rudka-a
14.08.17, 00:23
"Wszystko zaczęło się przed północą. Harcerze spali już w swoich namiotach. Od pierwszych kropel deszczu do nawałnicy, która łamała drzewa jak zapałki, minęło kilka minut, dwie, może trzy. Było ciemno, po lesie rozchodził się tylko trzask łamanych drzew. W obozie natychmiast włączono syrenę alarmową. Opiekunowie chwycili za latarki i zaczęli biegać od namiotu do namiotu i budzić dzieci. Wydali im rozkaz, żeby udały się nad brzeg jeziora, gdzie nie było drzew...."
Życie pod powalonymi drzewami straciły dwie jego koleżanki. 29 osób zostało rannych
trojmiasto.wyborcza.pl/trojmiasto/7,35612,22228230,tragedia-na-obozie-harcerskim-w-suszku-to-wygladalo-jak-gra.html#BoxLokRadLinkImg
Od razu zaznaczę, że nie jeździłam na obozy harcerskie, nie znam zwyczajów..
ale przy organizowaniu tego typu wypoczynku istnieją procedury i z pewnością były zachowane, odpowiednia kadra, zaplecze itp...
Z pozycji fotela łatwo oceniać, ale też i wyobrazić sobie nawałnicę, przestraszone dzieci i uwijających sie opiekunów...
"Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej ostrzegał tego dnia przed burzami z gradem oraz opadami deszczu do 50 mm między godz. 21 a 6 rano."
Czy taki komunikat jest podstawą do przeprowadzenia ewakuacji? Trudno wywnioskować, że zwiastuje pogodowy Armagedon...Coś mi sie wydaje, że nieźle wyszarpią komendanta obozu...