23.10.16, 07:30
Mam taki problem z 7-latkiem, że zdarza mu się nie panować nad nerwami i niestety jest też bardzo pamiętliwy. Poza tym jest dzieckiem rozmownym, ciekawskim, interesuje się wieloma zagadnieniami, ciągle zadaje jakieś nowe pytania i ma wcale nie tak mało zalet.
Niestety jest tak, że kiedy w przedszkolu ktoś go odgoni od zabawek, odrzuci go w jakikolwiek sposób, to u Stasia to tak działa, że smutek = wściekłość. Czasami kończy się tylko na powiedzeniu tej osobie, że jest snobem, egoistą i nie umie się dzielić, ale kiedy czuje się wyjątkowo dotknięty, to pragnie takiej osobie wymierzyć sprawiedliwie ręcznie. Gdy nauczycielki próbują go powstrzymać to przestaje panować nad sobą, rzuca wszystkim wokół. Kiedy był młodszy to chodził przez 4 miesiące do przedszkola. Jakiś chłopiec go tam ugryzł i on dzień w dzień przez rok przypominał to sobie i płakał z tego powodu. Przez ten krótki czas przedszkola ogólnie nie było problemów z jego zachowaniem.
W zeszłym roku psychiatra zapisał Stasiowi Rispolept. Lek na niego działał w ten sposób, że był spokojny, posłuszny, robił w przedszkolu zadania (no tak, bez leków często odmawia współpracy), można było mu nawet dokuczać, a on nic sobie z tego nie robił. Był otępiały, moim zdaniem stracił całą swoją osobowość, nie tylko wady, ale też zalety, swoją ciekawość świata. Nauczycielkom to odpowiadało, ale mi niekoniecznie, bo ja miałam wiecznie otępiałe dziecko. Potem lek działał w ten sposób, że był otępiały i nerwowy jednocześnie. Odstawiłam.
Przez całe wakacje nic nie zażywał (zawsze kiedy jest ze mną się wycisza, oczywiście zdarzają się kryzysowe sytuacje, ale natężenie nie jest jakieś bardzo duże) i na początku września nie było z nim problemów, świetnie panował nad sobą również w przedszkolu, ale oczywiście znów się to zmieniło. Teraz neurolog przepisała mu Hydroxyzinum. Lek zażywa według wskazań i muszę powiedzieć, że ja nie zauważyłam nawet najmniejszego działania tego leku, Staś zresztą też nie. Sam powiedział, że męczy się pijąc niesmaczne lekarstwo, a denerwuje się jak zawsze. W ogóle już nie wiem co mam z tym robić. Wolałabym bez leków, ale też chyba nie bardzo da się bez leków w grupie pełnej dzieci. Na razie Hydroxyzinum nie odstawiam... ale z drugiej strony faszeruję go lekiem, a on zachowuje się jak zawsze.
Obserwuj wątek
    • marika012 Re: Leki... 23.10.16, 08:52
      Kozo jaką diagnozę ma Staś?
      Ja z lekami byłabym bardzo ostrożna. Mojemu synowi (ZA) dawałam przez tydzień lek na koncentrację (zapomniałam nazwy, nie concerta, ten drugi ;) ). To było chyba w 3 klasie SP. Syn przestał być sobą, dziecko nagle nieuśmiechnięte, otępiałe, snujące się. Fakt lekcje robił jakby szybciej. Ale straciłam swojego syna. Po leku to nie był on. Lek odstawiłam mimo, że trudności w koncentracji ogromne a przez to w nauce (obecnie 2 kl gimnazjum) ale już wolę żeby zdobył zawód i był sobą niż zrobił maturę po 10 latach funkcjonowania na leku.
      Samo denerwowanie się nie skłoniłoby mnie do podawania Hydroxyzinum. Chyba, że z tego denerwowania wynikają sytuacje poważne typu ogromna agresja Stasia. Ale o tym nie piszesz szczegółowo.
      Mój syn jest także pamiętliwy. On pamięta takie rzeczy, że coś tam się zdarzyło w 3 latkach! 11lat temu :D I osobnika który mu coś ram zrobił, nienawidzi do tej pory ;) Brrrr.. nie idzie wytłumaczyć, że to dawno i niech nie chowa urazy ;)
      PS. Staś w przedszkolu jest. Odroczyłaś?
      • koza_w_rajtuzach Re: Leki... 23.10.16, 09:43
        Staś w dalszym ciągu nie ma diagnozy. Tzn. ma podejrzenie autyzmu. Niedawno zmarł jego psychiatra i będę teraz szukać dla niego innego specjalisty. Nie wiem dlaczego, ale żaden specjalista nie chce (boi się?) go tak do końca zdiagnozować, bo nawet jeśli jest autystyczny, to przy tym wszystkim bardzo nietypowy. A może jego w ogóle nie da się zdiagnozować? Ma poczucie humoru, rozumie aluzje itd., potrafi wczuć się w uczucia innych ludzi, jest towarzyski, potrzebuje też, żeby go dużo przytulać i zapewniać o miłości do niego. Bardzo doskwiera mu brak jakichś bliższych przyjaciół, ponieważ przez swoje wybuchy czy dziwne zachowania dzieci się do niego zniechęcają prędzej czy później.
        Staś jest odroczony. Nauczycielki z przedszkola twierdzą, że jest inteligentnym chłopcem, zdarza się, że ich zaskoczy swoją wiedzą, ale ma też duże trudności manualne, jeśli nie chce wykonać jakiegoś zadania, to nie wykona i raczej nie wysiedziałby 45 minut w ławce. Ma problemy logopedyczne przez co często nie jest rozumiany. Ciężko mu się dostosować do zasad, których nie rozumie, np. dzieci w przedszkolu muszą informować panie kiedy idą skorzystać z toalety. Staś uważa, że skoro nauczycielki go nie informują, że idą do toalety, to czemu on ma być gorszy i o tym mówić? Ma orzeczenie o niepełnosprawności ze względu na swoje problemy.
        Problemy z koncentracją niby ma... ale jeśli sam z siebie wykonuje jakieś zadanie, to potrafi nad nim spokojnie wysiedzieć godzinę. Kiedy czytam książkę, to siedzi i słucha zaciekawiony. Natomiast jeśli jakieś zadanie musi wykonać, to zdarza mu się je porwać.
        Tak, ma problemy z agresją. Potrafi być naprawdę fajnym i pomocnym chłopcem, ale też szybko się nakręca jeśli coś idzie nie po jego myśli. Coraz częściej zauważam, że walczy z samym sobą i stara się opanować. Kiedy przejdzie mu złość ma wyrzuty sumienia jeśli kogoś w czymś rzucił lub go uderzył.

        > Mój syn jest także pamiętliwy. On pamięta takie rzeczy, że coś tam się zdarzyło w 3 latkach! 11lat temu :D

        No to mają coś wspólnego ;).
        • marika012 Re: Leki... 23.10.16, 10:02
          >Ma poczucie humoru, rozumie aluzje itd., potrafi wczuć się w uczucia innych ludzi, jest towarzyski, potrzebuje też, żeby go dużo przytulać i zapewniać o miłości do niego. Bardzo doskwiera mu brak jakichś bliższych przyjaciół,

          Wypisz, wymaluj mój syn. Poważnie :)
        • brynhildr Re: Leki... 24.10.16, 20:06
          O, dziecko "zasadowe". A u takiego dziecka łamanie zasad to nie tylko osobista przykrość (wyłączenie z zabawy, brak zabawki). To zachwianie podstawami wszechświata. Jeżeli przedszkole promuje postawy prospołeczne (oczywiście, że to robi), a potem nie egzekwuje bezwzględnie, żeby nie wyrywać sobie zabawek i nie wypychać z gry (bo mając tyle dzieciaków nauczyciel nie jest w stanie być Temidą w każdym konflikcie) to to jest takie samo uczucie, jak wtedy, gdy dowiadujesz się, że twoi rodzice nie są twoimi rodzicami, zamienili cię w szpitalu i nie da się tego odkręcić, bo w kierunku Ziemi pędzi ogromny meteoryt... Czas trwania emocji jest może krótszy, ale siła jest porównywalna. Ja jestem dorosła, ale kiedy słyszę, jak dziennikarz radiowy lub telewizyjny morduje polszczyznę... Na poziomie rozumowym wiem, że żeby skończyć dziennikarstwo wystarczy 30% matury, żeby dorwać się do mikrofonu wystarczy być stażystą na śmieciówce. Ale na poziomie emocjonalnym grammar - nazi we mnie szlocha i cierpi i kogoś by pobiło.
          Czy dobrze pamiętam? To Twój syn jest moim bratem we wdzięku i gracji? Tym bardziej trzeba pilnować tego, co w życiu jest stałego (zasady) jeśli wszystko wokół (futryna, schody, krawężnik) chce cię zabić. Ja się na lekach nie znam, ale rozpoznaję mechanizmy działania.
          Pamiętliwy? A jakie ma wyjście? Oczywiście, że lepiej przechowywać w pamięci schematy czyichś zachowań, niż za każdym razem odcyfrowywać je na nowo. A tak masz niezbędnik: kiedy miałem 3 lata ktoś mi zrobił podobnie i źle się to skończyło. Trzeba uważać. Albo - kiedy miałem trzy lata ta osoba mi coś zrobiła. Teraz mam 11, ale jednak lepiej uważać.
          • wanderratte Re: Leki... 25.10.16, 21:43
            @ brynhildr:
            > A tak masz niezbędnik: kiedy miałem 3 lata ktoś mi zrobił podobnie i źle się to skończyło. Trzeba uważać. Albo - kiedy miałem trzy lata ta osoba mi coś zrobiła. Teraz mam 11, ale jednak lepiej uważać.

            Instynktowne rozumienie rachunku prawdopodobieństwa, ze szczególnym uwzględnieniem wartości oczekiwanej. Coś jak zakład Pascala, ale w przeciwieństwie do zakładu Pascala tu nie ma błędu: założę, że Iksiński to świnia. Nawet jeśli się pomylę, nic nie tracę. Ale jeśli się nie pomylę, to Iksiński nie da rady zrobić mi świństwa, bo będę na niego uważać. W moim (a być może i w Twoim) przypadku rachunek jest prosty. W przypadku neurotypowych jest bardziej skomplikowany, bo, jak już dzisiaj napisałum, neurotypowi źle znoszą samotność. Więc odrzucenie potencjalnego "przyjaciela" również wiąże się dla nich z ryzykiem.
    • grzalka Re: Leki... 24.10.16, 16:44
      Ja myślę, że leki to absolutna ostateczność. Nie dawałabym leków dziecku, na "zdarza mu się nie panować nad nerwami i jest pamiętliwy". Dawałabym leki, gdyby agresja była nie do opanowania i niebezpieczna dla otoczenia i gdyby nie było innych opcji. A jest prowadzony przez psychologa, macie jakieś terapie?
      • wanderratte Re: Leki... 24.10.16, 19:29
        @ grzalka:
        > Ja myślę, że leki to absolutna ostateczność. Nie dawałabym leków dziecku, na "zdarza mu się nie panować nad nerwami i jest pamiętliwy". Dawałabym leki, gdyby agresja była nie do opanowania i niebezpieczna dla otoczenia i gdyby nie było innych opcji.

        Popieram. Szczególnie gdy mówimy o lekach takich jak Rispolept, czyli o mocnych lekach o bardzo, bardzo paskudnych skutkach ubocznych (uwaga, to jest opinia o tym leku wyrobiona na podstawie moich osobistych doświadczeń, czyli "anecdata"!). Brałum Rispolept przez pół roku. I przez pół roku byłum jak zombie. Niektórym dorosłym się to bardzo podobało. Ja czułum się strasznie. Przy czym ja byłum wtedy już w tym wieku, że zdawałum sobie sprawę z tego, że po Rispolepcie nie mogę myśleć.

        Pytanie bonusowe: czy gdyby Staś nie miał podejrzenia autyzmu, tylko był "normalnym" dzieckiem, któremu czasem zdarza się wściec, też podawałabyś mu leki?
        • koza_w_rajtuzach Re: Leki... 25.10.16, 06:22
          Szczerze mówiąc najchętniej w ogóle nie podawałabym mu żadnych leków, niezależnie od tego czy ma to podejrzenie autyzmu, ma ten autyzm, czy po prostu jest zwykłym choć trochę stukniętym dzieckiem. Rispolept faktycznie był dla niego za silny, przy czym nie dziwię się, że psychiatra mu go przepisał, bo on zawsze w gabinetach lekarskich (pomijając tylko pediatrę) dostaje takiego wścieku, że wygląda na dużo cięższy przypadek. A dlaczego się wścieka? Bo raz psycholog zalazła mu za skórę, a on jest bardzo pamiętliwy.
          Niestety mam skargi na jego zachowanie w przedszkolu. Ostatnio jakiś chłopiec zaprosił wszystkich chłopaków do zabawy swoją zabawką, tylko Stasia nie, jego akurat odgonił i Staś chciał mu wymierzyć sprawiedliwość. Musiałam go odebrać szybciej z przedszkola, bo Staś próbował zapolować na kolegę. W domu powiedział mi "poczułem się jakby F. uważał, że jestem gorszy od niego i od wszystkich innych chłopaków w grupie". Poza tym myślę, że jemu byłoby łatwiej gdyby nie musiał się tyle stresować i gdyby były leki, które nie zmieniałyby jego w zombie, a pomagałyby uporać się ze stresem i czarnymi myślami. To nie jest tak, że on nie potrafi ładnie się zachowywać, zdarza mu się, że jest do rany przyłóż nawet w przedszkolu (bez żadnych leków). W jakieś tam ferie, wakacje bardzo się wycisza, nie uważam, żebym miała z nim jakieś duże problemy. Co prawda ma swoje typowe problemy jak "zgubiła mi się zabawka". Jeśli wydaje mu się, że gdzieś coś położył, a tego nie ma w tym miejscu, to on od razu widzi czarną dziurę i mimo, że pomagam mu to znaleźć, to on totalnie nie radzi sobie z emocjami, jest roztrzęsiony. Poza tym przeważnie naprawdę jest okej. Z siostrą o trzy lata starszą, która nie ma takich problemów jak on (w przeciwieństwie do niego ona nigdy się niczym nie przejmuje) dogaduje się świetnie, lubią ze sobą spędzać czas. Ciężko o tak zgodne rodzeństwo.
          Mogę go zabrać wszędzie (poza gabinetami lekarskimi) i zachowuje się bez zarzutu. Zawsze wysiedzi w kinie, mogę go zabrać od małego szkraba do banku, na pocztę, do sklepu, jest cierpliwy, nie przeszkadza, nie hałasuje, nie biega. Nigdy nie był zły, że nie chcę mu czegoś tam kupić w sklepie, nie zdarzyło mu się zrobić żadnej sceny, a nawet czasem mówi, żebym nic mu nie kupowała, bo on nie chce, żebym była bankrutem.
          • grzalka Re: Leki... 25.10.16, 06:33
            No ale opisana sytuacja, czyli zaproszenie wszystkich chłopców poza jednym do zabawy swoją zabawką to jest wykluczenie i uważam, że wymaga interwencji dorosłego. Ale wobec właściciela zabawki, a nie Stasia, który tak na marginesie bardzo dobrze potrafi odczytywać swoje motywy i emocje, jak na takiego malucha. Nie widzę w tym nadal wskazań do leku, chęć zemsty jest niestety w tym wypadku normalna i naturalna. To raczej pani, zamiast wzywać Ciebie, powinna sytuację rozwiązać angażując całą grupę chłopców. A Staś ma orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego?
            • koza_w_rajtuzach Re: Leki... 25.10.16, 06:47
              Tak, ma orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego.
              Oczywiście, że on miał prawo być zły. Jego nauczycielka powiedziała mi, że ona rozumie motywy Stasia i tak naprawdę to on często ma rację w swoim myśleniu, ale przecież widząc, że chce uderzyć chłopca muszą temu jakoś zapobiec, a w tym przypadku Staś nie chciał odpuścić i musieli go dać do innej sali. W domu wytłumaczyłam mu, że chłopak jest jedynakiem, po czym Staś stwierdził, że w takim razie już lepiej go rozumie i już nie będzie chciał się za to zdarzenie mścić.
          • koza_w_rajtuzach Re: Leki... 25.10.16, 06:41
            Martwi mnie też jego brak wstydu w niektórych sytuacjach i takich pewnych braków oporu..
            To taki pierwszy lepszy przykład. Wczoraj Staś miał zajęcia logopedyczne, na których byłam razem z nim. Pani kazała mu wydać dźwięk jaki wydaje balon, który pęka. Staś puścił wtedy bąka i powiedział (ze śmiechem, a jakże), że właśnie tak robi pękający balon.
            Inne dzieci bez szemrania robią zadania w przedszkolu, są posłuszne. Staś jak mu coś nie pasuje, to nie zawaha się przeciwstawić. Ostatnio szłam z nim na spacer, coś tam mi opowiadał i nagle jakaś kobieta zaczęła coś do niego mówić typu "a gdzie idziesz, chłopczyku?". On nie zwracając na nią uwagi nadal kontynuował to co do mnie mówił. Zwróciłam mu uwagę, żeby odpowiedział kobiecie, a on nadal nie przestawał mi czegoś opowiadać. Kiedy poszliśmy dalej spytałam się czemu tak się zachował "nikt nie będzie mi przerywał kiedy coś opowiadam, bo przez to mogę zapomnieć o czym mówiłem". Ale też kiedy widział na ulicy faceta, który bił psa, to jako jedyny (a scenę widzieli też dorośli) bez wahania zaczął krzyczeć, żeby przestał bić tego psa. Moja grzeczna córka, na którą nigdy nie miałam nawet jednej najmniejszej skargi czy to w przedszkolu czy to w szkole nigdy nie odważyłaby zwrócić uwagę dorosłemu, a tym bardziej krzyknąć, nawet mimo szczerego potępienia.
            • grzalka Re: Leki... 25.10.16, 06:52
              Bardzo mi się podoba Twój syn :) mocna osobowość. Dorośli jednakowoż wolą ułożone i bezproblemowe jednostki, które "nie odważą się zwrócić uwagi dorosłemu", zresztą zrozumiałe. A nie wydaje Ci się, że przy takiej inteligencji syna efekty powinno dać tłumaczenie świata plus nauka bezpiecznego rozładowywania emocji? No aż go szkoda szprycować chemią....
              • koza_w_rajtuzach Re: Leki... 25.10.16, 09:15
                A miło, że Ci się podoba mój syn :).
                Niestety z takim podejściem do świata ciężko będzie mu się dostosować do panujących norm i nie wyobrażam sobie jak ma dalej wyglądać jego edukacja w szkole (dlatego zresztą został od niej odroczony).
                Z tą inteligencją to jest dość ciekawa sytuacja, bo na testach na inteligencję wyszedł mu słaby wynik, ledwo mieszczący się w normie (poniżej przeciętnej), ale żeby dostał orzeczenie o kształceniu specjalnym psycholog delikatnie zaniżyła mu wyniki, żeby miał upośledzenie w stopniu lekkim. Kiedy jego panie w przedszkolu zobaczyły to w papierach, to były oburzone, stwierdziły, że Staś zdołał zrobić psycholog w balona i żeby zrobić ten test ponownie.
                Oczywiście tłumaczenie daje całkiem niezłe rezultaty. Osobiście widzę poprawę, coraz częściej nad sobą panuje, często widać jak się sam ze sobą zmaga, żeby zapanować nad emocjami i mu się to w wielu przypadkach udaje. Niedawno było jeszcze tak, że jeśli ktoś niechcący go uderzył, potrącił, to bez zastanowienia od razu oddawał, teraz już nie ma takiego odruchu.
                Też mi szkoda go szprycować chemią.. W przedszkolu jest wiele dzieci i nauczycielkom ciężko na pewno mieć w grupie takiego chłopca, który nie zawsze chce współpracować. W grupie integracyjnej (do której chodził wcześniej) było już za dużo dzieci z orzeczeniem, więc zgodziłam się, aby przenieść go do grupy "normalnej". Tutaj praktycznie nie ma żadnych konfliktów z dziećmi, tam było ich więcej, choć np. autystycznej dziewczynce, która nie umiała mówić był w stanie wszystko wybaczyć, nawet to że go podrapała do krwi, bo przecież była chora i to nie jej wina.
                • wanderratte Re: Leki... 25.10.16, 21:34
                  @ koza_w_rajtuzach:
                  > (...) choć np. autystycznej dziewczynce, która nie umiała mówić był w stanie wszystko wybaczyć, nawet to że go podrapała do krwi, bo przecież była chora i to nie jej wina.

                  Czyli nawet gdy inne dziecko sprawia Twojemu synowi ból, jemu nie odpala fight or flight. A mimo to piszesz, że Staś ma problemy z nerwami. Zaraz, zaraz, a czy przeciętne, neurotypowe dziecko nie dałoby w takiej sytuacji tej dziewczynce po głowie? Twój syn tego nie zrobił.
                  Po pierwsze, nie jestem psychiatrum. Po drugie, nawet gdybym byłu psychiatrum, nie diagnozowałubym kogoś, kogo nigdy nie widziałum. Ale wydaje mi się (podkreślam: wydaje mi się. Nie wiem tego. Moja wypowiedź nie jest poradą lekarską), że Twojemu synowi nie są potrzebne żadne leki. Twojemu synowi potrzebne jest uświadomienie, że łamanie niektórych zasad jest powszechnie akceptowane, a siłowe sprzeciwianie się ich łamaniu akceptowane nie jest. Co oczywiście nie oznacza, że on też powinien te zasady łamać. Ale jeśli zdecyduje się na własnoręczne wymierzanie sprawiedliwości, musi się liczyć z nieprzyjemnymi konsekwencjami. A już na pewno nie będzie za to lubiany.
                  • koza_w_rajtuzach Re: Leki... 26.10.16, 08:09
                    To, że nie dał tej dziewczynce po głowie w sytuacji kiedy podrapała go do krwi było dla mnie zaskoczeniem i miłą niespodzianką. Myślę, że kluczowe było tu to, że ta dziewczynka nie robiła tego celowo, ona nie chciała go skrzywdzić. Do niedawna było tak, że nawet jeśli ktoś niechcący go uderzył, to bez zastanowienia oddawał i nie odróżniał tego co było niechcący, a co specjalnie. Teraz już odróżnia i coraz częściej zdarza mu się zachować zimną krew w takich sytuacjach. Jeszcze rok temu kiedy upadł w innym pokoju (nie jakoś boleśnie, dla niego sam fakt, że mogło mu się coś stać jest wystarczająco stresujący) powodowało, że przychodził do mnie z płaczem i szczerą złością na mnie, że co ze mnie za mama skoro nigdy nie jestem w stanie go uratować, że nigdy mu nie pomagam i przeze mnie mogło mu się coś stać. Kiedy tłumaczyłam mu, że nie ma w tym mojej winy, to on tego nie rozumiał. Teraz już bierze pod uwagę, że faktycznie to może nie być moja wina ;).
                    Mam nadzieję, że nie są mu potrzebne leki. Sama widzę postępy.
                    A jak koleżanka przychodzi do mojej córki, to ją wpuści, otworzy drzwi, nawet jest miły dla niej podczas wizyty, ale zawsze ją musi stuknąć na przywitanie (lekko, dla samego faktu, że to zrobił), żeby jej pokazać, że nadal jej nie wybaczył, że dziewczynka na początku znajomości wyganiała go z trampoliny, która swoją drogą należy też do niego. Teraz dziewczyna woli chyłkiem się tam zakraść, żeby skakać tylko z moją córką, ale wyganiać Stasia już nie wygania.
                • marika012 Re: Leki... 31.10.16, 11:25
                  >na testach na inteligencję
                  > wyszedł mu słaby wynik, ledwo mieszczący się w normie (poniżej przeciętnej), al
                  > e żeby dostał orzeczenie o kształceniu specjalnym psycholog delikatnie zaniżyła
                  > mu wyniki, żeby miał upośledzenie w stopniu lekkim.

                  Szkoda, że nie próbowałaś diagnozować Stasia pod kątem autyzmu gdzie indziej. Ja bym nie zgodziła się na zaniżenie wyników i orzeczenie o upośledzeniu. To jest krzywdzące dla dziecka. Teraz panie go znają i może oczekują więcej od Stasia a co jak pójdzie do szkoły? Moze mieć łatkę upośledzonego przez całą podstawówkę. Badania pokazują, ze nauczyciel mając dzieci z takim samym IQ gdy dostanie informację ze część jest wybitna, a część w dolnej normie, ciągnie te niby mądre i one faktycznie osiągają lepsze wyniki. Od słabych wymaga minimum i one są po pewnym czasie faktycznie słabe.
                  Z Twojego opisu wyłania się bystre, super inteligentne dziecko. Wyniki mogą być różne. U mojego syna co badanie to lepsze wyniki (miał w sumie 3, pierwsze było w wieku 7 lat niewerbalne i na nim wyszła niby norma, ale jak po dwóch latach zrobiliśmy Wechslera to panie w PPP zdziwione były super wynikiem i wtedy kapnęłam się, że ta pierwsza "norma" musiał być słaba ;) )
                  Wolałabym orzeczenie z uwagi na autyzm (myślenie potoczne: inteligentny, oryginalny dziwak) niż z uwagi na UU (myślenie potoczne: nie ma możliwości przyswajania wiedzy, niech koloruje na lekcji).
                  Na pewno musicie mieć nowe orzeczenie na klasy 1-3. Jeszcze jest czas na nową diagnozę i nowe badanie psychologiczne.
            • wanderratte Re: Leki... 25.10.16, 08:01
              He, he, jakbym czytału o sobie sprzed ćwierć wieku.
              Po pierwsze, powinnaś go nauczyć kontrolować gniew. Co jest trudne, bo z jednej strony bardzo źle by było, gdyby Staś wpakował się w kłopoty, np. dając komuś wrednemu w mordę. Ale z drugiej strony dobrze by było, gdyby nie oduczył się reagować na zło (np. bicie psa) tam, gdzie ma szansę zareagować bezpiecznie dla siebie, a przy tym skutecznie. Więc tresura mająca na celu wywołanie u niego bierności i bezwzględnego posłuszeństwa oraz nauczenie go zakładania z góry, że inni, np. starsi, mają rację, raczej nie jest dobrym wyborem.
              Po drugie, musisz mu uświadomić, że świat nie jest sprawiedliwy. I że egoizm popłaca. Że w pierwszej kolejności należy dbać o własne bezpieczeństwo, ewentualnie o bezpieczeństwo swoich bliskich. Co jest związane z kontrolą gniewu. Przykład: widzisz dresiarzy rozwalających przystanek autobusowy. Masz dobry gaz w kieszeni. Możesz albo polać dresów kapsaicyną, zapobiec dalszemu niszczeniu przystanku i iść siedzieć, albo tylko zadzwonić na policję, która przyjedzie dopiero za jakiś czas, bo radiowozy póki co nie mają wbudowanego teleportu. W tym drugim przypadku unikniesz bardzo przykrych konsekwencji dla siebie, choć konsekwencje dla innych będą gorsze (za nowe szyby na przystanku zapłacą wszyscy, włącznie z prokuratorem, który by Cię ścigał za szybką i skuteczną interwencję). Ja bym wybrału drugą opcję. A Ty musisz wytłumaczyć synowi, czemu zachowanie korzystne dla innych jest w podobnych sytuacjach niepożądane. Że nikt mu nie podziękuje za walkę o dobro i sprawiedliwość. I że w pierwszej kolejności ma myśleć o tym, żeby nie wpakować samego siebie i swoich bliskich w kłopoty. Tak, wiem, wszyscy mówią i piszą, że celem wychowania jest, a przynajmniej powinno być, coś przeciwnego. Ale możecie się uczyć albo na błędach Stasia, albo na błędach cudzych. Ja polecam tę drugą opcję.
    • eagle1234 Re: Leki... 26.10.16, 09:23
      Wczoraj oglądałam nocą reportaż. Grupa terapeutów i dzieci z ADHD próbowali przy pomocy rodziców terapia pomóc. Leki w zasadzie odstawione. To tv wiec nie wiem na ile sensacją naładowany byl ten reportaż. Dzieci funkcjonowały lepiej sprawniej rozumiały bardziej mechanizmy zachowań i sposoby radzenia sobie z nimi - po jakimś czasie terapii. W poprzednim związku mieszkałam z chłopce z ADHD. Oj byl aktywny, byl 😊 Jak leciał z emocjami to do konca. ... Nie lubialam go po lekach ja bym mu nie dala ale on miał rodziców a to rodzic decyduje. Oczywiście Paniom ze szkoły to pasowało ale chłopiec ... byl odartym z emocji zombi. Wiec ja pytam leki działające jak narkotyk - sa dobre czy nie. Dobro lepsze czy wybuchy złości agresji. Ten program byl wczoraj jakos 23.00. Sprawdź sobie online powinien być dostępny. Mnie troche dziwiło podejscie terapeutów ja tak nie umiem zbyt często ale ja nie mam przy ZA synka wybuchów. Ci terapeuci byli jakby bardzo rzeczowi konsekwentni. Dzieci szkolne jakos od 6 lat, oni z tymi dziecmi rozmawiali i analizowali wspólnie ich zachowania. Aha! Tam duzy nacisk kładziono na SI, dysymulowanie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka