Dodaj do ulubionych

Syndrom "Nic Mi Się Nie Chce"...

27.10.02, 19:55
Prowadzę właśnie bardzo nieformalne, straszliwie nieważne i wyjątkowo
nienaukowe badania nad zapadalnością na syndrom "Nic Mi Się Nie Chce",
popularnie zwany syndromem "Mam Wszystko W Dupie", albo po prostu zespołem
braku chęci (miejmy nadzieję, że po zakończeniu badań będzie nazywał się po
prostu syndromem Waśki.) Proszę wszystkich bagnowiczów, którzy podejrzewają o
siebie wystąpienie tego właśnie syndromu o wpisanie się na tym wątku i, w
razie możliwości, opisanie przebiegu choroby.

Pozdrawiam i oddaję się nadal słodkiemu nieróbstwu,

Wasia
Obserwuj wątek
    • ydorius Opowieść psychopaty. 27.10.02, 20:42

      Kładąc się o trzeciej trzydzieści w nocy nastawiam zegarek na siódmą
      trzydzieści z mocnym postanowieniem przebudzenia o tej właśnie godzinie i nie
      mniejszą od owej determinacji pewnością, że - jak zawsze - ta sztuka nie ma
      szansy się udać. O siódmej trzydzieści dzwoni budzik, jednak robi to tylko
      przez minutę (kretyński pomysł z takim budzikiem...), więc da się wytrzymać.
      Jedyne, na co mam ochotę to przewrócić się na drugi bok, jedyne, czego mi
      brakuje, to chęci, by to uczynić. Więc się nie odwracam.
      Wiem, że muszę być w miarę wcześnie w pracy (tzn. zakładam optymistycznie, że
      tym razem będzie to wcześniej niż 11.30, jak zazwyczaj udaje mi się zjawić). O
      godzinie 9 mniej więcej wzywa fizjologia, więc wstaję. Robię to bez chęci,
      woli, ani przyjemności, jednak wizja Tychona Brahe umierającego w męczarniach
      na zapalenie otrzewnej, bo nie zrobił tego, co ja mam zamiar zrobić, jest dość
      okrutna.
      Następuje dziesięć minut snucia się po mieszkaniu w poszukiwaniu straconego
      czasu (gdyby to zresztą była prawda, to wcale nie musiałbym go szukać, gdyż
      jest go tyle, że wręcz bym się o niego zabijał...). Potem patrzę, czy już mi
      się ściągnęło to, co przez przez pół nocy próbowałem z sieci wydusić...
      Następuje seria snucia się w celu (robienie śniadania, poranna oblucja,
      zmywanie naczyń i tym podobne rzeczy, do których zapał mam podobnego sortu, co
      ten do wstawania)
      Patrząc na komputerowy zegarek wskazujący 10.10, stwierdzam, że czasu
      jest jeszcze aż nadto, by można było zobaczyć, czy ktoś się gdzieś nie dopisał,
      czy komuś nie trzeba odpisać, czy pojawiła się może już nowa wersja programu,
      który wszak jest niezbędny nie tylko do dalszej egzystencji, ale w ogóle ma moc
      zbawczą wobec wszechświata.
      Tak dobijam do godziny jedenastej, kiedy to szczęśliwie udaje mi się
      wyjść z domu. Do pracy mam dziewięć minut rowerem, ale obecnie rower nie jest
      najlepszym środkiem komunikacji, gdyż ciągle pada, jest mokro i człowiek
      wygląda jak kretyn zanim dojedzie na miejsce (jak nie jedzie się rowerem, to co
      prawda również wygląda się jak kretyn, ale człowiek się łudzi, że odrobinę
      mniejszy). Samochodu nie posiadam (ludzkość nawet nie wie, jakie ma szczęście),
      więc przystanek autobusowy. Autobusy kursują co pół godziny, przy czym ostatni
      był... 11.02 (zegarek wskazuje 11.04). Gazeta, czytanie bez sensu i
      przyjemności, wchłaniam kolejną dawkę morderstw, gwałtów i z nieco lepszym
      humorem (stwierdzam, że niektórzy mają bardziej ode mnie przejebane) w końcu
      doczekuję się autobusu. Uciekam w muzykę i to jest to, co będzie mnie trzymało
      przy życiu do końca tego nowego, wspaniałego dnia...
      Dojeżdżam do pracy, instaluję się przy biurku i z tępym wyrazem twarzy
      wegetuję przez kilka godzin niczym modrzew, dbając o wizerunek, tj. udając, że
      pracuję. Wiem, że na jutro jest do przygotowania prezentacja, ale nie bardzo
      jestem w stanie się za nią zabrać, więc przeglądam forum, patrzę, czy nie
      pojawiła się jakaś nowa wersja programu itd...
      Z pracy wychodzę koło 16 solennie sobie obiecując, że popracuję w domu,
      bo noc jest lepsza od dnia (i tak jest w rzeczywistości, niestety, mało ma to
      wspólnego z pracą :-). Wracam do domu zmęczony, jak jaki głupi (nie wiem w
      sumie czym, myślę czasem, że dosypują nam czegoś do kawy by człowiek nie był za
      bardzo mobilny i ruchliwy, bo mobilny i ruchliwy pracownik to kłopotliwy
      pracownik)...
      W domu, siłą rzeczy nic mi się nie chce, więc nieuniknione odsuwam od
      siebie jak najdalej. Przejrzałem materiały w pracy, więc mniej więcej wiem, ile
      czasu toto powinno zająć. Oddaję się więc innym zajęciom. Muzyka, komputer,
      książki, kolacja, nawet sprzątanie...
      W końcu nadchodzi moment, gdy trzeba coś zrobić. To jest moment, gdy
      najbardziej czuję się zmęczony.

      To jest moment, w którym decyduję, że musze pójść spać, bo i tak nic
      nie zrobię, w końcu jest już 3.30, a jak wstanę o siódmej, no powiedzmy, w pół
      do ósmej, to powinienem z tym wszystkim zdążyć...

      modrzew,
      .y.

      ----------------------------------
      What is home without Plumtree's Potted Meat?
      Incomplete.
      • wasia Opowieści innego psychopaty :) 28.10.02, 11:45
        Ja również nie jestem w stanie spać dłużej niż 3/4 godziny przed każdym dniem w
        pracy, a potem udaję, że żyję, no i piszę bezsensowne posty na forum gazety :)
        Dziś na przykład spałam 3,5 godziny i jestem ledwo ciepła (no, po kawie jest
        troszkę lepiej ;)). Niestety, udawanie, że żyję nie wychodzi mi dziś zbyt
        przekonująco :) Nawet moi ukochani (mniej kochani też) znajomi z pracy
        twierdzą, że bredzę straszliwie :)

        pzdr, wasia
        (spała: 3 godziny + 15 minut w marszu :)))
        • kwik Opowieści innego normalnego - sprostowanie 28.10.02, 11:54
          sen w czasie marszu liczymy x 5.

          poza tym wkradla sie jakas niescislosc

          > Dziś na przykład spałam 3,5 godziny i jestem ledwo ciepła (no, po kawie jest

          > (spała: 3 godziny + 15 minut w marszu :)))

          3 czy 3,5 ? prosze o dokladniejsze dane, trzeba skalkulowac czas snu (w
          przeliczeniu na roboczogodziny :)))


          • wasia koniec z normalnością - sprostowanie 28.10.02, 12:01
            kwik napisała:

            > sen w czasie marszu liczymy x 5.
            >
            > poza tym wkradla sie jakas niescislosc
            >
            > > Dziś na przykład spałam 3,5 godziny i jestem ledwo ciepła (no, po kawie je
            > st
            >
            > > (spała: 3 godziny + 15 minut w marszu :)))
            >
            > 3 czy 3,5 ? prosze o dokladniejsze dane, trzeba skalkulowac czas snu (w
            > przeliczeniu na roboczogodziny :)))


            Nieścisłości, które wkradły się w mojego posta najdosadniej pokazują rozmiary
            mojej bełkotliwości i niewyspania. Ok, spałam 3,5 godziny :) co do snu w
            marszu: nie podoba mi się twój przelicznik - aż tak wyspana się nie czuję, a to
            chyba o moje samopoczucie chodzi. Proponuję następujący przelicznik: 1 min. snu
            w marszu = 0,5 minuty snu w łózku :)

            pzdr, wasia (chyba...)
            • kwik jaki koniec, jaki koniec - finisz 28.10.02, 12:07
              nie podoba, nie podoba - czy ty myslisz, ze to moje widzimisie??
              przelicznik wynika z rozporzadzenia RM, opublikowanego w Dz.U. 67 z 14.09.1997
              wraz z pozniejszymi zmianami.

              chcesz popelnic przestepstwo w odstepstwie? :))

              >a to chyba o moje samopoczucie chodzi.

              i tu sie mylisz, droga wasku :)

              • wasia finisz czyli meta :) 28.10.02, 12:27
                kwik napisała:

                > nie podoba, nie podoba - czy ty myslisz, ze to moje widzimisie??
                > przelicznik wynika z rozporzadzenia RM, opublikowanego w Dz.U. 67 z
                14.09.1997
                > wraz z pozniejszymi zmianami.
                >
                > chcesz popelnic przestepstwo w odstepstwie? :))
                >
                > >a to chyba o moje samopoczucie chodzi.
                >
                > i tu sie mylisz, droga wasku :)


                Jestem tak niewyspana, że w ogóle mnie nie obchodzi, czy popełniam (niby)
                jakieś przestępstwo, czy nie. Mam gdzieś wszystkie kwiczołowe paragrafy ;P
                Nic na mnie nie macie, nie usadzicie mnie tak łatwo, towarzyszu Kwik ;P

                A liczy się tylko i wyłącznie *moje* samopoczucie, nie poddam się waszym
                cholernym rozporządzeniom. Spalę wszystkie Dzienniki Ustaw, wraz z późniejszymi
                zmianami ;P

                BURN, WARSAW, BURN (viva Leftfield & John Lydon)


                pzdr, Waśka (której kompletnie złuszczył się mózg...)
                • kwik prefiniszczylinietakametafajna,jaksiewydaje:))))) 28.10.02, 12:39
                  > pzdr, Waśka (której kompletnie złuszczył się mózg...)


                  teraz nie mam juz zadnych watpliwosci....
                  :)))
                  plplpl :P

                  • wasia ty się nie ciesz... 28.10.02, 12:55
                    kwik napisała:

                    > > pzdr, Waśka (której kompletnie złuszczył się mózg...)
                    >
                    >
                    > teraz nie mam juz zadnych watpliwosci....
                    > :)))
                    > plplpl :P
                    >

                    tylko lepiej jakiś dobry szmpon przeciwłupieżowy mi poradź. I co to za
                    wątpliwości? Kwiczor, wątpisz we mnie? :(

                    pzdr, w.

                    PS. plpl my ass ;P
                    • kwik Re: ty się nie ciesz... 28.10.02, 13:17
                      > tylko lepiej jakiś dobry szmpon przeciwłupieżowy mi poradź. I co to za
                      > wątpliwości? Kwiczor, wątpisz we mnie? :(

                      NIE ZNAM SIE NA SZAMPONACH

                      > pzdr, w.
                      >
                      > PS. plpl my ass ;P
                      >
                    • kwik Re: ty się nie ciesz... 28.10.02, 13:18
                      > tylko lepiej jakiś dobry szmpon przeciwłupieżowy mi poradź. I co to za
                      > wątpliwości? Kwiczor, wątpisz we mnie? :(

                      NIE ZNAM SIE NA SZAMPONACH

                      > pzdr, w.
                      >
                      > PS. plpl my ass ;P
                      >
                      • kwik przepraszam ze zyje 28.10.02, 13:58
                        poprzednie posty napisal moj brat.

                        waska, rada dla ciebie: obciac wlosy, jako i ja czynie dzis :))
                        • wasia brat - a nie zła siostra bliźniaczka? ;) <n/txt> 28.10.02, 14:04
                          kwik napisała:

                          > poprzednie posty napisal moj brat.
                          >
                          > waska, rada dla ciebie: obciac wlosy, jako i ja czynie dzis :))
                          • kwik a nie ;) 28.10.02, 14:10
                            brat, nie blizniak, mlodszy :)
                            • wasia a ja mam mnóstwo młodszych,dwójajowych braci ;P nt 28.10.02, 14:16
                              kwik napisała:

                              > brat, nie blizniak, mlodszy :)
                              • kwik cieszysz sie ?? :PPP (ntxt) 28.10.02, 14:22

                                • wasia nie, mózgu nie mam, nie mogę się cieszyć :) (ntxt) 28.10.02, 14:25
                                  kwik napisała:

                                  >
                                  • kwik jak widac, bez mozgu tez mozna sobie radzic, brawo 28.10.02, 14:27
                                    (ntxt) :P
                                    • wasia radzić sobie? właśnie zapomniałam o... 28.10.02, 14:33
                                      ... czymś bardzo ważnym. KP skopała mnie za to w tyłek i teraz piszę na
                                      stojąco :)

                                      pzdr, w.

                                      PS. Łuszczyca mózgu jest zaraźliwa, Kwiczor ;P
                                      • kwik wspolczuje z calego serca......................... 28.10.02, 14:35
                                        wynaleziono juz szczepionke. nie boje sie. do uslyszenia. spadam do
                                        przychodni :))
                • ydorius Re: finisz czyli meta :) 28.10.02, 13:01

                  Leftfield?
                  Też ostatnio trochę.
                  Jedna z płyt, której nie jestem w stanie wysłuchać do końca, ale do momentu,
                  gdy jestem w stanie wysłuchać, jest całkiem dobra...

                  Dziś dzień retrospektywny. Metallica, Soundgarden i Faith No More.

                  I'm gonna break my rusty cage.
                  And run.

                  remember, misery loves company

                  does life seem worthwhile to you?
                  do others push you arond?

                  :-))))

                  modrzew,
                  .y.

                  ----------------------------------
                  What is home without Plumtree's Potted Meat?
                  Incomplete.
                  • wasia muzik :) 28.10.02, 13:59
                    ydorius napisał:

                    Ja raczej nie jestem entuzjastką Leftfield, ale całkiem lubię ten kawałek
                    ("Open Up") w remixie Chemical Brothers i chciałam sobie przypomnieć
                    oryginał :) Poza tym ostatnio mam retrospektywę Johna Lydona/Rottena we
                    wszystkich postaciach :)

                    A dzisiejszy muzik?

                    The Clash (jak zwykle...), Tool (w razie, gdyby ogarnęła mnie jeszcze większa
                    depresja :)), Bob Marley (w razie gdyby depresji się nie udało...)

                    W słuchawce leci teraz:

                    "Revolution rock, it is a brand new rock
                    A bad, bad rock, this here revolution rock"

                    pzdr, w.

                    PS. "Burn, Hollywood, burn" :)
      • wasia Opowieści innego psychopaty :) 28.10.02, 11:46
        Ja również nie jestem w stanie spać dłużej niż 3/4 godziny przed każdym dniem w
        pracy, a potem udaję, że żyję, no i piszę bezsensowne posty na forum gazety :)
        Dziś na przykład spałam 3,5 godziny i jestem ledwo ciepła (no, po kawie jest
        troszkę lepiej ;)). Niestety, udawanie, że żyję nie wychodzi mi dziś zbyt
        przekonująco :) Nawet moi ukochani (mniej kochani też) znajomi z pracy
        twierdzą, że bredzę straszliwie :)

        pzdr, wasia
        (spała: 3 godziny + 15 minut w marszu :)))
    • kasiulek A ja chce zachorowac na Syndrom Waski!!!! [n/t] 27.10.02, 23:49
      • vika411 Kaska Ty musisz zachorowac na syndrom Waski... 28.10.02, 02:23
        ja tez.Pochorujmy razem.Do roboty jest chlop i traktor.A my bierzmy przyklad z
        Ydoriusa.On ma swieta racje i bardzo ciekawy sposob na zycie.Polecam:-)Ostatnio
        robie podobnie.-)
    • lyche1 Re: Zdecydowanie pobiłam rekord 28.10.02, 07:24
      Właśnie wstałam po 15 godzinach snu. Oj to też ciężka praca. Boki mnie bolą od
      leżenia:)
    • jendza1 Doradzam 28.10.02, 08:45
      Niniejszym zmienic nazwe 'mam wszystko w dupie'
      na 'sram na to' (tu jendza sie z lekka zaczerwienila...
      fuj, w tym wieku...).
      Argument jest bardzo powazny i natury naukowej
      jak najbardziej. Robiono badania, uzalezniajace
      zwiazek wystepowania chorob prostaty (szczegolnie
      raka) z czestym uzywaniem zwrotu 'mam to w dupie'.
      Wnioski sa nastepujace:
      NIE NALEZY niczego w sobie nosic, zwlaszcza z rzeczy
      zasmiecajacych...
      NALEZY wydalac. Znaczy oczyszczac sie, prosze ja KOGO!
      Milych snow
      j
    • aise_ U mnie to sie nazywa 28.10.02, 22:50
      "Gdzie Ja Do Cholery Jestem I Dlaczego Nie W Lozku"???

      jest to tzw. pytanie startowe, ktore jest wstepem do kolejnych pytan
      zadawanych wnetrzu wlasnego umyslu (z powodu totalnej pustki w tymze pytania
      nigdy nie uzyskuja odpowiedzi) typu: co ja tu robie, czy to ma sens (na to
      pytanie udaje sie czasem odpowiedziec i odpowiedz brzmi: nie) oraz ostatnie
      pytanie: dlaczego w kuchni nie ma mleka, przeciez kawa, jak sama nazwa
      wskazuje powinna zawierac mleko!

      potem nastepuje kilka godzin smetnego wpatrywania sie w monitor. w przerwach
      zrobie 2 rzeczy, ktore musze (jesli nie zrobie, ktos moze zauwazyc, ze nie
      pracowalam, a tak to mam alibi), przeczytam kilka maili i kilka maili
      wyprodukuje, poslucham czegos dolujacego, pojde na obiad, szesc razy zrobie
      sobie herbatke, ponarzekam na nadmiar pracy (ach ta obluda!), odbiore kilka
      telefonow, sama zadzwonie w pare miejsc, przejrze co sie dzieje na forum i
      okolo 17 z hakiem drobnym leniwie zaczne sie zbierac do wyjscia z mocnym
      postanowieniem, ze jutro zrobie te rzeczy, ktore dzisiaj lezaly odlogioem, bop
      przeciez dzisiaj jest dopiero poniedzialek/wtorek/sroda/czwartek/piatek*, wiec
      mam jeszcze mase czasu...

      a nastepnego dnia nastepuje powtorka z rozrywki i apiat' i w kolko macieju...

      ...az do soboty, kiedy nagle wraca mi chec do wszystkiego. chec mija w
      niedziele wieczorem.

      *wstawic aktualny dzien tygodnia
    • matrek Mam ten syndrom 18.11.02, 14:58
      wasia napisała:

      > Prowadzę właśnie bardzo nieformalne, straszliwie nieważne i wyjątkowo
      > nienaukowe badania nad zapadalnością na syndrom "Nic Mi Się Nie Chce",
      > popularnie zwany syndromem "Mam Wszystko W Dupie", albo po prostu zespołem
      > braku chęci (miejmy nadzieję, że po zakończeniu badań będzie nazywał się po
      > prostu syndromem Waśki.) Proszę wszystkich bagnowiczów, którzy podejrzewają o
      > siebie wystąpienie tego właśnie syndromu o wpisanie się na tym wątku i, w
      > razie możliwości, opisanie przebiegu choroby.
      >
      > Pozdrawiam i oddaję się nadal słodkiemu nieróbstwu,
      >
      > Wasia
      >

      Opisać ? Nie chce mi się.
      • wasia tak, zaatakował ciebie syndrom Waśki :D (n/t) 18.11.02, 15:01
        matrek napisał:

        > wasia napisała:
        >
        > > Prowadzę właśnie bardzo nieformalne, straszliwie nieważne i wyjątkowo
        > > nienaukowe badania nad zapadalnością na syndrom "Nic Mi Się Nie Chce",
        > > popularnie zwany syndromem "Mam Wszystko W Dupie", albo po prostu zespołem
        >
        > > braku chęci (miejmy nadzieję, że po zakończeniu badań będzie nazywał się p
        > o
        > > prostu syndromem Waśki.) Proszę wszystkich bagnowiczów, którzy podejrzewaj
        > ą o
        > > siebie wystąpienie tego właśnie syndromu o wpisanie się na tym wątku i, w
        > > razie możliwości, opisanie przebiegu choroby.
        > >
        > > Pozdrawiam i oddaję się nadal słodkiemu nieróbstwu,
        > >
        > > Wasia
        > >
        >
        > Opisać ? Nie chce mi się.
        >

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka