ph78
24.06.14, 00:09
Wpadły mi w oko. Nie chcą wypaść z głowy.
Moja potrzeba matczynej troski byłaby zaspokojona, gdybym każde dziecko zaopatrzyła w jedną parę porządnych, skórzanych sandałów z usztywnionym zapiętkiem i najlepiej ochronionymi palcami oraz drugą parę crocsów, może nawet tych klasycznych - na basen, do piaskownicy.
Tylko że z drugiej strony moje doświadczenie podszeptuje: świetny plan, lecz przecież prosto z piaskownicy maszerujemy dalej w świat, do szykownej lodziarni ładujemy się w upaćkanych błotem buciorach, a lans w lakierowanych balerinach kończy się zazwyczaj skakaniem po kałużach i wspinaniem na drzewa. Buty moich dzieci z wolnego wybiegu po miesiącu wyglądają jak kołchoźnicze walonki.
Może by tak jedną parę, uniwersalną? Łatwą do prania, przewiewną, której nie zaszkodzi dzikość życia?
Bez oglądania się na zapiętek, przez 2 miesiące w roku?