Dodaj do ulubionych

SPOZA SIEBIE

28.01.11, 18:28
Świat nie jest człowiekiem zainteresowany, jest on mu kompletnie obojętny, szczególnie mężczyzna z niejednoznaczną przeszłością, wyświechtanym kołnierzykiem i pięciodniowym zarostem na ponurej twarzy. Do diabła, takiemu facetowi też jest wszystko obojętne, już od dawna. Puste mieszkanie, rozbebeszone jak dla psa wyrko, raczej barłóg, jak w sam raz na krótki, bezpamiętny sen, lodówka z paroma niedopitymi puszkami piwa, byle jak rzucony na fotel prochowiec, na nim stary kapelusz a la Bogey - jeszcze z czasów, gdy czuł się w nim ważny, zanim stracił złudzenia. Coś na podobieństwo drwiącego uśmiechu na chwilę wykrzywiło mu twarz, tak, to były inne czasy, życie jak z innego świata; czysty kołnierzyk, drugie śniadanie w papierowej torebce, zaplątany w płaszczu nikły zapach porannego pożegnania na ostatnim stopniu werandy, kolacja przy świecach, miękki połysk osuwającej się z jej ciała, jedwabnej koszuli. Życie jak z filmu, jak z reklamy psiego żarcia, albo niezawodnego proszku do prania. Kiedy to się skonczylo? Zaraz, zaraz...to wtedy Jeff rzucił się przed lufę pistoletu, rozwaliło mu pół głowy. Biedny, naiwny chłopak. Tak się kończą szczytne ideały, przyjaźń, bezinteresowna pomoc. Głupiec, dać się tak załatwić zafajdanemu ćpunowi, w imię czego. Poszedł do ziemi, jak wielu przed nim, i po nim, życie gliny takie już jest. Detektywa też. Może nawet gorsze. Każdy dzień podobny do następnego; byle jaka kawa, szybki lunch w obskurnym barze, krótka drzemka z głową opartą na kierownicy, w bocznych uliczkach, bezczelnie, do rytmu hałaśliwej muzyki kręcące zadkami tanie dziwki, gdy tymczasem ilość petów w popielniczce rosła w nieskończoność, idiotyczni klienci ze swoimi paranoidalnymi życzeniami, podejrzliwi, zalani potem tłumionych wyrzutów sumienia. Noce różniły się tylko oświetleniem. Jaskrawy puls neonów i histerycznie nim drgające postacie, diabli wiedzą; idą tylko do domów po skończonej robocie, czy coś knują, przy czym to drugie jest w tej dzielnicy bardziej prawdopodobne. Tak jak strzały w podrzędnych spelunach. I wrzask obłędu za oknem na pół rozwalonej rudery.
W taką noc ujrzałem ją po raz pierwszy.
Siedziałem za biurkiem, rozwalony w przedpotopowym, skórzanym fotelu, ze szklanką paskudnej brandy w ręku półmroku nie rozświetlał już nawet żar cygara. Jeszcze zanim wyłoniła się z cienia, wiedziałem, że jest. Nieokreślony zapach niewinności; mieszanina dobrego pudru, domowego ciasta i zasypki dla niemowląt, wywołała we mnie wspomnienie rodzinnego domu. Wiedziałem, że to był inny przypadek niż wszystkie do tej chwili.......
Obserwuj wątek
    • al-szamanka Re: SPOZA SIEBIE 28.01.11, 18:29
      Miała na sobie nienagannie skrojony, granatowy kostium, miękkie zwoje blond włosów upięte dwoma srebrnymi grzebykami, na palcu lewej dłoni prosty, platynowy pierścionek z brylantem, pozy tym żadnych innych ozdób. I ten zapach. Dziewczyna z prowincji. Taki facet jak ja, z szarganą przeszłością i byle jakim jutrem rozpozna dziewczynę z prowincji już na pierwszy rzut oka. Nie pasowała do tego wielkiego miasta, pełnego brudu, ciemnych zaułków łajdactwa, przekrętów, wyziewów alkoholu i rozpusty. Była jak polny kwiat, dziwnym zrządzeniem losu przeniesiony na wysypisko wielkomiejskiego śmietnika, i była zagubiona. Niepewnym krokiem podeszła do biurka i opierając się o nie lekko wskazującym palcem, czekała na jakąkolwiek reakcję z mojej strony, męczyło ją to wyraźnie, wahała się, półprzymknięte powieki drgały tak, jakby za chwilę miała się rozpłakać. Na takim facecie jak ja, bez obycia, właściwie drania, łzy dawno przestały robić wrażenie. Na moim ramieniu wypłakiwały się zdradzone żony i te, co zdradzać zamierzały, dziwki pobite przez alfonsa, porzucone kochanki, rozhisteryzowane sekretarki, a także, przedwcześnie doświadczone życiem, panienki z dobrych domów. Bez słowa wskazałem jej krzesło. Usiadła i nagle, ruchem dosyć teatralnym, wyciągnęła z torebki papierosa, unosząc go ku ustom, odważyła się spojrzeć wyczekująco w moją twarz. Ten papieros pasował do niej, jak koronkowe rękawiczki do mnie, jak operowa śpiewaczka do podrzędnej knajpy, powiedziałem jej to. Z westchnieniem ulgi wrzuciła go do torebki, zapewne wyobrażała sobie, że od tego zaczynają się rozmowy z detektywem.
      -Przepraszam - szepnęła, a ciepły ton jej głosu dosłownie rozłożył mnie na łopatki.
      I szybko dodała.
      -Tydzień temu zaginał mój mąż.
    • al-szamanka Re: SPOZA SIEBIE 28.01.11, 18:30
      W odpowiedzi zabębniłem tylko palcami o blat biurka, takich oświadczeń słyszałem w moim życiu już setki i większość z nich kończyła się wizytą w kostnicy, lub powrotem spotulniałego małżonka na łono rodziny. Zwyczajna rzecz, życie jest takie, jakie jest. Bezbarwne, bez niespodzianek. Gwałtownie uniosła się z krzesła.
      - Pan też? - wykrztusiła prawie szeptem.
      I był to szept przerażenia, niedowierzania, beznadziei tak rozpaczliwej, że poczułem go prawie jak nagłe szarpniecie w żołądku, jak cios wymierzony przez zawodowego boksera, palce znieruchomiały tuż nad blatem.
      - Siadać - powiedziałem wysilając się na wyjątkowo łagodny ton - Co tak właściwie się stało?
      - Tak właściwie się stało - powtórzyła bezwiednie moje pytanie
      Osunęła się na krzesło w dziwnym, zwolnionym tempie, tak, jakby musiała pokonywać niespodziewany opór powietrza, albo opanowującą ją do mnie niechęć. Chyba zastanawiała się czy jestem odpowiednią osobą, chciała być pewna, spojrzała mi prosto w oczy. Jeżeli istnieje coś takiego jak miłość od pierwszego spojrzenia, to równie dobrze musi też istnieć natychmiastowa fascynacja. Jej oczy były ogromne, koloru morskiej wody z małą domieszką przedniego koniaku, dostrzegłem w nich duszę anioła, a także obietnicę spełnienia najbardziej wyrafinowanych pragnień, jakie tylko mężczyzna mógłby sobie wyobrazić. Zgłupiałem. Ta kobieta, samym tylko spojrzeniem, zdolna była skłonić największego grzesznika do pójścia do spowiedzi. Równie dobrze mógłby popełnić dla niej największą zbrodnię. Znajdowałem się gdzieś na pograniczu.
      Przelotny, nikły uśmiech rozświetlił na moment jej twarz, nie było w nim nawet cienia triumfu, a przecież musiało być dla niej jasne, że w tej właśnie chwili zdecydowałem się nie odstępować od jej sprawy nawet na krok. Skinąłem głową, a ona, jakby podsumowując nieme porozumienie, dodała pewniejszym już głosem.
      - Oczywiście koszty nie mają znaczenia. Pan zdaje sobie sprawę, że pewne rzeczy są bezcenne.
      Jeszcze godzinę wcześniej wzruszyłbym, na takie słowa, ramionami. Co w byle jakim życiu może być bezcennego? Spoglądając na jej postać, mogłem tylko przyznać jej rację.
    • al-szamanka Re: SPOZA SIEBIE 28.01.11, 18:31
      Z namaszczeniem strzepnęła niewidoczny pyłek z żakietu, kąciki ust zadrgały w lekkim uśmiechu rozbawienia, dziewczyna z najbardziej nawet głuchej prowincji jest kobietą i spojrzenie mężczyzny wiele może jej powiedzieć, także takiego zaniedbanego gbura jak ja. To była cała jej reakcja na mój wyraźny podziw, wyraźnie nie było to dla niej nic nadzwyczajnego.
      - Chce, aby odnalazł pan mojego męża - powiedziała dobitnym tonem - Mam wrażenie, że tylko pan jest w stanie tego dokonać. Adam Stone. Mój mąż to Adam Stone.
      Osłupiałem, nazwisko to znane było chyba każdemu, kojarzyło się przede wszystkim z ogromnymi pieniędzmi. O Adamie Stone krążyły przeróżne opowieści; niektórzy twierdzili, że karierę swoją rozpoczął od roznoszenia ulotek, inny natomiast, że był ostatnim potomkiem angielskiego, zubożałego rodu szlacheckiego i swoje pierwsze pieniądze zarobił na giełdzie. Był podróżnikiem, sponsorem, odludkiem, trochę dziwakiem, on i jego żona nigdy nie dostarczyli prasie najmniejszego nawet skandalu, zresztą nie brali udziału w życiu towarzyskim. W jaki sposób i gdzie tych dwoje się znalazło nikt dokładnie nie wiedział, jedno było pewne, w przypadku jego śmierci dziedziczyła jedną z największych fortun w kraju i to automatycznie czyniło z niej osobę podejrzaną. Jakby odgadując moją ostatnią myśl poruszyła przecząco głową.
      - Połowa naszego majątku i tak należy do mnie - rzekła - Wie pan, przy takich pieniądzach, każda dodatkowa, największa nawet suma nie ma już znaczenia. Ile można mieć domów, jachtów, fabryk czy wysp, dziesiąty samochód nigdy nie sprawi tyle radości, co ten pierwszy, niepozorny. Najważniejsze jest żyć w zgodzie z sobą i z tą osobą obok.
      Głos jej załamał się, lecz po chwili opanowała wzruszenie, spojrzała mi prosto w oczy.
      - Ale jak można żyć w zgodzie z tą osobą obok, gdy jej nie ma?....Bo jej nigdy nie było.
      Zatkało mnie i chyba wyraz mojej twarzy nie zaliczał się do najmądrzejszych.
      - Tak - potwierdziła, a głos jej pełen był niedowierzania - Policja przeczesała mój dom, zabezpieczyła wszystkie ślady. Po tygodniu dochodzenia stwierdzono, że osoba o nazwisku Adam Stone nigdy nie istniała.
    • al-szamanka Re: SPOZA SIEBIE 28.01.11, 18:32
      Nie czekając na dodatkowe pytania, drżącą nieco ręką, położyła na biurku wielokrotnie stemplowane pismo, nawet z tej odległości bezbłędnie rozpoznałem zamaszysty podpis mojego byłego szefa. Facet był niekompetentny, nieudolny, szuja i trzymał się krzesła tylko dzięki wpływom wiceministra sprawiedliwości, który niezrozumiałym dla mnie zrządzeniem losu był jego kuzynem. Zanim odszedłem z policji dałem mu do zrozumienia co sadzę o jego kierowniczych zdolnościach, szczególnym poparciu dla skorumpowanych współpracowników i brutalnym naginaniu przepisów. Na szczęście sprawa obyła się bez świadków i przy pomocy argumentów na tyle gwałtownych, że nawet nie przyszło mu do głowy wnieść przeciwko mnie oskarżenie, jedyne co, to przez parę miesięcy musiałem opędzać się od nasyłanych, na wszystko gotowych ćpunów, aż do dnia, gdy ta zabawa mi obmierzła i w jednej, krótkiej rozmowie telefonicznej wspomniałem o nagraniu przechowywanym w pewnym depozycie. Teraz, widząc zamaszysty podpis, przypomniałem sobie, że w taki sposób składał go tylko wtedy, gdy powiadomienie wysyłane było do osób bardzo majętnych, albo wtedy, gdy maczał swe wstrętne łapska w brudnej sprawie.
      - Chyba musi być pani przekonana...
      - Julia - przerwała miękkim głosem - Na imię mam Julia.
      Pasowało do niej. Taka kobieta nie mogła nosić innego imienia. Kojarzyło mi się z elegancją, dobrą muzyką, zapachem ekskluzywnych perfum i ciekawą rozmową w doborowym towarzystwie. Taka kobieta zawsze stała w centrum. Wyobraziłem ją sobie natychmiast jako organizatorkę wernisażu sławnego malarza, spotkania z Dalai Lamą, czy i z inną, nie mniej znaną osobistością i w każdym momencie była perfekcyjna, zjawiskowa. Obawiałem się, że taki facet jak ja, tylko poprzez wymówienie tego imienia, zbezcześci je.
      A jednak odważyłem się.
      - Julio, chyba musi być pani przekonana, że ktoś pozwolił sobie na okrutny żart?
      Spojrzała na mnie z niedowierzaniem, chyba była bliska płaczu, gdyż usta wygięły się jej w podkówkę, zupełnie jak u zrozpaczonego, nierozumiejącego świata, dziecka.
      - Raczej mam wrażenie, że ktoś zarzucił na mnie ogromną pajęczynę, im bardziej chcę się z niej uwolnić, tym mocniej mnie oplątuje. Ale dlaczego? Boję się, ten ktoś może dosłownie wszystko.
    • al-szamanka Re: SPOZA SIEBIE 28.01.11, 18:33
      Zawsze interesowały mnie sprawy beznadziejne, ta na taką wyglądała. Nie można ot tak sobie uczynić z kogoś człowieka, którego nigdy nie było, a jeżeli do czegoś takiego doszło, to musiały stać za tym najbardziej wpływowe osobistości w kraju, nie wykluczałem powiązania z mafią, lub z jakaś inną , lecz skrycie działającą, wpływową organizacją. Adam Stone posiadał ogromny majątek, być może nie było to dobrze w pewnych kręgach widziane. Może w nich się obracał i naraził komuś bardziej znaczącemu niż on sam.
      - Oczywiście jest pani przekonana, że mąż nie posiadał żadnych wrogów, ani też nie był zamieszany w żadną aferę, ani polityczną, ani w taką innego rodzaju.
      Spojrzała na mnie z wdzięcznością, a głos jej pełen był ciepła.
      - Przynajmniej pan wierzy mi, że mój mąż to nie fatamorgana. Po otrzymaniu tego pisma myślałam, że oszaleję. To tak, jakby ktoś chciał wymazać połowę mojego życia, tę połowę, której najważniejszą cześć stanowił właśnie Adam. Nawet pan sobie nie wyobraża, jak bardzo poczułam się w tym momencie bezsilna. Bezsilna i oszukana.
      Wyobrażałem sobie.
      Znałem momenty, gdy człowiek czuje się jak zaszczuty zwierz, bez możliwości ucieczki, bez najmniejszego wpływu na rozwój wypadków. Taką chwilę przeżyłem, gdy Jeff rzucił się pomiędzy mnie a lufę rewolweru. Ułamek sekundy, krótszy niż drgniecie powieki, czas zbyt nikły, aby mógł zawierać jakąkolwiek treść. A jednak rozwlekał się w nieskończoność. Stałem tam, niezdolny do wykonania najmniejszego ruchu, widziałem, w potwornym spowolnieniu, jak ćpun naciska spust, jak mruży oczy skupiając się na celu. Widziałem kawałek ołowiu lecący w moim kierunku, a głuchy huk wystrzału bezustannym echem dudnił mi w uszach...i byłem bezsilny, obezwładniony strachem przed nieodwracalnością końca. A mimo to i nie wiadomo dlaczego zdążyłem jeszcze pomyśleć, że przepadnie mi karta wstępu na koncert, na który i tak pójść nie zamierzałem, że nie odbiorę już trzech par spodni z pralni chemicznej i nie wymienię przepalonej żarówki w garażu. I wtedy Jeff skoczył. I swoim poświeceniem zrujnował moje życie.
      Tak, ta kobieta musiała w sobie nosić nie mniejsze piekło niż moje.
    • al-szamanka Re: SPOZA SIEBIE 28.01.11, 18:34
      Jednakże oprócz piekła było w niej coś jeszcze, coś nieokreślonego. Oczywiście, była wyjątkowo piękną kobietą, idealnie gładkiej cery nie zakłócała najmniejsza nawet zmarszczka, a przecież musiała już dochodzić do czterdziestki, lecz w pierwszym rzędzie to nie jej uroda mnie niepokoiła. Wyczuwałem perfekcyjnie skrywaną tajemnicę, co w tym przypadku równie dobrze mogło oznaczać poczucie winy jak i konieczność prowadzenia ze mną fałszywej gry. Czyżby wiedziała więcej niż to, co starała się mi przekazać? A jeżeli tak, to dlaczego szukała mojej pomocy? Byłem znany z tego, że nawet po latach wracałem do spraw beznadziejnych i zawsze znajdowałem rozwiązanie, jeżeli chciała coś ukryć, to źle trafiła.
      - Nawet jeżeli policja dokładnie przeczesała cały dom, to jednak muszę sam to wszystko obejrzeć. Niekiedy decydują szczegóły niekoniecznie zauważalne przez wszystkich.
      Mówiąc to wciskałem do górnej kieszeni kurtki gruby, rozlatujący się notes. Do diabła, ciągle jeszcze w miejscu, w którym powinien być guzik wisiał strzep skołtunionych nitek, oderwałem je nagłym ruchem, prawie z kawałkiem materiału, nieważne.
      Uniosła się z krzesła i bez słowa, lekkim krokiem, z nieopisaną gracją skierowała się ku wyjściu, podążyłem za nią jak lunatyk, nigdy w życiu nie widziałem kobiety o tak kształtnych łydkach, idealnych. Zatrzasnąłem drzwi głośniej niż zwykle.
      Właśnie zacząłem się zastanawiać czy w ogóle zechce zająć miejsce w moim rozklekotanym samochodzie, gdy zauważyłem czekającą przed bramą taksówkę. Musiała tu stać cały ten czas.
      - Nie potrafię prowadzić samochodu – przyznała – Nigdy nie miałam takiej potrzeby.
      Skinąłem ze zrozumieniem głową. Multimilionerzy nie potrzebują niczego dotykać palcem, wokół nich wszystko dzieje się za pieniądze. Dlatego zdziwiłem się, gdy taksówka zatrzymała się przed, co prawda luksusowym wieżowcem mieszkalnym, ale nie była to rozległa, oszałamiająca rezydencja. Nie przywitał nas też żaden, od lat wierny rodzinie, zaufany buttler, ani pokojówka, w tym mieszkaniu w ogóle nie widać było ani śladu służby, chociaż nieskazitelny porządek zdawał się temu przeczyć.
      I znowu, jakby czytając moje myśli, pospieszyła z wyjaśnieniem.
      - Adam zawsze kochał spokój, całe nasze małżeństwo byliśmy trochę odludkami. Raz w tygodniu przyjeżdża firma sprzątająca, zatrudniamy też naszą perłę, ale tylko na godziny i nieregularnie. Jeżeli będzie pan miał do niej pytania, to oczywiście zaaranżuję spotkanie.
      Rozłożyła w zapraszającym geście ręce.
      - Proszę się rozejrzeć.
    • al-szamanka Re: SPOZA SIEBIE 28.01.11, 18:34
      Nie potrzebowała mnie zapraszać abym się rozejrzał, to należało do moich obowiązków. Zaledwie przekroczyłem próg salonu, a już, jak na fotografii, miałem utrwalone wszystkie szczegóły, które mogłyby mnie ewentualnie zainteresować. Widziałem wiele mieszkań należących do ludzi bogatych, ale żadne z nich nie zaskoczyło mnie tak, jak to. Być może podświadomie spodziewałem się kosztownych mebli na pograniczu kiczu, Picassa na ścianie, rozplanowania wnętrz typowego dla będącego właśnie w modzie architekta. Nic z tych rzeczy. Co prawda, wyposażenie musiało kosztować niebotyczne sumy, a ze względu na dominację pastelowych tonacji obić i elegancką lekkość sprzętów mogłoby uchodzić za wyjątkowo przytulne, to jednak takim nie było. W pierwszej chwili nie potrafiłem sobie tego wytłumaczyć, to co widziałem było piękne, ktoś, kto zaplanował te wnętrza musiał dysponować rzadko spotykanym, wykwintnym smakiem. Dopiero po paru minutach zrozumiałem z czym mi się kojarzyło. To nie było zwykle mieszkanie, to była kompozycja. Kompozycja oparta na ledwie rozpoznawalnym, geometrycznym schemacie, gdzie nawet niepozorny zda się detal pełnił tak samo ważną rolę jak obszerna, wygodna kanapa czy filigranowy podnóżek ustawiony nie wiadomo po co i pod dziwacznym kątem tuż obok wysokiego okna. I miałem dziwne wrażenie, że wszystko to poustawiała Julia własnoręcznie, że wykonała tu wszystko sama, łącznie z instalacją oświetlenia i marmurowym, udającym greckiego filozofa popiersiem.
      Nagle, marszcząc brwi, jakby spostrzegła coś odrażającego, podeszła szybkim krokiem do stojącego nieco na uboczu pianina i od niechcenia nacisnęła parokrotnie ostatni klawisz. Na moment znieruchomiała niczym przyłapane na gorącym uczynku dziecko, po czym uśmiechając się nieco wymuszenie, lekkim skinieniem głowy wskazała parę, stojących na pianinie, fotografii.
      - Tak wygląda mój mąż.
      Tylko przelotnie spojrzałem we wskazanym kierunku. Adam Stone rzadko pojawiał się w telewizji, z racji swojej małomowności nie był ulubieńcem dziennikarzy, lecz każdy, kto go raz widział, pamiętał charakterystyczne, ciemne okulary w grubej oprawie i bujne, przyprószone wczesną siwizną włosy, był raczej niepozornym mężczyzną, szczupłym. Spoglądając na Julię doszedłem do wniosku, że musiał być od żony niższy.
      -Mieszkanie zajmuje całe piętro?
      - Tak - odpowiedziała krótko, chyba zdziwiona, że nie zainteresowałem się bardziej zdjęciami.
      Może jednak odpowiedziała tylko automatycznie, gdyż sekundę potem poprawiała coś przy fałdzie zasłony, coś czego tam w ogóle nie było, przynajmniej ja niczego dostrzec nie potrafiłem. Poczułem się dziwnie nieswojo w tym idealnym mieszkaniu, miałem wrażenie, że tu nawet odbita rykoszetem kula trafiłaby w wyznaczone z góry miejsce.
    • al-szamanka Re: SPOZA SIEBIE 28.01.11, 18:35
      Czy ta kobieta była telepatką? Pomimo, zdawałoby się, jej chwilowego rozkojarzenia, zgadywała moje jeszcze niewypowiedziane pytania, bezbłędnie wyłapywała momenty wahania i natychmiast na nie reagowała, co kłóciło się z moim wyobrażeniem dziewczyny z prowincji. Także teraz rozejrzała się szybko, tak, jakby to ją miał trafić ten rykoszet, po czym miękkim ruchem ujęła mnie pod ramię i uśmiechając się prawie opiekuńczo, zaproponowała obejrzenie dalszych pomieszczeń.
      - Może tam znajdzie pan ślad – powiedziała zagadkowym tonem – I proszę się nie obawiać, mieszkamy na tyle wysoko, że najlepszy strzelec nie znalazłby dogodnej pozycji, aby nas tutaj dosięgnąć.
      Czyżby sobie ze mnie kpiła? Z faceta, którego prosiła o rozwiązanie zagadki, o odnalezienie mężczyzny , który miał wpływ na kołowrót tego idiotycznego świata i wypadł z niego bez śladu, tak, jakby rzeczywiście nigdy nie istniał? Miałem dziwaczne przeczucie, że prowadzi ze mną jakąś grę. Ale jaką? I dlaczego? I ta jej nieokreślona czujność w oczach, dla nikogo niezauważalna prócz mnie.
      Bez słowa zaprowadziła mnie do drugiego, mniejszego salonu, kuchni i sypialni, niewielkiego atelier, gdyż jak się okazało, w wolnych chwilach zajmowała się malarstwem, przeładowanego najlepszym sprzętem komputerowym pokoju biurowego, otworzyła nawet drzwi spiżarki i dwóch pokoi gościnnych. Wszędzie panował nieskazitelny porządek. Wszędzie oprócz biura.
      - Mój mąż najczęściej przebywał w tym pomieszczeniu, właściwie z niego nie wychodził i najchętniej by tu spal, praca zawsze była dla niego najważniejsza.
      W jej glosie nie było nawet cienia zawodu, a przecież trudno mi było sobie wyobrazić, aby jakakolwiek kobieta, świadoma swojej drugoplanowej roli, zniosła taki stan na dłuższą metę. Do tego tak wyjątkowa kobieta jak ona.
      - Julio, muszę pani zadać bardzo osobiste pytanie.
      - Ależ oczywiście, proszę, wiem, że musi je pan zadać.
      Oczywiście, że wiedziała, każdy wiedział. To pytanie powielał każdy, najbardziej tandetny film kryminalny, gdzie detektyw, ledwo poruszając dolną wargą i przylepionym do niej kawałkiem wygniecionego peta, wygłaszał je niczym główne credo policyjnego przesłuchania. Takie sceny śmieszyły mnie. Ja chyba też, gdyż nagłym ruchem, opanowując rozbawienie, spuściła głowę.
      -Tak, no więc. Jak układało się wasze małżeństwo?
      Spojrzała mi prosto w oczy z taką intensywnością, jakby raz na zawsze chciała coś wyryć w mojej pamięci.
      - Zawsze byliśmy idealną jednością
    • al-szamanka Re: SPOZA SIEBIE 28.01.11, 18:36
      Skinąłem potakująco głową. Prawie wszystkie porzucone kobiety, nawet te z posiniaczoną razami twarzą, wykręconą ręką, czy wybitymi zębami, oszukani mężczyźni, wszyscy zapewniali początkowo o przykładnym, małżeńskim pożyciu, a zaistniałą sytuację starali się tłumaczyć wyjątkowym obciążeniem psychicznym, niesprawiedliwymi układami w pracy, zaszczuciem. Często bronili się przed prawdą, a mianowicie, że to oni byli ofiarami. Winy szukali przede wszystkim u siebie.
      Jednakże w tym przypadku, bez zastrzeżeń, przyjąłem jej oświadczenie. Pomimo delikatnej twarzy i wiotkiej, dziewczęcej sylwetki wydawała się być osobą, która dokładnie wie, czego w życiu chce, a to, co chce, potrafi też zdobyć.
      Niespodziewanie roześmiała się głośno.
      - Widzę, że potrafi pan prawidłowo ocenić sytuację – oświadczyła – Zapewne nie wyglądam na to, ale posiadam czarny pas w karate, a na treningach samoobrony rzucałam na ziemię równie potężnych mężczyzn jak pan. W sytuacji zagrożenia mojego życia, życia moich bliskich lub osób słabych, potrafiłabym bez wahania zabić i nigdy nie miałabym z tego powodu wyrzutów sumienia. Nigdy.
      Milcząc, mimowolnie, ciągle jeszcze urzeczony brzmieniem jej śmiechu i mocą słów, ująłem jej dłoń, która miedzy moimi twardymi palcami wydawała się krucha i delikatna niczym dłoń dziecka, i szybko wycisnąłem na niej pocałunek uznania. Cofnęła rękę o wiele za późno, aby mógł to być przypadek. Miałem czas, aby wyczuć wargami nieprawdopodobną gładkość skóry, jej zapach, miękkie ciepło, które przyprawiło mnie o zawrót głowy. A może był to rzeczywiście tylko przypadek, pobożne życzenie chwilowo skołowanego gliny, bo była taka inna, zupełnie niepodobna do poczciwych barmanek w knajpkach bocznych uliczek i rozwrzeszczanych urzędniczek policyjnego biura. Anna była do niej trochę podobna, ale Anna była moją przeszłością, do której nie nie miałem zamiaru wracać.
      Rozejrzałem się jeszcze raz, raczej aby nie odczytała zakłopotania w mojej twarzy niż z potrzeby utrwalenia sobie szczegółów.
      - W tym pokoju widziałam męża po raz ostatni – oznajmiła szeptem – Siedział tu, przy tym komputerze. Pamiętam, pomachał mi ręką, gdy powiedziałam, że muszę wyjść i wrócę dopiero wieczorem. Nie było mnie chyba pięć godzin, wtedy musiało się to stać. Drzwi od mieszkania nie były zamknięte na klucz, tylko zatrzaśnięte, i to było jedyne co mnie zastanowiło. Adam wychodził czasami niespodziewanie, ale nigdy nie zdarzyło mu się takie niedopatrzenie, był wyjątkowo dokładny, o wszystkim pamiętał. Parokrotnie wybierałam numer jego komórki, była wyłączona, czekałam do północy, a zaraz potem zawiadomiłam policję. Polecono mi zaczekać następnych dziesięć godzin i skontaktować się powtórnie. Moje przeświadczenie, że musiało się wydarzyć coś niedobrego, na nikim nie zrobiło wrażenia. Przepisy wykluczają przedwczesne działania. Do samego rana nie zmrużyłam oka, była to najgorsza noc mojego życia.
      Jej głos załamał się nieco, pobrzmiewała w nim ledwo zauważalna skarga, lecz wyłapałem w nim także jakiś niejasny, trudny do zinterpretowania pod-ton.
      I sam nie wiem dlaczego, zaniepokoił mnie.
    • al-szamanka Re: SPOZA SIEBIE 28.01.11, 18:37
      Nie należałem do strachliwych, być może dlatego, że i tak wszystko było mi obojętne. Życie, pieniądze, dobre żarcie, nawet seks, nie miały dla mnie znaczenia już od dawna. Aż do chwili gdy zobaczyłem Julię. Z każdą minutą stawała się dla mnie coraz większą zagadką. Zagadki zawsze mnie pociągały, wyznaczały drogę, krew zaczynała we mnie pulsować i rytm ten wybijał mnie z letargu trwającego od tamtego dnia..
      Zadzwonił telefon. Julia, ruchem, który wywołał na moich plecach wrażenie, jakby przemknęło po nich całe stado mrówek, odchyliła nieco włosy, ściągnęła połyskujący drobnymi brylantami klips i prawie westchnęła w słuchawkę.
      - Julia Stone
      Poza parokrotnym, cichym tak nie wypowiedziała żadnego, innego słowa, lecz po chwili podała mi słuchawkę
      - Pan Harrison
      Nawet się nie zdziwiłem. Mój były szef, jak zwykle, porozstawiał swoich ludzi na czatach, zawsze tak robił, gdy sprawa nie była pewna. Wszystko mogło przemawiać za tym, że Adam Stone nigdy się nie narodził, jednakże nie wszyscy dawali się co do tego przekonać. Głos Harrison, jak zawsze tubalny, lekko sepleniący, pełen był podejrzliwego niedowierzania.
      - Słyszę, że podjąłeś się tej sprawy – oznajmił bez zbędnego wstępu – Czy wiesz, za co się zabrałeś?
      - Jeszcze nie.
      - Hmm, Adam Stone był jednym z najbogatszych ludzi świata, musiał mieć wielu wrogów, albo chociażby zawistnych znajomych.
      Moje zdziwienie wyraziłem krótkim yhm, miałem nadzieję, że nie wyczuł w moim głosie narastającego rozbawienia.
      - Był ? O ile mi wiadomo masz niezbite dowody na to, że nigdy nie istniał.
      Harrison chrząknął niecierpliwie i zamilkł. Wiedziałem, że gorączkowo szukał odpowiedzi na moje pytanie, zastanawiał się co może powiedzieć. Nie posiadał lotnego umysłu i gdyby była to rozmowa w cztery oczy zbyłby mnie szturchnięciem w ramię, albo wsunąłby w dłoń jakiś mało znaczący papier. Przez słuchawkę nie miał takiej możliwości.
      - Co to, przesłuchanie? – wycedził z wolna i zapewne tylko po to, aby zyskać na czasie
      Nie odpowiedziałem. Wiedziałem, że nasza rozmowa i tak nie mogla się na tym zakończyć.
      Czekałem.
      I właśnie w tym momencie spojrzałem mimowolnie w kierunku Julii. Spoglądała na mnie z wyrazem niesamowitego napięcia w oczach, zaciekawienia. Miałem wrażenie jakby to, co się działo tuż obok niej nie należało do jej świata, jakby było tylko projekcją, a ona jedynym widzem. Poczułem się nieswojo.
    • al-szamanka Re: SPOZA SIEBIE 28.01.11, 18:38
      I powiedziałem jej to.
      Zatrzepotała powiekami, jakby dochodząc do siebie z głębokiego zamyślenia, lecz uśmiech, który z wolna pojawiał się na jej twarzy wyraźnie kosztował ją sporo wysiłku, był nieruchomy jak porcelanowa maska. Spodziewałem się, że coś powie, jak dotąd, z góry miała przygotowana odpowiedz nawet na każda moja myśl, lecz nieoczekiwanie usiadła w fotelu przy oknie i wpatrując się w coś nieokreślonego w oddali poczęła kolebać się miarowo, tak jak to czynią osierocone dzieci. Siłą powstrzymałem się, by do niej nie podejść, wziąć w ramiona i wyszeptać we włosy parę słów pocieszenia.
      Nagle chrząkniecie w słuchawce przypomniało mi o mojej rozmowie, w glosie Harrisona wyraźnie wyczuwałem złośliwe rozbawienie.
      - Ciekawa kobieta, prawda? – stwierdził – Na dłuższą metę jednak mecząca. Moi chłopcy wykonywali dobrą robotę i codziennie rano zdawałem jej z tego relacje, a ona ciągle twierdziła, że to za mało. Bombardowała mnie pytaniami o każdej porze dnia i nocy, tak że w końcu musiałem zablokować jej numer telefonu. Ona ma chyba problemy ze snem.
      - Ma pani problemy ze snem? – powtórzyłem bezwiednie, trochę zdziwiony, że w tym momencie i nie wiadomo dlaczego wydało mi się to ważne.
      - Wystarczają mi trzy, cztery godziny na dobę. Zawsze tak było – powiedziała powoli i głos jej pełen był wahania, jakby zastanawiała się czy wpłynie to w jakikolwiek sposób na ocenę jej osoby.
      - Ma to jakieś znaczenie w sprawie? – burknalem nieco poirytowany w słuchawkę
      Harrison zachichotał, jak zwykle, w moich uszach, zabrzmiało to jak skowyt psa, nic nie moglem zrobić, nie znosiłem tego typka. Mógł mi być jednak przydatny, potrzebowałem go tylko podejść i dlatego musiałem wzbudzić w nim podejrzenie, że wiem więcej niż on sam.
      - Możemy rozwinąć temat bezsenności – zaproponowałem obojętnym tonem – albo też zająć się ważniejszymi sprawami. Możemy wymienić się informacjami, wiem co nieco jaką rolę odegrał Stone w ostatnich wyborach.
      Harrison zasapał, prawie że zobaczyłem jego kulfoniasty nos wietrzący już pewne zwycięstwo i kaprawe, rozbiegane oczka, które w takich sytuacjach nieruchomiały tak nagle, jakby niespodziewanie dostawał pałką po głowie.
      - Blefujes – wyseplenił
      - Hmm, namacalnych dowodów rzeczywiście nie mam, chyba że sam uznasz za dowód fakt, że konta trzech znanych osób powiększyły się tego samego dnia o milion dolarów każde.
      - Kto? – huknął w słuchawkę tak głośno, że odruchowo odsunąłem ją od głowy na bezpieczną odleglosc.
      - Locke, Stanfield, Hunt
      Czekałem na jego reakcję. Znany byłem z tego, że zawsze podawałem informacje sprawdzone, ta też była prawdziwa. Z tym że ze sprawa Stone’a nie miała nic wspólnego. Wiedziałem z całą pewnością, że Harrison, jeżeli w ogóle się na nią złapie, nigdy nie zdoła jej rozwiązać, co tym bardziej upewni go, że jest na tropie.
      Zerknąłem na Julię. Uśmiechała się do mnie w szczególny sposób, moja rozmowa z Harrisonem wyraźnie jej odpowiadała i upewniła, że zaangażowała odpowiedniego człowieka.
    • al-szamanka Re: SPOZA SIEBIE 28.01.11, 18:39
      Skinąłem w jej kierunku głową i przyznaję, że poczułem się w tym momencie tak, jak niegdyś, gdy rozwalając z procy okno sąsiada, stawałem z niewinną miną przy płocie i zabawiałem się od niechcenia struganiem jakiegoś patyka.
      - Hmm - ponownie usłyszałem w słuchawce głos Harrisona - takie informacje nie leża na ulicy. W policji już nie jesteś, nakazu nie miałeś.
      - Ale mam jeszcze swoich ludzi tu i tam - przerwałem - Niektórzy z nich winni mi są dużą wdzięczność i okazują ją w ten właśnie sposób. Oczywiście, kto jest moim informatorem powiedzieć nie mogę, ale to jest zrozumiałe samo przez się. Acha, i niepotrzebnie nagrywasz tę rozmowę, ja robię to samo i w razie czego nie będziesz w stanie jej zmanipulować, przy tym sam zdradziłeś wystarczająco interesujące szczegóły.
      - Tyyyy, tyyyy - wykrztusił zaskoczony, ale szybko się opamiętał - Coś ty, wiem dobrze, że ciebie czymś takim zaskoczyć nie mogę. Wręcz przeciwnie, rozmawiamy bez świadków, podsłuchu i takich tam.
      Uśmiechnąłem się mimowolnie. Zbyt długo siedziałem w policji i do tego w jego rewirze aby uwierzyć w te zapewnienia. Chrząknąłem zachęcająco. Następny ruch należał do niego. Szelest papieru po drugiej stronie, odgłos otwieranej szuflady i szuranie po blacie biurka miały mnie przekonać, że szuka czegoś ważnego, jakbym nie wiedział, że pewne informacje przekazywane są tylko i wyłącznie słownie, a w razie czego po prostu nigdy ich nie było.
      - Nie będę owijał w bawełnę - oznajmił - I tak doszedłbyś do tego w bardzo krótkim czasie, więc oszczędzę ci pracy. Zacznijmy od tego, że byłbym skończonym osłem, gdybym się opierał, że Adama Stone’a nigdy nie było.
      - Osłem byleś zawsze - bąknąłem na tyle niezrozumiale, że nawet nie zwrócił na to uwagi.
      - Wszyscy wiedzą, że istniał - ogłosił tonem odkrywcy - ale nigdy nie znajdziesz na to dowodów. Ktoś wykonał nieprawdopodobną robotę i wymazał wszystkie jego dane. Ten człowiek nigdy się nie urodził, nie ożenił, nie zrobił milionów, nie odprowadził ani centa podatku, nie udzielił żadnego wywiadu, nigdy nie był u lekarza, hihi, i nie uwierzysz, nigdy nie płacił kartą kredytową.
      - Tak to sobie właśnie wyobrażałem - przerwałem – ale przecież musiałeś znaleźć coś, co wszystko stawia na głowie.
      - Człowieku – wrzasnął – Po pierwsze, widziałem go na własne oczy, tak jak i ty go widziałeś i miliony obywateli tego kraju. Po drugie
      Zatrzymał się wpół zdania. Niedouczony efekciarz. Postukałem w słuchawkę.
      - Hej, stary, to nie film, życie nie przewiduje tego typu efektów specjalnych.
      - Tak, tak – wymamrotał udając roztargnienie – Co ja tu mam? Aaaaa, no tak, moi chłopcy pogrzebali sporo tu i tam i trafili na jeden jedyny ślad, szczegół, który ten cwany ktoś przeoczył. Nazwisko naszego Stone’a figuruje na zamówieniu prowincjonalnej księgarni wysyłkowej.
      • al-szamanka Re: SPOZA SIEBIE 31.01.11, 16:54
        Księgarnia wysyłkowa, księgarnia wysyłkowa. Te dwa słowa stukały mi w głowie niczym czkający odgłos zepsutej maszyny do szycia. Uporczywie i zda się bez końca. Dlaczego księgarnia wysyłkowa, dlaczego pozostał ten jeden ślad?. Dla Harrisona był to dowód mający wystarczającą siłę, aby rozwalić całą tę dziwaczną konstrukcję niebytu, dla mnie oznaczał sygnał ostrzegawczy. Nie potrafiłem tylko uzmysłowić sobie przed czym mnie ostrzegał, chociaż instynktownie wyczuwałem, że połowicznych rozwiązań może być wiele, a pozory, jak to często się zdarza, mogą okazać się właściwą drogą do prawdy.
        - Nie interesuje cię o jakie książki chodzi? – przerwał moje rozmyślania niecierpliwy głos w słuchawce
        I w tym momencie, nie wiem jak to się stało, ale chyba znowu intuicja mi to podsunęła, uznałem, że tylko jedna odpowiedź może być prawidłowa.
        - Nie jestem jasnowidzem, więc nie wymienię poszczególnych tytułów, ale sadzę, że mogą to być tylko książki z zakresu psychiatrii, psychologii, no, powiedzmy, że także z medycyny, być może nawet sadowej.
        Głośne sapniecie po drugiej stronie upewniło mnie w moich domniemaniach.
        - I co o tym myślisz?
        - Jeszcze nie wiem – przyznałem szczerze – Raczej zastanawiam się dlaczego z całej powodzi danych pozostał tylko ten ślad. Sam przyznasz, że ten, kto to wszystko zaplanował i wykonał musi być profesjonalnym hakerem, może nawet najlepszym z najlepszych, posiada kody dostępu o jakich nam się nigdy nie śniło, a jednak przeoczył taki szczegół. Nie wierzę, że go przeoczył. Myślę, że jest to z premedytacją podłożona przynęta.
        - Od razu tak mi się wydawało – zawołał zadyszanym z wrażenia głosem
        Wiedziałem, że nigdy mu się tak nie wydawało, był zwykłym, ograniczonym gliną, a jego wyobraźnia nie wychodziła poza brzeg hamburgera, co zresztą nie miało dla mnie znaczenia. Zależało mi tylko na tym, aby nie przeszkadzał. W tym celu musiałem przekonać go o potrzebie współpracy.
        - Słuchaj - zacząłem - będę prowadził sprawę po swojemu, tak jak zawsze to robię. Ważne, abyśmy nie wchodzili sobie w drogę i nie powielali tej samej roboty, bo jak wiesz, jest to bez sensu. Moja gaża jest wysoka, wiadomo, że właściwie tylko ona mnie interesuje, niczego więcej nie oczekuję, lecz jeśli chodzi o ciebie...
        Specjalnie zatrzymałem się w połowie zdania. Z doświadczenia wiedziałem, że sugerowany sukces robił na rozmówcy większe wrażenie, gdy on sam przygotował już niejako grunt na jego przyjecie. Harrison potrzebował na to nieco więcej czasu niż inni. Odliczyłem do dwudziestu, powinno było wystarczyć.
        - No, wiec jeśli chodzi o ciebie, hmm, myślę, że na stare lata zrobisz wyjątkową karierę, awans masz zapewniony z góry i dobrze wiesz, gdzie możesz wylądować.
        Odpowiedział mi odgłos gwałtownie wycieranego nosa
        - Taaaa, no to zaczynamy – zaproponował
        Na to tylko czekałem.
    • al-szamanka Re: SPOZA SIEBIE 13.02.11, 09:58
      - Mam dziwne przeczucie - zacząłem szybko - Moim zdaniem warto rozejrzeć się w tej prowincjonalnej miejscowości. Zwykle każdy zna tam każdego, a obca osoba szybko rzuca się w oczy i pozostaje na długo w pamięci. Niech twoi chłopcy trochę tam powęszą, a ja zajmę się perłą.
      Harrison zachichotał znacząco, co oznaczało, że na jakiś czas nie będzie mi wchodził w drogę. Jak zwykle uważał, że to właśnie jemu przypadła najbardziej znacząca cześć pracy, jego ciasny umysł pojmował rozmowę z pomocą domową jako wstęp do flirtu.
      - W porządku, wiemy na czym stoimy. Jeżeli będę miał coś ciekawego, powiadomię. No i radzę ci zająć się dodatkowo tą trojką, o której ci wspomniałem. Ci faceci mają sporo za skórą i kto wie czy poprzez nich nie natrafisz też na jakiś ślad.
      - Tak zrobię – zapewnił i trochę gwałtownie odłożył słuchawkę.
      Zapewne, aby zatrzeć z uciechy ręce.
      Odwróciłem się w stronę Julii. Siedziała wyprostowana, nieprawdopodobnie piękna, oprócz dziewczyny z sąsiedztwa dostrzegałem w niej teraz coś jeszcze, grację wielkiej damy i subtelną kokieterię modelki z okładki eleganckiego żurnalu mody. Dlaczego tego typu kobiety mają tak czyste spojrzenie? Jak kryształ. Zupełnie inne niż spojrzenie kelnerki, sekretarki, czy nawet lekarki Czy wielkie pieniądze, beztroskie życie i salony odnowy czynią z nich istoty jak nie z tego świata? Chyba musiała dostrzec te pytania w moich oczach. Wstała z fotela z wahaniem tak specyficznym, iż wydawać się mogło, że jedyną możliwością jaka jej pozostała, to rzucić się w moje ramiona. W plecach mi mrowiło, byłem gotowy na jej przyjecie. Jednakże stanęła tylko obok, trochę chwiejnie, przez chwilę wydawało mi się, że lada moment upadnie na dywan, lecz nagle przysunęła się jeszcze bliżej i z dziecinną ufnością złożyła głowę na moim ramieniu. Czułem ciepły, miękki dotyk jej policzka, zapach jej włosów oszołomił mnie do reszty. Miałem do czynienia z różnymi kobietami. Niektóre z nich, aby mnie zainteresować, uciekały się do rozmaitych, często wyrafinowanych sztuczek, lecz przy żadnej z nich nie miałem wrażenia unoszenia się w powietrzu, najbardziej szalona noc była niczym w porównaniu z chwilą, w której gdy Julia przylgnęła do mojego ramienia. Nie wiem ile to trwało, może kwadrans, może parę sekund zaledwie, otrzeźwił mnie obcy głos.
      - Dzień dobry, jeśli przeszkadzam....
      Julia nawet nie drgnęła.
      - Nie przeszkadzasz, właśnie na ciebie czekaliśmy.
      Odsunęła się ode mnie bez pospiechu.
      Spojrzałem w kierunku przybyłej. Scena, której była świadkiem, wyraźnie nie sprawiła na niej najmniejszego wrażenia, uśmiechała się lekko i z wyczekiwaniem. Oceniłem ją na trzydzieści parę lat. Średniego wzrostu, dobrze, nawet elegancko ubrana, sympatyczne rysy twarzy, mogłaby równie dobrze być przyjaciółką pani domu, albo znajomą z jakiegoś dobroczynnego komitetu. Nie była.
      - Pan pozwoli. Nina, najlepsza z pereł.
      • al-szamanka Re: SPOZA SIEBIE 21.02.11, 18:34
        Podała mi rękę. Nieco dłużej niż wymagało tego powitanie przytrzymałem ją w swojej dłoni. Zadziwiające; wysmukłe palce, perfekcyjnie polakierowane paznokcie, miękka, delikatna skóra. To nie były ręce sprzątaczki, sugerowały raczej, że ich właścicielka nigdy nie zajmowała się cięższą pracą niż wertowanie stronic książki, lub układanie własnej, ekskluzywnej bielizny. Julia wyczuła moje myśli.
        - Nina jest praprawnuczką rosyjskiego kniaha - powiedziała tonem usprawiedliwienia - Jej rodzicom, gdy była dzieckiem, udało się uciec ze Związku Radzieckiego jeszcze przed upadkiem komunizmu. Na początku nie było im łatwo, chociaż jej ojciec uchodził w swoim kraju za jednego z najlepszych fizyków. Z Niną zaprzyjaźniłam się jeszcze podczas naszych studiów w Yale.
        Nie zdołałem powstrzymać się od przeciągłego hmmmmm? Przy czym wyraz mojej twarzy musiał przypominać w tym momencie wykrzywioną głupawym grymasem twarz osoby upośledzonej. Tak to sobie przynajmniej wyobrażałem. Nigdy dotąd nie słyszałem, aby jedna absolwentka renomowanej uczelni zatrudniała u siebie drugą absolwentkę jako pomoc domową. Do tego przyjaciółkę.
        - Przepraszam, ale czy taki układ nie obniża u pani poczucia własnej wartość? - palnąłem, zanim jeszcze sobie uświadomiłem, że takim pytaniem mogę sprawić jej przykrość.
        Nina, przechylając głowę, spojrzała na mnie z dziwnym błyskiem w oczach, po czym roześmiała się głośno. Był to wesoły, niefrasobliwy śmiech, jednakże nie potrafił zatrzeć we mnie wrażenia wywołanego tym czymś, co czaiło się w jej przenikliwych źrenicach. Niepokoiły mnie. Ogromne, czarnogranatowe, drapieżne i tajemnicze jak studnia bez dna. Przez chwilę skupiłem się na konturach odbijającej się w nich postaci. Mojej. Dziwnie szerokiej, bezkształtnej, jakby przekształconej w nikomu niepotrzebny, nieokreślony wór czegoś. Wzdrygnąłem się, wyprostowałem na całą moją wysokość i nawet nie starając się ukryć niechęci w glosie, powtórzyłem moje pytanie.
        Na chwilę przymknęła oczy, a gdy je otworzyła, spojrzenie jej było jasne, wręcz serdeczne.
        - Niekiedy musimy podjąć w życiu decyzje bardzo nietypowe - odpowiedziała - Niezrozumiałe dla patrzących z boku. Musi mi pan jednak uwierzyć, że w mojej decyzji nie było nic niezwykłego, przeważył bardzo przyziemny argument. Pieniądze. I chyba może sobie pan wyobrazić, że chodzi o duże pieniądze.
        Wydawało mi się, że w jej głosie usłyszałem nutę triumfu.
        - Zawsze byłaś materialistką - stwierdziła Julia
        Spojrzałem na nią zdumiony, na jej twarzy nie odnalazłem nawet cienia uśmiechu.
        - Owszem, nigdy tego nie ukrywałam.
        - Ciągle ci mało
        - To zrozumiałe.
        Podniosłem ostrzegawczo rękę. Nie miałem zamiaru wysłuchiwać tej przepychanki. I do diabła, czy to były rzeczywiście przyjaciółki?
    • al-szamanka Re: SPOZA SIEBIE 21.03.11, 19:24
      Julia roześmiała się cicho i nieco wymuszenie, spojrzała mi prosto w oczy.
      - Znamy się z Niną na tyle długo, że czasami pozwalamy sobie na małe odstępstwa od dobrego tonu. Oczywiście, że jej wynagrodzenie jest wyjątkowe, ale sam pan widzi, że nie miałam innego sposobu, aby zatrzymać ją przy sobie.
      Wydawało mi się, że w ostatnich słowach zabrzmiał lekki ton goryczy, ale zapewne tylko tak mi się wydawało, gdyż głos jej nadal był spokojny i łagodny.
      - I musi pan wiedzieć, że określenie pomoc domowa jest, w moim mniemaniu, bardzo elastyczne. Nina jest perłą pod każdym względem i jej rola polega raczej na organizowaniu mojego życia niż zakasaniu rękawów i szorowaniu umywalek. W tym sama jestem dobra.
      Jakby potwierdzając te słowa wyprostowała się jeszcze bardziej, a ja nie wątpiłem, że kobieta o tak wysportowanej i zwinnej sylwetce zdolna jest do nie byle jakiego wysiłku fizycznego, zresztą wspominała już o treningach karate. Skinąłem głową, a Nina, jakby wyjaśniając sprawę do końca, oświadczyła z rozbawieniem
      - Jestem niczym dama do towarzystwa na królewskim dworze. Zaufana, zorientowana we wszystkim i po królewsku wynagradzana.
      Wszyscy troje roześmialiśmy się zgodnie, Julia z wyraźną ulgą, ja dosyć niefrasobliwie, bo miałem wrażenie, że w tej sytuacji nie wypadało inaczej.
      - W porządku - przyznałem - Ale w takim razie, co należy konkretnie do pani obowiązków, damo do towarzystwa.
      Wzruszyła ramionami.
      - Wszystko, do czego Julia nie ma głowy. Nie uwierzy pan, ale beze mnie, przynajmniej połowa jej garderoby wisiałaby zapomniana w pralni, lodówka świeciłaby pustkami, podejrzewam, że wszelkie terminy wizyt u stomatologa, lekarza, czy nawet doradcy finansowego nigdy nie zostałyby dotrzymane. Myślę, że beze mnie często zapominałaby o posiłkach. Nie to, że jest roztrzepana, po prostu pewne rzeczy pomija, nie są dla niej ważne. Jeszcze podczas studiów zwróciłam na to uwagę i wielokrotnie przyczyniłam się do tego, że Julia w ogóle zjawiała się na egzaminach. Była doskonala studentką, chociaż nigdy tak do końca nie ujawniła swoich wyjątkowych zdolności. Właściwie to dzięki mnie zrobiła dyplom.
      Trochę zdziwiony tą bezceremonialną szczerością spojrzałem pytająco na Julię. Chyba podświadomie spodziewałem się chociażby cienia oburzenia na jej twarzy, może nawet gniewu, tymczasem uśmiechała się do Niny prawie z wdzięcznością. Te kobiety łączyła dziwna więź. Wyczuwałem ją wyraźnie. I nie moglem oprzeć się wrażeniu, że jedna z nich, w subtelnie wyrafinowany sposób, manipulowała drugą. Tylko która.
      - Rozumiem, Nino - odezwałem się po chwili namysłu - że w tym domu jest pani osobą wyjątkowo potrzebną, niezastąpioną, przynajmniej jeśli chodzi o Julię. A jak to wyglądało w przypadku Adama Stone.
      Spojrzała z wahaniem na Julię, a potem nieco przyduszonym głosem, jakby ze wstydem i lekkim poczuciem winy, przyznała
      - Nigdy go nie spotkałam.


    • al-szamanka Re: SPOZA SIEBIE 29.03.11, 12:04
      Myślałem, że po latach w tym zawodzie, już nic nie jest w stanie mnie zaskoczyć. Widziałem rzeczy, na widok których, zwykły zjadacz chleba wylądowałby na zawsze w szpitalu psychiatrycznym, nauczyłem się nie mieć wyrzutów sumienia, ale zawsze ostatnie słowo. Tym razem, w pierwszym momencie, tego słowa mi zabrakło. Spoglądałem tylko na obie kobiety i zastanawiałem się jak to było możliwe.
      - Ile lat pracuje pani dla Stone’ów, Nino - zapytałem prawie szeptem
      - Dwanaście.
      Czy ta kobieta ze mnie kpiła? Czy obie ze mnie kpiły? W każdym bądź razie nie potrafiłem wyobrazić sobie gorszego świadka na potwierdzenie nieegzystencji Adama Stone jak ta oto, elegancka pomoc domowa. Jej ewentualne zeznania przed sądem nie miałyby żadnej wartości, wręcz przeciwnie, mogłyby wzbudzić podejrzenia co do stanu psychicznego zarowno jej, jak i pracodawczyni.
      - Czy rzeczywiście chce mnie pani przekonać, że mając klucze do tego apartamentu, przychodząc tu o różnych godzinach i w różnych dniach tygodnia, czyli można powiedzieć, że niespodziewanie, nigdy nie natknęła się pani na właściciela ?- zapytałem - I nigdy nie zastanawiała się pani dlaczego tak jest?
      Nina potrząsnęła przecząco głową.
      - Nie, nigdy nie było to dla mnie problemem. Już na samym początku Julia uprzedziła mnie, że Adam jest nieprawdopodobnym odludkiem i nie ma ochoty na poznawanie nowych ludzi. Poza tym był zawsze niesamowicie skupiony na obmyślaniu swoich strategii finansowych i w związku z tym potrzebował spokoju, którego nie wypadało zakłócać. Często też wyjeżdżał na długie tygodnie. Parę razy widziałam go w telewizji...
      Tu już nie wytrzymałem. Przerwałem jej wyjaśnienia nakazującym ruchem ręki, chyba zbyt gwałtownym, gdyż, wystraszona nieco, drgnęła i przerwała wpół zdania. Podrapałem się po brodzie. Miałem tu do czynienia z dziwaczną sprawą, która zamiast się rozjaśniać, stawała się coraz bardziej niewiarygodną, wręcz bzdurną, jak ze snu pomyleńca. Chyba dlatego zadałem najbardziej idiotyczne pytanie w całej mojej karierze.
      - Czy przychodząc tutaj miała pani jednak wrażenie, że Adam Stone, gdzieś tu jes?
      Julia szybko odwróciła się w kierunku okna. Nie, tym razem nie miała zamiaru poprawić zasłony, ani sprawdzić czy pada deszcz, musiała raczej opanować nagły wybuch bezgłośnego śmiechu, od którego dygotała cała jej wiotka postać. Nie chciała mi pokazać, jak bardzo rozbawiły ją moje słowa. Nie czołem się urażony.
      Nina nie pozostawiła mnie jednak bez odpowiedzi.
      - Hmm, rzeczywiście czułam jego obecność, każdy człowiek pozostawia jakieś ślady. Właściwie były to drobiazgi, ale często to one o czymś świadczą. Filiżanka na parapecie okna, Julia nigdy by sobie na coś takiego nie pozwoliła, zapach wody po goleniu, buty pod drzwiami jego gabinetu. Męskie buty - zaznaczyła ze szczególnym naciskiem - Często słyszałam sygnał telefonu i zaraz potem odgłos rozmowy. Oczywiście cichy i niewyraźny, tak że nigdy nie mogłam rozpoznać o czym jest mowa, ale nie ulegało wątpliwości, że ktoś t sie rozmowę prowadził.
      Julia odwróciła się gwałtownie, jej zaróżowiona od śmiechu twarz była teraz dziwnie napięta.
      - Czyżby pan wątpił?
    • al-szamanka Re: SPOZA SIEBIE 07.04.11, 19:30
      Trochę mnie tym pytaniem zaskoczyła, jeszcze bardziej wyrazem swojej twarzy. Nie było na niej żalu, czy zwątpienia, raczej niedowierzanie. Dziwne niedowierzanie, za którym kryło się pytanie „jak on tak może”. Moim zdaniem zupełnie niestosowne w tej sytuacji. Takie pytania słyszałem zwykle od ludzi przekonanych, iż należy im wierzyć we wszystko, co powiedzą, nawet gdyby było to największym kłamstwem.
      - Gdybym wątpił, nie byłoby mnie tutaj - oświadczyłem - Parokrotnie widziałem przecież pani męża w telewizji.
      W tym samym momencie uświadomiłem sobie, że owszem, widziałem, ale gdybym natknął się na niego gdzieś na ulicy, nie potrafiłbym go rozpoznać. Właściwie nie wiedziałem jak wyglądał. Był postacią nijaką; zawsze czarne okulary w grubych oprawkach, broda, nawet o ile sobie dobrze przypominałem, głos miał nieciekawy, beznamiętny i dziwnie zduszony. Takich typków kręciło się po ulicach tysiące. W ostatniej chwili wstrzymałem się od wypowiedzenia tego, co kotłowało mi się w głowie, jak taka kobieta mogła się związać z takim facetem, w moim mniemaniu dzieliło ich więcej, niż łączyło. Tak, pieniądze, to chyba było rozwiązanie. Są kobiety, które bez zastanowienia angażują się w pierwszym lepszym związku, a potem, obarczone dziećmi i obowiązkami, oszukują siebie, że tego właśnie pragnęły. Są też inne, te, jak lodowe twierdze, piękne, niedostępne i z klasą, na tyle silne by zdobyć i podporządkować sobie nie tylko głupawego milionera, ale także tego obdarzonego inteligencją. Bylem przekonany, że Julia należała do tego typu kobiet.
      Tym razem to Nina bezbłędnie odczytała moje myśli, chyba zbyt łapczywie spoglądałem na jej przyjaciółkę.
      - Boże, ile to już ludzi zadawało sobie to pytanie, co pan w tej chwili. Każdy widzi tylko to na co patrzy, nic poza tym. Jaki człowiek jest w środku mało kogo obchodzi. Niejednokrotnie słyszałam plotki, szepty poza plecami, że piękna kobieta poleciała na pieniądze. Pewnie, że i to się trafia, ale nie w przypadku Juli. Zapewne nie orientuje się pan, że Adam pomnożył nie swoje, lecz jej pieniądze, pod tym względem był geniuszem. Zawsze mówiono, że był self made milionerem, ale od czegoś musiał przecież zacząć. Julia pochodzi ze starej, poważanej w Nowym Orleanie rodziny, zawsze mieli pieniądze i to duże.
      - Nie wiedziałem, do tej pory nie miałem czasu, aby zainteresować się położeniem finansowym rodziny mojej klientki
      Powiedziałem to nieco cierpkim tonem, nie pasowało mi, że te dwie kobiety, naprzemiennie, czytały w moich myślach jak w otwartej księdze. Przyzwyczajony byłem do sytuacji zupełnie odwrotnych, to ja wyprzedzałem zwykle odpowiedzi rozmówcy. Byłem rutyniarzem. Te dwie burzyły mój porządek rzeczy.
      Nina zamachała w pospiechu ręką.
      - Nie potrzebuje się pan interesować. Jedynego przedstawiciela tej rodziny ma pan przed sobą.
      - Hę ? - wydukałem tylko
      I musiałem mieć przy tym zupełnie idiotyczny wyraz twarzy, gdyż Nina spojrzała na mnie prawie z litością. Szybko się jednak opanowała.
      - Dziwie się tylko, że pan nie kojarzy. Temat ten ciągnięto w gazetach przez całe lata, a potem wielokrotnie był odświeżany, jako że do tej pory nie odnaleziono sprawcy. Nieczęsto się zdarza, że jednej nocy ginie w pożarze praktycznie cały klan.
      Olśniło mnie.
      - Pożar w Angie-Belle ?
    • al-szamanka Re: SPOZA SIEBIE 13.04.11, 19:17
      Angie-Belle. Znałem te historę na wylot, należała niejako do kryminalistycznej klasyki. Powracała jak bumerang, gdy tylko zdołano przyłapać jakiegoś masowego mordercę, albo chociażby domorosłego piromana. Każdy ślad prowadził donikąd, prawdziwego sprawcy nigdy nie udało się ując. Najbardziej podejrzanym był w tej sprawie niejaki Billy the Cry, znany z tego, że odchodząc z miejsca przestępstwa wydawał się z ciebie przeraźliwy, małpi wrzask. Puścił z dymem dobry tuzin posiadłości, pięknych budowli wzniesionych jeszcze przed wojną secesyjną. Billy, choć biały, twierdził, że jest potomkiem byłych niewolników, a ogień miał być karą za popełnione w przeszłości grzechy plantatorów. Należał do sekty szaleńca Emmanuela Drugiego, który parę miesięcy później popełnił samobójstwo z bliżej nieokreślonych powodów. Okazało się jednak, że żaden z nich nie miał nic wspólnego z podpaleniem Angie-Belle. Wprawdzie za każdym razem schemat przestępstwa był identyczny, to jednak w tym jednym, jedynym przypadku podpalacz przezornie zatarasował wszystkie drzwi i w ten sposób uniemożliwił mieszkańcom ucieczkę. Wyglądało to tak, jakby ktoś chciał się podczepić pod Billego i zrealizować swoją osobistą zemstę. Uratowała się tylko jedna osoba, niespełna pięcioletnia wtedy, najmłodsza wnuczka właściciela. Strażnicy znaleźli ją tuż nad ranem, niczym kociak uczepioną pnia drzewa przylegającego do resztek balkonu jej byłego pokoju. Mała była zziębnięta, umorusana sadzą i tak przerażona, że na parę tygodni odjęło jej mowę. Także potem nie zdołano wydobyć z niej żadnej informacji, która choć nieznacznie mogłaby skierować podejrzenia na właściwy trop. Przywołałem z pamięci obraz tamtej zlęknionej twarzy dziecka; jasne włosy, ogromne, półprzytomne ze strachu oczy. Sierota z milionami. Tak, to była Julia.
      - Nie wiedziałem.
      Powiedziałem to dziwnym, nieswoim głosem, ale co można powiedzieć osobie, której życie, już na samym początku, naznaczone zostało taką tragedią. Psycholog, oddana przyjaciółka, nawet specjalista od porad w ilustrowanym tygodniku znalazłby odpowiednie słowa, ale nigdy taki glina jak ja, zgorzkniały i bez złudzeń. I chyba, gdy to powiedziałem, musiałem też wyglądać jak zbity pies, gdyż Julia położyła mi uspokajająco dłoń na ramieniu.
      - To było dawno, czas leczy rany i jak pan widzi, nie jestem już dzieckiem. Oczywiście długo to trwało zanim się otrząsnęłam, ale trafiłam na porządnych ludzi, którzy mnie wychowali. Moi przybrani rodzice dali mi wszystko, czego potrzebowałam.
      Szybko pomyślałem, że jako przybrany rodzic można dać dziecku rzeczywiście wszystko, szczególnie gdy bierze się je na wychowanie wraz z jego milionami.
      - Ojciec miał do mnie dużo cierpliwości, był doskonałym lekarzem, pediatrą - dokończyła
      - Ale, ale - przerwała Nina - W ten sposób wie pan teraz, skąd Adam miał pieniądze, które potem w tak czarodziejski sposób rozmnożył. Nie znałam go osobiście, ale musiał być wyjątkowym człowiekiem, jeżeli Julia go wybrała. Zresztą wiele razy powtarzała, że byli idealną jednością.
    • dzikus0099 Re: SPOZA SIEBIE 13.05.11, 23:21
      jak przeczytam to odpowiem-bo troche trzeba sie oddac tej tworczosci?....................
    • al-szamanka Re: SPOZA SIEBIE 13.06.11, 23:16
      Tak, znałem to określenie. Idealna jedność. Też kiedyś myślałem, żeś tak może być, zanim złudzenia nie wykrzywiły całego mojego życia. I mnie też. Ale w tym przypadku mogło być inaczej, małżeństwo Stone’ów jawiło mi się jako dziwaczny, wręcz paranoidalny związek dwóch oryginałów akceptujących się bez zastrzeżeń. W tym wszystkim bardziej rozumiałem jego, Julia była wyjątkowo piękną kobietą i jak się okazało bogata, czegóż więcej może pragnąć mężczyzna. Do tego taki niepozorny.
      W tym momencie padł strzał.
      Odruchowo pociągnąłem za sobą obie kobiety na podłogę i dopiero potem rozejrzałem się dookoła. Kula rozwaliła pól szyby i utkwiła w ścianie po przeciwnej stronie na dosyć znacznej wysokości. Tylko jedna. Nawet farba się nie osypała.
      Leżeliśmy plackiem jeszcze czas jakiś, Nina oddychała spazmatycznie, a jej blada twarz pokryła się czerwonawymi cętkami. Wzrok utkwiła w mojej twarzy, lecz jej nieruchome, ogromne z przerażenia źrenice zdawały się być źrenicami ślepca, na pewno nie była w stanie mnie widzieć. Gwałtownie potrząsnąłem jej ramię, nie reagowała. Dopiero parę szybkich policzków wymierzonych jej przez Julię sprowadziły ją do rzeczywistości. Zachłysnęła się powietrzem i zaczęła raptownie szlochać, rozpaczliwie, jak małe dziecko.
      - Czy się przesłyszałem, czy też mówiła mi pani, że na tej wysokości nikt nie jest nas w stanie tutaj dosięgnąć? - zapytałem z przekąsem
      Julia podniosła się spokojnie z podłogi i otrzepała ręce z niewidocznego pyłu. Jej opanowanie wprawiło mnie w zdumienie. Widziałem ludzi w obliczu wielorakich zagrożeń, reakcje były różne, ale nigdy nie spotkałem nikogo, kto by okazał tyle zimnej krwi, co ona. Dziwnie mnie to poruszyło, nie pasowało do kobiety. Byłem przyzwyczajony do zachowań podobnych do tych Niny, niektóre zaczynały natychmiast krzyczeć, inne szukały ochrony za męskimi plecami lub zasłaniały ramieniem twarz, Julia otrzepała ręce.
      - Proszę uważać - ostrzegłem - to może się powtórzyć.
      Spojrzała na mnie tak dziwnie, że zacząłem się zastanawiać, czy nie została uprzedzona o tym zamachu. Było to niedorzeczne, idiotyczne i nie fair, burzyło mój spokój, ale nie moglem się od tej myśli uwolnić. Ominąłem ją w śmiesznie bezpiecznej odległości i ostrożnie wyjrzałem przez okno. Oczywiście, że nic nie zobaczyłem. Nawet nie miałem pomysłu w jaki sposób i skąd ktoś oddal ten strzał. Jedno tylko było pewne, ktoś strzelał z dołu, ponieważ kula tkwiła niemal pod sufitem. Ten ktoś wyraźnie nie zamierzał nikogo trafić. Czyżby było to tylko ostrzeżenie?. Przed czym?
      - Jest pani pewna, że tutaj rzeczywiscie nie ma podsłuchu - zapytałem
      Rozłożyła bezradnie ręce.
      - Byłam pewna. Teraz nic już nie rozumiem.
      Musiałem jej uwierzyć, zresztą po raz pierwszy wyglądała na prawdziwie wylęknioną, niepewną. Odwróciłem się do Niny. Ciągle jeszcze leżała na podłodze, przestała szlochać. Jej twarz wykrzywiona była grymasem nienawiści.
    • al-szamanka Re: SPOZA SIEBIE 01.08.11, 16:00
      - To wszystko przez ciebie - wykrztusiła
      Spoglądała na Julię jak na coś odrażającego i nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że nie jest to zupełnie nowe uczucie. A jednak były przyjaciółkami. I musiało wiązać je coś więcej jeszcze niż pieniądze, coś, czego nie potrafiłem zrozumieć.
      Nie zdziwił mnie jednak sygnał telefonu, który zadzwonił jakby po to, aby wyrwać nas z tej nieprzyjemnej sytuacji. Podniosłem słuchawkę.
      - Spodziewałem się, że zadzwonisz, twoi ludzie są wszędzie.
      Po drugiej stronie zasapał Harrison, zakaszlał i prawie pokornym głosem oznajmił
      - Helikopter. Ktoś strzelał z helikoptera i to ze stosunkowo dużej odległości. Moi chłopcy już węszą, ale sam wiesz ile tego żelastwa kreci się teraz w powietrzu.
      - Zapomnij, ten, kto to zrobił, to prawdziwy profesjonalista. Dobrze wiedział, że zostanie natychmiast zauważony, gdy tylko pójdzie na odpowiednią wysokość, strzelił więc z dołu i założę się, że teraz urządza sobie spokojny spacerek nad miastem.
      - Psiakrew, masz rację.
      Harrison zasapał jeszcze głośniej, ale nie rezygnował.
      - Hmm, mam znajomości tu i tam, popytam, trochę pocisnę, może....Do diabła!
      - Taaaaak - przytaknąłem zachęcająco
      Znałem go dobrze, wręcz widziałem jego wybałuszone oczy i idiotyczny wyraz rozpoznania na twarzy, zawsze reagował ze sporym opóźnieniem.
      Chrząknął dwukrotnie, wyraźnie z siebie zadowolony.
      - Miałeś rację - przyznał łaskawie - ta sprawa nie jest taka prosta na jaką wyglądała. Ktoś rzeczywiscie zadał sobie wiele trudu, aby to wszystko zaaranżować. Nie rozumiem tylko dlaczego mają teraz na muszce panią Stone, o wiele prościej byłoby to zrobić na ulicy, nawet w biały dzień. Płatnych morderców mamy aż nadto w tym pomylonym mieście, byle ćpun podjąłby się tego za parę nędznych dolarów
      - Właśnie, byle ćpun i za parę dolarów - powtórzyłem - ciekawe.
      - Co chcesz przez to powiedzieć?
      - Po prostu zastanawiam się głośno. Pomyśl sam. Gdybyś chciał kogoś sprzątnąć, a miałbyś dwie możliwości do wyboru, jedną tanią i od ręki, do tego wykonaną przez kogoś, kto za następnym rogiem ulicy sam może dostać w łeb i o kogo nikt nie będzie się upominał, druga natomiast z dużym nakładem środków i wysoce niepewnym rezultatem. Powiem więcej, ta druga możliwość ma z góry zakładać niepowodzenie.
      - Acha, trochę nadążam. Sugerujesz, że w tej akcji nie miał prawa nikomu spaść chociażby jeden włos z głowy? Skąd ta pewność.
      Niemal zaśmiałem się w słuchawkę.
      - Chłopie, stoję tu, w tym sterylnym salonie i spoglądam na dziurę pod sufitem. Ta kula nie miała prawa nikogo zabić, każdy kto to zobaczy, stwierdzi to samo.
      Machinalnie, jakby spodziewając się potwierdzenia z jej strony, spojrzałem w kierunku Julii. Siedziała na kanapie obok uśmiechniętej Niny. Jak gdyby nigdy nic. Spokojnie popijały wodę mineralną.
    • al-szamanka Re: SPOZA SIEBIE 01.08.11, 22:09
      .....i dalej tego ciągnąć nie będę, wielokrotnie zresztą pisałam, że nie znoszę kryminałów big_grin
    • al-szamanka Re: SPOZA SIEBIE 01.08.11, 22:12
      ale mogę zdradzić, jak by się skończyło, kto był mordercą? i dlaczego
      • m.maska Re: SPOZA SIEBIE 02.08.11, 07:47
        to tak troche jak przeczytanie poczatku i konca.... ale wlasciwie o to chodzi - no to juz AL - taki kryminal na lato...a wlasciwie bryk kryminalu smile
    • m.maska Re: SPOZA SIEBIE 02.09.11, 17:18
      AL...co Ty sobie wyobrazasz? jak dlugo kazesz mi jeszcze czytac na rozwiazanie zagadki?...
      • al-szamanka Re: SPOZA SIEBIE 02.09.11, 18:58
        Zdradzę Ci gdy się spotkamy w Paryżu wink
        • m.maska Re: SPOZA SIEBIE 03.09.11, 11:35
          Czekalam tak dlugo, to poczekam jeszcze...dobrze, ze we Wroclawiu bede miala tak wypelniony czas, ze nie bede miala czasu sie zastanawiac... a po powrocie dopiero mlyn mnie dopadnie - bo ten Paryz dostalam, ale nie ma nic za nic... smile
          • al-szamanka Re: SPOZA SIEBIE 23.07.13, 22:38
            Chyba przeczytam wszystkie odcinki, zobaczyć co napisałam i dorzucę kawałek... jeżeli będę mieć czas
    • m.maska [...] 26.07.12, 03:31
      Post został usunięty przez adminów lub założyciela forum .

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka