kora3
11.01.14, 16:26
Chciałam nawiązać do wypowiedzi Baby z innego watku. Pisała ona o osobach "dyskretnych", które to chętnie słuchają o sprawach innych, ale same o osobie nic nie mówią. Odpowiedziałam babeczce w tamtym watalku, ale chyba umknęło z powodu liczby postów, zresztą chciałam poznac opinię na temat nie tylko Jej.
Otóż nie za bardzo wiem skąd biorą się dwie sprawy:
1. Utożsamianie osob dyskretnych z osobami skrytymi
2. Oczekiwanie, że jeśli samemu ma się ochote komus/przy kimś mówic o sobie, ten ktoś obligatoryjnie MUSI mieć tak samo.
Ad 1. Osoby dyskretne nie mówią nieupoważnione o sprawach innych ludzi - wszystko jedno, czy dowiedziały się o nich od samych zainteresowanych, czy przypadkiem, od innych. To nie ma zadnego związku z mówieniem, czy też niemówieniem o swoich sprawach.
Ja np. nie mam problemu poinformować kogoś bezpośrednio, czy pośrednio o tym, ze jestem rozwiedziona, ale nie informuje o tym, ze kolezanka także jest tego stanu cywilnego. Widze istotna róznice w informowaniu o sobie, a o innych.
Ad 2. Baba określiła w swoim poscie osoby "dyskretne" (jak dla mnie raczej skryte) jako "nadstawiające ucha" gdy mowa o innych, a o sobie milczące. Wg mnie jeśli ktoś mówi o czymś w obecności kogoś to liczy się z tym, ze ten ktoś słucha/słyszy. "nadstawiający ucha" kojarzy mi się raczej z takim zbierającym pokatnie informacje o innych, a nie z kimś w kogo obecności, do kogo się coś mówi.
Nie wiem czy o to Babie chodziło, ale często spotykam się z sytuacją, gdy ktoś mówiący komuś/przy kimś sporo o sobie oczekuje obligatoryjnie rewanżu w postaci adekwatnych informacji o drugiej osobie. Tymczasem takie oczekiwanie jest niemądre. Deyga osoba może wcale nie mieć ochoty na to. Jeśli ona nie dopytuje, nie stara się jakoś dowiedzieć, a tylko zwyczajnie wysłuchuje czyichś zwierzeń, to wg mnie nikt nie ma prawa mówić, ze "nadstawia ucha, a o sobie nic nie powie". Słucha, bo jej ktoś mówi, sama obowiązku rewanzowac się nie ma.
A wy jak sądzicie?