Dodaj do ulubionych

terapia dla Mamy

17.08.10, 13:27
czy uważacie, że terapia przydałaby się Wam samym? czy macie kogoś z
kim macie możliwość pogadać o największych problemach związanych z
dzieckiem?czy potrzebujecie tego? czy myślicie że byłoby warto mieć
kogoś mądrego/specjalistę ale ktory wiedziałby o czym mówicie, nie
jakiś za przeproszeniem zwykły psycholog/pedagog/terapeuta ale i
człowiek z krwi i kości? zastanawiam się czy może tę role spełniają
bliscy/terapeuci dziecka/znajomi księża? a może jesteście
samowystarczalne i odnawialne bez tego? zaczynam myśleć że jest mi
to potrzebne może i bardziej niz dziecku memu.
Obserwuj wątek
    • iska2009 Re: terapia dla Mamy 17.08.10, 13:56
      Klafuti, bedac na turnusie rehabilitacyjnym mialam okazje
      uczestniczyc w warsztatach dla rodzicow i w indywidualnych
      konsultacjach psychologicznych i powiem Ci, ze bylo to pozytywne
      doswiadczenie, mimo iz nie jestem zbyt otwarta osoba i mowienie o
      pewnych sprawach przychodzi mi z trudnoscia. Zastanawiam sie rowniez
      nad kontynuacja, zwlaszcza, ze wyglada na to, ze za niedlugo
      zostaniemy z synkiem sami, poniewaz tato nie daje sobie rady z
      problemem i wymyslil, ze najlepsza rzecz jaka moze dla nas zrobic,
      to wyprowadzic sie. Takze mysle, ze bede potrzebowala wsparcia, a
      zwlaszcza w kontekscie tego jak przeprowadzic dziecko przez te
      sytuacje.
      • czarna_ida Re: terapia dla Mamy 17.08.10, 15:10
        na pewno nie dla księdza !! Brak zrozumienia, emaptii dla dziecka.
        Zreszta nasz klecha boi sie takich dzieci..
        Terapie, hm, przydalaby mi sie nie powiem.
        Ale bezplatnie ? Nie wiem, czy gdzies cos jest nie szukalam jeszcze.
        Jesli mogę to mailowo rozmawiam z szalicją :)
        I mam kolezanke w pracy ma syna z ZA, ale to chyba ja jestem dla
        niej terapeuta :)
        A inne osoby to moj maz, kuzyn.
        Zupelnie nie udalo mi sie nic osiagnać z drugim kuzynem,
        psychologiem, moze za duzo nas laczy z przeszlosci ? I pewne tematy
        omijamy jak rafy koralowe :) Ale to byla porażka.
        No i jeszcze zapomnialam o Rohatynie, ale nie widze jej tutaj
        teraz :)
      • gomado Do iska2009 17.08.10, 17:52
        Moze jeszcze nie jest za pozno. Taka rozmowa z psychologiem, grupa
        wsparcia lub psychoterapeuta (moze dla malzenstw) przydalaby sie
        Twojemu mezowi. Moze jak wypowie swoje zagubienie, oswoi sie z tym
        to nie bedzie musial uciekac sie do ucieczki...
    • gepardzica_z_mlodymi Re: terapia dla Mamy 17.08.10, 14:31

      Moim marzeniem jest skrzyknięcie grupy wsparcia. Czuję, że jak sama
      sobie wszystko przepracuję, w towarzystwie osób o podobnych
      doświadczeniach, to będę gotowa też pomagać innym rodzicom. Pewnie w
      przyszłości i moja praca nabierze innego kolorytu (jak do niej
      wrócę - jestem psychologiem) i będę dzielić swoje życie zawodowe na
      to sprzed dziecka z autyzmem i po jego urodzeniu/diagnozie.
    • tijgertje Re: terapia dla Mamy 17.08.10, 16:10
      My w tej chwili skonczylismy po roku SI i to byla jedyna terapia
      mlodego. Tzn jedyna, ktora prowadzil terapeuta. Poza tym od momentu
      diagnozy mamy swojego opiekuna rodzinnego - psychologa, bardzo fajna
      pania, z ktora na poczatku spotykalismy sie raz w tygodniu (oboje z
      mezem, bez dziecka), teraz to w sumie jakos raz na kwartal wychodzi,
      bo twierdza, ze sobie tak dobrze sami radzimy, ze przychodzic nie
      musimy, a jak mamy jakis nagly problem, to zawsze mozemy zadzwonic
      czy wyslac maila i z tej opcji korzystalam kilka razy. Ogromna
      pomoca byl "przymusowy" kurs dla rodzicow. Przymusowy o tyle, ze od
      udzialu w nim uzalezniona byla dalsza pomoc (lub jej brak).
      musielismy uczestniczyc w nim razem z mezem i to byl przelom. Kurs w
      sumie dosc krotki, ale sporo przydatnych i praktycznych informacji.
      Dla nas oznaczalo to tyle, ze nauczylam sie troszke teorii o tym co
      znalam z praktyki, sama bedac autysta, z drugiej strony okazal sie
      plastrem dla naszego malzenstwa, maz wiele zrozumial, nauczyl sie
      doceniac moja wiez z mlodym i zrozmienie jego zachowan, przestal
      walczyc o cos, czego ani ja, ani syn nie moglismy przeskoczyc mimo
      niezliczonych staran. U nas wychodza z zalozenia, ze terapeuta widzi
      dziecko sporadycznie i to na rodzicach ciezy najwieksza
      odpowiedzialnosc za prawidlowe kierwanie dzieckiem. Dlaego pomoc
      ogranicza sie glownie do kierowania rodzicami, ktorzy potem zdobyta
      wiedze na co dzien musza stosowac w praktyce. Dla dzieci i
      rodzenstwa autystow sa kursy i zajecia, ale powyzej 8 lat. W
      najciezszych przypadkach, gdy rodzice sobie nie radza, albo dostaja
      pomocnka do domu, albo dziecko idzie do szkoly specjalnej, do klas
      dla autystow (rowniez tych z bardzo wysoka inteligencja) i tam
      dostaja terapie czy ucza sie umiejetnosci spolecznych.
      tubylczy system mi sie podoba, choc zdaje sobie sprawe, ze dla
      niektorych rodzicow jest to ogromne poczucie odpowiedzialnosci,
      ktora woleliby zrzucic na ramiona terapeutow, zamiast samodzielni
      sie w nich bawic. Podoba mi sie jednak, ze rozice nigdy nie zostaja
      na lodzie, od momentu diagnozy dostaja propozycje kursow, zajec itp,
      gdzie moga liczyc na wsparcie. Sama mialam swoj kurs dla autystow,
      moj maz nie chcial, ale rowniez dzieci i prtnerzy doroslych autystow
      moga uczestniczyc we wlasnych tematycznych kursach i grupach
      wsparcia.
    • gorawka Re: terapia dla Mamy 17.08.10, 17:56
      Jak najbardziej trafione pytanie Klafuti. Ja mam za sobą depresję
      (kliniczną, nie tak zwaną potocznie "depresję"). Było to zaraz po
      urodzeniu synka.Najpierw okazało się, że mały nie słyszy (los był
      dla nas b. łaskawy, bo jak malutki miał 3 m-ce to powoli zaczął
      słyszeć, a normę w obydwu uszkach uzyskaliśmy jak miał 7 m-cy). Ale
      jak tylko skończył 2 m-ce to ja od razu zauważyłam, że coś jest nie
      tak i od razu moje myśli poszły w kierunku, który na codzień
      wałkujemy tu na forum... Otoczenie klasycznie stwierdziło, że
      wymyślam. Byłam na własne życzenie u psychiatry, pani odesłała mnie
      do psychologa. Nie będę opisywać teraz moich ówczesnych stanów, bo
      szkoda na to miejsca. Wiadomo, jak to w depresji - chce się umrzeć i
      nie możesz nic poradzić na to że depresję masz. Żadne
      racjonalizowanie nie pomoże. Pani psycholog pomogła mi o tyle, że
      była to okazja do wyjścia z domu. Sama metoda raczej nie bardzo. Ale
      ja skupiałam się na tym, że mogę jej po raz enty poopowiadać o moich
      strachach. Najbardziej pomogły mi wtedy mama i siostry, ale do
      równowagi psychicznej przywrócił mnie syn (jak miał jakieś 7 m-cy),
      który zaczął się wreszcie śmiać, zauważać ludzi, po pewnym czasie
      odróżniać nas rodziców od innych osób i złapał z nami cudowny
      kontakt wzrokowy, ktory teraz niestety już taki wspaniały nie jest.
      Dlatego długo się łudziłam, że skoro ruszyło tyle rzeczy, to może
      to jednak taki typ rozwoju. Kiedy rok temu zaczął mówić niestety po
      pewnym czasie zauważyłam, że to nie jest taka zwyczajna mowa i znowu
      się zaczęło w moim życiu dziać... Drugie uderzenie zniosłam już
      lepiej, jak to w życiu - negatywne przeżycia nas wzmacniają. Ale
      ciągle boję się powrotu tamtych stanów i właściwie to cały czas
      balansuję, trzymam się całkiem dobrze, ale wiem, że granica jest
      cienka. Bardzo pomaga mi to forum, niezmiennie mama, siostry,
      nieliczne grono bardzo zaufanych koleżanek. Co do męża, to wspieramy
      się, ale czasem on bardziej potrzebuje pomocy niż ja. Ja staram się
      zaakceptować, u niego na razie nawet o tym nie ma mowy. Pozdrawiam
      mocno i idę kończyć pakowanie na jutrzejszy wyjazd.
      • tijgertje Re: terapia dla Mamy 17.08.10, 18:18
        Gorawka, doskonale iem, o czym piszesz, tyle, ze u mnie depresja
        miala inne podstawy. Jak juz zaczelam obsesyjnie obmyslac nie CZY,
        tylko JAK ze soba skonczyc, to odwazylam sie poprosic o pomoc.
        Psycholog niewiele mi pomogl, tym bardziej, ze mialam wrazenie, ze
        kobieta nie mogla za mna nadazyc ani pozomem, ani tempem myslenia.
        Jakis czas jechaam na lekach, ktore daly mi tyle, ze splycily
        najwieksze doly i pozwolily znowu racjonalnie zaczac myslec.
        Zbawieniem okazala sie dla mnie lampa imitujaca swiatlo sloneczne.
        jestem bardzo wrazliwa na pogode i szaro-bura zima w Holandii jest
        dla mnie zabojcza. Prawdziwa terapia okazal sie jednak decoupage.
        Odkryla przypadkowo forum "rekodzielo i ozdoby", sprobowalam i
        wsiaklam. Depresja to taka dziwna choroba, ze wyleczyc z niej mozna
        sie tylko samemu. Dla mnie zrozumienie, ze musze zadbac o wlasne
        potrzeby okazalo sie przelomem. Teraz jstem szczesliwa, bo mimo
        wszystkich problemow zawsze pamietam o tym, ze jesli sama nie bede
        sie dobrze trzymc, to nikomu nie pomoge i jak na tygrysa przystalo
        baaardzo pilnuje tego, zeby miec czas na wlasne hobby czy drobne
        przyjemnosci. Nie da sie inaczej. Doly miewam, jesienia jak sie
        ciemno robi, to o lampie nie zapominam i pilnuje, zeby wtedy nie
        siasc i nie zaczac sie uzalac nad soba. Miewam ciezkie chwile, ale
        postanowilam sie nie poddac depresji. Co wcale takie proste nie
        jest, a czy mi wyjdzie, to zobaczymy. Calkowicie wyleczyc sie z
        depresji chyba nigdy nie da, to tak jak alkoholizm, wisi nad
        czlowiekiem jak gilotyna, ale to od nas samych zalezy, czy sie jej
        poddamy czy nie. Poddac sie jest czasem niestety znacznie latwiej,
        niz zebrac do kupy i ruszyc do walki, zwlaszcza, jesli nie widac
        efektow. Nie dawaj sie gorawka!
        • klafuti Re: terapia dla Mamy 17.08.10, 21:58
          gorawko udanych wakacji, odpocznij :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka