Dodaj do ulubionych

Za mały na terapię

04.10.11, 08:07
Pukając niemalże w prawie każde drzwi na terenie łódzkim i okolic jeśli chodzi o temat terapii słyszę jednostajne "on jest jeszcze za mały". Mały ma zaleconą bahawiorkę 20 godzin w tygodniu. O ile nie zapewnię mu aż tylu godzin starałam się załatwić choć parę zajęć z jej elementami. Na daremno. Na przedszkole mimo, że chcieli go przyjąć stwierdzono, że jest za mały, behawiorka - za mały, diagnostyka SI - za mały (dobrze, że trafiłam w końcu na odpowiednią osobę, dla której nie był to problem). Dla Naviculi również jest za mały. Logopeda- tylko konsultacje, bo na zajęcia jest za mały. Szczerze mówiąc myślałam, że im dziecko mniejsze tym lepiej. Goniłam czas, by zrobić małemu diagnozę. Okazuje się, że na wszystko jest za mały:( Każą czekać, może za pół roku, może za rok mamy próbować raz jeszcze. Na chwilę obecną zostaje WWR, nic więcej.

Czy faktycznie 2-latek jest za mały na wszelką terapię?
Obserwuj wątek
    • mikkoevi Re: Za mały na terapię 04.10.11, 09:05
      Wiesz co to jest skandal. Zresztą miałam tak samo jak zaczynałam szukać terapii dla Mikko. Jedna Pani powiedziała, że on jest jeszcze mały i żebym lepiej poszła na plac zabaw bo on i tak w życiu jeszcze tych terapii będzie miał;(((
      Rada, że należy poczekać w takiej sytuacji to zbrodnia, brak elementarnych ludzkich uczuć.
      Nam w końcu udało się zrobić diagnozę SI i znaleźć ośrodek w którym rozpoczęliśmy terapię.
      Założę się że Ci sami ludzie za rok , 1,5 mogą powiedzieć że on jest już za duży na terapię.

      Sorry ale się wzburzyłam bardzo.
      • halogen75 Re: Za mały na terapię 05.10.11, 19:45
        mikkoevi napisała:

        Jedna Pani powiedziała, że on jest jeszcze mały i żebym lepiej posz
        > ła na plac zabaw bo on i tak w życiu jeszcze tych terapii będzie miał;(((

        Oooooo, to też już po drodze słyszałam. Tudzież zimą możemy sobie zamienić opcję placu zabaw na "Figloraj":/
    • ania-pat1 Re: Za mały na terapię 04.10.11, 09:25
      Logopedia- met. krakowską (stosowaną przez wielu na tym forum) w gabinetach w Krakowie ćwiczą już z dziećmi przed ukończeniem 2 -giego roku życia (i bynajmniej nie chodzi o wady wymowy) - może poszukaj specjalisty od tej metody - albo podpytaj na www.konferencje-logopedyczne.pl/ (na forum odpowiada m.in. prof. Cieszyńska) - może jest ktoś u was wart polecenia. W ostateczności ktoś może też wam rozpisać ćwiczenia do domu i tylko co jakiś czas weryfikować postępy (gdyby trudno było o stałego terapeutę). I masz rację - wiemy to wszyscy - im wcześniej tym lepiej. Sama Cieszyńska w książce "Wczesna interwencja ter." pisze już o najmłodszych dzieciach (niemowlętach) i o potrzebie stymulacji tych które odbiegają od innych...
      Na SI moją córkę zapisano w Prokocimiu (szpital dziecięcy Krakowie) - dr rehabilitacji w 18 mies. życia, kiedy uznano, że po 5 ciu miesiącach chodzenia (samodzielnego) dalej jej sposób chodzenia odbiega od wzorca i przeszkadzają jej np. trawa, czy nierówne podłoże (to było SI z elementami NDT - miałyśmy je na NFZ jako zwykłą rehabilitację - kontynuacja rehabilitacji wcześniaka). Hipoterapia - widziałam jeszcze młodsze dzieci. Czyli problem leży raczej w braku terapeutów i braku ich umiejętności, a z drugiej strony dawać dziecko komuś bez doświadczenia z maluchami - strach.
      • marika012 Re: Za mały na terapię 04.10.11, 09:32
        Potwierdzam -metoda krakowska. Im wcześniej tym lepiej.
    • marychna31 Re: Za mały na terapię 04.10.11, 10:41
      > Czy faktycznie 2-latek jest za mały na wszelką terapię?
      A skąd?! Jak mi przykro, ze masz takie problemy. W Gdańsku jest najlepszy w Polsce ośrodek behawioralny wczesnej interwencji. Przyjmują tam tylko dzieci do 2 roku życia (na 20-25h tygodniowo). Im wcześniej tym lepiej. W głowie się nie mieści, ze "specjaliści" tak mogą dziecku marnować bezcenny czas...
    • tijgertje Re: Za mały na terapię 04.10.11, 13:42
      Czy 2-latek jest za maly na terapie? Przypuszczam, ze w wielu osrodkach owszem. Nie ze wzgledu na swoj wiek, a brak wiedzy i doswiadczenia terapeutow do pracy z tak malym dzieckiem. szczerze mowiac w sumie powinnas sie cieszyc, ze cie odeslali, bo rownie dobrze mogli przyjac na "terapie", po ktorej dopiero mialabys problem, zeby wszystko wyprostowac;)
      Wydaje mi sie, ze z 2-latkiem najwoecej mozesz zrobic sama. W tym wieku zadne dziecko nie posiada jeszcze wybitnych umiejetnosci spolecznych i plusem jest to, ze zaczynacie wczesnie. Jesli mozesz, staraj sie z dzieckiem duzo bawic w odgrwanie scenek, teatrzyki, zabawy tematyczne itp, choc na place zabaw niezaleznie od pogody, do malpich gajow, czy jak to zwa, zeby dziecko mialo dostep do roznych rodzajow aktywnosci i jak najczestszy kontakt z innymi dziecmi. Wciagaj malucha do codziennych zadan, moj mlody w tym wieku uwielbial oprozniac zmywarke i tluc kotlety;) Czytajcie bajeczki, opowiadaj o tym, co jest na obrazkach, wymyslaj rozne wariacje np na zmiane szukacie czegos na obrazku ( w te sposob dziecko cwiczy koncentracje i uczy sie zadawania pytan). jak nie mozesz znalezc terapeuty, to poszukajkogos, kto sie bedzie z dzieckiem bawic. Zabawa to najlepszy sposob na terapie w tym wieku, nie zapomianj o tym, ze podstawowa potrzeba dziecka w tym wieku jest potrzeba ruchu i jak ognia powinno sie unikac terapii przy stoliku! zamontuj w futrynie hustawke, mozna siedziec razem z dzieckiem i czytac ksiazeczki, bawic sie paluszkami czy spiewac piosenki, rzucac do dziecka jakimis drobnymi i miekkimi przedmiotami i juz masz super terapie SI ;) Staraj sie duuuzo spiewac, zwaszcza stare piosenki i zabawy. "ludowizna" ma ogromna zalete: wszystkie ludowe piosenki sa szlifowane czesto rpzez wieki, sa naturalnym wzmocnieniem mowy, maja intonacje i melodyke jezyka i wiele dzieci czesto najpierw zaczyna spiewac, zanim zacznie mowic, niestety taka forma terapii jest malo znana i niedoceniana. Sama w ten sposob przelamalam bariere i zaczelam mowic po niderlandzku. Wczesniej mowienie bylo koszmarem, jak swobodnie zaczelam spiewac stare dzieciece piosenki, to nagle i niespodziewanie samo poszlo. Moj mlody rowniez duzo spiewal, mimo, ze nie gadal:)
    • rosen.rot Re: Za mały na terapię 04.10.11, 16:06
      Jesli osrodki w okolicy nie chca zajac sie Twoim synkiem, to moze dobrym pomyslem bylyby konsultacje co jakis czas, a w miedzyczasie realizacja indywidualnych zalecen otrzymanych po takiej konsultacji? Sa takie osrodki, my bylismy pod opieka w Gdansku, maly mial ok 2,5 roku wtedy. Pracowalismy glownie rodzinnie, byly dobre efekty, czasem kilka tygodni czynilo duza roznice :) Terapia behawioralna prowadzona przez rodzicow tez jest jedna z form terapii o udowodnionej skutecznosci. Konsultacje, co 3 mce, pozwalaly nam nie bladzic z pomyslami i 'wywazac otwartych drzwi'. Zapewne intensywna terapia prowadzona przez specjalistow to lepsze rozwiazanie, ale my tez nie mielismy takiej mozliwosci wowczas.
    • nefret_ete Re: Za mały na terapię 04.10.11, 22:08
      Nieprawda, nie daj się zbyć. Może dla tych osób, które mówią, że jest za mały bo nie potrafią prowadzić tak małego dziecka? Ja właśnie zaczynam terapię logopedyczną z 1,5 letnim dzieckiem.
    • ojciec.karmiacy Re: Za mały na terapię 04.10.11, 22:24
      masz całkowitą rację - im wcześniej tym lepiej, ale sztuką też jest znalezienie odpowiednich terapeutów....

      więc tak, słabo znam się na behawiorce, ale to zdaje się, że to głównie uczenie i tam rzeczywiście niektórzy mogą mieć kłopot z 2 latkiem. Na SI podobnie, też nie mogliśmy znaleźć terapeuty, który chciałby pracować z dzieckiem 2,8... Ale tam gdzie Was nie chcą są zwyczajnie za słabi i może dobrze, że o tym mówią?

      Szukaj czegoś, a przy okazji szukaj okazji by uczyć się sama. Ty możesz zrobić bardzo dużo by pomóc dziecku, ale nauczony doświadczeniem kierunków wskazywał nie będę. Każdy ma swoją drogę.

      ważne, że działacie, będzie dobrze
      pozdrawiam:)
    • marektatojakuba Nie daj się 04.10.11, 23:15
      Asbolutnie nie daj się zbyć i szukaj wsparcia dla swojego dziecka. Interwencja i terapia w tym wieku jest bardzo potrzebna.
      Nasza Natalka była zdiagnozowana w wieku 2 lat i 2 miesięcy. Jeszcze rok temu mówiła najwyżej 5 pojedynczych słów i zdawała sobie sprawę ze znaczenia może dwóch z nich. W ogóle nie używała mowy do komunikacji i tylko czasem ciągnęła nas do rzeczy, które chciała. O kontakcie wzrokowym w ogóle nie było mowy, nie reagowała na swoje imię, na wołanie. Nie można było nawet na 15 sekund skoncentrować jej uwagi. Do tego zachowania autoagresywne. Diagnoza CZR i autyzmu potwierdzona w dwóch ośrodkach.

      Po roku wcale nie jakiejś super intensywnej pracy, ale skoncentrowanej na jej słabych punktach, Natalka jest zupełnie innym dzieckiem. Formułuje całe zdania złożone z 4-6 wyrazów. Używa mowy do komunikacji i spontanicznie stosuje reguły gramatyczne. Co prawda nie jest to rozbudowana narracja, ale umie powiedzieć do dowolnej osoby, gdy czegoś chce, a także rozumie większość pytań i potrafi na nie odpowiedzieć. Przeszliśmy przez intensywne echolalie (ciągle są), ale pozbyliśmy się autoagresji. Kontakt wzrokowy jest rewelacyjny - jak u normalnego dziecka. Reaguje na imię i inne formy przywoływania. Przyłącza się do zabawy rówieśników, a sporadycznie sama nawet inicjuje zabawę. Sesje po 30-45 minut z pedagogiem czy logopedą nie stanowią prawie nigdy problemu.

      Piszę o tym nie po to aby się chwalić co nam się udało osiągnąć, ale po to aby dać Ci nadzieję, której tak bardzo nam brakowało na początku, kiedy dostaliśmy diagnozę.
      Bez wątpienia bardzo dużo zależy od tego jak silnie dziecko jest zaburzone. Najwyraźniej my mieliśmy dużo szczęścia skoro tak dobrze poszło nam z Natalką. Mam jednak bardzo silne przekonanie, że ta szybka interwencja i wczesne wsparcie jeszcze przed ukończeniem 3 roku życia bardzo dużo jej pomogło. To przekonanie jest poparte tylko jednym doświadczeniem z moim dzieckiem, ale jakoś nie mogę wyzbyć się wiary, w to że to szybkie przełamanie pewnych deficytów dziecka w wieku 2,5 roku pozwala jej się w dużej mierze spontanicznie rozwijać tak jak to się dzieje w przypadku dzieci bez zaburzeń. Myślę, że gdybyśmy nie wykorzystali tego pierwszego okresu tak efektynie, to dzisiaj nie byłoby tak dobrze

      Nie poddawaj się i walcz o każdą godzinę zajęć. Czytaj ile możesz, bo nie ma idealnych metod terapeutycznych i warto wyrobić sobie własne zdanie. Jedne bardziej inne mniej pasują do dziecka. Poza tym jest też jeszcze kwestia ich dostępności w najbiższej okolicy.
      Może na razie nie zdajesz sobie do końca z tego sprawy, ale to Ty będziesz najważniejszym terapeutą swojego dziecka. Rodzice i rodzeństwo mają gigantyczną rolę do odegrania w tym zakresie. Pamiętaj, że to małe dziecko i nawet jeżeli jest zaburzone, to najwięcej nauczy się poprzez wykonywanie zadań, które są dla niego atrakcyjne i poprzez zabawę.

      Z całego serca życzę Ci wytrwałości i zarażenia się wiarą, że każdy dzień spędzony teraz z najwyższą efektywnością to "inwestycja" w to, żeby potem było lepiej i łatwiej.
      Nie wiem czy Cię na to stać, ale jeżeli tak, to zainwestuj w pedagoga, który będzie przychodził do dziecka do domu (ewentualnie będziesz jeździła na terapie) i pracował z nim. To może być też logopeda, byleby miał doświadczenie w pracy z zaburzonymi dziećmi.
      • baskokvet Re: Nie daj się 05.10.11, 08:29
        Podpisuje się pod Markiem i Tygrysem
        Kup sobie ta książkę Cieszyńskiej-i dużo bardzo dużo mozna zrobic samemu w domu.
        My mieszkamy na wsi, mamy ograniczony dostep do terapii, teraz dopiero mamy sensownego logopedę. Teraz mamy konsultacje w poradni A raz w mieisacu i bez limitu on line.
        Postęp jest duży-ale moja córka ma 4,5 roku. Jako 2 latek nie była nawet zdiagnozowana, bo była za mała i miałam czekać.
        Ty juz teraz masz ogromna przewage.
        Mnie pomogła bardzo taka ksiązka
        wysylkowa.pl/ks733543.html
        no i ta ( tylko żałuje, ze jej nie było jak Zosia miała 2-3 lata)
        www.ksiegarnia-szostka.pl/index.php?cont=eshop&grmID=1&grupaID=111&nadgrupaID=9&prodID=3189&dzialanie=szczegoly&trybwys=&stNR=0
        A jak terapia ma być byle jaka i sie tylko mienić terapią to bez sensu.
        • halogen75 Re: Nie daj się 05.10.11, 20:03
          Bardzo dziękuję za porady:) Oczywiście jestem osobą dość upartą w dążeniu do celu i nie poddaję się łatwo mimo syzyfowej pracy po drodze. Będę szukać dalej. Zaproponowano nam terapię w Warszawie. Niestety, dla nas to jednak za daleko. Ostatnio przy zakotłowanych ulicach dotarliśmy do Warszawy po 4 godzinach. Dochodzi droga powrotna więc oczywiście opcja mija się z celem. Na chwilę obecną nie mamy wyjścia. Będziemy bazować na zajęciach WWR oraz SI. Udało mi się jeszcze uzyskać 1 godzinę w tygodniu zajęć edukacyjno-wychowawczych z pedagogiem. Oczywiście SI i zajęcia prywatne i płatne. Będę jeszcze pukać w drzwi fundacji "Jaś i Małgosia".

          Książka jest bardzo ciekawą propozycją. Myślę, że pozwoli na możliwość wplecenia pewnych elementów terapii w codzienne życie. I o ile jestem w pełni gotowa owe elementy wpleść, niestety nie wyobrażam sobie całkowicie "terapeutować" synka w domu;)

          Mam jeszcze pytanie:

          Czy za te zajęcia 20 godz w tygodniu płacicie z własnej kieszeni? Powiedziano mi, że nawet jak uda mi się znaleźć taką terapię dla 2 latka, będę musiała za każdą godzinę zapłacić. Prawda to?
          -------------------------------------------
          "Człowiek, który podjął decyzję, by zwyciężyć, nigdy nie powie "niemożliwe"...
          • ojciec.karmiacy Re: Nie daj się 05.10.11, 21:28
            My płaciliśmy za każdą godzinę terapii, potem znaleźliśmy wolontariuszkę.
            Za darmo były jakieś zajęcia z wczesnego wspomagania rozwoju, ale tego nie udało nam się załatwić (za daleko było).
            • halogen75 Re: Nie daj się 06.10.11, 16:17
              Ojcze karmiący, a powiedz mi jak udało Wam się ową wolontariuszkę znaleźć? Sami szukaliście? Poprzez ogłoszenia? Poprzez określone placówki?
              • ojciec.karmiacy Re: Nie daj się 06.10.11, 16:35
                U nas pracowali wolontariusze w programie terapeutycznym i po prostu się dogadaliśmy, znaliśmy się już dość dobrze i nie chciała słyszeć o pieniądzach żadnych.
                Słyszałem jednak, że ludzie zostawiają czasem ogłoszenia na uczelniach (np na pedagogice) i tak szukają. Podobno mają różne doświadczenia, bo nie każdy się nadaje i nie każdy się sprawdza, ale można tak poznać spoko ludzi.
          • tijgertje Re: Nie daj się 05.10.11, 22:58
            Książka jest bardzo ciekawą propozycją. Myślę, że pozwoli na możliwość wpleceni
            > a pewnych elementów terapii w codzienne życie. I o ile jestem w pełni gotowa ow
            > e elementy wpleść, niestety nie wyobrażam sobie całkowicie "terapeutować" synka
            > w domu;)

            zacznij od odpowiedzenia na pytanie: czym jest terapia?
            U nas dla dzieci ponizej 10 lat nie ma oficjalnie zadnych terapii dla autystow. Jest program prowadzenia rodzicow, ktorzy dobre rady maja wykorzystywac w codziewnnym zyciu , bo badania potwierdzaja, ze wlasnie rodzice osiagaja najwieksze efekty (zupelnie zrozumiale, jesli sa osobami, przy ktorych dziecko czuje sie bezpiecznie i wlasciwie uczestnicza we wszystkich sytuacjach). Czasem mysle, ze my po prostu w codziennym pedzie i w otoczeniu roznych cudow techniki zapominany czym jest cos tak oczywistego jak wychowanie. A czym innym jest terapia jesli nie SWIADOMYM WYCHOWANIEM???
            Walcz o dziecko, ale nie za wszelka cene, pamietaj, ze to nadal tylko i wylacznie dziecko, ktore ma prawo do szczesliwego dziecinstwa. Pamietaj, ze kazde jedne zajecia z obcymi to cale przedsiewziecie logistyczne, mnostwo niewykorzystanego czasu na dojazdy, czekanie itp, a dziecko jest malutkie i jesli ma nadwrazliwosci, to wiecej znaczy mniej i odwrotnie. Nie patrz na papier a na dziecko.
            • halogen75 Re: Nie daj się 06.10.11, 14:59
              Tijgertje,
              piszesz bardzo mądrze i z sensem. Każda Twoja wypowiedź niesie z sobą ogromną logikę. Podajesz często ciekawe rozwiązania i wydawałoby się proste z nazwijmy to zdrowego punktu widzenia. Problem w tym, że to co w standardzie jest proste niekoniecznie jest proste u mnie w domu biorąc pod uwagę ogromną złożoność problemu. Masz jedno dziecko, któremu poświęcasz całą uwagę i na którym całkowicie możesz się skupić. Ja mam dwójkę dzieci- jedno z autyzmem, drugie z ciężką w zasadzie śmiertelną chorobą, z postępującym zanikiem mięśni. Mój codzienny świat zatem to nie tylko świat zaburzeń wynikających z autyzmu, ale też świat, który toczy się wokół wózków inwalidzkich, niedowładu, problemów wynikających z dysfunkcją ruchową na każdym kroku. Jednemu dziecku muszę zapewnić warunki komfortowe i polepszające jego byt pod kątem fizycznym, drugiemu muszę zapewnić pełne zrozumienie pod kątem psychicznym. Jestem człowiekiem w jednej osobie. Potrafię dla swych dzieci przenosić góry. To dla nich podnoszę się z wielkich porażek w jednej sekundzie, bo w moim przypadku nie ma nawet czasu na większe łzy. Kocham moje dzieci całym sercem, dla nich jestem gotowa poświęcić się do reszty. Problem nie leży zatem w moich chęciach czy też moich możliwościach pod kątem siły. Problem stanowi zbyt szeroka struktura jednego i drugiego problemu, które tak naprawdę nie posiadają wspólnego punktu, które tak znacznie różnią się od siebie, że ciężko znaleźć alternatywne wyjście, by każde z mych dzieci dostało wszystko czego potrzebuje i nikomu niczego nie zabrakło. Niestety choćby fizycznie, logistycznie czy czasowo nie jestem w stanie całkowicie w 100% dać moim dzieciom wszystkiego. Chciałabym ale to jest po prostu niemożliwe i każdy kto ma podobną sytuację doskonale będzie wiedział o czym piszę. Potrzebuję pomocy osób trzecich w swojej sytuacji, a nawet piątych i dziesiątych. Nie wstydzę się tego mówić na głos. I zapewniam Cię, że każda z tych osób będzie miała sporo do zrobienia. Osobiście mogę nie jeść, mogę nie spać, mogę kompletnie nie bazować na sobie, a mimo to wciąż będzie za mało i nie wystarczająco skutkowo. Jeśli piszę, że nie mogę spełniać do końca w domu roli terapeuty to oznacza to, że oprócz tej roli spełniam jeszcze inne ważne role chcąc nie chcąc. Przede wszystkim jednak staram się spełniać rolę matki. Doskonale wiem na czym ta rola polega i oddaje się jej z całą przyjemnością. Problem w tym, że na co dzień nie mogę być matką w takim ogólnym pojęciu, czyli matką tak po prostu. Automatycznie, co oczywiście wynika również z opisywanych problemów muszę być matką nie standardową, a tej roli z kolei nie masz w sobie tylko się jej uczysz. Uczysz się każdego dnia, bo ona nie jest wzorcowa, nie jest przekazywana z pokolenia na pokolenie, nie jest nigdzie opisywana, zdefiniowana, rozłożona na czynniki pierwsze. Ona się rodzi z racji sytuacji i z tej samej racji nabiera kształtów. Co z tego, że jestem gotowa dać swoim dzieciom całą bliskość, skoro ta bliskość to nie tylko wartość wypływająca z nas samych ale oparta również na czynnikach bliskości rozumianej inaczej. Przytulam mojego synka ale okazuje się, że on potrzebuje innego przytulenia niż tego, które wypływa z nas samych w naturalnych warunkach. Bliskość zatem, którą chciałby ode mnie dostawać jest bliskością w pewien sposób interpretowaną inaczej. Nikt nie nauczył mnie jakie to ma być w jego przypadku przytulenie. Dziś po odpowiednim nakierunkowaniu wiem, że głębokie psychicznie ale też mocno odczuwalne fizycznie (chęć odczuwania bardzo mocnych bodźców dotykowych). Problem w tym, że jednak ktoś po drodze musiał mi owe przytulenie opisać i pokazać. Ten ktoś musiał mnie naprowadzić czego mój syn tak naprawdę potrzebuje, bo ja mogłam mu dać tylko, a nawet aż całą siebie, ale w tym właśnie standardowym pojęciu, co dla niego okazywało się być niewystarczające. Skąd miałam wiedzieć, że to nie przyniesie jednak radości i spełnienia? Niby takie proste, a i owszem, ale dopiero jak już się wie. I właśnie po to jest mi potrzebna pomoc fachowca, specjalisty. Nie po to, by za mnie przytulał mojego syna, ale po to, by mi podpowiedział w jaki sposób mogę oddać mu siebie skoro zawodzi na całej linii to oddanie siebie tak po prostu.
              Jak widzisz mnóstwo ról przypadło mi w udziale chcąc nie chcąc. Wypełniam te role uśmiechając się przy tym i wyszukując w tym poczucia spełnienia również dla siebie.
              Z całą świadomością walczę o to, by mój dom nie był ośrodkiem rehabilitacyjnym i terapeutycznym i nawet jeśli ktoś poszukiwanie terapeuty nazwie rodzajem spychologii, będę dalej szukać i robić swoje. Po to, by zachować resztki normalności w moim domu i w sobie, po to, by choć przez chwilę coś było to jednak standardowego, po to, by zdjąć ze swoich obowiązków chociaż jedną z tych ról i tym samych nie zgłupieć od ich nadmiaru. Dążę tym samy do tego, by być po prostu matką. Potrzebuję specjalistycznych porad, potrzebuję odpowiedniego nakierowania, potrzebuję pomocy osoby trzeciej. Chętnie skorzystałabym z programu prowadzenia rodziców, o którym piszesz. Problemem oczywiście jest to, że u Ciebie takie coś występuje, u mnie nie. Piszesz mi o częstym zapominaniu o wychowaniu. Masz na myśli mnie????? Jeśli tak, to bardzo grubo się pomyliłaś. Jestem dumna z siebie póki co biorąc pod uwagę moje życie. Jestem dumna z tego co osiągnęłam mając od początku ograniczone możliwości w wielu dziedzinach. Życie nigdy mnie nie rozpieszczało. Po każdej losowej porażce w kolejce czekała następna, a mimo to, żyję, cieszę się życiem i każdym dniem. Umiem wysupłać z ciężaru problemów czynniki motywujące. Mimo wielu przeszkód po drodze w dążeniu do celów nie utraciłam chęci, by sięgać po marzenia. A co najważniejsze, potrafię szukać pomocy i o nią pytać kiedy czuję, że naprawdę jej potrzebuję. Nie wstydzę się o nią prosić i jej poszukiwać, z czego również jestem dumna. Tym samym dalej poszukuję odpowiedniego terapeuty dla mojego synka.

              Tym razem ja się rozpisałam;) Mam nadzieję, że zrozumiale:)

              Pzdr.
              --------------------------------------------------------------------
              "Człowiek, który podjął decyzję, by zwyciężyć, nigdy nie powie "niemożliwe"...
              • tijgertje Re: Nie daj się 06.10.11, 23:38
                Nooo, zrozumiale, choc chyba nie wszystko kumam. Ja chyba nie pisalam zbyt zrozumiale. a chcialam tylko pomoc:( Bardzo mi przykro, ze zycie cie doswiadcza, ale argument :"bo ty masz tylko jedno dziecko" to cios ponizej pasa. Dlaczego tak sadze i dlaczego jest to dla mnie najbolesniejszy argument tym razem nie bede tlumaczyc:/
                Piszesz, ze szukasz dla dziecka terapii. Rozumiem doskonale, ze chcesz przekazac czesc obowiazkow, ktore nie powinny byc twoimi na barki innych, ale jednoczesnie w waszej sytuacji nie wiem, jak chcesz to rozwiazac? Zrzucanie terapii na specjalistow to czesto wcielenie sie w role taksowkarza:/ o tym akurat wiem co nieco, do ubieglego tygodnia tylko wozac mlodego robilam do 1000 km w ciagu tygodnia. O perspektywie bankructwa nawet nie wspominajac...
                Piszac o wychowaniu jako formie terapii pisalam ogolnie. Uswiadomilam sobie jakis czas temu, ze obecnie wiekszosc ludzi naprawde zapomnialo jak mozna byc rodzina i spedzac czas razem. Pewne wnioski nasunely mi sie po lekturze strony jednej terapeutki RDI (wrzuc w google, powinnas znalezc). doszlam do wniosku, ze ktos zbija gruba kase po prostu uczac rodzicow tego, co 30 lat temu bylo rzecza najzwyklejsza na swiecie.
                Nie bede sie licytowac, kto ma lepiej i czy faktycznie chcialabys zamienic mozliwosci terapii autyzmu w Polsce na jedyna mozliwosc spotkan z psychologiem. Kumatego psychologa nawet na odleglosc zawsze mozna znalezc. Jak jest doswiadczony w pracy z dziecmi autystycznymi, to nawet nie musisz do niego jezdzic, wystarczy co jakis czas umowic sie na ciut dluzszy telefon, tak jak my to robimy. To nie tak, ze mam przewodnika na kazde zawolanie. Obecnie kontaktujemy sie srednio co 3 miesiace. Mysle, ze takiej mozliwosci nie powinnas wykluczac, nie chodzi o to, zeby stawac sie terapeuta dla dziecka, ale wlasnie jak wspomnialas, zrozumiec, dlaczego dzieco postepuje tak czy inaczej i nauczyc sie (metoda prob i beldow najczesciej) wlasciwego dla dziecka sposobu dotarcia do niego i reakcji na jego zachowania. Taki maluch naprawde nie potrzebuje wiele, w sensie bardzo specjalistycznych terapii. Dla niego swiat powinien byc zabawa i dyplom nie zawsze to zapewnia. Jak specjalisci nie maja doswiadczenia z tak malymi dziecmi i NIE CHCA z nim pracowac, to moze jakas nastolatka, ktora chce sie uczyc, ma cierpliwosc i duzo entuzjazmu, moglaby cie troche odciazych chocby chodzac kilka razy w tygodniu z dzieckiem na plac zabaw? Nie zamykaj sie na najprostsze mozliwosci, bo osobiscie jestem swiecie przekonana, ze najlepszym "lekarstwem" na autyzm jest akceptacja dziecka. W sensie : "jestes dobry jaki jestes, ja ci tylko pomoge w lepszym wykorzystaniu twojego potencjalu, zebys latwiej mogl zyc w tym swiecie".
                Nie bede wiecej pisac, bo znowu wyjdzie, ze sie wymadrzam, nie majac pojecia "jak to jest".
                Ech, zmeczona jestem, Bez powodu. Stan niestety znany mi nie od wczoraj i coraz bardziej sie boje, ale to nic... wielkie nic:/ W koncu mam zycie uslane rozami, nie? ;)
                • halogen75 Re: Nie daj się 07.10.11, 22:58
                  Ło matko i córko, Tigertje,
                  naprawdę z całości mojej wypowiedzi jedyne co wyczytałaś to jakiś zamierzony atak na Ciebie?
                  No to nie poszło nam w takim razie coś i zeszło na te niefajne tory ale ponieważ uważam, że słowo pisane czasem nie przekaże do końca sensu, a nawet potrafi totalnie zamulić sedno, spróbuję raz jeszcze. Jeśli się jednak nadal nie zrozumiemy, to proponuję zostawić to tak jak jest, bo zaplączemy się jeszcze trochę w jakąś dziwną pajęczynę niezrozumienia i zostanie w nas wzajemny niesmak, a ja tak naprawdę tego nie chcę.


                  tijgertje napisała:

                  > Nooo, zrozumiale, choc chyba nie wszystko kumam. Ja chyba nie pisalam zbyt zroz
                  > umiale.

                  Obawiam się, że ja w takim razie też nie kumam i faktycznie albo Ty pisałaś niezrozumiale albo ja odpisałam niezrozumiale. Aaaaaaaaa, albo obydwie napisałyśmy niezrozumiale;)
                  Spróbuję więc rozłożyć odpowiedź na czynniki pierwsze, może to pozwoli nam obydwóm zrozumieć chociaż część.

                  >Bardzo mi przykro, ze zycie cie doswiadcza, al
                  > e argument :"bo ty masz tylko jedno dziecko" to cios ponizej pasa. Dlaczego tak
                  > sadze i dlaczego jest to dla mnie najbolesniejszy argument tym razem nie bede
                  > tlumaczyc:/

                  Tutaj kompletnie nie zrozumiałaś treści albo przyjęłaś ją zbyt dosadnie do siebie. Stwierdzając, że opieka nad 2 chorych dzieci jest dużo bardziej złożona niż opieka nad 1 dzieckiem była najzwyklejszym i najbardziej logicznym stwierdzeniem ale zupełnie nie uderzająca w Ciebie a już na pewno nie była formą licytacji. Logiczne jest przecież, że im więcej masz dzieci tym poprzeczka obowiązków rośnie. Sama mogę świadomie stwierdzić, że jeszcze 3 lata temu mając 1 dziecko było mi po prostu dużo łatwiej. Co w tym jest tak bolesnego?????? Jeśli w jakikolwiek sposób uraziłam Cię akurat tym zdaniem to wybacz ale tak naprawdę nie miałam nic złego na myśli, a już na pewno nie chciałam Ci w ten sposób oddać jakiegoś policzka natury osobistej.

                  > Piszesz, ze szukasz dla dziecka terapii. Rozumiem doskonale, ze chcesz przekaza
                  > c czesc obowiazkow, ktore nie powinny byc twoimi na barki innych, ale jednoczes
                  > nie w waszej sytuacji nie wiem, jak chcesz to rozwiazac

                  Absolutnie nie chcę przekazać komuś swoich obowiązków. I z kolei tu ja Ciebie kompletnie nie rozumiem dlaczego tak to interpretujesz. Czy ta cała masa ludzi, którzy korzystają z terapii dla swoich dzieci jest grupą zrzucającą swoje obowiązki na kogoś??? Naprawdę tak to widzisz? No to rozjeżdżamy się w tej kwestii dokumentnie, bo ja się z tym po prostu nie zgadzam. Ja po prostu chcę by ktoś naprowadził mnie będąc naocznym świadkiem pewnych zachowań mojego dziecka jak mam na to zachowanie reagować, pomóc mi zrozumieć ich sens, pomóc mi wyeliminować zachowania niebezpieczne zarówno dla niego samego, dla nas jak i otoczenia skoro mimo tysięcznych prób i różnych metod mnie jako matce nie udało się tego zrobić. Kiedy zawodzą wszelkie sposoby wypływające z samej natury być może potrzebne są inne narzędzia jako pomoc. Narzędzia, których nie znam, nie posiadam, a może mam ale nie wiem, że mam lub nie umiem ich wykorzystać. Na miłość boską, co w tym dziwnego?

                  >Zrzucanie terapii na s
                  > pecjalistow to czesto wcielenie sie w role taksowkarza:/ o tym akurat wiem co n
                  > ieco, do ubieglego tygodnia tylko wozac mlodego robilam do 1000 km w ciagu tygo
                  > dnia. O perspektywie bankructwa nawet nie wspominajac...

                  I znów słowo "zrzucanie". Tu się widzę nie zrozumiemy jednak...
                  Z wizją bankructwa się zgadzam. Myślę, że moje poszukiwanie może zakończyć się właśnie z tej przyczyny. Najnormalniej może mnie być po prostu na to nie stać. To się okaże.

                  > Piszac o wychowaniu jako formie terapii pisalam ogolnie. Uswiadomilam sobie jak
                  > is czas temu, ze obecnie wiekszosc ludzi naprawde zapomnialo jak mozna byc rodz
                  > ina i spedzac czas razem.

                  Noooooooo i tu odnalazłam sedno, które mnie z kolei zmusiło do bardzo szerokiego rozpisania się w temacie. Jeśli o akceptacji i o wychowaniu pisałaś w stosunku do ogółu zwracając po prostu uwagę, że taki problem występuje powszechnie to ja się z całym szacunkiem pod tym podpisuję. Ponieważ jednak ten temat wychowania dzieci i akceptacji zawsze umieszczasz w moich wątkach, pomyślałam, że to się tyczy po prostu mnie, personalnie. Zupełnie nie wiedziałam czemu akurat mnie. Teraz rozumiem i dziękuję za to zdanie, bo ono akurat mnie wiele wyjaśniło.

                  >Nie zamykaj sie na najprostsze mozliwos
                  > ci, bo osobiscie jestem swiecie przekonana, ze najlepszym "lekarstwem" na autyz
                  > m jest akceptacja dziecka. W sensie : "jestes dobry jaki jestes, ja ci tylko po
                  > moge w lepszym wykorzystaniu twojego potencjalu, zebys latwiej mogl zyc w tym s
                  > wiecie".

                  O tej akceptacji pisałaś już wiele razy i nie ukrywam, że bardzo głęboko nad nią myślałam. Tu zgadzam się całym swoim ciałem, duszą i materią;)

                  > Nie bede wiecej pisac, bo znowu wyjdzie, ze sie wymadrzam, nie majac pojecia "j
                  > ak to jest".

                  Taaaaaaak Tigrertje i zabierzesz swoje zabawki do swojej piaskownicy;)

                  > Ech, zmeczona jestem, Bez powodu. Stan niestety znany mi nie od wczoraj i coraz
                  > bardziej sie boje, ale to nic... wielkie nic:/ W koncu mam zycie uslane rozami
                  > , nie? ;)

                  A to tak zapachniało dziwnie ukrytą ironią i nazwijmy to maleńkim sarkazmem i po co to?:)


                  Tijgertje, zgadzam się z Tobą tyle razy ile się nie zgadzam. Widzę, że Ty ze mną również. Będziemy się zapewne mijać niejednokrotnie w swych wizjach, w swych poglądach. Chciałabym byś po prostu pamiętała, że w mojej sugestii nie leży pogrążyć człowieka, wbijać mu szpile, uderzać w niego bezpośrednio. Ja naprawdę jestem daleko od takiej metody działania. Jednak to nie oznacza z kolei tego, że nie napiszę jasno, że z czymś się nie zgadzam i na głos nie wyrażę własnego zdania.


                  Czytałam ostatnio Twój blog. Tak, przyznaję się, czytam go sobie. Nie codziennie. Wpadam raz na jakiś czas i ciurkiem czytam to co opisujesz. Pamiętam, że opisałaś tam pewną sytuację i zachowanie Twojego synka w piaskownicy. Jego zachowanie zostało przez panią ukarane, a Ty zastanawiałaś się co mogło nim w danej chwili kierować. Bardzo skrzętnie skrawek po skrawku opisałaś pewnego rodzaju tłumaczenie dlaczego tak się stało, a nie inaczej, dlaczego Twój synek tak zareagował. Świetnie go rozumiesz i to, że potrafisz to tak właśnie przedłożyć pozwala Ci na uzyskanie między Wami pewnej nici porozumienia. U mnie tego właśnie brakuje, rozumiesz? I wiem, że dopóki tego nie ma to nic nie będzie takie jakie być powinno. Bardzo chcę ale nie potrafię, bo nie rozumiem. Chcę wiedzieć i chcę rozumieć. I tyle. Nic więcej.

                  Pzdr.



                  • tijgertje Re: Nie daj się 08.10.11, 11:52
                    O widzisz, piszemy w sumie o tym samym tylko inaczej:)
                    O akceptacji, wychowywaniu dziecka z autyzmem pisze wlasciwie wszedzie, nie zwrocilam uwagi, moze faktycznie czesciej padlo na twoje posty, ale absolutnie niczego ci nie zarzucam. "Zwalanie" terapii na specjalistow to wedlug mnie czasem po prostu najlatwiejsze wyjscie, ale jak wszystko ma konsekwencje. Tak jak wspomnialam, sprobuj poszukac kogos do zabawy z dziecmi i dobrego psychologa czy terapeuty, ktory bedzie w stanie przeanalizowac zachowania dziecka z twojego opisu i dac jakies wskazowki. Taniej i bez uciazliwych dojazdow, przypuszczam, ze Holendrzy nie bez powodu wlasnie taka metode wybrali;) Choc rzeczywiscie rodzice okazuja sie najlepszymi terapeutami, o ile posiadaja odpowiednia wiedze i odpowiednia ilosc energii, co niestety czasem nie idzie w parze chocby tylko przez fakt posiadania dzieci, bo te potrafia rodzicow wypompowac do dna;) Rodzice dzieci chorych i zaburzonych zazwyczaj sa silniejsi, bo nie maja innego wyjscia, jesli kochaja dziecko, czego jestes zywym przykladem, wiec rozumiem, ze latwiej, gdyby ktos inny prowadzil terapie dziecka, z mojego punktu widzenia jednak nie bardzo widze plusy. w moim przypadku moglabym jezdzic tam i spowrotem, ale ze twoja sytuacja jest inna, dlatego jesli juz, to mysle,z e lepiej, gdybys miala pomoc w domu, a nie w odleglym osrodku.
                    Co zas do ilosci dzieci: Zawsze mialam do czynienia z dzieciakami i duza rodzina to moje najwieksze marzenie. Niestety lois zdecydowal inaczej, nie moge miec wiecej dzieci, a na adopcje moj maz jest za stary, wiec Kasper musi zostac jedynakiem. Kolejna ciaza dla mnie to pewny wozek inwalidzki. Mialam sytuacje, ze lezac w lozku wylam z bolu i nie moglam wstac, bo nie czulam w ogole nog, za sciana plakal maluch a ja nie moglam nic zrobic. Na szczescie to bylo tylko kikla najsciezszych trygodni, ale nigdy wiecej nie chce tego dziecku zrobic, bo musimy z mezem wychowac dziecko sami, nie mam nikogo, kto w razie czego moglby nam pomoc, wiec chocby na czworakach nie mam innego wyjscia, jak robic tyle, ile moge, zeby zapewnic synowi w miare normalne dziecinstwo.. I to mnie najbardziej boli. Byc moze zle odebralam forme twojej wypowiedzi. Chodzi o to, ze bardzo czesto jak ktos nie ma sensownych argumentow, to wyjezdza do mnie z tekstem "bo ty to masz tylko jedno dziecko!", w sensie, ze nie mam w ogole prawa sie wypowiadac, bo ja nie wiem, jak to jest:/ a radzilam sobie z tlumami "trudnych" dzieci i bli mnie, ze wlasnie fakt , iz z przymusu zostalam mama jedynaka dyskwalifikuje mnie w jakiejkowliek dyskusji. I calkiem powaznie twierdze, ze gdyby ktos mial dosc swojego malego autika, to go chetnie przygarne. Nawet kilka. Tylko chetnych na razie nie ma;)

                    Co zas do koncowki. Zajrzyj na bloga.
                    • halogen75 Re: Nie daj się 08.10.11, 22:10
                      Uffffffffffff, jak miło czytać w zasadzie to samo ale jednak napisane inaczej;)
    • marektatojakuba Re: Za mały na terapię 05.10.11, 23:22
      Nie wiem czy coś Ci to pomoże, ale napiszę co my mamy. Może w jakiś sposób naprowadzi Cię to czego szukać i co organizować dla swojego dziecka, chociaż każde miasto ma swoją specyfikę w zakresie oferty dla dzieci z autyzmem i nie wiadomo co się uda osiągnąć w Łodzi. My jesteśmy z Krakowa, a tutaj jest trochę miejsc, gdzie można uzyskać także bezpłatną pomoc.

      Nasza Natalka miała szczęście szybko trafić pod opiekę dwóch ośrodków, gdzie otrzymała bezpłatnie po 3 godziny bezpłatnych zajęć różnego typu (pedagog, rehabilitacja, Weronika Sherborne itp.). W jednym z tych ośrodków od początku 2011 roku (miała wtedy 2 lata i 7 miesięcy) przyjęli ją do przedszkola. Dzięki temu ma codziennie 5 godzin profesjonalnej opieki w grupie 7-8 osobowej z dziećmi z różnymi dysfunkcjami. Oczywiście część z tych zajęć jest realizowana w ramach wczesnego wspomagania.

      Od samego początku byliśmy gotowi zorganizować jej też płatne zajęcia. Aktualnie do domu przyjeżdża logopeda (3 razy w tygodniu) i pedagog (1 raz w tygodniu), chociaż w sumie logopeda wcale nie koncentruje się na nauce mowy, a na takich ogólnorozwojowych zajęciach pedagogicznych. Do tego raz w tygodniu mamy jeszcze płatną integrację sensoryczną. Wszystkie te osoby mają doświadczenie i specjalizują się w pracy z dziećmi autystycznymi.

      W sumie jest tego sporo, bo praktycznie codziennie są 2 godziny specjalnych zajęć i do tego jeszcze zwykle 5 godzin przedszkola (część zajęć się zazębia). W sobotę rano przychodzi jeszcze wolontariuszka, która się po prostu przez 2 godziny bawi z Natalką.

      Zastanawialiśmy się we wrześniu czy jeszcze czegoś nie szukać, ale czuję, że już nie miałoby to sensu, bo obecny układ Natalka bardzo dobrze znosi, a jakby jej coś jeszcze dołożyć, to mogłaby się zacząć buntować.

      Ty też szukaj takiego złotego środka - żeby było tych zajęć w sam raz. Jak najwięcej, ale nie za dużo, bo "przetrenowanie" dziecka może mieć skutek odwrotny do zamierzonego. Może nie od razu wszystko i nie od razu tak intensywnie. Trzeba podejść do dziecka indywidualnie i jak będzie w stanie zaabsorbować więcej zajęć, to mu stopniowo dokładać.
      Rodzaj zajęć i metody terapeutyczne dostosuj do potrzeb dziecka, ale także do tego co jest dostępne w okolicy. Nie ma sensu tracić wielu godzin na dojazdy do odległych miejsc/miejscowości, bo w tym czasie więcej go sama nauczysz.

      Trzymaj się. Będzie dobrze.
      • halogen75 Re: Za mały na terapię 06.10.11, 16:26
        Markutatojakuba, bardzo Ci dziękuję i choć podobne pytanie zadałam już ojcu karmiacemu, zadam je również Tobie:)

        W jaki sposób i gdzie poszukiwaliście wolontariuszki? Ogłaszaliście się sami? Zgłosiliście się do określonej placówki?

        Będę bardzo wdzięczna za odpowiedź:)
        • marektatojakuba wolontariusze 06.10.11, 16:36
          U nas to było tak, że jeden z ośrodków, pod którego opieką jest Natalka, uruchomił taki specjalny program. Polegał on mniej więcej na tym, że oni organizowali szkolenie dla wolontariuszy dot. pracy z dziećmi autystycznymi (z tego co wiem, kilka-kilkanaście spotkań/wykładów) i rodzice musieli to sfinansować. Koszt symboliczny, rzędu może 100 zł. W zamian wolontariusz ma przez rok (z wyłączeniem wakacji) przychodzić na 2 godziny w tygodniu i zajmować się dzieckiem.
          Tutaj są szczegóły: zaciszeautyzmu.pl/index.php?option=com_content&view=category&id=56&Itemid=108

          Wydaje mi się, że także tutaj na forum ktoś dawał ogłoszenie i zgłosili się wolontariusze. Metoda trochę ryzykowna, ale może ją rozważ. Ja bym proponował także rozwieszenie ogłoszeń że szukasz wolontariuszy na jakichś wydziałach w rodzaju pedagogika specjalna itp. Możesz też pytać w ośrodkach zajmujących się terapią dzieci z autyzmem. Często z nimi współpracują tacy bezinteresowni zapaleńcy, którzy mają trochę serca i chcą się nim podzielić.
          • halogen75 Re: wolontariusze 06.10.11, 16:41
            Bardzo mocno Ci dziękuję raz jeszcze.
    • ulo-lek Re: Za mały na terapię 07.10.11, 12:55
      Mam na imię Ula i jestem studentką IV roku psychologii w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie. Tematem mojej pracy magisterskiej jest „ Poczucie wsparcia społecznego przez rodziców dzieci z autyzmem” dlatego chciałabym bardzo prosić Państwa o pomoc w uzyskaniu danych na ten temat i wypełnienie krótkiej, całkowicie anonimowej ankiety na ten temat. Uzyskane wyniki zostaną wykorzystane wyłącznie do celów naukowych.

      Poniżej znajduje się link do ankiety:

      www.ankietka.pl/ankieta/70656/poczucie-wsparcia-spolecznego-u-rodzicow-dzieci-z-autyzmem.html
      Za poświęcony mi czas z góry bardzo gorąco dziękuję:)
      • marektatojakuba Re: Za mały na terapię 07.10.11, 13:33
        Nie chcę się czepiać, ale ankietę możnaby poprawić.
        Pytanie 8 zawiera dwie takie same odpowiedzi.
        Pytanie 11 powinno być wielokrotnego wyboru.
        Pytanie 12 nie zawiera założenie, że na pewno ktoś pomaga.
    • an_7 Re: Za mały na terapię 09.10.11, 22:39
      A w Ośrodku Wczesnej Interwencji próbowałaś?
      Mieliśmy podobny problem, niestety musieliśmy załatwić prywatnie SI i logopedę. Teraz jest już lepiej, chociaż część zajęć ciągle prywatnie. Fundacje dofinansowują taką terapię, jeśli dochody rodziny nie są wysokie.
      My mieliśmy też dużo konsultacji, na których terapeuta, psycholog, logopeda uczyli nas, jak ćwiczyć z Małym w domu. Pokazali nam np. jak robić masaże zmniejszające nadwrażliwość.

      Odpowiadając na Twoje pytanie: do niektórych form terapii dwulatek jest za mały, ale z pewnością nie do wszystkich.
      • kopcia28 Re: Za mały na terapię 12.10.11, 16:20
        No cóż aż trudno mi uwierzyć, że dzieci z autyzmem i innymi problemami nie są objęte terapia w Waszych miastach. ja jestem ze śląska, jestem oligofrenopedagogiem+wczesna interwencja małego dziecka. Do "mojego" ośrodka trafiają naprawdę maluszki najmłodsze dziecko miało 8 miesięcy?!? Przecież im szybciej tym lepiej. A tak w ogóle to wczesna interwencja należy się dzieciom do chwili aż podejmą naukę w szkole to na co tu czekać? U nas rodzice maja wszystko SI,logopedę nawet przez dwa lata hipoterapię i dogoterapię za darmo. I wiecie co na hipo i dogo ludzi trzeba siłą namawiać bo im się nie chce jeździć z dzieckiem. Mamy naprawdę dobrze wyszkolona kadrę. Najciekawsze jest to, że działamy zbyt dobrze i miasto chce nas zlikwidować, rozwiązać. Ciągle się zastanawiają. Pozdrawiam i walczcie o terapię dla Waszych dzieci
        • nefret_ete Re: Za mały na terapię 12.10.11, 21:10
          Kopcia28 w którym mieście na śląsku jest taka terapia?i czy przyjmujecie dzieci z innych miast?
          • kopcia28 Re: Za mały na terapię 13.10.11, 18:34
            Nasz ośrodek jest w Jastrzębiu-Zdroju ale przyjmujemy dzieci z naszego miast ze skierowaniem wydanym przez Urząd Miast
            • nefret_ete Re: Za mały na terapię 13.10.11, 20:48
              Dziękuję Kopcia28, że odpowiedziałaś, niestety jestem z Tychów.W moim mieście jest bardzo cienko z rehabilitacją lub jest bardzo droga:(
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka