ach_dama_byc_z_kanady
29.06.13, 03:11
Moja kolezanka ktora wlasnie wrocila z PL byla bardzo zaskoczona taka sytuacja:
u rodziny u ktorej mieszkala, taka wyszywana torebke - tego typu (tylko nie taka ladna)
torebka
obsiusial jej kot.
Torebka lezala w walizce, sama walizka byla na szczescie "na wszelki wypadek" wylozona duzym workiem plastykowym wiec ciuchy sie po prostu wypralo ale torebke - chciala oddac do pralni.
Czy do chemicznej czy jakiej nie wiedziala, myslala ze dowie sie na miejscu
tymczasem ku swojemu ogromnemu zdziwieniu uslyszala: "no co ty, przez kota obsikana torebke
chcesz dac do pralni!? nie wypada!"
Kolezanka zbaraniala. w koncu od czego sa pralnie jak nie od prania rzeczy "niewypieralnych"
w domu?
Ja uwazam ze jak najbardziej mogla chociaz pojsc i spytac czy przyjmuja "takie rzeczy".
Ona na wszelki wypadek zrezygnowala, torebke jakos tam uprala sama ale deczko bylo czuc dalej .
Po praniu, podczas schniecia kolory puscily, wygladalo to okropnie - skonczylo sie na tym ze torebke ostatecznie wyrzucila. dobrze choc tyle ze nie byla to droga torebka.
To jak z tymi pralniami w PL? wypada czy nie dawac "takie rzeczy"? bo ja bym sie tu nie wahala oddac zasikanej przez kota torebki. malo tego bym oczekiwala ze jako pralnia maja jakies cuda niewida odwabiajace kocie perfumki...
Inaczej jaki w ogole sens ma pralnia??
Minnie