Dodaj do ulubionych

Glupoty pseudotlumaczy II

12.11.04, 01:40
Czesc,
Poprzedni watek jest tak przepelniony ( o Boze, jak duzo tych glupot!) ze
dla oddechu postanowilam konytnuuowac go jako drugi.
Najpierw chce pomoc wyjasnic pare wyrazen, co do ktorych pojawily sie
watpliwosci.
Ktos zastanawial sie nad "die hard". Znaczy to "change very slowly and very
reluctantly" na przyklad: "Old beliefs die hard" Nie wiem jak przetlumaczyc
ten tytul bo nie widzialam filmu, ale moim zdaniem trzeba koniecznie zobaczyc
film i wtedy nadac tytulowi znaczenie, nawet jak bedzie ono odbiegac od
doslownego tlumaczenia.
I can't put my finger on it - znaczy - I cannot remeber the exact words.
Na przyklad: I know the answer but I cannot put my finger on it.
Jest rowniez wyrazenie: I cannot put my hands on it - znaczy - I cannot
remember exactly where it is. Na przyklad - My book is in the office but I
cannot put my hands on it now.
Te dwa ostatnie wyrazenia zdaja sie bardzo odbiegac od tego co znacza, ale
wlasnie to jest ich idiomatyczne znaczenie.
BLOOD WORK - oznacza "badanie krwi"
Lekarz moze powiedziec - I am going to ask you to have the blood work done.
czyli kieruje on na badanie krwi.

A teraz moje trzy grosze do powyzszego watku:

1. Dawno, dawno temu w kinie slyszalam tlumaczenie sedziego gry w tenisa.
Meski sedzia zwraca sie do meskiego zawodnika i mowi : pietnascie kochanie
Fifteen love).
Chodzilo oczywiscie o 15:0, dlatego ze zero w tenisie po angielsku to jest
wlasnie "love" ( nie wiem dlaczego - czy ktos wie?) Malo nie spadlam z fotela

2. Jak przyjechalam do Kanady, to przywiozlam ze soba piekny album o Polsce.
Piekne zdjecia - Tatry, Baltyk, Krakow, palace, zabytki...Mysle sobie - bede
pokazywac ludziom w Kanadzie jaki moj kraj jest piekny. Plusem albumu bylo to
ze byl w dwoch jezykach - polskim i angielskim. Nie czytalam tekstu, tylko
patrzylam na obrazki, a potem pozyczylam ja sasiadom kanadyjczykom.
Po paru dniach oddaja ksiazke i mowia - sliczny jest Twoj kraj. Ale wiesz, co
- probowalismy czytac tekst i stalo sie cos dziwnego. Niby jest po angielsku,
rozumiemy kazde slowo, ale nie rozumiemy zdan. Nie moge przytoczyc tekstu bo
nie mam juz tego albumu, ale pamietam ze polski tekst byl przetlumaczony
doslownie - slowo w slowo. Zastanawialam sie tylko, ile pieniedzy wzial
pseudotlumacz za to.

Pozdrawiam ze smiechem na ustach smile))
Obserwuj wątek
    • yennefer81 Re: Glupoty pseudotlumaczy II 12.11.04, 02:11
      co do tytułow filmowych: film "Touching the void" na podstawie ksiazki w Polsce
      znanej pod tytulem "Dotkniecie pustki" przetlumaczony jako "Czekajac na Joe".
      Caly dowcip polega na tym, ze w tym filmie nikt na Joe nie czekal (to imie
      glownego bohatera), a film nawet nie byl o tych, ktorzy ewentualnie mieliby
      czekac. I do tej pory sie zastanawiam, o co temu tlumaczowi chodzilo...
      • jan.kulczyk Re: Glupoty pseudotlumaczy II 12.11.04, 03:17
        > co do tytułow filmowych: film "Touching the void" na podstawie ksiazki w Polsce
        >
        > znanej pod tytulem "Dotkniecie pustki" przetlumaczony jako "Czekajac na Joe".
        > Caly dowcip polega na tym, ze w tym filmie nikt na Joe nie czekal (to imie
        > glownego bohatera), a film nawet nie byl o tych, ktorzy ewentualnie mieliby
        > czekac. I do tej pory sie zastanawiam, o co temu tlumaczowi chodzilo...

        Fakt, chyba ktoś chciał sprawić, żeby tytuł był troszkę lżejszy i lepiej przyciągał widzów. W sumie "Dotknięcie pustki" to już musi być poważny kawał Kina, nie na moje nerwy w piątkowy wieczór... ale "Czekając na Joe!" o - to może być dobre! Pod tym drugim tytułem może się kryć zarówno horror erotyczny, jak i komedia strażacka - słowem wszystko. I taki jest niestety mechanizm nadawania tytułów tłumaczonym filmom - to walka o widza w najczystszej formie i marketing posunięty czasem do absurdu.

        Natomiast nie do końca zgadzam się z drugim zarzutem -> w sumie nie czekali na niego celowo, bo spisali go na straty, ale koniec końców jednak się doczekali. Więc może można by to nazwać czekaniem...? Sam nie wiem wink))
      • jan.kulczyk Re: Glupoty pseudotlumaczy II 27.11.04, 04:36
        Podbijam, bo to ciekawy wątek wink A co!
      • chomskybornagain1 Re: Glupoty pseudotlumaczy II 17.01.05, 16:16
        jak to o co chodzilo - marketing! zeby sie kojarzyla z godotem. Tak sie czesto
        robi nap Powiesc Ba Jina pod tytulem Rodzina zostala po polsku wydana pod
        tytulem Kiedy bogowie odchodza. smile
    • jan.kulczyk Re: Glupoty pseudotlumaczy II 12.11.04, 03:11
      > Ktos zastanawial sie nad "die hard". Znaczy to "change very slowly and very
      > reluctantly" na przyklad: "Old beliefs die hard" Nie wiem jak przetlumaczyc
      > ten tytul bo nie widzialam filmu, ale moim zdaniem trzeba koniecznie zobaczyc
      > film i wtedy nadac tytulowi znaczenie, nawet jak bedzie ono odbiegac od
      > doslownego tlumaczenia.

      Z tym wszystkim nie sposób się nie zgodzić, ale warto także pamiętać, o czym nikt nie wspomniał, że te dwa słowa mają również znaczenie rzeczownikowe. A diehard to ktoś, kto przeciwstawia się zmianom, taka skrajna konserwa, beton nieledwie, często w znaczeniu politycznym, acz nie tylko. I tak właśnie jest główny bohater filmu - stary, niereformowalny kawaler i gliniarz rodem z dzikiego zachodu, nie uznający nowomodnych konwenansów i jeśli trzeba, goniący bandytów na bosaka po tłuczonym szkle. A, że oprócz tego faktycznie "trudno go zabić" (już czwarta część powstaje, z boską Britney jako córką McClane'a, a Bruce ciągle dycha), zadanie tłumacza staje się bardzo trudne. Może coś w rodzaju: "Gliniarz z betonu"? Choć to rozwiązanie trochę mało przejrzyste, to jednak stara się godzić dwa podane przeze mnie znaczenia tytułu, a przy okazji jest humorystyczne nawiązanie do filmów Wajdy (hohoho ale się rozpędziłem! wink). To zresztą w sumie taka sztuka dla sztuki, bo w polskim i tak jest długa tradycja tłumaczenia tytułów niedosłownie (nie mówię, że to źle; Czesi np. wszystko tłumaczą dosłownie i czasem brzmi to zabawnie). A tej Szklanej Pułapki bym nie potępiał w kategoriach durnoty tłumacza. Tytuł nie jest zły, po prostu tlumacz miał pecha...

      > I can't put my finger on it - znaczy - I cannot remeber the exact words.
      > Na przyklad: I know the answer but I cannot put my finger on it.

      Niezupełnie. Poprzednie odpowiedzi były poprawne - chodzi o coś bardziej ogólnego. O niemożność określenia, sprecyzowania lub przypomnienia sobie czegoś a niekoniecznie konkretnie o brak słów na wyrażenie jakiejś niejasnej idei. Np. Random House Webster podaje tak:

      <lay> or <put one's finger on>.
      a. to remember precisely.
      b. to locate exactly.
      A Collins tak:

      If you put your finger on something, for example a reason or problem, you see and identify exactly what it is.
      Midge couldn't quite put her finger on the reason.
      He could never quite put his finger on who or what was responsible for all this.

      Czyli najwłaściej byłoby powiedzieć: "ale nie pamiętam/nie powiem ci dokładnie". Albo jeszcze inaczej - w zależności od kontekstu.

      > Chodzilo oczywiscie o 15:0, dlatego ze zero w tenisie po angielsku to jest
      > wlasnie "love" ( nie wiem dlaczego - czy ktos wie?) Malo nie spadlam z fotela
      >

      Już wyjaśniam, jako i mnie kiedyś wyjaśniono. Wyrażenie to, jak wiele w języku angielskim, pochodzi z języka miłości i wina (hehe wink), czyli z francuskiego, tak i zresztą jak sama nazwa "tennis" (ściśle mówiąc, od anglofrancuskiego słowa "tennetz", praprzodka dzisiejszego "tenir"; tak jak i np. słowo "tenant"). No więc jaki kształt ma zero? Ano ma kształt jaja. A jajo to po francusku... no właśnie l'oeuf. Czyli po zangielszczeniu... coś na kształt "love" się pojawia. No i cała tajemnica, a mordercą, jak widzą wszyscy, jest ogrodnik wink)

      > 2. Jak przyjechalam do Kanady, to przywiozlam ze soba piekny album o Polsce.

      Podobną wizytówką doskonałych umiejętności językowych naszych rodaków były kasety Hey, które niedługo po ich wielkim sukcesie puszczałem znajomym Amerykanom. Była wtedy duża moda na śpiewogranie "po angielsku", jednak moi znajomi za nic w świecie takiego np. "One of them" czy "Dreams" jako angielski zakwalifikować nie mogli. Kasia N. wraz z kumplami najwyraźniej dość liberalnie potraktowali ten i tak dość giętki język i tu dodali cosik a tu ujęli, tak aby do rytmu pasowało i do rymu. A że potem było to nie bardzo zrozumiałe? Ejże.. grunt, że po angielsku, nie?

      P.S. Wiem, że i Jankesa-Cobaina jest jego rodakom trudno zrozumieć (czego dowodem słynna parodia Yankovica "Smells Like Nirvana") ale jego teksty przynajmniej w formie pisemnej są w miarę przejrzyste (gramatycznie i leksykalnie, bo już w warstwie głębokiej oj...),ale Hey nawet z książeczką tekstów nadal stanowił dla natywnych zagadkę... wink)) Co nie zmienia faktu, że muzyka nadal mi się podoba..
      • muszka3 Re: Glupoty pseudotlumaczy II 12.11.04, 06:21
        Jesli chodzi o Kurta Cobaina i Nirvana to wkraczamy na zupelnie inny poziom
        jezyka. Artysta ten byl chory psychicznie na tzw. bipolar disorder ( nie wiem
        jak to po polsku) co charakteryzuje sie cyklicznymi nawrotami stanow manii i
        depresji na przemian. Ludzie chorzy na BP bardzo cierpia, czesto nie leczona
        choroba konczy sie samobojstwem ( jak stalo sie w przypadku Cobaina).
        Jego teksty wyrazaly bol jego chorej duszy a ze wiele ludzi ma chora dusze -
        wielu znalazlo w nich siebie - do tego wspaniala muzyka i oto recepta na sukces
        - szkoda ze Kurt sie nie leczyl...
        • login_niedostepny Re: Glupoty pseudotlumaczy II 16.11.04, 13:40
          to sie nazywa chyba cyklofrenia - tak wynika z twojego opisu choroby; podobne
          objawy sa rowniez przy osobowosci typu borderline
          • filoruska Re: Glupoty pseudotlumaczy II 16.11.04, 22:07
            Cyklofrenia to stara nazwa. Oficjalnie teraz to choroba afektywna dwubiegunowa.
      • azm2 Re: Glupoty pseudotlumaczy II 12.11.04, 10:21
        jeżeli rzeczywiście będzie czwarta część "Die Hard", to ja proponuję
        przetłumaczyć tytuł jako "Nie do zabicia", po prostu.
        • jan.kulczyk Re: Glupoty pseudotlumaczy II 12.11.04, 12:30
          > jeżeli rzeczywiście będzie czwarta część "Die Hard", to ja proponuję
          > przetłumaczyć tytuł jako "Nie do zabicia", po prostu.

          A i owszem. Premiera przewidziana na rok 2006. Tylko to info z Britney jeszcze niepotwierdzone.. wink
          Podtytuł: Die Hardest
          Niezłe, nie?

          To tutaj może lepiej : "Zupełnie nie do zabicia"? wink
          • jan.kulczyk Re: Glupoty pseudotlumaczy II 12.11.04, 12:55
            I jeszcze "tłumok" stary jak świat (ILS to pewnie zna) -> pewna dziewczyna prowadzała się w sekrecie z pewnym rozrabiaką ze szkolnej drużyny futbolowej, której trenerem był jej papa. Obaj mężczyźni o sobie nic nie wiedzieli, tj. trener nie wiedział o chłopaku, a chłopak o tym, czyją córkę uwodzi. W pewnym momencie spacerując przytuleni natykają się na tatula i stają jak wryci. Dziewczyna mówi: "Oh, my dad!" a chłopaczek: "Oh, my coach!", co zostało zgrabnie i adekwatnie (do poziomu filmu) przetłumaczone jako: "Mój tata!" oraz "Mój autobus!"

            Prawda, że sympatyczne?
          • azm2 Re: Glupoty pseudotlumaczy II 12.11.04, 18:45
            w takim razie "Nie do zaje**nia", ale nie przejdzie, niestety ;-(
    • pulbek Re: Glupoty pseudotlumaczy II 12.11.04, 17:56
      muszka3 napisała:

      > 1. Dawno, dawno temu w kinie slyszalam tlumaczenie sedziego gry w tenisa.
      > Meski sedzia zwraca sie do meskiego zawodnika i mowi : pietnascie kochanie
      > Fifteen love). Chodzilo oczywiscie o 15:0, dlatego ze zero w tenisie po
      > angielsku to jest wlasnie "love" ( nie wiem dlaczego - czy ktos wie?) Malo nie
      > spadlam z fotela

      Ciekawa sprawa z tym "love". Slownik etymologiczny podaje, ze wzielo sie to z
      dawno wymarlego wyrazenia "to play for love", czyli grac za nic (bez
      wynagrodzenia). A w Internecie znalazlem podobno falszywe, ale o wiele
      fajniejsze wytlumaczenie: "love" pochodzi jakoby z francuskiego "l'oeuf", czyli
      jajko. Jak to by sie ladnie zgrywalo z jezykiem polskim, my tez mowimy "ogralem
      go szesc do jaja", co nie? smile

      Pulbek.
      • jan.kulczyk Re: Glupoty pseudotlumaczy II 12.11.04, 20:11
        > Ciekawa sprawa z tym "love". Slownik etymologiczny podaje, ze wzielo sie to z
        > dawno wymarlego wyrazenia "to play for love", czyli grac za nic (bez
        > wynagrodzenia). A w Internecie znalazlem podobno falszywe, ale o wiele
        > fajniejsze wytlumaczenie: "love" pochodzi jakoby z francuskiego "l'oeuf", czyli
        > jajko. Jak to by sie ladnie zgrywalo z jezykiem polskim, my tez mowimy "ogralem
        > go szesc do jaja", co nie? smile


        Zgadza się. Byłbym jednak ostrożny z wartościowaniem, choć to ciekawe, co mówisz. Ale zwróć uwagę, że wiele potocznych i nie tylko zwrotów zawdzięczamy francuzczyźnie, gdzie l'oeuf to właśnie stare, potoczne określenie zera.
        Obstawałbym poza tym przy mojej wersji z jeszcze jednego względu: tenis wywodzi się z francuskiej "jeu de paume", a i czasy były wtedy takie, że cała Europa, chcąc nie chcąc, po francusku gadała.

        Ale popatrzmy, są jeszcze inne wytłumaczenia:
        www.tradgames.org.uk/games/Tennis.htm
        Pewnie nigdy nie dojdziemy do sedna sprawy. Może faktycznie l'oeuf to etymologia ludowa... Nie mówiąc już o tym, że w trudniejszych kwestiach hasła etymologiczne w poszczególnych słownikach często sobie zaprzeczają...

        Jaki słownik podaje ci tę wersję z play for love?
        • pulbek Re: Glupoty pseudotlumaczy II 13.11.04, 16:11
          jan.kulczyk napisała (?):

          > Jaki słownik podaje ci tę wersję z play for love?

          Chocby ten:

          www.etymonline.com/
          .
          Pulbek.
    • inecita telenowela meksykańska 12.11.04, 20:27
      quiere una copa?
      copa to między innymi kieliszek , czyli : czy chce pan się czegos napić, czy
      chce pan kielicha?
      Tłumaczenie: Czy chce pan PUCHAR????
      • jan.kulczyk Re: telenowela meksykańska 13.11.04, 16:10
        Niezłe..

        To ja proponuję coś nowego. Z zasady zrzymam się na ludzi narzekających na tłumaczenia tytułów filmowych, ale to jest niezłe:

        "Garden State" (świetny film zresztą) - po polsku: "Powrót do Garden State"

        Ręce opadają...
        • azm2 Re: telenowela meksykańska 14.11.04, 21:41
          Dlaczego nie podoba ci się tytuł "Powrót do Garden State"?. Pytam, bo tego
          filmu nie oglądałem i nie wiem, o co w nim chodzi.
          Mnie nie odpowiadają takie "geograficzne" tytuły filmów,
          jak "Filadelfia", "Fargo", "Warszawa". Bo co by się stało, gdyby
          akcję "Filadelfii" przenieść do Anchorage czy Honolulu, a akcję "Warszawy" do
          Brzegu Dolnego albo Kołobrzegu? Tytuł "Anchorage" albo "Honolulu", albo "Brzeg
          Dolny" - i już? Autorzy filmu mogliby wysilić trochę inwencję i zaproponować
          tytuły, które nie są po prostu nazwą miasta, w którym rozgrywa się akcja.
          Zresztą ze wszystkich tych filmów widziałem tylko fragmenty "Fargo" w TV.
          • jan.kulczyk Re: telenowela meksykańska 14.11.04, 23:24
            No tak, ale to już jest kwestia osobna - pretensja do autora scenariusza i producenta, a nie tłumacza...

            Natomiast tytuł Powrót do Garden State nie podoba mi się dlatego, że w polszczyźnie nie funkcjonują zdrobniałe nazwy stanów, nikt nie ma pojęcia co to Garden State, Sunny State czy Lone Star State. Statystyczny Jaś Kowalski, w odróżnieniu od statystycznego Joe Schmoe, ma prawo potraktować Garden State jako nieprzetłumaczalną nazwę miasta, a tak przecież nie jest.
            • hopik Re: telenowela meksykańska 15.11.04, 16:19
              no dobrze, a ktory stan nosi wdzieczny przydomek garden state?
              juz kiedys ktos wspominal - jak mowimy ze cos jest zle, to prosimy o
              wytlumaczenie dlaczego i podanie poprawnej wersji. w ten sposob mozna sie wiele
              nauczyc.
              • jan.kulczyk Re: telenowela meksykańska 15.11.04, 16:28
                Przepraszam, jestem tu nowy. Poza tym nie bardzo chciałem narażać się na zarzut głoszenia rzeczy, które wszyscy wiedzą. Garden State to wdzięczna - i raczej eufemistyczna - nazwa New Jersey, stanu, którego niesławna legenda (jako potężnego zadupia) przeżywa ostatnio swoje odrodzenie w kinie amerykańskim (np. filmy Kevina Smitha). Powrót do Jersey albo do New Jersey brzmiałby dla mnie sensowniej (bo faktycznie samo "New Jersey" nie byłoby chyba ciekawym tytułem).
                • hopik Re: telenowela meksykańska 15.11.04, 16:39
                  czesc jan.kulczyk, ja tez jestem tu nowa, udzielam sie za to na forum 'english
                  only' i prawde mowiac to chyba tam ktos prosil, zeby pisac, jak czyims zdaniem
                  powinno byc dobrze.
                  rozumiem cie, bo czasem dla mnie cos jest oczywiste i boje sie zarzutu, ze
                  innych jak debili traktuje, ale naprawde, akurat tutaj od przybytku glowa nie
                  boli, ja jestem za wyjasnianiem, bo co dla mnie oczywiste niekoniecznie bedzie
                  oczywiste dla kogos innego i vice versa, a tak to sie uprzejmie informacjami
                  wymienimy.
                  pozdrawiam
                  hopik
                  • jan.kulczyk Re: telenowela meksykańska 15.11.04, 19:30
                    Pewnie, od teraz zawsze będę już mówił wszystko, jak na spowiedzi! wink)
            • danczyk Re: telenowela meksykańska 17.11.04, 02:11
              jan.kulczyk napisał:
              > No tak, ale to już jest kwestia osobna - pretensja do autora scenariusza i
              prod
              > ucenta, a nie tłumacza...

              Podobnie jak przy wszystkich "tłumaczeniach" tytułów. Tytułów się nie tłumaczy!
              Tytuł nadaje dystrybutor (filmu) lub wydawca (książki). Dystrybutor lub wydawca
              może wykorzystać tytuł przetłumaczony przez tłumacza, ale najczęściej uważa, że
              film lub książka będą miały większe wzięcie pod innym tytułem. Nie musi
              uzgadniać tego z tłumaczem! Przestańcie więc, do ciężkiej cholery, wieszać psy
              na tłumaczach, bo przy "tłumaczeniach" tytułów nie mają nic do powiedzenia.
              Symptomatyczne, że najwięcej zarzutów dotyczy złego tłumaczenia tytułów. Może
              więc ci tłumacze nie tacy fatalni, skoro winą obarcza się ich głównie za
              niepopełnione błędy.
              • jan.kulczyk Re: telenowela meksykańska 17.11.04, 14:44
                > więc ci tłumacze nie tacy fatalni, skoro winą obarcza się ich głównie za
                > niepopełnione błędy.

                Hehehe dobre...
                Słyszałem o tych praktykach.. cóż, chciałbym wierzyć, że tłumacze kinowi chociaż czasem mają wpływ na kształt tytułu. Wtedy można by na nich ponarzekać!!! huhu!

                Z tłumaczeniami filmów zetknąłem się tylko w kontekście TV. Tam można zwykle samemu wymyślać sobie tytuł i nikomu nie nic do tego. Chyba, że to klasyk, albo coś co było już w kinach (a często tak jest). Wtedy zwykle zostawia się to, co było.
                • jan.kulczyk Re: telenowela meksykańska 17.11.04, 14:46
                  Poza tym: nadal uważam, że "Powrót do Garden State" to zły tytuł. A pseudotłumaczem można by w tym wypadku ochrzcić dystrybutora (czy inną osobę, która tytuł wymyślała, a chcąc nie chcąc "tłumokiem" się stała) wink))
        • portunia Re: telenowela meksykańska 17.11.04, 08:40
          Zżymać pisze się przez "ż"
          • jan.kulczyk Re: telenowela meksykańska 17.11.04, 11:43
            > Zżymać pisze się przez "ż"

            Koleżanko, uprasza się o rozwagę! Tu chodzi u głupoty pseudotłumaczy, a nie forumowiczów!

            A poważnie: wiem, ale eeeeeeee.......... eeee... <długo nic> eeeee.... ale mii wstyyydd....

            Czy pośpiech może być okolicznością łagodzącą? Plizzz.....
    • jan.kulczyk Re: Glupoty pseudotlumaczy II 15.11.04, 19:40
      Ja jeszcze dodam jedną rzecz, która jest bardziej w stylu "Szklanej Pułapki", niż rzeczywistej pomyłki. Chodzi o pech tłumacza i jego wybujałej fantazji. Tym razem bohaterem jest nie kto inny, ale słynny B. Wierzbięta wink (którego notabene bardzo szanuję). Pamiętacie Muffin Mana z Drury Lane, wspomnianego przez Lorda Farquada, który przesłuchiwał Gingerbread Mana przy miseczce z mlekiem w pierwszej części Shreka? (celowo wszystkie nazwy po angielsku) W polskiej wersji tłumacz zręcznie wymyślił podobnie absurdalną i jednocześnie bajkową kwestię o Żwirku i Muchomorku. Nieco gorzej było w Shreku 2, gdzie wspomniany i znany z popularnej piosenki Muffin Man faktycznie się pojawia. Z tego co pamiętam, ponownie został przerobiony na Żwirka i utopiony w zalewie śmiesznych grepsów (których zresztą w polskim Shreku 2 jest ciut za dużo - jakby B.W. miał ich za dużo i nie miał gdzie ich upchać), ale poczucie niedosytu pozostało wink) Ot pech.. A tekst "podrzućmy mu świnię" rozwalił mnie tak, że leżałem kilka godzin trzymając się za brzuch... wink))))))))
      • jan.kulczyk Re: Glupoty pseudotlumaczy II 15.11.04, 19:45
        Zgodnie z sugestią Hopik, dodaję:

        Muffin Man to popularna w świecie anglosaskim piosenka, ulubiona szczególnie przez skautów. Dobrze śpiewa się w gromadzie (podobno).

        A tu link:

        dragon.sleepdeprived.ca/songbook/songs3/s3_68.htm
        • azm2 Re: Glupoty pseudotlumaczy II 16.11.04, 11:30
          Shrek to jest film RÓWNIEŻ dla dzieci, które w Polsce raczej rzadko śpiewają
          piosenki anglosaskich skautów, więc mają prawo nie znać tych dzieł sztuki
          wokalnej wink
          Żwirek i Muchomorek na pewno kojarzą się od razu, przynajmniej młodzieży
          pomaturalnej.
          • jan.kulczyk Re: Glupoty pseudotlumaczy II 16.11.04, 11:55
            No widzisz, młodzieży pomaturalnej, a dzieciom, dla których ten film jest RÓWNIEŻ już nie wink))

            Ale ja nie o tym, mnie się to tłumaczenie bardzo podoba. Jeśli przeczytasz uważnie, zobaczysz, że chciałem tylko powiedzieć o tym, jakiego tłumacz miał pecha i jak z tego pecha wybrnął.


            Ukłony
            • jestem-tu Re: Glupoty pseudotlumaczy II 16.11.04, 12:17
              Witam,
              znacie te jedna z pierwszych prob tlumaczenia komputerowego?
              Duch silny, ale cialo mdle, komputer zrobil "spirytus mocny ale mieso nieswieze"
              Oczywiscie domyslacie sie z jakiego to bylo jezyka.
              Juz podawalem kwiatki z Discovery (podwojna predkosc swiatla Concorde'a itd)
              Przypomnialem sobie nastepny. O malym bardzo lekkim samolocie powiedzieli ze
              jest wrazliwy na zmiany cieploty. Co autor chcial przez to powiedziec?
              Mial na mysli wrazliwosc na turbulencje.W sloneczny dzien samolocikiem rzuca w
              czasielotu, bo powietrze jest bardzo wzburzone (turbulencje).
              • taki.jeden.tetrix Re: Glupoty pseudotlumaczy II 16.11.04, 23:15
                Witam, świeżutki tu jestem, więc w pas pokłony. A podzielę się z wami moimi
                bieżącymi "best of", znalezionymi w miejscu zgoła niespodziewanym.
                Wydawnictwo Książka i Wiedza. Michaił Heller, "Historia imperium rosyjskiego".
                Dwaj tłumacze, dwaj redaktorzy, konsultant naukowy. I co?
                s. 31: "W tym czasie Piastowie w łacińskich dokumentach noszą tytuł "dih", co
                należy przetłumaczyć jako "książę"." Siedzę i myślę. I myślę, i siedzę. I w
                końcu oczyma duszy mej widzę tłumacza czytającego "DUX", jakby to było pa
                russki... Blackout. Spazmy.
                s. 37: "wyznaczenie przez Jarosława [Mądrego - czyli wiek XI - to ode mnie,
                tytułem wyjaśnienia] na metropolitę kapłana z kijowskiego PRZEDMIEŚCIA [to też
                ja podkreśliłem] Bieriezowo..." - bo "podgorodie" znaczy i "przedmieście",
                i "podgrodzie", a że w XI w. o przedmieściach nawet wieszcze baby nie słyszały,
                to detal przecież jest.
                I teraz tkwię na stronie 40 i boję się czytać dalej...

                Pozdrowienia

                tj
                • jan.kulczyk Re: Glupoty pseudotlumaczy II 17.11.04, 00:51
                  Dobre, naukowo durne i należycie śmieszne!!!
                  • hopik Re: Glupoty pseudotlumaczy II 17.11.04, 14:38
                    janie.kulczyku, a dysponujesz moze czyms takim jak lista przydomków wszystkich
                    stanow? jakos nie moge znalezc, a warto by bylo wiedziec.
                    pzdr
                    • jan.kulczyk Re: Glupoty pseudotlumaczy II 17.11.04, 15:07
                      Pierwsze z brzegu, naści:

                      www.50states.com/bio/nickname1.htm
                      Wiedzieć, gdzie znaleźć - tak. Uczyć się na pamięć... nieeee... Kiedyś nauczyłem się wszystkich stolic stanów i co mi z tego przyszło? Niiic... (już nie pamiętam prawie..)

                      No.. warto znać przydomki tych głównych Kalifornia, Floryda czy Nowy Jork...

                      Ale Alabama..? Yellowhammer State...?? A co to za zwierz? wink)

                      Przypuszczam, że tego typu przydomki znają tylko alabamczycy(alabamianie?) i inni mieszkańcy danego stanu. A i to nie wszyscy...

                      Z wesołostek: kiedyś zupełnie nieświadomie zapytałem znajomego z Tampy (miasto na zachodzie Florydy) jak nazywa się mieszkańców Tampy. Zmarszczył się trochę i powiedział trochę: "Haha, funny..", wcale się nie śmiejąc. Kiedy spytałem go, o co chodzi odpowiedział zniecierpliwiony: "You know damn well it's Tampans".. wink)

                      Niezorientowanym wyjaśniam, że to się czyta identycznie jak "tampons", czyli tampony. Ciekawe, czy na Florydzie robią sobie z "tampan" żarciki na tym tle? Pewnie tak... wink
                      • hopik Re: Glupoty pseudotlumaczy II 17.11.04, 15:17
                        janie.kulczyku, jestes nie tylko najbogatszy w polsce, ale tez bardzo pomocny,
                        uczynny oraz Wiedzący!
                        Dziekuje ci bardzo.
                        • jan.kulczyk Re: Glupoty pseudotlumaczy II 17.11.04, 15:31
                          smile))))))))))))
                • hajota Re: Glupoty pseudotlumaczy II 17.11.04, 15:14
                  taki.jeden.tetrix napisał:

                  > Wydawnictwo Książka i Wiedza. Michaił Heller, "Historia imperium rosyjskiego".

                  W tej książce są podobno jeszcze lepsze kwiatki, o czym opowiadała mi Osoba
                  Kompetentna. Pomylenie któregoś z królów polskich z którymś innym... Sama nie
                  czytałam, więc nie wiem, relata refero. W każdym razie wyniknęło to ponoć stąd,
                  że bardzo długo były załatwiane prawa autorskie i wydawnictwo dało tłumaczom
                  absurdalnie krótki termin na wykonanie pracy.
                  • jan.kulczyk Re: Glupoty pseudotlumaczy II 17.11.04, 15:33
                    Ale może tych królów pomylił już p. Heller, ot tak z wielkomocarstwowej pogardy dla wgłębiania się w dzieje słabiutkiej (choć przecież jeszcze nie wtedy) Polski... może jestem wredny, ale to przecież też się stać mogło...
                    • taki.jeden.tetrix Re: Glupoty pseudotlumaczy II 17.11.04, 16:39
                      jan.kulczyk napisał:

                      > Ale może tych królów pomylił już p. Heller, ot tak z wielkomocarstwowej
                      pogardy
                      > dla wgłębiania się w dzieje słabiutkiej (choć przecież jeszcze nie wtedy)
                      Pols
                      > ki... może jestem wredny, ale to przecież też się stać mogło...
                      >
                      Osobliwie smile nie wierzę, to jednak był (niestety już tylko był) ultrasolidny
                      historyk ("Utopia u władzy", "Siódmy sekretarz"). Inna rzecz, że rosyjskie
                      wydanie "Historii..." było pośmiertne, więc może namieszali tam w wydawnictwie,
                      a autor nie miał jak walczyć.
                      Z podobnych klimatów, pewien prof. hist. (już nasz, nadwiślański) napisał był
                      kiedyś pozycję pophistoryczną o Wielkich Mogołach. Nie zawalczył o korektę
                      autorską, a redaktorka w wydawnictwie zrobiła mu z nich Wielkich Mongołów, z
                      żelazną konsekwencją i obezwładniającym skutkiem.

                      I to tyle historii.
                      A z beletrystyki na absolutnym topie jest pani, co na drugiej stronie
                      przekładu "Pięcioletniego planu" Philipa Kerra dała taki oto
                      popis: "...wymuszali haracz na Dadzie Countym, kontrolując większość jego
                      samochodów chłodni." TO TRAFIŁO DO DRUKU. Dade County - hrabstwo Dade w stanie
                      Floryda - to człowiek, oficjalnie smile Zresztą cała książka przetłumaczona jest
                      na język z polskim związany tylko tym, że oba używają tych samych słowników.

                      Pozdrowionka

                      tj
                      • hajota Re: Glupoty pseudotlumaczy II 17.11.04, 16:45
                        Co się tyczy Hellera, słyszałam od wspomnianej Osoby, że z tym królem to jednak
                        pomyłka tłumaczy.
                        A mój faworyt, o którym już na jakimś forum wspominałam, to duchowny imieniem
                        Reverend, występujący w niejednej książce...
                        • jan.kulczyk Re: Glupoty pseudotlumaczy II 17.11.04, 16:50
                          To pewnie słyszałeś o potknięciach p. Tabakowskiej, niezłej skądinąd tłumaczki, która w tekście "Europy" Davisa popełniła takiego kloca jak "biskup Roman".

                          Oczywiście nie muszę wyjaśniać, że chodzi o papieża.. wink Każdy ma swoje słabe dni...
                          • jan.kulczyk Re: Glupoty pseudotlumaczy II 17.11.04, 16:51
                            Każdy ma swoje słabe d
                            > ni.

                            Tak jako i ja. Daviesa oczywiście wink))
                          • hajota Re: Glupoty pseudotlumaczy II 17.11.04, 17:06
                            jan.kulczyk napisała:

                            > To pewnie słyszałeś o potknięciach p. Tabakowskiej, niezłej skądinąd tłumaczki,
                            > która w tekście "Europy" Davisa popełniła takiego kloca jak "biskup Roman".
                            >

                            SłyszałAm. Ale to zostało wyłapane przez redaktora, do czego przyznała się w
                            książce "O przekładzie na przykładzie". Natomiast uwagi redaktorów tej książki
                            umknął inny jej błąd, mianowicie cytat z wiersza Lermontowa "Borodino" ("Skażi
                            ka diadia, wied' nie darom Moskwa spalionnaja pożarom" itd.) został uznany za
                            "słynny passus z "Eugeniusza Oniegina".
                            Choć podoba mi się samokrytycyzm pani Tabakowskiej, jaki przejawia w tej
                            książce, to popisywanie się nieznajomością pojęcia "limes" i w związku z tym
                            radosne zdziwienie, że w tekście angielskim mogą się trafić nieangielskie słowa,
                            budzą we mnie, hm, mieszane uczucia.
                            • jan.kulczyk Re: Glupoty pseudotlumaczy II 17.11.04, 18:20
                              > SłyszałAm. Ale to zostało wyłapane przez redaktora, do czego przyznała się w
                              > książce "O przekładzie na przykładzie".

                              Bingo.

                              ("Skażi
                              > ka diadia, wied' nie darom Moskwa spalionnaja pożarom" itd.) został uznany za
                              > "słynny passus z "Eugeniusza Oniegina".

                              Wiem, że było coś o problemie z "Moskwą wziętą ale spaloną" zamiast "wziętą choć spaloną" lub odwrotnie.. ale że źródła pomyliła, nie wiedziałem.

                              > książce, to popisywanie się nieznajomością pojęcia "limes" i w związku z tym
                              > radosne zdziwienie, że w tekście angielskim mogą się trafić nieangielskie słowa

                              Może powinna brać korepetycje u Zajdla? wink)

                              Ja tym bardziej ją szanuję za to, że nawet do takich kaszalotów się przyznaje z lekkością baletnicy, nie bojąc się ośmieszenia..
                              Z drugiej strony ona ma już taką pozycję, że nikt jej nie podskoczy więc...
                        • sol_bianca Re: Glupoty pseudotlumaczy II 09.12.04, 12:39
                          hajota napisała:

                          > A mój faworyt, o którym już na jakimś forum wspominałam, to duchowny imieniem
                          > Reverend, występujący w niejednej książce...

                          A ja kiedyś zetknęłam się z postacią zwaną Bishop Landa. (Diego de Landa,
                          biskup Jukatanu w XVI wieku).
                      • jan.kulczyk Re: Glupoty pseudotlumaczy II 17.11.04, 16:48
                        Ciekawe, że pani tłumok przez myśl nie przeszło, że - pofantazjujmy - w tekście "they squeezed money out of Dade County, controlling most of ITS refrigerator trucks" ITS niekoniecznie odnosić się będzie do osoby, prawda?

                        W sumie należy się chyba cieszyć, że korekta nie poprawiła na "na Dziadzie Country" wink))
                        • taki.jeden.tetrix Re: Glupoty pseudotlumaczy II 17.11.04, 18:04
                          jan.kulczyk napisała:

                          > Ciekawe, że pani tłumok przez myśl nie przeszło, że - pofantazjujmy - w
                          tekście
                          > "they squeezed money out of Dade County, controlling most of ITS
                          refrigerator
                          > trucks" ITS niekoniecznie odnosić się będzie do osoby, prawda?
                          >
                          Prawda. A ja wciąż żałuję, że Kerr nie napisał "reefer trucks", bo nasi
                          (tercet: tłumacz/redaktor/korektor) poszliby chyba w klimaty jamajskie smile. Te
                          ciężarówki pełne trawki...

                          Chciałem jeszcze pobawić was cytatami z poledycji "Rozpoznania wzorca" Gibsona,
                          ale o tym było już dużo gdzie indziej, więc się wstrzymam.

                          Pozdrowienia

                          tj
                          • jan.kulczyk Re: Glupoty pseudotlumaczy II 17.11.04, 18:16
                            Albo po prostu reefers...
                            Ale w sumie to skąd wiesz, że nie napisał? Może tym razem tłumoczka się postarała wink))
                          • azm2 Re: Glupoty pseudotlumaczy II 17.11.04, 20:00
                            ach, tetrixie, jak ty wszystko wiesz, aż zazdrość zaczyna mnie kąsać. A co to
                            jest ITS w tym zdaniu o Dade County, bo nie kojarzę?
                            • jan.kulczyk Re: Glupoty pseudotlumaczy II 17.11.04, 20:08
                              ehem ehem... zdanie jest moje (autorskie), więc ja objaśnię:

                              ITS=its

                              Żaden skrót. Zwykły zaimek dzierżawczy. Napisany wielkimi literami dla podkreślenia.

                              wink)
                            • taki.jeden.tetrix Re: Glupoty pseudotlumaczy II 17.11.04, 20:16
                              azm2 napisał:

                              > ach, tetrixie, jak ty wszystko wiesz, aż zazdrość zaczyna mnie kąsać. A co to
                              > jest ITS w tym zdaniu o Dade County, bo nie kojarzę?

                              Walcz z tym, to złe uczucie jest, do wrzodów żołądka i innej tragedii greckiej
                              prowadzi. Fsziskiego nie wiem, kiedyś mi się zdarzyło "vodka gimlet" (czy
                              odwrotnie) jako "naparstek wódki" przetłumaczyć, red też się nie ściął i mam
                              dużą czarną krechę w życiorysie.
                              Its to zapewne zaimek - jako zawodowy historyk od lat 10, z gramatyki nieco
                              mniej już pamiętam, niż w liceum. Za to na pewno w rodzaju nijakim (choć pewnie
                              Kerr napisał "Dade County's refrigerated trucks").

                              A z cyklu wesołych polonizatorów... czytał ktoś "Szamponową planetę" Couplanda?
                              Dla tłumacza "dollar bill" to zawsze i wyłącznie "rachunek dolarowy". Jak
                              rozumiem, każda kaczka też ma u niego rachunek, a "billy club" to... może klub
                              rachunkowy?

                              Byebye
                              tj
                              • jan.kulczyk Re: Glupoty pseudotlumaczy II 17.11.04, 22:43
                                > Dla tłumacza "dollar bill" to zawsze i wyłącznie "rachunek dolarowy". Jak
                                > rozumiem, każda kaczka też ma u niego rachunek, a "billy club" to... może klub
                                > rachunkowy?

                                No i co cię tak dziwi? Nie od dziś to przecież wiadomo, podobnie jak to, że bill of lading to rachunek załadunkowy, bill of exchange - rachunek wymienny, playbill to zabawa rachunkami, foot the bill to stopa rachunku, fill the bill to wypełnić rachunek, Billy Kid to rachunek dziecięcy, a billhook to hak w rachunkach.
                                • taki.jeden.tetrix Re: Glupoty pseudotlumaczy II 17.11.04, 23:22
                                  A Kill Bill vols. 1 i 2? Zabójcze (po)Rachunki?
                                  • jan.kulczyk Re: Glupoty pseudotlumaczy II 17.11.04, 23:47
                                    Zabójcze Rachunki Głośno, Zabójcze Porachunki Głośniej
    • atra1 Re: Glupoty pseudotlumaczy II 17.11.04, 21:23
      Witam wszystkichsmile
      Teraz czas na mnie przyznać się do "kwiatka". Kiedyś siedząc w kabinie dostałam w uszy coś o Wschodzie, strzelaninach, wybuchach itd i w którymś momencie padło "bloodbath". No i ja niewiele myśląć zrobiłam z tego "rzeźnię." Partnerka w kabinie padała ze śmiechu.
      Natomiast wydaje mi się, że w bykach tłumaczeniowych przoduje cartoon network. Dawno temu przy okazji batmana, w którym była sędzina o wdzięcznym nazwisku Vargas batman drze się "dżadż Vargas!", kiedy ta sędzina leci na łeb z mostu. A jeszcze gdzieś było "go to the base ASAP" i zrobione na "idzcie do bazy ASAP".
      W "Edkach" z kolei ciągle jest albo "he's pathetic" "on jest patetyczny", albo jak ktoś chował się gdzieś "it's my sanctuary" - "to moje sanktuarium".

      Sporo tego. A! Było jeszcze kiedyś w jakimś tłumaczeniu filmu w sieci "after you" przerobione na "i już po tobie". hihihi
      Genialne to forum.
      Pozdrawiam, A
    • hopik Re: Glupoty pseudotlumaczy II 18.11.04, 14:59
      hej muszko, ta rzeznia to znowu nie taki straszny byk, do rzezi niedaleko...
      prawdopodobnie nawet sluchacze mogli tego nie zauwazyc. zaliczam to do
      przejezyczen, a nie bledow.
      • hopik Re: Glupoty pseudotlumaczy II 18.11.04, 14:59
        ooops, to mialo byc hej atra!
        • hopik Re: Glupoty pseudotlumaczy II 18.11.04, 15:03
          przypomnialo mi sie - wczoraj siegnelam po bridget jones "w pogoni za rozumem"
          i na samym poczatku gdzies ona opisuje jak siedzi w knajpie, gdzie dopada ja
          matka. no i ona siedzi i slucha potoku jej slow i patrzy "jak jakis bachor
          gmera smetnie w talerzu z chipsami". musze zajrzec do oryginalu, ale cos mi
          mocno podpowiada, ze to bynajmniej nie o chpisy chodzi (swoja droga, uwazam, ze
          powinno pisac sie z polska czipsy), a o frytki...
          • angieblue26 Cala gama produktow l'Oréal... 18.11.04, 20:28
            Mam porownanie wersji polskiej i francuskiej.
            Poczytajcie sobie, chocby szampony Elsève, dobry sposob na chandre - ja sie
            tarzam ze smiechu smile)
    • taki.jeden.tetrix Re: Glupoty pseudotlumaczy II 29.11.04, 16:47
      Dziś zaliczyłem sobie wstrząs - z tych życiowych - po wejściu do eMpiku.
      Naustawiali tam ślicznie ze dwadzieścia egzemplarzy nowej powieści R. Harrisa
      (tego od "Vaterlandu"). Pod pięknym polskim tytułem "Pompeja". I siedem lat
      studiowania historii jak do zlewu sad
      A do tego ktoś w wydawnictwie strzelił jeszcze klejnocik w "spoilerze", co to
      ma zachęcać do kupowania tego wyrobu, nazywając Pompeje "metropolią". Cuda.
      Kurort i pomniejszy ośrodek produkcji wina awansował na metropolię. Może i
      metropolitę tam mieli?
      • jan.kulczyk Re: Glupoty pseudotlumaczy II 29.11.04, 20:07
        > metropolitę tam mieli?

        No pewno, praelatus Henricus Iankovicius się nazywał wink))

        hihi ja siedzę teraz w Gdańsku, a tu najciekawsze rzeczy się w Brygidce dzieją, więc nawiązuję wink)
        • taki.jeden.tetrix Re: Glupoty pseudotlumaczy II 29.11.04, 20:23
          Kulczyku Janie, pozdrowienia z Gdyni!

          tj

          A tak BTW, to chyba raczej "Iankovus", nie róbmy z typa Żmudzina smile
          • jan.kulczyk Re: Glupoty pseudotlumaczy II 29.11.04, 21:24
            Gdańsk pozdrawia Gdynięeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee!

            > A tak BTW, to chyba raczej "Iankovus", nie róbmy z typa Żmudzina smile

            hehe, a moze Henrik Jansson - wtedy bylby wikingiem...
            • hopik Re: Glupoty pseudotlumaczy II 02.12.04, 19:05
              pralat pralatem, a linguistic police don't sleep!
              oto co wymyslil ktos, aby zareklamowac nowy blyszczyk maxa factora: nowy
              blyszczyk xxxxx - czujesz na ustach jak balsam.
              zenada.
              • jan.kulczyk Re: Glupoty pseudotlumaczy II 02.12.04, 20:58
                hihihi

                Z podobnego gatunku: "you sound upset" - "brzmisz na zmartwioną"
                zasłyszane na polsacie.
                • millefiori Re: Glupoty pseudotlumaczy II 02.12.04, 21:21
                  Jedyne, co moge zrobic, to rozpłynać się we łzach w najbliższym kącie.
                  Tyle atrakcji mnie omija. Program polskojęzyczny w TV mam tylko jeden, ogladany
                  w porywach, a na dodatek ani to Polsat, ani Polonia.
                  Napisy na miejscowych kosmetykach i innych proszkach do prania, jak na zlosc,
                  tylko w językach bardziej obcych. Obecnie napisy wegierskie wystepuja, nie
                  wiedziec czemu, w towarzystwie przekladow na rumunski, litewski, łotewski i
                  estoński, wiec nie mam okazji pelnego rozkoszowania sie lapsusami.
                • hajota Re: Glupoty pseudotlumaczy II 03.12.04, 00:21
                  Wczoraj, film "rodzinny", TVP1. Lekarz zabiera dziecko na jakieś tam badania.
                  Dziecko: "Czy mogę zjeść cukierka?" Lekarz: "Po egzaminie".
                  • azm2 Re: Glupoty pseudotlumaczy II 03.12.04, 10:31
                    Jak to się dzieje, że na tym forum piszą wyłącznie ci, którzy nigdy się nie
                    mylą? Oczywiście, siebie też zaliczam od tej niewielkiej grupy smile
                    • jan.kulczyk Re: Glupoty pseudotlumaczy II 03.12.04, 11:38
                      Ależ nie... jak tylko przypomnę sobie jakieś swoje kloce, przytoczę je niezawodnie ku uciesze gawiedzi wink)

                      Nieoceniony dr Hejwowski zwykł mawiać (i wciąż zapewne mawia): a tu, proszę państwa, taka wredna zagwozdka. Amis zadał tłumaczowi bobu. Zupełnie nie do zrobienia. Mają Państwo jakiś pomysł? No właśnie. Paskudne, prawda? No dobrze.. ahem... w tej chwili już nie pamiętam, jak z tego wybrnąłem, ale jakoś musiałem, prawda? No dobrze, przejdźmy dalej.
                      To się nazywa edukacja na czyichś błędach wink))))))
                    • hopik no coz... 03.12.04, 11:42
                      Mysle, ze wszyscy tutaj zebrani maja jedna wspolna ceche - a mianowicie własnie
                      uznanie swej omylnosci, i, co za tym idzie, sprawdzanie wszystkiego po
                      tysiąckroć!!
                      wynik - tlumaczenia sa dobre, i jest wrazenie zesmy nieomylni!!
                      • millefiori Re: no coz... 03.12.04, 12:01
                        Mysle, ze szybciej wylapuje sie cudze bledy niz wlasne. I latwiej smiac sie z
                        kogos niz z siebie.
                        Kiedys na tym forum pojawil sie watek "przyznan do bledow" ale nie cieszyl sie
                        zbytnia popularnoscia.
                        • hopik Re: no coz... 03.12.04, 12:10
                          to fakt - swoj blad trudniej dostrzec, no bo jesli cos robimy, to wierzymy, ze
                          to jest dobrze. najczęściej jest tak, ze ktos nam go wskazuje. i wtedy trzeba z
                          podniesionym czolem przyznac sie...
                          • yennefer81 Re: no coz... 07.12.04, 03:26
                            a ja popelniajac tlumaczenie filmu dla bezplatnego serwisu i w celach
                            hobbistycznych staralam sie uniknac bledow wszelakich. Tlumaczenie jednak bylo
                            ze sluchu. Po skonczonym zadaniu, dumna z siebie zasiadlam przed kompem i co?
                            gdzies mi wcielo trzy minuty napisow w kluczowym momencie, a "I stopped.... "
                            przetlumaczone jako "zaczalem". Jak ja tam uslyszalam "started" nie mam
                            pojecia. Tym bardziej, ze to w ogole nie pasowalo do kontekstu hihi. wink
                    • hajota Re: Glupoty pseudotlumaczy II 03.12.04, 22:48
                      azm2 napisał:

                      > Jak to się dzieje, że na tym forum piszą wyłącznie ci, którzy nigdy się nie
                      > mylą? Oczywiście, siebie też zaliczam od tej niewielkiej grupy smile

                      Nie śmiej się, dziadku, z cudzego przypadku. Wspominałam, chyba nawet w tym
                      wątku, że "kocham" duchownego imieniem Reverend, a sama o mało nie dodałabym
                      pewnemu proboszczowi imienia Provost. Właśnie to wyłapałam w korekcie autorskiej.
                      • taki.jeden.tetrix Re: Glupoty pseudotlumaczy II 28.12.04, 17:38
                        A co z głupotami przy tłumaczeniu w drugą stronę? Dziś w księgarni zajrzałem do
                        wyrobu pt. "Polish Cooking" wydawnictwa Ex Libris, wydanego ślicznie i
                        błyszcząco, żeby naród wychodźcom i expatom na kopy pod choinki wtykał... a w
                        środku znalazłem cuda.

                        Drobniuchnym detalem jest to, że tłumacz jest "corporate" - Le..erman Ltd. (nie
                        chcę tu nikomu robić przykrości big_grin - ale w trakcie talk show jeszcze mieli czas
                        tłumaczyć? smile ), jednak im dalej w las, tym weselej. Na dzień dobry jest "słowo
                        o tłumaczeniu", zaczynające się od "Do [SIC! SIC!! SIC!!!] to the nature of this
                        book..." - a dalej równie świetnie, np. "staropolski" regularnie i na piechotę
                        tłumaczone jako "Old Polish" - skoro to książka o kuchni _polskiej_,
                        wystarczyłoby chyba "traditional"?. Wstęp autorki w tym tłumaczeniu to klasyka
                        bełkotu. Do przepisów już bałem się zajrzeć. Tłumaczone chyba z żółtym
                        słowniczkiem Langenscheidta w spoconej dłoni...

                        A poza tym wątkowi należał się "up" big_grin
    • chemo Dwie książki 07.12.04, 13:20
      Nie mam do czynienia z tłumaczeniami literackimi, ale i z przekładu często widzę, że nie to chyba autor miał na myśli:
      Mavis Cheek "Janis Gentle i seks":
      Jeden z bohaterów, tuż po tym, jak urodził mu się syn, odwiedził - wg tłumacza - DOM PUBLICZNY "Dzwon i Rożek", gdzie wypił piwo

      Connie Willis "Przewodnik stada" - ta książka skłąda się głównie z błędów tłumacza: uparcie używane jest słowo "oksymoron" choć z kontekstu pasowałoby raczej "paradoks" albo ewentualnie "sprzeczność".
      Na widok dziewczyny ubranej w strój służbowy kelnerki (fartuszek z napisem "Obiady u Dona") pada pytanie: Czemu nosisz mundur?
      Na długopisy wg tłumacza zakłada się "skuwki". Po długim myśleniu doszłam do wniosku, że chodzi o zatyczkę, zakrętkę, bo osoba nie zakładająca "skuwek" miała fartuch laboratoryjny poplamiony tuszem z długopisów i flamastrów.

      Chyba sobie w końcu oryginał kupię...
      • zoskaanka Re: Dwie książki 08.12.04, 10:24
        a co jest niewłaściwego w "skuwce" przecież to, czym zatykamy długopis właśnie
        tak się nazywa?
        • chemo Re: Dwie książki 08.12.04, 10:44
          No, z tą skuwką się chyba rozpędziłam:
          www.piora.oh.pl/s/katalog.php?i=10&g=VECTOR
          Ale określenie plastikowych elementów mianem skuwki jakoś mi nie podchodzi - może to inżynierskie zboczenie wink
          • m.malone Re: Dwie książki 29.12.04, 12:05
            dobrze! Skuwka to stożkowate zakończenie długopisu
    • grzespelc Ze strony Komisji Europejskiej 08.12.04, 09:31
      "There is not necessary to indicate the name and the address of seat, place of
      business activities, or the place of establishment, or a permanent residence of
      the recipient of the goods and his VAT, if it has been issued and a price per
      unit at this receipt."
      to z informacji o słowackim vacie - nic z tego nie kumam - "nie trzeba
      wykazywać (...) VATu nabywcy (?? - chyba numeru VAT), jeżeli został wykazany?"
    • yskyerka filmy 12.12.04, 00:39
      ech, filmy sama tłumaczę, więc wiem, jak to z nimi bywa...
      niestety, większość błędów wynika z pośpiechu

      kiedyś miałam jedną noc na przetłumaczenie jakiejś fabuły i...
      pomyliłam słonia z wielbłądem <rotfl> napisałam, że bohater
      jechał na słoniu, chociaż z ekrany wyraźnie słychać było "camel";
      dobrze, że to wyłapałam na nagraniu wink
      • millefiori Re: filmy 05.01.05, 17:56
        Ostatnia scena filmu "Jara Cimrman spi" (Europa, Europa):
        staruszka zapisuje na kartce (tekst widoczny na calym ekranie) prosbe o
        obudzenie jej o godzinie -tu zapis oryginalny- 1/4 7
        czyli: kwadrans na 7 = 6:15.

        Przeklad:
        "...prosze obudzic mnie o pierwszej czterdziesci siedem."
        • jan.kulczyk Re: filmy 05.01.05, 18:40
          Czemu kwadrans na 7 to 6.15?
          Jeśli mała na siódemce, a duża na trójce, to 7.15
          A jeśli za kwadrans 7 to 6.45 (kwadrans na 7 to kwadrans DO 7 czy ja coś źle qmam?)
          W życiu bym nie wpadł na to, że 1/4 7 to 6.15.
          Dziwy, dziwy...
          • taki.jeden.tetrix Re: filmy 05.01.05, 22:30
            Kiedy tak właśnie jest - kiedyś w Dojczlandzie spóźniłem się o pół godziny na
            umówione spotkanie, bo sobie "Viertel Zwo" przetłumaczyłem jako "za piętnaście
            druga", a nie "piętnaście po pierwszej"...
            Trikowe, nie przeczę, ale pierwsza czterdzieści siedem i tak bije wszystko!

            Pozdrowienia

            tj
            • lilith_ed Re: filmy 09.01.05, 19:16
              Wiem,że wszyscy tutaj obecni są nieomylni i wszystko tłumaczą najlepiej hehe,
              dlatego mam pytanie do osób tłumaczących hobbystycznie filmy:jak dobrze znacie
              język z którego tłumaczycie i czy umiejętności tłumaczenia filmów da
              się "nauczyć"?? Pytam, gdyż zawsze chciałam sprobowac tego zajęcia, a wiem, ze
              same szczere chęci nie wystarcząwink Pewnie zostane zaraz "zjechana", ze z takich
              glupich(w sensie,że chcą się zabrać do czegoś o czym nie mają pojęcia) jak ja
              wlaśnie się biorą najlepsi pseudotlumacze..coż...moje ryzykosmile
              • jan.kulczyk Re: filmy 09.01.05, 19:51
                Wiesz co, z takich głupich jak ty właśnie biorą się pseudotłumacze! Tyle ci powiem! O!!

                A poważnie: nie jest to sprawa trudna (choć nie robiłem tego nigdy hobbystycznie, inaczej nie byłbym bogaty), ale trzeba mieć trochę dyscypliny, żeby:

                a) oglądać film przed lub w trakcie i po tłumaczeniu - żeby nie popełniać błędów wynikających z niezrozumienia treści tekstu niepopartego obrazem (patrz niektóre przykłady poniżej)
                b) zredagować tekst po robocie, tak, żeby lektor nie musiał pluć z wysiłku w mikrofon i mieścił się z kwestiami, lub żeby widz nie dostawał oczopląsu patrząc na migające co sekundę trzylinijkowe napisy)
                c) nie traktować niczego lekceważąco; filmy mają to do siebie, że nawet w najgłupszym serialu może znaleźć się element kulturowy lub nawiązanie intertekstualne, które trzeba zweryfikować, bo wyjdzie kicha, której może nie zauważyć ani redaktor nagrania ani niewybredny widz głupiego filmu, ale która będzie ciążyć nam na sumieniu.

                I tyle. Najtrudniejszy jest chyba punkt 2 - jak zrobić coś ładnie, dokładnie i krótko. Ale nie święci przecież garnki lepią.
                • azm2 Re: filmy 09.01.05, 21:33
                  i jeszcze trzeba pamiętać, że, gdy tłumaczysz dialogi do napisów na ekranie
                  (subtitles), to masz ograniczenia na przykład takie:
                  w jednej linijce można zmieścić tylko 36 znaków,
                  jednocześnie na ekranie można wyświetlać tylko dwie linie tekstu,
                  nie można tłumaczyć całego tekstu, bo widzowie nie nadążą czytać, więc trzeba
                  streszczać.
                  To wiem od znajomych, którzy tłumaczeniem filmów się zajmowali.
                • hwojtek Re: filmy 10.01.05, 09:39
                  jan.kulczyk napisał:


                  > b) zredagować tekst po robocie, tak, żeby lektor nie musiał pluć z wysiłku w
                  mi
                  > krofon i mieścił się z kwestiami, lub żeby widz nie dostawał oczopląsu
                  patrząc
                  > na migające co sekundę trzylinijkowe napisy)
                  > c) nie traktować niczego lekceważąco; filmy mają to do siebie, że nawet w
                  najgł
                  > upszym serialu może znaleźć się element kulturowy lub nawiązanie
                  intertekstualn
                  > e,

                  A ja uparłbym się co do "c" w powiązaniu z "b". Bo z własnego doświadczenia
                  wiem, że w _byle_ brytyjskim programie TV jest więcej nawiązań na minutę niż w
                  całej twórczości Kieślowskiego.
                  Przy okazji: jest "Szkoła", która mówi, że do TV się nie tłumaczy a adaptuje.
                  Tłumaczycie czy adaptujecie? Ja adaptuję.
          • millefiori Re: filmy 18.01.05, 09:55
            jan.kulczyk napisała:

            > Czemu kwadrans na 7 to 6.15?
            > Jeśli mała na siódemce, a duża na trójce, to 7.15
            > A jeśli za kwadrans 7 to 6.45 (kwadrans na 7 to kwadrans DO 7 czy ja coś źle
            qm
            > am?)
            > W życiu bym nie wpadł na to, że 1/4 7 to 6.15.
            > Dziwy, dziwy...

            Dla wszystkich oczywiste sa wyrazenia "wpol do..." czy "za kwadrans...", prawda?
            A "kwadrans na..." oznaczal pierwszy kwadrans nastepnej godziny.
            Jest to calkiem logiczne i wywodzi z czasow, gdy jedynym ogolnie dostepnym
            czasomierzem byl zegar na wiezy koscielnej czy ratuszowej, wybijajacy
            kwadranse.

            Do tej pory wyrazenia tego uzywaja jeszcze osoby starsze, m.in. na poludniu
            Polski i na Węgrzech.

            sjp.pwn.pl/haslo.php?id=27935
      • ewa_77 Re: filmy 15.01.05, 02:12
        Niedziela, godzina 20.00, program pierwszy Telewizji Polskiej. Pan Panią
        próbował zrobić w konia ale ta się skapła i spokojnie walnęła: "Nie ciągnij
        mnie za nogę!".
      • ewa_77 Re: filmy 15.01.05, 02:16
        Natomiast miły pan redaktor listy przebojów dokonał takich oto przekładów:
        "china in your hand" - Chiny w twojej ręce
        "so long, baby" - takie duże dziecko
        • grzespelc Re: filmy 17.01.05, 14:33
          Podobnie kiedyś w radiu słyszałem: "Can't help myself" - "Nie mogę sobie pomóc"
        • hopik Re: filmy 17.01.05, 14:42
          hahahaha! chiny w twojej rece!!
          buhahahaha
          no nie moge....
          • sol_bianca Re: filmy 17.01.05, 15:06
            "duże dziecko" jeszcze bardziej mi się podoba smile
            A jak wam się podoba "człowiek z uchem kukurydzy" (ear of corn)?
            • ewa_77 Re: filmy 17.01.05, 23:18
              Dla mnie jednak the best is "stop pulling my leg" jako "nie ciągnij mnie za
              nogę" z pełną powagą na twarzy
              • hwojtek Re: filmy 18.01.05, 08:49
                Jak Boga kocham, skad Wy takie kwiatki wyciagacie? Ja moze malo ogladam TV, ale
                zeby tego tyle bylo...?

                A zwykle lektor na tylowce czyta kto wzial za tlumaczenie... podrzuccie moze
                swoich faworytow?
        • millefiori Re: filmy 18.01.05, 09:40
          > Natomiast miły pan redaktor listy przebojów dokonał takich oto przekładów:
          > "china in your hand" - Chiny w twojej ręce
          > "so long, baby" - takie duże dziecko


          "Chiny w twoich rekach" Marka N. pamietam jeszcze z lat 80., gdy przebywalam w
          zasiegu "trojki". Niedzwiedz dla zabawy robil czasem sliczne przekladance
          tytulow piosenek z listy przebojow.
    • youstynus Re: Glupoty pseudotlumaczy II 05.02.05, 20:46
      "Niania w Londynie". Tytułowa niania woła podopiecznych (2 dziewczynki i
      chłopca), by pożegnali się z babcią:"Chłopcy, pożegnajcie się z babcią"!!!!
      POdejrzewam, że w grę wchodziło słowo "guys". Podobne potknięcie przytrafiło
      się tłumaczce (ponoć doświadczonej!!!!) tej książki jeszcze raz w tym samym
      kontekście.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka