mikomila
04.05.17, 11:20
Piszę do Was bo myślę, że tylko Wy będziecie wiedzieć co czuję.
Ja: mama 13 latka z ZA. Mama, która zawsze była twarda, niezniszczalna, pełna wiary i siły. Ze wsparciem partnera. Ale też mama, która zawsze zadawała sobie jedno pytanie milion razy: Czy jeszcze nie za mało robię dla dziecka.
Syn funkcjonuje dobrze, wszyscy dookoła wielokrotnie werbalizowali, że widzą jak wiele dla niego robię. To mnie budowało. Jego postępy, widoczne efekty, coraz lepsze funkcjonowanie.
Dzisiaj myślę, że okupiłam to nerwicą, nie wiem nawet czy depresją, czasem myślami samobójczymi.
Zaczęło się 8 mcy temu . Byłam wiecznie zmęczona, nawet po urlopie, po wakacjach, po wczasach. Dodam, że moja praca jest bardzo eksploatująca- pracuję z ludźmi m. in dotkniętymi przemocą w rodzinie. To jest istotne.
Kiedyś chciało mi się pomagać, realizowałam się w pracy, wiedziałam, że jestem dobra, doceniał mnie szef, który niejednokrotnie utwierdza mnie w tym przekonaniu. Dzisiaj nie chce mi się chodzić do pracy, nie mam siły pomagać innym bo wiem, że sama potrzebuję pomocy.
8 mcy temu poszłam do swojego rodzinnego lekarza, byłam przekonana, że to chroniczne zmęczenie i ból w klatce piersiowej jest spowodowane jakąś chorobą somatyczną. Ale nie. Wszystko wyszło super, morfologia, hormony, ekg, cytologia itp itd. Przebadałam się na wskroś.
Lekarz powiedział: okaz zdrowia.
A ja nadal nie czuję się lepiej. Doszły szumy i stukanie w uszach, zmiana nastrojów, bezsenność, lęk, płacz w samotności, myśli samobójcze, i takie żeby wszystko rzucić i zostawić i wyjechać i uciec. Nie chce mi się wstać do pracy. Przestałam biegać, pływać , słuchać muzyki.
Nie wiem co robić dalej.
Uśmiecham się w pracy, jestem postrzegana jako zawsze pogodna osoba. A w środku......nikt nie wie.
Mam wsparcie partnera, ale przestałam wierzyć w jego budujące słowa.
Syn wszedł w okres dojrzewania. Czasem zaskakuje nas swoją dojrzałością, mądrością odczuwaniem empatii a czasem potrafi jednym zdaniem totalnie mnie rozjechać, sprawić ból.
Piszę z nadzieją, że ktoś z Was to przeczyta. Nie wiem co dalej robić.
Terapeuta ma iść do terapeuty?
Boję się, że jestem na równi pochyłej...