dosia0
23.04.09, 20:37
Jak w tytule. Byłabym Wam wszystkim bardzo wdzięczna gdybyście
zechcieli się wypowiedzieć na poruszony przeze mnie temat. PROSZĘ.
Założyłam to konto jedynie w celu uzyskania porady dotyczącej
dręczącego mnie od pewnego czasu problemu. Nie jestem pewna czy jest
to dobre miejsce do zadawania tego rodzaju pytań, może powinnam
raczej skierować je do ludzi z forum Schizofrenia, zważywszy jednak
na domniemane powiązanie mojego (nietypowego?) problemu z kwestią
ZA, być może jest to jednak najwłaściwsze ku temu miejsce (jeżeli tu
nie otrzymam wystarczającej ilości odpowiedzi, przeniosę się ze swym
postem na forum dla osób ze schorzeniami psychicznymi).
Od kilku lat podejrzewam się o ZA – zdaje sobie sprawę z
istniejącej na przestrzeni ostatnich 2-3 lat tendencji do
przypisywania praktycznie każdego przypadku społecznego
niedostosowania temu zaburzeniu, ja jednak nie podejrzewam tego u
siebie bez przyczyny. Zanim o tym usłyszałam, żyłam w
przeświadczeniu, że jest to schizoidalne zaburzenie osobowości,
jednak sam fakt występowania u mnie zaburzeń od wczesnego
dzieciństwa w połączeniu z, tak to ujmę, bardziej fizycznymi
symptomami jak między innymi zaburzenia małej i dużej motoryki (w
zaburzeniu osobowości jak sama nazwa wskazuje, wszak to tylko
osobowość jest zaburzona) skłonił mnie do „wzięcia pod lupę”
możliwości posiadania przeze mnie ZA lub PDD-NOS. Jeśli sobie tego
życzycie, mogę wypisać swoje główne objawy (kiedyś, jakieś 4 lata
temu zrobiłam to na jakimś nie istniejącym już jak się zdaje
anglojęzycznym forum i wyszło tego chyba ze sześć stron Worda).
Zresztą osoby ze schizoidalnym zaburzeniem osobowości jeśli im na
tym z tych czy innych przyczyn zależy, nie mają problemu z
nawiązywaniem i utrzymywaniem znajomości, a ja tak, mimo że za
każdym razem wkraczając w nowe środowisko typu szkoła, studia,
podejmowałam bezskuteczne próby stania się bardziej towarzyską. Nie
mam możliwości zdiagnozowania się by potwierdzić lub wykluczyć swoje
podejrzenia; gdy zacznę zarabiać (aktualnie jestem studentką)
pomyślę o tym, jedyną jednak osobą, która mogłaby podać
diagnozującemu mnie specjaliście szczegóły dotyczące moich zachowań
we wczesnym dzieciństwie jest moja matka, która byłaby baaaardzo
niechętna współpracy z jakimkolwiek „lekarzem od głowy”. Trzeba
jednak przyznać, że w ten sposób byłaby w stanie choć po części
wynagrodzić mi lata zaniedbań w tej kwestii; nigdy nie otrzymałam od
nikogo (np. od szkoły) żadnej pomocy choć bardzo jej potrzebowałam.
Nawet jeśli diagnoza była niemożliwa przed laty, to przecież
wsparcie ze strony rodziny nic nie kosztuje podczas gdy matka
potrafiła mnie tylko krytykować (nazywanie moich przemyśleń głupimi,
stwierdzanie, że jestem takim dziwadłem, że tylko autentyczny wariat
byłby w stanie osiągnąć wyższy poziom dziwności, wydrwiwanie i
przedrzeźnianie moich stimów co miało zgoła odwrotny skutek – z
nerwów zaczynałam stimować z jeszcze większą werwą). Głębokość
mojego przypuszczalnego zaburzenia i poziom funkcjonowania w świecie
oceniłabym jako średni. W dodatku pod wpływem długotrwałego stresu
spowodowanego frustracją związaną z moim niedostosowaniem społecznym
i koniecznością ukrywania się z moimi zachowaniami (jak stimowaniem
typu trzepotanie rąk i kołysanie się) przed ludźmi przejawiam także
antysocjalne psychopatyczne cechy, jestem agresywna, łatwo mnie
rozzłościć tym bardziej że nie rozumiem zbytnio intencji ludzi
względem mnie – czy sobie ze mnie żartują z sympatii czy mnie
obrażają itp.
Powracając jednak do meritum sprawy, przyczyny, dla której piszę:
otóż czytałam, że zachorowalność na schizofrenię w grupie osób ze
spektrum jest czterokrotnie większa niż ma to miejsce w populacji
osób neurotypowych. Jest to dla mnie niezmiernie krępująca sprawa i
mam nadzieję, że potraktujecie mój problem poważnie. Nie jestem
idiotką ani trollem, mam jednak problemy z dokonaniem oceny tego jak
ludzie zareagują na moje stwierdzenia, w tym przypadku na ten post.
Mam doskonałą świadomość faktu, że internetowa diagnoza nie jest
możliwa, wolę jednak zadać to pytanie tutaj zanim (jeśli w ogóle,
dodajmy) zacznę zawracać głowę psychiatrze: otóż od pewnego czasu
hmm… słyszę głosy. Nigdy nie natknęłam się na opis podobnego
problemu u osób z ZA, wiem natomiast, że jest to jak najbardziej
typowe dla schizofrenii. Z drugiej jednak strony mój paranoiczny lęk
przed schizofrenią może być przesadzony bo mogą być to
najzwyczajniejsze w świecie halucynacje hipnagogiczne – trzymam się
tej nadziei bo jak dotąd wszystkie te epizody występowały jedynie
nocą. W ogóle mam problemy ze snem. Z trzeciej strony – w połowie
przypadków byłam wówczas w pełni świadoma, przebudzona, nie było
tak, że balansowałam na krawędzi świata jawy i snu bo to wtedy
właśnie śpiący doświadcza tego rodzaju halucynacji (wiem jak to jest
bo niejednokrotnie przedtem doznawałam paraliżu sennego jednak bez
tego rodzaju halucynacji słuchowych). Z czwartej – może moje
przeświadczenie, że byłam wówczas przebudzona nie ma nic wspólnego z
rzeczywistością i w istocie było to jedynie „fałszywe przebudzenie”.
W rzeczywistym świecie, poza wirtualem (przez Internet mam paru
kumpli z ZA i pokrewnymi zaburzeniami z innych krajów i odczuwam z
nimi takie pokrewieństwo ducha jakiego nie czułam niemal nigdy w
rzeczywistym świecie) nie mam żadnych kolegów, wyłącznie parę
znajomych ze studiów i gdy raz rozmowa zeszła na sny, zapytałam je
czy kiedykolwiek zdarzyło im się coś podobnego (nie mówiąc
oczywiście, że chodzi tu o mnie, tak pokierowałam rozmową by wyszło
na to, że po prostu słyszałam o takich przypadkach i pytałam z
czystej ciekawości czy kiedykolwiek tak miały). Żadna z dziewczyn
nie miała jednak nigdy takich objawów.
Wiem, że wspomniane przeze mnie głosy nie pochodziły z zewnątrz
ponieważ w paru przypadkach byłam sama w mieszkaniu, ostatnio też
dokładnie indagowałam moją matkę na tę okoliczność żeby dowiedzieć
się czy przypadkiem nie prowadziła z nikim nocnych telefonicznych
rozmów (głupie pytanie oczywiście; chyba udusiłaby tego kto by do
niej wydzwaniał w nocy).
Później pod wpływem licznych czytanych przeze mnie horrorów doszłam
do wniosku, że może mam zdolności paranormalne a słyszane przeze
mnie głosy są… głosami duchów. Nawet podpytywałam właścicielkę
wynajmowanego przeze mnie studenckiego mieszkania czy przypadkiem
nikt tam nie umarł (zresztą zdarzało mi się słyszeć urojone głosy
także gdy jestem u siebie a tu na pewno nikt nie zmarł, moja rodzina
to pierwsi lokatorzy naszego mieszkania).
Odnośnie częstotliwości i treści owych nocnych głosów w mojej
głowie: zaczęło się to jakieś półtora miesiąca temu, jakieś dwa,
może trzy razy na tydzień. Głosy mówią proste zdania, same w sobie
mające sens jednak nie posiadające go w kontekście sytuacji (np.
wydawało mi się, że słyszałam moją matkę mówiącą mi „Jedz pierogi”,
a ja przecież leżałam w łóżku a nie siedziałam przy stole albo, i to
wystraszyło mnie najbardziej, usłyszałam damski głos obleśnie
komentujący moją atrakcyjność, a przecież leżałam w tym łóżku sama a
nie z jakąś lubieżną lesbijką). Głosy szepczą lub mówią normalnie.
Wiem, że mój post jest bardzo długi, ale chciałam wszystko opisać
jak należy, zresztą zawsze miałam tendencję do koncentrowania się na
drobnych detalach nie zaś na ogólnym obrazie, zawsze trudno jest mi
ocenić, które szczegóły są ważne, a które nie. W ogóle okropnie
głupio mi było pisać o sprawach tak krępujących. Teraz wyjeżdżam i
nie będzie mnie aż do niedzieli, gdy wrócę odpowiem na ewentualne
Wasze pytania jeśli jakieś macie (dotyczące tak mojej
nocnej „przypadłości” jak i objawów, które biorę za symptomy ZA).
Czy u waszych dzieci z ZA kiedykolwiek występowały taki