Dodaj do ulubionych

Czy to ZA czy kwestia wychowania??

10.07.13, 14:08
Pisałam już kiedyś o synku mojego męża. Ma niecałe 7 lat, skończył przedszkole. Mama była z nim raz u psychologa (miała nakaz sądowy) i ten zasugerował podejrzenie ZA. Więcej do psychologa nie wróciła, odrzuciła od siebie tę diagnozę, mąż znalazł jakaś polecaną poradnię i chciał żeby poszli tam w trójkę, niestety spotkał się z odmową, kilka razy a potem temat zarzucił, myślę, że trochę ze strachu. Niestety nadal nie potrafią dojść do porozumienia, nawet w kwestii dziecka. Opiszę jak to wygląda ale podkreślam nie oceniam tu żadnego z rodziców, uważam że oboje popełniają jakieś błędy ale pewnie wynika to z ich własnych jakichś problemow.
Po pierwsze, czy jest jakaś opcja żeby ktoś poobserwował dziecko w jego naturalnym środowisku, wiem, że przy obcych zachowuje się inaczej niż w domu gdzie czuje się pewnie. Czy takie rzeczy są w ogóle praktykowane?
Poniżej to co obserwuję u Młodego już od 2-3 lat. Są rzeczy które mi się zgadzają i takie których absolutnie u niego nie widzę. Tak czy inaczej mam intuicyjne przekonanie, że powinno mu się jakoś pomóc bo nawet jeśli to nie ZA, chłopak potrzebuje pomocy.
Najłatwiej napisać mi o objawach ZA, których u niego nie widzę:
echolalia - brak,
nieumiejętność zabaw na niby (uwielbia takie i ma sporą wyobraźnię), brak czynności rutynowych, planów dnia itp (chociaż woli np iść w znane miejsce, nowych się boi jak dziecko typowo bardzo nieśmiałe), potrafi przerwać zabawę, nie ma ciśnienia żeby coś dokończyć, ma poczucie humoru czasem nawet dość abstrakcyjne. Nie ma obsesyjnych zainteresowań, ma kilka typu starożytny Egipt, dinozaury, a ostatnio gwiezdne wojny i trochę się to miesza, zmienia, nakłada, nie widzę nic niepokojącego. Nie mówi o tym non stop nie używa specjalistycznego słownictwa.
Teraz to co mi się wydaje podejrzane:
największy kłopot to totalna aspołeczność, po 3 latach przedszkola nie ma żadnego kolegi, w klasie bawi się sam, chyba że jest jakieś zadanie narzucone przez wychowawczynię to dołączy, ale z oporami, spuszczona głowa itp. Na pytania dorosłych odpowiada, na swoim terenie gdzie jest bezpieczny np u nas nawet odpowiada pełnym zdaniem, uśmiecha się. U kogoś dramat, ostatnio byliśmy u jego wujków których widzi kilka razy do roku, nie chciał wejść do domu, stał 30min w przedpokoju, przez całą kilkugodzinną wizytę się do nich nie odezwał, najwyżej kiwał głową. Na podwórku spina się kiedy podchodzą do niego inne dzieci, widać to bardzo. Jak tata baaaardzo się postara to toleruje inne dzieci i niby się bawią, ale tata musi być z nimi, to tata rozmawia z innymi dziećmi, Młody mówi do taty lub trochę w przestrzeń. Tata nadaje ton zabawie, np wczoraj próbował się bawić za namową taty z 2 chłopcami z przedszkola i oni urządzali wyścigi, trochę się szturchali, bo niby jeden był złodziejem drugi policjantem, Młody podczas kontaktu fizycznego sztywniał i stał nic nie robiąc. Tolerował to ale nie wiedział co zrobić. Mam wrażenie, że gdyby nie zerkanie na tatę który się śmiał to nie byłoby pewne czy to zaakceptuje. Gdy kolega szturchnął go mocniej a on upadł (nic się nie stało, nawet zatarcie, zabawa była na trawie) to był płacz, wtulanie się w tatę przez 20min i koniec zabawy już się nie dał namówić.
Mowa - połykanie głosek, albo powtarzanie końcówek typu "zgłosiłem iłem"
Dotyk - lubi się przytulać do taty (pewnie do mamy i babci z którą mieszka również) do mnie, ale już z drugą babcią którą i tak widzi często bo raz w tygodniu widzę, że nie bardzo tylko jakby "wytrzymuje" jej uścisk, a czasem robi unik.
Niezgrabność ruchowa - Młody 2gi sezon uczy się jeździć na rowerze na 2 kółkach, nie idzie to kompletnie, wygina się, zapomina pedałować, nie trzyma równowagi. Po zakupie łóżka piętrowego uczył się na nie wchodzić (może też ze strachu) ok 4 miesiące, tata musiał ciągle asekurować i mówić która noga itp. Pisze i rysuje słabiutko i chyba to czuje bo woli tego nie robić, szybko się poddaje jak klocek do klocka nie wchodzi oddaje nam. Mimo że ciągle go chwalimy, zachęcamy itp. Dziwnie biega, wygląda to trochę jak takie przerysowane ruchy rąk i nóg, jak w wodzie trochę, nie umiem wytłumaczyć.
Jedna dziwna rzecz o której niedawno czytałam, ma po babci od str. mamy dłonie z palcami które wyginają się w drugą stronę, potrafi dotknąć kciukiem do nadgarstka.
Teraz to co gmatwa temat (podkreślam brak oceny ob nie to jest meritum sprawy).
Nie wiem na ile u młodego to może być ZA a na ile kwestia wychowania. Mama i babcia są bardzo aspołeczne, mąż podejrzewał kiedyś ZA u babci właśnie obie z mamą młodego mają ponoć te rutynowe zachowania (babcia bardziej), przywiązanie do szczegołów, nietolerancja hałasu itp.
Młody ma powtarzane, że dzieci to są łobuzy bo zabierają zabawki, w piaskownicy był sadzany tyłem do dzieci, żeby się nie stresować, w domu bawią się w królestwo ciszy - Młody często mówił szeptem, długo musieliśmy go tego oduczać i głównie przy nas mówi normalnie, przy innych znów szept), często z mamą wychodzą do parku wieczorem jak nie ma już dzieci, ma zakaz oglądania pewnych bajek które są np o jakiejś królewnej która w ocenie mamy i babci jest zbyt rozpieszczona itp. Niestety mama nie widzi w zachowaniu Młodego nic złego, uważa że ma naturę obserwatora tak jak i ona i uważa, że się czepiamy. Czy ma sens pójście z dzieckiem do psychologa bez mamy i jakakolwiek próba pracy skoro jednak 5 dni w tygodniu jest z mamą i babcią które nieświadomie nawet pogłębiają problem. I na ile to wg Was może być ZA po tych obserwacjach a na ile jednak po prostu specyficzne wychowanie w domu?
Obserwuj wątek
    • truskawka-00 Jeszcze jedno 10.07.13, 14:21
      Nie wiem czy ważne, czy normalne u dzieci w tym wieku. Młody nie bardzo ma przywiązanie do rutyny, planu dnia itp, ale łatwo się denerwuje jeśli coś idzie nie po jego myśli, kłopot w tym, że to następuje bardzo nieoczekiwanie, np wymyśla zasady własnej gry i nagle płacze że tych zasad tata nie zrozumiał, albo np tak jak wczoraj "zbyt zamaszyście uderzał pionkiem" itp, a bardzo często nie wiemy o co chodzi i co się stało i Młody nie potrafi tego powiedzieć. Tylko to nie jest agresywna histeria z tupaniem itp, on szlocha, zanosi się, łzy lecą jak grochy, zaczyna się jąkać albo milczy, odwraca się do ściany i koniec, serce się kraje. Czasem przechodzi po 3 minutach a czasem trwa pół godziny.
      • tijgertje Re: Jeszcze jedno 10.07.13, 15:23
        Czekaj no, jesli mama miala nakaz sadowy, to co na to sad, ze poszla raz i na tym sie skonczylo??? Chlopak ma ewidentne problemy i na miejscu ojca uderzalabym w tym momencie do sadu, zeby dostac nakaz diagnozy i terapii. Ojciec moze sam zdiagnozowac dziecko, ale terapia to niestety codzienne zycie i nie da sie dziecku pomoc, jesli rodzice nie tworza wspolnego frontu.
        • truskawka-00 Re: Jeszcze jedno 10.07.13, 15:40
          No właśnie tego nie wiem i nie rozumiem, bo w nakazie było jak byk, że ma w ciągu miesiąca od wyroku iść z synem do psychologa lub psychiatry i ewentualnie podjąć terapię zgodnie z opinią psychologa lub psychiatry. Nie wiem czy wystarczyło donieść to zaświadczenie, że poszła i na tym koniec, czy to po prostu martwe prawo u nas.
          • truskawka-00 Jeszcze dwa 10.07.13, 16:01
            Młody oczywiście też większości ludzi nie patrzy w oczy, ale tu łatwo chyba pomylić to ze zwykłą nieśmiałością, na nas patrzy. Natomiast mowa jest specyficzna, bo ciągle taka w jednej niskiej tonacji, trochę niewyraźna i na jednym wydechu, czasem z tymi powtarzanymi końcówkami, ale to też nie wiem czy jeszcze może być normalne w tym wieku. Nie znam się, nie potrafię ocenić :/
            • tijgertje Re: Jeszcze dwa 10.07.13, 16:08
              ja bym zrobila liste wszystkich niepokojacych objawow i poszla z dzieckiem do kumatego, oblatanego w autyzmie psychiatry, bo to co opisujesz (zwlaszcza w kontekscie z babcia i mama) jest niepokojace. Zaburzony kontakt wzrokowy to nie zupelny brak kontaktu wzrokowego.
              • mikkoevi Re: Jeszcze dwa 10.07.13, 16:24
                To co opisujesz tak jednoznacznie na autyzm nie wygląda....pewne objawy mogą być spowodowane zaburzeniami psychicznymi powstałymi np na gruncie rozbitej rodziny... życie w dwóch rzeczywistościach ...matka babcia i nowa rodzina taty...mogą u takiego młodego człowieka powodować nieźle zamieszanie... to nie jest konfortowa dla niego sytuacja...dlatego pomoc jemu i przy okazji zaangażowanie zainteresowanych dorosłych i wspólne działanie dla dobra dziecka byłoby ważne...
                Chyba lepiej zacząć od rozmowy z przedszkolem w tej sprawie i to musi zrobić tata..przedszkole powinno zaangażować w to mamę chłopca...być może skierować do poradni Psychologiczno - pedagogicznej na obserwację. Nakazami sądowymi na za dużo daje się zdziałać.. wiem że gdy rodzice są skłóceni to często do takich rozwiązań dochodzi ale zróbcie coś dla dobra tego dziecka .....
                • truskawka-00 Re: Jeszcze dwa 10.07.13, 17:06
                  No tylko z Młodym jest kłopot już nim rodzice się rozstali, tzn wg męża, dlatego nalegał na posłanie go do przedszkola żeby go nieco aktywować towarzysko, mama była przeciwna przedszkolu. Ale w końcu jakoś uległa, potem tylko wypisała dziecko z przedszkola kiedy wychowawczyni zwróciła jej uwagę, że z Młodym należy zacząć pracować bo jest mocno wycofany i zaleciła konsultację (no i jeszcze poruszyła temat że separuje go od taty), wtedy po sporej awanturze przepisała syna do dużego przedszkola połączonego ze szkołą gdzie już nikt się dzieckiem nie zainteresował. Mąż chodził na rozmowy z wychowawczyniami ale guzik to dało, były chyba zainteresowane jedynie żeby odbębnić swoje 8h, Młody po 2 latach w tej samym przedszkolu bawił się sam. Teraz syn idzie do szkoły więc chyba z przedszkolem nie warto już rozmawiać. Chcieliśmy pójść właśnie do poradni psychologiczno-pedagogicznej ale mama się nie zgodziła :( Nie wiem jak to ugryźć, a zarazem mąż chyba nie wszystko u syna chce widzieć, ciągle go porównuje do innych bardziej nieśmiałych dzieci jeśli gdzieś takie spotkają itp.
              • truskawka-00 Re: Jeszcze dwa 10.07.13, 17:08
                A myślisz, że jest sens pójść do psychologa/psychiatry bez dziecka? Bo ja nie chcę podnosić alarmu jeśli nie mam racji i nie wiem jak powiedzieć o swoich wątpliwościach mężowi. On i tak jest bardzo na punkcie syna wyczulony.
                • tijgertje Re: Jeszcze dwa 10.07.13, 17:16
                  Oczywiscie, ze tak. Zazwyczaj i tak najpierw wywiad bez dziecka przeprowadzaja.
                  • tijgertje Re: Jeszcze dwa 10.07.13, 17:20
                    Acha, tylko jedna rzecz: jesli nie masz prawa do opieki nad dzieckiem, to tak czy siak nie mozesz isc do nikogo bez meza.
                    • truskawka-00 Re: Jeszcze dwa 10.07.13, 17:26
                      No sądowej nie mam żadnej, ale nawet na konsultację/rozmowę nie mogę liczyć?
                      • tijgertje Re: Jeszcze dwa 10.07.13, 17:29
                        Musisz pytac na miejscu. Z psychologiem moze jeszcze da sie cos ugadac, ale psychiatre obowiazuje tajemnica lekarska i nie ma prawa omawiac problemow dziecka z kims, kto teoretycznie (czyli prawnie) nie ma do tego uprawnien. probuj urabiac meza, bo bez niego i tak sama nic nie zrobisz.
                        • truskawka-00 Re: Jeszcze dwa 10.07.13, 17:35
                          No to jest właśnie najtrudniejsze, bo on też widzę trochę się boi stawić temu czoła, a ja chciałabym wiedzieć, czy to co obserwuję nie jest jakąś nadinterpretacją.
                          • tratteolo Re: Jeszcze dwa 10.07.13, 22:49
                            Wiesz, co mnie najbardziej uderza w tym wszystkim?
                            Że wyglądasz na osobę najbardziej zainteresowaną, by dzieciaka "sprawdzić" i - jeśli to konieczne - jakoś mu pomóc.
                            Z tego co piszesz wynika, że matka na wszelkie sugestie od razu wykazuje reakcję obronną, a ojciec - unikową. I to jest smutne - wydaje się, że własne dobre samopoczucie stawiają ponad dobrem syna...

                            Moim zdaniem podchodzisz do tematu najbardziej odpowiedzialnie (może właśnie dzięki temu, że nie jest to Twoje dziecko?) i zrób wszystko co w Twojej mocy, by Młodemu pomóc.

                            Przede wszystkim rozmawiaj z mężem, a on dalej niech rozmawia z mamą Młodego. Spokojnie, rzeczowo, jak najmniej emocji, jak najwięcej konkretów. Chodzi o to, by Młodemu było w życiu lepiej i lżej, prawda? W szkole bywa różnie, z reguły ciężej niż w przedszkolu ;) a on będzie musiał sobie tam jakoś radzić. I trzeba go w tym wspomóc - niezależnie od tego, czy kłopoty leżą w genach, czy w wychowaniu.

                            Musisz też męża wspierać w jego ojcostwie - utwierdzać go w przekonaniu, że jest dobrym tatą dla swojego syna, że ma ważną rolę wskazania mu "wzorca męskości" oraz nauczeniu syna jak być w życiu szczęśliwym. No i nie może odcinać się od wychowywania syna, nawet jeśli jest to zadanie trudne i - ze względu na zachowania mamy chłopca - często niewdzięczne...
                            • truskawka-00 Re: Jeszcze dwa 11.07.13, 08:54
                              Może faktycznie dlatego, że to nie mój syn i może ciut bardziej obiektywna jestem, chociaż też na pewno nie całkiem bo dałabym się za Młodego pokroić jak za własną córkę. Rodzice ewidentnie są uwikłani we wzajemną bardzo silną niechęć, na pewno trudno im przyjąć wzajemne uwagi pod kątem syna, bo myślą że to krytyka wzajemnego wychowania, umiejętności itp. Trochę staram się to zrozumieć, ale jednak ciężko mi to idzie, bo dziecko powinno być absolutnym priorytetem, niech sobie szpile wsadzają w rozmowach o czymś innym, ale nie o dziecku. Mama pewnie była w taki sposób wychowana i nie widzi w tym nic złego, skoro sama jest trochę podobnie aspołeczna itp. Mężowi staram się zwracać uwagę na pewne sprawy, z różnym skutkiem, bo Młody jest ciągle jego "małym synkiem" któremu trzeba kroić kanapki na kwadraciki itp, o tym też rozmawiamy i widzę, że powooooli stara się syna troszkę usamodzielniać, ale jest to dla taty trudne, bo nękany wyrzutami sumienia, że rozstał się z mamą syna chce być mu ciągle bardzo potrzebny. A ja nie mogę też być osobą, która ciągle zwraca uwagę, bo chcę żeby czuł że jestem z nimi, a nie broń boże przeciwko. Nie wiem więc kompletnie jak wytoczyć "torpedę" typu: pamiętasz sugestię psychologa sprzed kilku miesięcy, poczytałam trochę, obserwuję Młodego i obawiam się, że jednak coś w tym może być. Zwłaszcza jeśli nie mam racji. Z drugiej strony ZA czy nie ZA uważam, że powinno się Młodemu jednak jakoś pomóc, bo widzę, że w kontaktach z rówieśnikami nie radzi sobie za grosz. Tylko jak, skoro w domu w którym jest jednak 2/3 czasu dolewają oliwy do ognia. Nawet z kuzynem Młody się nie bawi, bo mama ciągle narzeka, że kuzyn a to syna szturchnął i stwierdza, że zrywaja kontakty (jest młodszy od syna o 3 lata, więc to raczej nie celowe złośliwe działanie), a to nie posprzątał po sobie zabawek w pokoju syna i tak ciągle świadomie lub nie, nastawia dziecko przeciwko dzieciom nawet z rodziny. Nie wiem jak to ugryźć zupełnie.
