matylda1001
06.05.11, 12:58
Sprawa dotyczy sklepów odzieżowych, obuwniczych, i temu podobnych, takich, gdzie przed ewentualnym zakupem dłużej, samodzielnie ogląda się towar. Nawet nie ma znaczenia, czy sklep należy do tych gorszych, przeciętnych, czy markowych. Najczęściej gdy wchodzę do sklepu, w którym pracują dwie ekspedientki (lub więcej), panie te zajęte są ożywioną, prywatną rozmową, której nie przerywają na widok klienta. Nie ważne, czy w sklepie jestem tylko ja, czy kilka/kilkanaście innych osób, omawiają między sobą sprawy, czasami tak osobiste, że robi mi się głupio. Panie najczęściej przebywają w przeciwległych kątach pomieszczenia (bo pilnują całego sklepu) i wymieniają między sobą głośne uwagi. W ten sposób można się dowiedzieć o zaletach i wadach kolejnych adoratorów, poznać kłopoty z mężem, dowiedzieć się na co chorują dzieci, u którego lekarza można załatwić aborcję, o zaletach konkretnego kosmetyku, o wrednej teściowej i o morale "tej Hanki", która pracuje w sklepie obok. W pewnym sensie jestem przyzwyczajona, ale to, co widziałam wczoraj jednak zrobiło na mnie potężne wrażenie. Gdy weszłam do sklepu odzieżowego (takiego średniej klasy), jedna z pań, młoda dziewczyna, była w trakcie opowiadania trzem koleżankom o jakiejś śmiesznej sytuacji, która miała miejsce poprzedniego dnia w jej domu. Dziewczyna opowiadała jak to POSIKAŁA SIĘ ZE ŚMIECHU. Z aktorskim talentem okazała jak kucała przed matką, jak zaciskała nogi, a mimo to, MOCZ POCIEKŁ JEJ PO SPODNIACH, aż dżinsy pociemniały. Potem jeszcze dodała, że jak jest w miejscu, gdzie jest śmiesznie, to najczęściej ma MOKRE MAJTKI... Widziałam zgorszone miny pozostałych klientów, ale zareagowałam tylko ja. Nie wytrzymałam i zapytałam, czy ten kabaret to w ramach promocji sklepu. Chyba zrozumiała, bo przeprosiła i w sklepie zapanowała grobowa cisza. Zastanawiam się, czy też zaobserwowaliście podobne zachowania sprzedawczyń i czy (i ewentualnie jak) reagujecie. Co na to SV?