Dodaj do ulubionych

Higiena w PRL

25.01.06, 10:17
Niestety nie było Always)), zamiast pampersów były jednorazowe pieluchy,
lignina, obleczona w "powłoczkę" z delikatnego papieru, bardzo drogie.
Brak np.plynu do kąpieli, przywieziony z NRD pachnący, dawkowałam jak
drogocenny płyn))).A mydła? Fuj)))
Obserwuj wątek
    • horpyna4 Re: Higiena w PRL 25.01.06, 11:45
      Najlepsze było mydło "Turystyczne", bo świetnie nadawało się jako środek przeciw
      molom. Pamiętam, jak bodajże Ekspres Wieczorny potwierdzał, że "żaden turysta
      tego zapachu nie zniesie, a co dopiero mól, stworzenie delikatne".
      A Siedem Kwiatów? Brrr...
      W ogóle w tamtych czasach mydła były zbyt alkaliczne. Najlepiej było myć się
      mydłem dla niemowląt.
    • zoraz Re: Higiena w PRL 25.01.06, 12:34
      Ze względu na traumatyczne wspomnienia niechętnie wracam pamięcią do tych problemów. No bo jak tu żyć z myślą, czy zdążą "rzucić" watę lub choćby ligninę. ? Przecież tego poprostu nie było w sklepach. Czasem pojawiały się "podpaski" - było to coś co przypominało wypełnienia starych kołder, czy kurtek, takie ni to wata, ni szarpane ścierki, w oplocie z gazy, to miał być luksus, ale we mnie budził obrzydzenie.
      • horpyna4 Re: Higiena w PRL 25.01.06, 18:44
        Okres kartkowy, to końcówka PRL-u. Ale poprzednio, przez długie lata, higiena
        też była traktowana, jak burżuazyjny przeżytek. Przypominacie sobie kibelki
        publiczne z głębokiego PRL-u? Powiedzcie młodzieży, jakim luksusem był papier
        toaletowy. Nie uwierzą. A hotele czy domy wycieczkowe bez możliwości umycia się?
        Rzadkością były pokoje hotelowe z łazienkami, czasem była jedna łazienka na cały
        hotel i oczywiście trzeba było za użycie dodatkowo zapłacić. No, ale skoro ktoś
        ma takie fanaberie, to niech płaci, burżuj jeden.
        A te opłaty były tak naprawdę niewielkie, można było spokojnie dodać je do ceny
        pokoju i pozwalać ludziom normalnie się myć. W sumie to hotelom by się nawet
        opłaciło, bo każdy by zapłacił, a umył się tylko ten, co odczuwał potrzebę.
        Tymczasem w latach bodajże siedemdziesiątych wyprodukowano zarządzenie, że płaci
        się również za korzystanie z natrysków w schroniskach i domach wycieczkowych.
        W praktyce wyglądało to tak: natryski były "hurtem" zamykane i klucz dostawało
        się... do kilku na raz. Bo osobne kabiny nie były już zamykane. I jak ich było
        nawet dziesięć, to jak ktoś się mył, dziewięć nie było wykorzystywane.
        • tamsin Re: Higiena w PRL 25.01.06, 22:18
          higiena to czesto miska z woda i scierka do podtarcia podpach, taka byla
          higiena, bo na codzien przeciez nikt nie bedzie lal calej wanny wody zeby
          sie "obchlapac", sobota to co innego, na niedziele trzeba bylo byc czystym.
          O podpaskach i higienie intymnej to nie ma co wspominac bo pamietam nawet jak
          nasza "higienistka" w szkole opowiadala historyjke (uswiadamiajac nas
          jednoczenie o potrzebie higieny), jak w jakims zakladzie pracy ktos sobie zart
          zrobil i oglosil ze dzisiaj wszystkie kobiety do sprawdzenia ida, a babki nie
          wiedzialy czy za glowe maja sie zlapac czy za gacie, i wielki placz byl, ze bez
          uprzedzenia to nie mozna.
          • zoraz Re: Higiena w PRL 26.01.06, 13:22
            No waśnie, może nie koniecznie "sprawdzanie" ale pamiętam że zawsze horrorem w szkole był okrzyk, że dziś pielęgniarka nas będzie oglądać. Moim zdaniem to szczyty chamstwa, tak bez zapowiedzi. Nie od dziś wiadomo, że człwiek jak już się pokazuje to chciałby z jak najlepszej strony, więc co szkodziło uprzedzić, by człek te barchany codzienne zamienił na nabożnie chowane w szufladzie na lepsze okazje - koronki z paczki, na ten przykład :/
              • horpyna4 Re: Higiena w PRL 27.01.06, 11:15
                To był powód, dla którego leczyłam zęby prywatnie, żeby nie dać sobie bardziej
                zaszkodzić. Ale i tak sama kontrola była dość obrzydliwa, bo narzędzia wsadzane
                do dzioba nie były właściwie dezynfekowane. Fuj!
                • aga305 Re: Higiena w PRL 27.01.06, 12:24
                  ja pamietam ze w podstawowce zawsze na poczatku roku szkolengo wszystkich
                  obowiazkowo brali na przeglad zebow i potem jak ktos nie przychodzil dobrowlnie
                  to go brali sami na lekcjach.
                  A fluorowanie zebow, w smierdzacej szkolnej lazience, jak ktos nie mial
                  szczotki to dosawal zel na palucha. Sama higiena :-)
                  Jeszcze pamiętam wychodki publiczne szczegolnie na dworach (slynne dziury w
                  podlogach, jak ktos nie trafil to potem bylo super:-) wiadomo nikt tego nie
                  sprzatal przez caly dzien.
                  Ja jako dziecko strasznie sie dziwilam dlaczego nie ma normalnych muszli
                  klozetowych tylko te ohydne dziury w podlogach. Ale to chyba przez ta
                  szczególną "dbałość o higienę"
                  • zoraz Re: Higiena w PRL 27.01.06, 12:31
                    Pamiętam z czasów późnoszkolnych, że dentysta szkolny robił to, na co mu narzędzi starczało. Jak "wyszły" czyste wiertła, a zostawały prawe dolne kleszcze to trzeba było sobie robótke znaleźć. Kolega w wieku licealnym poszedł do dentystki z bólem zęba, a ta nie mogąc mu pomóc nie puściła go wolno, tylko dopasowała sobie inny ząb do aktualnie posiadanych kleszczy. Chłopak uciekł przytomnie a kobitka poleciała do wychowawcy. Potem sprawa niesubordynacji poruszana była na wywiadówce.
                    Ale co tam niesubordynacja, grunt, że ząb został uratowany i prywatnie obydwa zostały zaplombowane.
                    Powiem szczerze, że jak teraz to piszę, to aż sama sobie nie chcę w to wierzyć.
                    • tamsin Re: Higiena w PRL 27.01.06, 18:48
                      tak wiele z moich kolegow/kolezanek stracilo trzonowe zeby w wieku szkolnym!
                      Pamietam wracali z paczka waty w buzi i szczerba na lekcje :-( Moja mama na
                      szczescie napisala mi "usprawiedliwienie", od leczenia zebow i mnie nie
                      wywolywali na przymusowe borowania z lekcji. Prywanie tez za PRL-u nie bylo
                      najlepiej ale nie zupelna tragedia :-(
                      • samica1 Re: Higiena w PRL 27.01.06, 18:55
                        A ja teraz wydaję grubą kasę na naprawianie zębów po leczeniu szkolnym,
                        spółdzielczym i prywatnym peerelowskim. Cud, że mi cokolwiek zostało. Plomby
                        wypadały po miesiącu, bywało jakieś zatruwanie, po czym dentystka szła na
                        wielomiesięczny urlop macierzyński, przychodziła nowa, nowy przegląd
                        wszystkich, nowe karty, wywoływanie znienacka w trakcie lekcji... Czasem w
                        trakcie potrafili prąd wyłączyć. Koszmar, który do dziś mi się śni.
                        • daria45-net Wszy! 06.04.08, 20:10
                          Nie wiem jak jest teraz ale w PRL-u dzieci i dorosli /a jakze/ byli
                          zawszeni. Z kolonii nie rzadko wracalo sie z wszami i dopiero w domu
                          byla walka szczegolnie gdy byly dlugie wlosy. Pozniejjuz jako
                          nastolatka pracowalam w salonie fryzjerskim. O litosci ile
                          te "damesy" mialy tego zwierzynca we lbach.
                          • tamsin Re: Wszy! 07.04.08, 00:55
                            moj kolega mi opowiadal jak wstapil w Legnicy (cos okolo 1979 -1980
                            roku) do fryzjera. byla przed nim kolejka cos z pieciu facetow,
                            fryzer usadzal klienta na fotelu bral gesty grzebien i po chwili
                            krzyczal "gesto! nastepny!" i tak tych pieciu zostalo skwitowanych i
                            jak kolega (caly spocony) usiadl na tym fotelu po tej przeprawie to
                            byl pewien, ze tez bedzie "gesto i nastepny" ale zostal jako jedyny
                            czekajacy ostrzygniety.
                          • eboniet Re: Wszy! 01.07.08, 14:30
                            wszy wcale nie sa/byly domena PRL. Np. w Holandii wszawica jest
                            traktowana niemal na rowni z chorobami wieku dzieciecego - na
                            zasadzie - chodzi do szkoly to i wszy bedzie mialo... Niemal kazdy z
                            moich holenderskich znajomych (mieszkam w NL) mial wszawice jako
                            dziecko, i nie traktuje tego jak cos wstydliwego:-)

                            a na obrone dentystow szkolnych w PRL dodam, ze w roku 1979 mialam
                            zaplombowane dwa zeby trzonowe przez pania dentystke szkolna - do
                            tej pory plomby sie trzymaja, a moj aktualny dentysta na moje
                            niesmiale prosby o ewentualna ich wymiane patrzy na mnie jak na
                            wariatke i kwituje, ze nie widzi potrzeby:-)

                            pamietam, ze mojej Babci zepsula sie pralka Frania (z wyzymaczka) i
                            nikt nie potrafil jej naprawic! Poniewaz kupno nowej graniczylo z
                            cudem (przelo lat 70 i 80) zmuszona byla do prania recznego w
                            wiekowej, wyciagnietej z piwnicy balii z tara przy uzyciu platkow
                            mydlanych (okoliczna pralnia miala zla reputacje odkad sasiadka
                            przyniosla kolonie prusakow w zwojach swiezo wypranej bielizny
                            poscielowej)...
                            Teraz bardzo zaluje, ze te balie z tara wywalilam po smierci Babci...
                      • samica1 Re: Higiena w PRL 27.01.06, 19:00
                        A dezodoranty? Pierwsze pamiętam z doświadczenia z końcówki lat 80. Moja
                        koleżanka nie do końca zdając sobie z tego sprawę używała... męskiego.
                        W ogóle, czym pachniały kobiety? Moja babcia miała jakąś wiekową flaszeczkę z
                        czymś, co pachniało fiołkami. Dzisiaj podejrzewam, że KIEDYŚ to były perfumy,
                        może nawet zachodnie, a potem to już tylko zapach uzupełniany wodą. Używała
                        tego na święta. Mama miała buteleczkę z prawdziwą konwalią w środku. Też od
                        święta.
                        Czy kobiety goliły pachy na przykład? Nogi, wiem, że nieszczególnie, to była
                        raczej fanaberia - depilatory były uchwytne w peweksach:)
                        • tamsin Re: Higiena w PRL 27.01.06, 19:14
                          nikt nic nie golil! W tramwaju w srodku lata jak sie kobiety zlapaly rury do
                          trzymania, to czasami wygladalo to jakby kocura pod pacha mialy, spoconego na
                          dodatek! A nogi?? Absolutnie nie, na basenach nawet spod bikini wylazila
                          doslownie "broda" co poniektorym kobietom. Jak sobie to przypomne, to smiac mi
                          sie chce, ale takie byly "naturalne" czasy PRL-owskie.
                          • zoraz Re: Higiena w PRL 30.01.06, 11:04
                            Kobiety pachniały kobietami, mężczyźni - mężczyznami, i nikomu to nie przeszkadzało, bo śmierdziało równo i sprawiedliwie :D.
                            Gorzej, że było sporo takich, co na mydło nie wydawali pieniążków. W owych czasach nigdy nie korzystałam z komunikacji miejskiej, w godzinach porannych było tak ciasno i śmierdząco, że można było omdleć :(
                            • samica1 Re: Higiena w PRL 30.01.06, 12:14
                              zoraz napisała:

                              > Kobiety pachniały kobietami, mężczyźni - mężczyznami>

                              No, to wykrywalność przestępstw na podstawie śladów zapachowych mogła być
                              całkiem spora :))))
                            • stworzenje + sztuczne ciuchy 22.02.08, 11:09
                              o sporo takich, co na mydło nie wydawali pieniążków. W owych czas
                              > ach nigdy nie korzystałam z komunikacji miejskiej, w godzinach porannych było t
                              > ak ciasno i śmierdząco, że można było omdleć :(

                              niestety do tego sztuczne stylony jakie nosili ludzie,one po paru godzinach
                              dawaly taki luksus spod pachy brrrr.
                          • eeela Re: Higiena w PRL 17.02.08, 13:47
                            Jak sobie to przypomne, to smiac mi
                            > sie chce, ale takie byly "naturalne" czasy PRL-owskie.

                            Moda na golenie weszla w USA pod koniec lat siedemdziesiatych. Do nas po prostu
                            pozniej dotarla. Nie rozumiem, z czego tu sie smiac - z natury? Z opoznienia w
                            modzie?
                          • hooda Re: Higiena w PRL 20.02.08, 11:01
                            Niedawno po raz kolejny ogladalam Nie ma mocnych i jest tam scena,
                            kiedy Ania nie moze spac, chodzi w koszulce bez rekawow, odgarnia
                            wlosy z czola a pod pacha.... krzaki wlosow:-)) nie moglam az
                            uwierzyc i kila razy cofalam do tego momentu aby sie upewnic... :-)
                            szok...:-)
                              • horpyna4 Re: Higiena w PRL 02.03.08, 12:03
                                A pamiętacie depilatory za wczesnego peerelu? Zanim pojawiły się
                                kremy depilujące, trzeba było owłosione nogi golić tępą żyletką,
                                albo używać depilatora mechanicznego. Była to szeroka opaska z
                                drobnoziarnistego papieru ściernego, zakładało się ją na dłoń i
                                kolistymi ruchami szorowało skórę na nogach. Po prostu horror.
                                Wedle reklamy miało to "usuwać włosy i najdrobniejszy meszek".
                            • tzilreb Re: Higiena w PRL 02.04.08, 21:30
                              a to jeszcze nie wszystko ,wystarczyło się przemyć pod pachami i tyle a tutaj
                              nie wiem jak wy ale ja zawsze mam rexone skin care w plecaku i albo po wf albo
                              po zajęciach sportowych obowiązkowo sie psikam i nie ma problemu że jest gorąco,
                              bo nie tylko ladniej się pachnie ale i człowiek mniej sie poci
                          • zigzaur Re: Higiena w PRL 21.01.09, 10:42
                            W owych czasach kobiety nie goliły nóg, fama głosiła że owłosione damskie
                            podudzia dowodzą dużego temperamentu.
                            Golenie włosów łonowych mogło występować co najwyżej w środowisku tzw.
                            "dewizówek" czyli "pracownic eksportu wewnętrznego" - patrz kilka odcinków
                            serialu "07 zgłoś się". Wiele kobiet miało problemy z akceptacją własnego ciała:
                            znam przypadek, gdy pewna dziewczyna nie chodziła na plażę z powodu tzw.
                            hirsutyzmu. Znam przypadek, gdy pewna jasna blondynka wstydziła się skąpego
                            naturalnego owłosienia.
                        • wrednamagda2 Re: Higiena w PRL 02.03.08, 16:23
                          moja babcia ma do tej pory taką buteleczkę z konwalią, śmierdzi
                          strasznie ale babcia nie wyrzuca "bo się przyda"
                          W ogóle u starszych ludzi można zaobserwować takie trzymanie na zapas
                  • luccio1 Re: Higiena w PRL 06.02.06, 09:46
                    aga305 napisała:
                    > Jeszcze pamiętam wychodki publiczne szczegolnie na dworcach (slynne dziury w
                    > podlogach, jak ktos nie trafil to potem bylo super:-).
                    Cóż tu mówić o wychodkach...
                    Pamiętam dobrze ulicę, niegdyś "moją", w samym centrum Krakowa. Było tam
                    miejsce ratujące z opresji: kącik przy ślepej ścianie kamienicy narożnej,
                    stojącej przy jednej z ulic głównych - wystarczyło tylko skręcić z tej głównej
                    ulicy i przejść kilkanaście kroków, by znaleźć się pod osłoną kiosku "Ruchu".
                    W tym miejscu mogłem w szczytowych latach kolejek: 1981, 1982 i później,
                    oglądać niemal codziennie o dowolnej porze dnia scenkę rodzajową "Matka Polka
                    na zakupach": obok kiosku, wówczas świecącego pustkami, stał głęboki wózek
                    dziecinny, obładowany dodatkowo siatami do granic możliwości, obok przytupywało
                    dwoje-troje dzieci starszych, zaś mama, osłonięta kioskiem i wózkiem zaledwie
                    symbolicznie symbolicznie, kucała na chodniku pod wspomnianą ślepą ścianą,
                    mając podkasaną spódnicę, majtki zrolowane na udach i większość bielizny na
                    wierzchu, łącznie z całą konstrukcją podtrzymującą pończochy: "żabkami",
                    podwiązkami, dolną częścią pasa...
                    Kobieta była wraz z dziećmi już kilka godzin poza domem, albo w drodze z jednej
                    kolejki do drugiej, albo wyszła z kolejki na chwilę i powinna była jak
                    najszybciej tam wracać. Do najbliższej podówczas czynnej toalety publicznej - w
                    Rynku Głównym, w Sukiennicach - miałaby pół godziny marszu, albo i więcej
                    (samochodu nie miała), a tam w Sukiennicach kilkadziesiąt schodów w dół, potem
                    te same schody pod górę - z wózkiem? z dziećmi? a jeśli samej, to jak zostawić
                    dzieci choćby na chwilę?
                    (Pytanie w tamtych czasach o możliwość skorzystania z toalety w lokalu kończyło
                    się nader często oświadczeniem: "toaleta tylko dla konsumentów!" - i palcem
                    wskazującym drzwi z powrotem na ulicę).
                    • zoraz Re: Higiena w PRL 06.02.06, 12:46
                      Ale czy naprawdę tak daleko odbiegliśmy od tamtych czasów?
                      W moim mieście jedyna tak naprawde dostępna toaleta jest w jedynym hipermarkecie. Ale ten jest na przedmieściach, tak samo jak stacje paliw.
                      zreszta pamiętam wycieczkę sprzed kilku lat do Kołobrzegu. W tamtejszym muzeum oręża polskiego pani kasjerka wspierana przez bileterke, ruszyły z energią godną wyższej sprawy, by wyprosić z toalety osobę, która czekając na grupę zwiedzająca, zapragnęła z tejże toalety skorzystać. Przedstawienia zaprawdę żenujące, zwłaszcza w przybytku kultury. Zreszta mam wrażenie że to właśnie w instytucjach budżetowych dostępu do toalet broni się najbardziej.

                • camel_3d Re: Higiena w PRL 21.02.08, 08:50
                  > Ale i tak sama kontrola była dość obrzydliwa, bo narzędzia wsadzane
                  > do dzioba nie były właściwie dezynfekowane. Fuj!


                  no i nie umarlas:))) straszne nie:)
        • camel_3d Re: Higiena w PRL 21.02.08, 08:42
          horpyna4 napisała:

          > Okres kartkowy, to końcówka PRL-u. Ale poprzednio, przez długie lata, higiena
          > też była traktowana, jak burżuazyjny przeżytek.

          Tu sie mylisz. Po porstu inne czasy i podejscie do higieny bylo tez inne. Nikt
          tego nie traktowal jak przezytku..
          Poza tym to wlasnie burzuazja to baly ta sfera, ktora miala wczesniej klopoty z
          toaleta i higiena. Kapiel ran na 6 miesiecy i ciagle perfumy. Ludzie na wsiach
          myli sie kazdego dnia... a latem biegali do rzeki czy jeziora.

          >Przypominacie sobie kibelki
          > publiczne z głębokiego PRL-u? Powiedzcie młodzieży, jakim luksusem był papier
          > toaletowy.


          Kibelki publiczne..jak wygladaly. No tak jak wygladaly..ale to glwonei zasluga
          spoleczenstwa chlopo-robotniczego.
          Papier toaletowy tez byl:) na talony..ale pomysl, ze wczesneij byly gazety:)))
          i palec:)

          >A hotele czy domy wycieczkowe bez możliwości umycia się
          > ?

          Nie bylo takich. Zawsze byla toaleta i prysznice na pietrze.


          > Rzadkością były pokoje hotelowe z łazienkami, czasem była jedna łazienka na cał
          > y
          > hotel i oczywiście trzeba było za użycie dodatkowo zapłacić.

          Serio? My sporo czasu spedzalismy w hotelach i zawsz ebyly pokoje z lazienkami.
          Albo PRZYNAJMNIEJ ze zlewikiem. Toaleta byla albo na pietrze, albo na caly
          hotel, ale mial wtedy 4 pokoje:) Dom goscinny.

          Tylko ja pamiatam koncowke PRL lata koniec 70 i poczatek 80

          Moze wczesniej bylo inaczej.
          • horpyna4 Re: Higiena w PRL 23.02.08, 14:03
            To, co opisałam, to druga połowa lat siedemdziesiątych. Podaję
            konkretny przykład:
            Hotel w Iławie na strychu kamienicy. Pokoje bez bieżącej wody,
            przynoszona w wiadrach. Miednica na taborecie i drugie wiadro na
            brudną wodę. Na szczęście po drugiej stronie korytarza był kibelek,
            może zresztą pokoje koło niego miały bieżącą wodę, tego nie wiem.
            Ale po mojej stronie nie było takowej. Prysznica w hotelu nie było
            wcale.
            Mniej więcej w tym samym czasie moi rodzice nocowali w hotelu w
            Lubartowie. Kanalizacji nie było, tylko sławojka na podwórzu.
            W tamtych czasach został wydany informator hotelowy, który kupiłam,
            jako osoba dużo podróżująca. Były w nim hotele, schroniska, campingi
            i stanice wodne z wyszczególnieniem nie tylko ilości pokoi i łóżek,
            ale również takich udogodnień, jak łazienki, natryski, czy w ogóle
            bieżąca woda.
            Szkoda, że tego nie zachowałam. Niezłe świadectwo tamtych czasów.
            Pamiętam tylko, że hotele z przyzwoitymi warunkami sanitarnymi były
            w zdecydowanej mniejszości.
            A treść informatora była zgodna z prawdą. Wiele tych miejsc
            przetestowałam.
    • default Re: Higiena w PRL 31.01.06, 12:12
      Jak zaczęłam sobie w wieku ok. 17 lat (czyli koniec lat 70-tych)golić pachy i
      nogi, to moja mama osłupiała ze zgrozy. Przede wszystkim nie rozumiała celu i
      sensu tych zabiegów, a po drugie straszyła mnie jakimiś bliżej nieokreślonymi
      konsekwencjami zdrowotno-estetycznymi, które mi grożą, jeśli nie zaprzestanę
      tych wyuzdanych praktyk.
      Pamiętam, że i ona i ja również używałyśmy dezodorantu w kulce p.t. Roma, był w
      szklanej buteleczce z kulką, był różowawy i miał dziwny zapach (może nie tyle
      nieprzyjemny, to raczej taki bardziej chemiczny niż kosmetyczny), ale był
      skuteczny, to fakt. Produkował go jakiś prywatny warsztacik, zlokalizowany w
      garażu pewnej willi na pl. Lelewela w W-wie. Trwało to wiele, wiele lat i kiedy
      zakładzik upadł, okazało się, że mam do wyboru - albo się rujnować w Pewexie
      albo śmierdzieć, bo zarówno nie używanie dezodorantu w ogóle, jak i używanie
      dezodorantów dających się upolować na rynku daje ten sam efekt. Może nawet
      lepiej wychodzi pachnieć sobą ;-). Pamiętam taki dezodorant Basia, był w
      zwykłej szklanej butelce z zakrętką, bez żadnej kulki czy atomizera, po prostu
      nabierało się nieco wściekle zielonego płynu na dłoń i smarowało wybrane części
      ciała. Zapach toto miało przypominający skrzyżowanie podłego szamponu do włosów
      z kremem nivea z dominującą nutą maści linomag. Piękne.
      • samica1 Re: Higiena w PRL 01.02.06, 12:28
        No, tak - golenie rzekomo miało powodować odrastanie włosów w postaci mocnej,
        gęstej, kręconej sierści.


        < Zapach toto miało przypominający skrzyżowanie podłego szamponu do włosów
        >
        > z kremem nivea z dominującą nutą maści linomag. Piękne.

        O BOŻE.
        Komuno, nie wracaj.
          • tamsin Re: Higiena w PRL 01.02.06, 22:16
            a wlosy dziewczynom czesto pachnialy occtem, bo plukanka octowa po umyciu
            wlosow to jedna z metod na blyszczace wlosy po umyciu je zwyklym mydlem
            np. "szary jelen". Dosyc popularna metoda chyba z powodu braku szamponow, a
            moze jeszcze wczesniej stosowana.
            • samica1 Re: Higiena w PRL 02.02.06, 00:30
              Matko jedyna. Przypomniało mi się jeszcze, jak z braku szamponów się odświeżało
              włosy.
              Mianowicie ubić można było białko, wetrzeć we włosy, wysuszyć, rozczesać...
              Były matowe i sianowate, i ten ocet - ewentualnie jak się zdobyło, woda z
              sokiem z cytryny - miał dodać nieco połysku.
              Przepis z Filipinki:)
              • horpyna4 Re: Higiena w PRL 02.02.06, 11:01
                A z braku preparatów do układania włosów używano piwa albo wody z cukrem. Włosy
                nakręcano na wałki, a po wysuszeniu układano. Tapirowanie było obowiązkowe.
                  • alcoola Re: Higiena w PRL 02.02.06, 13:43
                    A mi się przypomniało, w jaki sposób można było uzyskać sztuczną opaleniznę. O
                    solariach ani o kremach samoopalających to nawet nikt nie słyszał, więc
                    przyrządzało się roztwór nadmanganianu potasu i tym roztworem należało
                    nasmarować ciało. Cała sztuka polegała na tym, że by zrobić to równomiernie,
                    inaczej zamiast pięknej opalenizny otrzymywało się paskudne smugi i zacieki :))
              • luccio1 Re: Higiena w PRL 02.02.06, 17:39
                Przypomniał mi się z głębokiego dzieciństwa (ok. 1960) "szampon jajeczny" w
                zgrzewanych woreczkach z grubej folii, przypominających maleńkie poduszeczki.
                Kolor tego był taki, jak żółtka w jajku. Oczywiście po myciu należało spłukać
                włosy wodą z octem.
                Pamiętam też "szyszki kąpielowe" - były wypełnione jakimś zapachem pseudoleśnym
                w proszku. Można było bawić się w wannie taką szyszką, tak długo, aż woda nie
                przegryzła plastykowego (?) "szyszkowatego" opakowania i proszek ze środka nie
                dostał się do wody.
                  • aga305 szyszki zapachowe i szampon jajeczny 07.02.06, 13:30
                    A ja pamietam szyszki w szklanych opakowaniach w ksztalcie szyszki zawartość
                    zółta i pamiętam że raz nawet spróbowałam zawarości i miala smak słono -
                    mydlany. A szampony w poduszeczkach faktycznie byly i kupowało je sie na sztuki
                    lub caly taki dlugi pasek poduszeczek. Fajne byly.
                  • edavenpo Re: Higiena w PRL 10.02.06, 13:54

                    Perfumy 'Byc Moze' w malenkich buteleczkach ktore byly podrobka Chanel 5.
                    Smrodex na maxa.

                    Szampony w podluznych butelkach - pokrzywowy, rumiankowy, Bambino, zolty w
                    szklanej, pozniej plastikowej butelce.

                    Kto pamieta szampon Familijny, ktory byl w butelce jak do plynu do mycia naczyn?
                    Odcinalo sie cypelek w nakretce i nie mozna bylo go juz zakrecic...

                    Zero odzywek do wlosow (byla jedna, nazywala sie Eurydyka ale ciezko bylo dostac
                    Jako dziecko nienawidzilam mycia wlosow bo nie mozna bylo ich rozczesac i
                    strasznie bolalo rozczesywanie poplatanych mokrych wlosow.

                    Szczytem luksusu bylo mydlo Fa przywozone z Niemiec.

                    Spocone wlosy pod pachami to norma, futro na nogach przebijajace przez rajstopy.

                    Jak moj brat zaczal pod koniec lat 80-tych uzywac kremu do twarzy Nivea to moj
                    ojciec martwil sie ze moze brat jest homoseksualista bo facet mial miec sucha,
                    luszczaca sie skore i powinny mu koniecznie smierdziec stopy.
                              • zoraz Re: Higiena w PRL 12.02.06, 15:55
                                Przede wszystkim to w wojsku przysługiwały buty po poprzedniku, który wyszedł do cywila. Nie wiem czy oficjalnie, ale tak było w rzeczywistości. Pamiętam też że w wojsku mój facet poprostu śmierdział. A własciwie nie on a mundur "wyjściowy", które chyba nigdy nie podlegało praniu i diabli wiedzą ile osób wcześniej toto nosiło :(
                                Ciekawe jak jest teraz? Pewnie gdyby nie rzeczy przyniesione z domu, byłoby tak samo :)
                                • horpyna4 Re: Higiena w PRL 12.02.06, 17:27
                                  A tak, pamiętam. Z wojska wychodziło się z grzybicą stóp.
                                  A przy okazji przypomina się pewien dowcip, nie pamiętam, czy jeszcze radziecki,
                                  czy już rosyjski. W wojsku zamierzano wprowadzić standardy amerykańskie i
                                  dowódca powiedział żołnierzom, że teraz będą codziennie zmieniać bieliznę.
                                  Trzeba więc było ustalić, kto z kim.
                                  • zoraz Re: Higiena w PRL 13.02.06, 12:17
                                    A do butów to denaturat wlewali, nie wiem czy wszędzie czy tylko lokalnie, ale miało niby na te grzyby pomagać.
                                    Swoja droga to ciekawe kto te grzybice po wojsku leczył. Do dziś ludzie uważaja to za wstydliwą chorobę i do "wstydliwego" lekarza nie p`ojdą, zwłaszcza panowie. Aa jak już pójdą i dowiedzą się o tym, że leczenie długotrwałe i kosztowne to rezygnują :(.
                                    Widać to po reklamach telewizyjnych wszelkich "cudownych" specyfik`ow na te przypadłóść, co to starczy tylko psik-psik i już po wszystkim. Sprowadzają do aptek tłumy zainteresowanych.
                          • tacx Re: Higiena w PRL 03.10.08, 16:53
                            > E tam, nie chodzi o onuce, tylko jak często mogli się myć i zmieniać bieliznę.
                            > Bo to było określone w jakichś przepisach.

                            Nie wiem co na to przepisy ale w LWP przepisem był humor podchorążego tudzie
                            zinnego kaprala. jak popędzili chłopa na poligon w zimie to i przez miesiąc
                            butow nie zdejmował jeden z drugim a co dopiero mówić o wymianie skarpet. Zdaje
                            sie raz na jakiś czas dostawał 2 pary i w przepisach było co i jak z nimi robić.
                            chodzi o to żeby grzyba nie dostać, nie poodparzać.
                            Dziadek opowiedział mi ze jak przed stanem wojennym pojechał na Ukraine to
                            złapał go tam jakiś wojak ruski i wytargał za klapy wrzeszcząc "co wy tam z ta
                            solidarnoscią wyrabiacie bo on juz od miesiąca spi w namiocie i butów zakazali
                            sciągać" W domyśle - sołdaty mieli być w gotowości na rozkaz eskapady do polski.
                            PRL był państwem stworzonym przez weteranów wojenych. Ludzi którzy
                            siermiężnośc wynieśli z radzieckiej armii tudzież okołowojskowych klimatów. Tak
                            też budowali zręby nowego państwa. Co tam mydło, woda i podpaski. Ważne czołgi,
                            rakiety i plany sztabowe. Po prostu takiemu gomułce nie mieściło sie wgłowie że
                            komuś moze przeszkadzać brak mydła czy cytryn. jaroszewicz - poczciwy ponoć
                            chłop ale jego pogląd na zapotrzebowania żywnosciowe ogranoczał się do smalcu
                            importowanego z krajów zaprzyjaźnionych i ziemniaków - importowanyh na potrzeby
                            eksportu wewnętrznego ;-)jaruzelski był światlejszy ale cóż... socjalizm był już
                            na łopatkach wtedy. Gierek coś tam świata zobaczył w belgii i trochę inaczej
                            podchodził do tych spraw. zreszta mentalność ludzi - ludzi w większości
                            chłopskiego pochodzenia poprzesiedlanych do miast była taka a nie inna.
                            Siermiężnosć prl była straszliwa. Ludzi jakby wykorzeniono z wszelkiego poczucia
                            estetyki i szacunku dla własnej cielesności czego swiadectwem są opisywane tutaj
                            wypadki smrodu i elementarnej dbałości o siebie.
                            krzaczory pod pachami - jeśli kogoś szokuje to musi być młody po prostu. starsze
                            babki do dziś się nie golą i jakoś żyją.
                  • grawol Re: Higiena w PRL 12.02.06, 19:33
                    Szyszki były rozpuszczalne jak najbardziej, bo otoczka była z żelatyny.
                    Pamietam, że nigdy nie mogłam się doczekać aż się sama rozpuści i jak już miękła
                    to robiłam w niej dziurkę.
                    A tak a propos szmponu jajecznego w poduszeczkach, to przypomniało mi się
                    jeszcze coś: olejek do opalania. Też występował w poduszeczkach, miał kolor
                    oleju silnikowego i to opakowanie było tak niewygodne, że zanim się człowiek
                    nasmarował, to wszystko było równo wytłuszczone. Ale zapach miał śliczny jak się
                    rozgrzał na słońcu!
                      • zoraz Re: Higiena w PRL 13.02.06, 12:11
                        Pamiętam olejek w małej szklanej buteleczce. Faktycznie - brązowy. Nie chciał sie dziad przez wąski otwór, wylwać, i trzeba było trzepać flaszką, aż sie człowiek umęczył i obryzgał wszystko w ko`lo :)
                        • horpyna4 Re: Higiena w PRL 21.02.06, 11:53
                          Nie wiem, czy już było, ale czy pamiętacie wszechobecny (z braku innych środków
                          dezynfekujących) "chlorek"? Czysty kibel MUSIAŁ tym śmierdzieć, bo nie było nic
                          innego.
                          • tamsin Re: Higiena w PRL 21.02.06, 17:24
                            ze srodkow higienicznych pamietam niesmiertelny proszek do kibla (chyba wlasnie
                            ten chlorek), butelke plynu do mycia okien w kolorze rozowym, oraz zmywak do
                            mycia naczyn, najczesciej zrobiony z podartych gaci barchanowych ;-)
                            • horpyna4 Re: Higiena w PRL 21.02.06, 20:09
                              Pamiętam ten różowy płyn, to był już jakiś postęp w dziedzinie mycia okien, bo
                              za wczesnego PRL-u go jeszcze nie było. A czy ktoś pamięta, jak on się nazywał?
                              Bo mi się "klapka zamknęła" i teraz będę się męczyć. Ten płyn to był pierwszy
                              na rynku środek do mycia szyb bez wody. A jak zaświeciło słońce, to na szybach
                              widoczne były porozmazywane prążki, praktycznie nie dawało się uzyskać czystego
                              szkła. Tyle, że przezroczyste, no i w cieniu nie było tego widać.
                              • luccio1 Re: Higiena w PRL 21.02.06, 21:14
                                Do mycia szyb okiennych był także kamień "solidol". Najpierw zbierało się
                                trochę materiału z powierzchni kostki mokrą szmatą, smarowało szybę, aż się
                                robiła mlecznobiała, nieprzejrzysta - gdy ów środek wysechł na szybie, zbierało
                                się go trąc mocno drugą szmatką - suchą. Można było uzyskać w ten sposób szybę
                                czystą, omal bez smug.
                                • zoraz Re: Higiena w PRL 22.02.06, 09:40
                                  U nas tę technikę ćwiczyło się za pomocą pasty do zębów. Lechia jej było? Taka tubka biała z niebieskim. Idealna jako pasta polerska do biżuterii np.
                                  Faktycznie nie zostawiało smug, ale co do skuteczności rózowego płynu to i teraz płyny do okien w sprejach zostawiaja mazie :( Nie ma bata, żadne polerowanie papierowymi ręcznikami nie pomoże :(
                                  • horpyna4 Re: Higiena w PRL 22.02.06, 11:17
                                    He, he, ta pasta miała jeszcze jedno zastosowanie, chociaż nie wiem, czy to by
                                    się nie nadawało do wątku o leczeniu. Otóż była świetnym lekiem przy wrzodach
                                    żołądka. Po prostu w razie bólu należało jej trochę zeżreć, nawet lekarze to
                                    zalecali. Bo to przecież była papka z kredy, bez żadnych dodatków.
                              • luccio1 Re: Higiena w PRL 29.01.08, 19:51
                                horpyna4 napisała:

                                > Pamiętam ten różowy płyn, to był już jakiś postęp w dziedzinie
                                > mycia okien, bo za wczesnego PRL-u go jeszcze nie było.

                                Oczywiście płyn "kryształ" na spirytusie. Nadawał się również do
                                zastosowania wewnętrznego (niektórzy używali go zamiast denaturatu).

                    • luccio1 Re: Higiena w PRL 29.01.08, 19:55
                      grawol napisała:
                      > przypomniało mi się
                      > jeszcze coś: olejek do opalania. Też występował w poduszeczkach,
                      > miał kolor oleju silnikowego i to opakowanie było tak niewygodne,
                      > że zanim się człowiek nasmarował, to wszystko było równo
                      > wytłuszczone.

                      Pamiętam co innego: krem do opalania, nazywający się "parasol", w
                      okrągłym pudełku metalowym z nakładanym wieczkiem - przywieziony
                      przez Tatę w r. 1964 z wycieczki na Węgry. Nawet taki drobiazg był
                      wówczas oddechem innego świata.
                • lernest Re: Higiena w PRL 26.02.08, 12:28
                  brynio5 napisał:
                  > Jak czytam te bzdety to zapytam:LUDZIE A Z JAKIEGO PRL-u WY
                  >JESTEŚCIE? Mózgi macie już wyprane do końca?
                  > Nigdy nie żyłem w brudzie i smrodzie.

                  Popieram całkowicie!
                  Ja zawsze byłem prywatna inicjatywa i nigdy nie odczuwałem jakichkolwiek braków.
                  I tak jest do dzisiejszego dnia!
                  Ale WARSA faktycznie mi jednak też brakuje.
          • viking2 Re: Higiena w PRL 26.02.08, 03:47
            horpyna4 napisała:

            > No tak, zapachy za komuny były niepowtarzalne. Ale jak jakiś kot zsikał się na
            > wycieraczkę, wystarczało trochę radzieckich perfum i po kłopocie.

            Jeszcze lepiej bylo wylac troche tych "radzieckich" PRZEDTEM - zaden kot, pies,
            ani inne zwierze nie zblizylo sie do tego...
    • minerwamcg Sól do kąpieli "Kinga" 18.10.06, 21:52
      Pamiętam też, już za późnego PRLu, sól do kapieli "Kinga", najpierw tylko
      sosnowa, potem sześć zapachów do wyboru, niektóre bardzo przyjemne. Dzisiaj
      płynów wszelkich dostatek, a ja bym je wszystkie razem wymieniła na "Kingę".
      Doskonale usuwała zmęczenie.
      A kosmetyki "kolorowe" pamiętacie? Te wszystkie Lechie i Urody, tusz do rzęs w
      tubce i osobno szczota do nakładania... Na szczęście jak zaczęłam się malować
      pojawiły się pierwsze "firmy polonijne" (krakowski "Hean") i zaczęły sprzedawać
      coś normalniejszego.
      W ogóle, jako krakusy mieliśmy fajnie. W dobie totalnego braku szamponów
      pojawiła się pod Wawelem (na Szpitalnej) firma polonijna "Inter Fragrances" - i
      zaczęła sprzedawać szampony. Drogie i mało wydajne - ale były! Tamże można było
      kupić nieśmierdzący dezodorant i inne rarytasy :))) Prezent z "Inter
      Fragrances" uchodził za superelegancki.
      Co zaś się tyczy tego, co dziś nazywamy "artykułem ze skrzydełkami", to
      pamiętam, jakie pierdoły opowiadała prasa! W zimie powiedzieli, że waty i
      podpasek nie ma, bo są za lekkie, i samochody na oblodzonych drogach wpadają w
      poślizg. Ale w wytwórni są pełne magazyny, i jak tylko lód zejdzie, natychmiast
      towar trafi do sklepów. Nie muszę dodawać, że towar nie trafił, ani jak lód
      zeszedł, ani na wiosnę, ani latem, ani następnej zimy. Problem rozwiązała zdaje
      się dopiero niepodległość...
      • sherman-doberman Re: Higiena w PRL 18.11.06, 20:00
        Ha! Właśnie, non odoro. Usiłowałam go używać, ale miał chyba zbyt wiele alkoholu, bo po krótkim
        czasie zaczęło mi krwawić spod pachy. Mam wyjątkowo ucziloną skórę. Za nic nie mogę sobie
        przypomnieć, czego używłam później, ale zdaje się, że udało mi się zdobyń dezodorant w sztyfcie.
        Musiał być polskiej produkcji, bo dolarów nie miałam.
        Pamiętam też szampon do włosów w kolorze niebieskim, którego bardzo długo używałam.
        Pojęcia nie mam, jak się zwał, ale z pewnością pół populacji używało tego samego, bo innych raczej nie
        było, z wyjątkiem rumiankowego, a ja nie znoszę zapachu rumianku.
        Mydełka For You używało się nagminnie, chyba nie było najgorsze, ale ten różowy kolor doprowadzał
        mnie do konwulsji.
        W sumie kiepsko było, ale za to były kremy Nivea, wcale nizłe, skoro potem Polacy handlowali nimi w
        całych demoludach. Choć prawdę powiedziawszy, dziś tego lepkiego świństwa do ręki nie biorę.
        Za to mój ojciec, który po goleniu nigdy nie używał niczego innego niż Nivei, zachował do dziś bardzo
        gładką skórę. Więc chyba nie było takie złe.
        A potem pojawiły się kosmetyki Polleny.
        Najcenniejszymi prezentami zza granicy były właśnie mydełka, szampony, dezodoranty itp.
        Z perfum pamiętam wodę 7 kwiatów, konwaliowe, a potem nagle pojawiły się zagraniczne i ludzie
        wystawali w kolejkach po zielone jabłuszka i masumi.
        • lustroo Re: Higiena w PRL 05.12.06, 08:16
          Z perfum to później Currara, prawie każda kobieta nią pachniała :) ja nie :D

          Sól Kinga, fajna pianka, szyszki kąpielowe też pamiętam. Pastę do żębów dla
          dzieci, na której były narysowane takie małe zwierzątka - każde dziecko
          wiedziało jaki był jej smak :)

          Mydła: Karat, For You. jak dostałam od kogoś takie łądne mydełko zapachowe, to
          trzymałam w szafie z ubraniami, ubrania fajnie pachniały, np. zielonym
          jabłuszkiem :)

        • yanga Re: Higiena w PRL 21.12.07, 18:14
          Ale absolutnie najpierwszy dezodorant nazywał się Dorado. Był w
          płynie, bez żadnej kulki, w kolorze różowym. I raczej średnio
          skuteczny. Sherman, ty za młoda jesteś, żeby to pamiętać :-)
    • agulda Re: Higiena w PRL 15.12.06, 22:31
      Nie było też normalnych gumek do włosów. Moja babcia miała kawałek dętki, kiedy
      trzeba było związać wnusi warkoczyki to odcinała nożyczkami kawałek i już była
      gumka do włosów. Jak pojawiły się w sklepach normalne gumki to nazywałam
      je "bezbolesne" bo nie szarpały tak potwornie włosów.
      • ewa9717 Re: Higiena w PRL 11.12.07, 21:41
        Polowanie na mydło i szampony to jednak chyba najdalej trzyletni
        okres "okołstanowojenny", w pozostałym można się było i myć, i
        kąpać, i myć włosy bez problemu. Jeśli się oczywiście chciało.Wybór
        perfum też był dużo większy niż "Być może" czy "Pani Walewska".
        Jasne, że mydła czy szampony nie były tak barwne i pachnące jak
        dzisiejsze, no ale jednak nadawały się do uzytku. Co do golenia
        pach, mama (rocznik 1929) po prostu wręczyła mi maszynkę i było po
        problemie. I niekoniecznie trzeba było mieć depilator, można było
        problem załatwić męską maszynką do golenia, taką na żyletkę (Rawa
        Lux!). Od lat siedemdziesiątych pamiętam krem do depilacji. I z
        sentymentem wspominam rózowy dezodorant "Roma" - pachniał wcale
        miło, był skuteczny, nie uczulał.
          • luccio1 Re: Higiena w PRL 28.01.08, 22:43
            aimm napisała:

            > Ja pamietam "zdobywanie " papieru toaletowego i radośc, gdy się
            > już go "zdobyło"? a był taki paskudny - szary i drapiący!

            Pamiętam, że gdzieś tak od połowy lat 80. była możliwość kupienia
            papieru toaletowego po oddaniu dodatkowo makulatury. Nie pamiętam,
            jaka była proporcja wagowa na 1 rolkę, za to pamiętam, że jeden z
            takich sklepów(?) istniał aż do 1990 r.(!) w Krakowie na Batorego 4a
            (naprzeciw przychodni - niegdyś, jeszcze przed wojną, Ubezpieczalni
            Społecznej)
              • luccio1 Re: Higiena w PRL 29.01.08, 20:14
                Eleganckie Panie, chodzące na co dzień - pomimo wszystkiego
                otaczającego dziadostwa - w kostiumach, kapeluszach i rękawiczkach,
                znalazły "swoiste" rozwiązanie problemu papieru toaletowego:
                otóż: dostawały, czy to w paczkach, czy to wprost przywiezione przez
                znajomych, komplety serwetek stołowych (zazwyczaj było to około
                Bożego Narodzenia, więc serwetki były zdobione motywami gałązek
                jodłowych, dzwonków, baniek etc.).
                Kiedy taki komplet serwetek wysłużył się już na stole, Panie
                pieczołowicie krajały serwetki nożyczkami na mniejsze kawałki - te
                mniejsze kawałki wędrowały następnie do torebek, pełniąc tę funkcję,
                którą dziś pełnią chusteczki higieniczne: funkcję dyżurnego papieru
                w nagłej potrzebie.
                Na dotyk, takie pokrojone serwetki bywały delikatniejsze nawet od
                chusteczek ligninowych, o szarym papierze toaletowym nie
                wspominając...
                • zigzaur Re: Higiena w PRL 21.01.09, 10:48
                  W latach osiemdziesiątych w "Polityce" opisano przypadek z lokalu
                  gastronomicznego, gdzie gofry i placki kartoflane podawano w papierze toaletowym
                  zaś w ustronnym miejscu wisiały serwetki.
          • xtrin Re: Higiena w PRL 18.02.08, 18:47
            aimm napisała:
            > Ja pamietam "zdobywanie " papieru toaletowego i radośc, gdy
            > się już go "zdobyło"? a był taki paskudny - szary i drapiący!

            Nawet drzazgi się zdarzały :).
            Za to często można było go sobie poczytać.
        • luccio1 Re: Higiena w PRL 22.12.07, 21:06
          ewa9717 napisała:
          > można było problem załatwić męską maszynką do golenia, taką na
          > żyletkę (Rawa Lux!).

          Żyletki "Rawa Lux" pamiętam z najwcześniejszego dzieciństwa
          (lata 50./60.) jako zmorę i koszmar straszący mego Tatę (od czasu do
          czasu jeszcze za głębokiego Gomułki pojawiały się żyletki z importu -
          nazywały się "7 o'clock").
          Początki mojego golenia się przypadają na czasy Gierka i
          żyletki "super silver"; potem, od schyłkowego Gierka zastąpione
          przez "polsilver" oraz "polsilver iridium".
          • hajota Re: Higiena w PRL 22.12.07, 23:03
            luccio1 napisał:

            > Żyletki "Rawa Lux" pamiętam z najwcześniejszego dzieciństwa
            > (lata 50./60.) jako zmorę i koszmar straszący mego Tatę

            Nie bez powodu nazywano je "Krwawa Lux".
            • luccio1 Re: Higiena w PRL 23.12.07, 00:23
              Skąd inąd "Rawz Lux" jako żyletka tzw. "niebieska" nadawała się
              znakomicie - znacznie lepiej niż "biała" czyli "srebrna"
              (wszystkie "silvery") -
              - do wyskrobywania błędów na rysunkach wykreślanych tuszem, błędów w
              rękopisach pisanych wiecznym piórem i atramentem, w końcu także -
              błędów w maszynopisie (jeśli spostrzegło się błąd od razu,
              wystarczało cofnąć się w to miejsce, uderzyć dwa-trzy razy właściwą
              czcionkę w to samo miejsce, gdzie wcześniej została wybita błędna -
              a potem skrobać żyletką tak, aby było widać tylko tą właściwą
              (pracowałem tak do końca lat 90. XX w.).
              • luccio1 Re: Higiena w PRL 23.12.07, 14:08
                Żyletki używane do wyskrobywania błędów przełamywało się na pół,
                lekko po skosie; te "niebieskie" (w tym "Rawa Lux") pękały ładnie,
                równo, szpice na krawędziach ostrokątnych, najważniejsze przy
                wyskrobywaniu maleńkich drobiazgów, nie zaginały się (jak to się
                działo przy żyletkach "białych").
    • jawarek52 Re: Higiena w PRL 02.01.08, 10:13
      I jakos nikt sie nie pochorował nie chodził brudny i nie grzebał w
      smietnikach. O dziwo teaz stale sie pisze zwłaszca w porze letniej -
      myjcie sie obywatele- . a pasta do zebów Lechia i Pollena to tylko
      te były dostepne a mniej dzieci ze spruchniałymi zebami niz teraz.
      Bo przy małem wyborze psty były Dentysta i Higienistki w szkole.
      teraz jest wszawica.
      • horpyna4 Re: Higiena w PRL 02.01.08, 12:45
        Dawniej było więcej brudasów niż teraz, tylko mniej się rzucali w
        oczy właśnie przez to, że nie byli wyjątkami. W porze letniej nie
        dało się jeździć niektórymi autobusami miejskimi i tramwajami
        (zależało to w dużym stopniu od trasy), jeżeli miało się wrażliwy
        nos. Grzebanie w śmietnikach było zawsze, a szkolne dentystki
        bardziej przyczyniały się do pogarszania stanu uzębienia, niż
        poprawy. W latach 50-tych wszawica w szkołach i na koloniach była
        zjawiskiem powszechnym. Pasty do zębów Pollena też jeszcze nie było,
        tylko Lechia (bodajże za 3 zł 05 gr, ale nie jestem pewna na 100%)
        i oczywiście proszek do zębów, dziś już zupełnie chyba zapomniany.
        Niektórzy ludzie po prostu nie mieli potrzeby mycia się, nawet jak
        dostawali przydział na kwaterunkowe mieszkanie z łazienką w wielkim
        mieście.
        • ewa9717 Re: Higiena w PRL 02.01.08, 13:07
          Tyż prowda. I te cyklicznie pojawiające się artykuły (nie tylko w
          sezonie ogórkowym) o tym, co to np. świeżutcy warszawiacy potrafią
          hodować w łazience.
          Inna rzecz, że i teraz czasem podróż pociągiem czy autobusem może
          wrażliwonosego przyprawić o szaleństwo. Poza tym obserwuję w
          niektórych środowiskach regres, jeśli chodzi o higienę. Przez wiele
          lat jednak edukowano i w prasie, i w TV, i w szkole, doszliśmy do
          etapu, że łazienka nie jest jakimś wyjątkowym luksusem i używanie
          jej zgodnie z przeznaczeniem nie grozi smiercią, a tu... No własnie,
          niektórzy oszczędzanie zaczynają własnie od łazienki: nie po każdym
          użyciu kibelka spuszczają wodę (tak, naprawdę!!!!), a ostatnio
          koleżanka pielęgniarka, gdy z mrozu przyszła zrobić zastrzyk
          dwumiesięcznemu dziecku i puściła ciepłą wodę, zeby sobie ogrzać
          ręce, została niemal zlinczowana!
          • luccio1 Re: Higiena w PRL 02.01.08, 17:06
            ewa9717 napisała:
            > niektórzy oszczędzanie zaczynają własnie od łazienki: nie po
            każdym
            > użyciu kibelka spuszczają wodę (tak, naprawdę!!!!), a ostatnio
            > koleżanka pielęgniarka, gdy z mrozu przyszła zrobić zastrzyk
            > dwumiesięcznemu dziecku i puściła ciepłą wodę, zeby sobie ogrzać
            > ręce, została niemal zlinczowana!

            Tak oszczędzali wode np. Brytyjczycy podczas II wojny światowej -
            nawyk przetrwał długo poza koniec wojny, podobnie jak napełnianie
            wanny tylko "do kreski" (człowiek siedząc w wannie miał wodę
            zaledwie pod własnym siedzeniem). Będąc w Londynie w r. 1975 byłem
            opieprzany, że nazbyt szafuję ciepłą wodą z termy gazowej.
      • soova Re: Higiena w PRL 07.01.08, 13:35
        jawarek52 napisał:

        a pasta do zebów Lechia i Pollena to tylko
        > te były dostepne a mniej dzieci ze spruchniałymi zebami niz teraz.
        > Bo przy małem wyborze psty były Dentysta i Higienistki w szkole.
        > teraz jest wszawica.


        Dzieci mają spróchniałe zęby od nadmiaru słodyczy, a nie od mycia/niemycia zębów (to znaczy fakt utrzymywania higieny jamy ustnej ma mniejsze znaczenie dla powstania próchnicy, niż właściwa dieta). Chodziłam do szkoły w czasach, gdy jeszcze były tam jeszcze higienistki i dentystki (zresztą i tak miałam zęby leczone prywatnie). Pod wszystkimi amalgamatowymi plombami wstawionymi u mnie w czasach PRL-u dentystka kilka lat temu wykryła próchnicę, więc i tak trzeba było zmienić wszystkie wypełnienia na kompozytowe. A próchnica wzięła się zdecydowanie nie z braku mycia zębów, a z miłości do słodyczy:-)
        • luccio1 Re: Higiena w PRL 07.01.08, 18:58
          jawarek52 napisał:
          > Bo przy małem wyborze pasty były Dentysta i Higienistki w szkole.

          Pamiętam. Do Pani Higienistki chodziło się ciąć ligninę na małe
          kawałki - w "czynie społecznym". W ten sposób można było legalnie
          nie być na lekcji, na której akurat groziła np. kartkówka...