                              Póki co wymogłam na mężu obietnicę, że po powrocie z wakacji spróbuje porozmawiać z byłą żoną, obiecał na spokojnie, ale widzę, że z góry zakłada fiasko. :/
                  • mikkoevi Re: Jeszcze dwa 10.07.13, 17:21
                    Tig ma racje, tylko pewnie będą chcieli go zobaczyć w pewnym momencie.

                    Myślę jeszcze o jednaj rzeczy ...o szkole. Piszesz, że w przedszkolu się nim nie interesują... ale w szkole to chyba będą musieli bo jest troszeczkę inny system... a wiec to może być szansa... powinno być bardziej profesjonale podejście do rzeczy
                    • tijgertje Re: Jeszcze dwa 10.07.13, 17:24
                      POWINNO to niestety czesto slowo-zyczenie . Zalezy, jaka klasa, jaki nauczyciel, i jak dziecko sie uczy. Jak jakos do przodu brnie i nauczycielowi na glowe nie wchodzi to wielu niestety ma wszystko gdzies i w ogole sie nie interesuje problemami dziecka. wychodza z zalozenia, ze jak oceny w miare ok, to reszta sie w ogole nie liczy, a czasem mam wrecz wrazenie, ze niektorzy to nawet pojecia nie maja co to sa "umiejtnosci spoleczne".
                    • truskawka-00 Re: Jeszcze dwa 10.07.13, 17:25
                      Też trochę na to liczę, a jednocześnie się boję że tam zaczną się prawdziwe problemy, bo to znacznie większy stres dla dziecka, szkoła też ogromna no i dzieci coraz starsze coraz złośliwsze często. Teraz widzę, że jeszcze próbują się z Młodym bawić, po prostu jak nie reaguje to szybko się nudzą i bawią z kimś innym, mniej go włączają po pewnym czasie (chyba, że tata jakoś to koordynuje), boję się, że w szkole zacznie się poszturchiwanie, wyśmiewanie itp.
                      • mikkoevi Re: Jeszcze dwa 11.07.13, 07:10
                        Z diagnozami i odsyłaniem dzieciaka do PPP do jakoś nie jest źle ostatnio (doświadczenia znajomych mających dzieciaki w nauczaniu początkowym). Jest coś takiego jak dojrzałość emocjonalna (relacje z dorosłymi, kolegami) i to nawet w ocenie dojrzałości szkolnej się bierze pod uwagę.... Większe problemy są z fachową pomocą...
                        No właśnie jeżeli idzie do pierwszej klasy to takową diagnozę (gotowości szkolnej) musi posiadać... rozumiem że ona jest w całości pozytywna???
                        Myślę że trzeba dać mu chwilę na zaklimatyzowanie się w nowej sytuacji, poobserwować i jeżeli będę niepokojące to wtedy działać...współpracować ze szkołą. Trzeba pamiętać że pierwsza klasa to już większe wymagania niż zerówka i wtedy wychodzą pewne problemy... tak było u synka mojej koleżanki... zerówka luz bo nie sprawiał problemów ale I klasa , większa presja, wymagania, konieczność interakcji...
                        Jeżeli jednak oni dalej nie będą wiedzieć problemu a wy tak to konieczna jest rozmowa poważna.
                        Co do uspołecznienia to moim zdaniem dużo możecie zrobić we własnym zakresie...chłopiec czymś się interesuje może kółko zainteresowań... możecie go przecież zapisać w czasie gdy przebywa z wami oczywiście po konsultacji z matką...
                        • truskawka-00 Re: Jeszcze dwa 11.07.13, 09:01
                          No właśnie szczerze Ci powiem, że nie znamy tej opinii :( Mówiłam mężowi o tym wielokrotnie, że taka opinia na pewno musiała być wystawiona w przedszkolu i nalegałam, żeby się z nią zapoznał (po cichu liczyłam, że może będzie tam coś co pozwoli mi podjąć z nim na nowo temat rozwoju syna), ale nie poszedł tego sprawdzić, zapytał tylko mamy czy była taka opinia, powiedziała że tak i że wszystko ok. :/ Tylko ja nie wiem czy w to wierzyć, skoro ona nie widziała nic złego w bardzo dla mnie alarmującej opinii RODK jaką uzyskała.
                          A jak to wygląda technicznie, jeśli przedszkole taką opinię wystawiło to mama ją dostała do ręki i jest jakaś kopia w przedszkolu, czy to tylko do wglądu?
                          Chcieliśmy zapisać syna na karate bo wykazywał zainteresowanie, potem na piłkę, ale mama się nie zgodziła, bo siniaki, bo musiałaby wozić (zaoferowaliśmy że będziemy wozić i odwozić), ale też nie. W szkole ma chodzić na basen.
                          • mikkoevi Re: Jeszcze dwa 11.07.13, 18:44
                            Wiesz co przyznam się szczerze że nie wiem jak to jest technicznie...ale muszą mieć kopię w aktach bo to ważny dokument...tata powinien mieć w coś takiego wgląd...myślę że w takim przypadku jak wasz o kopię dla taty nie powinno być trudno... ale o to musicie dowiedzieć się u źródła....
                            • truskawka-00 Re: Jeszcze dwa 12.07.13, 11:59
                              Póki co wysłałam zapytania do 3 poradni/fundacji czy ktoś może ze mną porozmawiać, 2 milczą, jedna odpowiedziała że niestety od razu opiekun z dzieckiem, ze skierowaniem do poradni. A ja najpierw chciałabym porozmawiać o tym co obserwuję i może nawet się poradzić jak i co zrobić na tyle delikatnie w tej sytuacji żeby nie wywoływać pożaru, a jednak coś od tych rodziców wyegzekwować.
                              • ese1 Re: Jeszcze dwa 12.07.13, 12:47
                                Jego przypadek jest na tyle skomplikowany (rozstanie rodzicow, wychowanie glownie przez matke, ktora jak widac bagatelizuje wiele rzeczy, moze jeszcze i brak pewnosci we wlasne sily) to wszystko sprawia, ze postawienie diagnozy takiemu dziecku to nie jednodniowa wizyta w poradni. Tu poptrzeba dobrego psychologa, psychiatry i wiele spotkan, dyskusji, obserwacji, aby mozna bylo potwierdzic badz wykluczyc ZA.

                                Ale na pewno, dla samego dziecka, trzeba rozpoczac terapie jak najszybciej
                                • truskawka-00 Re: Jeszcze dwa 12.07.13, 13:07
                                  W pełni zdaję sobie z tego sprawę i na ich miejscu za nic w świecie nie odpuściłabym tematu po takiej sugestii psychologa, tym bardziej, że ZA czy nie ZA syn ma ogromne problemy z kontaktami interpersonalnymi i jeszcze kilka innych. Tylko widzę, że mama tego nie widzi, a tata chyba boi się stawić temu czoła, boi się też sam zabrać syna do poradni wbrew mamie i chyba także boi się reakcji dziecka, dla którego ciągle próbuje być tym na 1000% atrakcyjnym, fajnym tatą-kumplem. Nie wiem jak to ugryźć kompletnie.
                                  • tijgertje Re: Jeszcze dwa 12.07.13, 14:04
                                    Truskaweczko, moze sprobuj ugryzc to od drugiej strony, szukaj psychologa/puschiatry, ktory bedzie rozmawiac z TOBA. Zamiast od razu uprzedzac, ze chcesz diagnozowac dziecko, wspomnij jedynie, ze byla sugestia mozliwosci ZA, ale to TY chcesz porozmawiac i zdobyc sugestie, jak posepowac z pasierbem po przejsciach. Mysle, ze to dobry sposob, zeby cokolwiek ruszyc, bo kumaty psycholog poradzi ci i poda jakieskonkretne rozwiazania nawet nie diagnozujac dziecka, bo do tego i tak zgoda rodzicow musi byc. Zacznij od znalezenia pomocy dla siebie, co na pewno moze stanowic dobra podstawe do kolejnego kroku i konkretnej pomocy dla dziecka.
    • truskawka-00 Powiedzcie mi... 12.07.13, 14:36
      Przede wszystkim dzięki za odpowiedzi i podpowiedzi. Powiedzcie mi jeszcze proszę taką rzecz. Założywszy ten pesymistyczny scenariusz, że mama jednak się nie zgodzi na wspólne wizyty u psychologa. Czy jeśli uda mi się jakoś namówić na to męża te wizyty/terapia ma jakiś sens bez wsparcia mamy, u której Młody jest 2/3 czasu i jest (mam nadzieję, nieświadomie) wręcz separowany od dzieci? Poza terapią rozumiem to wymaga codziennej pracy z dzieckiem? Jak to wygląda u Was? Na jakie zajęcia/terapie chodzą dzieci? Same czy z rodzicami? Jak na codzień pomagacie dzieciom?
      • truskawka-00 Re: Powiedzcie mi... 12.07.13, 14:59
        I czy u Was też są przypadki, że dzieci płaczą jeśli czują się niezrozumiane? Albo próbujecie im na coś zwrócić uwagę (nie krytykować, tylko podpowiedzieć typu "będzie Ci wygodniej jeśli zrobisz to tak i tak"), u nas momentalnie są łzy w oczach. Jak na to reagować? Mąż często przeprasza syna. Intuicyjnie nie wydaje mi się to dobrą drogą, ale nie wiem czy da się o tym jakoś porozmawiać z dzieckiem? Chciałabym pokazać młodemu jak odróżniać duży problem od małego itp, ale nie wiem czy to wykonalne?
        • ese1 Re: Powiedzcie mi... 12.07.13, 16:10
          ten chlopiec ma ewidentnie problemy emocjonalne, troche tu mozna na ten temat poczytac
          www.psp5.pionki.pl/tsecret/nerwy/nerwy.html
          jak reagowac w domu? Mysle, ze w pierwszym stopniu rozwijac w nim mocne strony. Chwalic za to co robi dobrze, wzmocnic w nim samoocene.
          Wtedy takie sytuacje placzu na kazda okazje powinny byc rzadsze.
          No i rozmawiac, nawet, kiedy wydaje sie wam, ze to nic nie daje
          • truskawka-00 Re: Powiedzcie mi... 12.07.13, 21:08
            My go non stop chwalimy, czasem chyba aż do przesady, bo jak ostatnio ćwierkaliśmy jak ładnie sprzątnął zabawki to się spojrzał na nas jak na kretynów i powiedział "no co wy, wy poważnie mówicie?" :D Nie wiem niestety jak mama, niedawno mąż był świadkiem jak krytykowała syna przy innych dzieciach i rodzicach na kwalifikacjach na basen gdzie sprawdzali ogólnorozwojówkę, mówiła żeby się nie mazgaił, biegał szybciej itp, a na koniec rozeźlona przy dziecku powiedziała, że nic nie potrafi nawet wiązać sznurowadeł. Więc może ona tak często nie chwali, nie wiem jak jest na codzień, czy to był jakiś jednorazowy przypadek, nie mam pojęcia.
            Ale czytałam, że dzieci z ZA często reagują na wyrost np płaczem jak coś nie idzie po ich myśli, jak czują się niezrozumiane, no i nie lubią zwracania uwagi. Mówię, to jest tak cienka linia, że nie wiem co może być objawem ZA, a co może brakiem wiary w siebie itp. No potrzeba tu kogoś mądrzejszego wg mnie.
    • emkaa80 Re: Czy to ZA czy kwestia wychowania?? 15.07.13, 23:09
      to ja napiszę, jakie mam przemyślenia. zaznaczam, że mogę się mylić i piszę jakie mam subiektywne wrażenia na temat Twojego opisu sytuacji.

      z tego co piszesz prawdopodobnie młody ma problemy ze sprawnością ruchową, być może wynikające z zaburzeń integracji sensorycznej (SI) - układ przedsionkowy, propriocepcja.
      niedawno jedna neurolog mi powiedziała, że gdyby postawiła mnie na linie nad kilkumetrową przepaścią i kazała z nią rozmawiać, to na pewno nie czułabym się w kontakcie z nią swobodnie, byłabym rozproszona i nie patrzyłabym jej w oczy. czyli dziecko tyle energii wkłada w pozornie proste dla nas czynności, że nie starcza mu jej na "kumanie" innych rzeczy.
      szczególnie dla chłopców sprawność jest ważna. on się nie czuje pewnie, czuje ze jest bardziej niezdarny od rówieśników, to może go też od nich oddalać. podejmując różne aktywności i ponosząc porażki - wycofuje się, rezygnuje. samoocenę i odporność na frustrację ma niską, co wg mnie raczej wynika z wychowania - ułatwianie dziecku zycia, robienie wiele rzeczy za niego nie pomaga mu (kanapka na kwadraciki), powieksza jego poczucie zależności od bliskich, tym samym wycofuje ze swiata zewnętrznego, który wydaje się wrogi.
      ale najważniejsze dla mnie jest to, co matka i babcia mu wdrukowują od urodzenia. słusznie piszesz, że jak matka była wychowywana przez babcię o typie aspołecznym, to dla matki to co się dzieje jest normą. ona nie zna innego funkcjonowania i prawdopodobnie ma mały wgląd w siebie (plus kupa mechanizmów obronnych, z wyparciem na czele).
      sadzanie tyłem do dzieci, wychodzenie na puste place zabaw, uczenie, że dzieci mogą robić krzywdę - przecież to musiało mu ostro wypaczyć postrzeganie świata, ludzi. taką luźną teorię mam, że matka (nieświadomie) robi sobie z dziecka istotę niezdolną do samodzielnego funkcjonowania po to, by syn zawsze był przy niej (jak ona być może trwa przy swojej matce). albo po prostu automatycznie zaszczepia dziecku swoje własne lęki, co często się zdarza w przypadku rodziców. trzeba sporej świadomości i siły, by tego nie robić (to, że ja się boję robaków niekoniecznie ma oznaczać, ze mój syn tez ma się ich bać, a nie będzie się ich bał, jeśli ja nie będę przy nim panikować, co łatwe nie jest ;) ).

      moim zdaniem mąż powinien przejść się do tego psychologa który podejrzewał ZA, poprosić o kopię opinii, cokolwiek, najlepiej z adnotacją o wskazaniu do dalszej diagnozy i/lub terapii.
      pójść do przedszkola, poprosić o kopię opinii dojrzałości szkolnej. jeśli coś tam jest nie tak, to nada to ciężaru sytuacji.
      pojsc do poprzedniego przedszkola i poprosić o opinię, jakie trudności widziały tamte przedszkolanki. z zaznaczeniem na wstępie, że matka chłopca nie widzi problemu i łąmie postanowienia sądu, a dzieciaka szkoda. (trzecie źródło, które widzi problem).
      pójść z tymi wszystkimi papierkami do sądu, że matka nie wywiązałą się z zalecen sądu, bo psycholog sugerując ZA np. zalecił terapię, do której nie doszło.
      na tej podstawie sąd powinien zobligować matkę do podjęcia terapii dziecka, a na miejscu męża zaczęłabym walczyć chyba o ograniczenie władzy rodzicielskiej i przyznanie opieki jemu (bo masz rację, że sama terapia nie wystarczy, jeśli on przebywa w takim środowisku). albo przynajmniej o to, by on mógł niezależnie od matki decydować o leczeniu, terapii (żeby nie musiał walczyć za każdym razem o jej zgodę na udanie się do specjalisty). nie wiem, czy coś takiego się da zrobić, ale wg mnie są wyrazne podstawy by sądzić, ze matka (świadomie lub nie) zaniedbuje dziecko.

      tyle ze to sie nie uda, jak mąż nie będzie przekonany do słuszności działań. z tego co piszesz o młodym, to raczej nie są rzeczy, z których się wyrasta... jesli maż widzi podobieństwo syna do rodziny byłej żony to w tą nutę bym uderzyła. że jeśli chce, by jego syn w przyszłości był szcześliwy, posiadał przyjaciół i udany związek (piję do jego "rozpadniętego" małżeństwa, o ile przyczyną rozpadu były specyficzne cechy zony), to jak najszybciej musi zacząć działać, zanim za kilka lat młody wejdzie w okres, gdzie grupa rówieśnicza ma ogromne znaczenie w rozwoju, a on bedzie miał pustkę wokół siebie.
      rodzice po rozwodzie często niechcący wyrządzają krzywdę dziecku roztaczając nad nim parasol ochronny w myśl, że tak wiele wycierpiało (przez nich w domyśle), że za wszelką cenę unikają fundowanie mu kolejnych wrażeń. tym samym uniemożliwiają dziecku nauczenie się radzenia sobie ze stresem, z trudnościami.

      możesz też udać się do psychologa i powiedzieć, że TY sobie nie radzisz z taką sytuacją, jaka ma miejsce. że sama już głupiejesz i nie wiesz, czy to Tobie się coś wydaje, czy faktycznie coś jest na rzeczy. bo przecież to prawda, prawda? i może psycholog pociągnie temat, coś zasugeruje. tylko musiałby być to ktoś, kto zna się na psychologii rozwojowej dziecka.
      to tyle co mi przychodzi do głowy...
      • emkaa80 Re: Czy to ZA czy kwestia wychowania?? 16.07.13, 00:04
        przeczytałam teraz Twój wątek o wspólnych dzieciach. moj poprzedni post w sumie powielił tamte wypowiedzi ;) nie wiem, jaki z tego wniosek... wg mnie chyba raczej kwestia wychowania, zaszczepianych lęków, wspomnianej tam nadopiekuńczości, plus zaburzeń SI.
        • gomado Re: Czy to ZA czy kwestia wychowania?? 16.07.13, 08:07
          A ja bym podeszła do tego kompletnie z innej strony. Poradnie, sądy, szukanie winnych ... Może lepiej zaakceptować poczynania innych, które przecież nigdy nie idą w parze z naszymi przekonaniami. Staraj się być przyjacielem Młodego, pokazuj mu świat i ludzi swoimi oczyma. Pomagaj ale nie na zasadzie dobrych rad tylko swojego przykładu. Podczas spędzania wspólnie czasu w sytuacjach trudnych dla Młodego (można się domyślić co spowodowało dane zachowanie) pokazuj mu jak Ty sobie z tym radzisz. Świetny podałaś przykład jak tatuś bawi się z dziećmi przy Młodym. Ja np. mimo wychowywania w restrykcyjnym domu miałam kochaną ciocię, która bardzo wpłynęła na mój rozwój, chociaż często jej nie widywałam. Kropla drąży skałę.
          • truskawka-00 Re: Czy to ZA czy kwestia wychowania?? 16.07.13, 08:52
            To jest ta opcja, którą próbuję wcielić w życie, ale brakuje mi doświadczenia, nie zawsze wiem jak zareagować, co i jak mogę Młodemu wytłumaczyć, biorąc pod uwagę jego specyfikę - ZA czy nie ZA, wymaga bardzo indywidualnego podejścia. Na pewno jest pełen emocji z którymi sobie nie radzi i szczerze ja też nie zawsze wiem, czy to co wydaje mi się, że chciałabym zrobić jest słusznym działaniem. Ja np jestem zwolenniczką tłumaczenia i rozmów, ale czasem widzę, że dla syna jest to bardzo trudne, wtedy "wkracza" tata z uśmiechem obracając np powód płaczu syna w żart i czasem to pomaga, chociaż mnie się wydaje słabym rozwiązaniem. Ale może się mylę, może właśnie trzeba odpuszczać, nie wiem. Bardzo bym chciała żeby ktoś mi coś podpowiedział, jak i co robić, żebym chociaż ja sama mogła mu pomóc.
            • gomado Re: Czy to ZA czy kwestia wychowania?? 16.07.13, 09:29
              Doświadczenia nabierzesz z czasem, a kieruj się swoją intuicją. Możesz sobie poczytać trochę literatury na temat ZA np. Daniela Tammeta "Urodziłem się pewnego błękitnego dnia", chociaż mi to wygląda bardziej na problemy emocjonalne niż zaburzenia autystyczne. Trzeba sobie czasem popłakać, pogadać (w jego przypadku nawet dużo). Nie rozumiem o jakim odpuszczaniu mówisz.
              • truskawka-00 Re: Czy to ZA czy kwestia wychowania?? 16.07.13, 09:44
                No np kiedy Młody płacze, bo np nie zrozumieliśmy zasad gry, którą przed chwilą wymyślił, albo "zbyt zamaszyście" zbiliśmy mu pionka, albo nie usłyszeliśmy czegoś w tv, albo niestety w większości przypadków nie wiemy czym jest spowodowany nagły płacz, domyślamy się, że wynika z podobnej rzeczy, że zrobiliśmy coś inaczej niż syn tego oczekiwał, ale nie wiemy co i się nie dowiadujemy. Mąż mu ani razu nie próbował wytłumaczyć, że np są problemy małe i duże i nie na każde trzeba reagować płaczem itp, no ja bym to tak tłumaczyła, podała jakieś przykłady, próbowała nawiązać rozmowę w której młody też by podawał przykłady z życia. No jakoś zmierzałabym żeby rozwiązywać powoli problem (nie mam pojęcia czy to realne??) a nie go przemilczać, tym bardziej, że syn też się z tym męczy i on autentycznie te sytuacje przeżywa. Natomiast tata próbuje albo wtedy syna rozśmieszyć, albo go przeprasza. A do tego dochodzi presja, że np jak zapomnimy jakichś ulotek z auta, które młody zgarnął ze sklepu to biegniemy na złamanie karku, żeby się nie zdążył zorientować że zapomnieliśmy, bo może być płacz i podkówka itp.
                • gomado Re: Czy to ZA czy kwestia wychowania?? 16.07.13, 13:17
                  Jeśli np. płacze, bo nie zrozumieliście zasad jego gry to zachęciłabym Młodego do ponownego wyjaśnienia danej zasady. Tzn. przeczekałabym spokojnie płacz łagodnie proponując mu takie rozwiązanie.
                  Gdy płacze, bo zbyt zamaszyście zbiliście pionka to podobnie dostosowałabym się do jego oczekiwań obracając to w zabawę typu "oj, jak się potłukł, jesteś cały pioneczku?" ale nie robiąc tego, żeby dziecko nie płakało tylko pozwalając mu na doświadczenie swoich emocji i potem proponując różne rozwiązania nawzajem eksperymentując z różną siłą zbijania pionków.
                  Jeśli nie słyszeliście czegoś w TV to wyjaśnić mu dlaczego tego nie usłyszeliście i poprosić go o zrelacjonowanie, dziękując mu bardzo za to.
                  Jeśli nagle wybucha płaczem z niewiadomego powodu to spokojnie dopytywać się co się stało, czym się martwi, zapewniając o swoich jak najlepszych chęciach pomocy jemu, że jeśli nie mówi to Ty nie wiesz w czym mogłabyś mu pomóc i jeśli tylko chce to możesz to zrobić na miarę swoich możliwości.
                  Może Twój mąż działa inaczej, ale jeśli Ty czujesz, że tak należy to przecież chyba możesz tak zrobić? Mi się bardzo podoba ta Twoja propozycja podawania przykładów z życia przez Młodego.
                  Jeśli np. zapomnisz ulotek z samochodu a Młody się zorientuje to przecież po ataku płaczu możesz mu powiedzieć, że możecie po nie pójść (haha, daleko nie jest :) albo, że np. po obiedzie (to może po pewnym czasie pracy z nim), tylko trzeba konkretnie określić ten termin i trzymać się go.
                  Wydaje mi się, że te wszystkie "małe" problemy odzwierciedlają jego rozbicie (rozbita rodzina- rozbity świat dziecka), nagle znalazł się w nowej sytuacji ponad pojęcie takiego młodego człowieczka. Zresztą dla nas pozornie małe problemy, dla dziecka mogą być wielkie i uszanowałabym jego odczucia. Jeśli Młody zacznie z Tobą rozmawiać musisz też być przygotowana na odpowiedzi na trudne pytania dotyczące jego sytuacji. Ja bym nigdy nie umniejszała przed dzieckiem roli jego matki, nieważne jaka by była, bo to jest jego fundament.
                  Jakoś tak odbieram, że Wy boicie się jego płaczu, dlaczego? Jeśli ma taką potrzebę to niech sobie popłacze, można mu spokojnie pokazywać, że to właściwie nie jest potrzebne, bo można porozmawiać i w ten sposób wypowiedzieć swoją frustrację, lęk, itp. i łatwiej osiągnąć swój cel.
                  • truskawka-00 Re: Czy to ZA czy kwestia wychowania?? 16.07.13, 14:16
                    Wiesz co, ja się nie boję jego płaczu (mąż może trochę, bo ciągle pokutują w nim wyrzuty sumienia itp), ale po prostu szkoda mi dzieciaka, bo to nie jest taki płacz z rzucaniem się na podłogę, robieniem sceny itp, tylko to jest taki autentyczny szloch i wydaje mi się, że on cierpi, że naprawdę go to boli, że nie zrozumieliśmy itp. I chciałabym po prostu jakoś mu pomóc panować nad tymi emocjami. Poza tym boję się, jak będą na takie zachowanie reagowały inne dzieci w szkole, a to już tuż tuż we wrześniu. Pewnie, że mu powiem, że płacz to nic złego i czasami warto sobie ulżyć itp, ale chciałabym też wyjaśnić, że nie wszystko jest warte tych łez. Tylko nie wiem na ile mogę oczekiwać po nim takiej rozmowy, na ile to dla niego zbyt ciężkie, a na ile np w ogóle nierealne. Bo jeśli to ma coś wspólnego z ZA to czytałam, że dzieci często reagują na takie błahostki na wyrost i nie do końca da się z tym wiele zrobić i to wymaga od rodzica innego rodzaju pracy chyba. Mąż jednak wtedy "wkracza" i trochę przejmuje dowodzenie tymi przeprosinami, przytulaniem itp. Czuję, że tak mi trochę zamyka drogę przed tą rozmową, chociaż mówiłam mu o tym że mam taki i taki pomysł na pracę nad tym z Młodym.
                    • gomado Re: Czy to ZA czy kwestia wychowania?? 16.07.13, 14:46
                      Szkoda Ci dzieciaka, bo cierpi gdy płacze z powodu niezrozumienia. Więc co możesz zrobić aby to zmienić? W moim przekonaniu właśnie rozmową i dawaniem możliwości doświadczenia różnych emocji i znalezienia sposobu radzenia sobie z nimi nie tylko poprzez płacz. Nawet jeśli ma jakieś zaburzenia z rodzaju ZA, a nigdy to nie jest książkowe, różnice osobnicze są znaczące to właśnie takie wsłuchanie się w potrzeby dziecka i spokojne reagowanie na nie, pomoc w pokonywaniu trudności to podstawa. Zyczę powodzenia.
      • truskawka-00 Re: Czy to ZA czy kwestia wychowania?? 16.07.13, 08:48
        emka80 zgadzam się z Tobą w 100% i podałaś super rozwiązanie - dla mnie. Ja jestem z natury uparta i nie ma sytuacji i osoby która by mnie powstrzymała w działaniu kiedy chodzi o dobro dziecka. Niestety mąż ma inny charakter, nim sterują wyrzuty sumienia, strach przed jakąś formą utraty syna (wywiezienie zagranicę etc), strach że przestanie być dla niego atrakcyjny jeśli zacznie ciągać go po psychologach itp. Ja z kolei nie chcę być żandarmem który go wiecznie strofuje, na razie wymogłam na nim obietnicę, że porozmawia z mamą młodego, ale faktycznie jeśli ona nie widzi problemu bo tak została sama wychowana, to ja również dużych sukcesów się po tej rozmowie nie spodziewam, mimo to musi spróbować i od tego zacząć. Tylko boję się, że on na tym poprzestanie. Do psychologa bardzo bym chciała pójść, ale nie wiem jak znaleźć takiego "dla dorosłych" który mnie przyjmie ze znajomością "spraw dziecięcych". Bo do takich dziecięcych typowo pisałam i dzwoniłam, nikt nie chce mnie samej widzieć bez syna tym bardziej, że nie jestem opiekunem prawnym :/
        • gomado Re: Czy to ZA czy kwestia wychowania?? 16.07.13, 09:19
          Idziesz po prostu do zwykłego psychologa ze sobą :) i gadasz z nim o tym co Cię trapi, czyli Młody.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka