Dodaj do ulubionych

Higiena w PRL

25.01.06, 10:17
Niestety nie było Always)), zamiast pampersów były jednorazowe pieluchy,
lignina, obleczona w "powłoczkę" z delikatnego papieru, bardzo drogie.
Brak np.plynu do kąpieli, przywieziony z NRD pachnący, dawkowałam jak
drogocenny płyn))).A mydła? Fuj)))
Obserwuj wątek
    • horpyna4 Re: Higiena w PRL 25.01.06, 11:45
      Najlepsze było mydło "Turystyczne", bo świetnie nadawało się jako środek przeciw
      molom. Pamiętam, jak bodajże Ekspres Wieczorny potwierdzał, że "żaden turysta
      tego zapachu nie zniesie, a co dopiero mól, stworzenie delikatne".
      A Siedem Kwiatów? Brrr...
      W ogóle w tamtych czasach mydła były zbyt alkaliczne. Najlepiej było myć się
      mydłem dla niemowląt.
    • zoraz Re: Higiena w PRL 25.01.06, 12:34
      Ze względu na traumatyczne wspomnienia niechętnie wracam pamięcią do tych problemów. No bo jak tu żyć z myślą, czy zdążą "rzucić" watę lub choćby ligninę. ? Przecież tego poprostu nie było w sklepach. Czasem pojawiały się "podpaski" - było to coś co przypominało wypełnienia starych kołder, czy kurtek, takie ni to wata, ni szarpane ścierki, w oplocie z gazy, to miał być luksus, ale we mnie budził obrzydzenie.
    • tamsin Re: Higiena w PRL 25.01.06, 17:26
      PRL nie podchodzil zbyt powaznie do higieny, dawkujac na kartki jedno mydlo na
      dwa miesiace na osobe.
      • horpyna4 Re: Higiena w PRL 25.01.06, 18:44
        Okres kartkowy, to końcówka PRL-u. Ale poprzednio, przez długie lata, higiena
        też była traktowana, jak burżuazyjny przeżytek. Przypominacie sobie kibelki
        publiczne z głębokiego PRL-u? Powiedzcie młodzieży, jakim luksusem był papier
        toaletowy. Nie uwierzą. A hotele czy domy wycieczkowe bez możliwości umycia się?
        Rzadkością były pokoje hotelowe z łazienkami, czasem była jedna łazienka na cały
        hotel i oczywiście trzeba było za użycie dodatkowo zapłacić. No, ale skoro ktoś
        ma takie fanaberie, to niech płaci, burżuj jeden.
        A te opłaty były tak naprawdę niewielkie, można było spokojnie dodać je do ceny
        pokoju i pozwalać ludziom normalnie się myć. W sumie to hotelom by się nawet
        opłaciło, bo każdy by zapłacił, a umył się tylko ten, co odczuwał potrzebę.
        Tymczasem w latach bodajże siedemdziesiątych wyprodukowano zarządzenie, że płaci
        się również za korzystanie z natrysków w schroniskach i domach wycieczkowych.
        W praktyce wyglądało to tak: natryski były "hurtem" zamykane i klucz dostawało
        się... do kilku na raz. Bo osobne kabiny nie były już zamykane. I jak ich było
        nawet dziesięć, to jak ktoś się mył, dziewięć nie było wykorzystywane.
        • tamsin Re: Higiena w PRL 25.01.06, 22:18
          higiena to czesto miska z woda i scierka do podtarcia podpach, taka byla
          higiena, bo na codzien przeciez nikt nie bedzie lal calej wanny wody zeby
          sie "obchlapac", sobota to co innego, na niedziele trzeba bylo byc czystym.
          O podpaskach i higienie intymnej to nie ma co wspominac bo pamietam nawet jak
          nasza "higienistka" w szkole opowiadala historyjke (uswiadamiajac nas
          jednoczenie o potrzebie higieny), jak w jakims zakladzie pracy ktos sobie zart
          zrobil i oglosil ze dzisiaj wszystkie kobiety do sprawdzenia ida, a babki nie
          wiedzialy czy za glowe maja sie zlapac czy za gacie, i wielki placz byl, ze bez
          uprzedzenia to nie mozna.
          • zoraz Re: Higiena w PRL 26.01.06, 13:22
            No waśnie, może nie koniecznie "sprawdzanie" ale pamiętam że zawsze horrorem w szkole był okrzyk, że dziś pielęgniarka nas będzie oglądać. Moim zdaniem to szczyty chamstwa, tak bez zapowiedzi. Nie od dziś wiadomo, że człwiek jak już się pokazuje to chciałby z jak najlepszej strony, więc co szkodziło uprzedzić, by człek te barchany codzienne zamienił na nabożnie chowane w szufladzie na lepsze okazje - koronki z paczki, na ten przykład :/
            • tamsin Re: Higiena w PRL 26.01.06, 20:39
              albo przymusowe chodzenie do dentyski w szkole, ktora namietnie i dlugo
              borowala w jednym zebie, bardziej chyba dla zabawy niz aktualnego leczenia.
              • horpyna4 Re: Higiena w PRL 27.01.06, 11:15
                To był powód, dla którego leczyłam zęby prywatnie, żeby nie dać sobie bardziej
                zaszkodzić. Ale i tak sama kontrola była dość obrzydliwa, bo narzędzia wsadzane
                do dzioba nie były właściwie dezynfekowane. Fuj!
                • aga305 Re: Higiena w PRL 27.01.06, 12:24
                  ja pamietam ze w podstawowce zawsze na poczatku roku szkolengo wszystkich
                  obowiazkowo brali na przeglad zebow i potem jak ktos nie przychodzil dobrowlnie
                  to go brali sami na lekcjach.
                  A fluorowanie zebow, w smierdzacej szkolnej lazience, jak ktos nie mial
                  szczotki to dosawal zel na palucha. Sama higiena :-)
                  Jeszcze pamiętam wychodki publiczne szczegolnie na dworach (slynne dziury w
                  podlogach, jak ktos nie trafil to potem bylo super:-) wiadomo nikt tego nie
                  sprzatal przez caly dzien.
                  Ja jako dziecko strasznie sie dziwilam dlaczego nie ma normalnych muszli
                  klozetowych tylko te ohydne dziury w podlogach. Ale to chyba przez ta
                  szczególną "dbałość o higienę"
                  • zoraz Re: Higiena w PRL 27.01.06, 12:31
                    Pamiętam z czasów późnoszkolnych, że dentysta szkolny robił to, na co mu narzędzi starczało. Jak "wyszły" czyste wiertła, a zostawały prawe dolne kleszcze to trzeba było sobie robótke znaleźć. Kolega w wieku licealnym poszedł do dentystki z bólem zęba, a ta nie mogąc mu pomóc nie puściła go wolno, tylko dopasowała sobie inny ząb do aktualnie posiadanych kleszczy. Chłopak uciekł przytomnie a kobitka poleciała do wychowawcy. Potem sprawa niesubordynacji poruszana była na wywiadówce.
                    Ale co tam niesubordynacja, grunt, że ząb został uratowany i prywatnie obydwa zostały zaplombowane.
                    Powiem szczerze, że jak teraz to piszę, to aż sama sobie nie chcę w to wierzyć.
                    • tamsin Re: Higiena w PRL 27.01.06, 18:48
                      tak wiele z moich kolegow/kolezanek stracilo trzonowe zeby w wieku szkolnym!
                      Pamietam wracali z paczka waty w buzi i szczerba na lekcje :-( Moja mama na
                      szczescie napisala mi "usprawiedliwienie", od leczenia zebow i mnie nie
                      wywolywali na przymusowe borowania z lekcji. Prywanie tez za PRL-u nie bylo
                      najlepiej ale nie zupelna tragedia :-(
                      • samica1 Re: Higiena w PRL 27.01.06, 18:55
                        A ja teraz wydaję grubą kasę na naprawianie zębów po leczeniu szkolnym,
                        spółdzielczym i prywatnym peerelowskim. Cud, że mi cokolwiek zostało. Plomby
                        wypadały po miesiącu, bywało jakieś zatruwanie, po czym dentystka szła na
                        wielomiesięczny urlop macierzyński, przychodziła nowa, nowy przegląd
                        wszystkich, nowe karty, wywoływanie znienacka w trakcie lekcji... Czasem w
                        trakcie potrafili prąd wyłączyć. Koszmar, który do dziś mi się śni.
                        • daria45-net Wszy! 06.04.08, 20:10
                          Nie wiem jak jest teraz ale w PRL-u dzieci i dorosli /a jakze/ byli
                          zawszeni. Z kolonii nie rzadko wracalo sie z wszami i dopiero w domu
                          byla walka szczegolnie gdy byly dlugie wlosy. Pozniejjuz jako
                          nastolatka pracowalam w salonie fryzjerskim. O litosci ile
                          te "damesy" mialy tego zwierzynca we lbach.
                          • tamsin Re: Wszy! 07.04.08, 00:55
                            moj kolega mi opowiadal jak wstapil w Legnicy (cos okolo 1979 -1980
                            roku) do fryzjera. byla przed nim kolejka cos z pieciu facetow,
                            fryzer usadzal klienta na fotelu bral gesty grzebien i po chwili
                            krzyczal "gesto! nastepny!" i tak tych pieciu zostalo skwitowanych i
                            jak kolega (caly spocony) usiadl na tym fotelu po tej przeprawie to
                            byl pewien, ze tez bedzie "gesto i nastepny" ale zostal jako jedyny
                            czekajacy ostrzygniety.
                          • eboniet Re: Wszy! 01.07.08, 14:30
                            wszy wcale nie sa/byly domena PRL. Np. w Holandii wszawica jest
                            traktowana niemal na rowni z chorobami wieku dzieciecego - na
                            zasadzie - chodzi do szkoly to i wszy bedzie mialo... Niemal kazdy z
                            moich holenderskich znajomych (mieszkam w NL) mial wszawice jako
                            dziecko, i nie traktuje tego jak cos wstydliwego:-)

                            a na obrone dentystow szkolnych w PRL dodam, ze w roku 1979 mialam
                            zaplombowane dwa zeby trzonowe przez pania dentystke szkolna - do
                            tej pory plomby sie trzymaja, a moj aktualny dentysta na moje
                            niesmiale prosby o ewentualna ich wymiane patrzy na mnie jak na
                            wariatke i kwituje, ze nie widzi potrzeby:-)

                            pamietam, ze mojej Babci zepsula sie pralka Frania (z wyzymaczka) i
                            nikt nie potrafil jej naprawic! Poniewaz kupno nowej graniczylo z
                            cudem (przelo lat 70 i 80) zmuszona byla do prania recznego w
                            wiekowej, wyciagnietej z piwnicy balii z tara przy uzyciu platkow
                            mydlanych (okoliczna pralnia miala zla reputacje odkad sasiadka
                            przyniosla kolonie prusakow w zwojach swiezo wypranej bielizny
                            poscielowej)...
                            Teraz bardzo zaluje, ze te balie z tara wywalilam po smierci Babci...
                      • samica1 Re: Higiena w PRL 27.01.06, 19:00
                        A dezodoranty? Pierwsze pamiętam z doświadczenia z końcówki lat 80. Moja
                        koleżanka nie do końca zdając sobie z tego sprawę używała... męskiego.
                        W ogóle, czym pachniały kobiety? Moja babcia miała jakąś wiekową flaszeczkę z
                        czymś, co pachniało fiołkami. Dzisiaj podejrzewam, że KIEDYŚ to były perfumy,
                        może nawet zachodnie, a potem to już tylko zapach uzupełniany wodą. Używała
                        tego na święta. Mama miała buteleczkę z prawdziwą konwalią w środku. Też od
                        święta.
                        Czy kobiety goliły pachy na przykład? Nogi, wiem, że nieszczególnie, to była
                        raczej fanaberia - depilatory były uchwytne w peweksach:)
                        • tamsin Re: Higiena w PRL 27.01.06, 19:14
                          nikt nic nie golil! W tramwaju w srodku lata jak sie kobiety zlapaly rury do
                          trzymania, to czasami wygladalo to jakby kocura pod pacha mialy, spoconego na
                          dodatek! A nogi?? Absolutnie nie, na basenach nawet spod bikini wylazila
                          doslownie "broda" co poniektorym kobietom. Jak sobie to przypomne, to smiac mi
                          sie chce, ale takie byly "naturalne" czasy PRL-owskie.
                          • zoraz Re: Higiena w PRL 30.01.06, 11:04
                            Kobiety pachniały kobietami, mężczyźni - mężczyznami, i nikomu to nie przeszkadzało, bo śmierdziało równo i sprawiedliwie :D.
                            Gorzej, że było sporo takich, co na mydło nie wydawali pieniążków. W owych czasach nigdy nie korzystałam z komunikacji miejskiej, w godzinach porannych było tak ciasno i śmierdząco, że można było omdleć :(
                            • samica1 Re: Higiena w PRL 30.01.06, 12:14
                              zoraz napisała:

                              > Kobiety pachniały kobietami, mężczyźni - mężczyznami>

                              No, to wykrywalność przestępstw na podstawie śladów zapachowych mogła być
                              całkiem spora :))))
                            • stworzenje + sztuczne ciuchy 22.02.08, 11:09
                              o sporo takich, co na mydło nie wydawali pieniążków. W owych czas
                              > ach nigdy nie korzystałam z komunikacji miejskiej, w godzinach porannych było t
                              > ak ciasno i śmierdząco, że można było omdleć :(

                              niestety do tego sztuczne stylony jakie nosili ludzie,one po paru godzinach
                              dawaly taki luksus spod pachy brrrr.
                          • aelle Re: Higiena w PRL 31.01.06, 00:03
                            Jedyne co golili to wódkę))))
                          • eeela Re: Higiena w PRL 17.02.08, 13:47
                            Jak sobie to przypomne, to smiac mi
                            > sie chce, ale takie byly "naturalne" czasy PRL-owskie.

                            Moda na golenie weszla w USA pod koniec lat siedemdziesiatych. Do nas po prostu
                            pozniej dotarla. Nie rozumiem, z czego tu sie smiac - z natury? Z opoznienia w
                            modzie?
                          • hooda Re: Higiena w PRL 20.02.08, 11:01
                            Niedawno po raz kolejny ogladalam Nie ma mocnych i jest tam scena,
                            kiedy Ania nie moze spac, chodzi w koszulce bez rekawow, odgarnia
                            wlosy z czola a pod pacha.... krzaki wlosow:-)) nie moglam az
                            uwierzyc i kila razy cofalam do tego momentu aby sie upewnic... :-)
                            szok...:-)
                            • annajustyna Re: Higiena w PRL 01.03.08, 17:07
                              Wiele Niemek w bylym NRD i Skandynawek do dzis tak chodzi. Bleeee!!!
                              • horpyna4 Re: Higiena w PRL 02.03.08, 12:03
                                A pamiętacie depilatory za wczesnego peerelu? Zanim pojawiły się
                                kremy depilujące, trzeba było owłosione nogi golić tępą żyletką,
                                albo używać depilatora mechanicznego. Była to szeroka opaska z
                                drobnoziarnistego papieru ściernego, zakładało się ją na dłoń i
                                kolistymi ruchami szorowało skórę na nogach. Po prostu horror.
                                Wedle reklamy miało to "usuwać włosy i najdrobniejszy meszek".
                            • tzilreb Re: Higiena w PRL 02.04.08, 21:30
                              a to jeszcze nie wszystko ,wystarczyło się przemyć pod pachami i tyle a tutaj
                              nie wiem jak wy ale ja zawsze mam rexone skin care w plecaku i albo po wf albo
                              po zajęciach sportowych obowiązkowo sie psikam i nie ma problemu że jest gorąco,
                              bo nie tylko ladniej się pachnie ale i człowiek mniej sie poci
                          • zigzaur Re: Higiena w PRL 21.01.09, 10:42
                            W owych czasach kobiety nie goliły nóg, fama głosiła że owłosione damskie
                            podudzia dowodzą dużego temperamentu.
                            Golenie włosów łonowych mogło występować co najwyżej w środowisku tzw.
                            "dewizówek" czyli "pracownic eksportu wewnętrznego" - patrz kilka odcinków
                            serialu "07 zgłoś się". Wiele kobiet miało problemy z akceptacją własnego ciała:
                            znam przypadek, gdy pewna dziewczyna nie chodziła na plażę z powodu tzw.
                            hirsutyzmu. Znam przypadek, gdy pewna jasna blondynka wstydziła się skąpego
                            naturalnego owłosienia.
                        • wrednamagda2 Re: Higiena w PRL 02.03.08, 16:23
                          moja babcia ma do tej pory taką buteleczkę z konwalią, śmierdzi
                          strasznie ale babcia nie wyrzuca "bo się przyda"
                          W ogóle u starszych ludzi można zaobserwować takie trzymanie na zapas
                  • luccio1 Re: Higiena w PRL 06.02.06, 09:46
                    aga305 napisała:
                    > Jeszcze pamiętam wychodki publiczne szczegolnie na dworcach (slynne dziury w
                    > podlogach, jak ktos nie trafil to potem bylo super:-).
                    Cóż tu mówić o wychodkach...
                    Pamiętam dobrze ulicę, niegdyś "moją", w samym centrum Krakowa. Było tam
                    miejsce ratujące z opresji: kącik przy ślepej ścianie kamienicy narożnej,
                    stojącej przy jednej z ulic głównych - wystarczyło tylko skręcić z tej głównej
                    ulicy i przejść kilkanaście kroków, by znaleźć się pod osłoną kiosku "Ruchu".
                    W tym miejscu mogłem w szczytowych latach kolejek: 1981, 1982 i później,
                    oglądać niemal codziennie o dowolnej porze dnia scenkę rodzajową "Matka Polka
                    na zakupach": obok kiosku, wówczas świecącego pustkami, stał głęboki wózek
                    dziecinny, obładowany dodatkowo siatami do granic możliwości, obok przytupywało
                    dwoje-troje dzieci starszych, zaś mama, osłonięta kioskiem i wózkiem zaledwie
                    symbolicznie symbolicznie, kucała na chodniku pod wspomnianą ślepą ścianą,
                    mając podkasaną spódnicę, majtki zrolowane na udach i większość bielizny na
                    wierzchu, łącznie z całą konstrukcją podtrzymującą pończochy: "żabkami",
                    podwiązkami, dolną częścią pasa...
                    Kobieta była wraz z dziećmi już kilka godzin poza domem, albo w drodze z jednej
                    kolejki do drugiej, albo wyszła z kolejki na chwilę i powinna była jak
                    najszybciej tam wracać. Do najbliższej podówczas czynnej toalety publicznej - w
                    Rynku Głównym, w Sukiennicach - miałaby pół godziny marszu, albo i więcej
                    (samochodu nie miała), a tam w Sukiennicach kilkadziesiąt schodów w dół, potem
                    te same schody pod górę - z wózkiem? z dziećmi? a jeśli samej, to jak zostawić
                    dzieci choćby na chwilę?
                    (Pytanie w tamtych czasach o możliwość skorzystania z toalety w lokalu kończyło
                    się nader często oświadczeniem: "toaleta tylko dla konsumentów!" - i palcem
                    wskazującym drzwi z powrotem na ulicę).
                    • zoraz Re: Higiena w PRL 06.02.06, 12:46
                      Ale czy naprawdę tak daleko odbiegliśmy od tamtych czasów?
                      W moim mieście jedyna tak naprawde dostępna toaleta jest w jedynym hipermarkecie. Ale ten jest na przedmieściach, tak samo jak stacje paliw.
                      zreszta pamiętam wycieczkę sprzed kilku lat do Kołobrzegu. W tamtejszym muzeum oręża polskiego pani kasjerka wspierana przez bileterke, ruszyły z energią godną wyższej sprawy, by wyprosić z toalety osobę, która czekając na grupę zwiedzająca, zapragnęła z tejże toalety skorzystać. Przedstawienia zaprawdę żenujące, zwłaszcza w przybytku kultury. Zreszta mam wrażenie że to właśnie w instytucjach budżetowych dostępu do toalet broni się najbardziej.

                • camel_3d Re: Higiena w PRL 21.02.08, 08:50
                  > Ale i tak sama kontrola była dość obrzydliwa, bo narzędzia wsadzane
                  > do dzioba nie były właściwie dezynfekowane. Fuj!


                  no i nie umarlas:))) straszne nie:)
        • camel_3d Re: Higiena w PRL 21.02.08, 08:42
          horpyna4 napisała:

          > Okres kartkowy, to końcówka PRL-u. Ale poprzednio, przez długie lata, higiena
          > też była traktowana, jak burżuazyjny przeżytek.

          Tu sie mylisz. Po porstu inne czasy i podejscie do higieny bylo tez inne. Nikt
          tego nie traktowal jak przezytku..
          Poza tym to wlasnie burzuazja to baly ta sfera, ktora miala wczesniej klopoty z
          toaleta i higiena. Kapiel ran na 6 miesiecy i ciagle perfumy. Ludzie na wsiach
          myli sie kazdego dnia... a latem biegali do rzeki czy jeziora.

          >Przypominacie sobie kibelki
          > publiczne z głębokiego PRL-u? Powiedzcie młodzieży, jakim luksusem był papier
          > toaletowy.


          Kibelki publiczne..jak wygladaly. No tak jak wygladaly..ale to glwonei zasluga
          spoleczenstwa chlopo-robotniczego.
          Papier toaletowy tez byl:) na talony..ale pomysl, ze wczesneij byly gazety:)))
          i palec:)

          >A hotele czy domy wycieczkowe bez możliwości umycia się
          > ?

          Nie bylo takich. Zawsze byla toaleta i prysznice na pietrze.


          > Rzadkością były pokoje hotelowe z łazienkami, czasem była jedna łazienka na cał
          > y
          > hotel i oczywiście trzeba było za użycie dodatkowo zapłacić.

          Serio? My sporo czasu spedzalismy w hotelach i zawsz ebyly pokoje z lazienkami.
          Albo PRZYNAJMNIEJ ze zlewikiem. Toaleta byla albo na pietrze, albo na caly
          hotel, ale mial wtedy 4 pokoje:) Dom goscinny.

          Tylko ja pamiatam koncowke PRL lata koniec 70 i poczatek 80

          Moze wczesniej bylo inaczej.
          • horpyna4 Re: Higiena w PRL 23.02.08, 14:03
            To, co opisałam, to druga połowa lat siedemdziesiątych. Podaję
            konkretny przykład:
            Hotel w Iławie na strychu kamienicy. Pokoje bez bieżącej wody,
            przynoszona w wiadrach. Miednica na taborecie i drugie wiadro na
            brudną wodę. Na szczęście po drugiej stronie korytarza był kibelek,
            może zresztą pokoje koło niego miały bieżącą wodę, tego nie wiem.
            Ale po mojej stronie nie było takowej. Prysznica w hotelu nie było
            wcale.
            Mniej więcej w tym samym czasie moi rodzice nocowali w hotelu w
            Lubartowie. Kanalizacji nie było, tylko sławojka na podwórzu.
            W tamtych czasach został wydany informator hotelowy, który kupiłam,
            jako osoba dużo podróżująca. Były w nim hotele, schroniska, campingi
            i stanice wodne z wyszczególnieniem nie tylko ilości pokoi i łóżek,
            ale również takich udogodnień, jak łazienki, natryski, czy w ogóle
            bieżąca woda.
            Szkoda, że tego nie zachowałam. Niezłe świadectwo tamtych czasów.
            Pamiętam tylko, że hotele z przyzwoitymi warunkami sanitarnymi były
            w zdecydowanej mniejszości.
            A treść informatora była zgodna z prawdą. Wiele tych miejsc
            przetestowałam.
    • default Re: Higiena w PRL 31.01.06, 12:12
      Jak zaczęłam sobie w wieku ok. 17 lat (czyli koniec lat 70-tych)golić pachy i
      nogi, to moja mama osłupiała ze zgrozy. Przede wszystkim nie rozumiała celu i
      sensu tych zabiegów, a po drugie straszyła mnie jakimiś bliżej nieokreślonymi
      konsekwencjami zdrowotno-estetycznymi, które mi grożą, jeśli nie zaprzestanę
      tych wyuzdanych praktyk.
      Pamiętam, że i ona i ja również używałyśmy dezodorantu w kulce p.t. Roma, był w
      szklanej buteleczce z kulką, był różowawy i miał dziwny zapach (może nie tyle
      nieprzyjemny, to raczej taki bardziej chemiczny niż kosmetyczny), ale był
      skuteczny, to fakt. Produkował go jakiś prywatny warsztacik, zlokalizowany w
      garażu pewnej willi na pl. Lelewela w W-wie. Trwało to wiele, wiele lat i kiedy
      zakładzik upadł, okazało się, że mam do wyboru - albo się rujnować w Pewexie
      albo śmierdzieć, bo zarówno nie używanie dezodorantu w ogóle, jak i używanie
      dezodorantów dających się upolować na rynku daje ten sam efekt. Może nawet
      lepiej wychodzi pachnieć sobą ;-). Pamiętam taki dezodorant Basia, był w
      zwykłej szklanej butelce z zakrętką, bez żadnej kulki czy atomizera, po prostu
      nabierało się nieco wściekle zielonego płynu na dłoń i smarowało wybrane części
      ciała. Zapach toto miało przypominający skrzyżowanie podłego szamponu do włosów
      z kremem nivea z dominującą nutą maści linomag. Piękne.
      • samica1 Re: Higiena w PRL 01.02.06, 12:28
        No, tak - golenie rzekomo miało powodować odrastanie włosów w postaci mocnej,
        gęstej, kręconej sierści.


        < Zapach toto miało przypominający skrzyżowanie podłego szamponu do włosów
        >
        > z kremem nivea z dominującą nutą maści linomag. Piękne.

        O BOŻE.
        Komuno, nie wracaj.
        • horpyna4 Re: Higiena w PRL 01.02.06, 18:18
          No tak, zapachy za komuny były niepowtarzalne. Ale jak jakiś kot zsikał się na
          wycieraczkę, wystarczało trochę radzieckich perfum i po kłopocie.
          • tamsin Re: Higiena w PRL 01.02.06, 22:16
            a wlosy dziewczynom czesto pachnialy occtem, bo plukanka octowa po umyciu
            wlosow to jedna z metod na blyszczace wlosy po umyciu je zwyklym mydlem
            np. "szary jelen". Dosyc popularna metoda chyba z powodu braku szamponow, a
            moze jeszcze wczesniej stosowana.
            • samica1 Re: Higiena w PRL 02.02.06, 00:30
              Matko jedyna. Przypomniało mi się jeszcze, jak z braku szamponów się odświeżało
              włosy.
              Mianowicie ubić można było białko, wetrzeć we włosy, wysuszyć, rozczesać...
              Były matowe i sianowate, i ten ocet - ewentualnie jak się zdobyło, woda z
              sokiem z cytryny - miał dodać nieco połysku.
              Przepis z Filipinki:)
              • horpyna4 Re: Higiena w PRL 02.02.06, 11:01
                A z braku preparatów do układania włosów używano piwa albo wody z cukrem. Włosy
                nakręcano na wałki, a po wysuszeniu układano. Tapirowanie było obowiązkowe.
                • horpyna4 Re: Higiena w PRL 02.02.06, 11:05
                  Przypomniało mi się jeszcze jedno - tak zwane "suche szampony", które sypano we
                  włosy, a następnie wyszczotkowywano, można było zastąpić... mąką!
                  • alcoola Re: Higiena w PRL 02.02.06, 13:43
                    A mi się przypomniało, w jaki sposób można było uzyskać sztuczną opaleniznę. O
                    solariach ani o kremach samoopalających to nawet nikt nie słyszał, więc
                    przyrządzało się roztwór nadmanganianu potasu i tym roztworem należało
                    nasmarować ciało. Cała sztuka polegała na tym, że by zrobić to równomiernie,
                    inaczej zamiast pięknej opalenizny otrzymywało się paskudne smugi i zacieki :))
              • luccio1 Re: Higiena w PRL 02.02.06, 17:39
                Przypomniał mi się z głębokiego dzieciństwa (ok. 1960) "szampon jajeczny" w
                zgrzewanych woreczkach z grubej folii, przypominających maleńkie poduszeczki.
                Kolor tego był taki, jak żółtka w jajku. Oczywiście po myciu należało spłukać
                włosy wodą z octem.
                Pamiętam też "szyszki kąpielowe" - były wypełnione jakimś zapachem pseudoleśnym
                w proszku. Można było bawić się w wannie taką szyszką, tak długo, aż woda nie
                przegryzła plastykowego (?) "szyszkowatego" opakowania i proszek ze środka nie
                dostał się do wody.
                • samica1 Ocet 02.02.06, 18:57
                  Zaczyna być jasne, czemu w sklepach było tyle octu.
                  • aga305 szyszki zapachowe i szampon jajeczny 07.02.06, 13:30
                    A ja pamietam szyszki w szklanych opakowaniach w ksztalcie szyszki zawartość
                    zółta i pamiętam że raz nawet spróbowałam zawarości i miala smak słono -
                    mydlany. A szampony w poduszeczkach faktycznie byly i kupowało je sie na sztuki
                    lub caly taki dlugi pasek poduszeczek. Fajne byly.
                • zoraz Re: Higiena w PRL 03.02.06, 14:16
                  No właśnie, tak mnie się coś wspominało, że szyszka była rozpuszczalna, ale sama swoim wspomnieniom nie wierzyłam :)
                  • edavenpo Re: Higiena w PRL 10.02.06, 13:54

                    Perfumy 'Byc Moze' w malenkich buteleczkach ktore byly podrobka Chanel 5.
                    Smrodex na maxa.

                    Szampony w podluznych butelkach - pokrzywowy, rumiankowy, Bambino, zolty w
                    szklanej, pozniej plastikowej butelce.

                    Kto pamieta szampon Familijny, ktory byl w butelce jak do plynu do mycia naczyn?
                    Odcinalo sie cypelek w nakretce i nie mozna bylo go juz zakrecic...

                    Zero odzywek do wlosow (byla jedna, nazywala sie Eurydyka ale ciezko bylo dostac
                    Jako dziecko nienawidzilam mycia wlosow bo nie mozna bylo ich rozczesac i
                    strasznie bolalo rozczesywanie poplatanych mokrych wlosow.

                    Szczytem luksusu bylo mydlo Fa przywozone z Niemiec.

                    Spocone wlosy pod pachami to norma, futro na nogach przebijajace przez rajstopy.

                    Jak moj brat zaczal pod koniec lat 80-tych uzywac kremu do twarzy Nivea to moj
                    ojciec martwil sie ze moze brat jest homoseksualista bo facet mial miec sucha,
                    luszczaca sie skore i powinny mu koniecznie smierdziec stopy.
                    • horpyna4 Re: Higiena w PRL 10.02.06, 14:01
                      A czy ktoś pamięta przepisy odnośnie przestrzegania higieny obowiązujące w
                      Ludowym Wojsku Polskim?
                      • mister1 Re: Higiena w PRL 10.02.06, 15:52
                        biedaki musieli nosic onuce
                        • horpyna4 Re: Higiena w PRL 10.02.06, 16:21
                          E tam, nie chodzi o onuce, tylko jak często mogli się myć i zmieniać bieliznę.
                          Bo to było określone w jakichś przepisach.
                          • tamsin Re: Higiena w PRL 10.02.06, 20:39
                            a moze jak czesto MUSIELI sie myc?
                            • horpyna4 Re: Higiena w PRL 10.02.06, 20:46
                              Wydaje mi się, że jednak jak często PRZYSŁUGIWAŁO im mycie się. Podobnie zresztą
                              w więzieniach.
                              • zoraz Re: Higiena w PRL 12.02.06, 15:55
                                Przede wszystkim to w wojsku przysługiwały buty po poprzedniku, który wyszedł do cywila. Nie wiem czy oficjalnie, ale tak było w rzeczywistości. Pamiętam też że w wojsku mój facet poprostu śmierdział. A własciwie nie on a mundur "wyjściowy", które chyba nigdy nie podlegało praniu i diabli wiedzą ile osób wcześniej toto nosiło :(
                                Ciekawe jak jest teraz? Pewnie gdyby nie rzeczy przyniesione z domu, byłoby tak samo :)
                                • horpyna4 Re: Higiena w PRL 12.02.06, 17:27
                                  A tak, pamiętam. Z wojska wychodziło się z grzybicą stóp.
                                  A przy okazji przypomina się pewien dowcip, nie pamiętam, czy jeszcze radziecki,
                                  czy już rosyjski. W wojsku zamierzano wprowadzić standardy amerykańskie i
                                  dowódca powiedział żołnierzom, że teraz będą codziennie zmieniać bieliznę.
                                  Trzeba więc było ustalić, kto z kim.
                                  • zoraz Re: Higiena w PRL 13.02.06, 12:17
                                    A do butów to denaturat wlewali, nie wiem czy wszędzie czy tylko lokalnie, ale miało niby na te grzyby pomagać.
                                    Swoja droga to ciekawe kto te grzybice po wojsku leczył. Do dziś ludzie uważaja to za wstydliwą chorobę i do "wstydliwego" lekarza nie p`ojdą, zwłaszcza panowie. Aa jak już pójdą i dowiedzą się o tym, że leczenie długotrwałe i kosztowne to rezygnują :(.
                                    Widać to po reklamach telewizyjnych wszelkich "cudownych" specyfik`ow na te przypadłóść, co to starczy tylko psik-psik i już po wszystkim. Sprowadzają do aptek tłumy zainteresowanych.
                          • autumna Re: Higiena w PRL 05.03.06, 11:10
                            > Bo to było określone w jakichś przepisach

                            Zmiana bielizny - raz na dwa tygodnie:
                            www.mybook.pl/fragment.php?bid=22
                            • luccio1 Re: Higiena w ChRL 29.01.08, 20:21
                              www.iisg.nl/~landsberger/ws.html
                          • tacx Re: Higiena w PRL 03.10.08, 16:53
                            > E tam, nie chodzi o onuce, tylko jak często mogli się myć i zmieniać bieliznę.
                            > Bo to było określone w jakichś przepisach.

                            Nie wiem co na to przepisy ale w LWP przepisem był humor podchorążego tudzie
                            zinnego kaprala. jak popędzili chłopa na poligon w zimie to i przez miesiąc
                            butow nie zdejmował jeden z drugim a co dopiero mówić o wymianie skarpet. Zdaje
                            sie raz na jakiś czas dostawał 2 pary i w przepisach było co i jak z nimi robić.
                            chodzi o to żeby grzyba nie dostać, nie poodparzać.
                            Dziadek opowiedział mi ze jak przed stanem wojennym pojechał na Ukraine to
                            złapał go tam jakiś wojak ruski i wytargał za klapy wrzeszcząc "co wy tam z ta
                            solidarnoscią wyrabiacie bo on juz od miesiąca spi w namiocie i butów zakazali
                            sciągać" W domyśle - sołdaty mieli być w gotowości na rozkaz eskapady do polski.
                            PRL był państwem stworzonym przez weteranów wojenych. Ludzi którzy
                            siermiężnośc wynieśli z radzieckiej armii tudzież okołowojskowych klimatów. Tak
                            też budowali zręby nowego państwa. Co tam mydło, woda i podpaski. Ważne czołgi,
                            rakiety i plany sztabowe. Po prostu takiemu gomułce nie mieściło sie wgłowie że
                            komuś moze przeszkadzać brak mydła czy cytryn. jaroszewicz - poczciwy ponoć
                            chłop ale jego pogląd na zapotrzebowania żywnosciowe ogranoczał się do smalcu
                            importowanego z krajów zaprzyjaźnionych i ziemniaków - importowanyh na potrzeby
                            eksportu wewnętrznego ;-)jaruzelski był światlejszy ale cóż... socjalizm był już
                            na łopatkach wtedy. Gierek coś tam świata zobaczył w belgii i trochę inaczej
                            podchodził do tych spraw. zreszta mentalność ludzi - ludzi w większości
                            chłopskiego pochodzenia poprzesiedlanych do miast była taka a nie inna.
                            Siermiężnosć prl była straszliwa. Ludzi jakby wykorzeniono z wszelkiego poczucia
                            estetyki i szacunku dla własnej cielesności czego swiadectwem są opisywane tutaj
                            wypadki smrodu i elementarnej dbałości o siebie.
                            krzaczory pod pachami - jeśli kogoś szokuje to musi być młody po prostu. starsze
                            babki do dziś się nie golą i jakoś żyją.
                    • inkarri Re: Higiena w PRL 18.10.06, 19:33
                      he he, FAMILIJNY w paskudnej butelce jest nadal! widziałam go nie dalej jak
                      wczoraj w markecie Netto :-) zdjął mnie pusty śmiech na jego widok!
                    • zigzaur Dezodoranty w PRL 21.01.09, 10:46
                      Częste były przypadki, gdy mężczyźni, także z wyższym wykształceniem, psikali
                      się dezodorantem (Wars czy Brutal) po koszuli a nie po ciele.
                  • grawol Re: Higiena w PRL 12.02.06, 19:33
                    Szyszki były rozpuszczalne jak najbardziej, bo otoczka była z żelatyny.
                    Pamietam, że nigdy nie mogłam się doczekać aż się sama rozpuści i jak już miękła
                    to robiłam w niej dziurkę.
                    A tak a propos szmponu jajecznego w poduszeczkach, to przypomniało mi się
                    jeszcze coś: olejek do opalania. Też występował w poduszeczkach, miał kolor
                    oleju silnikowego i to opakowanie było tak niewygodne, że zanim się człowiek
                    nasmarował, to wszystko było równo wytłuszczone. Ale zapach miał śliczny jak się
                    rozgrzał na słońcu!
                    • samica1 Re: Higiena w PRL 13.02.06, 09:01
                      Moje koleżanki smarowały się do opalania olejem słonecznikowym. Może pod
                      wpływem Porwania Baltazara Gąbki :)
                      • zoraz Re: Higiena w PRL 13.02.06, 12:11
                        Pamiętam olejek w małej szklanej buteleczce. Faktycznie - brązowy. Nie chciał sie dziad przez wąski otwór, wylwać, i trzeba było trzepać flaszką, aż sie człowiek umęczył i obryzgał wszystko w ko`lo :)
                        • horpyna4 Re: Higiena w PRL 21.02.06, 11:53
                          Nie wiem, czy już było, ale czy pamiętacie wszechobecny (z braku innych środków
                          dezynfekujących) "chlorek"? Czysty kibel MUSIAŁ tym śmierdzieć, bo nie było nic
                          innego.
                          • tamsin Re: Higiena w PRL 21.02.06, 17:24
                            ze srodkow higienicznych pamietam niesmiertelny proszek do kibla (chyba wlasnie
                            ten chlorek), butelke plynu do mycia okien w kolorze rozowym, oraz zmywak do
                            mycia naczyn, najczesciej zrobiony z podartych gaci barchanowych ;-)
                            • horpyna4 Re: Higiena w PRL 21.02.06, 20:09
                              Pamiętam ten różowy płyn, to był już jakiś postęp w dziedzinie mycia okien, bo
                              za wczesnego PRL-u go jeszcze nie było. A czy ktoś pamięta, jak on się nazywał?
                              Bo mi się "klapka zamknęła" i teraz będę się męczyć. Ten płyn to był pierwszy
                              na rynku środek do mycia szyb bez wody. A jak zaświeciło słońce, to na szybach
                              widoczne były porozmazywane prążki, praktycznie nie dawało się uzyskać czystego
                              szkła. Tyle, że przezroczyste, no i w cieniu nie było tego widać.
                              • luccio1 Re: Higiena w PRL 21.02.06, 21:14
                                Do mycia szyb okiennych był także kamień "solidol". Najpierw zbierało się
                                trochę materiału z powierzchni kostki mokrą szmatą, smarowało szybę, aż się
                                robiła mlecznobiała, nieprzejrzysta - gdy ów środek wysechł na szybie, zbierało
                                się go trąc mocno drugą szmatką - suchą. Można było uzyskać w ten sposób szybę
                                czystą, omal bez smug.
                                • zoraz Re: Higiena w PRL 22.02.06, 09:40
                                  U nas tę technikę ćwiczyło się za pomocą pasty do zębów. Lechia jej było? Taka tubka biała z niebieskim. Idealna jako pasta polerska do biżuterii np.
                                  Faktycznie nie zostawiało smug, ale co do skuteczności rózowego płynu to i teraz płyny do okien w sprejach zostawiaja mazie :( Nie ma bata, żadne polerowanie papierowymi ręcznikami nie pomoże :(
                                  • horpyna4 Re: Higiena w PRL 22.02.06, 11:17
                                    He, he, ta pasta miała jeszcze jedno zastosowanie, chociaż nie wiem, czy to by
                                    się nie nadawało do wątku o leczeniu. Otóż była świetnym lekiem przy wrzodach
                                    żołądka. Po prostu w razie bólu należało jej trochę zeżreć, nawet lekarze to
                                    zalecali. Bo to przecież była papka z kredy, bez żadnych dodatków.
                                    • zoraz Re: Higiena w PRL 23.02.06, 15:04
                                      No nie, miała jakis mentol, ale i to na żołądek nie zaszkodzi :)
                              • luccio1 Re: Higiena w PRL 29.01.08, 19:51
                                horpyna4 napisała:

                                > Pamiętam ten różowy płyn, to był już jakiś postęp w dziedzinie
                                > mycia okien, bo za wczesnego PRL-u go jeszcze nie było.

                                Oczywiście płyn "kryształ" na spirytusie. Nadawał się również do
                                zastosowania wewnętrznego (niektórzy używali go zamiast denaturatu).

                              • weisefrau Re: Higiena w PRL 30.08.08, 22:00
                                Płyn do mycia okien nazywał się Kryształ, bywał również niebieski. Ci co go
                                pijali ponoć ślepli od niego.
                    • luccio1 Re: Higiena w PRL 29.01.08, 19:55
                      grawol napisała:
                      > przypomniało mi się
                      > jeszcze coś: olejek do opalania. Też występował w poduszeczkach,
                      > miał kolor oleju silnikowego i to opakowanie było tak niewygodne,
                      > że zanim się człowiek nasmarował, to wszystko było równo
                      > wytłuszczone.

                      Pamiętam co innego: krem do opalania, nazywający się "parasol", w
                      okrągłym pudełku metalowym z nakładanym wieczkiem - przywieziony
                      przez Tatę w r. 1964 z wycieczki na Węgry. Nawet taki drobiazg był
                      wówczas oddechem innego świata.
              • wioslarka Re: Higiena w PRL 26.02.08, 11:36
                Kiedy się poczyta forum "Uroda" to można dojść do wniosku, że niektóre kobiety
                nadal tak robią...
                • lernest Re: Higiena w PRL 26.02.08, 12:28
                  brynio5 napisał:
                  > Jak czytam te bzdety to zapytam:LUDZIE A Z JAKIEGO PRL-u WY
                  >JESTEŚCIE? Mózgi macie już wyprane do końca?
                  > Nigdy nie żyłem w brudzie i smrodzie.

                  Popieram całkowicie!
                  Ja zawsze byłem prywatna inicjatywa i nigdy nie odczuwałem jakichkolwiek braków.
                  I tak jest do dzisiejszego dnia!
                  Ale WARSA faktycznie mi jednak też brakuje.
          • viking2 Re: Higiena w PRL 26.02.08, 03:47
            horpyna4 napisała:

            > No tak, zapachy za komuny były niepowtarzalne. Ale jak jakiś kot zsikał się na
            > wycieraczkę, wystarczało trochę radzieckich perfum i po kłopocie.

            Jeszcze lepiej bylo wylac troche tych "radzieckich" PRZEDTEM - zaden kot, pies,
            ani inne zwierze nie zblizylo sie do tego...
    • minerwamcg Sól do kąpieli "Kinga" 18.10.06, 21:52
      Pamiętam też, już za późnego PRLu, sól do kapieli "Kinga", najpierw tylko
      sosnowa, potem sześć zapachów do wyboru, niektóre bardzo przyjemne. Dzisiaj
      płynów wszelkich dostatek, a ja bym je wszystkie razem wymieniła na "Kingę".
      Doskonale usuwała zmęczenie.
      A kosmetyki "kolorowe" pamiętacie? Te wszystkie Lechie i Urody, tusz do rzęs w
      tubce i osobno szczota do nakładania... Na szczęście jak zaczęłam się malować
      pojawiły się pierwsze "firmy polonijne" (krakowski "Hean") i zaczęły sprzedawać
      coś normalniejszego.
      W ogóle, jako krakusy mieliśmy fajnie. W dobie totalnego braku szamponów
      pojawiła się pod Wawelem (na Szpitalnej) firma polonijna "Inter Fragrances" - i
      zaczęła sprzedawać szampony. Drogie i mało wydajne - ale były! Tamże można było
      kupić nieśmierdzący dezodorant i inne rarytasy :))) Prezent z "Inter
      Fragrances" uchodził za superelegancki.
      Co zaś się tyczy tego, co dziś nazywamy "artykułem ze skrzydełkami", to
      pamiętam, jakie pierdoły opowiadała prasa! W zimie powiedzieli, że waty i
      podpasek nie ma, bo są za lekkie, i samochody na oblodzonych drogach wpadają w
      poślizg. Ale w wytwórni są pełne magazyny, i jak tylko lód zejdzie, natychmiast
      towar trafi do sklepów. Nie muszę dodawać, że towar nie trafił, ani jak lód
      zeszedł, ani na wiosnę, ani latem, ani następnej zimy. Problem rozwiązała zdaje
      się dopiero niepodległość...
      • tamsin Re: Sól do kąpieli "Kinga" 18.10.06, 22:10
        podwyzka cen rozwiazala czesciowo problem braku waty i ligniny w aptekach.
        Podpaski pojawily sie rowniez po tym. Najciekawsze bylo to, ze tampony OB byly
        tak malo znane ogolnej populacji PRL-u, ze mozna je bylo dostac w aptece bez
        znajomosci i kolejki. Trzeba bylo tylko zapytac.
        • babiana Re: Mydlo For You 07.11.06, 19:20
          Takie bardziej luksusowe.
    • babiana Re: Higiena w PRL 12.11.06, 00:10
      plyn przeciwko potowi(tak wlasnie sie nazywal) - non odoro
      • sherman-doberman Re: Higiena w PRL 18.11.06, 20:00
        Ha! Właśnie, non odoro. Usiłowałam go używać, ale miał chyba zbyt wiele alkoholu, bo po krótkim
        czasie zaczęło mi krwawić spod pachy. Mam wyjątkowo ucziloną skórę. Za nic nie mogę sobie
        przypomnieć, czego używłam później, ale zdaje się, że udało mi się zdobyń dezodorant w sztyfcie.
        Musiał być polskiej produkcji, bo dolarów nie miałam.
        Pamiętam też szampon do włosów w kolorze niebieskim, którego bardzo długo używałam.
        Pojęcia nie mam, jak się zwał, ale z pewnością pół populacji używało tego samego, bo innych raczej nie
        było, z wyjątkiem rumiankowego, a ja nie znoszę zapachu rumianku.
        Mydełka For You używało się nagminnie, chyba nie było najgorsze, ale ten różowy kolor doprowadzał
        mnie do konwulsji.
        W sumie kiepsko było, ale za to były kremy Nivea, wcale nizłe, skoro potem Polacy handlowali nimi w
        całych demoludach. Choć prawdę powiedziawszy, dziś tego lepkiego świństwa do ręki nie biorę.
        Za to mój ojciec, który po goleniu nigdy nie używał niczego innego niż Nivei, zachował do dziś bardzo
        gładką skórę. Więc chyba nie było takie złe.
        A potem pojawiły się kosmetyki Polleny.
        Najcenniejszymi prezentami zza granicy były właśnie mydełka, szampony, dezodoranty itp.
        Z perfum pamiętam wodę 7 kwiatów, konwaliowe, a potem nagle pojawiły się zagraniczne i ludzie
        wystawali w kolejkach po zielone jabłuszka i masumi.
        • lustroo Re: Higiena w PRL 05.12.06, 08:16
          Z perfum to później Currara, prawie każda kobieta nią pachniała :) ja nie :D

          Sól Kinga, fajna pianka, szyszki kąpielowe też pamiętam. Pastę do żębów dla
          dzieci, na której były narysowane takie małe zwierzątka - każde dziecko
          wiedziało jaki był jej smak :)

          Mydła: Karat, For You. jak dostałam od kogoś takie łądne mydełko zapachowe, to
          trzymałam w szafie z ubraniami, ubrania fajnie pachniały, np. zielonym
          jabłuszkiem :)

        • yanga Re: Higiena w PRL 21.12.07, 18:14
          Ale absolutnie najpierwszy dezodorant nazywał się Dorado. Był w
          płynie, bez żadnej kulki, w kolorze różowym. I raczej średnio
          skuteczny. Sherman, ty za młoda jesteś, żeby to pamiętać :-)
    • agulda Re: Higiena w PRL 15.12.06, 22:31
      Nie było też normalnych gumek do włosów. Moja babcia miała kawałek dętki, kiedy
      trzeba było związać wnusi warkoczyki to odcinała nożyczkami kawałek i już była
      gumka do włosów. Jak pojawiły się w sklepach normalne gumki to nazywałam
      je "bezbolesne" bo nie szarpały tak potwornie włosów.
      • yanga Re: Higiena w PRL 02.01.08, 14:30
        Ale były gumki-recepturki i do dziś mam nawyk zbierania ich do
        oddzielnego pudełeczka.
    • szpulotek Re: Higiena w PRL 11.12.07, 20:44
      podbijam watek, aby nie zginal
      • ewa9717 Re: Higiena w PRL 11.12.07, 21:41
        Polowanie na mydło i szampony to jednak chyba najdalej trzyletni
        okres "okołstanowojenny", w pozostałym można się było i myć, i
        kąpać, i myć włosy bez problemu. Jeśli się oczywiście chciało.Wybór
        perfum też był dużo większy niż "Być może" czy "Pani Walewska".
        Jasne, że mydła czy szampony nie były tak barwne i pachnące jak
        dzisiejsze, no ale jednak nadawały się do uzytku. Co do golenia
        pach, mama (rocznik 1929) po prostu wręczyła mi maszynkę i było po
        problemie. I niekoniecznie trzeba było mieć depilator, można było
        problem załatwić męską maszynką do golenia, taką na żyletkę (Rawa
        Lux!). Od lat siedemdziesiątych pamiętam krem do depilacji. I z
        sentymentem wspominam rózowy dezodorant "Roma" - pachniał wcale
        miło, był skuteczny, nie uczulał.
        • aimm Re: Higiena w PRL 22.12.07, 20:20

          Ja pamietam "zdobywanie " papieru toaletowego i radośc, gdy się już go
          "zdobyło"? a był taki paskudny - szary i drapiący!
          • luccio1 Re: Higiena w PRL 28.01.08, 22:43
            aimm napisała:

            > Ja pamietam "zdobywanie " papieru toaletowego i radośc, gdy się
            > już go "zdobyło"? a był taki paskudny - szary i drapiący!

            Pamiętam, że gdzieś tak od połowy lat 80. była możliwość kupienia
            papieru toaletowego po oddaniu dodatkowo makulatury. Nie pamiętam,
            jaka była proporcja wagowa na 1 rolkę, za to pamiętam, że jeden z
            takich sklepów(?) istniał aż do 1990 r.(!) w Krakowie na Batorego 4a
            (naprzeciw przychodni - niegdyś, jeszcze przed wojną, Ubezpieczalni
            Społecznej)
            • luccio1 Re: Higiena w PRL 28.01.08, 22:47
              I pamiętam też, że w tym właśnie sklepie, w kupie papierów
              zalegających podłogę, wyszperałem kilka wartościowych książek!
              • luccio1 Re: Higiena w PRL 29.01.08, 20:14
                Eleganckie Panie, chodzące na co dzień - pomimo wszystkiego
                otaczającego dziadostwa - w kostiumach, kapeluszach i rękawiczkach,
                znalazły "swoiste" rozwiązanie problemu papieru toaletowego:
                otóż: dostawały, czy to w paczkach, czy to wprost przywiezione przez
                znajomych, komplety serwetek stołowych (zazwyczaj było to około
                Bożego Narodzenia, więc serwetki były zdobione motywami gałązek
                jodłowych, dzwonków, baniek etc.).
                Kiedy taki komplet serwetek wysłużył się już na stole, Panie
                pieczołowicie krajały serwetki nożyczkami na mniejsze kawałki - te
                mniejsze kawałki wędrowały następnie do torebek, pełniąc tę funkcję,
                którą dziś pełnią chusteczki higieniczne: funkcję dyżurnego papieru
                w nagłej potrzebie.
                Na dotyk, takie pokrojone serwetki bywały delikatniejsze nawet od
                chusteczek ligninowych, o szarym papierze toaletowym nie
                wspominając...
                • zigzaur Re: Higiena w PRL 21.01.09, 10:48
                  W latach osiemdziesiątych w "Polityce" opisano przypadek z lokalu
                  gastronomicznego, gdzie gofry i placki kartoflane podawano w papierze toaletowym
                  zaś w ustronnym miejscu wisiały serwetki.
          • xtrin Re: Higiena w PRL 18.02.08, 18:47
            aimm napisała:
            > Ja pamietam "zdobywanie " papieru toaletowego i radośc, gdy
            > się już go "zdobyło"? a był taki paskudny - szary i drapiący!

            Nawet drzazgi się zdarzały :).
            Za to często można było go sobie poczytać.
        • luccio1 Re: Higiena w PRL 22.12.07, 21:06
          ewa9717 napisała:
          > można było problem załatwić męską maszynką do golenia, taką na
          > żyletkę (Rawa Lux!).

          Żyletki "Rawa Lux" pamiętam z najwcześniejszego dzieciństwa
          (lata 50./60.) jako zmorę i koszmar straszący mego Tatę (od czasu do
          czasu jeszcze za głębokiego Gomułki pojawiały się żyletki z importu -
          nazywały się "7 o'clock").
          Początki mojego golenia się przypadają na czasy Gierka i
          żyletki "super silver"; potem, od schyłkowego Gierka zastąpione
          przez "polsilver" oraz "polsilver iridium".
          • hajota Re: Higiena w PRL 22.12.07, 23:03
            luccio1 napisał:

            > Żyletki "Rawa Lux" pamiętam z najwcześniejszego dzieciństwa
            > (lata 50./60.) jako zmorę i koszmar straszący mego Tatę

            Nie bez powodu nazywano je "Krwawa Lux".
            • luccio1 Re: Higiena w PRL 23.12.07, 00:23
              Skąd inąd "Rawz Lux" jako żyletka tzw. "niebieska" nadawała się
              znakomicie - znacznie lepiej niż "biała" czyli "srebrna"
              (wszystkie "silvery") -
              - do wyskrobywania błędów na rysunkach wykreślanych tuszem, błędów w
              rękopisach pisanych wiecznym piórem i atramentem, w końcu także -
              błędów w maszynopisie (jeśli spostrzegło się błąd od razu,
              wystarczało cofnąć się w to miejsce, uderzyć dwa-trzy razy właściwą
              czcionkę w to samo miejsce, gdzie wcześniej została wybita błędna -
              a potem skrobać żyletką tak, aby było widać tylko tą właściwą
              (pracowałem tak do końca lat 90. XX w.).
              • luccio1 Re: Higiena w PRL 23.12.07, 14:08
                Żyletki używane do wyskrobywania błędów przełamywało się na pół,
                lekko po skosie; te "niebieskie" (w tym "Rawa Lux") pękały ładnie,
                równo, szpice na krawędziach ostrokątnych, najważniejsze przy
                wyskrobywaniu maleńkich drobiazgów, nie zaginały się (jak to się
                działo przy żyletkach "białych").
                • luccio1 Re: Higiena w PRL 23.12.07, 14:12
                  Oprócz marki "Rawa Lux" istniała za środkowego Gomułki także inna:
                  "Extra Łódź" - jakości porównywalnej z poprzednią.
                  Od czasu do czasu, obok importu "7 o'clock" trafiały się także,
                  również importowane, oryginalne "Gillette" - koloru rdzawobrązowego.
                • zigzaur Re: Higiena w PRL 21.01.09, 10:46
                  Mawiano na nie:

                  Krwawa Lux
    • izabelski Re: Higiena w PRL 23.12.07, 00:25
      a pamietacie proszek IXI (chyba jeszzcze ta marka istnieje)

      a mydlo bialy jelen jest rewelacyjna na grzybice :-)
    • jawarek52 Re: Higiena w PRL 02.01.08, 10:13
      I jakos nikt sie nie pochorował nie chodził brudny i nie grzebał w
      smietnikach. O dziwo teaz stale sie pisze zwłaszca w porze letniej -
      myjcie sie obywatele- . a pasta do zebów Lechia i Pollena to tylko
      te były dostepne a mniej dzieci ze spruchniałymi zebami niz teraz.
      Bo przy małem wyborze psty były Dentysta i Higienistki w szkole.
      teraz jest wszawica.
      • horpyna4 Re: Higiena w PRL 02.01.08, 12:45
        Dawniej było więcej brudasów niż teraz, tylko mniej się rzucali w
        oczy właśnie przez to, że nie byli wyjątkami. W porze letniej nie
        dało się jeździć niektórymi autobusami miejskimi i tramwajami
        (zależało to w dużym stopniu od trasy), jeżeli miało się wrażliwy
        nos. Grzebanie w śmietnikach było zawsze, a szkolne dentystki
        bardziej przyczyniały się do pogarszania stanu uzębienia, niż
        poprawy. W latach 50-tych wszawica w szkołach i na koloniach była
        zjawiskiem powszechnym. Pasty do zębów Pollena też jeszcze nie było,
        tylko Lechia (bodajże za 3 zł 05 gr, ale nie jestem pewna na 100%)
        i oczywiście proszek do zębów, dziś już zupełnie chyba zapomniany.
        Niektórzy ludzie po prostu nie mieli potrzeby mycia się, nawet jak
        dostawali przydział na kwaterunkowe mieszkanie z łazienką w wielkim
        mieście.
        • ewa9717 Re: Higiena w PRL 02.01.08, 13:07
          Tyż prowda. I te cyklicznie pojawiające się artykuły (nie tylko w
          sezonie ogórkowym) o tym, co to np. świeżutcy warszawiacy potrafią
          hodować w łazience.
          Inna rzecz, że i teraz czasem podróż pociągiem czy autobusem może
          wrażliwonosego przyprawić o szaleństwo. Poza tym obserwuję w
          niektórych środowiskach regres, jeśli chodzi o higienę. Przez wiele
          lat jednak edukowano i w prasie, i w TV, i w szkole, doszliśmy do
          etapu, że łazienka nie jest jakimś wyjątkowym luksusem i używanie
          jej zgodnie z przeznaczeniem nie grozi smiercią, a tu... No własnie,
          niektórzy oszczędzanie zaczynają własnie od łazienki: nie po każdym
          użyciu kibelka spuszczają wodę (tak, naprawdę!!!!), a ostatnio
          koleżanka pielęgniarka, gdy z mrozu przyszła zrobić zastrzyk
          dwumiesięcznemu dziecku i puściła ciepłą wodę, zeby sobie ogrzać
          ręce, została niemal zlinczowana!
          • luccio1 Re: Higiena w PRL 02.01.08, 17:06
            ewa9717 napisała:
            > niektórzy oszczędzanie zaczynają własnie od łazienki: nie po
            każdym
            > użyciu kibelka spuszczają wodę (tak, naprawdę!!!!), a ostatnio
            > koleżanka pielęgniarka, gdy z mrozu przyszła zrobić zastrzyk
            > dwumiesięcznemu dziecku i puściła ciepłą wodę, zeby sobie ogrzać
            > ręce, została niemal zlinczowana!

            Tak oszczędzali wode np. Brytyjczycy podczas II wojny światowej -
            nawyk przetrwał długo poza koniec wojny, podobnie jak napełnianie
            wanny tylko "do kreski" (człowiek siedząc w wannie miał wodę
            zaledwie pod własnym siedzeniem). Będąc w Londynie w r. 1975 byłem
            opieprzany, że nazbyt szafuję ciepłą wodą z termy gazowej.
      • soova Re: Higiena w PRL 07.01.08, 13:35
        jawarek52 napisał:

        a pasta do zebów Lechia i Pollena to tylko
        > te były dostepne a mniej dzieci ze spruchniałymi zebami niz teraz.
        > Bo przy małem wyborze psty były Dentysta i Higienistki w szkole.
        > teraz jest wszawica.


        Dzieci mają spróchniałe zęby od nadmiaru słodyczy, a nie od mycia/niemycia zębów (to znaczy fakt utrzymywania higieny jamy ustnej ma mniejsze znaczenie dla powstania próchnicy, niż właściwa dieta). Chodziłam do szkoły w czasach, gdy jeszcze były tam jeszcze higienistki i dentystki (zresztą i tak miałam zęby leczone prywatnie). Pod wszystkimi amalgamatowymi plombami wstawionymi u mnie w czasach PRL-u dentystka kilka lat temu wykryła próchnicę, więc i tak trzeba było zmienić wszystkie wypełnienia na kompozytowe. A próchnica wzięła się zdecydowanie nie z braku mycia zębów, a z miłości do słodyczy:-)
        • luccio1 Re: Higiena w PRL 07.01.08, 18:58
          jawarek52 napisał:
          > Bo przy małem wyborze pasty były Dentysta i Higienistki w szkole.

          Pamiętam. Do Pani Higienistki chodziło się ciąć ligninę na małe
          kawałki - w "czynie społecznym". W ten sposób można było legalnie
          nie być na lekcji, na której akurat groziła np. kartkówka...

    • lemur12345 Re: Higiena w PRL 25.01.08, 10:06
      I mozna było jakoś przeżyć bez takich wygód jak dzisiaj sa :)
      • dzik0 Re: Higiena w PRL 30.01.08, 00:24
        Pamiętam smarowanie ciała do opalania paliwem z traktora.Skóra
        pięknie i szybko się opalała.
        • plecostoma Re: Higiena w PRL 16.04.08, 15:20
          ja słyszałam o tym od babci - tylko że w wersji z ropą naftową - tylko trzeba
          było bardzo uważać, bo skóra za szybko sie opalała i było wieeeelkieee ryzyko
          poparzeń słonecznych.
    • el_capricho Re: Higiena w PRL 16.02.08, 15:44
      ja pamiętam takie kwiaty:
      - gdy brakowało pasty do zębów, używało się soli (do dziś na to
      wspomnienie czuję ten koszmarny smak w ustach)
      - niezbędnym materiałem do mycia okien była stara gazeta - nie
      pamiętam nazw płynów
      - włosy myło się raz na tydzień, pojęcia nie mam skąd brała się
      wiara, że to optymalny interwał, może dlatego, że szmpon był dobrem
      deficytowym???
      - nie istniało chyba w świadomości społecznej zjawisko pielęgnacji
      skóry, więc rzadko kto używał kremów do twarzy, a balsamów do ciała
      chyba nikt

      jak sobie to wszystko przypominam, prawie nie mogę uwierzyć, że to
      było naprawdę...
      • ewa9717 Re: Higiena w PRL 16.02.08, 17:39
        Balsamów do ciała w uspołecznionym handlu faktycznie chyba nie było,
        ale kremy i owszem, a co więcej - kobiety ich uzywały. Z
        baaaaaaaardzo odległego dzieciństwa pamiętam mamine: "Tatrzański
        śnieg" - jak najbardzie polska produkcja(bardzo mi się podobał, do
        dziś pamiętam jego zapach) i "Kalodermę" (ta chyba z paczek od wuja
        i z Pewexu), ja od dziecka smarowałam się po wieczornej kąpieli
        niveą - mus, skóra sucha.
        • ajlii Re: Higiena w PRL 17.02.08, 15:49
          No i krem z witaminą A... w takiej pomarańczowej tubce :)
          • marikaso Re: Higiena w PRL 18.02.08, 10:37
            maść witaminowa:) pamietam! nienawidziłam jak mnie mam tym smarowała.
      • hajota Re: Higiena w PRL 18.02.08, 11:36
        > ja pamiętam takie kwiaty:
        > - gdy brakowało pasty do zębów, używało się soli (do dziś na to
        > wspomnienie czuję ten koszmarny smak w ustach)

        Też pamiętam mycie zębów solą, ale z jakichś bliżej nieokreślonych względów
        zdrowotno-higienicznych.

        > - niezbędnym materiałem do mycia okien była stara gazeta - nie
        > pamiętam nazw płynów

        Denaturatem się myło. Zmiętych starych gazet używam czasem do dziś do mycia
        okien. Wyborcza się dobrze nadaje, bo jest wsiąkliwa :-)

        > - włosy myło się raz na tydzień, pojęcia nie mam skąd brała się
        > wiara, że to optymalny interwał, może dlatego, że szmpon był dobrem
        > deficytowym???

        Taka była teoria w tamtych czasach. Kosmetyczka, do której chodziła moja mama
        (tak, tak, w czasach PRL-u funkcjonowały kosmetyczki) i mnie zaczęła prowadzać w
        wieku nastoletnim, twierdziła z przekonaniem, że najlepiej myć włosy raz na 2
        tygodnie, bo jak się będzie myło częściej, to "tłuszcz będzie z nich kapał". I
        że lepiej przetrzepać tzw. suchym szamponem niż myć za często. A była to mocno
        starsza pani, która kształciła się chyba jeszcze przed wojną.
        Faktem jest, że szampony były wtedy kiepskie, ale zupełnych braków szamponu
        sobie nie przypominam. Może krótko na początku lat 80-tych.
        Z kolei moja babcia święcie wierzyła, że włosy można myć tylko wieczorem, bo jak
        się umyje w dzień i wyjdzie na dwór, to murowane przeziębienie, zapalenie płuc i
        śmierć w męczarniach.

        > - nie istniało chyba w świadomości społecznej zjawisko pielęgnacji
        > skóry, więc rzadko kto używał kremów do twarzy, a balsamów do ciała
        > chyba nikt

        Kremów używało się powszechnie, choćby zwykłego Nivea, jak innych akurat nie
        było. Ale polski przemysł kosmetyczny był naprawdę nienajgorszy.
        • minerwamcg Re: Higiena w PRL 18.02.08, 14:55
          > Z kolei moja babcia święcie wierzyła, że włosy można myć tylko
          > wieczorem, bo jak się umyje w dzień i wyjdzie na dwór, to murowane
          > przeziębienie, zapalenie płuc i śmierć w męczarniach.

          To chyba było przekonanie powszechne u babć :) Kiedyś w środku upalnego lata
          umyłam włosy i mówię babci, że idę je wysuszyć na słońcu... O Boże, mało nie
          padła z wrażenia i nie dała się przekonać, że na słońcu jest +30, a w domu o
          dziesięć stopni mniej...
        • cromwell1 Re: Higiena w PRL 19.02.08, 16:22
          dobry szampon w tych czasach kupowalo sie w aptece
          biala butelka z rozowym kotkiem
          kosztowal grosze
          mial konsystencje dzisiejszych szamponow
          nie przeszkadzalo mi ze byl przeciwlupiezowy
          wlosy mam do dzisiaj;)
          zniknal z polek na poczatku lat 90
          widocznie konkurencja go zlikwidowala

          rozowy wynalazek do mycia szyb to chyba silux
          role aplikatora spelnial plastikowy korek przebity gwozdziem
          chlastalo sie plynem po szybach i wycieralo do sucha
          silux odbarwial ramy pierwszych okien z pcv
          otwieranych lomem;)

          pzdr.
          • effi Re: Higiena w PRL 19.02.08, 23:56
            ten szampon to - jak podejrzewam - Healing (tak sie nazywa :) ) i jeszcze
            niedawno byl w aptekach, mysle nawet ze nadal jest. tylko nakretka jest teraz
            czerwona, nie rozowa
            • cromwell1 Re: Higiena w PRL 20.02.08, 20:36
              chyba healing
              sprawdze
              kolejna konfrontacja mnie czeka
              po kapitanie sowa
              i kopalniakach;)

              pzdr.
        • gaska.balbinka.78 Re: Higiena w PRL 02.03.08, 15:51
          Moja mama (rocznik 56) do tej pory dostaje ataków przerażenia, jak
          widzi, że włosy myję rano, przed wyjściem z domu. Podobno
          przeziębienie murowane. Nawet w środku lata. Nawet jak wysuszę
          suszarką (mam włosy długości 3 cm i naprawdę zanim wyjdę z łazienki,
          włosy są praktycznie suche). Za często też nie należy myć włosów, bo
          to niezdrowe. Ale u mojej mamy odpowiednia ilość to 2 razy w
          tygodniu ;)
      • xtrin Re: Higiena w PRL 18.02.08, 18:55
        el_capricho napisała:
        > - niezbędnym materiałem do mycia okien była
        > stara gazeta - nie pamiętam nazw płynów

        Po dziś dzień używam gazet do polerowania szyb. Jakkolwiek "bezsmugowy" płyn do
        okien nie jest i tak jakieś ślady zostaną i nic ich nie zlikwiduje równie
        skutecznie jak gazeta.
      • plecostoma Re: Higiena w PRL 16.04.08, 15:21
        ja do dzisiaj czasem sodą oczyszczoną myję zęby jak nie ma...

        a pamiętacie jeszcze myk z szorowaniem zębów węglem medycznym?
    • brillen Re: Higiena w PRL 17.02.08, 14:35
      ...a w kiblach jak utrzymywano czystość? Ja pamiętam w moim domu smród lizolu
      ale gdzie nie poszło się to muszla klozetowa była oblepiona - bleee, fuj! No
      i klapa oczywiscie otwarta...
      • horpyna4 Re: Higiena w PRL 17.02.08, 18:34
        W kiblach powszechnie używano tzw. chlorku, czyli wapna chlorowanego.
        Do dziś pamiętam ten smród. Niemniej jednak chlorek spełniał swoją
        rolę, bo odkażał i jednocześnie wybielał. Nijakich bajeranckich
        środków do czeszczenia muszli klozetowych wtedy przecież nie było.
        • hugo43 Re: Higiena w PRL 18.02.08, 00:18
          pamietam,ze wlosy mylam zawsze w niedziele,w szamponie bambino.i
          tonik anka do twarzy w kolorze rozowym,absolutna rewelacja,ale to
          byl koniec lat 80-tych
          • zoe125 Re: Higiena w PRL 18.02.08, 11:11
            Ja też jako dziecko myłam włosy raz dziennie - mam kupowała szampony familiujne,
            pojemnośc ok. 250 ml, w szklanych butelkach z czarnym, zakręcanym korkiem, takim
            z "ząbkami". Pamiętam rudo-pomarańczowy kolor szamponu (chyba tataro-chmielowy)
            i żółty (rumiankowy). Ale te 20-25 lat temu to cotygodniowe mycie włosów było
            normą i nie tylko dlatego, że jako dziecko nie miałam potrzeby częstszego mycia.
            Moja kuzynka w wieku nastoletnim tez myła włosy raz w tygodniu - przychodziła ze
            swoją mamą w odwiedziny do naszej babci, a ponieważ u siebie w domu nie miała
            ciepłej wody, każdej niedzieli myła głowe u babci. Przyniosła swój szampon,
            ręcznik, grzebień. Oczywiście ja jako młodsza o 7 lat kuzynka musiałam wszystko
            papugowac i przez jakis czas też przychodziłam do babci myc głowę...

            Pamiętam tez mydełka For You, Kajtek, a potem już epoke szału na zielone
            jabłuszko i wielobarwne mydełka, które babcia z upodobaniem wkładała sdo szaf
            pod bieliznę, aby utrzymywała ładny zapach.

            I ten szał w podstawówce, kiedy 12-letnie dziewczynki na przerwach wyciągały z
            plecaka dezodoranty i je porównywały, omawiały, itp.
            • minerwamcg Coś mi nie gra... 18.02.08, 14:51
              > I ten szał w podstawówce, kiedy 12-letnie dziewczynki na przerwach wyciągały z
              > plecaka dezodoranty i je porównywały, omawiały, itp.

              Moment, a skąd wtedy plecaki? W młodszych klasach nosiło się tornistry a w
              starszych teczki lub torby na ramię.
              • cojakco Re: Coś mi nie gra... 19.02.08, 11:35
                To już późniejsze lata - faktycznie tak było. Podstawówkę kończyłam
                w 89, kiedy na półkach pojawiły się dezodoranty Claudia z motylkiem
                i Limara. Ze wcześniejszego dzieciństwa pamiętam jak ojciec
                przywiózł mi pastę do zębów dla dzieci - biały ząbek. Pasta była o
                smaku pomarańczowymm, wyprodukowana przez lechię. A ja dziecko
                kryzyzu zeżarłam pół tubki.
                Pamiętam też akcję, że w sklepie GSowskim ojciec cudem kupił paczkę
                pieluch jednorazowych. Mama pocięła je na części i używała zamiast
                podpasek.
              • zoe125 Re: Coś mi nie gra... 19.02.08, 12:20
                Plecak czy tornister, nie to jest ważne.
    • camel_3d Re: Higiena w PRL 21.02.08, 08:35
      no popatrz i dzieci nie umieraly w kupach:)))

      pamitam taki proszek do kapieli. O zapachu szyszki...byl rewelacyjny..do tej
      pory marze, zeby znow go kupic. :)

      Mydla byla jakis koszmarne..glownie szare i zielone jabluszko (jak ktos miesl
      szczescie).

      Poza tym:) zazdroscilem kuzynkom i znajomym mieszkania w blokach, bo mialy
      ciapla wode. A my moglismy sie kapac raz na tydzien. Az dziwne, ze nauczyciele
      mogli w szkolach wytrzymac..przeciez polowa klasy tak miala. I nie wazne czy byl
      W-F czy nie...kurde..:) Ale musial bys smrodek.

      Poza tymn..nie bylo dezodorantow.






      > Niestety nie było Always)), zamiast pampersów były jednorazowe pieluchy,
      > lignina, obleczona w "powłoczkę" z delikatnego papieru, bardzo drogie.
      • ewa9717 Re: Higiena w PRL 21.02.08, 12:49
        O, to cudo o zapachu szyszkowym! Rzeczywiście pachniało lasem, tak
        żywicznie, a sprzedawane było w szklanych pojemniczkach w kształcie
        szyszki.
        • 3wiek Re: Higiena w PRL 24.02.08, 09:18

          > O, to cudo o zapachu szyszkowym! Rzeczywiście pachniało lasem, tak
          > żywicznie, a sprzedawane było w szklanych pojemniczkach w
          kształcie
          > szyszki.

          Poprawka mała: opakowanie nie było szklane, tylko plastikowe. Jak
          się nań skierowało silny strumień goracej wody, to szybko
          rozpuszczało. Wszystko - i opakowanie, i proszek ze środka.
          A kto to produkował?
          • ewa9717 Re: Higiena w PRL 24.02.08, 09:57
            Owszem, były bakie jakby z żelatyny, ale były i szklane, z zieloną
            plastikową zakrętką - w jednym do dziś mam maleńkie gwożdziki. Kto
            produkował, nie wiem.
            • 3wiek Re: Higiena w PRL 02.03.08, 08:45
              ewa9717 napisała:

              > Owszem, były bakie jakby z żelatyny, ale były i szklane, z zieloną
              > plastikową zakrętką - w jednym do dziś mam maleńkie gwożdziki. Kto
              > produkował, nie wiem.

              A wiesz, może i były, tylko ja nie trafiłam... A też tej samej
              firmy? Kto w ogóle to produkował?
    • ptaszyna12 Re: Higiena w PRL 21.02.08, 11:12
      To ja pamiętam, jak dostałam w paczce szampon Johnson&Johnson... rarytas:)
      • zwierze_futerkowe Re: Higiena w PRL 21.02.08, 16:23
        Jakoś na początku lat 80. zdarzyło się, że ktoś z mojej dalekiej rodziny
        pojechał na wycieczkę do RFN czy do Berlina Zachodniego i naprzywoził oczywiście
        ile się dało wszelakich dóbr, w tym szampony, którymi solidarnie obdzielił
        rodzinę. Wszyscy byli szczęśliwi, dopóki nastoletni kuzyn, który uczył się w
        szkole języka niemieckiego, nie doczytał się na butelce, że jest to
        specjalistyczny szampon dla... psów! Afera wybuchła nie z tej ziemi, część
        obdarowanych śmiertelnie się obraziła, byli jednak ponoć i tacy, którzy szamponu
        używali (nikt nie wyłysiał). Słyszałam później tę historię jako tzw. "urban
        legend" (bez happy endu - w tej wersji ludzie tracili włosy), ale u nas to się
        zdarzyło naprawdę!
    • stworzenje oj to byly czasy 22.02.08, 11:08
      srodkow czystosci w rodzinie na szczescie nam nie brakowalo,mama pielegniarka
      wiec o higienie nam mowila.paczki z Finlandii mielismy od ciotki i
      Niemiec,jezdzilismy tam i co sie przywozilo,ano podpaski,zele pod prysznic,zele
      to juz wlasciwie od 89 roku.Ja rocznik 79,siostra 75,siostra jako dojrzewajaca
      nastolatka miala klopoty z cera i nie bylo Clerasili nic,pozniej wlasnie po 89
      przywozilismy go z Niemiec,a tak mydlo siarkowe pamietam uzywala,capilo
      rowno,jakis szampon brudzacy na brazowo z dziegciu czy czegos tam i capił.
      Ale proszki owszem na kartki byly,aaa i nie zapomne jak ciotka mamie przyslala
      taki zestaw do makijazu Lumene,ze byly cienie,tusz do rzes,lusterko,puder,no
      szal :-).Pewez tez sie odwiedzalo,chocby wlasnie dla dezodoratnow,a pamietacie
      taki dez Basia? Calkiem ladny byl i ten proszek szyskowy da kapieli-tak racja
      super pachnial lasem.
      • ewa9717 Re: oj to byly czasy 22.02.08, 13:30
        Basię do niedawna jeszcze (no, tak ze trzy-cztery lata temu)
        kupowałam, bo to jeden z nielicznych dezodorantów, które mogłam bez
        alergicznych sensacji od czasu do czasu stosować. Kiedy i Basia mi
        odpadła, przestałam zabiegać o jej kupno i już jej nie widuję.
    • burza4 Re: Higiena w PRL 22.02.08, 22:20
      pole namiotowe w Bieszczadach. Prysznice w butwiejącym baraku, brak
      ciepłej wody, słowem syf i malaria. Parę osób czeka w kolejce,
      wchodzi zarządca, ktoś pyta o ciepłą wodę, wywołując niepochamowaną
      irytację kierownika. Za 5 złotych opłaty pole namiotowe chcą się
      jeszcze umyć????
    • neila79 Re: Higiena w PRL 23.02.08, 16:58
      A jak radziły sobie co miesiąc kobiety w tamtych czasach ?
      • t4jne_k0nt0 Re: Higiena w PRL 23.02.08, 19:51
        podpaski wygladaly np. tak, ze byla to kupka waty zamknieta w nicianej siateczce
      • horpyna4 Re: Higiena w PRL 23.02.08, 19:52
        Różnie. Niektóre miały dostęp w pracy do waty przeznaczonej do celów
        technologicznych (była to zresztą normalna, bawełniana wata
        opatrunkowa). Czasem można było załapać się w aptece, jak się miało
        szczęście.
        Nie zapomnę felietonu Tyma w którymś z tygodników. Pisał on, jak to
        do wiejskiego sklepu na ścianie wschodniej trafiła bardzo mocno
        przeceniona, bo pogryziona przez myszy, duża partia bawełnianej
        bielizny. Została natychmiast wykupiona, bo po wygotowaniu można
        było z tego zrobić szarpie. No i jak jakaś młoda dziewuszka
        narzekała, że niewygodnie i uwiera, to starsze baby ją pocieszały,
        że przywyknie, a za cara to i tego przecież nie było. Garść siana ze
        stogu się brało i po kłopocie...
        • ewa9717 Re: Higiena w PRL 23.02.08, 20:09
          Ale taki straszny czas polowania na cokolwiek to tylko ze 2-3
          lata "okołostanowojenne". Tak w ogóle to jednak była wata, lignina
          czy te paskudztwa w siateczkach.
          • horpyna4 Re: Higiena w PRL 24.02.08, 11:44
            Zgadza się. Tyle, że u schyłku peerelu często bywała w sprzedaży wata
            "higieniczno-kosmetyczna", 100% wiskozy. Nie dość, że nie wchłaniała,
            to jeszcze powodowała odparzenia. Na watę opatrunkową trzeba było
            polować. Idealna miała 100% bawełny, trochę gorsza 70% bawełny, 30%
            wiskozy.
            Paskudztwa w siateczkach były przynajmniej chłonne. A swoją drogą
            był to przeżytek minionej epoki, bo te długie siateczkowe troki były
            po to, żeby zrobić z nich pętelki i przypinać do specjalnego paska,
            jak w XIX wieku.
            A jaki to był skok cywilizacyjny, jak się pojawiły te cuda
            samoprzylepne...
            • brynio5 Re: Higiena w PRL 24.02.08, 18:44
              Jak czytam te bzdety to zapytam:LUDZIE A Z JAKIEGO PRL-u WY JESTEŚCIE?
              Mózgi macie już wyprane do końca?
              Nigdy nie żyłem w brudzie i smrodzie.W domu było czysto i schludnie jak zresztą w każdej śląskiej rodzinie.Papier toaletowy był zawsze bo chociaż za makulaturę ale był!
              Plomby założone przez szkolnego dentystę mam do dzisiejszego dnia a PRL-owska woda kolońska WARS jest dzisiaj nie do zastąpienia żadnym śmierdzącym obecnie świństwem!
              Gruźlicy nikt nie miał tak jak dziś bo za PRL-u ją prawie całkowicie wytępiono a po śmietnikach nikt nie chodził.Będąc na koloniach nigdy nie korzystałem ze sławojki tylko z normalnych ubikacji a ciepła woda też była.A jeżeli było coś "zasrane" to zrobili to ludzie co dzisiaj też jest na porządku dziennym. Wystarczy wleźć do jakiejkolwiek publicznej toalety czy popatrzeć na ściany dopiero co odnowionych domów,zdewastowane przystanki,ławki i obsmolone i brudne dworce,które za komuny wyglądały o wiele lepiej!
              Żyłem zatem w innym PRL-u.Widocznie na Śląsku byliśmy uprzywilejowani!
              • ewa9717 Re: Higiena w PRL 24.02.08, 19:38
                Bryniu (jestes z Szopienic?), tu ludzie piszą, co zapamiętali,
                czasem pamięc jest zawodna. Też nigdy nie miałam problemów z
                papierem toaletowym, no ale mam swiadomość maminych "podladowych
                chodów". A wyobraź sobie, że dziewczynka na wsi, gdzie spędzaliśmy
                wakacje (okolice Łomży), pochwaliła mi się, że mama kupiła taką
                bibułę do d... I ta dod... bibuła to była pierwsza w ich życiu, a
                było tak kole 1965r.
                A co do zaopatrzenia, rzeczywiście nie ma porównania między tym, co
                było w sklepach na górniczym Śląsku a innymi całkiem sporymi
                kawałkami kraju. Wiem, bo mieszkałam i w Katowicach, i w małym
                miasteczku w dawnym województwie koszalińskim. Całkiem różne
                zaopatrzeniowo światy.
              • lezbobimbo Re: Higiena w PRL 25.02.08, 20:50
                brynio5 napisał:
                > Jak czytam te bzdety to zapytam:LUDZIE A Z JAKIEGO PRL-u WY
                >JESTEŚCIE? Mózgi macie już wyprane do końca?
                > Nigdy nie żyłem w brudzie i smrodzie.

                Nikt tu nie postuluje, ze wszyscy w PRLu zyli w brudzie i smrodzie.
                Tutaj wspominamy koszmarki zycia codziennego z takimi kosmetykami i
                srodkami czystosci, ze uzywanie ich doprowadzalo do rozpaczy. Ale co
                bylo robic? Nic innego nie bylo.
                A i dzis i wtedy byli niechluje - acz wtedy bylo to raczej
                usprawiedliwione, bo bylo wiele mieszkan bez cieplej wody na
                przyklad - i to w najwiekszych miastach.

                >PRL-owska woda kolońska WARS jest dzisiaj nie do zastąpienia żadnym
                >śmierdzącym obecnie świństwem!

                Taaaaa, co komu po jakis tam zgnilozapadnijych swinstwach typu
                Armani, Versace, Hugo Boss, Calvin Klein czy Jean Paul Gaultier,
                skoro mielismy w PRLu takie nieziemskie, niesamowite zdobycze
                cywilizacji jak woda Wars, Przemyslawka i Zielone Jabluszko!
                Nie wszyscy wspominaja przeszlosc tak romantycznie jak Ty ;)

                > Gruźlicy nikt nie miał tak jak dziś bo za PRL-u ją prawie
                >całkowicie wytępiono

                "Prawie calkowicie" robi duza róznice ;)))
                Zapewne pamietasz tez, ze w PRLu dzialala sprawna propaganda i
                cenzura? Nasz komunistyczny raj przodowników pracy nigdy nie podalby
                obywatelom prawdziwych statystyk zachorowan na cokolwiek.
                Tymczasem w PRLu rzeczywistym szalaly wszy nawet w latach 80.. brr..
                pamietam ten terror nafty i gestych grzebieni.. higienistki
                sprawdzaly dzieciom glowy na lekcjach..

                >a po śmietnikach nikt nie chodził.

                Bo w smietnikach nic nie bylo przeciez! Recykling byl zupelnie inny
                w tamtych czasach - takich cennych rzeczy jak butelki zwrotne to sie
                nie wyrzucalo przeciez ;)
                Sama za to pamietam, ze kloszardzi i alkoholicy tez byli w PRLu -
                nie mieszkali na ulicach, bo komuna dawala im lokale tymczasowe, w
                których robili meliny, a chlali i kradli wszystko co popadnie, mniej
                wiecej tak samo jak dzisiaj (oprócz lokali, dzisiaj sa bezdomni, ale
                za to moga sie isc umyc za darmo).

                > Żyłem zatem w innym PRL-u.Widocznie na Śląsku byliśmy
                >uprzywilejowani!

                Widocznie tak. Rózne rejony PRLu naprawde rozmaite mialy
                zaopatrzenie.
                Zauwaz tez, ze ludzie maja wspomnienia z róznych epok PRLowskich. Co
                innego lata 80 (choc tez siermiezne) a co innego 60..
                Jak ktos mieszkal blizej NRD to dostep do luksusów, w tym i
                higienicznych, byl wiekszy.
                N.p. robilo sie wszystko, zeby dzieci wyslac na kolonie do tego
                rajskiego kraju ;) I dzieci mialy surowo przykazane, jakie rzeczy
                kupowac na tych koloniach - luksusowe ciuszki n.p. nylony, frotki,
                nadobne ciuchy, srodki czystosci, chodliwe towary do opchniecia
                (n.p. kasety albo zagraniczne suszarki do wlosów) oraz ewentualnie
                jedna prawdziwa czekolada na pocieche za ten handel ;)
                • luccio1 Re: Higiena w PRL 28.02.08, 18:05
                  > brynio5 napisał:
                  > >a po śmietnikach nikt nie chodził.

                  Pamiętam, jak w początku lat 70., "odgruzowując" piwnicę, wywlokłem pod śmietnik
                  stary tapczan. Tapczan stanął pod śmietnikiem późnym popołudniem - wieczorem
                  zniknął!
                  Cokolwiek by nie wyniósł do śmietnika, znikało jeszcze tego samego dnia!
    • luccio1 Re: Higiena w PRL 24.02.08, 22:45
      W Krakowie dopiero w późnych latach 80. zaistniała możliwość nabywania papieru
      toaletowego "w zamian" za makulaturę. Było tylko kilka takich sklepów w całym
      mieście - jeden na szczęście miałem "po sąsiedzku", na drugiej ulicy.
      Przy tym owo "w zamian" rozumiało się tak, że oddanie makulatury dawało samo
      tylko prawo nabycia określonej (proporcjonalnie do wagi tejże makulatury) ilości
      rolek papieru. Zapłacić za ten papier należało swoją drogą - wykładając własne
      pieniądze.
      • brynio5 Re: Higiena w PRL 25.02.08, 11:49
        luccio1 napisał:
        > W Krakowie dopiero w późnych latach 80. zaistniała możliwość >nabywania
        papieru toaletowego "w zamian" za makulaturę. .....Zapłacić za ten papier
        należało swoją drogą - wykładając własne pieniądze.

        Z którego ty rocznika jesteś,że piszesz takie brednie?W Krakowie - zabytkowym
        mieście w późnych latach 80-tych? A przedtem to żeście ściany na Wawelu gó....
        mazali bo papieru nie było?Idź się utop w Wiśle tłumoku!
        A poza tym jest logicznym,że jak wartość makulatury była niższa od wartości
        papieru to różnicę trzeba było dopłacić.Dzisiaj ludzie kradną papier toaletowy w
        urzędach,restauracjach,pubach czy innych instytucjach.Nie płacą, makulatury nie
        oddają tylko zwyczajnie kradną
        mając Dekalog gdzieś łącznie z higieną osobistą!
        • bercik38 Re: Higiena w PRL 25.02.08, 17:55
          brynio5 napisał:

          > luccio1 napisał:
          > > W Krakowie dopiero w późnych latach 80. zaistniała możliwość >nabywan
          > ia
          > papieru toaletowego "w zamian" za makulaturę. .....Zapłacić za ten papier
          > należało swoją drogą - wykładając własne pieniądze.
          >
          > Z którego ty rocznika jesteś,że piszesz takie brednie?W Krakowie - zabytkowym
          > mieście w późnych latach 80-tych? A przedtem to żeście ściany na Wawelu gó....
          > mazali bo papieru nie było?Idź się utop w Wiśle tłumoku!
          > A poza tym jest logicznym,że jak wartość makulatury była niższa od wartości
          > papieru to różnicę trzeba było dopłacić.Dzisiaj ludzie kradną papier toaletowy
          > w
          > urzędach,restauracjach,pubach czy innych instytucjach.Nie płacą, makulatury nie
          > oddają tylko zwyczajnie kradną
          > mając Dekalog gdzieś łącznie z higieną osobistą!


          Racja brynio, ci co tu piszą to chyba z azjatyckiego zadupia pochodzą. Jak tylko
          pamiętam a pamiętam czasy od roku 1958 to nigdy nikt nie chodził brudny i
          śmierdzący, środki czystości były zawsze dostępne i hańbą było żeby się ktoś nie
          domył (kąpiel była codziennie pomimo tego że wodę trzeba sobie było zagrzać).
          Higiena w szkole była sprawdzana a flejtuchy szły do przymusowego mycia (teraz
          dziewuchy syf chowają pod tipsami a dawniej pazurki musiały być przycięte).
          Delikatesów też tu nikt nie pamięta i fajek oryginalnych amerykanów do nabycia w
          latach 1970 1975. Dzisiejsze Marlboro to syf robiony w Krakowie, ludzie nie
          wiedzą jak te fajki smakują i jaki aromat mają ( od Klubowych niczym się nie
          różnią). Oj to były piękne dni, a do syfu doprowadzili tacy jak obecni rządzący.
          • gienka1957 Re: Higiena w PRL 02.03.08, 02:19
            bercik 38 masz rację.jestem rocznik 57 i nigdy nie chodziliśmy brudni po prostu
            wymagało to więcej pracy i dbałości.A że my chcieliśmy żeby nasze dzieci miały
            lepiej to zdobywaliśmy dla nich "nowości".Normalna droga cywilizacji.Bieda i
            zapobiegliwość uczą szacunku do ludzi i pieniądza.A teraz narzekają zamiast
            dziękować rodzicom że mieli się w czym myć.Ludzie, sąsiedzi dzielili się
            ,pomagali sobie zdobywać reglamentowane towary a teraz jeden drugiego by w łyżce
            wody utopił.
        • lezbobimbo Re: Higiena w PRL 25.02.08, 20:24
          brynio5 napisał:
          > Z którego ty rocznika jesteś,że piszesz takie brednie?W Krakowie -
          >zabytkowym mieście w późnych latach 80-tych? A przedtem to żeście
          >ściany na >Wawelu gó.... mazali bo papieru nie było?Idź się utop w
          >Wiśle tłumoku!

          A skad w Tobie tyle agresji i wulgarnosci? Pierwszy raz rozmowe
          prowadzisz? Nie rozumiem, co Ci tak strasznie przeszkadza w
          wspomnieniach innych ludzi?

          >Dzisiaj ludzie kradną papier toaletowy
          > w urzędach,restauracjach,pubach czy innych instytucjach.Nie płacą,
          >makulatury nie oddają tylko zwyczajnie kradną
          > mając Dekalog gdzieś łącznie z higieną osobistą!

          Nie mówiac juz o czyms tak zbednym, jak kultura osobista ;))
    • derena33 Re: Higiena w PRL 25.02.08, 12:19
      Jak sie chcialo to mozna bylo byc czystym i wokol siebie miec
      czysto, moze bez takiej ilosci detergentow, tylko za pomoca szarego
      mydla platkow mydlanych i szczotki ale mozna bylo.
      Ale dzieki temu ze nie nie bylo tylu zapachow i chemii, alergie
      byly duzo mniej rozpowszechnione. I mniej bylo takich smieci ktore
      przetrwaja wieki.
    • lezbobimbo Re: Higiena w PRL - moje wspomnienia ;) 25.02.08, 22:11
      aelle napisała:
      > Niestety nie było Always)), zamiast pampersów były jednorazowe
      >pieluchy,

      Nie zapomnijmy o tetrze, przyjaciólce wszystkich dzieci ;))
      Z drugiej strony mialo to wychowawczy efekt, perelowscy rodzice jak
      najszybciej uczyli dzieci zalatwiania sie na nocnik, zeby nie prac,
      gotowac i suszyc tetrowych pieluch. Nie to co dzisiaj, kiedy
      dzieci "rozbestwione" pampersami sikaja sobie po nogach do wieku 2-3
      lat - to wtedy byloby nie do pomyslenia.

      Mama zamiast dzisiejszych zagranicznych podpasek musiala uzywac waty
      i ligniny.. oczywiscie przepierka bielizny w misce z woda byla w
      takich wypadkach czesta..

      > lignina,

      Pamietam lignine, zawsze fascynowaly mnie te obloki kurzu, które
      powstawaly przy jej darciu na czesci (kupowalo sie ja w takich
      scisnietych rolkach).
      Papier szary i chropowaty, ale czasem prawie miekki. Do dzisiaj
      mozna to cudo spotkac w polskich sklepach i ubikacjach.

      > Brak np.plynu do kąpieli, przywieziony z NRD pachnący, dawkowałam
      >jak drogocenny płyn))).A mydła? Fuj)))

      Dorastalam w perelowskich latach 80 i stad najwiecej pamietam.
      Mimo ze to juz byla pierestrojka i coraz wiecej przecieków z
      zagranicy sie do nas dostawalo, ludzie mieli kontrakty w NRD albo w
      Libii, to i tak bylo dosc siermieznie, zwlaszcza gdy sie pochodzilo
      z ubogiej rodziny.

      N.p. u nas w domu byla tylko zimna woda w kranie w kuchni i nie bylo
      lazienki (sic!). To byla taka stara, stara kamienica w centrum
      Poznania, w której jak widac nie przewidziano luksusów.
      Dobrze, ze mialysmy wlasna ubikacje, bo pare lat wczesniej cala
      kamienica musiala uzywac slawojek na podwórzu, potem zamurowanych.
      Ale nie zylismy w brudzie, mama bardzo zawsze dbala o higiene nas
      wszystkich :) Bylo ubogo ale schludnie :)))))
      Zeby sie wykapac i umyc, musialysmy gotowac wode w wielkich garach
      na kuchence gazowej, a potem wlewac wrzatek do plastikowej wanny
      albo do wielkiej miski (dla mojej malej siostrzyczki) i dolewac
      nieco zimnej. Mama urzadzala nam tez kilka razy w tygodniu
      nasiadówki rumiankowe.
      Mycie wlosów raz na tydzien, nie pamietam w jakim szamponie. Pewnie
      w jakim akurat byl do dostania. Rozczesywanie bez odzywki to byla
      meka! Jak sie dorwalo cos zagranicznego, to bylo swieto - od samego
      szamponu wlosy zmienialy sie w piekna grzywe :)
      Zamiast plynu do kapieli jak reszta forum pamietam te szyszki
      pachnace zywica.
      Mydla bure w kostkach albo jakies cuda z zagranicznych paczek.
      Z kremów byla tylko gesta i niesmiertelna Nivea oraz jakas oliwka
      dla dzieci, nie pamietam nazwy ni opakowania.
      Pasty do zebów sluzyly glównie dosmaczaniu a nie czyszczeniu zebów -
      byly w sztywnawych metalowych tubkach, które sie rozlatywaly na
      brzegach.. najbardziej przez nas dzieci pozadana byla ta o smaku
      pomaranczowym z pomaranczowymi slonikami czy czyms takim ;)
    • r_mol A dla was higiena to sprawa rządu? He he he 28.02.08, 08:59
      Brudasy z was, i tyle :-)))
      • kea100 Re: A dla was higiena to sprawa rządu? He he he 28.02.08, 13:22
        Ja pamiętam tusze do rzęś w pudełeczkach ze specjalną
        szczoteczką.Wyschnięte to było na wiór,i moja ciocia przed użyciem
        pluła w ten tucz a póżniej nakładała to na rzesy.pamiętam to do
        dziś,bo zawsze wzbudzało to we mnie odruch wymiotny,jak po napluciu
        do tego pudełeczka,póżniej mieszala ten tusz,,,fuj...
        • jarka63 Re: A dla was higiena to sprawa rządu? He he he 28.02.08, 17:01
          I podkład Celii pod nazwą Fluid brzoskwiniowy w takiej brudnoróżowej
          gumowej buteleczce.
          • xemxija Re: A dla was higiena to sprawa rządu? He he he 01.03.08, 00:46
            Usmialam sie jak norka:)))
            A co to nikt nie oddaje sprawiedliwosci pascie "Javox", nie, chyba
            jednak "Jawox"? Nie mozna bylo sie nia umyc, ale doczyscic
            zlewozmywak i owszem:)
            I jeszcze pamietam jeden luksus, mianowicie grecki sok "Dodoni" w
            puszce, latami staly te puszki na wystawie, bo malo kto kupowal, ze
            wzgledu na cene. Albo "Kruszon pomaranczowy". Nie kosztowalam tego
            specjalu, bo nie byl dla dzieci...niestety, ale samo brzmienie nazwy
            powodowalo slinotok...krrrrrrrrruszonnn:)))))
            • info-rw tja, kruszon to zwyczajny napój orzeźwiający 01.03.08, 01:09
              z rozcieńczonego soku owocowego (najczęściej cytrusowego) z dodatkiem białego
              wina, serwowany na zimno z kostkami lodu.
              Może być również ziołowy.
              Rodzice skąpili na edukacji?
              • xemxija Re: tja, kruszon to zwyczajny napój orzeźwiający 01.03.08, 23:56
                Bardzo skapili. Dlatego nie wiem jak uzywac google, zeby wyskoczyla
                mi tak zgrabnie ujeta definicja kruszonu.
                • ciociacesia tez uwielbiam nazwe kruszon 04.03.08, 10:39
                  jest taka cudna :)
                  barman mi kiedys takie cos zrobil z mrozonych truskawek i lodu i
                  jakis wódkowych doatków:) straszna mam na to zachcianke w ciazy :) i
                  na białe wino... wypiłabym chyba beczke
        • info-rw prl była winna, że cicotka charkała do tuszu? 01.03.08, 01:11
          • czysty_jogurt Re: prl była winna, że cicotka charkała do tuszu? 01.03.08, 02:32
            A w PRL nie doksztalcili w jezyku polskim? A moze jestes dopiero w klasie ....
            (miejsce na wpisanie).
            • referee Re: prl była winna, że cicotka charkała do tuszu? 01.03.08, 23:54
              Odezwalo sie paru burakow i bylych komuchow co bronia PRL.
              Porownania nie maja bo nic poza PRL nie widzieli. Ja to porownanie
              mialem.Jestem rocznik 68.W komunie zylem do 1987.Po roku pobytu w
              Danii,Niemczech wyemigrowalem do Kanady.Powiem tylko,ze w kazdym z
              tych panstw higiena byla na wyzszym poziomie jak w PRL.
              Pamietam,ze bardzo nietypowe w latach 70 tych bylo dla moich
              kolegow,kolezanek,znajomych,ze ja,moje rodzenstwo i rodzice
              korzystamy z kapieli i prysznica srednio dwa razy dziennie i
              codziennie musimy myc wlosy.Bylem wtedy w szkole podstawowej z tego
              powodu posmiewiskiem.
              Srodki czystosci mielismy z Wegier,Czech-po ktore jezdzili rodzice
              ze znajomymi a pozniej takze ja. Do tego tatus pracowal "na tak
              zwanych kontraktach" przez co zaopatrywal dom takze w srodki
              czystosci.
              Dodalbym na koniec,ze moja decyzja zlozenia wniosku o azyl
              polityczny i emigracji,byla powodowana niechecia do komunizmu i
              obawa o zdrowie,zycie.Ale mozna smialo stwierdzic,ze to komunizm
              spowodowal,ze takze higiena w PRL byla na niskim poziomie,czyli to
              takze byl powod mojej emigracji.
              • gienka1957 Re: prl była winna, że cicotka charkała do tuszu? 02.03.08, 02:37
                ja jestem rocznik 57 więc widziałam więcej.wyjechałeś jako młody człowiek więc
                nic naprawdę nie przeżyłeś w Polsce. Zachłystnąłeś się dobrobytem i po prostu
                zwiałeś.W twoim wieku normalne było że ci się tłuściły włosy i dzisiaj nie
                pomógłby ci Palmoliw tylko dermatolog. Wolno każdemu wspominać co utkwiło w
                pomięci a burak to jesteś ty. kultury "'mniej niż zero".
                • kitjensen Re: prl była winna, że cicotka charkała do tuszu? 03.03.08, 22:10
                  wyjezdzalam do Berlina na handel papierosami, wodka,niemowlecmi
                  cichami chinskimi,serkami topiomymi z PL, stalo sie z tym na bazarze
                  i sprzedawalo turczynkom lub Jugolom.za zarobione pieniadze szlam do
                  ichniejszego Rosmana ,a tam myslalam ,ze snie patrzac na bogactwo
                  kosmetykow .za zarobione pieniadze nakupowalam Kalodermy-kremy, Fa
                  dezodoranow, Jade -kosmetykow .natomiast w Polsce pod koniec lat 80
                  byly fajne polskie dezodoranty z nutami na butelkach i roznymi
                  zapachami,krem na tradzik tez byl -Gracja i toniki szlwiowe.wcale
                  nie bylo zle. a w latach 70 byly pianki do opalania nowosc z
                  miraculum , i dezodoranty Consul.przemysl kosmetyczny byl rozwiniety
                  tylko ludzie nie barzo do mycia sie garneli no i byly braki ale
                  mydlo zawsze sie znalazlo.
    • hermiona2-2 Re: Higiena w PRL 14.04.08, 13:21
      faktycznie tak bylo! Niezly opis kolejkowania po tego typu artykuly
      pierwszej potrzeby znalazlam w ksiazce "Gra w kapsle czyli
      autolustracja dziecka PRL-u", nabytej nomen omen na www.dzieckoPRL-
      u.pl ;)
      Paczka ligniny zamiast waty i to po jednej sztuce na osobe!!!
      Hitem bylo mydlo "zielone jabluszko" i szampon "Familijny" w
      plastikowej butelce... po ktore stalo sie w kilometrowych
      kolejkach...
      Ale teraz mamy dobrze :) :) :)
      Jest tez opis polskiej wsi z drewniana ubikacja za stodola... a
      siusiu do ogrodka przed domem...
      • luccio1 Re: Higiena w PRL 14.04.08, 15:00
        Jeszcze w l. 50./60. była rozpowszechniona "szkoła" savoir-vivre, według której,
        kiedy się było zaproszonym do kogoś na obiad czy kolację (np. imieninową), "nie
        wypadało" korzystać z toalety gospodarzy.
        Należało albo donieść wszystko z powrotem do domu, albo załatwić się gdzieś
        podczas drogi powrotnej...
        • ewa9717 Re: Higiena w PRL 14.04.08, 15:10
          Chyba bardzo lokalny ten "sawułar"! U nas normalnie korzystano z
          łazienek, i na wizycie, i na wyjeździe.
          • horpyna4 Re: Higiena w PRL 14.04.08, 19:12
            Nie tyle lokalny, co XIX-wieczny, kiedy to dobrze wychowane panienki
            w ogóle nie robiły siusiu ani kupki...
            • luccio1 Re: Higiena w PRL 27.06.08, 22:00
              Według tej samej pokręconej logiki cmentarz jest miejscem tak świętym, że nie
              godzi się, by na jego terenie i w jego pobliżu znajdowało się coś tak z
              definicji odrażającego i "nieczystego", jak toaleta (ustęp, klozet, WC - jak
              zwał...).

              Stąd brał się schemat zachowań powtarzany w milionach przypadków przed wojną,
              podczas okupacji, no i w czasach PRL:
              formowanie konduktu przed pogrzebem, ostatnie kondolencje po, w obu przypadkach
              długie, długie stanie przed bramą cmentarza -
              w tym czasie panie w czerni, z welonami i woalkami przy kapeluszach, pojedynczo,
              po dwie opuszczają dyskretnie zgromadzenie, udając się
              "w cień" śmietnika ulokowanego obok bramy; tam, dyskretnie dla współżałobników,
              za to na oczach przypadkowych przechodniów, załatwiają się na kocie łby, kostkę,
              beton, asfalt, albo też na gnijące kwiaty i uschłe wieńce... W końcu - jaka
              sprawa: śmietnik od tego jest śmietnikiem, żeby na nim śmierdziało.
              Tak było zwłaszcza na cmentarzach małomiasteczkowych.
              Tak jest do dziś na Cmentarzu Salwatorskim - tym najlepszym wśród cmentarzy
              Krakowa, gdzie po pogrzebie różne nobliwe panie, zanim wsiądą do eleganckich
              samochodów - kucają pod murem cmentarnym wzdłuż parkingu.
              • syswia Re: Higiena w PRL 28.06.08, 00:36
                Czy Ty masz fetysz? Kobiety zalatwiajace sie na ulicy?
                Tego juz nie da sie zdzierzyc. Slowo honoru.
                • tamsin Re: Higiena w PRL 28.06.08, 00:49
                  syswia napisała:

                  > Czy Ty masz fetysz? Kobiety zalatwiajace sie na ulicy?
                  > Tego juz nie da sie zdzierzyc. Slowo honoru.
                  >
                  Nie dalo sie zdzierzyc tych kobiet zalatwiajacych sie na ulicy.
                  Gowna pod blokiem i w klatkach schodowych to nie tylko
                  robota "meska", nietety.
                  • syswia Re: Higiena w PRL 28.06.08, 23:18
                    OK Tamsin, faktycznie, latanie po miescie zeby znalezc publiczna
                    toalete, nie wspominajac jej stan fajne nie bylo.
                    Ale czy kazdy watek musi skrecac na kobiety unoszace halki w celu
                    wyproznienia sie????
                    • tamsin Re: Higiena w PRL 29.06.08, 16:03
                      a to, ze troche tego za duzo to sie zgadzam :-)
                      • syswia Re: Higiena w PRL 01.07.08, 02:16
                        ;P
                • the_dzidka Re: Higiena w PRL 14.07.08, 13:40
                  Matko, myślałam, że już przestał tym epatować. Zaczynam podejrzewac
                  koprofilię...
              • tamsin Re: Higiena w PRL 28.06.08, 00:46
                niestety obesrane mury cmentarne to nie tylko zjawisko polskie czy
                PRL-owskie. Wystarczy wybrac sie do Normandii i przejsc sie wzdluz
                cmentarza kolo Omaha Beach, co prawda pod plot nie biegna ludzie z
                konduktu pogrzebowego bo cmentarz nie ma juz takich, ale plazowicze,
                ktorzy nie krepuja sie wystawic swoje cztery litery w kierunku
                prawie dziesieciu tysieczy pochowanych zolnierzy.
              • hajota Re: Higiena w PRL 28.06.08, 00:57
                luccio1 napisał:

                > Według tej samej pokręconej logiki cmentarz jest miejscem tak świętym, że nie
                > godzi się, by na jego terenie i w jego pobliżu znajdowało się coś tak z
                > definicji odrażającego i "nieczystego", jak toaleta (ustęp, klozet, WC - jak
                > zwał...).

                Na Cmentarzu Wojskowym w Warszawie jest WC, i to całkiem porządne, nie strach
                skorzystać.
                A w maleńkiej miejscowości Dys pod Lublinem, gdzie pochowany jest mój
                pradziadek, jest przy murze cmentarnym klozet typu sławojka. Prymitywny, ale jest.
    • masandra6 Re: Higiena w PRL 13.08.08, 17:13
      Cieliste rajstopy, przez które prześwitywały gęsto zarośnięte kobiece nogi.
      Nawet miałam taką fazę w wieku kilku lat, że bawiąc się w szkołę, sklep czy
      przychodnie malowałam na nogach kreski. Ależ to było pracochłonne.
      Kolonijne dyskoteki, na które obowiązywał szalowy strój. Niektóre szczęściary
      posiadały kredki do oczu, lakier do paznokci, a nawet dezodorant. Czasem
      pożyczały swoje dobra. Tak wymalowane 10-14 latki biegły na świetlicę z
      nadzieją, że zatańczą z NIM wolnego. Jakoś żadnej nie przychodziło do głowy
      wskoczenie pod prysznic (łazienki w pokojach) o myciu zębów nawet nie wspomnę.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka