01.12.12, 15:51
Mój syn.
W dzieciństwie samotny, odrzucany, nieakceptowany. Jako nastolatek nierozumiany, wyśmiewany i nadal samotny . Inny. Teraz jest mężczyzną, nadal samotny i Inny. Z czego mam się cieszyć? Skończył szkołę, poszdł do nowej. Nikt go nie rozumie - on nie rozumie innych. Tyle pracy , żeby poradził sobie i znalazł dla siebie miejsce. Nikt go nie kocha , tylko my. A jak nas zabraknie ? Co warte takie życie?
Ech ... zly mam widocznie dzień, złe myśli. Ktoś mnie wesprze ?
Obserwuj wątek
    • mamawaw Re: Mój syn 01.12.12, 16:48
      to ja przytulam wirtualnie!!!!

      ja wiem ze nie chodzi tu o dumę ze swojego syna ale w takich chwilach wlasnie tego sie czepiam!!!ze mam wspaniałego synka który robi postępy w przedszkolu ze pani go pochwaliła ze sie skupił na zadaniu dłużej niz 5 minut!!!
      staram sie podtrzymywać kontakty z rodzina zeby byla oparciem dla naszych dzieci gdyby nas zabrakło
      rozmawiam z nimi na temat chorób syna i jego zachowań
      chce zeby zrozumieli jego postępowanie i ze nei zawsze jest ono złe

      jasne ze sie boje ze jak nas zabraknie to nikt tak nie zapopiekuje sie moimi dziecmi nie poswieci intyle uwagi czy nie zawiezie na ente zajecia czy rehabilitacje
      ale wierze ze znajdzie sie ktos komu bedzie sie chciało!!kto znajdzie sens w pomocy mojemu synkowi!

      przytulam jeszcze raz!!!!i zycze jak najmniej zlych mysli!!!
    • bogusiamaria Re: Mój syn 01.12.12, 17:19
      No powinno Ci się zmyć głowę-jak możesz?Tyle dla niego zrobiłas,dałaś mu poczucie bezpieczeństwa ,rozumiesz go i akceptujesz takim jaki jest-to już jest szczęście.
      A ci inni,zabiegani, może zajęci własnymi problemami,ci NT -czy oni wszyscy tak mają?
      Nie zdajesz sobie sprawy ilu jest wśród nich niezrozumianych,nieszczęśliwych czy w jakiś sposób niespełnionych.
      Miałam kiedyś koleżankę,ładna ,lecz po Haine z widocznym kalectwem(rodzina zasobna finansowo),a wokół niej przewijał się stale wianuszek( 8-15) tzw.przyjaciółek i naciągał ją prawie codziennie na fundowanie kina,kawiarni itp.
      Kiedyś spytałam ją dlaczego tak pozwala się wykorzystywać-czy tego nie widzi?
      Ona odpowiedziała,że o tym wie i spytała:a czy myślisz ,ze gdyby nie to -to miałabym kogokolwiek wokół siebie?
      Dziś nie jest inaczej.Jest młody znajdzie kogoś,może wkrótce.I lepiej naprawdę,aby to nie był wianuszek ale ktoś wypróbowany,sprawdzony-reszta się nie liczy.
      A życiu sens musi sobie już nadać sam-nie możemy tego zrobić za nasze dzieci nawet jeśli najbardziej kochamy.
      -Ja też z niepokojem patrzę na przyszłość mojej wnuczki i rozumiem Cię ,a kiedy mnie z kolei coś dopada myślę,ze w ten sposób nie wolno i aby zrobić kolejny krok do przodu powinnam skupić się na tu i teraz,a także przyjrzeć się dotychczasowym osiągnięciom-pomaga.
      Reszta to zdarzenie przyszłe i niepewne,więc zastanawiać się będziemy później-jak przyjdzie pora...
    • alcia555 Re: Mój syn 01.12.12, 17:37
      Jestem z Tobą przytulam wirtualnie .Nie powinnaś tak myśleć jesteś dobrą mamą na pewno ,gdzieś tam jest "druga połowa" Twojego syna jakaś"bratnia dusza" ,ale najważniejsze Twój syn ma Ciebie i może na Tobie polegać.Wczoraj ja też miałam taki dzień byłam w kompletnej rozsypce myślałam co będzie gdy mnie zabraknie jak poradzi sobie moja córcia kto się Nią zaopiekuje,ale dziś wiem ,że będę, wszystko robiła ,aby moja córcia lepiej dała sobie rade w życiu .Trzymaj się cieplutko.
    • tijgertje Re: Mój syn 01.12.12, 18:56
      na pewno to twoj zly dzien. Jakze inny ten post od poprzedniego;)
      Wiesz co, mysle, ze za duzo sie martwisz zyciem swojego syna widzianym z TWOJEJ perspektywy. Cieszysz sie, gdy zachowuje sie jak "normalny" nastolatek, martwisz, jak jest izolowany przez otoczenie. A ja zapytam: co ON o tym wszystkim mysli? Moi sasiedzi maja 19-latka, ktory wprawdzie nie jest zdiagnozowany, ale podejrzewaja ZA, chlopak jest baaaardzo aspoleczny, nie ma nawet jednego kolegi. Studiuje informatyke i jego najlepszym kumplem jest jego dobijajacy 80-tki dziadek, rownie zakrecony na punkcie komputerow jak wnuk. Zreszta zainteresowania wnuka to po czesci wina dziadka, ktory jest specjalista w wynajdowaniu roznych cudow, programow, kiedys dzieciaki mialy mnostwo "znajomych" ktorzy wiedzieli, ze dziadek im instaluje niewiarygodne ilosci gier. Sasiadka to dusza towarzystwa, zna we wsi chyba wszystkich (w okolicy tez) i chcialaby dla syna innego zycia, ale kiedys powiedziala mi cos, co sama powinnas zapamietac: "jak ja bym tak zyla, to bym umarla z nieszczescia, ale on jest gleboko nieszczesliwy, gdy za bardzo go probujemy wciagnac do naszego zycia, jest szczesliwy sam ze soba i jesli bedzie chcial cos zmienic, bedzie potrafil o tym powiedziec". Mysle, ze jest to idealne podejscie do takiego dziecka. trzeba spojrzec z jego perspektywy i zobaczyc to co on widzi, bo swiat z innej perspektywy wyglada calkiem obco.
      a dla twojego syna mam jedna rade: niech nikogo nie udaje, niech po prostu bedzie soba. szczerosc to cos, co wczesniej czy pozniej ludzie doceniaja i jesli bedzie robic to co robi starajac sie to robic dobrze, byc moze musi poczekac nieco dluzej, ale wierz mi, na dluzsza mete znajdzie dokladnie to, czego potrzebuje. Potrzeba jednak czasu i na progu doroslosci malo kto tak naprawde wie, co jest dla niego najlepsze, czego od zycia oczekuje i z kim chce to zycie dzielic.
      • mikkoevi Re: Mój syn 01.12.12, 19:26
        z własnego doświadczenis że im bardziej starałam tym bardziej nie mogłam nikogo sobie sensownego spotkać , kiedy odpuściłam to pojawił się mój obecny mąz, co prawda jesteśmy oboje Aspi pozytwni ale dobrze nam razem;)) pozatym co ja zrobie że ludzie w duzej kumulacji mnie nie kręcą :)) dla mnie momentem przełomowym były studia, liceum masakra totalna cofffka .... na studiach stałam sie pewniejsza i ludzie to wyczuwali ...
    • mruwa9 Re: Mój syn 01.12.12, 22:59
      a jest szczesliwy? Albo przynajmniej zadowolony z samotnosci?
      Znam takich singli (spowinowaceni, czesc juz nie zyje, bo to wiekowe pokolenie). Cale zycie sami, nigdy partnerki/partnera. Nie wiem, czy byli Aspie, czy nie, bo kto by tam diagnozowal takie rzeczy kilkadziesiat lat temu, ale nie sprawiali wrazenia nieszczesliwych. Moj syn sprawia wrazenie, ze podzieli ten los.
      Nie ma jednego slusznego modelu szczescia w zyciu, jedni dobrze sie czuja otoczeni gromadka dzieci, inni- jako imprezowi DINKsi, inni- zaszyci w bibliotece czy samotni przed monitorem komputera. Wazne jest, zeby znalec swoja nisze, w ktorej czlowiek czuje sie dobrze i bepiecznie. I oczywiscie- uzyskac samodzielnosc ekonomiczna. Nie kazdy musi powielac ten sam, jedynie sluszny model zycia w zwiazku malzenskim/partnerskim, z dziecmi i praca na etacie.
      • pinkdot Re: Mój syn 02.12.12, 08:55
        Podpisuję się pod mruwą. Oceniasz sytuację syna ze swojego punktu widzenia. Ja mam rodzinę, męża i syna, ale jednak czasem myślę sobie, że równie szczęśliwa mogłabym być będąc sama - oczywiście w alternatywnej rzeczywistości, nie wiedząc co tracę bo kocham ich mocno;).
        W życiu można spełniać się na mnóstwo sposobów, w pracy, w sporcie, w hobby - życie rodzinne to tylko jeden z wielu, nie rozumiem dlaczego tak gloryfikowany i stawiany na piedestale.
        • mikkoevi Re: Mój syn 02.12.12, 12:31
          mam nadzieje ze nic nie pokrecilam ale wydawalo mi sie ze twoj syn mial dziewczyne, to jezeli tak to nie kumaty w tej kwestii tak do konca nie jest;))
          • tijgertje Re: Mój syn 02.12.12, 12:42
            mikkoevi, dobrze kumasz. Rohatyna od dosc dawna straszy odejsciem z forum, w miedzyczasie w temacie autyzmu i swojego syna hustajac sie od niewiarygodnej euforii po totalne doly. strach sie bac, co sobie pomysla rodzice dzieci, ktorzy trafiaja na poczatku drog na te zwlaszcza dolowe posty, jak to autysci lepiej zeby nie zyli, jak to sa nic nie warci, w ogole dno totalne i lepiej, zeby nigdy nie istnieli. I strach sie bac pomyslec, jak to wszystko dla samej rohatyny wczesniej czy pozniej moze sie skonczyc.
    • halogen75 Re: Mój syn 02.12.12, 17:59
      Rohtyna, ale co się stało? Jeszcze niedawno pisałaś, że jesteś najszczęśliwszą osobą na świecie, bo Twój syna ma dziewczynę, kolegów, a nawet imprezuje;) Co się zatem wydarzyło, że nagle wszystko tak diametralnie zmienia emocjonalną płaszczyznę? Stracił tych znajomych tak od razu i po prostu?
    • ania.moc Re: Mój syn 02.12.12, 18:16
      Może po prostu masz gorsze dni... i tak czasem bywa, myślę, że masz do tego pełne prawo
      i każda z mam miewa takie myśli co dalej i po co to wszystko .....
      napisałaś, że nikt nie kocha twojego syna - nie nikt tylko jesteście WY a to już dużo są dzieci które odrzucane są przez rodziców i przez kogo wtedy są kochane .....
      wiem, że to marne wytłumaczenie ale najważniejsze jest to by zrobić lub starać się zrobić wszystko co jest w naszej mocy by własnemu dziecku pomóc (raz się uda bardziej raz mniej ale efekty zawsze jakieś są)
      Problem ciągle jest ten sam - co w dorosłości będą robić nasze dzieci jak poradzą sobie bez nas .... to problem rodziców dzieci chorych - ale co można z nim zrobić - sama nad tym się zastanawiam .. i nie wiem
      w ciężkich dniach i dołkach mocno przytulam i ciepło myślę
      p.s - jestem zawiedziona pewną wypowiedzią (raczej krytyczną ..) nie rozumiem w takim razie na czym ma polegać to forum jeśli nie można na nim się wyżalić hymmm bardzo to smutne
      cyt" strach sie bac, co sobie pomysla rodzice dzieci, ktorzy trafiaja na poczatku drog na te zwlaszcza dolowe posty,
      a ja sobie pomyślałam, że na tym forum na pewno nie napiszę, że mam doła (bo zamiast pocieszenia mogę dostać jeszcze po d...e) czyli będę zawsze szczęśliwą i bez problemową mamą dziecka chorego .....
      kurcze nie wiem co z wami ....
      jaki macie odzew na słowa
      cyt" Ktoś mnie wesprze ?
      .................................. smutne
      • tijgertje Re: Mój syn 02.12.12, 18:48
        Ania.moc. tu nie chodzi o to, ze sie ma dola. Tu nie chodzi o to, co sie stalo z synem rohatyny. Ten, kto czyta forum od dawna wie, ze rohatyna nie ma problemu z synem, ma problem ze soba, tylko wypiera to na kazdym kroku, bo latwiej zwalic na autyzm. ja juz nie mam w sobie wspolczucia czy nawet litosci dla kogos, kto poteafi z autystow zrobic najstraszniejsze potwory (poczytaj archiwum), chwile potem piszac tak, jakby poza najwiekszym szczesciem nic innego na swiecie nie istnialo. Przechodzilam depresje i wiem jedno. wspolczuciem i glaskaniem niczego sie nie zmieni, jesli zainteresowany zmienic niczego nie chce. Zeby chciec cos zmienic, trzeba najpierw przyznac, ze sie ma problem, a tego po rohatynie raczej sie ciezko spodziewac. Obym sie mylila. Duzo latwiej ktorys raz z kolei grozic opuszczeniem forum, po to tylko, zeby za jakis czas wrocic i zalozyc watek-tasiemiec, albo ekstremalnie szczesliwy, albo ekstremalnie brutalny, wrecz obrazliwy i bardzo bolesny dla autystow. Nie, ja rozumiem, ze kazdy ma doly, bo wbrew tytulowi nloga tez je mam, ale rohatyna pisala tu takie rzeczy, ze nie chcialabym byc w skorze rodzica, ktory jeszcze niedokladnie wie, czego spodziewac sie po autyzmie swojego dziecka i z ufnoscia i nadzieja liczy na jakies wsparcie od kogos, kto ma wysokofunkcjonujace , wspaniale dziecko wchodzace w doroslosc. Bo taki wlasnie jest syn rohatyny i on zawsze mial, ma i miec bedzie ZA, z ktorym jakos sie do konca zycia musi uporac, ale hustawka nastrojow rohatyny niestety nie ma z autyzmem nic a nic wspolnego.
        • tijgertje Re: Mój syn 02.12.12, 19:16
          no nie moge... ania.moc. Moze nie kojarzysz o czym pisze. Mam na mysli wypowiedzi rohatyny jak w watku obok o naszych dzieciach za 20-30 lat :
          "Mrzonki.
          Skazani na porażkę i samotność.Lepiej, żeby poumierli. I tak umierają z życia. Koniec. Odchodzę z forum. "

          moze nas zagazowac, co??? nie mam tlumu przyjaciol, od kilku lat nie pracuje, nie lubie imprez, ale mam cudowna rodzine i wcale nie uwazam sie za martwa za zycia. Obawiam sie, ze z zycia czerpie wiecej, niz niejeden NT, ktory utystow uwaza za nieszczesliwych.
          • halogen75 Re: Mój syn 02.12.12, 19:33
            Ja własnie przeczytałam ten wątek i jestem zszokowana wpisem Rohatyny. Zresztą nie pierwszy raz ale zawsze broniłam jej, zawsze starałam się zrozumieć, zawsze starałam się ją pocieszyć i zawsze obstawiałam, by nie odchodziła.... ale nie tym razem Rohatyna, dla mnie przegięłaś i ja już nie chcę Cie wspierać. Wycofuję swoje pytanie zawarte na górze. Już mnie to nie interesuje.
    • nerdka1 Re: Mój syn 02.12.12, 20:41
      Lepiej pomyślcie wszyscy, jak na życie syna rohatyny, przez te całe 20 lat, wpływa posiadanie niestabilnej emocjonalnie matki, latającej pomiedzy manią a depresją, żyjącej jego życiem, i opisującej tutaj jego prywatne sprawy, upupiającej go. Najzdrowszy syn potrzebowałby terapii przy takiej matce.

      Sorry, mam aspergera, to mi wolno wywalić kawę na ławę.
      • firella2 Re: Mój syn 02.12.12, 21:12
        nerdka1 napisał(a):

        > Lepiej pomyślcie wszyscy, jak na życie syna rohatyny, przez te całe 20 lat, wpł
        > ywa posiadanie niestabilnej emocjonalnie matki, latającej pomiedzy manią a depr
        > esją, żyjącej jego życiem, i opisującej tutaj jego prywatne sprawy

        No właśnie. Brutalne, ale prawdziwe. Pomyślałam to samo po lekturze wpisu R. w sąsiednim wątku. Przykro się zrobiło :(
        • nerdka1 Re: Mój syn 02.12.12, 21:50
          Niech się mamuśka zdiagnozuje na chorobę afektywną dwubiegunową, czy na co.
          • bogusiamaria Re: Mój syn 05.12.12, 15:19
            To chyba za dużo powiedziane.Każdy ma prawo do gorszego dnia i Rohatyna przyszła aby nam o tym opowiedzieć-nie dziwię się jej i rozumiem lepiej niż niektórym się zdaje,gdyż podobne teksty słyszałam już w swojej własnej rodzinie.
            I powiem tak: na świecie są dobrzy ludzie i wielu z nas takich niejednokrotnie spotyka-jestem pewna,że nasze dzieci,wnuki nie będą osamotnione w przyszłośći, a ile potrzebują określą same w/g swoich norm a nie naszych i to jak napisała tig jest najważniejsze.
            • tata.po.30 Re: Mój syn 05.12.12, 16:47
              > Każdy ma prawo do gorszego dnia i Rohatyna przyszła
              > aby nam o tym opowiedzieć-nie dziwię się jej i rozumiem

              Co innego powiedzieć "mam gorszy dzień, pocieszcie mnie", a co innego "a niech te nasze dzieci umierają, bo i tak do niczego się nie nadają". To nie jest gorszy dzień -
              • tijgertje Re: Mój syn 05.12.12, 17:06
                tata.po.30 napisał:
                Co innego powiedzieć "mam gorszy dzień, pocieszcie mnie", a co innego "a niech
                > te nasze dzieci umierają, bo i tak do niczego się nie nadają". To nie jest gors
                > zy dzień -
              • nerdka1 Re: Mój syn 05.12.12, 21:08
                > To nie jest gorszy dzień -
                • tata.po.30 Re: Mój syn 05.12.12, 21:46
                  > Dlaczego łatwiej jest wam zarzucić komuś podłość niż poważne zaburzenie, chorobę?

                  ChAD nie wyklucza podłości. Zresztą w ChAD epizody manii i depresji trwają długo, dużo dłużej niż te Rohatynowe parę dni. A po nich przychodzi uspokojenie, gdy człowiek myśli racjonalnie. I to jest czas na opamiętanie. Rohatyna wielokrotnie obrażała nasze dzieci i nigdy nie sprawiała wrażenia, żeby czegoś żałowała, choć jej to wielokrotnie tłumaczono. Zgadzam się, że prawdopodobnie potrzebuje pomocy. Ale nie uważam, by to ją usprawiedliwiało. No chyba, że jest na tyle chora, że całkiem niepoczytalna.
                  • tijgertje Re: Mój syn 05.12.12, 21:57
                    Znowu sie musze zgodzic. Rohatyne osobiscie nieraz juz do specjalisty wysylalam, ale najwyrazniej jest ostatnia osoba, ktora uwaza, ze potrzebuje pomocy. I pisalam juz rowniez o tym, ze najbardziej w tym wszystkim szkoda wlasnie jej syna. Wiem, jak bardzo otoczenie potrafi zniszczyc psychike i samoocene i mam tylko nadzieje, ze syn rohatyny jest odporniejszy niz ja bylam kiedys.
                  • nerdka1 Re: Mój syn 06.12.12, 10:20
                    > Zresztą w ChAD epizody manii i depresji trwają dług
                    > o, dużo dłużej niż te Rohatynowe parę dni.

                    Niekoniecznie. online.synapsis.pl/Slowniczek/Stan-mieszany.html
                • anchen Re: Mój syn 05.12.12, 22:04
                  nerdka1 napisał(a):

                  > > To nie jest gorszy dzień -
                  • nerdka1 Re: Mój syn 06.12.12, 10:25
                    > Dlaczego miałabym zwalniać z tego dorosłą kobietę?

                    Oczywiście nie. Jeśli podejrzewamy, że krzywdzi syna, trzeba nią potrząsnąć. Jednak wyzywanie jej od podłych nie przybliży jej do rozwiązania problemu. Natomiast zasugerowanie, co może jej być, i żeby poszła do specjalisty, przybliża do rozwiązania problemu.
                    • tata.po.30 Re: Mój syn 06.12.12, 10:42
                      1. Problemy tego typu i udanie się do specjalisty sugerowano jej wielokrotnie. Bez skutku.
                      2. Nie wyzywam Rohatyny, a określiłem jej zachowanie. Wprost. Jestem ojcem dziecka z ZA, więc mi wolno wywalić kawę na ławę (że Cię zacytuję).
                    • anchen Re: Mój syn 06.12.12, 11:46
                      nerdka1 napisał(a):

                      > > Dlaczego miałabym zwalniać z tego dorosłą kobietę?
                      >
                      > Oczywiście nie. Jeśli podejrzewamy, że krzywdzi syna, trzeba nią potrząsnąć.

                      Nie. Nic nie wiemy o tym, jak Rohatyna traktuje swojego syna: nie wnioskowałabym o tym na podstawie kilku wpisów w wirtualu. Ale może skrzywdzić mojego syna, jeśli mój syn przeczyta przez przypadek jej wesołe elukubracje. I może skrzywdzić inną matkę, jeśli trafi na kogoś słabszego czy w depresji. I uważam, że po tych wszystkich - powtarzanych, długotrwałych - prośbach, żeby skonsultowała się ze specjalistą, mam prawo nie chcieć, aby traktowała to miejsce i jego gości jako worek treningowy, część terapii czy ćwiczenia polowe ze swoich literackich ambicji.

                      Co więcej, uważam, że kwitowanie tych wybryków tekstem "Każdy ma gorszy dzień" albo "Przytulam Cię" nie jest wsparciem dla Rohatyny.
                      • krawczykasia Re: Mój syn 06.12.12, 12:22
                        napisałam w innym wątku,napisze jeszcze raz tutaj. Rohatyna nas prowokuje, potem pewnie ma niezłą polewkę z tego co czyta.

                        na codzień kochająca i dbająca matka, na forum - niby anonimowo, wylewa wszystko to, czego nie może w "realu" wywalić z siebie. Może forum służy jej do tego, żeby wywalić swoje marzenia, dać upust tej "ciemnej" stronie osobowości? Każdy z nas ma takie rozdwojenie, i żadne z nas nie może go w realu ujawnić. Tyle, że mało kto ujawnia je na forum. Ona to robi z pełną premedytacją i potem bawi się naszymi komentarzami.

                        Radziłabym olać totalnie wszelkie te zaczepne wątki, posty i już. Chce przebywać w towarzystwie, które ma na celu wzajemne wspieranie się , a nie dołowanie? To niech zmieni klimat swoich wypowiedzi. A jeśli wsparcia nie potrzebuje, to fora ze dwora.
                        Czy cieszy ją to, że codziennie uda jej się zdołować choć jednego rodzica? Może niech przyjedzie do mnie. Zajmie się moim Kubą parę dni - zobaczy co to znaczy mieć dziecko, które może nigdy nie będzie samodzielne. Nigdy samo sobie chleba nie kupi, nie pojedzie autobusem.

                        Niech sobie poszuka forum dla odosobnionych i tam wylewa swoje frustracje.
                        Ci, co czytali moje posty, wiedzą, że lubię nikogo wyzywać, ale napiszę: głupia baba i tyle. I podła...

                        • krawczykasia Re: Mój syn 06.12.12, 12:26
                          jeszcze jedno dodam,
                          może gdy rzuci taką prowokację, ma nadzieję, że za chwilę poczyta ochy, i achy - jak to ona ma dobrze. jak to inni mają gorzej i chcieliby być na jej miejscu....
                          Może tym się karmi - że inni mają gorzej.
                      • halogen75 Re: Mój syn 06.12.12, 12:41
                        A ja jeszcze chciałam dodać, że jej słowa nie tylko dotykają autystów, ale też rodziców dzieci, którzy walczą o każdy dzień, bo nie wiadomo, który będzie tym ostatnim...
                        Stąd moja ostra wypowiedź, choć na forum i tak się hamowałam, bo istnieje regulamin. Nie wykrzyczałam tego co naprawdę miałam wówczas w sobie czytając ten makabryczny wpis. Poruszył mnie do głębi, ponieważ szarpnął sfery, która niektórym z nas towarzyszy codziennie i nad którą pracujemy w pocie czoła. Nie pozwolę, by ktoś w sposób paskudny (tak, tak- PASKUDNY) rzucał sobie tematem dotyczącym śmierci dzieci za ich życia. Wielu ludzi tu wchodzi i czyta i niektórzy nie tylko borykają się z problemem autyzmu ale mając do czynienia z innymi, dużo cięższymi przypadkami, ocierają się o kant śmierci, która gdzieś tam krąży ale nie wiadomo kiedy zapuka do drzwi... Może jutro? Może za rok? Może za lata? A może w odpowiednim czasie ale z mocno zebranym żniwem po drodze. Taki wpis podcina skrzydła, wymaga użycia dużej siły wewnętrznej, by nie tętnił w mózgu po jego przeczytaniu i by nie wywołał reakcji wybuchowej. Tym bardziej, jeśli sytuacja jaką mamy wiąże nas z nim w różny sposób. Krótki wpis ale na tyle mocny i uderzający bezpośrednio w wiele grup ludzkich, że nie sposób przejść koło niego obojętnie, spokojnie i na luzie. Ciężko, by był bodźcem do poklepania po plecach autora i powiedzenia "rozumiemy, masz zły dzień". Zawsze są pewne granice etyczne, granice ludzkiej wytrzymałości, a tutaj poprzez powtarzalność niektórych słów wracających na forum niczym jak bumerang w coraz silniejszej postaci, zostaje czytelnikowi zabrany cały zasób cierpliwości i stanu zrozumienia. On się po prostu wyczerpał. Jeśli autorowi chodziło o wzbudzenie emocji do granic możliwości, bo wiało nudą i monotonią, to autor spisał się na medal. Na pewno długo na długo pozostanie w naszej pamięci. Pobudził też w sposób bardzo dotkliwy nasze komórki mózgowe. Odczuliśmy tekst bardzo dogłębnie i każdy z osobna. Poczuł nasz mózg, nasze serce, nasze psyche więc "brawa" dla autora:/ Autor zawsze pisał nam, że lubi wzbudzać emocje, że się nie hamuje, że wali prosto z mostu, bo taki jest i się nie zmieni, no więc walnął z mostu tak, że wszyscy z niego spadli. Cel został zdobyty więc autor może czuć się spełniony. Dla mnie ten autor wciąż tu jest. Czyta co piszemy, obserwuje jaką reakcję w nas wzbudził. Jestem przekonana, że autor ma tutaj dwa nicki, pod którymi pisuje ale odpuszczę sobie akcję śledczą. Autor dokładnie wie o czym piszę w tej chwili i niech mi wierzy, że bardzo łatwo go rozszyfrować po niektórych uderzających wpisach pod dwoma różnymi nickami. Ale spokojne sumienie pozostawiam samemu autorowi skoro czemuś służy jego mistyfikacja. Mnie wystarcza ten jeden, konkretny wpis, który powoduje, że chcę zapomnieć. To wszystko.
                        • el-loco Re: Mój syn 07.12.12, 11:32
                          Tak mi zaświtało właśnie.A może autor wcale nie ma dwóch nicków ale pod jednym ukrywają się dwaj autorzy? Jeden to Rohatyna a drugi (ten od dołujących postów) to jej syn? Może w ten sposób odreagowuje on swoje frustracje?To,że nie może odnależć się w świecie? Albo po prostu nas troluje i obserwuje reakcje?
                          Tak czy inaczej moja rada jest aktualna.Rohatyno swoje frustracje wylewaj w założonym przez ciebie blogu,czy na innym mordoksięgu (facebook)
                          • tijgertje Re: Mój syn 07.12.12, 13:15
                            autysta mialby sie bawic w takie podchody? Nie wierze.
                        • rohatyna Re: Mój syn 08.12.12, 13:30
                          halogen75 napisała:

                          A ja jeszcze chciałam dodać, że jej słowa nie tylko dotykają autystów, ale też
                          rodziców dzieci, którzy walczą o każdy dzień, bo nie wiadomo, który będzie tym
                          ostatnim...
                          dwa nicki, pod którymi pisuje świadczą. Autor dokładnie wie o czym piszę w tej chwili i niech mi wierzy, że bard zo łatwo go rozszyfrować po niektórych uderzających wpisach pod dwoma różnymi nickami..


                          Zapewniam cię , że piszę ja - jako ja i nikt pod tym nickiem nie pisze. O umieraniu dziecka wiem więcej niż ty. Zapewniam Cię. Dużo więcej.
                          Autyzm to straszna przypadlość. Nikogo tak społeczeństwo nie eliminuje jaki ich właśnie. Dzieci na wózku rodzą współczucie, dzieci z Zespołem Downa przyjazny uśmiech, dzieci autystyczne - agresję i niechęć. Wszędzie, w życiu, w szkole w pracy, na co dzień. Na wszystkie mrzonki w stylu " poradzą sobie"" Państwo o ich zadba" " Zakłady Pracy Chronionej" reaguję agresją- nic nie mogę poradzić. To bzdury.
    • a-k-t76 Re: Mój syn 07.12.12, 14:11
      Żaden rodzic nie dostaje gwarancji i poczucia bezpieczeństwa w zakresie przyszłości swojego dziecka. Rodzi się zdrowe lub jako zdrowe, piękne uśmiechnięte. Matematycy marzą żeby ich dzieci były matematykami, informatycy - informatykami, a lekarze najlepiej lekarzami. Los bywa przewrotny zdrowe dzieci, wybitnie rokujące mogą zachorować (znam przykłady białaczki i śmierci), kolega zmarł na II roku studiów – wrażenie niesprawiedliwości losu było potężne, spotkałam też na swojej srodze dzieci wybitnych rodziców przez duże „W” które niby mając wszystko stoczyły się na margines społeczeństwa. Znam wreszcie rodzinę „Aspich z tradycjami” z synem Aspim i jego cudowna żoną NT, cudowną córą Aspie. Tradycje naukowe są w rodzinie potężne (sami profesorowie), idą do przodu – mają cudowna komunikację wewnętrzną – nie zadręczają się złymi emocjami. Można od nich czerpać.

      Naprawdę nie mamy wpływu na życie naszych dzieci, co więcej nie mamy wpływu na SWOJEJ WŁASNE ŻYCIE i ZDROWIE. Mamy za to wpływ na miłość, tolerancję i „prawo do własnej tożsamości”. Jak odbieramy świat zależy od posiadanej osobowości: wrażliwca, awanturnika, buntownika, czy też człowieka pogodzonego.
      Wszystkim życzę powodzenia w drodze do swojego szczęścia, zaufania oraz akceptacji. Czasami warto się zatrzymać i spojrzeć na świat przez pryzmat CUDZYCH oczu.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka