyrodę, nie zadeptując jej, nad
      wydmami postanowiono przerzucić drewniane pomosty. Chętni mogliby przenocować w
      zrekonstruowanych przy plaży domach przypominających checze - dawne chaty
      kaszubskich rybaków. Stanęłyby one wzdłuż uliczki wiodącej na molo, na końcu
      którego zostałby zbudowany sztuczny atol dla morświnów. Naukowcy mogliby je tu
      badać, a turyści - oglądać.

      Cały projekt otrzymał nazwę Błękitna Wioska, a jego koszt oszacowano wstępnie
      na blisko 50 mln zł. Obejmuje również budowę na terenie Stacji Morskiej nowych
      akwariów i basenów z wodą morską, w których badane będą inne gatunki żyjące w
      Bałtyku - ryby, skorupiaki, małże i algi. Przede wszystkim, by je ratować przed
      wyginięciem. Ale nie tylko. Wiele państw czerpie coraz większe dochody z takich
      zamkniętych hodowli organizmów morskich. Mało kto wie, że np. Norwegia zarabia
      na tzw. akwakulturze więcej niż na ropie naftowej. Tymczasem w Polsce nie tylko
      nie ma farm morskich zwierząt i roślin, ale brakuje nawet pilotowego ośrodka
      badawczego.



      Rybacy: Będzie gorzej



      Wróćmy jednak do morświnów, bo to one wzbudzają najwięcej emocji. Propozycja
      założenia w Helu ośrodka badań tych rzadkich dziś zwierząt podzieliła lokalną
      społeczność. Za są przeważnie ci, którzy żyją z turystyki - właściciele
      pensjonatów, turystycznych kwater, lokali gastronomicznych, sklepów i punktów
      usługowych. Przykład fokarium pokazał, jak dużo może zyskać miejscowość, która
      ma do zaproponowania przyjeżdżającym coś więcej niż tylko plażę. A sytuacja
      Helu nie jest wesoła - trwa tam redukcja garnizonu wojskowego, który przez
      długie dekady dawał pracę i stabilne dochody wielu ludziom. Pismo do burmistrza
      z poparciem dla inicjatywy naukowców podpisało około 500 osób, czyli mniej
      więcej co czwarty dorosły mieszkaniec.

      Przeciwna budowie morświnarium, jak w skrócie określa się ten ośrodek badawczy,
      jest natomiast część rybaków. Grupa ta obawia się, że kiedy już morświnarium
      zacznie działać, Zatoka Pucka zostanie otoczona ochroną rezerwatową i zamknięta
      dla połowów ryb, co oznaczałoby utratę tradycyjnego źródła zarobku. Gorące
      dyskusje między rybakami a naukowcami nasiliły się na początku tego roku po
      podpisaniu przez Uniwersytet Gdański oraz władze samorządowe Helu, powiatu
      puckiego i województwa pomorskiego listu intencyjnego w sprawie budowy
      Błękitnej Wioski.

      Podczas kolejnych spotkań dr Skóra, jego zastępczyni Iwona Kuklik oraz inni
      pracownicy uczelni rozmawiali z rybakami o współpracy z helską placówką.
      Wyjaśniali, że hodowane morświny nie będą wypuszczane na wolność, a oni nie
      widzą racjonalnych przesłanek zakazywania połowów ryb w Zatoce Puckiej. Zarazem
      przekonywali, że ze względu na ochronę odwiedzających ten akwen morświnów
      należy stopniowo zmieniać sposób prowadzenia połowów, aby ssaki, których
      ulubionym miejscem żerowania są płytkie wody przybrzeżne, nie ginęły w
      zastawianych tam sieciach. Na świecie stosuje się odstraszacze akustyczne, tzw.
      pingery, które płoszą zbyt blisko podpływające osobniki, oraz metalizowane
      sieci, które morświn wykrywa za pomocą echolokacji i omija z daleka. Podobne
      urządzenia są już wprowadzane w zachodniej części Bałtyku.

      Część uczestniczących w spotkaniach rybaków nie kryje jednak lęku. Obawiają
      się, że wkrótce nie będą mogli łowić starymi sieciami, które są niebezpieczne
      dla morświnów, a na nowe ich nie stać, podobnie jak na pingery. Są i tacy,
      którzy uważają, że morświny w Bałtyku to wymysł naukowców, bo nikt tu nigdy nie
      widział tych zwierząt. Dla innych te ssaki to jedynie szkodniki wyjadające
      ryby. Tak właśnie traktowano je przed ostatnią wojną, kiedy rząd płacił za
      każdego zabitego morświna. Zginęło ich wtedy wiele tysięcy. Potem doszły
      szkodliwe zanieczyszczenia i nowe bardziej niebezpieczne sieci. W rezultacie
      oddziaływania tych czynników jedyny gatunek walenia, który od tysięcy lat
      mieszkał w Bałtyku, prawie całkowicie wyginął. Nic dziwnego, że dziś
      wypatrzenie morświna graniczy z cudem.



      Jak pogodzić człowieka z morzem?



      Wbrew temu, co twierdzą niektórzy rybacy, morświny w Bałtyku nadal jednak żyją.
      Niemal co roku morze wyrzuca na nasz brzeg ciała martwych zwierząt, część z
      nich dusi się w sieciach rybackich. Według ostatnich szacunków cała bałtycka
      populacja morświna liczy obecnie najwyżej tysiąc osobników, a jedną z ostatnich
      ostoi ssaka może być właśnie Zatoka Pucka.

      Między innymi dlatego naukowcy z Uniwersytetu Gdańskiego zamierzają w Błękitnej
      Wiosce zbudować morświnarium. - Chcemy się dowiedzieć jak najwięcej o tym
      gatunku, lepiej poznać jego życie i obyczaje, aby móc go skutecznie chronić.
      Ponadto pragniemy pokazać ludziom, jakie wspaniałe są bałtyckie zwierzęta -
      mówi Iwona Kuklik. Podkreśla też, że ochrona przyrody nie jest wymierzona w
      rybaków: - Nauka może pomóc w pogodzeniu interesów ludzi i przyrody, pokazać,
      jak korzystać z zasobów morza w sposób racjonalny, a nie rabunkowy. Inaczej
      Bałtyk przestanie nas żywić, a wtedy stracimy wszyscy, także rybacy.

      W najbliższych dniach rozpocznie się kolejny etap społecznych konsultacji
      do
      • seaskipper Re: Atol dla morświnów (2) 22.11.05, 20:08
        W najbliższych dniach rozpocznie się kolejny etap społecznych konsultacji
        dotyczących Błękitnej Wioski. Zaczną też być zbierane dokumenty potrzebne do
        sprzedaży fragmentu helskiej plaży Uniwersytetowi Gdańskiemu. Uczelnia wyłoży
        400 tys. zł, resztę - zgodnie z listem intencyjnym - mają dać po połowie
        województwo pomorskie i powiat pucki. Dr Skóra ma nadzieję, że już w
        najbliższych miesiącach można będzie rozpisać konkurs architektoniczny na
        projekt ośrodka, potem ruszy w Polskę i świat w poszukiwaniu funduszy na
        inwestycję. Chciałby, aby Błękitna Wioska była gotowa w 2015 roku.


        Żeglarstwo morskie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka