Dodaj do ulubionych

Informowanie

01.05.13, 12:59
Pojawil sie tu watek o wieczorze kawalerskim i ew informowaniu Mlodej o sekscesach Mlodego z callgirl.
Przypomniala mi sie bardzo stara historia z czasow przekomorkowych (wczesne lata 90 te).Historia jest autentyczna domniemania ze ja wymyslilam sa dla mnie pochlebne ale niestety nieprawdziwe.Prawdziwe natomiast bylo czasowe ochlodzenie stosunkow z para ludzi ktorych uwazalam za przyjaciol nazwijmy ich Ania i Tadek.

Otoz sprawa dotyczy milej, wyksztalconej,religijnej dziewczyny , nieterrorystycznej abstynentki.Dziewczyna zakochala sie w ok 30 letnim alkoholiku(bynajmniej nie niepijacym).Zakochala sie bo facet poza wpadaniem weekendowe ciagi( ktore byly dla wszystkich wspolpracownikow w tym Tadka publiczna tajemnica) mial niezla race i ogolnie dobry bajer.
Sek jest jeden-dziewczyna byla az do wesela(a chodzili rok) ze ksiaze z bajki nigdy zadnych problemow z alkoholem nie mial i jest abstynentem.W tym czasie odbylo sie kilka imprez firmowych gdzie byl alkoholik z narzeczona oraz Tadek z Ania.
NIKT jej nie ostrzegl, mimo ze wszyscy wiedzieli i o tym ze facet nic z tym piciem nie ma zamiaru robic,ani o tym ze przed narzeczona udaje abstynenta.Co wiecej facet liczyl na to ze po slubie zona bedzie musiala jego picie zaakceptowac bo -uwaga-jest pobozna i sie nie rozwiedzie.
Dziewczyne uratowalo to, ze byla zwolenniczka czystosci przedmalzenskiej i kiedy Mlody na wlasnym weselu schlal sie jak swinia a ktos z rodziny wyrazil zdziwienie ze ona sie dziwi, do kosumpcji (dziewictwa, nie alkoholu) nie doszlo i uniewaznienie dostala szybko i w miare tanio.
Kosztow moralnych nikt nie policzy.
Kiedy Ani i Tadkowi powiedzialam ze oni tez sa czesciowo odpowiedzialni za to co sie stalo to bylo oburzenie ze jak mogliby sie wtracac w tak prywatne sprawy.
Caly czas uwazam to co zrobili to przyzwolenie na swinstwo.Zdania nie zmienie ale ciekawa jestem Waszego.
Obserwuj wątek
    • bene_gesserit Re: Informowanie 01.05.13, 13:14
      Imo sytuacje całkowicie nieporównywalne. Przedślubne ekscesy to nie to samo, co choroba alkoholowa. Nie mówiąc już o tym, że w przypadku wątku Doroty młody mógł mieć ze swoją narzeczoną umowę o otwartym układzie - i nikomu nic do tego.

      O chorobie bym poinformowała, o wieczorze kawalerskim - nie.
      • aqua48 Re: Informowanie 01.05.13, 13:27
        bene_gesserit napisała:

        > w przypadku wątku Doroty młody mógł mieć ze swoją narzeczoną umowę o otwartym układzie - i nikomu nic do tego.
        >
        Bene nikomu nic do tego to prawda, ale wobec tego dlaczego o chorobie byś informowała? Przecież panna młoda może równie dobrze akceptować alkoholika jak i zgadzać się na "otwarty układ".
        Ja bym nie informowała osoby będącej w związku, natomiast poinformowałabym osobę która ma dopiero ten związek zawrzeć.

        • bene_gesserit Re: Informowanie 01.05.13, 13:32
          W sytuacji opisanej przez babę to oczywiste, dlaczego: dlatego, ze choroba alkoholowa męża dla tej dziewczyny z pewnością oznaczała mękę do końca zycia - jego albo jej. Natomiast we współczenym, promiskuitycznym społeczeństwie nie można mieć pewności co do układu między narzeczonymi, dotyczącymi ich zycia seksualnego. Są ludzie, którzy decydują się na 'związek otwarty', należą do grupy swingersów, lubią trójkąty itd w tym stylu. Są też osoby, które pół-milcząco z różnych względów godzą się na bujne zycie pozazwiązkowe drugiej połowy, z różnych względów; są też ludzie, którzy - jeśli mieliby wybierać - woleliby nie wiedzieć, ze są zdradzani. Moje poczucie przyzwoitości czy moralności nie ma tu nic do rzeczy.
        • bene_gesserit Re: Informowanie 01.05.13, 13:33
          W sytuacji opisanej przez babę to oczywiste, dlaczego: dlatego, ze choroba alkoholowa męża dla tej dziewczyny z pewnością oznaczała mękę do końca zycia - jego albo jej. Natomiast we współczenym, promiskuitycznym społeczeństwie nie można mieć pewności co do układu między narzeczonymi, dotyczącymi ich zycia seksualnego. Są ludzie, którzy decydują się na 'związek otwarty', należą do grupy swingersów, lubią trójkąty itd w tym stylu. Są też osoby, które pół-milcząco z różnych względów godzą się na bujne zycie pozazwiązkowe drugiej połowy, z różnych względów; są też ludzie, którzy - jeśli mieliby wybierać - woleliby nie wiedzieć, ze są zdradzani. Moje poczucie przyzwoitości czy moralności nie ma tu nic do rzeczy.
      • koronka2012 Re: Informowanie 01.05.13, 16:16
        bene_gesserit napisała:

        > Imo sytuacje całkowicie nieporównywalne. Przedślubne ekscesy to nie to samo, co
        > choroba alkoholowa.

        No nie, przedślubne ekscesy mogą skończyć się HIVem, faktycznie, niewarte wspomnienia...

        • bene_gesserit Re: Informowanie 01.05.13, 18:50
          Równie dobrze młody albo młoda - o ile uprawiali już seks albo nie zachowali rozsądku w niektórych sytuacjach mogą być zarażeni. Iiii?
    • aqua48 Re: Informowanie 01.05.13, 13:21
      baba67 napisała:

      Z tym informowaniem to trudna sprawa, bo wiele było już wątków o tym, że siostra, lub przyjaciółka panny młodej próbując przekazać jej jakaś przykrą prawdę o narzeczonym przed ślubem naraża się na zarzut, że go nie lubi, chce ją zrazić do niego z zazdrości itp. Miłość zaślepia.
      Więc sprawa jak najbardziej prywatna i wchodzenie z butami w czyjeś życie, to na pewno, a także być może ryzyko zerwania przyjaźni. Ale z drugiej strony wiedząc o tym, że ktoś mi bliski planuje związać się z przemocowcem, hazardzistą, alkoholikiem, narkomanem, zadłużającym się, biseksualnym, lub postępującym w jakiś inny "niekonwencjonalny" sposób ja bym jednak starała się tę zakochaną ślepo osobę jakoś ostrzec, żeby przynajmniej mogła podjąć decyzję o związku w sposób świadomy. Sytuacja korzystania z usług prostytutki na parę dni przed ślubem również dla mnie wskazuje na taką potrzebę - ostrzeżenia drugiej strony, co nie wyklucza, że panna młoda może na to machnąć ręką, bo to jej sprawa.
      • baba67 Re: Informowanie 01.05.13, 13:33
        Co ona z tym robi to jej sprawa.za swoje bledy placimy sami.
      • bene_gesserit Re: Informowanie 01.05.13, 13:36
        Problem w tym, ze przemoc, nałogi, patologiczna niewypłacalność to zupełnie cos innego, niż być moze jeden wyskok przed ślubem. Po drugie - być może młoda miała błogosławieństwo męża na takie same praktyki podczas jej wieczoru. Po trzecie - może obydwoje mają wzajemne pozwolenie na pozazwiązkowy seks. Itd. Nie ma pewności. A może po prostu wolą o tym nie wiedzieć.

        Biseksualność stawiasz w jednym rzędzie z narkomanią? Jeżu. Dorzuć pedofilię, chiromancję i lobotomię.
        • aqua48 Re: Informowanie 01.05.13, 13:53
          bene_gesserit napisała:

          > Problem w tym, ze przemoc, nałogi, patologiczna niewypłacalność to zupełnie cos
          > innego, niż być moze jeden wyskok przed ślubem.

          Nałóg też może być "zaleczony". A skłonność do "wyskoków" może być patologiczna, natomiast myślę, że zamiast zakładać, że ktoś się na to godzi równie dobrze można zakładać, że po prostu nie jest świadomy problemu. Dopóki ma możliwość wycofania się z układu powinien przynajmniej dostać taką informację. Jak pisałam wyżej co z nią zrobi to jego sprawa.
          >
          > Biseksualność stawiasz w jednym rzędzie z narkomanią? Jeżu. Dorzuć pedofilię, c
          > hiromancję i lobotomię.

          Dorzucam, bo dwie z nich bardzo by mi przeszkadzały u kandydata na męża smile

          • bene_gesserit Re: Informowanie 01.05.13, 14:24
            aqua48 napisała:

            > Nałóg też może być "zaleczony".

            Ale powyższa historia jest o nieleczonym nałogu. Więcej - zdaje sie, ze nałogowiec nie miał zamiaru się leczyć. Nie mówiąc o tym, ze zaleczony nałogowiec ma obowiązek poinformować o swojej chorobie każego, kogo to interesuje - taka jest konieczność, wynikająca z nieustannej terapii (czy pod kierownictwem psychologia, czy w grupie samopomocowej, czy autoterapii). To obowiązek nie tylko moralny, ale i wynikający z natury choroby - nawet po kiludziesięciu latach abstynencji zaleczony może mieć atak choroby i wrócić do nałogu - a jego bliscy powinni wiedzieć, co w sytuacji ataku/powrotu do nałogu mają robić.

            > A skłonność do "wyskoków" może być patologiczna.

            Ale nie musi.

            > , natomiast myślę, że zamiast zakładać, że ktoś się na to godzi równie dobrze m
            > ożna zakładać, że po prostu nie jest świadomy problemu. Dopóki ma możliwość wyc
            > ofania się z układu powinien przynajmniej dostać taką informację. Jak pisałam w
            > yżej co z nią zrobi to jego sprawa.

            A ja uważam, ze takie sprawy dwoje powinno załatwić między sobą, bez zyczliwych wokół.
            • aqua48 Re: Informowanie 01.05.13, 14:34
              bene_gesserit napisała:

              > A ja uważam, ze takie sprawy dwoje powinno załatwić między sobą, bez zyczliwych
              > wokół.

              Z tym się zgadzam że powinni. Dodam jeszcze, że mimo tego na jakim forum został zamieszczony cały problem informować czy nie jest raczej poza sferą s-v. Niemniej jednak gdyby dotyczył bliskiej mi osoby - chociażby własnego dziecka, to wolałabym się chyba jednak upewnić, że wie co robi i w co się pakuje.
              • bene_gesserit Re: Informowanie 01.05.13, 18:52
                Ano właśnie - to istotne. Dziecko, ktoś bliski - owszem, mam prawo mieszać się w ich układy. Kolega z pracy - nie, nie mam. Nic mnie nie upoważnia do wtykania nosa w cudzą prywatność.
        • deszcz.ryb Re: Informowanie 01.05.13, 19:20
          > Problem w tym, ze przemoc, nałogi, patologiczna niewypłacalność to zupełnie cos
          > innego, niż być moze jeden wyskok przed ślubem.

          Ale czy NAPRAWDĘ chciałabyś rozpoczynać wspólne życie z człowiekiem, który, powiedzmy, od dwóch lat mówi ci, jak cię kocha, pożąda i chce z tobą być przez całe życie, i który cię ZDRADZA kilka dni przed ślubem?

          >Po drugie - być może młoda mia
          > ła błogosławieństwo męża na takie same praktyki podczas jej wieczoru. Po trzeci
          > e - może obydwoje mają wzajemne pozwolenie na pozazwiązkowy seks. Itd.

          No więc w takich przypadkach, jak się młoda dowie, to nic się nie stanie, prawda? Skoro jest taka głupia, że mu pozwala, to niech ma, co chciała. Ale i tak uważam, że o takich rzeczach ona powinna WIEDZIEĆ. Żeby móc świadomie się na niego zdecydować albo z niego zrezygnować.
          • bene_gesserit Re: Informowanie 01.05.13, 23:07
            > Ale czy NAPRAWDĘ chciałabyś rozpoczynać wspólne życie z człowiekiem, który, pow
            > iedzmy, od dwóch lat mówi ci, jak cię kocha, pożąda i chce z tobą być przez cał
            > e życie, i który cię ZDRADZA kilka dni przed ślubem?

            Ale czy ty byłaś przy tych obietnicach? A jeśli obiecali sobie, ze będą tolerować wyskoki albo wręcz się w nich lubują? Albo jeśli za zamkniętymi drzwiami burdelu-na-poczekaniu nie doszło do konsumpcji, po prostu konformista i posądzany o ciapusiowatość młody poddał sie woli starszych kuzynów i kolegów i udał, ze się dobrze bawi, a tak naprawdę przesiedział te swoje pół godziny? Plotki rodzą się również z 'życzliwości'. Kwestia tego, co się tam zdarzyło, to jest sprawa tych młodego i młodej.

            > No więc w takich przypadkach, jak się młoda dowie, to nic się nie stanie, prawd
            > a? Skoro jest taka głupia, że mu pozwala, to niech ma, co chciała. Ale i tak uw
            > ażam, że o takich rzeczach ona powinna WIEDZIEĆ. Żeby móc świadomie się na nieg
            > o zdecydować albo z niego zrezygnować.

            Powinna, bo ty byś chciała WIEDZIEĆ? Jest mnóstwo ludzi, którzy wyczuwają, ze są - powiedzmy, ze tu chodzi o zdradę - zdradzani, ale z różnych powodów to tolerują, taki układ jest dla nich wygodny/jedyny możliwy/podniecający/łotewa. Jakie masz prawo mieszać się do ich bardzo intymnych spraw? Tzn kto ci je dał?
            • deszcz.ryb Re: Informowanie 02.05.13, 08:33
              > Ale czy ty byłaś przy tych obietnicach? A jeśli obiecali sobie, ze będą tolerow
              > ać wyskoki albo wręcz się w nich lubują?

              No w takim wypadku przecież nic się nie stanie, jak się młoda dowie, prawda? Więc o co chodzi? Tym bardziej można powiedzieć. A zresztą bez przesady, dla ogromnej większości związków jednak wierność JEST ważna, nie zajmujemy się wyjątkami.

              >Albo jeśli za zamkniętymi drzwiami bur
              > delu-na-poczekaniu nie doszło do konsumpcji, po prostu konformista i posądzany
              > o ciapusiowatość młody poddał sie woli starszych kuzynów i kolegów i udał, ze s
              > ię dobrze bawi, a tak naprawdę przesiedział te swoje pół godziny?

              A to już jego pech. To, co zrobił [nawet, jeżeli to tylko "przesiedzenie" za zamkniętymi drzwiami] w oczach innych wyraźnie wyglądałoby na to, że przespał się z dziewczyną. Być może jego zachowanie zachęciło innych? Bo skoro pan młody Karol to "zrobił", to dlaczego inni nie mogą, oni się nie żenią, są "wolni"? Chyba mętnie tłumaczę, ale wiesz, o co mi chodzi?

              > Powinna, bo ty byś chciała WIEDZIEĆ? Jest mnóstwo ludzi, którzy wyczuwają, ze s
              > ą - powiedzmy, ze tu chodzi o zdradę - zdradzani, ale z różnych powodów to tole
              > rują, taki układ jest dla nich wygodny/jedyny możliwy/podniecający/łotewa. Jaki
              > e masz prawo mieszać się do ich bardzo intymnych spraw? Tzn kto ci je dał?

              No w tym przypadku sam pan młody dał temu swojemu gościowi to prawo - zapraszając go na taką imprezę. wink I inni jego goście też mają takie prawo - bo brali udział w bardzo intymnym wydarzeniu z życia młodego. Więc skoro ktoś został w coś takiego wciągnięty, to jak najbardziej ma prawo to komentować i podjąć działania, jakie uważa za stosowne [łącznie z powiadomieniem młodej].

              Ja osobiście nie mam prawa do informowania nikogo, bo nikt mnie na taką imprezę [na szczęście] nie zaprosił. Ale ten kolega może.
              • bene_gesserit Re: Informowanie 02.05.13, 12:15
                > No w takim wypadku przecież nic się nie stanie, jak się młoda dowie, prawda? Wi
                > ęc o co chodzi? Tym bardziej można powiedzieć. A zresztą bez przesady, dla ogro
                > mnej większości związków jednak wierność JEST ważna, nie zajmujemy się wyjątkam
                > i.

                Ale to nie są wyjątki smile
                Prawdopodobnie pochodzimy i mieszkamy w różnych środowiskach - w moim np ortodoksyjna katolickość jest wyjątkiem i to takim, ze hohoho. Nie mówimy zresztą o wyciąganiu średniej statystycznej, tylko o zasadach, a to różnica.

                Ja jakoś nie wyobrażam sobie występowania w roli Życzliwej, zadzwonienia do kogoś, kogo znam bardzo słabo i podjęcia rozmowy o jej/jego zyciu erotyczno-uczuciowym. To są sprawy między dwojgiem - na troje jest miejsce tylko wtedy, kiedy oni kogoś zaproszą do trójkąta.

                > A to już jego pech. To, co zrobił [nawet, jeżeli to tylko "przesiedzenie" za za
                > mkniętymi drzwiami] w oczach innych wyraźnie wyglądałoby na to, że przespał się
                > z dziewczyną. Być może jego zachowanie zachęciło innych? Bo skoro pan młody Ka
                > rol to "zrobił", to dlaczego inni nie mogą, oni się nie żenią, są "wolni"? Chyb
                > a mętnie tłumaczę, ale wiesz, o co mi chodzi?

                Wiem, o co ci chodzi - o twoje poczucie moralności. Zgrzeszył (ewentualnie: zbłądził, bo nie znam twojego światopoglądu), to niech teraz się tłumaczy, a najlepiej poniesie karę. Wszak albo przespał się z prostytutką, albo swoim zachowaniem - olaboga! - podjudził innych do grzechu! Tymczasem problem w tym, ze tu nie chodzi o twoje poczucie moralności. Czego jak czego, ale wścibskich moralizujących ciotek-klotek (to samo dotyczy wujów-trujów), które wściubiają nos w zupełnie nie swoje sprawy i zastanawiają się, kto co gdzie robił oraz potem zyczliwie donoszą, komu trzeba nie znoszę. Nie mówiąc już o tym, ze zyczliwe donoszenie jest kompletnie niezgodne z s-v.

                > > Jakie masz prawo mieszać się do ich bardzo intymnych spraw? Tzn kto ci je da
                > ł?
                >
                > No w tym przypadku sam pan młody dał temu swojemu gościowi to prawo - zapraszaj
                > ąc go na taką imprezę. wink
                I inni jego goście też mają takie prawo - bo brali ud
                > ział w bardzo intymnym wydarzeniu z życia młodego. Więc skoro ktoś został w coś
                > takiego wciągnięty, to jak najbardziej ma prawo to komentować i podjąć działan
                > ia, jakie uważa za stosowne [łącznie z powiadomieniem młodej].

                No własnie - o takich wścibskich "Życzliwych" już pisałam: muszą, bo się uduszą. Widzieli, więc mają moralny obowiazek donieść. Brrr.

                > Ja osobiście nie mam prawa do informowania nikogo, bo nikt mnie na taką imprezę
                > [na szczęście] nie zaprosił. Ale ten kolega może.

                Pewnie, ze może - generalnie można bardzo wiele, w tym wtykać nos w cudzą szufladę z bielizną, tyle że to obrzydliwe. I oczywiście wbrew zasadom etykiety.
                • deszcz.ryb Re: Informowanie 02.05.13, 16:38
                  > Wiem, o co ci chodzi - o twoje poczucie moralności. Zgrzeszył (ewentualnie: zbł
                  > ądził, bo nie znam twojego światopoglądu), to niech teraz się tłumaczy, a najle
                  > piej poniesie karę. Wszak albo przespał się z prostytutką, albo swoim zachowani
                  > em - olaboga! - podjudził innych do grzechu! Tymczasem problem w tym, ze tu nie
                  > chodzi o twoje poczucie moralności.

                  Tak, chodzi o moje poczucie moralności. I ono kazałoby mi poinformować tę nieszczęsną młodą o tym, jak bawi się jej przyszły wybranek. Po prostu z przyzwoitości - bo takie rzeczy powinno się wiedzieć przed ślubem o drugiej osobie. A jak ją zarazi jakimś syfem?

                  >Czego jak czego, ale wścibskich moralizują
                  > cych ciotek-klotek (to samo dotyczy wujów-trujów), które wściubiają nos w zupeł
                  > nie nie swoje sprawy i zastanawiają się, kto co gdzie robił oraz potem zyczl
                  > iwie donoszą
                  , komu trzeba nie znoszę.

                  A to nie znoś sobie, nikt ci nie każe ich lubić.

                  >Nie mówiąc już o tym, ze zyczliwe
                  > donoszenie
                  jest kompletnie niezgodne z s-v.

                  To może, jak zobaczymy złodzieja, jak kradnie, to nie powiemy nic policji, bo to niezgodne z sv? -_- [świadomie tu dramatyzuję, żeby nie było].

                  Poza tym nie zrozumiałaś - to nie ma być "życzliwe donoszenie" dla samego donoszenia, żebym się poczuła taka wspaniała i szlachetna, tylko DLA DOBRA tej młodej. Bo jak pisałam - może ona nie jest świadoma, może by ten mąż ją zaraził jakimś świństwem? A poza tym najlepiej, żeby uniknęła takiej sytuacji, w której wszyscy wiedzą, podśmiewają się z niej pod nosem, a tylko ona zielona jak szczypiorek. Nie powiesz chyba, że to dla niej najlepsze.

                  > No własnie - o takich wścibskich "Życzliwych" już pisałam: muszą, bo się uduszą
                  > . Widzieli, więc mają moralny obowiazek donieść. Brrr.
                  > Pewnie, ze może - generalnie można bardzo wiele, w tym wtykać nos w cudzą szufl
                  > adę z bielizną, tyle że to obrzydliwe. I oczywiście wbrew zasadom etykiety.

                  Ten kolega nigdzie nie grzebał, nic nie szukał w szufladzie z majtkami, NIE podglądał tych gości na wieczorze kawalerskim. SAM PAN MŁODY GO ZAPROSIŁ do udziału, z własnej woli podzielił się z nim kawałkiem swojego intymnego życia.
                  • bene_gesserit Re: Informowanie 02.05.13, 20:17
                    Sęk w tym, ze s-v nakazuje delikatność i liczenie się z drugą osobą. W sytuacji 'właściwie się nie znamy, ale uprzejmie donoszę nt zycia intymnego pani partnera, ze' ich nie ma. Jeśli ona wolaby nie wiedzieć? (Tak, wiemy, ze ty byś wolała, ale nie mówimy o tobie).

                    Zarazić chorobą weneryczną w dzisiejszych czasach każdy może kazdego, kto miał jakieś zycie seksualne (albo nie miał szczęścia). Chociaż wolimy sobie wyobrażać, ze to są rzeczy, które zdarzają sie tylko tym, którzy korzystają z usług prostytutek i prostytutów, to nie do końca jest tak. Dobrze znam lekarkę z poradni dla ludzi z HIV/AIDS - i to się może zdarzyć każemu. Według niej przed każdą zmianą partnera powinniśmy żądać badań na obecność wielu chorób wenerycznych, uwzględniając przy okazji okienko serologiczne (w przypadku HIV nawet kilka miesięcy). Czego oczywiście nikt nie robi, to choroby weneryczne zdarzają się innym.

                    Mnie wscibstwo mierzi, ale nie w tym rzecz. Wśbstwo jest też wbrew regułom s-v, po prostu. A porównywanie łamania prawa do opisanej sytuacji jest zupełnie z kosmosu.
                    • deszcz.ryb Re: Informowanie 03.05.13, 00:38
                      > Sęk w tym, ze s-v nakazuje delikatność i liczenie się z drugą osobą.

                      W każdym razie delikatność powinien wykazać przede wszystkim przyszły małżonek. I nie umawiać się z prostytutkami. Bo co z tego, że ja nie powiem? Powie kto inny. Takie rzeczy w końcu wychodzą na jaw [prawie zawsze], a wg mnie lepiej, żeby młoda dowiedziała się o tym jak najszybciej. Żeby móc ewentualnie jakoś przeciwdziałać, o ile będzie chciała. Oczywiście to tylko moje zdanie.

                      > Zarazić chorobą weneryczną w dzisiejszych czasach każdy może kazdego, kto miał
                      > jakieś zycie seksualne (albo nie miał szczęścia).
                      >Dobrze znam lekarkę z poradni
                      > dla ludzi z HIV/AIDS - i to się może zdarzyć każemu. Według niej przed każdą z
                      > mianą partnera powinniśmy żądać badań na obecność wielu chorób wenerycznych, uw
                      > zględniając przy okazji okienko serologiczne (w przypadku HIV nawet kilka miesi
                      > ęcy). Czego oczywiście nikt nie robi, to choroby weneryczne zdarzają się innym.

                      No więc właśnie. I jest sobie taka nieszczęsna panna młoda, zupełnie nieświadoma, że jej wybranek ją puszcza w trąbę z prostytutkami. Ona przede wszystkim powinna wiedzieć.

                      > Mnie wscibstwo mierzi, ale nie w tym rzecz. Wśbstwo jest też wbrew regułom s-v,
                      > po prostu.

                      Ale to nie jest wścibstwo. Wytłumaczyłam wyżej.

                      >A porównywanie łamania prawa do opisanej sytuacji jest zupełnie z k
                      > osmosu.

                      A tutaj to żartowałam i specjalnie przesadziłam [i nawet o tym napisałam! przeczytaj uważnie].
                      • bene_gesserit Re: Informowanie 03.05.13, 00:56
                        deszcz.ryb napisała:

                        > > Sęk w tym, ze s-v nakazuje delikatność i liczenie się z drugą osobą.
                        >
                        > W każdym razie delikatność powinien wykazać przede wszystkim przyszły małżonek.
                        > I nie umawiać się z prostytutkami. Bo co z tego, że ja nie powiem? Powie kto i
                        > nny. Takie rzeczy w końcu wychodzą na jaw [prawie zawsze], a wg mnie lepiej, że
                        > by młoda dowiedziała się o tym jak najszybciej. Żeby móc ewentualnie jakoś prze
                        > ciwdziałać, o ile będzie chciała. Oczywiście to tylko moje zdanie.

                        Nieno, jasne, ze rozmawiamy o swoich zdaniach. Sęk w tym, ze tak naprawdę nawet opisany w tej historii człowiek nie wie, co się tam wydarzyło. Kto zaprosił prostytutki i czy młody o tym wiedział, czy nie. Czy pochwalał, czy nie. Czy skorzystał, czy nie. To jest trzeci aspekt tej sprawy - bo o dwóch, tzn kwestii niemieszania się w sprawy intymne praktycznie rzecz biorąc obcych nam ludzi pisałam, tak samo jak o tym, ze młoda może po prostu woleć nie wiedzieć. Trzeci - nad wyraz ciekawy, o którym tu tylko wspomniałam, to plotka. Mozemy założyć, ze prostytutki to był 'dowcip' drużby, młody udawał, ze z skorzystał, ale nie skorzystał. W tej sytuacji tłumaczenie się pt ależ kochanie, to nie było tak, jak myślisz, ja wcale... nie może nie zabrzmieć wiarygodnie, chociaż będzie prawdziwe. Młoda może być osobą na tyle niepewną siebie, zaborczą albo na tyle bać się ślubu, że uwierzy 'zyczliwym' i ceremonia odwołana, rodziny poobrażane, dwoje ludzi ma złamane życie.

                        Dlatego własnie głupio jest wtrącać się w sytuacje, które nie dotyczą naszych bliskich. Bo nie wiemy, nie mamy pewności, nie znamy po prostu tego człowieka itd. Zwłaszcza w tej sytuacji, kiedy nikt pod materacem nie leżał i nie robił filmiku na youtube (który też, nawiasem mówiąc, można zmanipulować tak, ze czarne stanie się białe). To samo dotyczy tego, o czym już parę razy pisałam: są ludzie, którzy wolą nie wiedzieć o zdradzie. Jesli się kogoś nie zna, to łatwo mu 'zyczliwie' taką plotką zrujnować kawał zycia.

                        > No więc właśnie. I jest sobie taka nieszczęsna panna młoda, zupełnie nieświadom
                        > a, że jej wybranek ją puszcza w trąbę z prostytutkami. Ona przede wszystkim pow
                        > inna wiedzieć.

                        O ile ją puszcza, i o ile ona mu już nie sprzedała chlamydii i syfilisu. Postulat 'poinformuję, bo on ją może jakąs francą zarazić' dotyczy każdego, to własnie twierdzi znajoma z poradni dla nosicieli wirusa. Dzieci i prawiczków także. Założenie, ze 'mnie to nie dotyczy, bo nie korzystam z prostytutek' to złudne poczucie bezpieczeństwa (nadal danie znajomej z poradni).

                        > Ale to nie jest wścibstwo. Wytłumaczyłam wyżej.

                        To oczywiście spór o definicję słowa, ale domniemywanie, co też się zdarzyło w wynajętym pokoju, czyja to wina i jakie też może mieć to skutki - domniemywanie nt praktycznie rzecz biorąc niemal obcych ludzi - to jak najbardziej wsadzanie nosa w nie swoje sprawy.
                      • baba67 Re: Informowanie 03.05.13, 07:52
                        Mnie sie tez wydaje ze powinna wiedziec.Ze wzgledu na zagrozenie chorobami ktore moga, nieleczone,nawet uniemozliwic zajscie w ciaze.
                        Pod tym wzgledem jest roznica miedzy sentymentalnym jednostkowym bzyknieciem np bylej dziewczyny .
                        kto ma to powiedziec, no coz sa sposoby, tu akurat sytuacja jest nieciekawa, bo w poszukiwaniu jelenia nawinal sie daleki kuzyn, i to Mlodego, ale zwykle zaprasza sie osoby bedace blizej z rodzina i one moga cos zrobic, chocby wplynac na Mlodego zeby on sie przebadal.
                        • kora3 Babo powiem Ci coś :) 03.05.13, 13:49
                          Pomijając już fakt, że niemozliwosc NAWET zajścia w ciąze to moze być dla kogoś dar losu (np. ja bardzo bym sobie zyczyla być bezpłodną, moglabym zrezygnować z antykoncepcji wreszciuesmile), to powtarzasz bardzo niebezpieczny stereotyp. Otoż akurat w kontaktach z prostytutkami stosunkowo najwiek,sza liczba panow decyduje się na gumke smile Bo prostytutki to grupa podwyższonego ryzyka zakazenia.
                          Ale takową grupą już nie są mile i porzadne religijne smile panny poszukujące na portalach randkowych mieza, ktore bzykają sie z goscmi który "znają" netowo 2 tygodnie. Oczywiscie bez gumkismile, bo "nie wyglada na chorego, ani puszczalskiego". Taka koboitka o sobie tez nie pomysli, ze jest ona puszczalską, ona szuka MEZA, do ołtarza i życia kochana smile
                          • baba67 Re: Babo powiem Ci coś :) 03.05.13, 14:16
                            No moze i dar losu, dla wiekszosci nieszczescie.A gumka niekoniecznie chroni przed wszystkim.
                            Na portale rankowe Mlody przeddzien slubu chyba juz nie zaglada, ale o takim co nostalgicznie bzyknal swoja szkolna milosc(Nasza Klasa, a jakze)pol roku przed slubem to slyszalam.
                            • bene_gesserit Re: Babo powiem Ci coś :) 03.05.13, 14:19
                              Mój borze, ludzie robią różne rzeczy przed, po i w trakcie małżeństwa, czasem podłe, czasem tylko obrzydliwe, co nie oznacza, ze druga połowa musi od razu - i to od obcych ludzi - o wszystkim wiedzieć.
                              • baba67 Re: Babo powiem Ci coś :) 03.05.13, 14:21
                                Od obcych ludzi nie, toz pisalam ze akurat w przypadku tego kuzyna to ciezko cokolwiek zrobic, procz wyjscia.
                            • kora3 eeee bzykanie nostalgiczne to zadna nowosc :) 03.05.13, 14:32
                              tym bardziej pół roku przed slubem - same przygotowania rodza stres i trza rozładowacsmile, jakby godzinę przed, to moze bylby wyczyn - dla panny młodej ( w roli byłej, albo z bylym), bo pewnie by se makijaz rozmawala (ale kto wie). A skąd Babo pewnosc, ze byla bzyknieta póół roku przezd slubem nie byla zarazona oraz skąd, ze byla jedyną bzyknietą przed?smile
                              • baba67 Re: eeee bzykanie nostalgiczne to zadna nowosc :) 03.05.13, 14:39
                                Zadnej, ale jest cos takiego jak statystyka. Nie ma tez pewnosci ze kiedy jutro wyjde po zakupy nie zostane zabita na przystanku autobusowym przez pirata.Nie jest tez powiedziane ze jesli sie wyprawie na Mont Everest bez przygotowania to koniecznie zgine..
                                Statystyka i rachunek prawdopodobienstwa. I pomyslec ze kiedys tego nie lubilam...
                                • kora3 No, ale własnie statystycznie Babo 03.05.13, 14:54
                                  najwiecej zarazonych wirusem HIV np. jest wsrod osob heteroseksualnych uprawiających przypadkowy seks bez gumy. Grupy podwyzszonego ryzyka, czyli homo i prostytutki wcale nie stanowią w tej statystyce wieskzosci, bo ludzie z tych grup: pierwszej zdają sobie sprawe z ryzyka i unikają go, z drugiej: jesli nie unikają te osoby, to ich klienci
                                  • gazeta_mi_placi Re: No, ale własnie statystycznie Babo 03.05.13, 15:22
                                    Ja czytałam, że wśród prostytutek liczba zarażonych chorobami wenerycznymi to około 10%, zatem nie porażająca liczba.
                                    • kora3 Dokladnie nt. 03.05.13, 15:30

                            • kora3 A przed czym gumka nie chroni Babo?:) 03.05.13, 14:39
                              Przed złąmanem sercem? smile Jasne, są wirusy i bakterie przenoszone kropelkowo, tylko do tego nie trza się bzykać, wystarczy kaszlnąc na kogoś, kichnąc, albo mniej prozaicznie - pocalować sie smile

                              A owo szczescie plodnosci kochana, to wiekszosc z ludzi cywilizowanych oczywiscie, wykorzystuje gora kilka razy w zyciu. Po wykonaniu swego limitu bardzo chetnie reflektwoaliby na "nieszczescie nieplodnosci" o ile nie byloby zwiazane z ciezkimi dolegliwosciamismile Ba, wiekszosc z nas znosi rózne dolegliwosci, by poza tymi przewidzianymi razami prokreacji sie ubezplodnić.
                              Ale rozumiem, ze szło ci o choroby, które pozbawiają mozliwosci posiadania dzieci w ogóle, takze tych chcianych.
                              Mam wiadomośc - są takie wirusy, co są NAWET nieuleczalne, za to łatwo drogą płciowa przekazywalne i powodują nierzadko ciezkie choroby i śmierć w meczarniach
                        • bene_gesserit Re: Informowanie 03.05.13, 14:04
                          Jak pisałam: choroba weneryczna może się zdarzyć każemu, nawet prawiczkowi, który może stać się ofiarą nieszczęśliwego zbiegu okoliczności i własnego braku wiedzy i/lub ostrożności, chociaż oczywiście w przypadku 100% abstynencji seksualnej ryzyko zarażenia to promil. Prostytutki to jedyna grupa zawodowa (nie wiem, czy istnieje sformułowanie grupa procederowa), która bada się regularnie. Ryzyko podwyższone, ale i większa świadomość i ostrożność. Badać się powinien każdy i regularnie. Równie dobrze zarazić może młoda młodego, chociaż wcześniej miała, powiedzmy, jednego partnera. Albo poszła na całość po pijaku z poznanym własnie kolegą podczas swojego wieczoru panieńskiego. Itd itd.

                          Tam było 30-parę chłopa z których przynajmniej kilku zapewne o całe niebo lepiej znało młodą, niż ten kuzyn, który widywał młodego dwa razy na rok i zamieniał z nim 'cześć-co-u-ciebie'.
    • nm.buba011 Re: Informowanie 01.05.13, 16:50
      - mój sąsiad podśmiewa się i szydzi (niewybredne wiązanki epitetów - pominę) z innego sąsiada, że jego żona skrycie przed mężem, wychodzi do lasu popalać papierosy. Tak się dzieje. Widziałem. Próbowałem dotrzymać jej towarzystwa (moja pasja obserwacji) w spacerze leśnym, a ona bardzo się denerwowała i racjonalizowała, nie umiała powstrzymać emocji, chcąc się ode mnie... uwolnić. smile

      Cały dowcip w tym, że żona tego pierwszego sąsiada robi to samo. Dodatkowo jest w koalicji z córką.

      Nie informuję, zgodnie z s-v, który każe mi być ślepym i nierozgarniętym, obu dżentelmenów.

      Co do "jakości", powiedzmy, owych uczynków, jest to klasyczna zdrada małżeńska, na równi z tą łóżkową.

      Oba małżeństwa, bywałem i bywam w ich domach, są "niepalące".
      • aqua48 Re: Informowanie 01.05.13, 17:00
        Waga problemu jednakże trochę inna bo popalająca żona nie jest w stanie zarazić paleniem niepalącego i nieświadomego męża, ani jak sądzę nie naraża go na straty finansowe mogące prowadzić do wizyty komornika, choć zgadzam się, że to też jest w pewnym sensie nieuczciwość
        .
        Niemniej tu problem powstał inny, nie czy informować osobę będącą w związku o nagannych czynach współmałżonka, tylko czy przekazać taką informację narzeczonemu/narzeczonej PRZED zawarciem związku. W pierwszym przypadku uważam, że nie, w drugim jestem raczej zdania że należałoby.
        • nm.buba011 Re: Informowanie 01.05.13, 18:22
          aqua48 napisała:

          > Waga problemu jednakże trochę inna bo popalająca żona nie jest w stanie zarazić
          > paleniem niepalącego i nieświadomego męża, ani jak sądzę nie naraża go na stra
          > ty finansowe mogące prowadzić do wizyty komornika, choć zgadzam się, że to też
          > jest w pewnym sensie nieuczciwość

          - w pewnym sensie?
          W koalicji jest córka!!!... ???
          Kłamstwo jest jednakowe. Nie moja rzecz przeliczać.
          Miłujący się mogą skutecznie zabezpieczać, a hazardzista na 100% może kiedyś wygrać.

          > Niemniej tu problem powstał inny, nie czy informować osobę będącą w związku o n
          > agannych czynach współmałżonka, tylko czy przekazać taką informację narzeczonem
          > u/narzeczonej PRZED zawarciem związku.

          - wiadomym jest, że miłość jest... ślepa. Bronimy się podświadomie, ale niezwykle skutecznie, a ewentualnych rzetelnych, bezinteresownych informatorów, podejrzewamy o zazdrość i zawiść. Bronimy złudzeń.

          > W pierwszym przypadku uważam, że nie, w
          > drugim jestem raczej zdania że należałoby.

          - poinformował bym zapytany. Konkretnie, czy moją małżonkę (a) widziałeś pijącą, palącą, grającą czy... zdradzającą (fizycznie). Niemniej pozostałe, to też zdrada.

          Dobry temat.

          Wydałbym, gdyby ktoś próbował tak zwanego uzgodnienia ze mną.
          Obie wspomniane panie sąsiadki, wyczuwając mnie, w mojej obecności nie deklarują stanowczo swojego... niepalenia.

          Zaznaczam, to wyłącznie moje poglądy, czy moja realizacja s-v.
          • baba67 Re: Informowanie 01.05.13, 18:32
            No klamac a nie informowac to rozne rzeczy, chyba bym powiedziala prawde.
            • nm.buba011 Re: Informowanie 01.05.13, 18:42
              baba67 napisała:

              > No klamac a nie informowac to rozne rzeczy, chyba bym powiedziala prawde.

              - zgoda.

              Prawo dopuszcza odmowę składania zeznań (informowanie), ale przewiduje karę pozbawienia wolności, za wprowadzanie w błąd (kłamanie).

              S-v nie może łamać prawa.
      • baba67 Re: Informowanie 01.05.13, 17:51
        No bo dlaczego masz informowac?
        To ze ktos ma feudalne stosunki z wlasnym mezem to niczyjej babci interes.
        Nie pochwalam palenia w domu, ale dlaczego sie tym kryc jesli sie nikogo procz siebie nie podtruwa?Ot, zagadka.
        • nm.buba011 Re: Informowanie 01.05.13, 18:35
          baba67 napisała:

          > No bo dlaczego masz informowac?
          > To ze ktos ma feudalne stosunki z wlasnym mezem to niczyjej babci interes.
          > Nie pochwalam palenia w domu, ale dlaczego sie tym kryc jesli sie nikogo procz
          > siebie nie podtruwa?

          - oszukuje małżonka. Nieistotne czego dotyczy. To zdrada.
          Nie tylko schowanie obrączki.
          Także skryte perfumowanie, założenie czegoś ekstra, po wyjściu za drzwi.
          Nawet celowe zmienienie imion koleżanki u której się było. Kłamstwo.

          Swingersi (osoby sexujące się grupowo, z wymianą partnerów) nie zdradzają się, choć czyny ich nie są szeroko (pomińmy fantazje erotyczne) i jawnie akceptowane.
          • baba67 Re: Informowanie 01.05.13, 18:46
            No tak, maz to taki Big Brother, musze mu sie zwierzac ze wszystkiego.pewnie.
            Jesli kobieta zarabia to jej zachowanie swiadczy o niedojrzalosci zarowno jej jak i meza, a stosunki miedzy nimi sa chore. Nie jest to jednak nasza rzecz to oceniac.
            Jesli jest na utrzymaniu meza, powinna miec prawo do wlasnych pieniedzy poniewaz wykonuje normalna prace, tu wesze meza tyrana-zona nie zarabia, znaczy niewolinica dinozaura.My sobie mozemy myslec co chcemy ale buzie zamykamy.
            • bene_gesserit Re: Informowanie 01.05.13, 19:14
              Bardzo ciekawie ewoluował ten wątek - to już któryś ostatnio na tym forum, który nadaje się raczej na f psychologia.

              baba67 napisała:

              > No tak, maz to taki Big Brother, musze mu sie zwierzac ze wszystkiego.pewnie.
              > Jesli kobieta zarabia to jej zachowanie swiadczy o niedojrzalosci zarowno jej
              > jak i meza, a stosunki miedzy nimi sa chore. Nie jest to jednak nasza rzecz to
              > oceniac.

              Związki, w których partnerzy nie mają przed sobą tajemnic i własnej prywatności sa imo patologiczne, a w każdym razie - patogenne. Fajnie jest być częścią Nas, ale jeśli się przy tym nie zachowa poletka dla Mnie, to kończy się, jak mi się wydaje, marnie. W takim przypadku może być tylko zadowolony obciążony problemem (np osobowością autorytarną) partner. On istotnie moze uważac, ze taki porządek rzeczy (podporządkowany, pozbawiony granic partner) jest najlepszy na świecie i jedyny właściwy. I nie rozumie, skąd depresja, niezadowolenie, wybuchy emocji u podporządkowanego, skoro wszystko jest tak idealnie, a już najbardziej z nim samym.

              > Jesli jest na utrzymaniu meza, powinna miec prawo do wlasnych pieniedzy poniewa
              > z wykonuje normalna prace, tu wesze meza tyrana-zona nie zarabia, znaczy niewol
              > inica dinozaura.My sobie mozemy myslec co chcemy ale buzie zamykamy.

              Jeśli ktoś jest na utrzymaniu drugiej połowy związku nie ze swojej winy albo za zgodą tejże połowy, to trzymanie go w szachu przewagą pt 'ja zarabiam, więc będzie jak ja chcę' to przemoc. Dokładnie rzecz biorąc przemoc ekonomiczna, tak samo zła jak każda inna przemoc, tyle ze o wiele perfidniejsza, bo nie ma siniaków ani prawa do założenia niebieskiej karty.
              • baba67 Re: Informowanie 01.05.13, 19:23
                No wlasnie to chcialam powiedziec tyle ze w lzejszej formie.
            • nm.buba011 Re: Informowanie 01.05.13, 19:25
              baba67 napisała:

              > No tak, maz to taki Big Brother, musze mu sie zwierzac ze wszystkiego.pewnie.

              - opisane przeze mnie panie, palą, ale przed mężami udają niepalące.
              To jest oszukiwanie.

              > Jesli kobieta zarabia (...)

              - to nie jest istotne. Nie zarabiającego, zarabiający, także nie może oszukiwać.
              • baba67 Re: Informowanie 01.05.13, 19:29
                No zgoda, nikt nie powinien,Tyle tylko ze stosunki miedzy tymi ludzmi nie sa normalne i lepiej sie do tego nie mieszac.
        • matylda1001 Re: Informowanie 02.05.13, 01:55
          baba67 napisała:

          > To ze ktos ma feudalne stosunki z wlasnym mezem to niczyjej babci interes.
          Nie pochwalam palenia w domu, ale dlaczego sie tym kryc jesli sie nikogo procz siebie nie podtruwa?Ot, zagadka.<

          Bo mąż narzuca feudalne stosunki? Bardzo dobrze znam ten problem. Mąż mojej bliskiej koleżanki wiele lat temu jednoosobowo zarządził, że oboje rzucają palenie. On rzucił ale koleżanka nawet nie miała takiego zamiaru, a że kolega ma upierdliwy charakter, to dla swiętego spokoju powiedziała mu, że rzuciła i przestała palic przy nim. Wszyscy wiedza, że pali, i to dużo, tylko mąż pozostaje w nieświadomości. Gdy są np. u nas w domu, to koleżanka daje mi znak i ja niby wychodze na papierosa, na balkon, a ona idzie dotrzymać mi towarzystwa. Ona zapala papierosa a ja jestem potrzebna do tego, żeby tego papierosa od niej wziąć, gdyby małżonek też chcial pobyć na balkonie, że niby to ja palę. Potem wracamy do pokoju i jej mąż molestuje mojego, żeby wziął z niego przyklad i żeby mi też zabronił palenia. Chwali się, że dzięki niemu Ela nie pali już od "x" lat. Mąż tłumaczy, że ja, jako jednostka dorosła i samodzielna, sama decyduję o tym co robię, i taka dyskusja toczy sie do nastepnego wyjścia na balkon smile Otoczenie tak już przywykło do tej sytuacji, że gdy Ela pali, to wszyscy obserwują, czy Wojtek sie nie zbliża. Oczywiście śmieją się z jego naiwności i braku węchu. Mają go za durnia. Facet sam robi z siebie głupka na własne życzenie, właśnie przez te feudalne zapędy. Dotychczas jakos nikomu nie przyszło do głowy żeby go uświadomić.
          • baba67 Re: Informowanie 02.05.13, 07:40
            No ale Twoja znajoma tak sama zdecydowala zeby miec od upierdliwca swiety spokoj.Podejrzewam ze to nie jest jedyna dziedzina gdzie te taktyke stosuje.
            Ona sama tez sie osmiesza bo wychodzi na taka ktora sie boi wlasnego meza.
            Dziecinada.Ja sie nie kryje z moim okazjonalnym paleniem, nigdy w domu nie pale, ale maz wie.
            • matylda1001 Re: Informowanie 02.05.13, 14:26
              baba67 napisała:

              >Ona sama tez sie osmiesza bo wychodzi na taka ktora sie boi wlasnego meza. Dziecinada.<

              Wszyscy wiedzą, że ona nie boi sie męża, tylko jego marudzenia. Chce mieć święty spokój. Z tego samego powodu mówi mu, że zapłaciła 20zł za bluzkę, która kosztowała 120zł. Potem on robi z siebie durnia, bo chwali ją do znajomych, opowiada jak to jego żona potrafi sie dobrze ubrać za grosze smile Jeżeli ona sie ośmiesza to tym, ze wyszła za kretyna.
            • bene_gesserit Re: Informowanie 02.05.13, 15:24
              baba67 napisała:

              > No ale Twoja znajoma tak sama zdecydowala zeby miec od upierdliwca swiety spoko
              > j.Podejrzewam ze to nie jest jedyna dziedzina gdzie te taktyke stosuje.
              > Ona sama tez sie osmiesza bo wychodzi na taka ktora sie boi wlasnego meza.
              > Dziecinada.

              Moim zdaniem niedojrzałe i niesmaczne jest też zachowanie znajomych tej pary, którzy przecież aktywnie współuczestniczą w ukrywaniu nałogu jego żony, przy okazji, jak wynika z pogardliwego tonu matyldy, naśmiewając się z jej męża. O ile żonę od biedy rozumiem (można ponieść różne wyrzeczenia aby mieć tylko tzw święty spokój, chociaż ja bym akurat rozwiązała tę sprawę inaczej na jej miejscu), o tyle ich 'przyjaciół' - wcale. To jest dopiero infantylne.
    • claratrueba Re: Informowanie 02.05.13, 06:11
      Nie ma jednego "wzoru na życie".
      na Twój przykład z alkoholikiem "prawdziwym", mogę podać przykład mojej ciotki, której stos. do alkoholu można by nazwać fobią, więc jej narzeczony przy niej nie pił (tez bym tego nie robiła przy osobie tak przewrażliwione) a na pytanie "czy pije?" odpowiadał, że "nie pije" bo rozumiał je jako pytanie o uzależnienie. Wszak nie raz mówimy "on/ona pije" w takim znaczeniu. Na wieść od "życzliwej" (panowie chyba raczej nie miewają takich oświatowych zapędów) zaręczyny zerwała, czego do końca życia wybaczyć sobie nie mogła u boku męża, który, owszem nie pił, i to była chyba jego jedyna zaleta.
      W kwestii informowania o niewierności:
      Para znajomych moich rodziców- obecnie ludzie po 70-ce i 50 latach małżeństwa. Oboje, dopóki im się chciało, i ew. osoby do romansowania na boku jeszcze fizycznie istniały lub chciało im się romansowac, miały regularnie jakieś romanse "pozamałżeńskie", o czym pół miasta wiedziało i małżonek też. Tylko, że małżonkowi to nie przeszkadzało (w przeciwieństwie do połowy miasta). "Życzliwa informatorka" była wykluczana z grona znajomych. Para swoim bardzo troskliwym opiekowaniem się sobą po wylewach dowiodła, że wierność w zakresie seksu nie jest warunkiem koniecznym dobrego małżeństwa. Wcześniej wspierali się zresztą bardzo, co "życzliwi" oceniali jako wyrzuty sumienia czy rekompensaty jedynie.
      W kwestii palenia: naczytawszy się o skutkach palenia, pewną moja koleżanka postanowiła odwieść męża od nałogu. Próbę podjął, nie udało się, ponowił kilkakrotnie bez skutku. Zaczął palić w tajemnicy. Po co żona ma zamartwiać się i oczami duszy widzieć rosnące nowotwory i zatkane naczynia krwionośne pełne skrzepów. "Życzliwa koleżanka" doniosła o widoku pana z papierosem, Awantura "jak mogłeś MI to zrobić" i teraz pan pali, pani się zamartwia i godzinami szuka "skutecznych sposobów na walkę z nałogiem". Sielanka.
      W kwestii narko: para ze środowiska artystycznego, gdzie różne wspomagacze talentu akceptowane są od wieków. I informacja "życzliwej", że pan wciągał- zgroza. Tu "życzliwa informatorka" musiała poszukać sobie innego towarzystwa, przynajmniej do czasu gdy substancje psychotropowe inne niż te z kartofla i zbóż, pozostają nielegalne. Dla bezpieczeństwa, by owej pani moralizatorskie zapędy nie skończyły sie wyrokiem Nie widzi- nie zezna.
      • baba67 Re: Informowanie 02.05.13, 07:49
        Nie jestem za informowaniem wszystkich o wszystkim, nic mi do niczyich fobii oraz glupich decyzji z nich wynikajacych.To jest inny problem.
        Zmowa milczenia jesli chodzi o prawdziwy alkoholizm, gdzie nie ma zadnych niedomowien, Facet opisany byl alkoholikiem, tyle ze pil tylko weekendy (czasem kiedy musial sie z dziewczyna umowic w weekend bral 2 dni wolne od poniedzialku).To nie bylo tak ze dziewczyna miala fobie, to on przed nia udawal ze jest abstynentem bo nie byl w stanie sie kontrolowac po pierwszym kieliszku.Gdyby pil umiarkowanie nie byloby sprawy.
        Jestem pewna ze w dobie fejsa i komorek tak mistyfikacja przez rok nie bylaby mozliwa.
        • claratrueba Re: Informowanie 02.05.13, 08:27
          to on przed nia udawal ze jest abstyn
          > entem bo nie byl w stanie sie kontrolowac po pierwszym kieliszku

          Czyli znajomi jego wiedzieli jak bardzo potrafi kontrolować się dla niej. Może myśleli, że ten wieki wpływ dziewczyny + jej wiara, dająca siłę do walki o bliskiego człowieka da mu siłę do zwalczenia choroby alkoholowej? Może naprawdę w to wierzyli, widzieli w tym szansę?
          A może by tak było?
          Miałam w rodzinie przypadek podobnego człowieka, o którego alkoholizmie i chorobie psychicznej dowiedzieliśmy się dopiero po jego śmierci. Jego żona też. Całe życie kontrolował się na tyle, że absolutnie nikt nie wiedział.
          • baba67 Re: Informowanie 02.05.13, 09:01
            Oni nie mogli tak myslec bo facet wyraznie dawal do zrozumienia ze ma juz dosc tego teatru i po slubie bedzie spokoj,bo dziewczyna pobozna,nie rozwiedzie sie(pisze o poczatku lat 90 tych stosunek do tych spraw byl inny niz teraz-poziom wiedzy na temat procedur uniewaznienia tez)).Nie przewidzial ze dziewczyna znala warunki uniewaznienia , miala (z racji zaangazowania w DA) pewne znajomosci w kurii.No i byla dziewica-facet mial pecha do szescianu.
            • claratrueba Re: Informowanie 02.05.13, 10:06
              Czyli jednoznacznie i zdecydowanie powiedział, że po ślubie będzie pił bez ograniczania się?
              W takiej sytuacji, nie mając żadnych wątpliwości co do jego przyszłej postawy- powiedziałabym. Ryzykując zarzut wtrącania się, ryzykując zerwanie znajomości.
    • kora3 Wiesz Babo 02.05.13, 10:51
      Ty zapewne znasz liczne szczegoły tej historii, których nie podalaś (co oczywiste), a ja nie. Ale z tego co napisałąś nie mam wcale pewnosci, że owa narzeczona/żona zwierzała sie Ani i Tadkowi z tego, że jest przekonana o abstynencji narzeczonego/meza.
      Mogli być przekonani, że ona o problemie alkoholowym tegoż zwyczajnie wie.
      Do tego nie doczytałam, by dziewcze zaprzyjaźniło się ze wspomnianą parą AiT na tyle, by rozmawiac na tak osobiste tematy - z obu stron.

      Zrozum mnie dobrze teraz. Sama bylam w sytuacji kogos oszukiwanego ( w sprawie innej, konkretnie zdrady) i WIEM, jak się czuje ktoś, kto jako jedyny o niczym nie wiedział, a wiedzieli wszyscy dookołasmile
      I owszem, do paru ludzi, którzy wiedzieli i NIC mi nie powiedzieli, nie zasugerowali bodaj - mialam żal. Ale tylko do PARU, nie do wszystkich, których znalam i wiem, ze wiedzieli. Miałąm żal do tych, którzy udawali, że są ze mną blisko (w sensie kolezeńskim) - rozmawialismy na rózne tematy osobiste. Do tych, z którymi moje relacje byly raczej nieza bliskie - nie. Trudno oczekiwać, że ktoś bedzie sie wtrącał w sprawy obcej osoby, albo tym bardziej (jak było tu w przypadku innej osoby) doniesie jej na swego przyjaciela.

      Ja to tak widzę. Minelo parę lat i sama bylam w podobnej sytuacji - przypadkiem wiedzialm, że znajoma zdradza mąż. Wkrotce stalo się to tajemnicą Polyszynela, ale ona sprawiałą wrazenie, ze nic nie wie. To dla mnie byla dalsza znajoma, ot kolezanka mojej przyjaciółki, pare razy piłysmy razem w towarzystwie kawe, czy drinka. Mozesz mi urwać głowesmile ale nie uwazalam, ze jestem odpowiednią (z uwagi na relację naszą ) osobą do powiadomienia jej o romansie meza. Inna kolezanka (bliższa z nią, fakt) uwazała, ze jest. Do tej pory kobieta ta nie odzywa sie do niej, a po tym, jak jej dyskretnie powiedziala co wie ta zrobila jej karczemną awanturę z uwagami, by pilnowała swego nosa i nie rozbijala jej małzeństwa !

      Z uwagi na powyższe uwazam, że sytuacja nie zawsze jest taka prosta Babo
      • baba67 Re: Wiesz Babo 02.05.13, 12:12
        Nie zwierzala sie. Gdyby byla ich znajoma i im sie zwierzala, ci ludzie nie byliby juz wiecej moimi przyjaciolmi,bo ja takich osob unikam jak moge.Oni ja znali jako narzeczona faceta , spotykali sie z nia w sytuacjach towarzyskich w firmie Tadka.MozeTadek nie byl najblizej tego alkoholika, ale byl jego wspolpracownikiem, byli tez inni ktorzy znali go lepiej. Dla mnie wszyscy sa po trochu odpowiedzialni za to co sie stalo.
        Zaznaczam tylko, ze moje uwagi odnosza sie do tamtych czasow.Obecnie nie mialabym takich zarzutow, bo teraz zeby sie na cos takiego naprac to naprawde trzeba CHCIEC sie nabrac.
        • kora3 Re: Wiesz Babo 02.05.13, 12:19
          baba67 napisała:

          .Oni ja znal
          > i jako narzeczona faceta , spotykali sie z nia w sytuacjach towarzyskich w firm
          > ie Tadka.MozeTadek nie byl najblizej tego alkoholika, ale byl jego wspolpracown
          > ikiem, byli tez inni ktorzy znali go lepiej.


          Wobec tego wg mnie nie zawinili tu - rozpoczynanie tego rodzaju dyskusji bez zachety z drugiej strony jest w ogóle nietaktem, a co dopiero z osobą mało znaną


          Dla mnie wszyscy sa po trochu odpo
          > wiedzialni za to co sie stalo.


          A dla mnie - nie
          • baba67 Re: Wiesz Babo 02.05.13, 12:59
            No wlasnie-ciekawa jestem pogladow innych.Ale tu zdania nie zmienie.
            Na pewno powiesilabym zasady SV na kolku i probowalabym nawiazac jakis kontakt z dziewczyna pod pretekstem zainteresowania kolkiem biblijnym lub czymkolwiek i nawiazalabym kontakt na tyle zeby jej to i owo zasugerowac.Na przykla nuezapowiedziaqna wizyte u ukochanego w weekend.
            Nie mysle o wypaleniu prawdy w oczy w kiblu na imprezie firmowej.Nie bylabym bierna, nie darowalaym sobie tego.
            • kora3 nie zrozum mnie źle, ale 03.05.13, 12:41
              pamietam z naszych tutejszych rozmów, ze pochodzisz z rodziny, w ktorej o osobistych sprawach ludzi rozprawia sie takze bez ich udziału i nie widzi sie w tym niczego zlego. Generalnie nie mam nic do tego, jak sobie w rodziniue ludzie ukladają stosunki, bo to ich sprawa, niemniej sadze, ze Twoje podejscie moze wynikać z po prostu wychowania.
              Absolutnie nie podejrzewam Ciebie, ani Twej rodziny o to, ze rozwijacie temat kogoś ze wscibstwa, jestem głęboko przekonana, że z zyczliwosci, czy troski.
              Jednakowoż zdaj sobie sprawe, że ludzie wyrośli i wychowali sie w róznych sroidowiskach i komuś, szczególnie osobie, ktora do weszej rodziny "weszła" z takiej, gdzie prywatne sprawy innych są swiętoscią tychze moglaby sie źle czuć w takim ukladzie i jesliby byla osobą mego np, pokroju, to dałąby temu wyraz.

              Miałam takie sytuacje i wiem, że są niezwykle niezreczne i krepujące, szczególnie, gdy masz do czynienia z osobami, co do których jestreś przekonana o ich dobrej woli i czystych intencjacj a MIMO to nie chcesz, zeby kolokwoalnie mówiac wtykaly nos w Twoje sprawy jednoczesnie wiedzac, ze jesli nie zdusisz ich zapedów w zarodku bedą drązyc dalej.

              W opisanej sytuacji naprawde nie uwazam by Anna i Tadeusz postąpili źle. Stopień zazyłosci z ową narzeczoną nie byl taki, by zaczynac z nią gadkę o osobistych sprawach. Tak, wiem - teraz znajomych od wspólnych imprez integracyjnych nazywa się "przyjaciółmi"smile, ale to naprawdę nie jest bliska relacja. A jedynie taka pozwala na to, by orientować sie czy dana osoba jest oszukiwana, ma problem itd.

              Kiedyś, lata temu pewnemu mojemu koledze zona nie dochowywała wiernosci. Chłopisko się o tym dowiedziało (nie pamietam jak) i wyprowadziło z domu. Rzecz działa się w sporym miescie, ale takim, gdzie mieszkalo i pracowalo wielu znajomych tej parki, tak z prac obydwojga, jak i studiów.
              Kiedy sprawa na jaw wyszła, gosc sie wyprowadził i jasne było, ze finał bedzie rozwodowy, zona kolegi przestala sie z romansem kryć i sporo ww. znajomych miało okazję widywać ją z nowym ukochanym w róznych sytuacjach. Jednoczesnie kolega ten z tego, że ma klopoty malzeńskie i jakie zwierzył się dosc scislemu gronu. No i calkiem spory odsetek wspomnianych znajomych uwazal za stosowne poinformowac go, ze zona go zdradza. Bardzo szlachetni i mili ludzie, ale gosc już o tym WIEDZIAL i kolejne zyczliwe informacje w temacie zaczely go wqrzać, bo nie mial ochoty z każdym byle znajomkiem rozprawiac o rozpadzie swego małżeństwa (co zupełnie moim zdaniem - zrozumiale). W pewnym mopmencie stwierdził, że chyba sobie zamowi koszulkę z nadrukiem "Heloł, ludzie! Wiem, ze żona mnie zdradza, podalem o rozwód!", zeby uniknąć kolejnych życzliwości.

              Zakładam, ze te zyczliwe osoby informowały go o stanie swej wiedzy z życzliwosci wlasnie. Ale nie byly z nim w takiej relacji, by im sie zwierzał i wiedziały o tym, ze on już dano WIE. Moze i chcialy dobrze, ale byly rownie mile widziane i sluchane, jak 144 osoba, ktora na wzznym bankiecie szepcze życzliwie do ucha glownej na nim postaci "Przepraszam, maoczko w pończosze (plamę na sukience, pekniety szew w spodniach)"
              • baba67 Re: nie zrozum mnie źle, ale 03.05.13, 12:57
                Moja rodzina rozprawia o innych ze wzgledow praktycznych.
                Znajomi rodzicow rozstali sie niespodziewanie i w paskudny sposob.Zwazywszy,ze mialam z dziecmi tych panstwa kontakt(mieszkalismy w okolicy, w Warszawie, nie w malym miescie) to oczywiscie taka informacje otrzymalam, zeby w razie spotkania z dziecmi ich nie urazic swoja nieswiadomoscia (bo co z tego ze nie chcialabym ich urazac).
                Z tego samego powodu przy kazdej zmianie pracy przysiadywalam sie dio najwiekszych plotkarzy potem niekoniecznie zazylosc kontynuujac.Po prostu wiedza w ten sposob zdobyta pozwalala mi uniknac gaf.
                Nie widze w tym nic zlego, mam natomiast zle doswiadczenia z osobami Twojego pokroju, zawsze uwazalam ze niesympatycznie wpuszczaly mnie w kanal nie informujac o wielu rzeczach z niecheci do mnie lub czystej zlosliwosci.Teraz oczywiscie tak nie uwazam, ale badz swiadoma jak mozesz byc odebrana z tej drugiej strony.
                Moge sie z Toba zgodzic ze osoba znana z imprezy nie powinna o czyms takim mowic. Totez ja bym probowala jakos zmienic status tej znajomosci.Osoba z kolka biblijnego ktora cos "niechcacy chlapnie" i obudzi czujnosc to juz cos.
                • kora3 Babo prosiłam :) 03.05.13, 13:29
                  Żeby mnie zrozumieć źle. Pisze to, bo mam wrazenie, ze jakoś tam jednak, poczułaś się urazona. A przecież wiesz, ze Cie lubię i szanuję i urazic nie chcialam. Próbuje Ci tylko uświadomić, że nie kazdy wyrasta w atmosferze własnie takiej i moze zachowania innych, wyniesione własnie poniekąd z domu i wynikające z zyczliwosci i pragmatyzmu (jak u WAs) odebrać źle, jako i Ty kiedyś z racji innego modelu, odbierałąś ludzi mego pokroju.

                  Prawdę mówić, to ja ani w pracy, ani nigdzie w towarzystwie nie staram się dowiedziec plot o ludziach. Rozumiem Twoje intencje, ale na serio uwazam, że nie muszę się dowiadywac wszystkich ciekawostek i pogłosek o ludziach nowo poznanych prywatnie (zawodowo nierzadko teżsmile), by nie palnąć gafy jakiejś. Moim zdaniem wystarczy jedynie NORMALNIE rozmawiac i sluchać.
                  Zwykle w normanych rozmowach z ludźmi wiele "wychodzi" bez pytań i sluchania plot na czyjś temat. Teksty typu "Moja zona pracuje w ..", "O, mój synek chodzi takze do tej szkoly", "Kiedy żyl mój nieboszczyk mąż", "Moja córka rodzila w tym szpitalu", "Mój zmarły ojciec też tam praktykował", "Moja była zona mieszka w " itd. pozwalają na dowiedzenie się wielu rzeczy bez pytań i chronią przed gafami. No chyba, ze ktoś ma zwyczaj walenia z grubej rury i wypytywania ludzi o wszystko.

                  Ostatnio poza miastem gdzie mieszkam, spotkałam młodego człowieka o nazwisku (nie jakieś b. popularne), które nosi pewiem moj znajomy mieszkający tutaj. Powiedziałam do młodego pana - "Spotkalam sie już z takim nazwiskiem, jakie pan nosi w X, gdzie mieszkam" to jest calkiem neutralne zdanie. Chłopak mógl np. odpowiedzieć "możliwe, to nie tak popularne, ale i nie tak rzadkie nazwisko" i zakończyć temat smile, ale odpowiedział: "Czy osoba, która nosi to nazwisko to nie jest przypadkiem Adam"? ja na to "Owszem" (bez komenty, bo przecież znany mi Adam moze byc nielubiany przez rozmówce. Tym,czasem "Co za traf! Mój brat ożenił się i osiadł w X. Nie pomyślalem, ze moga państwo się znać". A ja na top "No owszem, znamy się". "No to zadzwonię dziś do Adama i powiem mu, ze poznałem jego znajomą, ciekawe czy zgadnie o kogo chodzi"

                  W ten sposob wiem, ze rozmowca jest bratem mojego znajomego i nie są skłoceni smile wiec nie muszę zmilczać tematu pana Adama w rozmowie - proste? Proste
                  • baba67 Re: Babo prosiłam :) 03.05.13, 14:12
                    Nie czuje sie urazona, czuje natomist ze nadal nie rozumiesz o co mi chodzi.
                    Ciekawostki jak ciekawostki, sprawa uboczna, informacje najwazniejsze
                    -rozwody, zwlaszcza paskudne
                    - problemy zdrowotne a szczegolnie te zwiazane z nieplodnoscia
                    -wolne zwiazki, dzieci pozamalzenskie
                    -jakies szczegolner traumatyczne przezycia
                    I nike wypytywac, wlasnie po to wybieralam plotkarzyzeby nie musiec wypytywac. Kiedy wiedze nabylam zadnych innych szczegolow nie bylam ciekawa.
                    Oczywiscie ze najlepsza droga to sluchac a z czasem wszystko wyjdzie.Wyobraz sobie jednak ze wchodzisz w dosc bliska relacje zawodowa z ponad 20 osobami na raz. Zanim wszystko wyjdzie naturalnie, niezle mozna komus na odcisk nastapic.Zatem crash course...czemu nie.
                    • baba67 Naraz oczywiscie nt 03.05.13, 14:22

                    • kora3 Wiesz... 03.05.13, 14:25
                      Szczerze to ja zawodowo poznaje od groma ludzi, ale 20 w bliskiej relacji od reki? smile
                      No, ale załozmy smile No i?
                      I z tymi 20 osobami zaraz trzeba rozmawiać o ICH osobistych sprawach? No, a jesli nie o ICH rozmawiac, to mówienia o SWOICH unikać?
                      Znaczy co? Dowiedzialaś się, że Kowalska ma problem z płodnoscią, to nie mówisz przy niej "Mój syn coś tam", bo Kowalska zawału dostanie? Dowiadujesz się, że Nowak żyje w nieformalnym zwiazku i ma z niego dziecko, to nie mówisz "mój mąż" na swego meza tylko..?smile A jak Nowak jest kadrowym, to sklamiesz w kwestionariuszu w rubryce "stan cywilny"?
                      A jeśli Wisniewska pochowała niedawno kogoś bliskiego to nie powiesz, że bierzesz wolne, bo idziesz na pogrzeb wujka/sąsiada/ kolegi?
                      I Ty to tak praktykujesz, pamietasz i pilnujesz przy kim co mozna rzec? Jakoś nie wierze. I sensu nie widzę!
                      Rozumiem, ze dla roznych luydzi rozne rzeczy migą być przykre. Np. dla kobiety, co nie moze zajsc w ciąże wiedza o ciązy kolezanki/ widok jej w ciąży. No i co? Ma nie zachodzić, usunąć, jesli zajdzie, ukrywać zajscie? Nie popadajmy w paranojesmile
                      Nie trzeba o wszystkich wszystkiego wiedzieć, żeby unikac drazliwych sytuacji. Z pomocą tym, którzy nie weeali tego z mlekiem matki przychodza ...zasady SV. Nie zartujemy z dolegliwosci, traumatycznych przezyć, orientacji seksualnej, wyznania, czy jego braku itd, nie pytamy o osobiste sprawy, nie komentujemy tychże i spoko smile

                      Nie sądze, żeby kolezanka z pracy majaca problem z plodnocią obraziła się, gdy inna zajdzie w ciąze, albo powie, ze ją planuje. A jesli, to ma nierowno pod sufitem niestety
                      • baba67 Re: Wiesz... 03.05.13, 14:35
                        Tak, jest takie miejsce-szkola. Kto tam nie pracowal to nie wie, jak bliska jest to wspolpracai zazylosc, bo wydaje sie ze kazdy ma lekcje z klasami zatem te kilka przerw to co to za okazja do zycia towarzyskiego.
                        To tak tylko z zewnatrz wyglada-sa okienka, pokoj nauczycielski jest wspolny, na ogol nieduzy, wszystko sie dzieje "na patelni" zwlaszcza ze srodowisko babskie. To ze cedzisz informacje o sobie i raczej nic nie mowisz w trakcie ogolnych rozmow jest natychmiast zauwazone i i dystans gotowy. Jesli masz taka pozycje w grupie twoja praca zwlaszcza jako wychowawczyni jest bardzo trudna. Nie chce rozpoczynac dyskusji na ten temat, przynajmniej z moim udzialem, bo nie to chodzi.
                        Otoz od razu na poczatku sie wlaczasz, odslaniasz i wypowiadasz. Jesli czegos nie wiesz mozesz narobic smrodu. Tyle. Moze sie od 10 lat odkad nie ucze cos zmienilo ale tak bylo i obralam nalepsza taktyke. Oczywiscie w innych srodowiskach taktyka sluchania bedzie lepsza.
                        • kora3 :) 03.05.13, 14:48
                          Ja w szkole uczyłam przez rok matematyki, na studiach. Staralam sie przekazać uczniom wiedzę, szkola była prywatna, latało mi, czy bylby do mnie dystans. Nie praktykowalam Twego podejscia.
                          Teraz mam pewnien odsetek etatu na państwowej uczelni. Nie widze tego, o czym piszesz. Wiekszosc ludzi wykladających znam, ale na temat osobistego zycia jakichś, to wiem coś o paru - od nich, bo sie znamy pozauczelnianie. Moja praca podstawowa to nienormowany czas pracy i ludzie z którymi pracuję prawie (poza 2 osobami) 10 lat. Zespół jest maly. Bliskie kontakty mam z 1 kolezanką i 2 kolegami - czeste wyjscia po pracy, znajomosc z partnerką, zoną, męzem. Poza tym spoko relacja - wspólne calą redakcją wyjscia gdzieś tam, życzliwe stosunki, ale mimo, ze mozemuy swobodnie gadać nieograniczani przerwami i okienkami smile - nie muszę stosowac takiej techniki - wszystkoi co wiuem o moich współpracownikach - wiem od nich.
                      • baba67 Re: Wiesz... 03.05.13, 14:51
                        Nie opowiadam o cierpieniach wujka ze szczegolami bo maz kolezanki umarl na to samo.Opowiadanie o chorobach w rodzinie to popularny temat w pokoju nauczycielskim.. Nie Rozwodze sie nad szczesciem i radoscia calej rodziny z powodu mojej ciazy jesli kolezanka bezplodna jest pokoju nauczycielskim. Ciazy z jej powodu tez nie usuwam.
                        Jesli ktos zyje w zwiazku nieformalnym nie serwuje opowiastki (skadinad prawdziwej) o tym jak to facet z zyl ze swoja partnerka 3 lata twierdzac ze do malzenstwa nie dojrzal,po czym sie zachochal i w pol roku ozenil z kims innym.
                        osobie niewierzacej nie opowiadam o przezyciach pielgrzymkowych nawet jesli sa to czysto humorystyczne sytuacje bo moze to odebrac jako "nawracanie".To sa bardzo subtelne sytuacje. Pokoj nauczycielski to pole minowe.
                        • kora3 Re: Wiesz... 03.05.13, 15:00
                          baba67 napisała:

                          > Nie opowiadam o cierpieniach wujka ze szczegolami bo maz kolezanki umarl na to
                          > samo.Opowiadanie o chorobach w rodzinie to popularny temat w pokoju nauczyciels
                          > kim..


                          Ło matko, nauczycirele naprawde sa uwstecznieni intelektualniesad

                          Nie Rozwodze sie nad szczesciem i radoscia calej rodziny z powodu mojej c
                          > iazy jesli kolezanka bezplodna jest pokoju nauczycielskim. Ciazy z jej powodu t
                          > ez nie usuwam.


                          A ktoż sie znow tak rozwodzi? 4 moje kolezanki (2 urodziły po 2 dzieci) z redakcji były w czasie naszej wspolpracy w ciązy, nikt nie byl u nas bezpłodny (nic o tym nie wiem w kazdtm razie) i normalnie mówiły, ze są w ciązysmile

                          > Jesli ktos zyje w zwiazku nieformalnym nie serwuje opowiastki (skadinad prawdz
                          > iwej) o tym jak to facet z zyl ze swoja partnerka 3 lata twierdzac ze do malzen
                          > stwa nie dojrzal,po czym sie zachochal i w pol roku ozenil z kims innym.



                          A dlaczego? Jesli to jakiś topowy temat to dlaczego nie? A jesli masz w otocznou pare malzenską i na top[ie jest temat o rozwodach to nie wolno o tym gadac?smile Głupie

                          > osobie niewierzacej nie opowiadam o przezyciach pielgrzymkowych nawet jesli sa
                          > to czysto humorystyczne sytuacje bo moze to odebrac jako "nawracanie".To sa bar
                          > dzo subtelne sytuacje. Pokoj nauczycielski to pole minowe.


                          Raczej miejsce, gdzie ludzie nie jaa się czym zając, dotyczy to takze intelektu - sorry. Na kazdy temat DA się rozmawiac na pewnytm poziomie OGOLNOSCI. Dziw,. ze TEGo nie wiedza o zgrozo nauczyciele
                          • baba67 Re: Wiesz... 03.05.13, 15:03
                            Nauczyciele sa bardzo rozni. Wszyscy natomiast musza jakos odreagowac. Zreszta ja juz tam nie pracuje, ale nie z powodu nauczycieli.Pole minowe mi sie podobalo. Tak adrenalinka...
                            • kora3 Re: Wiesz... 03.05.13, 15:08
                              baba67 napisała:

                              > Nauczyciele sa bardzo rozni. Wszyscy natomiast musza jakos odreagowac. Zreszta
                              > ja juz tam nie pracuje, ale nie z powodu nauczycieli.Pole minowe mi sie podobal
                              > o. Tak adrenalinka...


                              nie gniewaj się Babo, ja wq pracy wolę prawdziwą adrenalinę. Ploty - nie moja bajka
                              • baba67 Re: Wiesz... 03.05.13, 15:14
                                Jak chcialas dobrze wspolpracowac z zespolem to sie musialas integrowac. Teraz chyba tez juz by mnie to nie bawilo.
                                • kora3 hehe 03.05.13, 15:29
                                  u nas kiedyś byl, raz taki konkurs anonimowy - z kim ci się najlepiekj wspoolpracuje? Wygrałyśmy ja, moja kolezanka bliska z oddzialu firmy i jeden wydawca. Na wqiekszosc pytań o wspołpracowników z natury prywatnej odpowiadalismy podczas gali :NIE WIEM. I to było prawdąsmile Chodziło o WSPÓLPRACE - chec pomocy w zawodowych sytuacjach, zrozumienie w prywantych, dyskrecję ... pewnie u nauczycieli byloby odwrotnie - plotkarze gorą smile
                                  • baba67 Re: hehe 03.05.13, 15:55
                                    Wlasnie nie, nie plotkarze, raczej osoby dosc otwarte i rozmowne.A rozmawiac o czyms trzeba. Jesli kazde zdanie jakie wyglaszamy o innych ludziach to plotka, to jestem arcyplotkara bo bardzo interesuje sie roznymi aspektami zycia i znam na ten temat wiele opowiesci typu archetypowego z pogranicza urban legend niekiedy.Takie opowiesci ciesza sie w pokoju nakwieksza popularnoscia procz chorob i dolegliwosci. Nikt nie powiada jak sie Kowalska z Tulipanowej zdradza meza z Wisniewskim ,to za banalne.Ploty mnie interesowaly tylko na poczatku w sensie uzytkowym.
      • nm.buba011 Re: Wiesz Babo 02.05.13, 13:22
        kora3 napisała:

        > Do tej pory kobieta ta nie odzywa si
        > e do niej, a po tym, jak jej dyskretnie powiedziala co wie ta zrobila jej karcz
        > emną awanturę z uwagami, by pilnowała swego nosa i nie rozbijala jej małzeńs
        > twa
        !

        - wspaniała uwaga.
        Mechanizm jest taki, że informujący, nawet z najszlachetniejszych pobudek, jednocześnie upokarza swoją informacją osobę informowaną.

        Król Kazimierz, jedyny z naszych monarchów z przydomkiem Wielkiego, topił w Wiśle posłańców przynoszących złe wiadomości. Zdawał sobie sprawę, że to tylko posłaniec, a jednak. Z wiadomości skorzystał, a posłańca utopił.

        W "Świecie według Kiepskich" lokatorzy atakują listonosza Edzia, bo on przynosi im rachunki do zapłacenia.

        Tak to działa. Dlatego s-v nakazuje nie widzieć i nie informować.
        • kora3 Bubo , to nietak, że ja bym nigdy nie poinformowal 02.05.13, 13:32
          a i nikogo.

          Gdyby szło o osobę mi bliską - poinformowalabym. I to bez względu na mozliwośc "zatopienia"smile Niemniej w przypadku ludzi niebliskich - nie. I
          • nm.buba011 Re: Bubo , to nietak, że ja bym nigdy nie poinfor 02.05.13, 13:49
            kora3 napisała:

            > a i nikogo.
            >
            > Gdyby szło o osobę mi bliską - poinformowalabym.

            - wspomniana zasada, działa szczególnie na... bliskich.
            Ona(ta wiadomość)... upokarza.
            Nigdy nie zostanie wybaczona.

            smile

            Myślałem, że myślimy podobnie.
            • kora3 Nie tylko zostanie "wybaczona" 02.05.13, 16:41
              ale i doceniona - wiem z doswiadczenia smile
          • bene_gesserit Re: Bubo , to nietak, że ja bym nigdy nie poinfor 02.05.13, 15:36
            Otoż to.
            W przypadku bliskich mamy glejt, upoważniający nas do mieszania się w ich sprawy - po pierwsze upoważnia nas charakter relacji, po drugie - wiemy o bliskiej osobie tyle, ze możemy ocenić, czy i jak jej nasze spostrzeżenia opisać. W przypadku niebliskich naprawdę trudno mi sobie wyobrazić telefonowanie do raz albo nigdy nie widzianej narzeczonej dalekiego kuzyna i relacjonowanie, czego też było się świadkiem i co niby ona na to. Brrrrr.

            Poza tym, jak pisałam i jak dowodzi tego twoja historia powyżej - wiele osób z różnych powodów woli nie wiedzieć. Po prostu i zwyczajnie. I nikt nie może im kazać chcieć.
            • irina_katodina Bene - a tak z ciekawości 04.05.13, 11:01
              bene_gesserit napisała:

              > Otoż to.
              > W przypadku bliskich mamy glejt, upoważniający nas do mieszania się w ich spraw
              > y - po pierwsze upoważnia nas charakter relacji, po drugie - wiemy o bliskiej o
              > sobie tyle, ze możemy ocenić, czy i jak jej nasze spostrzeżenia opisać. W przyp
              > adku niebliskich naprawdę trudno mi sobie wyobrazić telefonowanie do raz albo n
              > igdy nie widzianej narzeczonej dalekiego kuzyna i relacjonowanie, czego też był
              > o się świadkiem i co niby ona na to. Brrrrr.

              Gdyby to Twoje dziecko było tym niewiedzącym-o-niczym partnerem?

              Ty byś go/jej nie poinformowała, bo to nie Ty posiadałabyś stosowną wiedzę. Wiedzieliby ci, którzy byli na imprezie/współpracowali itp. z ewentualnym partnerem Twojego dziecka.

              Chciałabyś, aby je poinformowali? Czy wolałabyś, aby Twoja córka/syn obudzili się z ręką w nocniku oraz HIVem/syfem/jako współmałżonek alkoholika/itp.?



              >
              > Poza tym, jak pisałam i jak dowodzi tego twoja historia powyżej - wiele osób z
              > różnych powodów woli nie wiedzieć. Po prostu i zwyczajnie. I nikt nie może im k
              > azać chcieć.
              >

              A może założyłabyś, że Twoje dziecko PO PROSTU woli nie wiedzieć?
              Tak, tak, wiem, Ty znasz swoje dziecko, ale inni nie muszą. Dajesz im zatem pełne prawo do takiego założenia, że "nie chce wiedzieć"?
              • kora3 Nie jestem Bene, ale pozwól, ze przedstawię 04.05.13, 12:18
                swoj punkt widzenia.

                A zacznę moze od pytania. A gdyby TWOJE dziecko np. dowiedziawszy się czegoś takiego od kogoś nie wywaliło niedoszłego meza za dzrwi, tylko np. popełniło samobojstwo, to miałabyś Itino nadal takie samo zdanie, czy moze lekko już odmienne?

                Nie, no wiem, ze Twoje dziecko na pewno jest rozsadne i niczego takiego by nie zrobiło, ale nie kazdy tak ma no i nie kazdy tez zna swoje dziecko, a ludzie w nerwach i zawodzie milosnym rózne rzeczy glupie potrafia zrobić.

                To, że takie informacje mozna przekazywac tylko osobie, z którą jest sie w bliskiej relacji to nie tylko zasady SV, ale takze psychologiczne. W niezbyt bliskiej relacji nie wiesz, jak dana osoba moze zareagowac (w bliskiej też moze Cię zaskoczyć zresztą), a niezbyt bliska relacja nie daje mozliwosci okazania w tym momencie wsparcia komuś takiemu.

                Bardzo wazne jest też, by dowolna informacja przekazywana komukolwiek o kimkolwiek byla informacją PEWNĄ Irino. Tymczasem zdarza się nierzadko, że ludzie rózne rzeczy nadinterpretują, tłumacza sobie po swojemu, dopowiadają.
                Wspomniana tu przeze mnie dalsza znajoma widziawszy mnie pare razy w normalnej sytuacji na spotkaniu z gosciem uznała, że pewnie coś jest miedzy nami i trza mieć "ostrzec", ze on zonaty. A co byłoby, gdyby ta bezmyslna baba znalą zone tego pana i ją "naprowadzala" na to, że on się ze mna spotyka. A jesli ta zona byłaby o niego np. b. zazdrosna? Albo nawet nie bardzo, ale nie wiedziałaby, że pan ma ze mną relacje tylko zawodowe? Gotowa afera kochanasmile

                Uczestnik wspomnianej kawalerskiej imprezy stał przy pokojach hotelowych i zapisywał sobie kto z ktorą panienką na ile do jakiego pokoju wychodzi? Ma pewnosc ze pan młody przyszły wychodził, ma pewnosc ze bzykal sie ? JAkoś nie wierze, bo na tyle ludzi, ile było na tej imprze on nie znając wiekszosci z nich pewnie nie poznały ich na ulicy nazajutrz. Jedyne co ów osobnik wie na pewno, to to ze na imprezie były panny obyczajów nieciezkich smile Kto z kim ile razy - nie wie. A niesłuszne posadzenia o rzeczy mniejszego kalibru niż zdrada przyszłej zony z prostytutką mogą zaboleć i zniszczyć wiele spraw.

                Sama czegoś takiego doswiadczylam. Otóż na pewnej imprezie niespodziewanie spotkalam mojego kolege ze studiów. Na studiach bylismy w jednej "paczce" znajomych, ale po nich on przeniósł się do innego miasta i kontakty się zerwały. Ucieszyłam się widzac go na weselu mej kuzynki smile - okazało się, że jego narzeczona to jej kolezanka.
                Było mi bardzo nieprzyjemnie, kiedy mnie zignorował i na moje radosne powitanie go wycedzil tylko "czesc". Nie bylo powodu, by się na mnie obrazał, czy miał do mnie zły stosunek. Tak wówczas myslalam.

                Tymczasem ja bylam niedlugo po rozstaniu nieformalnym jeszcze z moim eksmezem a na weselu bylam z moim nowym partnerem życiowym. Zwiazałam się z nim b. predko po rozstaniu z bylym mezem, nieoczekiwanie hehe dla siebie nawet. Ale było to PO ROZSTANIU z eksem już i ten pan nie był przyczyną naszego rozstania. Dla moich przyjacioł i znajomych ta informacja byłą oczywista, a dalszym nie miałam zamiaru się zwierzac.

                Zdegustowana zachowaniem kolegi zapytałam go dyskretnie i normalnie czemu zawdzieczam jego tak niemiły stosunek do mnie. Powiedział mi: bo nie podoba mu się to, ze zostawilam swego meza dla kochanka. Mój eksmaz byl z nami na roku, wiec panowie sie znali. Zapytałam skąd posiadl taką informację, to zeznał, że tak mu powiedział inny kolega, ktory z tymze kochankiem mnie widywał niedlugo po rozstaniu z mezem. No i on sam teraz widzi, ze to prawda, a on czegoś takiego nie popiera i w ogóle.
                Nie kiałam zamiaru tłumaczyć się nikomu ani z przyczyn mego rozstania z mezem (inne niż zdrada z dowolnej strony), ani z mojego nowego zwiazku, ani czasu jego ze tak powiem zaistnienia. Powiedziałam jedynie koledze, że przykro mi, ze tak mnie ocenia i ze sie myli.
                Przeprosił mnie kilka dni po weselu. Jego narzeczona, a kolezanka mej kuzynki, wydebila od tej ostatniej info jak było naprawdesmile Przyjełam przeprosiny, ale kwas pozostal i z tym kolega juz ochoty nigdy spotkac się nie mialam ...
                • baba67 Re: Nie jestem Bene, ale pozwól, ze przedstawię 04.05.13, 13:17
                  Facet byl o prostu nawiedzony.Nawet gdybys sie zwiazala z dwoma panami na raz i to w czasie trwania malzenstwa nie mial prawa Cie oceniac tylko na podstawie jakichs plot.
                  • kora3 Hmmm no ale Babo 04.05.13, 13:25
                    zasadnoczo MAMY prawo nie utrzymywac kontaktow np. towarzyskich z kimś, kto nam nie odpowiada. A nie odpowiadać moze także dlatego, że negatywnie oceniamy jakieś tej osoby postepowanie.
                    Mamy prawo sobie je oceniać na wlasny użytek smile

                    Jeden zerwie z kimś stosunki kolezeńśkie, gdy dowie się, że ten ktoś np. bije zonę, innny - gdy dowie się, że zonę zdradza, a jeszcze inny, gdy dowie się, że oszukuje USsmile
                    • baba67 Re: Hmmm no ale Babo 04.05.13, 14:00
                      No tak, ale moze wypadaloby miec pewne zrodla informacji?
                      Zanim sie podejmie taka decyzje?
                      • kora3 No własnie o to szlo :) 04.05.13, 14:21
                        rzecz cala w tym, że ludzie informujący i informowani o różnych sprawach zwiazanych z zyciem innych niekoniecznie mają swe info z pewnych źrodel. Mimo to ochoczo je kolportują i ich słuchają.
                        Znów poproszę o nieobrazanie się, ale wspomniałaś o tym, ze w srodowisku swej pracy (dla mnie mocno specyficznym pod opisanym wzgledem) z czystymi intencjami (zeby kogoś nie urazic, nie strzelić gafy itd.) wysłuchiwałaś relacji plotkarzy (bo najlepiej poinformnowani) o innych.
                        Zpewne mialaś przekonanie, ze to najlepsza taktyka, ale popatrz na to logicznie: kto sie na serio zwierza plotkarzowi? No nikt z mozgiem. Zatem plotkarz swe informacje na ogół ma z innych niż pierwsze zainteresowane, prawdopodobnie licznych smile - źródeł ora pewnie także swoich wlasnych hmm przemyśleń.

                        No i od takiego plotkarza dowiadujesz się, że ..."Korcia, wiesz ktora, jest w trakcie rozwodu (prawda). Wyrzucila swego meza z mieszkania (nie wyrzuciła - wyprosiła ze swojegosmile), bo ma kogoś (aktualnie "ma kogoś" faktycznie, ale przezd wyproszeniem - nie miala). A chlop dobry (hmmm), nie pije (prawda), nie bije jej (prawda), pracuje (prawda), religijny (prawda). Za dobry był dla niej, zawsze jak tu do firmy do niej przyszedl to "moja zona kochana", "moje serce" (prawda smile), a ta mu taaaaki numer wyciela! Ma kochanka (no prawda - byłąm jezcze formalnie mezatka wchodzac w zw. po rozstaniu z mezem) i wcale się z tym nie kryje (czesciowo prawda) i nie wstydzi (prawda., nie miałams ie czego wstydzić)".

                        Czujesz bluesa Babo? Wiekszosc z tego, co ta osoba Ci mowiłaby to PRAWDA. A mimo to calośc interpretacji sytuacji jest nieprawdziwa. Jasne, Ty tego słuchalabyś tylko ot tak i myślala "A ja tam nie wiem, jak bylo, moze kiedy poznam Korcie blizej sama mi powie" ale zastanów się ILE byloby takich osob? I czy na serio nie pomyslalabyś sobie jakoś tam ocennie o osobie, która w miesiac po nieformalnym rozstaniu z mezem niepijakiem, nieagresorem, zawsze do niej grzeczniutkim pokazuje się z innym i wielce zakochani? Nie przyszłoby ci jako pierwsze do glowyy, że ten pan i owo zakochanie to głowne powody rozstania z biednym mezem, który teraz wydzwania do firmy, a Korcia go unika?
                        Przyszłoby Babo na 99 proc. A plotkarz szczegółów z zycia KOrci nie znałby, nie wiedziałby, jak bylo naprawde, bo z takich spraw, jakie były to Korcia mogła sie zwierzyc naprawde tylko osobom bliskim i dyskretnym...
                        • baba67 Re: No własnie o to szlo :) 16.05.13, 07:25
                          Ja rozumiem o co Ci chodzi.Ale zapewniam Cie, ze chodzilo mi o ogolna orientacje w terenie.Mialam juz ok 30tki ,co dawalo mi dystans do tego co sie o kims opowiada.Nie kolportowalam po swojemu.
                          Korciu,zrozum,bylam zdesperowana.Nie wiem,czy byla to kwestia pecha czy mojego charakteru,ale przedtem czy na studiach czy w pierwszej pracy ja bylam ta co nic nigdy nie wie i jak juz chlapnie...Nie mialam wyjscia i dzialalo.
                          • kora3 No może ja mam inne doświadczenia 16.05.13, 08:32
                            moze to kwestia środowiska. Prawde mówiąc obracam się w najróżniejszych, ale na co dzień tj. w pracy mam raczej niewścibskich ludzi (poza jedną kolezanką, która na szczescie juz z nami nie pracuje - wszytsko o wszystkich chciała wiedzieć)
              • bene_gesserit Re: Bene - a tak z ciekawości 16.05.13, 00:39
                irina_katodina napisała:

                > Gdyby to Twoje dziecko było tym niewiedzącym-o-niczym partnerem?
                >
                > Ty byś go/jej nie poinformowała, bo to nie Ty posiadałabyś stosowną wiedzę. Wie
                > dzieliby ci, którzy byli na imprezie/współpracowali itp. z ewentualnym partnere
                > m Twojego dziecka.
                >
                > Chciałabyś, aby je poinformowali? Czy wolałabyś, aby Twoja córka/syn obudzili s
                > ię z ręką w nocniku oraz HIVem/syfem/jako współmałżonek alkoholika/itp.?

                > bene_gesserit napisała w cytowanym przez irinę_katodinę powyżej poście:
                >
                > > W przypadku bliskich mamy glejt, upoważniający nas do mieszania się w ich
                > spraw
                > > y - po pierwsze upoważnia nas charakter relacji, po drugie - wiemy o blis
                > kiej o
                > > sobie tyle, ze możemy ocenić, czy i jak jej nasze spostrzeżenia opisać.
    • kora3 Bardzo "wazna" informacja Babo :) co Ty na to? 03.05.13, 13:08
      Otóż jak wiesz zapewne moja praca polega na kontaktach z ludźmi.
      Od jakichś 2 miesiecy mam zawodowy kontakt z pewnym człowiekiem. Zwykle spotykamy sie w kawiarniach. Z racji faktu, ze obecnie jest ciepło, także w kawiarnianych ogrodkach. Moje spotkania z tym panem nie stanowią tajemnicy zawodowej dodam.

      No i moja pani jakieś 10 dni temu pewna znajoma zyczliwie niewątpliwie poinformowala mnie, ze ów pan jest zonatysmile Skadinąd wiem o tym, bo czasem, jak to w zyciu poza czysto zawodowymi sprawami wymienilismy parę prywatnych uwag. Ale to bez znaczenia. Ta znajoma po prostu mnie OBRAZIŁA. Bo jej informacja z punktu widzenia zawodowego dla mnie nie ma zadnego znaczenia, a wiec musiała mówić to w kontekscie prywatnym, a skoro tak, to byla to sugestia jakoby mnie z osoba, z która mam powiazanie zawodowe lączyly jakieś damsko-meskie sprawy co w naszej relacji jest absolutnie NIEDOPUSZCZALNE.

      Prosto mówiąc babsko widzac nas razem pare razy w kawiarni w sytuacjach całkowicie pozbawionych zabarwienia damsko-meskiego uznało, ze gosc mnie moze podrywa, albo ja jego, a ze jest zonaty, to trza mnie "ostrzec". Moze i nie miała zlych intencji, moze i nie wiedziala ze mam z gosciem relacje zawodową (nbie kazdy musi zaraz wszystko czytac i oglądać w TV), ale i tak jej uwaga byla bezczelna i od czapy. Dodam, ze to tylko znajoma i nic jej nie upowazniało,ani do takich "ostrzezeń", ani do ewentualnego pytania: "Czy coś Cię moze łączy z panem X, pytam, bo widziałam Was pare razy razem?". Nie obraziłam się na nią, tylko dlatego, ze uznałam, ze jest zwyczajnie zbyt głupia, by pojęłą dlaczego sie obraziłabym smile Ale wspólnego z tą panią nic mieć już nie chce, skoro dla niej widzenie ze 3 razy pary ludzi razem przy kawie, to powod do onformowania o stanie cywilnym tychze. Z kołtunami sie nie zadajesmile
      • baba67 Re: Bardzo "wazna" informacja Babo :) co Ty na to 03.05.13, 14:05
        Pani sie zachowala po prostu okropnie.Jednak powiem Ci co ja bym zrobila widzac znajoma (szukajaca szczescia w milosci) kilka razy z jakims panem o ktorym wiem ze jest zonaty.
        Nie wspomnialabym ze ja widzialam z panem, za to przy najblizszej okazji wymyslilabym jakas wypowiedz gdzie umiejetnie zostalaby przemycona informacja ze pan zone ma.
        Dla humanistki to pikus.
        -Wiesz szukam nowego kostiumu a zachorowalam na jeden , nie wiem czy znasz pania Kasie, wiesz zone tego Kwiatkowskiego co to nam ksiegowosc robi...ona taki ma...i tak w ten desen.
        Przekazywanie informacji nie jest zlem samym w sobie-trzeba tylko wiedziec komu i jak.
        • kora3 Hmmm 03.05.13, 14:29
          Babo, pomijając już fakt, ze ja szcescia w miłosci nijakiego nie szukam (jestem w udanym zwiazku) i ta pani to wie, uwazam, ze nawet gdyby nie wiedziala i podejrzewała poszukiwanie, to jest nie jej sprawa moja droga.
          A skąd baba taka wie, że ja NIE WIEM, ze pan jest zonaty? Skąd wie, ze mi romans z zonatym nie odpowiada? A moze WIEM i mi odpowiada?smile Moje prawo? Mojesmile A jej nos w sos, a nogi w pierogi kochana.
          • baba67 Re: Hmmm 03.05.13, 14:42
            No pisze przeciez , ze zachowala sie okropnie, sama tez bym sie obrazila.
            • kora3 Ale ja się NIE obrazilam 03.05.13, 14:51
              z rzetelnosci powiedziałam chamce, ze się źle zachowała, ale sadze, ze przy tym stopnbiu kołtuństwa i głupoty nie pojęło toto w czem dieło.

              Ja ci usiłuje pokazać, że stopień jej relacji ze mną NIE jest taki, żeby musiała mnie "ostrzegać" bez względu na to, czy miała powód w postaci podrywu na linii pan-ja, czy nie smile
              • baba67 Re: Ale ja się NIE obrazilam 03.05.13, 14:53
                Guzik ja to powinno obchodzic.Moja historia jest z innych czasow i ma inny kaliber. Technologia wszystko zmienila.
                • kora3 Guzik prawda Babo 03.05.13, 15:04
                  To, ze teraz wiele mozna sie dowiedziec z portali spolecznosciowych, czy wysłac komuś anonima mailem, czy smysem, niewiele zmienia.
                  • baba67 Re: Guzik prawda Babo 03.05.13, 15:11
                    Tylko tyle ze teraz oszukany jest ten kto naprawde chce. Dziewczyna z historii duzych szans nie miala.Facet jej opowiadal ze w weekendy jedzie do rodziny na wies gdzie telefon jest tylko u soltysa(byly takie wsie, nawet spora liczba),warunki do wziecia jej za soba zadne, a prawda byla taka ze kupowal kilka flaszek, zamylkal sie w domu i pil sam lub z zaufanymi kumplami.
                    Wyobrazasz sobie normalna osobe ktora by cos takiego teraz lyknela? Zero kontaktu przez komorke weekend w weekend?
                    • kora3 Tak wyobrazam 03.05.13, 15:33
                      zalezy co mialaby taka osoba robic zawodowo, albo hobbystycznie. Spróbuj się dodzwonić do mojego faceta, jak uprawia swe hobby (wcale nie udajesmile), albo pracuje poza papierami. Dać Ci numer?
                      • baba67 Re: Tak wyobrazam 03.05.13, 15:41
                        Ale sprawdzilas to jakos, prawda?Wiesz ze tak jest.
                        • kora3 Re: Tak wyobrazam 03.05.13, 15:59
                          no specjalnie nie sprawdzalam. Wiem, ze z reguły wylącza sie komóre w samolocie, albo nie ma zasiegu. Ale można se wyłączyć w czyims łozkusmile

                          Bylam kilka miesiecy zdradzana przez eksfaceta i NICZEGO nie pod3ejrzewałam, nic nie dzialo sie INACZEJ, niz zwykle - specyfika pracy smile w czasach komórek, satelit itede
    • gazeta_mi_placi Re: Informowanie 03.05.13, 14:04
      Bardzo niechlujny post, brak polskich liter, brak znaków przestankowych, zero kultury dla muszących czytać te wynurzenia.
      • baba67 Re: Informowanie 03.05.13, 14:19
        Jak gazeta placi to sie czasem trzeba pomeczyc. Nic za darmo.
    • kora3 Powaznie Babo - odpowiedz 03.05.13, 15:24
      Wiesz , jak bylo ze mna i eksmezem Babo.

      Czy do niego mozna mieć jakies pretensje, ze nie nie "poinformował"? I tak i nie. On wierzył, ze jest zdrowy, a tamta diagnoza byla mylna. Ale wiedzial, ze byla i mógł poinformować, ze byla i jego zdaniem mylna. Do jego rodziców, siostry, szwagra, stryja, ciotek? Rodzice, siostra i szwagier o diagnozie wiedzieli - wszyscy sa wyksztalconymi ludźmi, wiedzieli, ze taka choropba delikatnie mówiąc, nie rozejdzie się po kosciach. Ale byli zaangazowani religijnie, moze wierzyli, ze naprawde diagnoza była błędna?
      Ludzie ze wspolnoty mego eksa - byli w wiekszosci wyksztalceni i swiadomi jaką mial diagnoze, ale zaangazowani religijnie - wierzyli, że diagnoza byla bledna.

      Alkoholik z Twej opowiesci mogł zdeflorowac po slubie owa pobozną 30- latke smile i spuscić jej manto ewentualnie, moj eksmaz mógl mnie zabić i nic by mu a to nie groziło - zółte papierysmile

      Jednak ja nie umiem tak zdecydowanie obwinić kogoś za brak informacji, a tych ludzi bylo sporo - zdrowych i wyksztalconych, wiedzieli czym to grozi. Rodzina eksa wiedziala, ze nie powiedial o diagnozie, "przyjaciele" ze wspólnoty - nie wiem

      • baba67 Re: Powaznie Babo - odpowiedz 03.05.13, 15:49
        Nigdy (chyba ze na lozu smierci) nie wybaczylabym rodzinie osoby chorej psychicznie ze mnie o tym nie poinformowala.Dla mnie jest to na pograniczu przestepstwa.
        Rujnowanie komus zycia albo jego czesci w imie pozbycia sie problemu.Jesli lepiej Ci sie zyje usprawiedliwiajac tych podlych ludzi to oczywiscie masz takie prawo, ale nie oczekuj ze inni beda patrzec na nich tak samo.
        Oczywiscie ze chory wierzy ze wszystko z nim wlasciwie w porzadku-do niego bym pretensji nie miala.
        Gdyby alkoholik zdeflorowal to uniewaznienie byloby trudniejsze i drozsze, ale wciaz mozliwe.
        • kora3 Babo piszesz, jak ciemni katolicy :) wybacz 03.05.13, 16:38
          Mowa nie o poniżzycxh zdaniach, tylko dalszej wypowiedzi, zeby jasnosci była

          baba67 napisała:

          > Nigdy (chyba ze na lozu smierci) nie wybaczylabym rodzinie osoby chorej psychic
          > znie ze mnie o tym nie poinformowala.Dla mnie jest to na pograniczu przestepstw
          > a.


          Nie jestem katoliczką, jako chyba i Ty (wnosze z wypowiedzi), ale nie jestem msciwasmile

          > Rujnowanie komus zycia albo jego czesci w imie pozbycia sie problemu.Jesli lepi
          > ej Ci sie zyje usprawiedliwiajac tych podlych ludzi to oczywiscie masz takie pr

          Mnie tro od dawna lata osobiscie, podałam jako przyklad do rozwazań. Nawet nie wiem, czy ci ludzie żyją



          > awo, ale nie oczekuj ze inni beda patrzec na nich tak sam


          > Gdyby alkoholik zdeflorowal to uniewaznienie byloby trudniejsze i drozsze, ale
          > wciaz mozliwe.

          >

          Babvo, z tego zdania wnosze, ze nie jesteś katoliczką, albo taką ewentualnie, która nie zna się za bardzo prawie kanonicznym. Wybacz, ale dla mnie katolik, który się wypowiada w tej mierze bezwiedzy jest "ciemny", innowierca, niewierzacy tewż, ale waga jego ciemnoty jest mniejsza.

          Zakladam, ze Ty katoliczką nie jestes i wiedzieć nie musisz, ale skoro piszesz, to znaj zasady.
          Otoż defloracja maloznonki a raczej jej brak ma kluczowe znaczenie przy orzeczeniu niewaznosci małzeńśtwa, ale akurat nie w takim przypadku. Uniewaznienie małzeństwa sakramentalnego w KRK jest niezwykle rzadkie, przeprowadzane przez Watykan albo organ reprezentrujący bezposrednio (np. nuncjusz) i wynika faktycznie zwykle (nie zawsze) z tzw. niedopełnienia małżeńśtwa, czyli po naszemu mówiąc - braku konsumpcji tegoż.
          Tyle tylko, że ów brak konsumpcji musi być BEZPROŚREDNIĄ przyczyną wystąpienia o uniewaznienie.
          Zwykle chodzi w takich sprawach o impotencję małoznka, niewyleczalną pochwicę małzonki, albo nieusuwalny lęk któregoś z malzonków przed seksem, ewentulanie aseksulizm przynajmniej jednego z nich lub nieusuwalny wtret fizyczny któregoś do drugiego.
          Zwykle nim orzecze się uniewaznienie sakreamentu w ww. sytuacjach badane jest, czy para próbowała coś z tym robić, leczyć, poddawac się terapii.

          W opisywanym przez Ciebie przypadku nie ma o czyms takim mowy. To, ze małzeńśtwo nie zostało skonsumowane, jest sprawą piąta smilerzedną i nie ma znaczenia. Bo brak konsumpcji n ie wynikal z niemoznosci, czy niecheci do tejze.
          Mowa moze być tez w związku z tym o stwierdzeniu niewaznosci, a nie uniewaznieniu małżeńśtwa. Procedure te prowadzi nie Watykan, a Kuria (zwykle ta, w ktorej wzieto slub, ale niekoniecznie, konkretnie sad biskupi) a [powodem wq tym przypadku byłoby zatajenie nalogu, który utrudnia, albo uniemozliwia stworzenie wiezi małzenskiej przez jednego z malzonków.
          Czas orzekania w tej sprawie w duzej mierze zaleny byłby/był od checi współpracy drugiej strony oraz zeznan i wiarygodnosci swiadków zeznającuych za niewaznoscią.
          Z kosztami takich procesow to mit - standardowy to ok 1000 zeta, chyba, ze ktos wynajmuje prawnikasmile
          NAPISAŁAM TO WSZYSTKO Z RZETELNOSCI - PONIEKĄD JAKO BIERNA RACZEJ STRONA UCZESTNICZACA W PROCESIESTW. NIEWAZNIOSCI I NIEKATOLICZKA. Po prostru ludzie nie wiedza co i jak i powtarzają mity smile
          • baba67 Re: Babo piszesz, jak ciemni katolicy :) wybacz 03.05.13, 19:04
            Jestem, jak najbardziej,Na pewno mozna uniewaznic slub jesli sie udowodni ze druga strona ukrywala uzaleznienie nawet jesli konsumpcja byla.Tyle tylko zre sie to ciagnie i w zwiazku z tym wiecej kosztuje.Gdzie tu moja ciemnota?
            • baba67 Re: Babo piszesz, jak ciemni katolicy :) wybacz 03.05.13, 19:09
              Aha, w tym wypadku akurat wystarczylo zaswiadczene o braku konsumpcji, tu rzeczywiscie nie znam dokladnie paragrafu .
              I nie jest prawda ze uniewaznienie to cos niezwyklego, ale 20 lat temu bylo.
              • kora3 Re: Babo piszesz, jak ciemni katolicy :) wybacz 03.05.13, 20:44
                baba67 napisała:

                > Aha, w tym wypadku akurat wystarczylo zaswiadczene o braku konsumpcji, tu rzecz
                > ywiscie nie znam dokladnie paragrafu .


                smile Niemozliwe Babo, chyba ze oszkukano przedstwaiciela Watykanusmile

                > I nie jest prawda ze uniewaznienie to cos niezwyklego, ale 20 lat temu bylo.


                Oweszem, UNIWEAZNIENIE to rzadkosc - Ty nadal mylisz to ze stwierdzeniem niewaznosci. smile
            • kora3 Mylisz sie Babo 03.05.13, 20:41
              baba67 napisała:

              Na pewno mozna uniewaznic slub jesli sie udowodni ze dr
              > uga strona ukrywala uzaleznienie nawet jesli konsumpcja byla.


              Nie, nie mozna. Bo nie mowimy o SLUBIE. Slub to zwyczajnie ceremonia, natomiast w KRK małzeństwo jest SAKRAMENTEM (podkreślam to, bo np. u protestantów - nie jest nim). Nie mozna "zdjąc" z czlowieka ważnego sakramentu, obojętnie jakiego. Osoba ochrzczona waznie np. pozostaje ochrzczoną, nawet jeżeli wystapiła oficjalnie z KRK. O tym, czy dany sakrament jest wazny decyduje spełnienie pewnych warunkow. Warunki te zwarte są w Prawie Kanonicznym i dotycza zarowno wymogow po stronie Kosciola dla danego sakramentu, jak i tych lezacych po stronie wiernych/wiernego. Jesli nie zostaną spełnione sakreament jest nieważnie udzielony, czyli tak, jakby go NIE BYLO wcale.

              Jedynym przypadkiem., kiedy WAZNY sakrament można UNIEWAZNIC (czyli uznać , że byl, ale się go "zdejmuje) jest sytuacja niedopełnienia, czyli braku konsumpcji Babo. Tylko, że powodem niedopełnienia MUSI być, jak napisalam wczesniuej sam fakt niemoznosci, albo niechęci odbycia stosunku cielesnego przez przynajmniej jedno z małzonków.

              W opisanej przez Ciebie sytuacji to nie miało miejsca, a dziewictwo młodej (stazem) zony - znaczenia kanonicznie, bo nie wynikalo ono z ww. powodów


              Tyle tylko zre sie
              > to ciagnie i w zwiazku z tym wiecej kosztuje.Gdzie tu moja ciemnota?



              Oj zaraz tam ciemnota, tak mi sie napisało, przepraszam. A tudzież za przeproszeniem - mozesz podac mi źródło wiedzy wg której napisałaś powyższe zdanie o kosztach i czasie trwania? Serio pytam, bo jako uczestnik takowego procesu (stwierdzania niewaznosci) jalko strona pozwana interesowałam się tematem i uwazam, że powielasz stereotypy, a nie przekazujesz wiedze w tym temacie - wybacz - bardzo proszę
              • baba67 Re: Mylisz sie Babo 03.05.13, 21:00
                Nie mam pretensji do przekazywania wiedzy w tym temacie bo jej nie posiadam.Oczywiscie chodzilo o stwierdzenie niewaznosci , nie wiedzialam ze to jakas roznica.I na pewno zatajenie nalogu moze byc powodem takiego stwierdzenia, Swoja droga ciekawe po co Twojemu bylemu stwierdzenie niewaznosci? Rodzinka znow zamyslala zeby go wcisnac jakiemus naiwnemu dziewczeciu?
                • kora3 Re: Mylisz sie Babo 03.05.13, 21:40
                  baba67 napisała:

                  > Nie mam pretensji do przekazywania wiedzy w tym temacie bo jej nie posiadam


                  Cieszę się
                  .Oc
                  > zywiscie chodzilo o stwierdzenie niewaznosci , nie wiedzialam ze to jakas rozni
                  > ca


                  Spora

                  .I na pewno zatajenie nalogu moze byc powodem takiego stwierdzenia,


                  Niewiatątpliwie - nie tylko moze byc, a JEST

                  Swoja dro
                  > ga ciekawe po co Twojemu bylemu stwierdzenie niewaznosci? Rodzinka znow zamysla
                  > la zeby go wcisnac jakiemus naiwnemu dziewczeciu?


                  Hmmm no o to nalezałoby pewnie spytać jego i jego rodzinę. Jesli o niego samego chodzi Babo, to sadze, że złożył pozew NAPRAWDE wierzac, że OBOJe biorac śluby byliśmy niezdolni do bycia małzonkami (taki powod podał w pozwie) tak jak naprawde wierzył, ze jest zdrowy, a tamta diagnoza byla mylna.
                  To jest człowiek chory i trudno go za to winić.
                  Jego choroba "wyszla" podczas standardowych badań psychilogicznych w trakcie procesu wlasnie, wczesniej o niej nie wspomniał w pozwie, bo on naprawdę uwazał ją za niebyłą. Pomimo tego ze wyszla i że ją ukrywał, proces zaczał się od nowa, bo jest w nich zasada, ze stw. niewaznosci moize nastapic wowcas, gdy rozpoznanie literalnie zgadza sie z pozwem (ciekawostka taka) o wznowienie z podaniem wlasciwego powodu wystąpil on.
                  Dodam, że najprawdopodobniejsze orzeczenie czyli stwierdzenie niewaznosci naszego małzeństwa sakramentalnego z powodu choroby mego eksa i jej zatajenia przede mna nie przekresla wcale z urzedu jego szans na ewentualne powtórne poślubienie kogoś kościelnie. Zalezy, w jakim stadium jest jego choroba (czy uniemozliwia tworzenie wiezi mazłeńśkiej na teraz). No i MUSI juz zawiadomic ewentualną przyszłą małżonkę o chorobie i jej objawach.
                  O ile wiem, nie miał on i nie ma jakiejś innej kobiety (poza romansem z pewna pania, ale z nią szans na saskramentalne małzeństwo nie było, bo miała ona meza poslubionego w kosciele i rzecz dziala sie w trakcie już procesu, a poczatek miał on na poczatku roku 2007. Wiem o tym od meza pani, który znalazl mnie na portalu społeczenosciowymsmile)). Sądze, ze wniosł o orzekanie niewaznosci, bo miał przekonanie, że jako katolik nie powinien godzić sie na rozwód. Poczatkowo zresztą się nie godził, ale przekonałam go, ze tak czy owak otrzymam rozwód, a jesli sie zdenerwuje, podam o orzeczenie jego winy smile Dla niego miało to chyba mistyczne znaczenie- skoro malzeńśtwo niewazne, to go nie było i nie miał grzechu godzac sie na rozwod w swieckim sadziesmile

                  Tak sądze, ale na serio to nigdy nie pytalam smile
                  • baba67 Re: Mylisz sie Babo 03.05.13, 22:08
                    No tak, to moglo byc to mistyczne wytlumaczenie.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka