Dodaj do ulubionych

Dyskrecja a skrytość

11.01.14, 16:26
Chciałam nawiązać do wypowiedzi Baby z innego watku. Pisała ona o osobach "dyskretnych", które to chętnie słuchają o sprawach innych, ale same o osobie nic nie mówią. Odpowiedziałam babeczce w tamtym watalku, ale chyba umknęło z powodu liczby postów, zresztą chciałam poznac opinię na temat nie tylko Jej.

Otóż nie za bardzo wiem skąd biorą się dwie sprawy:
1. Utożsamianie osob dyskretnych z osobami skrytymi
2. Oczekiwanie, że jeśli samemu ma się ochote komus/przy kimś mówic o sobie, ten ktoś obligatoryjnie MUSI mieć tak samo.

Ad 1. Osoby dyskretne nie mówią nieupoważnione o sprawach innych ludzi - wszystko jedno, czy dowiedziały się o nich od samych zainteresowanych, czy przypadkiem, od innych. To nie ma zadnego związku z mówieniem, czy też niemówieniem o swoich sprawach.
Ja np. nie mam problemu poinformować kogoś bezpośrednio, czy pośrednio o tym, ze jestem rozwiedziona, ale nie informuje o tym, ze kolezanka także jest tego stanu cywilnego. Widze istotna róznice w informowaniu o sobie, a o innych.

Ad 2. Baba określiła w swoim poscie osoby "dyskretne" (jak dla mnie raczej skryte) jako "nadstawiające ucha" gdy mowa o innych, a o sobie milczące. Wg mnie jeśli ktoś mówi o czymś w obecności kogoś to liczy się z tym, ze ten ktoś słucha/słyszy. "nadstawiający ucha" kojarzy mi się raczej z takim zbierającym pokatnie informacje o innych, a nie z kimś w kogo obecności, do kogo się coś mówi.

Nie wiem czy o to Babie chodziło, ale często spotykam się z sytuacją, gdy ktoś mówiący komuś/przy kimś sporo o sobie oczekuje obligatoryjnie rewanżu w postaci adekwatnych informacji o drugiej osobie. Tymczasem takie oczekiwanie jest niemądre. Deyga osoba może wcale nie mieć ochoty na to. Jeśli ona nie dopytuje, nie stara się jakoś dowiedzieć, a tylko zwyczajnie wysłuchuje czyichś zwierzeń, to wg mnie nikt nie ma prawa mówić, ze "nadstawia ucha, a o sobie nic nie powie". Słucha, bo jej ktoś mówi, sama obowiązku rewanzowac się nie ma.

A wy jak sądzicie?
Obserwuj wątek
    • matylda1001 Re: Dyskrecja a skrytość 11.01.14, 17:10
      Lubię ludzi dyskretnych, skryci nie budzą mojego zaufania.
      • kora3 Re: Dyskrecja a skrytość 11.01.14, 17:40
        matylda1001 napisała:

        > Lubię ludzi dyskretnych, skryci nie budzą mojego zaufania.

        hmmm ciekawa opinia.

        czyli rozróżniasz po pierwsze te dwie opcje nie wkładając do jednego "worka"
        To raz...

        a dwa - dlaczego osoby skryte nie budzą Twego zaufania? Pytanie nie jest napastliwe i jest całkiem serio Matyldo.

        Jak pisałam do Baby w innym wątku - mam przyjaciółkę, o której wiem raczej wszystko. W bliskim towarzystwie uchodzi za osobę przeciętnie otwartą - ani bardzo, ani mało. Za to w dalszym, czy nowo poznanym - zapewne za skrytą. Nie ma potrzeby opowiadania nowo poznanym, czy niezbyt bliskim osobom o swoich sprawach, problemach. Cóż, gdy zdarza się ktoś (jak ostatnio poznana przez nas pani - też pisałam smile), kto lubi opowiadać o sobie szczegóły bez względu na stopień zażyłości. O ile nie są to jakieś krepujące dla mnie szczegóły, to nic w tym zlego wg mnie - lubi ktoś tak to ok. Schody zaczynają się w momencie, gdy druga strona nie ma ochoty się adekwatnymi rewanżować. Np. nowo poznana pani powiedziała mi o tym, ze jest rozwiedziona, ja jej - też. Nowo poznana pani powiedziała mi o powodach swego rozwodu - a ja nie za bardzo miałam na to ochote. Być może pani uznała mnie za szczególnie skryta i nie wzbudziłam jej zaufania. Tymczasem ja nie miałam ochoty na opowiadanie nieznajomej osobie w realu o schizofrenii paranoidalnej mojego eksmęża, o tym, ze to zataił przed ślubem, o tym co to jest i z czym się jako to mowią "je".
        Prawdopodobieństwo, ze pani pozna mego eksmęża jest zerowe i nie chodziło mi o zachowanie JEGO prywatności (w nieujawnianiu ludziom, którzy go znają prawdziwych przyczyn rozstania z nim, o to mi chodzi), ale MOJEJ - nie chciałam sobie psuc humoru powrotem do tamtych wspomnień.
        • matylda1001 Re: Dyskrecja a skrytość 11.01.14, 18:12
          kora3 napisała:

          > czyli rozróżniasz po pierwsze te dwie opcje nie wkładając do jednego "worka"<

          To chyba naturalne? skoro są to dwie zupełnie różne cechy charakteru...

          > a dwa - dlaczego osoby skryte nie budzą Twego zaufania? Pytanie nie jest napastliwe i jest całkiem serio Matyldo. <

          smile Dlaczego uważasz, że pytanie mogłabym odebrać jako napastliwe?

          Nie jestem przesadnie wylewna, staram sie nie absorbować otoczenia swoimi sprawami, ale rozmawiam z ludzmi normalnie. Miałam w liceum taką jedna koleżankę. Może nie to, że sie przyjaźniłyśmy, ale spędzałyśmy razem sporo czasu, czasami nawet bywałyśmy u siebie w domach. Dopiero gdzies tak pod koniec drugiej klasy dowiedziałam się, że ona ma brata. Nigdy wcześniej o nim nie wspominała, a ja nie pytałam. Myślałam, że jest jedynaczką, jak ja. Czy fakt posiadania brata jest czymś, co należy trzymać w tajemnicy? Tego brata poznałam przypadkiem, na jakiejś imprezie w towarzystwie pozaszkolnym. Od niego dowiedziałam sie, ze jest bratem mojej koleżanki. Głupio mi było przyznać się chłopakowi, że nic nie wiedziałam o jego istnieniu. Ludzie skryci budują mur nie do przebicia, dlatego nie budzą mojego zaufania.
          • kora3 Widzisz Matyldo 12.01.14, 09:10
            Po pierwsze - nie pytałaś koleżanki czy ma rodzeństwo - zatem nie mówiła. Musiałas się też w jej domu nie natknąć na owego brata, bo gdyby - to zapewne powiedziałaby Ci kto to jest. Najwyraźniej koleżanki z bratem nie łączyło wówczas wiele (zainteresowania, grono znajomych) i zwyczajnie nie było okazji do wspominania o nim.

            Nie wiem też jaka dzieliła ich róznica wieku, w pewnym wieku jest to ważne. Kiedy ja miałam 15 lat moja siostra raczej nie pojawiała się w moich rozmowach z kolegami. Nie, żebym ukrywała, ze jest, ale niby co miałabym opowiadac im o małej dziewczynce? Natomiast gdy byłam już na studiach (a moja siostra w sredniej szkole) pojawiała się ona często w opowieściach, a także w towarzystwie.
            • matylda1001 Re: Widzisz Matyldo 12.01.14, 14:48
              kora3 napisała:

              > Po pierwsze - nie pytałaś koleżanki czy ma rodzeństwo - zatem nie mówiła<

              E...tam... Nie pamiętam swojego ówczesnego toku rozumowania, ale pewnie nie pytałam, bo skoro sama nie wspomniała, to uznałam, że jest jedynaczką i cześć. Takie zachowanie, jakie zaprezentowała koleżanka, uznaję za nienaturalne, za przejaw skrajnej skrytości. Innych też nie pytałam, a wiedziałam bo sami mówili. Ja też nie ukrywałam, że jestem jedynaczką.
              Brat był od niej dwa lata starszy i jak potem się okazało byli ze sobą w normalnych relacjach. Normalny chłopak, niebrzydki, niegłupi, wstydzić sie go nie miała powodu. Zresztą ten brat był zupełnie inny. Ona to skrajny milczek smile nigdy nic nie opowiadała o sobie, a przecież każdy coś tam mówił, gdzie i z kim wczoraj był, czy co tam powiedzieli rodzice, albo, że babcia to czy tamto zrobiła. Taka normalna rozmowa, a ta dziewczyna nic, nigdy. Naprawdę nie bardzo wiedziałam o czym z nią rozmawiać bo była nieprzenikniona, tak ona sama jak jej myśli, poglądy.

              >Kiedy ja miałam 15 lat moja siostra raczej nie pojawiała się w moich rozmowach z kolegami. Nie, żebym ukrywała, ze jest, ale niby co miałabym opowiadac im o małej dziewczynce?<

              No widzisz, nie ukrywałaś, czyli pewnie bywały momenty, w których wspominałaś o siostrze, nawet niepytana. Ludzie, z ktorymi spędzałaś więcej czasu na pewno wiedzieli, że masz małą siostrę. To wystarczyło, nie musiałaś wdawać się w szczegóły.
              • baba67 Re: Widzisz Matyldo 12.01.14, 14:57
                To dziwne ze spedzalas z nia tyle czasu. ja bym sie bardzo z taka osoba meczyla i unikalabym jej.
                • matylda1001 Re: Widzisz Matyldo 12.01.14, 15:11
                  baba67 napisała:

                  > To dziwne ze spedzalas z nia tyle czasu. ja bym sie bardzo z taka osoba meczyla i unikalabym jej.<

                  Sama to bym nie potrafiła ale w grupie kilku osób jest trochę inaczej. Zawsze było z kim pogadać, a ona była tak trochę "na przyczepkę".
              • kora3 Matyldo, wiem o co Ci chodzi, ale 13.01.14, 09:44
                nie mam pojęcia dlaczego poczułaś się głupio nie wiedzac o istnieniu brata koleżanki.
                Rzeczywiscie to dość dziwne, że nigdy nic o nim nie padlo, szczególnie, ze mowa o okresie czasu, kiedy rodzeństwo mieszkało razem. Dziwne, ale nie jakieś "straszne" przecież.

                Piszesz, ze ja nie ukrywałam posiadania siostry, a no - nie. Ale pamiętam, że przynajmniej kilka osób nowo poznanych w klasie w średniej szkole pytało się mnie, czy mam rodzeństwo. Nic w tym złego oczywiście, ze pytało, ale skoro pytało, to musiałam nie wspomnieć o mojej siostrze. Nie, ze jakoś specjalnie - ot pewnie nie było okazji.

                Teraz sobie uświadamiam, że o całkiem sporej grupie moich znajomych, NIE WIEM czy mają jakies rodzeństwo. Nic na ten temat nie mówili, a ja nie pytałam, bo znów - nie było okazji. Z tym, ze teraz mowa o ludziach dorosłych, którzy nie mieszkają z rodzicami i ewentualnym rodzeństwem, wiec to rodzeństwo niekoniecznie musi być obecne w ich zyciu (i rozmowach z innymi) na co dzień.

                Z rodzeństwem, a konkretnie z siostrą smile - w rodzinie mego partnera krąży taka anegdota do dziś.
                Mianowicie ma on siostrę młodsza niemal równo 10 lat. W pewnym wieku, młodym, jest to wiekowa "przepaść" miedzy ludźmi. Mój partner w młodości b. wcześnie założył rodzinę. Już będąc żonatym i dzieciatym poszedł na studia. Jego koleżanki i koledzy wiedzieli, że ma żonę i dziecko (na razie jednowink), ale jakichś bliższych szczegółów nie, szczególnie, ze studiował poza miejscem zamieszkania. O siostrze raczej nie wiedzieli, bo co student w dodatku taki już ze swoją rodziną miał opowiadać koleżankom i kolegom z roku o 8-latce?
                Pewnego razu rodzice mego partnera wraz z córeczką wybrali się do miasta, gdzie on studiował - ot tak w odwiedziny, a przy okazji pokazać je córeczce, bo stary to i piękny gródsmile

                Po zajęciach mój partner spotkał się z rodziną, małą siostrzyczkę zaprosił na lody. Dodam, ze siostra mojego partnera jest do tej pory drobniutka. Jako dziecko była natomiast jednym z najmniejszych w klasie, wiec zwykle brano ja za młodszą niż była. Klika osób z roku przypadkowo zobaczyło mego partnera z siostrą i rodzicami na tym spacerze smile Na drugi dzień jeden z kolegów zaaferowany zagadał "Słuchaj, ile Ty miałeś lat, jak "zacząłeś" (w domyśle - życie seksualne)? Pytam, bo ta Twoja córka to ma z 6 lat!!!". Mój partner miał wówczas lat coś z 19 a jego siostra ok. 9. smile Kolega założył, ze mała dziewczynka to jego ... córka. Gdyby miała, jak sobie założył 6 lat, to mój partner musiałby być sprawcą ciąży mając lat ...12smile - fakt, zaczał się rozmnażać młodo, ale nie aż tak smile

                Oczywiście, moznaby polemizować czy można pomylić dziecko, nawet drobniutkie w wueku lat 9 prawie z 6-latkiem, ale należy wziąć pod uwagę, że pomyłka nastąpiła ze strony ludzi, którzy nie mieli okazji z dzieckiem poobcować i takich, którzy zwykle swoich dzieci jeszcze nie mają ...

                Gdyby mój partner powiedział ludziom z roku, że ma małą siostrę, gdyby powiedział ile ma jego syn, pomyłki by nie było. smile Ale zwyczajnie - o zonie i dziecku wspomniał, bo szczegóły nikogo nie interesiły, a o siostrze nie wspomniał, bo nie było okazji. smile
                • baba67 Re: Matyldo, wiem o co Ci chodzi, ale 13.01.14, 09:54
                  W wypadku studenta nie mieszkajacego z rodzina w sensie rodzice-rodzenstwo to jest zrozumiale jednak w wypadku dzieciaka podstawowkowego czy nawet pozniej ktore jest czescia grupy rowiesniczej bardzo dziwne. Ta dziewczynka po prostu rzadko sie odzywala a z jakiegos powodu byla tolerowana jako przyczepka.
                  • kora3 Babo, nieśmiałośc 13.01.14, 10:18
                    bywa dość powszechna u dzieci w pewnym wieku, a dopiero od niedawna pedagodzy zajmują się na serio tym problemem.
                    Zwykle taka skrytość i dziecka ma jakiejś zwykle - patologiczne podłoże i zwykle (znówsmile) ma ono geneze z w domu, w wychowaniu.
                    Matylda wspomniała, że brat dziewczęcia był jej "przeciwieństwem" w zakresie zachowania. Oczywiście nie znam sprawy, ale dawniej częściej niż teraz dominował taki model wychowawczy wg którego chłopiec (syn) miał być smiały, przebojowy, nawet bezczelny, a dziewczynka cicha, małomówna, ustępliwa. Być może taki model dominował w tym domu - jeśli do tego "dołożymy" fakt, ze chłopak był od siostry starszy, "dusza towarzystwa" to naprawdę nietrudno, by z natury swej będąc cichszą, ta dziewczyna czuła się przez brata zdominowana. Niekoniecznie musiała to wyrazać i nawet sobie uświadamiać, żeby tak było.

                    Ja w pewnym wieku (nastoletnim) zauważyłam b. niepokojące objawy i własnej siostry - zauważyli je też nasi rodzice. Otóż moja siostra zaczęła mnie niewolniczo naśladowac. Oczywiście - fajnie, ze starsza siostra była dla niej autorytetem, fajnie, ze uważała mnie za wzór godny naśladowania, ale zaczęło to przybierać formy patologiczne. Np. przestała nosić ubrania w kolorach, w których dobrze wygląda i dotychczas lubila (mamy zupełnie inny typ urody) i zaczęła nosić takie kolory, jakie ja nosiłam. Starała się też zainteresować się moim hobby, porzucając swoje itd. Niby takie coś miedzy rodzeństwem starszym i młodszym nie jest niczym dziwnym, to jednak jeśli przechodzi w skrajności jest niepokojące. Powoduje bowiem, ze ta czesc rodzeństwa, która nasladuje - zwykle młodsza - wyrabia postawę nieposiadania własnego zdania, gustów, poglądów kopiując je niejako ze starszego "wzoru". Bo z "wzorem" otoczenie się liczy, bo z jego zdaniem nikt nie polemizuje, bo jego postawa jest akceptowana. To nie jest dobre i należy z takim czymś walczyć Babo. Bo w dorosłym zyciu, najpewniej taka osoba jeśli nawet "zejdzie" z tego "wzoru" w postaci starszego rodzeństwa, to nie będzie umiała wypracować własnej postawy, będzie się BAĆ mieć takową - np. z powodu ewentualnej krytyki i znajdzie sobie kolejny wzór/wzpry do naśladowania. To jest coś, jak życie cudzym życiem ...
                    • matylda1001 Re: Babo, nieśmiałośc 13.01.14, 14:23
                      kora3 napisała:

                      >Otóż moja siostra zaczęła mnie niewolniczo naśladowac.<

                      Znam to smile tak było z moimi córkami (różnica wieku tylko 2 lata). Młodsza naśladowała starszą we wszystkim. Doszło do tego, że gdy starsza, będąc w siódmej klasie, przestała jeść mięso, to młodsza zrobiła to samo. Wiedziałam, że starsza boczyła się na mięso od małego ale młodsza zawsze jadła z przyjemnością. Umordowały mnie nieźle przez ładnych kilka lat, bo musiałam dwa obiady gotować (mąż zdecydowanie mięsożerny), a jak młodszej wrócił własny rozum, to mi powiedziała - mamo, żebyś ty wiedziała jak ja czasami tego mięcha pragnęłam, jak mi pachniało gdy wy z tatą jedliście. No, ale przeciez nie wypadało, skoro siostra nie jadła.
                      • kora3 :) nt 13.01.14, 15:56

                • matylda1001 Re: Matyldo, wiem o co Ci chodzi, ale 13.01.14, 14:01
                  kora3 napisała:

                  > nie mam pojęcia dlaczego poczułaś się głupio nie wiedzac o istnieniu brata koleżanki. <

                  Poczułam sie głupio niejako w jego imieniu smile Może źle sie wyraziłam, nie tyle głupio, co przykro mi sie zrobiło. Wyobraziłam sobie, że to musi być dla niego przykre jeśli rodzona siostra przez prawie dwa lata trzyma w tajemnicy fakt jego istnienia, i to przed ludzmi, z ktorymi jest dosyć blisko. Tak sobie wyobraziłam, bo ja, jedynaczka, zawsze chciałam miec rodzeństwo i gdybym je miała, to chyba całemu światu bym to obwieściła smile

                  > Rzeczywiscie to dość dziwne, że nigdy nic o nim nie padlo, szczególnie, ze mowa o okresie czasu, kiedy rodzeństwo mieszkało razem. Dziwne, ale nie jakieś "straszne" przecież. <

                  Pewnie, że niestraszne, ale dziwne. Tym bardziej, że w tamtych czasach posiadanie starszego brata było dla dziewczyny nie byle jakim atutemsmile Jak któraś tego brata miała, to wręcz chwaliła się nim. Jej akcje wśród koleżanek zaraz szły w górę smile

                  >Gdyby mój partner powiedział ludziom z roku, że ma małą siostrę, gdyby powiedział ile ma jego syn, pomyłki by nie było. smile Ale zwyczajnie - o zonie i dziecku wspomniał, bo szczegóły nikogo nie interesiły, a o siostrze nie wspomniał, bo nie było okazji. smile<

                  Fajne smile Z faktu posiadania znacznie młodszego rodzeństwa wynikają czasami niesamowite historie. Moja koleżanka, też z liceum, miała brata, który w tamtym czasie chodził jeszcze do przedszkola. No i miała obowiązek odbierać go z tego przedszkola. Nie była tym faktem zachwycona, ale cóż było robić? Ja i jeszcze druga koleżanka często chodziłyśmy z nią po maluszka bo było nam po drodze. Ta druga koleżanka zaraz po maturze, w październiku, urodziła córeczkę, a my poszłyśmy każda w swoją stronę i straciłyśmy kontakt. Córeczka urosła i w stosownym czasie przyprowadziła do domu narzeczonego. Co się okazało? Narzeczony to ten maluch, którego jej matka kiedyś odbierała z przedszkola smile "Dzieci" się pobrały, a moje koleżanki znowu się bardzo zbliżyły.
                  • kora3 Re: Matyldo, wiem o co Ci chodzi, ale 13.01.14, 17:06
                    matylda1001 napisała:
                    . Wyobraziłam sobie, że to musi być dla niego
                    > przykre jeśli rodzona siostra przez prawie dwa lata trzyma w tajemnicy fakt jeg
                    > o istnienia, i to przed ludzmi, z ktorymi jest dosyć blisko. Tak sobie wyobrazi
                    > łam, bo ja, jedynaczka, zawsze chciałam miec rodzeństwo i gdybym je miała, to c
                    > hyba całemu światu bym to obwieściła smile


                    Ano właśnie, tak sobie właśnie wyobraziłaś . Tymczasem bardzo niewykluczone, że chłopakowi ani to do głowy nie przyszło, że ukrywa ta siostra, ani przykro mu nie było. Głowę dam, ze gdybyś spotkała gościa w jej domu, albo uch razem gdzieś w miescie to nie kłamałaby, ze to włamywacz, hydraulik, albo znajomy z obozu. Po prostu nie było okazji do gadania o bracie, a nie ze ktoś ukrywał jego istnienie.
                    >
                    > Pewnie, że niestraszne, ale dziwne. Tym bardziej, że w tamtych czasach posiadan
                    > ie starszego brata było dla dziewczyny nie byle jakim atutemsmile Jak któraś tego
                    > brata miała, to wręcz chwaliła się nim. Jej akcje wśród koleżanek zaraz szły w
                    > górę smile


                    a może tak jak pisałam dziewczyna była przez brata przytłoczona? Może nie chciała, żeby jej akcje szły w góre za sprawa brata, ale jej samej?
                    Opisałam tu chyba nawet przypadek dorosłej kobiety, która poczuła się urazona tym, że została przedstawiona towarzystwu, jako "siostra swego brata".
                    Obiektywnie nie miała ona Matyldo racji. Towarzystwo, któremu tak została przedstawiona jej brata znało dobrze i dla niego istotna informacją było, ze to siostra znajomka. Gdyby rzecz działa się w gronie ludzi, które ją zna, a jego nie, to on zostałby przedstawiony jako "brat swojej siostry". ALE jestem w stanie zrozumieć jej subiektywne odczucia. Otóż znam oboje dobrze i wiem, że siostra (starsza) zawsze była inaczej w domu traktowana niż brat. Była mniej od niego zdolna, miała mniej szkolnych oi uczelnianych sukcesów, także na polu towarzyskim. Ona tak była, bo była, a brat był chluba rodziców i tym dzieckiem, którym można było się "pochwalić". W dorosłym już zupełnie życiu on także jest tym bardziej znanym, podziwianym, duszą towarzystwa - ona - fajną, ale jak to mówią "szarą myszką" - szczególnie na tle brata.
                    Prawdopodobnie czuje się z tym niefajnie (choć żadna w tym brata wina, też jest fajnym gościem, który się nie wywyższa bynajmniej) i jest na tym punkcie drażliwa.
                    >
                    > Fajne smile Z faktu posiadania znacznie młodszego rodzeństwa wynikają czasami nies
                    > amowite historie. Moja koleżanka, też z liceum, miała brata, który w tamtym cza
                    > sie chodził jeszcze do przedszkola. No i miała obowiązek odbierać go z tego prz
                    > edszkola. Nie była tym faktem zachwycona, ale cóż było robić? Ja i jeszcze drug
                    > a koleżanka często chodziłyśmy z nią po maluszka bo było nam po drodze. Ta drug
                    > a koleżanka zaraz po maturze, w październiku, urodziła córeczkę, a my poszłyśmy
                    > każda w swoją stronę i straciłyśmy kontakt. Córeczka urosła i w stosownym czas
                    > ie przyprowadziła do domu narzeczonego. Co się okazało? Narzeczony to ten maluc
                    > h, którego jej matka kiedyś odbierała z przedszkola smile "Dzieci" się pobrały, a
                    > moje koleżanki znowu się bardzo zbliżyły.


                    życie pisze najfajniejsze scenariusze smile
                    • matylda1001 Re: Matyldo, wiem o co Ci chodzi, ale 14.01.14, 01:20
                      kora3 napisała:

                      > Ano właśnie, tak sobie właśnie wyobraziłaś . Tymczasem bardzo niewykluczone, że chłopakowi ani to do głowy nie przyszło, że ukrywa ta siostra, ani przykro mu nie było.<

                      Że mu było przykro - za to głowy nie dam, ale mocno zdziwiony był. Musiało to jakoś głupio wypaść, skoro pamiętam to już tyle lat.

                      > Głowę dam, ze gdybyś spotkała gościa w jej domu, albo uch razem gdzieś w miescie to nie kłamałaby, ze to włamywacz, hydraulik, albo znajomy z obozu<

                      Zapewne smile Tylko, ze nie o to chodzi.

                      >Po prostu nie było okazji do gadania o bracie, a nie ze ktoś ukrywał jego istnienie. <

                      Okazji to było dużo. Inni wspominali o swoim rodzeństwie, mogła i ona coś powiedzieć. Tyle, że to ogólnie taki milczek był, a to naprawdę nie jest przyjemna cecha. We mnie budzi nieufność.

                      > a może tak jak pisałam dziewczyna była przez brata przytłoczona? Może nie chciała, żeby jej akcje szły w góre za sprawa brata, ale jej samej? <

                      Może...
                      • kora3 Re: Matyldo, wiem o co Ci chodzi, ale 14.01.14, 08:38
                        ale w sumie o CO CHODZI? Inaczej bym sprawę odbierała, gdyby dziewczyna zapytana o rodzeństwo - skłamała. Ale tak ...Przecież to bzdet - nie było okazji, to nie mówiła nic, nikt nie pytał.
                        To tak, jakby ze mną ktoś się znał i nigdy nie pytał o stan cywilny i nagle stwierdził,. że "Kora ukrywała, ze jest rozwiedziona" - jak wiesz nigdy nie ukrywałam tego, ale nie przestawiam się "Nazywam się Kora X-ska, mam tyle a tyle lat i jestem rozwiedziona" . Bywa, że ktoś mnie pyta o stan cywilny - mówie prawdę. Bywa, ze ktoś mnie pyta o nazwisko (dość popularne i kojarzy się wielu z wielomasmile) to mówię "A nie, ja nie z tych X-skich. Noszę naziwko po byłym mezu, a on też nie z tych i nie stąd". Czasem zdarza mi się opowiedzieć jakąs anegdotkę, czy historie, w której pojawia się mój eksmąż, przez co informuję siłą rzeczy, ze takowy był/jest.
                        Ale jak zauważyłam - wiele osób dowiedziawszy się, ze jestem rozwiedziona (np. przy okazji rozmowy o nazwisku) jest zdziwiona i przyznaje, ze sądziło, iż jestem panną smile
                        Tak samo wiele osób jest zdziwionych, ze pierwszym kierunkiem studiów, jaki skończyłam jest biegunowo odległy od zawodu, jaki wykonuje (i kierunku, jaki skończyłam jako drugi). a ja przecież tego NIE KRYJĘ. Zwyczajnie - nie ma okazji, powodu o tym gadać, to nie gadam.
                        • kora3 Mam dobry przyklad Matyldo 14.01.14, 08:54
                          jak przeważnie - wzięty z życia. Otóż mój dobry kolega jest w separacji i trakcie rozwodu. Ja o tym wiem, bo mi powiedział - przy okazji kontaktu jego z moim prawnikiem, a poza tym jesteśmy w bliskiej relacji. Ostatnio pewna osoba z otoczenia "zdradziła" mi, ze podobno on jest żonaty i się rozwodzi. tak się dowiedziała od kogoś z innego towarzystwa, które go znasmile Była zaskoczona, ze to "ukrywał". On tego wcale nie ukrywał - nikt go nie pytał, czy jest zonaty. Pytano go z kim mieszka, powiedział prawdę - sam smile Mnie o swej sytuacji powiedział, bo szukał prawnika, wiedział ze ja mam dobrego - znajomego, to się zapytał, czy mogę go skontaktować i przy tej okazji powiedział dlaczego. Nie musiał - prawnik zgodnie z etyka swego zawodu i tak by mi nie powiedział, ja kontakt dałabym nie pytając w jakiej sprawie potrzebny.
                          Dodam, ze pani zaaferowana stanem cywilnym kolegi nie jest nim zainteresowana w sposób damsko-meski. Gdyby mieli się ku sobie to uważam, ze owszem, pan powinien powiedzieć jaką ma sytuacje zyciową. Ale tak? Wcale nie miał takiego obowiązku. a to, ze inni przy nim do niego o sobie mówili, to inna bajka. Chcieli, to gadali smile
        • baba67 Re: Dyskrecja a skrytość 11.01.14, 21:51
          Odniose sie do przykladu.Otoz oczywiscie osoba ktora informuje sie o roznych szczegolach ze swego zycia nie ma zadnego obowiazku odwzajemniac tych zwierzen zwlaszcza kiedy sa szczegolowe.Osoba ktora ma niewiele tajemnic przed otoczeniem powinna to wyczuc i nieco te swa rzeczke informacyjna przykrecic bo nie ma w rozmowie rownowagi.Oczekiwanie wzajemnosci i foszenie sie jest zupelnie nie na miejscu.
          Pisalam o zupelnie innej sytuacji.Ktos lubi przysluchiwac sie cudzym rozmowom niekoniecznie bardzo osobistym,ale zagadniety nawet i z grzecznosci (no bo wypada wciagnac do rozmowy kogos kto z nami siedzi) o rzeczy naprawde standardowe ledwo buzie otworzy.I to nie chodzi o osobiste sprawy. Do takich mam stosunek podobny jak Matylda.
          I wiem ze to nie jest dyskrecja, rozrozniam, napisalam tylko ze wiele osob taqk to zachowanie nazywa.
          • kora3 Re: Dyskrecja a skrytość 12.01.14, 09:24
            baba67 napisała:

            Osoba ktora ma niewiele tajemnic przed otoczeniem
            > powinna to wyczuc i nieco te swa rzeczke informacyjna przykrecic bo nie ma w ro
            > zmowie rownowagi.Oczekiwanie wzajemnosci i foszenie sie jest zupelnie nie na mi
            > ejscu.


            To nawet nie jest "foszenie" tylko okazywanie, że jest takiej osobie niemiło, iż "ukrywasz" przed nią swoje sprawy, a ona o swoich gada. Ja jak wiesz naprawdę nie ukrywam smile - rzecz w tym, że nie widzę potrzeby z nowo poznaną osobą mowić o pewnych szczegółach. Np. o powodach mego rozwodu (na przykład, bo nie tylko o tym). Jeśli ktoś pyta, jak ta pani, to mówię "niezgodnośc charakterów". Niektórym to jednak nie wystarcza Babo - dopytują "ale co się "podziało"? a ile po ślubie to zauważyłaś" i takie tam smile

            > Pisalam o zupelnie innej sytuacji.Ktos lubi przysluchiwac sie cudzym rozmowom n
            > iekoniecznie bardzo osobistym


            Lubi, no wiesz, nie wiadomo czy lubi. Może słucha z grzeczności (jak ja tej pani np.), może po prostu jest na miejscu i słyszy. Owo "lubienie" kojarzy mi się z dopytywaniem się - ktoś lubi wiedzieć o innych wszystko=zbiera informacje.

            ,ale zagadniety nawet i z grzecznosci (no bo wypad
            > a wciagnac do rozmowy kogos kto z nami siedzi) o rzeczy naprawde standardowe l
            > edwo buzie otworzy.


            Moze zwyczajnie jest małomówny, albo nie lubi mówić o sobie.
            Zachodzi też taka ewentualność, o jakiej pisałam w tamtym wątku do Ciebie (nie wiem czy czytałaś). Mianowicie w danym temacie taka osoba ma niewiele do powiedzenia, albo to co ma wydaje jej się niekoniecznie godne opowiadania. Przykład - wszyscy w towarzystwie opowiadają o wakacjach zagranicznych, a ten ktoś spędził wolne pracując, by podreperować budżet. Kłamać nie chce, ale o tym też nie ma ochoty trąbić. Albo odwrotnie - koleżankę znajomy zaprosił na weekend w Paryżu, a reszta była na działce, albo grzybobraniu. Kolezanka nie chce, żeby wyglądało, ze się chwali, kłamac nie chce, wiec milczy.
            Z tą drugą sytuacją spotykam się róznie często, jak z pierwszą - mam znajomych z różnej "ligi" materialnej. I bywam świadkiem sytuacji, gdy jeden kolega opowiada, jak to zajefajnie bawił się prawie za darmo pod namiotem na Mazurach, a drugi półgębkiem opowiada, ze był w górach. Tylko, ze on był w Szwajcarii, w eleganckim hotelu i głupio mu o tym opowiadać komuś, dla kogo taki wypad jest nioeosiągalny ze względów materialnych. Ja to rozumiem ...


            > I wiem ze to nie jest dyskrecja, rozrozniam, napisalam tylko ze wiele osob taqk
            > to zachowanie nazywa.


            aaaaa w temn deseń. No to nazywa niewłaściwiesmile
            • baba67 Re: Dyskrecja a skrytość 12.01.14, 14:20
              Bycie malomownym to tez nie jest dyskrecja.Ponadto jesli ktos jest malomowny to wcale nie oznacza ze skryty.Taka osoba mowi zwiezle ale na temat i niekiedy jest to temat osobisty.
              Co to znaczy ze ktos nie lubi mowic o sobie? Jesli nie lubi mowic o swoim zyciu uczuciowym, pogladach religijnych i politycznych to rozumiem, tematy bardzo osobiste emocjonalne niekiedy sliskie- akceptuje takie zachowanie.
              Natomiast jesli pod "o sobie " podpiszemy-wrazenia z wakacji, opinie o ustawie smieciowej i pobudowaniu Stadionu Narodowego i wszelkie inne opinie w ten desen to sorki, taka osoba przypomina mi kogos ktos przychodzi na impreze skladkowa tylko z geba do jedzenia.
              Jesli nie chce j sie myslec, wyrazac opinii, wchodzic w relacje towarzyskie za pomoca konwersacji to niechze taki mruk siedzi w domu przed TV lub komputerem, nikt od niego(czy od niej-znacznie rzadziej) niczego nie bedzie chcial.
              • kora3 Chyba nikt Babo nie zmusza 13.01.14, 10:00
                innych, do przestawania z takim skrytym, czy też małomównym człowiekiem?
                Jednakowoż jeśli taka osoba ze tak powiem "z urzędu" przebywa w jakimś towarzystwie np. w opisanym przez Ciebie pokoju nauczycielskim, czy biurowym, to trudno mieć doń pretensje, ze SŁYSZY co mówią inni, nie?
                Trudno owo przebywanie i słyszenie siłą rzeczy nazwać "nadstawianiem ucha" wg mnie. Ostatnio miałam okazję słyszeć ( o właśnie) ożywioną dyskusję w przedziale kolejowym. Dwie panie i pan zawzięcie dyskutowali na pewien temat (ogólny) przez dobrych parę godzinsmile Mam na ów temat swoje zdanie, a nawet wiedzę, sądząc po wypowiedziach współpodróżników rzetelniejszą i gruntowniejszą niż oni, ale zwyczajnie nie chciało mi się wdawać w tę dyskusję. Po prostu nie miałam nastroju Babo. Ale słuchac byłam zmuszona niejako " z urzędu", bo inaczej musiałabym zmienić przedziałsmile
                • baba67 Re: Chyba nikt Babo nie zmusza 13.01.14, 10:31
                  Napisalam "nadstawia ucha" to nadstawia ucha.
                  W pokoju nauczycielkim mozna rozne rzeczy robic, naprawde nie jest konieczne dosiadanie sie do stolika i przysluchiwanie sie rozmowie.A nigdy nie bylo takiego fula zeby nie mozna bylo gdzies dalej przysiasc.A nawet gdyby byl to nie spotkalam sie z sytuacja ( a uczylam w kilku szkolach) ze siedzac przy tym samym stoliku na przerwie musisz robic to co reszta. Roznica miedzy "slyszy" i' przysluchuje sie" jest w naszym jezyku wyrazna.
    • majaa Re: Dyskrecja a skrytość 11.01.14, 19:48
      Mam podobnie, jak Matylda.
      Dyskrecja jest wg mnie cechą nad wyraz pożądaną, ale to oczywiście zupełnie co innego, niż skrytość. Nie przepadam za ludźmi bardzo skrytymi, bo po prostu trudno tak naprawdę nawiązać z nimi jakiś lepszy kontakt, połapać się, co myślą, lubią, nie lubią, czym można ich ucieszyć, a czym dotknąć. I bynajmniej nie chodzi o możliwość zbytniego spoufalania się, nie, ale taki szczelny mur niedostępności też nie jest dobry ani dla tej osoby ani dla jej otoczenia, tak uważam.

      Co do oczekiwania na zwierzenia innych, skoro samemu tak się robi, cóż, myślę, że są nieuprawnione. To, że ktoś ma ochotę opowiadać o sobie dużo i szczegółowo, to jego sprawa. Trzeba rozumieć, że inni mogą mieć inaczej. Jeśli więc ktoś bardzo chce, żebym mu "robiła za konfesjonał", to jestem skłonna od czasu do czasu jakoś to wytrzymaćwink (w pewnych rozsądnych granicach oczywiście), ale na pewno nie każdemu i nie zawsze odwzajemnię się tym samymsmile
      • kora3 Bardzo dobrze uwazasz Maju :) 12.01.14, 10:20
        Tyle, ze niektórzy ludzie nie pojmują właśnie tego, że inni są otwarci, ba nawet bardzo otwarci, ale na pewnym poziomie zażyłości. A nie pojmują, bo sami są otwarci także w niekoniecznie bliskich relacjach i uwazaja, ze obligatoryjnie inni "też tak mają". Jeśli zatem sami gadają o swoich sprawach, nawet niekoniecznie jakichś bardzo osobistych, to oczekują rewanżu, a gdy ten się nie pojawia - uważają drugą osobę za bardzo skrytą i budujaca wspomniany "mur".

        Tymczasem brak informacji może być spowodowany tym, o czym piszę w tym wątku do Baby - niechęcią do opowiadania czegoś co nie jest wcale interesujące na tle innych opowieści, albo niechęcią do tego, by opowiadanie wzięto za chwalenie się.
        Może też być tak, że ktoś nie mówi o czym pozornie "niewinnym", bo ma z tym problem. Np. osławione smile pytanie o rodzeństwo. Ktoś może je mieć i być z nim skłócony, ktoś może je mieć i jest ono w jakiejś trudnej sytuacji i zwyczajnie nie chce o tym mówić.
        Np. moja bliska kolezanka ma siostrę, którą otoczenie koleżanki zna. Od tejże koleżanki wiem, że się pokłóciły i nie utrzymują kontaktów. Ale gdy ktoś pyta te kolezanke, niezłośliwie i kurtuazyjnie "Co tam u M? Pozdrów ją ode mnie". To odpowiada ona "Nie wiem, dawno się nie widziałyśmy. Jak będzie okazja - pozdrowię". Nie mówi "Nie wiem, bo nie gadamy z sobą od pół roku, wątpię by była okazja do pozdrowień". Po prostu NIE CHCE wszystkim ujawniać, że jest z siostrą skłocona.
        • baba67 Re: Bardzo dobrze uwazasz Maju :) 13.01.14, 10:46
          Nie pisze o jednej rozmowie czy jednej imprezie tylko o powtarzajacycm sie zachowaniu.
          Pewnie ze mozna danego dnia nic nie mowic bo akurat temat nie podchodzi .Milczek to jest okreslenie trwalej cechy. Nie chce mowic o rodzenstwie -ok, zdarza sie, nie chce mowic o wakacjach bo bylo na bogato-tez rozumiem, ale na litosc jak czesto te tematy wyplywaja?Milczek nie chce mowic o niczym bo konwersacja jako taka wymaga wysilku a on tego wysilku NIE CHCE podjac. Po prostu NIE CHCE. Zatem sie dosiada i slucha, slucha, slucha.
          • kora3 Re: Bardzo dobrze uwazasz Maju :) 13.01.14, 11:07
            No i nawet jeśli słucha, ale nijakiego użytku nie robi z tych info. - np. nie kolportuje dalej, to w sumie - co w tym złego?
            Zapewne bycie sam na sam z taką osoba może być nudne smile, ale w towarzystwie to ja wolę taką, niż kogoś kto cały czas gada o sobie, a jeśli nie o sobie, to udziela nieproszony dobrych rad itd. Znam takie osoby, baaaaardzo rozmowne, które kompletnie nie zwracają uwagi na nastrój reszty, chęć do konwersacji itd. Każda uwaga, stwierdzenie jest powodem do rozwijania tematu przez kogoś takiego. Powie ktoś, ze ładna pogoda, to przypomni jaka była w zeszłym roku, co z tego wynikło, kto się pochorował, a kto dużo wydał na ogrzewanie. Powie się nic nie znaczace "kupiłem sobie spodnie" to powie, ze dobry zakup, albo zły, tanio, albo drogo, jak to prać, jak prasowac, gdzie w tym chodzić, do czego nosic ...brrrrtr
            • baba67 Re: Bardzo dobrze uwazasz Maju :) 13.01.14, 11:13
              A mnie takie osoby draznia.Stosunki towarzyskie to jest rodzaj wymiany.
              Oczywiscie dla niektorych wystarcza do tej wymany ucho, Ty do nich nalezysz i gitara.
              Mnie nie wystarcza. Powtorze-dla mnie taka osobe mozna porownac do goscia ktory na przyjecie skladkowe przychodzi tylko z pustym zoladkiem. Oczywiscie sa gospodynie(w sensie dostarczycielki lokum) takiego przyjecia ktore cenia sobie takich gosci(zawsze tyle zostaje nie wiadomo co z tym robic).
              • kora3 Re: Bardzo dobrze uwazasz Maju :) 13.01.14, 11:36
                baba67 napisała:

                > A mnie takie osoby draznia.Stosunki towarzyskie to jest rodzaj wymiany.

                a tak kochana smile tylko trzeba liczyć się zawsze z tym, że niekoniecznie ktoś ma ochote "brać" od Ciebie tyle, ile skłonna jesteś "dać" i jeszcze się podobnie rewanżować.
                Cały czas o tym piszę Babosmile

                > Oczywiscie dla niektorych wystarcza do tej wymany ucho, Ty do nich nalezysz i
                > gitara.


                Wiesz Babo, nie spotkałam się dotychczas z sytuacją, by ktoś jakoś szczególnie "cedził" do mnie informacje o osobie. Z osobami, którym się zwierzam z osobistych spraw zawsze jest zachowana równowaga - one też mi się zwierzają. z tym, ze to sa osoby, z którymi mam bliskie relacje.
                Natomiast brak równowagi dostrzegam z drugiej strony - ktoś z kim wcale nie jestem w bliskiej relacji opowiada mi wiele o sobie. Jeśli ma tylko taką potrzebe, to szafa gra, wysłucham. Ale zwykle jest tak, ze taka osoba oczekuje wzajemności, której ja nie chcę jej dać, bo nie czuję potrzeby i relacja do tego nie skłania. Rozumiesz?

                Inna sprawa, ze ja nie jestem taka podejrzliwa czy też skrupulatna. Jeśli np. w rozmowie o prezentach gwiazdkowych powiedziałam, ze kupiłam ciś mojej siostrze tym samym informując, ze siostrę tę mam siła rzeczy, to nie oczekuję,ze zaraz cała reszta powie czy ma rodzeństwo, ile, w jakim wieku i co poszczególnym jego sztukom oni kupili smile
                • baba67 Re: Bardzo dobrze uwazasz Maju :) 13.01.14, 11:47
                  No rozumiem, juz dawno to napisalam.Nie rozumiem tylko nadstawiania ucha i cedzenia zwyczajnych dla 95% populacji informacji jakby to byla tajemnica panstwowa.Rozumiesz roznice? Bo mam wrazenie ze przypisujesz mi poglady ktorych nigdzie nie wyrazilam .
                  • kora3 Babo - powtarzam 13.01.14, 12:21
                    to, ze opisuję jakąs sytuację/zachowanie jakiejś osoby w rozmowie z TOBĄ, nie oznacza, ze to ma jakiś związek z Tobą.

                    Rozumiem o co TOBIE chodzi, usiłuję CI pokazać, że sa TAKŻE ludzie, którzy sami o sobie gadając dużo i chętnie oczekują wzajemności i jej brak przypisują milczkowatości, czy jakiejś patologicznej skrytości.
                    Zobrazuje ci to na przykładzie, który nijak ma się do SV, ale pokazuje i co mi chodzi.
                    Mój kolega, miły i kulturalny oraz ROZMOWNY człowiek został razu pewnego uraczony przez swoją koleżankę (znają się towarzysko, nic więcej) opowieścią o tym, ze ma ona romans. Powiedziała mu to proszac go o rade w temacie. Kolega był nieco zaskoczony tym, ze osoba z którą nie jest blisko mówi mu takie rzeczy, ale wysłuchał i udzielił rady, którą uznawał za najlepszą. Wkrótce zresztą romans koleżanki przestał być jakąkolwiek tajemnica, jako, ze nie tylko temu koledze się zwierzała i nie tylko jego o porade prosiła.
                    Tymczasem kolega ten był ( i nadal jest) w bliskich relacjach z dziewczyną, która owa kolezanka także zna (na podobnym poziomie jak jego). Z pewnych przyczyn obiektywnych kolega i owa kobieta tej relacji do pewnego momentu nie ujawniali szerszemu gronu, wiedziało o niej kilka dyskretnych osób. Oficjalnie uchodzili za bliskich znajomych.
                    Kiedy przestali swoją relację przed szerszym gronem ukrywać dowiedziała się o niej także owa kolezanka. Poczuła się ona urażona, że kolega nie powiedział jej o swoim "romansie", bo ONA JEMU zwierzyła się ze swego (nie tylko jemu, ale to szczegół).
                    Sama widzisz, ze oczekiwała wzajemności i poczuła się jej brakiem dotknięta. A nie miała racji - ona o swojej sprawie powiedziała temu koledze sama, bo chciała. On w tamtym okresie jej ujawianiac swojej no powiedzmy adekwatnej sprawy - nie chciał.
                    • notting_hill Re: Babo - powtarzam 13.01.14, 13:20
                      Ja to na swój użytek nazywam poziomami bliskości.

                      Rozumiem ten przykład powyżej, ale baba67 pisała o najzwyklejszej życiowej sprawie jaką jest posiadanie rodzeństwa, nie w zakładzie karnym przecież (bo niechęć do mówienia o tym można jeszcze zrozumieć).
                      Pracowałam kiedyś z dziewczyną przez pół roku, dzień w dzień, biurko w biurko, siłą rzeczy trochę z sobą rozmawiałyśmy, wydawało mi się, że jesteśmy zaprzyjaźnione. Nagle gruchnęła wiadomość, że Beatka wychodzi za mąż za dwa tygodnie (chyba zaproszenia przyniosła). Nie muszę chyba mówić, że wcześniej ani słowem o żadnym narzeczonym nie wspomniała, chociaż o rodzinach rozmawiałyśmy. Poczułam wtedy, że ona mnie oszukała co do poziomu znajomości na jakiej się znajdowałyśmy. Nie strzeliłam focha, tylko się zwyczajnie odsunęłam. Ktoś kto SPRAWIA wrażenie chęci zaprzyjaźnienia się, a potem robi taki numer zwyczajnie nie mona zaufać.

                      W podanym przez Korę przypadku to nie zachodzi, bo romans to nie brat czy siostra i oczywiste jest, że nie każdy chce się ujawniać, kwestia też że różni ludzie różnie definiują pojęcie przyjaciela, stąd może wynikają nieporozumienia. Ale w stosunku do rzeczy najzupełniej zwyczajnych trzymanie kart przy orderach jest wyraźnie sygnałem braku zaufania.
                      • kora3 No powiem ci, ze istotnie też bylabym zdziwiona 13.01.14, 13:47
                        ze kolezanka, z którą jestem blisko nie powiedziała o tym, że planuje slub. Zdziwiona, nie urazona.
                        Natomiast co do tego osławionego rodzeństwa - ja np. kilka razy wspomniałam na forumsmile o mojej siostrze, chyba także Baba coś o siostrze pisała (ale nie wiem w sumie hipotetycznej, czy prawdziwej), a co do reszty - nie przypominam sobie. No i w tej sytuacji mogłabym sobie pomyśleć, ze oto forumowe towarzystwo nie chce się "przyznać" do rodzeństwa, jakby to nie wiem jaka tajemnica byłasmile Tymczasem wcale tak tego nie odbieram. Ja podałam jakiś przykład sytuacji z udziałem mej siostry, wiec napisałam, ze siostra, a ktoś inny np. podawał przykład ze znajomym, to pisał, ze znajomy. Chodzi mi o to, ze nierzadko ktoś czegoś nie mówi, bo nikt nie pyta, a okazji do powiedzenia - nie ma. I potem wychodzi, ze rzekomo "ukrywał" smile
                      • baba67 Re: Babo - powtarzam 13.01.14, 15:09

                        Otoz to-ja tez nie lubie takich ludzi, bo takie postepowanie to dowod braku zaufania.O siostrze moze sie nie zgadac przez pol roku (bo np mieszka daleko i nie jest obecna w codziennym zyciu)ale narzeczony jak najbardziej jest czyli relacja tej Beatki z Toba nie opierala sie na odpowiedniej do Twojej otwartosci . Wszystko co ust panienki wychodzilo bylo cenzurowane na poziomie wskazujacym nieufnosc i to znaczna.
                        Milczenie na temat brata w wiezieniu-calkowicie zrozumiale.
                        Korciu rozwod siostry byl hipotetyczny, ona sama -nie.
                        • kora3 No widzisz Babeczko :) 13.01.14, 16:14
                          baba67 napisała:
                          > Korciu rozwod siostry byl hipotetyczny, ona sama -nie.

                          TY wspomniałaś o hipotetycznym rozwodzie niehipotetycznej siostry, a nie np. brata, bo mzoe brata nie masz, albo nie syna, bo może masz, ale nieżonaty. A inni nic o swoim rodzeństwie nie wspomnieli. smile
                          >
    • baba67 Re: Dyskrecja a skrytość 11.01.14, 21:40
      Bardzo sie ciesze ze to poruszylas. Co na ten temat napisalam podsumowalas i tez ciekawa jestem opinii innych.
      • ach_dama_byc_z_kanady Re: Dyskrecja a skrytość 11.01.14, 23:59
        No wlasnie, moze nalezaloby wyjasnic co kto rozumie pod pojeciem dyskrecji a skrytosci.

        Dla mnie dyskrecja to jest np. nie rozpowszechnianie czyjejs powierzonej informacji,
        np jezeli ktos mi powie jakas prywatna informacje o sobie, niewazne czy w zaufaniu czy nie,
        to ja nie czuje sie w obowiazku podawac tego dalej, pytana czy nie.
        Jezeli ta osoba ma ochote te sama informacje rozpowszechniac, zrobi to sama.

        Osoba skryta to taka ktora pary z geby nie pusci nawet na takie oczywste rzeczy jak to ze niebo jest niebieskie a slonce swieci w dzien - znam takich..



        Minnie
      • kora3 Fajnie Babo 12.01.14, 09:11
        bo już się balam, ze się pogniewaszsmile Ja naprawdę jestem ciekawa opinii, a Twoja wypowiedź w tamtym watku skojarzyła mi się, jako utożsamianie skrytości z dyskrecją,
        • aqua48 Dyskrecja 12.01.14, 14:58
          Ja jestem osobą, której nawet mało znajomi lubią opowiadać rozmaite historie, na szczęście nie oczekują wzajemności smile Jestem trochę takim konfesjonałem.
          Nie rozpowszechniam nie tylko tych o których nierozpowszechnianie bywam (niezbyt często) proszona, ale i tych, które sama uznaję za "wrażliwe", a resztę czasami opowiadam, ale bez podawania szczegółów, nazwisk itp. Wiele z tych opowieści przydało się innym osobom w formie pomysłu jak postąpić w trudnej sytuacji, do kogo się zwrócić itp. Jeśli chodzi o przekazywanie konkretnych danych to pytam osobę, która mi się zwierzyła, i często dostaję tę informacje z poleceniem, a wiesz, powiedz tej potrzebującej że może się na mnie (nawet nieznaną osobiście) powołać. To miłe i serdeczne. Moim zdaniem tak działają normalne kontakty międzyludzkie. Dyskrecja, ale bez skrytości.
    • vilez Re: Dyskrecja a skrytość 13.01.14, 10:21
      Dyskrecja to dla mnie rzecz oczywista, zaś z ludźmi, którzy nie są dyskretni, staram się nie utrzymywać bliższych relacji. Uważam brak dyskrecji za dyskwalifikację moralną, sądzę też że towarzyszy jej pewna ułomność intelektualna.
      Z brakiem dyskrecji wiążą się ciekawskość personalna (ukierunkowana na osoby, nie- świat) i wścibstwo. Wyznam, że takie osoby budzą we mnie odruch obrzydzenia. Jeśli to o mnie źle świadczy, to trudno, ale to jest fakt wink

      Skrytość to inna parafia. Są po prostu różne temperamenty- sangwinik, który nie wie, czym jest skrytość, różni się znacznie od melancholika czy nerwowca (wg Le senna), którzy są bardziej skryci. Można jedne typy lubić, inne mniej, ale wartościować raczej się nie powinno. Ja, w ramach lubienia/nielubienia powiem, że męczę się mocno w towarzystwie sangwinikami, i uciekam od nich, jak tylko mogę. Lubię za to typ pasjonata smile Pasjonat mówi o tym, co go interesuje w sposób pogłębiony i wnikliwie.
      Ergo: gaduły- nie, powierzchowni- nie, wścibscy i plotkarze- nie. Pasjonaci- tak.

      Podczas spotkań towarzyskich zachowuję się różnie, w zależności od towarzystwa. Konwencjonalna gadka- szmatka mnie śmiertelnie nudzi i wtedy skłaniam się ku milczeniu. Wolę rozmawiać o rzeczach/sprawach, niż osobach. Gdy temat jest interesujący, wtedy mówię. Gdy mam gadać o czymś powierzchownie, wolę milczeć. I z tego powodu niektóre osoby uważają mnie za osobę skrytą oraz milczka. W ogóle moim zdaniem słowo należy cenić. Nie szafować nim na próżno. I takich ludzi szanujących słowo lubię.
      Ps. Z moim mężem potrafimy przegadać całe doby. Podobnie miałam z nieżyjącym już ojcem. To pokazuje, że wszystko zależy od rodzaju relacji oraz osobowości.
    • kora3 Dokładnie Vilez 13.01.14, 10:30
      Zauwazam, że osoby które "nie lubia milczków" zwykle wcale nie biorą pod uwagę RELACJi miedzy ludźmi.
      A to przecież sprawa kluczowa - dla mnie oczywistym jest, że o pewnych sprawach, nawet niekoniecznie b. intymnych z jednymi się gada, z innymi - nie. I to wcale nie dlatego nawet, że się z tymi innymi rozmawiać nie chce/chce cos ukryc, ale zwyczajnie - nie ma okazji, checi.

      Ostatnio ide z kolezanką, kłania mi się na ulicy pan. "Kto to?" pyta kolezanka, ot tak - zwyczajne pytanie smile "Brat X" - odpowiadam. Kolezanka zna kolege X, ale nie miała pojęcia, ze ów ma bratasmile A ja wiem, ze ma trzech braci i dwie siostry. Że jego mama zmarła, gdy był mały, a tato, gdy miał nascie lat. To żadne wstydliwe sprawy i nie sadzę, by X zapytany o nie je ukrywał! Ale nie było okazji i tak bliskiej relacji z kolezanką, by o nich rozmawiać. Czy kolezanka powinna czuć się irazona tym, ze X jej tego wszystkiego nie powiedział? Moim zdaniem - nie. Jej to nie dotyczy, nie było okazji i tyle.
      • baba67 Re: Dokładnie Vilez 13.01.14, 10:38
        Ale o kolezance X tez nie za wiele wie.
        To nie chodzi wcale o ilosc informacji jaka mamy o bliznich tylko o zaburzenie rownowagi w relacji co mnie osobiscie nie odpowiada.Nie lubie sytuacji kiedy ktos wie sporo o mnie a ja o tej osobie malo co, dlatego do takiej sytuacji nie dopuszczam i przysluchujacych sie cudzym rozmowom milczkow nie lubie.
        • kora3 Re: Dokładnie Vilez 13.01.14, 11:00
          baba67 napisała:

          > Ale o kolezance X tez nie za wiele wie.

          Niekoniecznie Babo - koleżanka jest b. rozmowna i wiele o swoim zyciu opowiada. Np. osoby, które nigdy u niej nie były wiedzą jaką ma tapetę w sypialni, bo szczegółowo ja opisała oraz pokazała zdjęcia w telefoniesmile Nie pamiętam czy X był na tym spotkaniu, ale o ile tak, to też popatrzył. Z GRZECZNOSCI Babo, z grzeczności. Bo niegrzecznie byłoby powiedzieć "Wiesz Aniu, daruj, ale mnie tapeta w Twej sypialni wcale nie interesuje, gdyby mnie interesowała, to bym zapytał" . Widzisz, ludzie lubiący gadać o sobie często nie zdają sobie sprawy, że otoczenie słucha ich i wymienia z nimi uwagi na ten temat właśnie z grzeczności. Sądzą, że otoczenie to żywo interesuje, nawet jeśli slepy i głuchy pokapowałby się, ze NIE!

          > To nie chodzi wcale o ilosc informacji jaka mamy o bliznich tylko o zaburzenie
          > rownowagi w relacji co mnie osobiscie nie odpowiada.Nie lubie sytuacji kiedy kt
          > os wie sporo o mnie a ja o tej osobie malo co, dlatego do takiej sytuacji nie d
          > opuszczam i przysluchujacych sie cudzym rozmowom milczkow nie lubie.


          Babo, ale o ile ktoś nie dopytuje, to wie o Tobie tyle, ile sama ze tak powiem z siebie - mówisz. No my np. wiemy, jaka tapetę w sypialni ma owa kolezanka. My o kolorystyce ścian w swoich sypialniach nie mówimy, nie pokazujemy zdjęć, wiec ona tego o nas nie wie. To oczywiście tylko przykład, bo wiadomo, ze osoba, która sobie zmieniła wystój mieszkania częściej o tym mówi, czy pokazuje to, niż ktoś, kto od 15 lat ma sciany na biało i tylesmile
          Ale mnie chodzi o pewien mechanizm, a nie o tapetę. smile
          Zwyczajnie - zwykle ci, którzy lubią mówić o swoich sprawach, nawet błahych, oczekują automatycznie rewanżu, w rodzaju zachowania tej równowagi, o jakiej piszesz. Tymczasem druga strona słucha o tych sprawach z czystej grzeczniosci, tematyka ja nuży i nie ma ochoty na rewanż. Wspomniana kolezanka poinformowała nas, kim sa, gdzie mieszkają i co robią w zyciu jej bracia, których na oczy nie widzieliśmy - nikt z nas. Czy to oznacza, ze teraz każdy z "dokoloła stola" winien opowiedzieć o swoim rodzeństwie? No nie.
          • baba67 Re: Dokładnie Vilez 13.01.14, 11:05
            Niczego takiego nie sugerowalam.Jesli kolezanka lubi gadac o sobie i ten brak rownowagi jej odpowiada to jej sprawa.Sa ludzie ktorzy do szczescia potrzebuja wylacznie sluchaczy.
            • kora3 Re: Dokładnie Vilez 13.01.14, 11:08
              no, ale kolezanka czasem "ciagnie za język" - "Bo ja wam powiedziałam, a wy tak nic nie mówicie" - czyli brak równowagi jej jednak ciąży
              • baba67 Re: Dokładnie Vilez 13.01.14, 11:15
                No to kurek z informacjami powinna przykrecic ONA.Albo zmienic towarzystwo na bardziej otwarte konwersacyjnie.Pretensje nieuzasadnione.
                • kora3 Re: Dokładnie Vilez 13.01.14, 11:28
                  Jasne, ale usiłuję Ci pokazac mechanizm, który często tak działa. "Ja WAM mowię o sobie- a wy MNIE nie." = "jesteście milczkami, co chętnie słuchają o MNIE, ale o SOBIE nie mowia"

                  Tymczasem ludzie słuchają, bo gada smile niegrzecznie jest powiedzieć przecież "Ale nas kompletnie to nie interesuje kobieto!" Choć przyznaję, że raz czy dwa jeden kolega tak przykrócił dwie różne osoby. Raz było to po moim powrocie tutaj po śmierci mego ojca. Siedzimy z znajomym pubiku we dwójkę, dosiada się znajoma. "Co słychać?" "Ano, niewesoło, Tata mi zmarł" "aaaaa no to wyrazy współczucia. A wiecie co? Ja w tym roku na wakacjach byłam w ... bla. bla. bla. Wybierzcie się kiedyś. normalnie bla, bla, bla" . Mnie to w symie latało, bo i tak nie słuchałam tych wywodów, ale kolege rozeźliło i powiedział kobicie "Słuchaj, nie interesują nas w tym momencie Twoje wakacje. Nie widzisz, ze wcinasz się ze swoją opowiescią między wódkę a zakąskę, a pasuje ona do sytuacji, jak kwiat do kożucha?"

                  Drugi raz miał miejsce, gdy rozmawialiśmy w trójkę o rozwodzie wspomnianego kolegi. Przyszła znajoma baba (inna niż poprzednio) i pyta, co słychać. Kolega na to, ze się rozwodzi, bez dalszych informacji. A baba na to, że tak powinien zrobić, tym się nie przejmować, tamtym przejmować, na to uwagę zwrócić itd. Dosłownie zagadałaby na smierćsmile Kolega w krótkich żołnierskich smile słowach poinformował babę, ze nie pytał ja o radę, bo od udzielenia mu jej ma prawnika i przyjaciół, pytała co słychać, to jej powiedział, ale nie oczekiwał monologi. Była zdziwiona bo przecież "chciała tylko pomóc"
                  • baba67 Re: Dokładnie Vilez 13.01.14, 11:43
                    Wyczuwam ze moze wyobrazalas sobie mnie jak te dwie baby plus dokladka o szczegolach rozwodow wszystkich znajomych.
                    Tymczasem bycie czlowiekiem ktory ma niewiele tajemnic i uwaza wiekszosc informacji o znajomych za neutralne i mozliwe do przekazania nie oznacza festiwalu gadatliwosci i wscibstwa.
                    Szczerze mowiac po info ze ktos bliski komus zmarl i moich kondolencjach opuscilabym towarzystwo bo KAZDY temat uwazam za niewygodny.
                    • kora3 Re: Dokładnie Vilez 13.01.14, 12:02
                      baba67 napisała:

                      > Wyczuwam ze moze wyobrazalas sobie mnie jak te dwie baby plus dokladka o szcze
                      > golach rozwodow wszystkich znajomych.


                      zupełnie nie Babo, ale zauważam, ze już któryś raz podejrzewasz mnie o takie coś. Nie bierz wszystkiego do siebie. Jeśli mam jakies wrazenie na Twój konkretnie temat, wynikające z tego, co naopsizesz, to jak zauważyłaś, potrafię to wprost napisac.

                      > Tymczasem bycie czlowiekiem ktory ma niewiele tajemnic i uwaza wiekszosc inform
                      > acji o znajomych za neutralne i mozliwe do przekazania nie oznacza festiwalu ga
                      > datliwosci i wscibstwa.


                      W pełni się zgadzam. Sama jestem osobą, która przed tzw. otoczeniem ma niewiele "tajemnic", bo i jakie?smile
                      sama nie mam problemu w powiedzeniu, ze mam siostrę, jak spędziłam wakacje i takie tamsmile
                      Z tym, ze ja znów smile nie mierzę swoją miarą i zwykle przed tym mierzeniem - ostrzegam. To,ze ja nie mam problemu o czym mowic, nie mam powodu czegoś tam ukrywać - nie oznacza, ze wszyscy inni też tak "mają"

                      > Szczerze mowiac po info ze ktos bliski komus zmarl i moich kondolencjach opusci
                      > labym towarzystwo bo KAZDY temat uwazam za niewygodny.


                      a ja - niekoniecznie. Na pewno jednak nie starałabym się "zabawić" rozmówców innym tematem, np. wakacyjnym. Poczekałabym o czym ONI będą mówić. Ta znajoma przeprosiła i właśnie tłumaczyła, że chciała zapodać jakiś neutralny temat, żeby mnie oderwać od myslenia i śmierci ojca. Może to i niegłupie byłoby w sumie, ale nie tak ni z gruszki, ni z pietruszki...
        • vilez Re: Dokładnie Vilez 13.01.14, 11:02
          Babo, bywa tak, żr ta niewspółmierność w wiedzy wzajemnej o sobie wcale nie wynika z tego, że jedna strona specjalnie tai lub cedzi wiedzę o sobie, tylko z tego, że ta druga osoba mówi za wiele. Mówi mianowicie coś, czego wcale mówić nie musiała, co nie było oczekiwane, o co nie proszono, ci nie wynikało z relacji. I w takiej sytuacji chyba nie ma obowiązku zwrotności, prawda?
          Gdyby ta pierwsza osoba wypytała szczegółów o coś, po czym się nie zrewanżowała podobnym, byłaby rzeczywiście nierównowaga. Ale wtedy sytuacja jest jasna- jest nie ok. Sądze jednak, ze to jest rzadkie, albo inaczej- ja taką sytuację pomijam, bo wydaje mi się ona mało prawdopodobna i poza moim horyzontem.

          Generalnie uważam tak: kto jest niedyskretny i gada o sobie sporo, gada na własną odpowiedzialność. Zwrotności nie ma prawa oczekiwać.
          • baba67 Re: Dokładnie Vilez 13.01.14, 11:07
            No nie ma. Napisalam to w jednym z pierwszych postow.
            Uwazam nawet ze zalewanie kogos informacjami na swoj temat z SV ma malo wspolnego.
            Moja niechec odnosi sie do osob calkiem innego pokroju niz tacy sluchacze z lapanki.
            • kora3 Widzisz, ale trudno dośc znaleźć granicę 14.01.14, 08:46
              babo. Bo tak : jeden opowiada o swoich sprawach ciurkiem, ba - uważa, ze nie ma żadnych tajemnic. Drugi - niekoniecznie. Zachodzi brak równowagi. I osoba opowiadająca i tajemnic nie mająca oczekuje, ze druga powie jej o swoich sprawach, bo ... przecież to żadna tajemnica. Bywa też tak, że ludzie postrzegają niewłaściwie swoje relacje z innymi. Ktoś się komus zwierza, może liczyć na jego pomoc i traktuje tego kogoś jak przyjaciela. Ale to tzw. przyjaźń jednostronna - bo ta druga osoba wysłucha i pomaga, ale nie czuje potrzeby sama się zwierzać, ani nie oczekuje pomocy. Wówczas powstaje właśnie taka nierówna relacja, której ta pierwsza osoba nie rozumie.
              • baba67 Re: Widzisz, ale trudno dośc znaleźć granicę 14.01.14, 10:44
                Tak jest, oczywiscie.Tyle tylko ze jest roznica miedzy zgadaniem(chyba nigdy nie bylas w maloletniej paczce rowiesniczej jesli uwazasz ze o rodzenstwie tam sie nie zgaduje-to jest temat nr 2 zaraz po nauczycielach) a niemowieniem o sobie rzeczy ktore nie sa wcale wstydliwe ani krepujace.Ta dziewczynka nie mowila prawie nic, ale co powiedziec szczesliwej narzeczonej z ukrywajacej w towarzyskich pogawedkach przez pol roku fakt istnienia tegoz?To dopiero hardcore.
                • kora3 Re: Widzisz, ale trudno dośc znaleźć granicę 14.01.14, 11:06
                  baba67 napisała:

                  > Tak jest, oczywiscie.Tyle tylko ze jest roznica miedzy zgadaniem(chyba nigdy
                  > nie bylas w maloletniej paczce rowiesniczej jesli uwazasz ze o rodzenstwie tam
                  > sie nie zgaduje-to jest temat nr 2 zaraz po nauczycielach)


                  Matko, babo - przepraszam, ale znów wpadasz w ten protekcjonalny ton smile Jeśli ktoś nie opowiada o sobie i innych członkach rodziny - rodziny nie ma, ma, ale malą, ma ale nie zżytą. Jeśli nie przypomina sobie, by rozmawiano o rodzeństwie nie był w grupie rówieśniczej - no dajże spokój smile

                  Z reką na sercu powiem Ci - nie pamiętam, by moi koledzy i koleżanki z podstawówki oraz koledzy ze szkoły średniej i studiów 1, ani koleżanki i koledzy ze studiów 2 jakoś specjalnie rozwodzili się nad tematem rodzeństwa. Owszem, jeśli się było blisko, to się zwykle wiedziało o tym rodzeństwie, ale to PRZY okazji, zwykle przy okazji bywania u kogoś w domu - znało się też rodziców np. No i jeśli ktoś miał rodzeństwo w zbliżonym do siebie wieku - to zwykle się je też znało, bo chodziło do tej samej szkoły (podstawówka), albo było jej absolwentem.
                  Naprawdę sobie nie przypominam, by rodzeństwo było tematem nr 1, czy 2 w moich "paczkach". Nie neguję, ze tak mogło być w Twoich, ale na pewno to nie jakiś standard.

                  a niemowieniem o so
                  > bie rzeczy ktore nie sa wcale wstydliwe ani krepujace.Ta dziewczynka nie mowila
                  > prawie nic, ale co powiedziec szczesliwej narzeczonej z ukrywajacej w towarz
                  > yskich pogawedkach przez pol roku fakt istnienia tegoz?To dopiero hardcore.


                  jak dla mnie dziwne, ale nie zaraz hardcore. i tu się różnimy znacznie w ocenie Babo. Jak dla mnie informacja czy kolezanka z pracy ma narzeczonego jest zupełnie zbednasmile Jeśli ma i chce op tym mowić, to ok, ale nie żeby mnie to jakoś zajmowało. Teraz sobie uświadomiłam, że połowa moich współpracowników nie wiedziała, że się przeprowadzam smile - kiedy się przeprowadziłam. Ja tego faktu NIE UKRYWAŁAM Babo, zwyczajnie nie czułam potrzeby rozmawiania o tym w szerszym gronie, bo i nie było o czym. Gdyby mnie kto zapytał - na pewno bym nie kłamała, bo i po co. Ale nikt nie pytał, a ci co wiedzieli, też nie poruszali poza mna tego tematy, bo on zwyczajnie nieciekawysmile
                  Jak już mieszkałam tu gdzie mieszkam z 3 miechy, to współpracownica pożyczyła ode mnie klucze i miała mi w weekend oddać. Powiedziała cos w rodzaju "Prztpomnij mi adres, bo raz byłam u Ciebie, ale tak dokładnie nie pamiętam, który to blok". Na co ja "Oj, ja tam już nie mieszkam, podam ci aktualny adres" . Absolutnie nic nie miałam do dziewczyny, nie byłyśmy skłócone, jest sympatyczna itd. ale nie jesteśmy jakoś blisko, nie odwiedzamy się wzajemnie w domach bez jakiejś przyczyny (jak np. pożyczka kluczy) i zwyczajnie NIE BYŁO okazji do rozmowy o mojej przeprowadzce na inne osiedle. Ty byś pewnie uznała to za wiekie hardcorowe ukrywanie smile
                  • baba67 Re: Widzisz, ale trudno dośc znaleźć granicę 14.01.14, 11:24
                    Przepraszam za protekcjonalny ton jesli tak to odebralas.
                    Masz jak dla mnie bardzo nietypowe doswiadczenia i zupelnie rozne od mojego podejscie do ludzi skrytych.
                    Nie lubie, nie ufam, nie tlumacze i nic tego nie zmieni.Ty lubisz, ufasz i tlumaczysz ich i tego tez nic nie zmieni.Po prostu.
                    • kora3 Dlaczego nietypowe Babo? 14.01.14, 11:40
                      Powiedziałabym, że raczej właśnie typowe, skoro obracając się zarówno prywatnie, jak i zawodowo w środowiskach różnych (wiekowo, społecznie, materialnie, intelektualnie) są podobne.

                      NAPRAWDE w zadnej z moich grup rówieśniczych w dzieciństwie i młodości rodzeństwo nie było tematem nr 1, czy 2. Nie, ze nikt nic nie mówił na ten temat, tylko nie był to jakiś temat głowny ogólnie dla większości, jeśli ktoś się na nim skupiał, to zwykle miał z tym rodzeństwem jakiś kłopot (skonfliktowanie, choroba, nierówne traktowanie w rodzinie).

                      I NAPRAWDE w zadnej mojej pracy, a troszkę ich było smile nie miałam sytuacji, ze wszyscy gremialnie opowiadają o zonach, mezach, dzieciach, narzeczonych, wakacjach ze szczegółami.

                      Podobnie w grupach towarzyskich, a na serio znam kupę ludzi z najróżniejszych środowisk nie oczekuje się zaraz "spowiedzi" z życia. Powiedziałabym nawet, ze osoby które same się opowiadają, a oczekują od innych rewanżu na podobnym poziomie i wypytują niezależnie od środowiska nie budzą wielkiej sympatii i raczej wzbudzają zdziwienie.

                      Wracając jednak do tego "hardcora" smile Uznałabyś, ze ja ukrywałam fakt przeprowadzki?smile
                      • baba67 Re: Dlaczego nietypowe Babo? 14.01.14, 11:50
                        A masz taka sytuacje ze siedzisz w jednym pokoju z kolezanka kamieniem 8 godzin dziennie przez pol roku?
                        Bo jesli nie to ciezko porownywac.
                        Ale i tak przeprowadzka jesli niedaleko i kto inny zalatwia to moze i sie nie zgadac, bo w sumie temat niemily, nudny mozna w pogawedkach pominac.
                        Ale narzeczony i przygotowania do slubu?Uwazasz ze to normalne, naprawde?
                        Dla mnie to nienormalne i mozesz sobie Beatke tlumaczyc nawet rozprawa doktorska.
                        • kora3 Re: Dlaczego nietypowe Babo? 14.01.14, 12:01
                          baba67 napisała:

                          > A masz taka sytuacje ze siedzisz w jednym pokoju z kolezanka kamieniem 8 godzin
                          > dziennie przez pol roku?
                          > Bo jesli nie to ciezko porownywac.


                          no pewnie smile kamieniem 8 godzin to może nie smile, ale w jednym pokoju przez już czekaj ...8 lat z kolegą do którego się teraz uśmiecham pracuję smile z kolezanką - 5. Z ludźmi z drugiego pokoju cos po 7, czy 8 razem pracujemy.

                          > Ale i tak przeprowadzka jesli niedaleko i kto inny zalatwia to moze i sie nie z
                          > gadac, bo w sumie temat niemily, nudny mozna w pogawedkach pominac.


                          No niedaleko. Kto inny? Nie, no ja przecież. ale nie potrzebowałam na to brać wolnego dnia, wiec nie wypłynęło. Czy temat niemiły? No dla mnie miły w sumie - przeprowadzałam się do fajniejszego mieszkania, wyprowadzałam od ekspartnera i zamieszkałam z aktualnym. Czy nidny teat dla otoczenia - wg mnie - tak smile

                          > Ale narzeczony i przygotowania do slubu?Uwazasz ze to normalne, naprawde?
                          > Dla mnie to nienormalne i mozesz sobie Beatke tlumaczyc nawet rozprawa doktorsk
                          > a.


                          Babo, nikogo nie tlumaczę. sama napisałam, ze odebrałabym taką sytuacje jako DZIWNĄ. Ale tylko dziwną, a nie jakąś "straszną".
                          No dziwne ze dziweczyna nic nie mówiła, ale ja nie odbieram tego jako "ukrywania". Ukrywanie to byłoby, gdyby ktoś pytał i nie powiedziała, albo wyszła za mąż i nic nie powiedziała. Z opisu wynika, że przyniosła zaproszenia, wiec nie miała zamiaru ukrywać zamęścia.
                          może niedokładnie zrozumiałam tamten post, ale nie wynika z niego wprost, iż Beatka nie ujawniła, ze ma narzeczonego. Wynika, ze nie ujawniła, ze sposobi się do slubu. Choc może źle zrozumiałam.
                          • vilez Re: Dlaczego nietypowe Babo? 14.01.14, 12:18
                            Koro, mnie się zdarzyło nie wiedzieć przez jakiś czas, gdzie mieszka mój brat. Często zmieniał miejsca zamieszkania (miasta- taka praca), no i raz zdarzyła się prześmieszna historia. Otóż, swego czasu dojeżdżałam co tydzień do Krakowa (z ponad godzinną przesiadką w Katowicach). No i poskarżyłam się bratu na obskurny dworzec katowicki (jeszcze wtedy niewyremontowany), że nie ma nawet gdzie iść na sensowną kawę. A brat wtedy na to ryknął śmiechem i mówi: "a patrz, siostra, ja mieszkam 5 minut od tego dworca". Bo i rzeczywiście, od jakiegoś czasu tam mieszkał. I to pokazuje, w czym rzecz. Po prostu się nie złożyło jakoś, to i sprawa nie wypłynęła. Ani on mnie nie mówił, ani ja nie pytałam. Są tacy ludzie i nie oznacza to złych relacji między nimi ani tajenia.
                            • kora3 Re: Dlaczego nietypowe Babo? 14.01.14, 12:30
                              vilez napisała:
                              . Otóż, swego czasu dojeżdżałam co tydzień do Krakowa (z
                              > ponad godzinną przesiadką w Katowicach). No i poskarżyłam się bratu na obskur
                              > ny dworzec katowicki (jeszcze wtedy niewyremontowany), że nie ma nawet gdzie iś
                              > ć na sensowną kawę


                              smile teraz jest wspaniały smile to moje rodzinne miasto, wiesz?smile Katowice, a nie dworzec smile

                              . A brat wtedy na to ryknął śmiechem i mówi: "a patrz, siostr
                              > a, ja mieszkam 5 minut od tego dworca". Bo i rzeczywiście, od jakiegoś czasu ta
                              > m mieszkał. I to pokazuje, w czym rzecz. Po prostu się nie złożyło jakoś, to i
                              > sprawa nie wypłynęła. Ani on mnie nie mówił, ani ja nie pytałam. Są tacy ludzie
                              > i nie oznacza to złych relacji między nimi ani tajenia.


                              no dokładnie - to tak, jak ja odpowiedziałam koleżance na pytanie gdzie jest mój partner "nie wiem"smile Po prostu pokojarzyło mi się, ze pyta o konkret - w jakim mieście w tym momencie. A ponieważ w ramach swej pracy sporo się przemieszcza, a w tym dniu miał to właśnie czynić, to zgodnie z prawdą powiedziałam, ze nie wiem smile. Być może ktoś tak ma, że zdaje na bieżąco relacje drugiej połowce gdzie jest - ale my nie smile

                              a całkiem poważnie - nie wiem też dlaczego niektórym brak udzielania informacji kojarzy się zaraz z ukrywaniem, czy nienajlepszymi relacjami między współpracownikami, znajomymi, czy rodziną. Przecież jest cała masa informacji nieistotnych. Np. dla Ciebie takową było aktualne miejsce zamieszkania brata, który miejsca zamieszkania zmieniał często w związku z pracą i w sumie wsio ryba gdzie teraz właśnie mieszka. Tak samo mnie wsio ryba gdzie jest aktualnie mój partner: w Warszawie, Białymstoku, czy Gdańsku. W pracy jest, daleko i tyle, co to zmienia, że dowiem się gdzie teraz konkretnie?
                              • kora3 Jeszcze coś smiesznego :) Vilez 14.01.14, 12:48
                                Otóż moja siostra, która kompletnie nie jest osobą wścibską, kiedy była na macierzyńskim chyba się trochę nudziłasmile, bo lubiła rozmowy telefoniczne bardzo smile Jako, ze mieszkamy daleko od siebie, dałam jej taryfę ulgową na to wydzwanianie biorąc pod uwagę, ze jest uziemiona w domu z dzieckiem, co przy jej usposobieniu pewnie łatwe nie byłosmile

                                No i tak moja mała siostrzyczka sobie do mnie dzwoniłasmile Mam nienormowany czas pracy, wiec u mnie trudno przewidzieć kiedy będę mogła rozmawiać. No i dzwoni moja siostra wieczorem wczesnym z punktu zaczynając rozwijać temat smile Mówię kobiecie grzeczniesmile, ze teraz nie mogę gadać. Na co ona niezadowolona -"ale gdzie jesteś?" mówię "W pracy!" , "Ale gdzie?" - nadmieniam, ze moja siostra kompletnie nie zna topografii regionu, gdzie mieszkam i pracuje, wiec informacja konkretnie co do miejsca nic jej nie powie. "W wozie" - mówię. "W jakim wozie?" - pyta. "No kurczę młoda, w strażackim" - odpowiadam. Na co moja siostra "A to przepraszam" - nie wiem do dziś dlaczego akuratnie strażacki takie wrazenie na niej zrobiłsmile
                                • matylda1001 Re: Jeszcze coś smiesznego :) Vilez 14.01.14, 14:37
                                  kora3 napisała:

                                  >nie wiem do dziś dlaczego akuratnie strażacki takie wrazenie na niej zrobiłsmile<

                                  smile No bo to jednak nietypowy był wóz smile Chociaż gdyby chodziło o drabiniasty, to reakcja pewnie byłaby podobna. Siostrze nie chodziło o szczegóły ale o porozmawianie chociaż przez chwilę, z przyczyn Tobie wiadomych.
                                  Tak sobie tu rozmawiamy, ale ja w dalszym ciągu mam wrażenie, że każda z nas postrzega skrytość/dyskrecję/wścibstwo inaczej. Ty, Koro, mówisz - nie wspomniałam o tym, bo nikt nie pytał. Ja np. należę do osób, które bardzo rzadko pytają, w związku z czym często jestem "towarzysko zapóźniona" smile Wiem tyle, ile ludzie zechcą sami o sobie powiedzieć i to mi wystarcza. O! np. dlaczego miałabym pytać Ciebie czy czasami gdzieś się nie przeprowadzasz, skoro sama nic o żadnej przeprowadzce nie wspominasz? Takiej informacji oczekiwałabym raczej od Ciebie. Informacji, a nie szczegółów z tym związanych.
                                  Vilez - Czy to Ty miałabyś pytać brata, gdzie aktualnie mieszka? czy to raczej brat powinien poinformować Ciebie, chociażby ze względów rodzinnych? A myślę, że powinien.
                                  Koleżance, którą znam od początku studiów i do dziś pracujemy razem, ostatnio zebrało się na zwierzenia. Mimo, że znam ją tak długo, znam jej rodziców, to, co usłyszałam było dla mnie szokiem. Od zawsze czułam, że jej rodzinny dom kryje jakąś mroczną tajemnicę. Widziałam jej wielkie przywiązanie do ojca i bardzo chłodny stosunek do matki. Teraz dowiedziałam się, że jej matka jest chora psychicznie, i jak była małą dziewczynka, to ta matka się nad nią znęcała. Często biła ją i jej siostrę, zamykała dzieci w ciemnej piwnicy, przywiązywała do mebli, w zależności od nastroju głodziła albo wpychała w nie jedzenie ponad miarę. W końcu, na oczach córek, otruła ich psa. Jedynym ratunkiem, ostoja był ojciec, który starał się chronić córki najlepiej jak potrafił a ze względów towarzyskich krył całą sytuacje przed "światem". Istny dramat. Nie mam żalu do koleżanki o to, że nigdy o tym wszystkim nie wspomniała, to zbyt osobiste. Chociaż gdybym cokolwiek wiedziała, to łatwiej byłoby mi ja zrozumieć w wielu sytuacjach. Np. to, że zdecydowała się na specjalizacje z psychiatrii a potem nie bardzo potrafiła się w tym odnaleźć i zmieniła na inną. Albo, że nigdy nie potrafiła stworzyć trwałego związku z mężczyzną. Sama nigdy o nic nie pytałam, chociaż wiele razy mogłam. Zachowanie koleżanki to nie przejaw skrytości, ale blokada emocjonalna spowodowana traumą z dzieciństwa. Skrytość to coś zupełnie innego. Są ludzie, którzy nawet jak jedzą w pracy przyniesioną z domu kanapkę, to tak ją wyjadają z papierka, żeby nikt nie widział, czy to chleb, czy bułka wink
                                  • baba67 Re: Jeszcze coś smiesznego :) Vilez 14.01.14, 14:50
                                    No pewnie ze sa zachowania spowodowane trauma., ale nie o takich przypadkach tu dyskutujemy.Na ogol ludzie z trauma nie probuja sie zaprzyjazniac bo rozumieja ze za otwartosc powinni zaplacic otwartoscia a oni tej waluty nie maja.To smutne ale jakos uczciwe.
                                  • kora3 Re: Jeszcze coś smiesznego :) Vilez 14.01.14, 14:53
                                    matylda1001 napisała:
                                    >
                                    > smile No bo to jednak nietypowy był wóz smile Chociaż gdyby chodziło o drabiniasty, t
                                    > o reakcja pewnie byłaby podobna. Siostrze nie chodziło o szczegóły ale o porozm
                                    > awianie chociaż przez chwilę, z przyczyn Tobie wiadomych.


                                    wiem, ale mnie niemożebnie wqrzyło to dopytywanie "gdzie i gdzie" - jajby to miało jakiekolwiek znaczenie smile

                                    O! np. dlaczego miałabym pyt
                                    > ać Ciebie czy czasami gdzieś się nie przeprowadzasz, skoro sama nic o żadnej pr
                                    > zeprowadzce nie wspominasz?


                                    no to chyba jasne, ze nie smile

                                    Takiej informacji oczekiwałabym raczej od Ciebie. I
                                    > nformacji, a nie szczegółów z tym związanych.


                                    No i tu mam zapytanie: dlaczego oczekiwałabyś informacji w tym temacie? Mam na myśli sytuację, gdy jesteś moją współpracownicą, nie kolegujemy się bliżej, nie przyjaźnimy, nie bywamy u siebie wzajemnie, jeśli razem wychodzimy do pubu, to w gronie reszty współpracowników. Zmiana miejsca mojego zamieszkania nijak Ciebie nie dotyczy - ani prywatnie, ani zawodowo.

                                    Istny dramat. Nie mam żalu do koleżanki o t
                                    > o, że nigdy o tym wszystkim nie wspomniała, to zbyt osobiste.


                                    No wlasnie...

                                    Są ludzie, k
                                    > tórzy nawet jak jedzą w pracy przyniesioną z domu kanapkę, to tak ją wyjadają z
                                    > papierka, żeby nikt nie widział, czy to chleb, czy bułka wink


                                    no są. I wiesz co? Mnie nie przeszkadzają. Natomiast przeszkadzają mi tacy, którzy potrafią z kosza na smieci wygrzebać opakowanie po lekarstwie, które ktoś zażył, żeby się dowiedzieć co zażywa - autentyk!
                                    Mnie takie zachowanie tylko dziwi (to ukrywanie kanapki), ale nie uraza, tym bardziej, ze w odróżnieniu od wścibstwa, nikomu ono nie szkodzi.
                                    • matylda1001 Re: Jeszcze coś smiesznego :) Vilez 14.01.14, 15:28
                                      kora3 napisała:

                                      >No i tu mam zapytanie: dlaczego oczekiwałabyś informacji w tym temacie?<

                                      Oczekiwałabym w sytuacji, gdy z jakichś powodów powinnam wiedzieć. Podałam to jako pierwszy lepszy przykład.

                                      > no są. I wiesz co? Mnie nie przeszkadzają.<

                                      Mnie też nie przeszkadzają, ani trochę, ale śmieszą mnie. Bo mnie zawartość ich kanapki w ogóle nie interesuje, nie podglądam co tam mają, więc nie widzę powodu tej tajemnicy smile

                                      >Natomiast przeszkadzają mi tacy, którzy potrafią z kosza na smieci wygrzebać opakowanie po lekarstwie, które ktoś zażył, żeby się dowiedzieć co zażywa - autentyk! <

                                      Wierzę smile z takiego grzebania w śmietnikach żyje pokaźna rzesza dziennikarzy (bez urazy!)
                                      Buszują po śmietnikach sławnych ludzi i potem piszą co tamci jedzą, jakich prezerwatyw używają smile

                                      > Mnie takie zachowanie tylko dziwi (to ukrywanie kanapki), ale nie uraza, tym bardziej, ze w odróżnieniu od wścibstwa, nikomu ono nie szkodzi. <

                                      A ktoś tu wspomina o urazie? Co komu do cudzej kanapki?
                                      • kora3 Re: Jeszcze coś smiesznego :) Vilez 14.01.14, 15:40
                                        matylda1001 napisała:

                                        > Oczekiwałabym w sytuacji, gdy z jakichś powodów powinnam wiedzieć. Podałam to j
                                        > ako pierwszy lepszy przykład.


                                        ano właśnie, o ile z jakichś powodów itd. Rzecz w tym, że niektórzy uważają niepoinformowanie o takiej błahej i wcale ich niedotyczącej sprawie za ...ukrywanie. Tymczasem nikt nie ukrywa, zwyczajnie nie wydaje mu się, by to miało kogoś zainteresować, bo nijak nie dotyczy smile
                                        >
                                        > Mnie też nie przeszkadzają, ani trochę, ale śmieszą mnie. Bo mnie zawartość ich
                                        > kanapki w ogóle nie interesuje, nie podglądam co tam mają, więc nie widzę powo
                                        > du tej tajemnicy smile


                                        no ja też. Ale zdarza się, ze ktoś ma nieuzasadnione przeświadczenie, ze otoczenie bardzo się nim interesuje (znam takiego typa), albo przykre doświadczenia z osobami wścibskimi.
                                        >
                                        > Wierzę smile z takiego grzebania w śmietnikach żyje pokaźna rzesza dziennikarzy (b
                                        > ez urazy!)
                                        > Buszują po śmietnikach sławnych ludzi i potem piszą co tamci jedzą, jakich prez
                                        > erwatyw używają smile


                                        Wiesz, osoby piszące w brukowcach i o takich rzeczach ro raczej pseudodziennikarze. Ta sytuacja rozegrała się wszelako w srodowisku zupełnie niedziennikarskim, w biurze pewnej szacownej instytucji, w której pracowała moja ciotka. w śmieciach grzebała pokojowa kolezanka ciotki szukając opakowania po lekach uch wspólnego kolegi z biura.
                                        Moja ciotka po doświadczeniach z ta kobietą miała niezłą jazdęsmile Jakiś czas przypominała tych, co się kryją z kanapką, gdy zmieniła atmosferę. bo przez lata pracowała z babskiem, które dosłownie ludzi sledziło.

                                        >
                                        > A ktoś tu wspomina o urazie? Co komu do cudzej kanapki?

                                        nic, jako i do cudzego rozwodu, przeprowadzki, narzeczonego itd. a jednak niektórzy bez nijakiego powodu czują się urażenie "niepoinformowaniem" ICH
                              • vilez Re: Dlaczego nietypowe Babo? 14.01.14, 14:26
                                > smile teraz jest wspaniały smile to moje rodzinne miasto, wiesz?smile Katowice, a nie dw
                                > orzec smile

                                smile
                                Tak, wiem, że teraz macie wypaśny dworzec smile Zazdroszczę Wam, bo mamy tylko centrum handlowe z czymś, co udaje dworzec na doczepkę (Poznań) suspicious

                                Ale na tym starym dworcu (katowickim) było jedno fajne miejsce- księgarnia taniej książki. Tam spędzałam tę godzinę, zawsze coś wygrzebałam fajnego. Byłabym jednak niesprawiedliwa, gdybym ten stary dworzec tak całkiem obsobaczała wink
                                • kora3 Re: Dlaczego nietypowe Babo? 14.01.14, 14:55
                                  vilez napisała:
                                  > Tak, wiem, że teraz macie wypaśny dworzec smile Zazdroszczę Wam, bo mamy tylko ce
                                  > ntrum handlowe z czymś, co udaje dworzec na doczepkę (Poznań) suspicious


                                  No ja już nie mam smile nie mieszkam tam już ponad 10 lat smile ale bywam. Teraz mam inny dworzec, piękny i stary smile
                                  >
                                  > Ale na tym starym dworcu (katowickim) było jedno fajne miejsce- księgarnia tani
                                  > ej książki. Tam spędzałam tę godzinę, zawsze coś wygrzebałam fajnego. Byłabym j
                                  > ednak niesprawiedliwa, gdybym ten stary dworzec tak całkiem obsobaczała wink


                                  smile
                                  • vilez Re: Dlaczego nietypowe Babo? 14.01.14, 20:16
                                    smile
                            • baba67 Re: Dlaczego nietypowe Babo? 14.01.14, 13:56
                              Typowe, oczywiscie, nie wiedziec gdzie brat mieszka.
                              • kora3 Babo przecież Vilez podala okoliczności 14.01.14, 14:11
                                brat jej często zmienia miejsce zamieszkania w związku z pracą i dla niej u reszty rodziny calkiem normalne jest, że dziś tu, za miesiąc tam. Nie jest to sytuacja standardowa, bo ludzie na ogół prowadzą bardziej osiadły tryb życiasmile, ale właśnie ona powoduje, iż nic dziwnego w tym, że Vilez nie znała aktualnego miejsca przebywania brata.
                                Podobnie nie jest standardem moja sytuacja, kiedy mój partner pracuje cały roboczy tydzień poza domem i przemieszcza się w swej pracy naprawdę szybko oraz czasem nieoczekiwanie, wiec nic dziwnego, że w danym momencie mogę nie znać miejsca jego pobytu.

                                A teraz wyobraź sobie, ze jesteś na Vilez, albo moim miejscu: czy naprawdę sprawdzałabyś na bieżąco każdorazowe miejsce pobytu brata? Czy sprawdzałabyś miejsce pobytu męza, gdyby pracował tak, jak mój partner? Oczekiwałabyś ze będę ci na bieżąco podawac info, które na kij ci się zdadzą?
                                • baba67 Re: Babo przecież Vilez podala okoliczności 14.01.14, 14:20
                                  W ogole sobie tego nie wyobrazam.Przeciez nie mieszkal w jednym miejscu kilka dni tylko co najmniej miesiac.Dla mnie kosmos .Pewnie nietypowa jestem.I pewnie nie wiedzial ze siostra studiuje, ze dojezdza, ze sie przesiada.Wg moich nienormalnych zapewnie standartow brat powinien to wiedziec. Okolicznosci moze nie takie czeste jednak brak zainteresowania rodzenstwem ubrane elegancko w szatki dyskrecji jest po prostu...brakiem zainteresowania.
                                  • vilez Re: Babo przecież Vilez podala okoliczności 14.01.14, 14:30
                                    A czemu sobie nie wyobrażasz? Nigdy nie spotykaliśmy się u niego, bo on mieszkał w tak dziwnych miejscach, ze ojej...
                                    Wiedział, że studiuję, ale nie wiedział, że jeżdżę z przesiadką, bo o tym wcześniej nie było okazji pomówić. Dopiero, kiedy się zgadaliśmy, to się poobjaśniało.
                                    • kora3 Vilez babie to trudno bedzie zrozumiec 14.01.14, 15:04
                                      bo jak wynika z jej opisów w jej rodzinie ludzie są na bieżąco w sprawach innych. Nic w tym złego, ale takiej osobie niełatwo przyjąć, że inni tak nie mają.

                                      Ja na pierwszych studiach mieszkałam już poza rodzinnym domem, a owszem - moi rodzice i siostra wiedzieli - gdzie, ale nie składałam im na bieżąco relacji z rozkładu dnia, zajec, egzaminów itd.

                                      Na drugich studiach (w innym miescie) to moi rodzice i siostra nie wiedzieli nawet, czym pojechałam smile pociągiem, czy samochodem - a róznie bywało. ani gdzie konkretnie się zatrzymałam na nocleg - u koleżanki, żadna tajemnica, ale oni jej nie znali.
                                      Tyle wiedzieli, ze jadę. To były czasy przedkomórkowe smile wiec nawet możliwości nie było takiego zdawania relacji, choćby ktoś chciał. smile
                                  • kora3 Re: Babo przecież Vilez podala okoliczności 14.01.14, 14:38
                                    daj spokój Babosmile to nie jest brak zainteresowanmia, tylko życie własnym życiem. Moja siostra studiowała w mieście, gdzie ja mieszkałam. Wiedzialam co studiujesmile, ale żebym rozkład jej zajęć znała, to nie powiem.
                                    Tak samo ona - wiedziała, gdzie pracuję, ale czy ja tam jestem aktualnie, kiedy będę - nie. Tak samo z mieszkaniem. Jeśli chciała się ze mną spotkać po zajęciach, to musiałyśmy się UMOWIĆ.
                                • matylda1001 Re: Babo przecież Vilez podala okoliczności 14.01.14, 15:05
                                  kora3 napisała:

                                  > brat jej często zmienia miejsce zamieszkania w związku z pracą i dla niej u reszty rodziny calkiem normalne jest, że dziś tu, za miesiąc tam.<

                                  Koro, Vilez napisała, że brat mieszkał w Katowicach już od jakiegoś czasu. Nie wiem czy to oznacza tydzień, miesiąc czy pół roku, ale ile potrzeba czasu na podanie rodzinie aktualnego adresu... trzy dni, tydzień? Mnie to też nie wydaje się naturalne, ale rozumiem. Wszak sprawa dotyczy ludzi dorosłych, samodzielnych, żyjących własnym życiem, którzy nie mają obowiązku spowiadania się rodzinie z każdego kroku. Co innego rodzeństwo w wieku nastoletnim, gdzie ten brat czy siostra stanowi cząstkę codzienności.

                                  > Podobnie nie jest standardem moja sytuacja, kiedy mój partner pracuje cały roboczy tydzień poza domem i przemieszcza się w swej pracy naprawdę szybko oraz czasem nieoczekiwanie, wiec nic dziwnego, że w danym momencie mogę nie znać miejsca jego pobytu. <

                                  A to, to jest akurat całkiem naturalne dla ludzi przyzwyczajonych do takiego trybu życia smile Były czasy kiedy mój mąż często wyjeźdzał w różne miejsca i jak ktoś mnie spytał gdzie jest, to czasami nie wiedziałam. Oczywiście mówił, gdzie sie wybiera, ale dla mnie to było taką rutyna, że najczęściej pamiętałam, że to coś np. na "K" a czy Kraków, czy Koszalin, to już zupełnie bez różnicy. Nie było go w domu, był w pracy, wystarczy. Są też pary, ktore przez całe życie prowadzają sie za rączkę, wiedza o każdym swoim kroku, im to trudno zrozumieć.

                                  >Oczekiwałabyś ze będę ci na bieżąco podawac info, które na kij ci się zdadzą? <

                                  Mnie, czy Babie rzeczywiście na kij sie zdadzą, i wątpię czy ktoraś z nas by o to pytała smile Nie takiego rodzaju informacji oczekujemy od ludzi, prawda Babo?
                                  • kora3 Re: Babo przecież Vilez podala okoliczności 14.01.14, 15:14
                                    matylda1001 napisała:
                                    [i]>
                                    > Koro, Vilez napisała, że brat mieszkał w Katowicach już [b] od jakiegoś czasu[/
                                    > b]. Nie wiem czy to oznacza tydzień, miesiąc czy pół roku, ale ile potrzeba cza
                                    > su na podanie rodzinie aktualnego adresu... trzy dni, tydzień?[/i]

                                    Matyldo, wykaż trochę wyobraźnismile Jest brat pewnie starszy parę lat i siostra studentka. On raz tu pracuje, raz tu, ona zajęta swoimi sprawami. Spotykają się raz na jakiś czas w rodzinnym domu. Niewykluczone, że brat matce podał swój adres nowy, ale nie było potrzeby przekazywania go Vilez - nic nie wspominała, ze się do brata chce wybrać.
                                    Zrozum, ludzi, szczególnie w pewnym wieku, kiedy jeszcze nie pragna wielkiej smile stabilizacji, kiedy żyją pełna piersią smile niekoniecznie są tacy przyspawani do rodziny, rodzeństwa.

                                    Mnie to też nie
                                    > wydaje się naturalne, ale rozumiem. Wszak sprawa dotyczy ludzi dorosłych, samod
                                    > zielnych, żyjących własnym życiem, którzy nie mają obowiązku spowiadania się ro
                                    > dzinie z każdego kroku.


                                    ooo właśniesmile

                                    Co innego rodzeństwo w wieku nastoletnim, gdzie ten bra
                                    > t czy siostra stanowi cząstkę codzienności.


                                    Jak siostra mojego partnera miała 15 lat to on miał 25 zone i 2 dzieci i mieszkał w innym mieście. Sądzisz, ze stanowił cząstke codzienności tej dziewczyny?
                                    >
                                    . Nie był
                                    > o go w domu, był w pracy, wystarczy. Są też pary, ktore przez całe życie prowad
                                    > zają sie za rączkę, wiedza o każdym swoim kroku, im to trudno zrozumieć.


                                    też prawdasmile

                                    >
                                    > Mnie, czy Babie rzeczywiście na kij sie zdadzą, i wątpię czy ktoraś z nas by o
                                    > to pytała smile Nie takiego rodzaju informacji oczekujemy od ludzi, prawda Babo?


                                    literówkę strzeliłam - miałam na myśli to czy Baba mając brata w sytuacji zawodowej jak brat Vilez, albo meza w sytuacji mojego partnera oczekiwałaby od nich zdawania na bieżąco "relacji" gdzie są smile
                                    • matylda1001 Re: Babo przecież Vilez podala okoliczności 14.01.14, 15:54
                                      kora3 napisała:

                                      > Matyldo, wykaż trochę wyobraźnismile <

                                      I vice versa smile

                                      >Jak siostra mojego partnera miała 15 lat to on miał 25 zone i 2 dzieci i mieszkał w innym mieście. Sądzisz, ze stanowił cząstke codzienności tej dziewczyny? <

                                      smile Koro, czy Ty czytasz to co komentujesz? Ja napisałam o rodzeństwie nastoletnim - równolatkach +/- kilka lat, które mieszka w domu rodziców, żywi się z jednego gara, spędza ze sobą sporo czasu, często sypia w tym samym pokoju, ma ubrania w tej samej szafie.
                                      • kora3 Re: Babo przecież Vilez podala okoliczności 15.01.14, 08:31
                                        matylda1001 napisała
                                        >
                                        > smile Koro, czy Ty czytasz to co komentujesz? Ja napisałam o rodzeństwie nastolet
                                        > nim - równolatkach +/- kilka lat, które mieszka w domu rodziców, żywi się z jed
                                        > nego gara, spędza ze sobą sporo czasu, często sypia w tym samym pokoju, ma ubra
                                        > nia w tej samej szafie.


                                        Ok nie zrozumiałamsmile soreczka smile

                                        Myslę Matyldo, że zwyczajnie, jako jedynaczka (nie chcę żeby zabrzmiało to protekcjonalnie smile) inaczej wyobrazasz sobie relacje z rodzeństwem, niż to ma miejsce.

                                        I naprawdę nie piszę tego złośliwie. Ludzie, którzy nie mają rodzeństwa, a chcieliby je mieć często sobie tak wyobrażają: och, gdybym ja miał siostrę/brata ...
                                        Tymczasem relacje między rodzeństwem Matyldo wyglądają bardzo różnie. Bywa tak, że rodzeństwo z zbliżonym wieku nawet ledwo się toleruje mieszkając pod jednym dachem. To się czasem zmienia z wiekiem, czasem - nie.

                                        Moja dobra kolezanka ma 3 dzieci, w tym córke i syna rok po roku (i jeszcze młodszą córkę). Starsze rodzeństwo nie dość, ze samo jest nierozłączne to jeszcze opiekuje się zawsze młodszą siostrą, ma z nią swietny kontakt. Starsza corka koleżanki to taka cicha "myszka", a syn dusza towarzystwasmile. Starszaki (obecnie studenci) "od zawsze" spędzali razem mnóstwo czasu i to nie z inicjatywy rodziców, tylko z chęci. Mają wspólne zainteresowania, grono znajomych, pasje, w końcu - zwyczajnie lubią z sobą przebywać. Na tyle, ze teraz mieszkają na stancji razem, choć bez trudu mogliby w swoich akademikach.
                                        Być może Cię ro zaskoczy, ale opisana relacja Matyldo nie jest wcale standardem, jest raczej ewenementem budzącym cichą zazdrośc innych matek.

                                        Bo to wcale nie taka czesta sytuacja, ze cicha siostra może liczyć na wparcie przebojowego brata w dzieciństwie i wczesnej młodości. smile Znacznie częściej bywa tak, ze ten brat ma swoje: hobby, zainteresowania, towarzystwo, a siostra swoje.
                                        Specjalnie się razem nie pokazują, chyba, ze na rodzinnych uroczystościach. Specjalnie się pewnie nie ukrywają z posiadaniem rodzeństwa, ale nie jest ono wcale intregralną czescią ich życia, nawet jeśli mieszka pod jednym dachem.

                                        Ty pisałaś, ze z kolezanką spędzałaś wiele czasu, a o bracie dowiedziałąś się w II klasie. Zatem jakieś półtora roku nie było okazji, żeby ten brat pojawił się w Waszym towatzystwie, a to znaczy, ze koleżanka jakichś bliskich relacji na ów moment z nim nie miała.
                                  • baba67 Re: Babo przecież Vilez podala okoliczności 14.01.14, 15:27
                                    No prawda, Matyldosmile
                                  • vilez Re: Babo przecież Vilez podala okoliczności 14.01.14, 15:54
                                    Heh, widzę, że zwykła historia wywołała rezonans wink
                                    Byliśmy wtedy już mocno dorośli, to były moje studia podyplomowe.
                                    Nie było sensu rejestrować miejsc zamieszkania mojego brata, skoro tak je często zmieniał i skoro nie widywaliśmy się w innym miejscu, niż dom naszej mamy. Telefon do siebie mieliśmy w razie co, a jego aktualny adres zawsze miała moja mama.
                                    Nie ma w tym, niczego nienaturalnego- to normalna, acz śmieszna, historia. Nie wszyscy żyją w jeden i ten sam sposób i na jedną modłę. I to właśnie chciałam pokazać.
                                    • baba67 Re: Babo przecież Vilez podala okoliczności 14.01.14, 18:58
                                      Tak, tylko ze zestawilas te historie z dyskusja o kolezance z DZIECINsTWA Matyldy dziwujac sie ze ktos sie dziwi.
                                      Nadal sytuacja z bratem wydaje sie nieszablonowa ale juz nie jakas kuriozalna jesli sie wezmie pod uwage ze nie mieszkalas z rodzicami jako studentka tylko dorosla osoba gdzie indziej.
                                      Bo jesli bys mieszkala u rodzicow tzn ze rodzice tez nie wiedzieli gdzie syn mieszka co jednak dziwne by bylo.
                                      • vilez Re: Babo przecież Vilez podala okoliczności 14.01.14, 20:13
                                        Ja tylko chciałam pokazać, ze można nie wiedzieć różnych rzeczy o osobach bliskich- z różnych powodów. Że oceny/opinie ogólne (nadmiernie ogólne) mogą się z tymi sytuacjami mocno mijać.
                              • vilez Re: Dlaczego nietypowe Babo? 14.01.14, 14:22
                                Ależ typowe w tych nietypowych okolicznościach, Babo smile Spotykaliśmy się zasadniczo w rodzinnym, to i nie było potrzeby, by mi mówił o tych wszystkich swoich przeprowadzkach.
                                Obecnie, gdy mama zmarła i już nie mamy rodzinnego domu, wiem gdzie mieszka, bo spotykamy się albo u niego albo u nas. I tyle.
                    • vilez Re: Widzisz, ale trudno dośc znaleźć granicę 14.01.14, 12:10
                      Babo, no nie. Kora ma zwyczajne normalne relacje z ludźmi i typowe doświadczenia. Ja też nie paplam na co dzień o tym, czy się przeprowadzam, czy mam rodzeństwo: kto co jak z kim i kiedy. Najczęściej takie sprawy wychodzą w związku z jakimś tematem, a nie- samo staje się przedmiotem, o ile w ogóle wychodzą.

                      Jak już wyżej napisałam, są ludzie którzy interesują się bliźnimi (owo: kto, co, jak, z kim i kiedy) i są ludzie,którzy bardziej interesują się sprawami/problemami. Ja bez wątpienia należę do tych drugich, choć i tu staram się nie łączyć "spraw" z "ludźmi", jeśli mnie sami ci ludzie o to nie poproszą.
                      To zasadniczy podział. Ale nie możesz mówić, że ludzie pokroju mojego czy Kory są nietypowi. Absolutnie nie są.
                      • kora3 Ufff Vilez:) 14.01.14, 12:17
                        Już myślałam, ze będę uchodzić za dziwoląga u Baby.
                        a moje doświadczenia wydają mi się właśnie - typowe. Większość ludzi jak widzę uzależnia stopień ujawniania o sobie intymnych informacji od stopnia zazyłosci, a nie gada wszystkim jak leci. Większosc też nie zdaje tak relacji z takich zwyczajnych rzeczy typu rodzeństwo, tylko właśnie wychodzi to przy jakiejś okazji, a jeśli nie wychodzi, to nikt nie czuje się "oszukany".

                        To właśnie osoby bardzo dużo o swoich sprawach mówiące niebliskiemu gronu są postrzegane jako nietypowe.
                      • baba67 Re: Widzisz, ale trudno dośc znaleźć granicę 14.01.14, 13:52
                        ja pisalam o dzieciecych podworkowych paczkach albo grupach przyjaciol w szkole sredniej.
                        Nie wyobrazam sobie zebysmy nie wiedzieli o rodzenstwie. Ten temat zawsze wyplywal bo rodzenstwo bylo czescia zycia . Nie pisze o doroslych.
                        • kora3 Re: Widzisz, ale trudno dośc znaleźć granicę 14.01.14, 14:19
                          zupełnie mnie to nie przekonuje Babo. Tak, jak napisałam wcześniej - nie przypominam sobie by ktoś ukrywał fakt posiadania rodzeństwa, ale o ile nie było ono kłopotem, albo nie był ktoś z nim blisko to na bank nie stanowiło jakiegoś tematu wiodącego w grupie rówieśniczej.

                          Szczególnie mało ono występowało w opowieściach jakichś, gdy było dużo starsze, albo dużo młodsze, wiec tak naprawdę niewiele wspólnego miało z kimś. Podałam ci zresztą przykład mego partnera i jego siostry - 10 lat różnicysmile Co chłopak 17-letni miałby kolegom opowiadac 7o 7 - latce, co ta 7-latka o niemal dorosłym bracie swoim koleżankom?
                        • vilez Re: Widzisz, ale trudno dośc znaleźć granicę 14.01.14, 14:35
                          Napisałaś, że to nietypowe, a nie- że dotyczy przyjaźni z dzieciństwa lub z podwórka. Wiadomo, że jak się mieszkało w jednej kamienicy czy bloku, to się wiedziało o sobie wiele.
                          Dorosłość zakłada także inne rodzaje znajomości. A może nawet- przede wszystkim inne.
          • notting_hill Re: Dokładnie Vilez 14.01.14, 17:42
            Kurczę, pogubiłam się już trochę w tym drzewku, ale chciałam się wtrącić, jako, że to ode mnie pochodzi ten "casus Beatki".

            Otóż nie zgodzę się, że ta niewpółmierność informacji pochodzi stąd, że są ludzie, którzy na swój temat mogą długo i jeszcze dłużej, ze szczegółami wszelkimi. To znaczy są tacy ludzie, ale nie o nich tu mowa. W przykładzie, na który się powołałam chodziło o to, że przebywając z kimś kilka godzin dziennie nie ma siły, żeby się różnych rzeczy nie dowiedzieć mimochodem., chyba że ta osoba bardzo stara się kamuflować. Pytanie tylko jest- w jakim celu?
            Bo odbiera się przecież telefony, dzwoni się gdzieś (np. w sprawie przeprowadzki- dam głowę, że ktoś kto z Korą siedziałby cały dzień w jednym pokoju byłby całkiem wprowadzony w temat)- no, nie ma siły, ludzie, którzy siedzą w jednym miejscu i słyszą swoje rozmowy nie mają możliwości nie domyślać się różnych rzeczy. Nawet jeśli człowiek się stara nie wywlekać swoich spraw przed innymi, nie zawsze się to udaje. Dlatego tym bardziej nienormalne jest takie maskowanie się, żeby broń boże nic się nie wydostało na zewnątrz. Przeciez nawet ton głosu czasem potrafi człowieka zdradzić jak się zakocha i parę słów przez telefon powie do ukochanego.
            Więc wiele tu nie trzeba gadać. Wystarczy raz telefon odebrać pt. Mamo, jak się naleśniki robi, żeby osoba postronna zorientowała się, że ma się dziecko w adekwatnym wieku. Z takich mikroinformacji składa się człowiek. Z jakiegoś powodu niektórzy uznają, że muszą nakładać bana na nie.
            • baba67 Re: Dokładnie Vilez 14.01.14, 19:08
              Beatka odwalila kawal solidnej roboty jak najbardziej aktywnie.Kloss moglby sie od niej latami uczyc. To nie byla kwestia "ze sie nie zgadalo" czy ze ktos strzeze bolesnych tajemnic.
              To byl teatrzyk z udawaniem szczerej realcji kolezenskiej (bo przeciez notting nie opowiadala o swoim zyciu erotycznym) podczas gdy zachowanie ze szczeroscia nie mialo wiele wspolnego.
              Kolezanka Matyldy byla tylko skryta, Beatka byla tez i nieszczera.Ciekawa jestem o czym rozmawialyscie przez te pol roku.
              Tak naprawde kazdego skrytego osobnika posadzam o nieszczerosc i chociaz wiem ze w wielu wypadkach nieslusznie to na wszelkie wypadek zaufania nie mam.
              • kora3 Powiem Ci babo, ze jestem pełna zdumienia 15.01.14, 10:29
                dla Twej postawy. jakkolwiek owa Beatka ze swoim zachowaniem mnie zdziwiła także, to Ty bardziej.
                Jakkolwiek nie mam doświadczenia w takim gadaniu "po biurach" - opisałam wyżej dlaczego smile ale zakładam, że owszem - o ile się da i nie ma jakiegoś konfliktu, to osoby razem pracujące wymieniają prywatne uwagi mniej lub bardziej często i rzeczywiście dziwne jak wspomniałam dla mnie jest, ze ta Beatka nie wspomniała słowem ze wychodzi wkrótce za mąż.

                Ale nie pojmuję robienie z tego zaraz takiej afery i wytaczania ciężkich dział, ze nieszczera.
                Wyobraź sobie, ze na moich drugich studiach zaistniały następujące "ślubne" sytuacje.
                Dodam, dla jasności, ze grupa nasze nie była liczna (do 20 osób), zjazdy odbywały się co tydzień (piątek, sobota, niedziela) i choć oczywiście były "podgrupy" trzymające się razem, to nikt się nie izolował i często całą grupą szliśmy na piwko, czy drinka po zajęciach.

                Na jednym z takich spotkań kolezanka oznajmiła, ze na następnym zjeździe jej nie będzie, bo wychodzi za mąż. Czyli ... za tydzień. Ja np. o koleżance wiedziała, ze kogos tam ma, ale jaki etap tej znajomości, czy rokuje ślubnie - nie. Wcale mnie nie zaskoczyło, ze kolezanca się nie opowiadała ze slubem, choć znałyśmy się i lubiły (akcja ma miejsce na II i ostatnim roku)Jedna z koleżanek wyraziła zdziwienie, ze nic nie mówila o slubie. "Bo nie planowaliśmy teraz, tylko za 2-3 lata. Ale co tu dużo gadać, w ciązy jestem, a ze pochodze z wioski, to nie przejdzie panną rodzić i na szybko trzeba brać". No Babo nie każdy opowiada kwieciście o tym, ze za 2-3 lata ma może zamiar zmienić stan cywilny smile - nie sądzisz? To i dziewczyna nie mówiła. Sytuacja się zmieniła i slub stał się pilnie potrzebny, wiec na biegu załatwili. Czy ona była nieszczera? Bo powiedziała nam tydzień przed? WCALE nam nie musiała w sumie gadac, po slubie z przyczyn zawodowych została przy swoim nazwisku, a jej meza nikt na oczy nie widział, ani jak był niemezem, ani jak mezem został smile

                Sytuacja nr 2 z tego samego roku studuów. Kolezanka bliższa, acz nie z tych najbliższych mi w tym gronie. Wspólne wypady po zajęciach, ale bez udziału jej drugiej połówki. Wiemy, ze kogoś ma bo mówi w stylu. "A dobra, ide z wami, tylko do mojego Bartka zadzwonię, ze przyjdę później". Pewnego razu na jednym z takich spotkań piątkowych w naszym gronie, tych bliższych wyciąga koperty. "Kochani, za miesiąc wychodzę za maż, serdecznie Was zapraszam na wesele" Nikt nie poczuł się oszukany, ze nie wspomniała, iż sposobi się do slubu! Mogła, nie musiala. Tajemnicy jak widać nie robila, bo wszak nas ZAPROSIŁA, w terminie przewidzianym SVsmile Resztę powiadomiła o slubie na jakieś 2 tyg. przed nim wspominając, ze będzie jej miło, jeśli znajda czas na uczestniczenie w ceremonii. Wiekszosc - była, zatem nikt nie czuł się jakoś nie halo.
                Ja w ogóle nie wiem w czym jest problem
                • baba67 Re: Powiem Ci babo, ze jestem pełna zdumienia 15.01.14, 11:47
                  Nie wiem czy kiedykolwiek mialas taka prace ze siedzisz z kims w jednym pokoju przez 8 godzin przez pol roku. Podejrzewam ze nie bo masz inna specyfike zawodu.
                  Chodzenie z kims na studia to jest tez CO INNEGO.
                  Sama takiej pracy nigdy nie mialam ale w mojej rodzinie ten rodzaj zatrudnienia przewaza zatem jaki jest stopien normalnej wiedzy o wspolpracownikach (po prostu wspolpracownikach) z jednego pokoju wiem.
                  Bedziesz Beatki bronila jak niepodleglosci, ale nic mojego zdania o nieszczerosci panienki nie zmieni. gdyby byla takim milczkiem co tylko dziendobry plus sprawy sluzbowe toby nieszczera wg mnie nie byla.Ale tam byly rozmowy prywatne z jednej strony bardzo filtrowane z naciskiem na BARDZO.Jesli taka postawa jest wg Ciebie szczera to zachodzi tu niezgodnosc definicji.
                  • baba67 chodzi o pokoj 2-3 osobowy nie openspace nt 15.01.14, 11:50

                    • kora3 a gdzie napisałam inaczej? 15.01.14, 12:13
                      Babo, Ty kiedy argumentujesz z góry zakładasz, ze ktoś pisze o czym innym, wiec sam nie wie o czym.
                      W moim pokoju redakcyjnym siedzę od jakichś 8 lat z kolegą tym samym. Kiedyś była z nami jeszcze kolezanka - teraz jest na macierzyńskim.
                      W pokoju obok sa 4 osoby, 3 "zasiedziałe" (kilka lat) i zmieniający się ludzie typu stażyści i praktykanci.

                      Z kolegą z pokoju i kolezanką z tego obok jesteśmy b. blisko! Sporo o sobie wzajemnie wiemy i uważamy to za naturalne. Ale wynika to ze tak powiem z pokrewieństwa dusz, anie z samego faktu, ze ...razem pracujemysmile
                      • baba67 Re: a gdzie napisałam inaczej? 15.01.14, 12:23
                        No wlasnie tego nie rozumiem. Nie moge pojac ze Ty nie mozesz pojac.Stad tez moje nietrafione domniemania .Wy o sobie sporo wiecie NIEZALEZNIE od tego ze sie dobrze rozumiecie.Skoro nie jest to oczywiste, nic nie poradze.
                        • kora3 Re: a gdzie napisałam inaczej? 15.01.14, 12:38
                          baba67 napisała:

                          > No wlasnie tego nie rozumiem. Nie moge pojac ze Ty nie mozesz pojac.Stad tez mo
                          > je nietrafione domniemania .Wy o sobie sporo wiecie NIEZALEZNIE od tego ze sie
                          > dobrze rozumiecie.Skoro nie jest to oczywiste, nic nie poradze.


                          Babo, naturalne jest dla mnie ze jestem blisko z tymi, z którymi się dobrze rozumiem, a nie ze wszystkimi. O to be. To, ze z kims pracuję w jednym pokoju i długo nie tworzy dla mnie automatycznie bliskości. Np. o koleżance wiem, że ma meza i 2 dzieci ale nie wiem jak jej się z tym mezem układa, jakie stopnie dzieci mają w szkołach, do jakich gimnazjów, szkół średnich się wybierają. Nie czuje,ze kolezanka coś ukrywa i jest nieszczera smile
                          • baba67 Re: a gdzie napisałam inaczej? 15.01.14, 13:05
                            No oczywiscie ze nie jest. Ale gdybys z nia pracowala pol roku i pol roku pogawedek na rozne tematy w tym rodzinne dowiedzialabys sie przypadkowo ze kolezanka dzieci ma w ogole i to mieszkajace z nia , ba nawet meza ma. Czy nie wydawaloby Ci sie to naturalne, po prostu sie przez pol roku nie zgadalo tak w ogole tyci tyci?
                            Bo przygotowania o slubu no coz jestem w stanie sobie wyobrazic ze denerwujace gadac sie nie chce, bardzo indywidualna sprawa, ale FAKT bycia w powaznym zwiazku?
                            • kora3 Re: a gdzie napisałam inaczej? 15.01.14, 13:49
                              no moja kolezanka z roku była raczej w poważnym związku - ba - OBIE opisane. skoro jedna planowała slub za 2-3 to ta też smile Z koilezanka drugą sporo rozmawialiśmy na tematy rodzinne - siła rzeczy - pochodziła ze znanej dziennikarskiej rodziny i jej ojciec, brat, kuzynostwo było znane w branży, wiec o nich pytano, a ona mówiła smile Że z kims jest - wiedzieliśmy, ze planuje slub - nie. Powiedziała w czasie przewidzianym przez SV do zaproszenia na wesele.

                              Inny przykład Babo - mój znacznie młodszy, ale bardzo mi bliski kolega fotograf. Wiedziałam o nim, ze mieszka ze swoją partnerka, ze ma z nią dziecko. Widywałam ich czasem razem. A na wesele prosił mnie jakieś 1,5 miecha przed smile I wówczas owszem, wspomniał, ze przygotowania wykańczające, ale wcześniej nic nie mówił. Może i dlatego, ze dla niego w jego zyciu codziennym slub niewiele zmieniał przecież.
                              • baba67 Re: a gdzie napisałam inaczej? 15.01.14, 15:43
                                Co w tym niezwyklego?Poltora miesiaca przed slubem?Toz to normalne. Dlaczego mial Ci jakies sprawzdania skladac?Nie rozumiem idei.Czy naprawde nie widzisz roznicy miedzy nim panna ktopra sie prze pol roku nie zajaknela ze ma narzeczonego(nikt od niej przeciez pikantnch szczegolow prosto z sypialni nie oczekiwal) siedzac 8 godzin dziennie w malym pokoju biurowym?
                                A co by bylo gdybys po poltora rolu pogawedek na tematy rodzinne kolegi z pokoju(zadnego przyjaciela) odkryla przypadkiem ze jest zonaty jak najbardziej szczesliwie?
                                Tez to takie naturalne by bylo?I zupelnie zrozumiale?
                                • kora3 Wiesz, przepraszam 15.01.14, 19:36
                                  może źle zapamiętałam, ale z tej wypowiedzi zapamiętałam, że autorke postu zaskoczyła wiadomośc o SLUBIE. Nie doczytałam o tym, by kolezanka nie wspomniała, ze jest z kimś zwiazana, a zaskoczenie postodawczyni wywołało zaproszenie i informacja o zaślubinach.
                                  Czyli o ile dobrze zrozumiałam, zdumiał ja brak informacjo o zbliżającym się ślubie i o ŚLUB szło.

                                  Trudno jej relacje z Beatką porównować z moją z fotografem, o ile nie wiedziała o istnieniu kogoś bliskiego w zyciu koleżanki, bo ja się o tym dowiedziałam w sposób b. naturalny - poznałam partnerke zyciową gościa na imprezie sparowanej. Wiadomo, ze kazdy swoją połowe przedstawiał reszcie i resztę tejże.
                  • kora3 Re: Powiem Ci babo, ze jestem pełna zdumienia 15.01.14, 12:08
                    baba67 napisała:

                    > Nie wiem czy kiedykolwiek mialas taka prace ze siedzisz z kims w jednym pokoju
                    > przez 8 godzin przez pol roku. Podejrzewam ze nie bo masz inna specyfike zawodu


                    Babo, nie gniewaj się, ale drazni mnie już ta maniera Twoja - podejrzewasz, ze nie. Owszem - nie w tym sensie, że rzadko zdarza się wtym zwodzie sytuacja, gdy WSZYSCY siedzą kamieniem 8 godzin przy biurkach. ALE to nie znaczy, że spędzamy z sobą z ludźmi zpracy mało czasu w niej i po niej. Zdarza mi się spędzać z kims nawet cały dzień od rana do nocy - np. z fotografem na jakimś materiale, albo z kims z kim razem robię temat. Zdarza nam się jechać pare godzin razem w 1 stronę i siłą rzeczy rozmawia się na tematy prywatne, albo - także prywatne.
                    > .
                    > Chodzenie z kims na studia to jest tez CO INNEGO.

                    Niby dlaczego? Z jedną z tych osób "chodzących ze mną na studia" związałam na czas jakiś po nich swe zycie, z paroma innymi mimo rzadkie się dziś widywania mam stały kontakt i wiem co u nich.


                    > Bedziesz Beatki bronila jak niepodleglosci, ale nic mojego zdania o nieszczeros
                    > ci panienki nie zmieni. gdyby byla takim milczkiem co tylko dziendobry plus spr
                    > awy sluzbowe toby nieszczera wg mnie nie byla.Ale tam byly rozmowy prywatne z j
                    > ednej strony bardzo filtrowane z naciskiem na BARDZO.Jesli taka postawa jest wg
                    > Ciebie szczera to zachodzi tu niezgodnosc definicji.


                    ani szczera, ani nieszczera - jak wspomniałam - żadnej Beatki nie bronię! Bo i nic złego nie zrobiła! Nie udawała, ze nie wychodzi za maż, nie tauła tego faktu, gdy miało to zaistnieć. Może miała sytuację podobną do mej koleżanki ze studiów - szybki slub, może i planowany, ale nie w tej chwili? Może też np. poróżniła się z narzeczonym, a potem do siebie wróculi. są różne sytuacje i naprawdę nie pojmuję o co taka afera.

                    Niewykluczone też, ze między forumowiczką opisująca sytuację, a Beatką była tzw. przyjaźń jednostronna. Tzn. formowiczka się zwierzała, poruszała osobiste tematy, a Beatka słuchała, odpowiadała na poziomie ogólnym. Forumowiczka ze swej strony wykazywała bliskośc i sądziła ze w drugą stronę też ona istnieje, tymczasem Beatka była tylko uprzejma, ale bliskości z nią nie czuła.
                    tak czy owak, naprawdę nie widzę w czym jakiś problem. Czułabym, ze coś nie tak, gdyby mi moja przyjaciółka/bliska kolezanka nie powiedziała, ze wychodzi za mąż, rozwodzi się, spodziewa dziecka, poważnie choryje, rozstała z kims bliskim jej, ale kolezanka z pokoju, z którą leci przez pół roku (dla mnie krótki czas pracy razem)? To jakieś przewrazliwuenie smile
                    • baba67 Re: Powiem Ci babo, ze jestem pełna zdumienia 15.01.14, 12:31
                      Wlasnie uwazam ze TAILA.Nie musiala byc to zadna przyjazn jednostronna-pogawedki o codziennych sprawach to jest takie zwykle pracowe kolezenstwo.I jak tu ukryc bez specjalnego bana posiadanie tak bliskiej osoby jak narzeczony i tak absorbujacych spraw jak przygotowanie do slubu? NIE DA SIE.jesli jest sie szczerym czyli tego filtra nie zaklada ZAWSZE COS SIE WYRWIE. A luzie z filtrem (o ile nie odnosi sie do naprawde bolesnych spraw) sa dla mnie nieszczerzy.
                      Ja nie mowie ze ona cos zlego zrobila-mowie ze byla nieszczera.
                      jednostronna przyjazn to by byla gdyby sie notting zwierzala z klopotow rodzinnych na przyklad a nie podawala miedzy wierszami ze ma W OGOLE meza i dzieci.
                      Nic w jej wypowiedzi na to nie wskazuje.
                      • kora3 Re: Powiem Ci babo, ze jestem pełna zdumienia 15.01.14, 12:45
                        baba67 napisała:

                        > Wlasnie uwazam ze TAILA.Nie musiala byc to zadna przyjazn jednostronna-pogawedk
                        > i o codziennych sprawach to jest takie zwykle pracowe kolezenstwo.


                        Moje/nasze koleżeństwo z kolezanką co zaprosiła nas na wesele było duuuużo bliższe niż "pracowe", a nie rozwijała tematu przygotowań do slubu Babo.
                        Dlaczego? Nie wiem smile Ja pracowałam już wychodząc za mąż i TEŻ tego tematu nie rozwijałam, choć istotnie wspomniałam, że wychodzę za mąż jakiś miesiąc przed cywilnym. Wczesniej nie, bo nie miałam ochoty wychodzić za ten maż smile i trwały negocjacje - z mojej strony na nie, z eksmęża na tak smile Nie, nie zwierzałam się w pokoju wszystkim, że mój facet nalega na ślub, a ja go nie chcę smile Wiedziała o tym w mojej pracy ówczesnej jedna osoba, wcale nie z tego pokoju nawiasem mówiąc, nawet z innego działu, z którą się kolegowałam wówczas. Kiedy negocjacje zakończyły się decyzją na "tak" i ustaliliśmy datę slubu - powiedziałam, ale tez tak "przy okazji". O przygotowaniach nie chciało mi się gadać, dość z tym miałam zachodu, żeby się jeszcze (i innych ) udręczać tym w pracy smile

                        > jednostronna przyjazn to by byla gdyby sie notting zwierzala z klopotow rodzinn
                        > ych na przyklad a nie podawala miedzy wierszami ze ma W OGOLE meza i dzieci.
                        > Nic w jej wypowiedzi na to nie wskazuje.

                        Toteż napisałam "niewykluczone", a nie "na pewno"smile
            • kora3 Hmmm :) Notting 15.01.14, 09:18
              myslę, ze b. wiele zależy tu w przypadku pracy, od zwyczajów w niej panujących, a także zwyczajów danego człowieka.
              Widzisz, ja tej przeprowadzki naprawdę przed nikim nie ukrywałam, jak wspomniałam - czesc współpracowników wiedziała o niej, ode mnie. smile

              Z moich rozmów telefonicznych jednak nie mogłby nikt tego wywnioskować, bo u nas jest zwyczaj WYCHODZENIA z pokojów na rozmowy telefonicznesmile
              I teraz świadomie UPRZEDZĘ smile ewentualne uwagi o tym, jakie to Kora ma dziwne środowisko w pracy, szefostwo, albo jak to ma źle, ze musi wychodzić na rozmowy.
              To wychodzenie nie ma NIC wspólnego z niczyim nakazem, ani embargo na informacje prywatnesmile
              To jest model praktyczny. W moim zawodzie sporo się rozmawia przez telefon i zdarza się, ze rozmawia jednocześnie kilka osób. Na jednych, jak na mnie to nie działa wcale - póki ktoś się do mnie nie zwraca oczekując odpowiedzi może gadać przez telefon, albo z kims innym pełnym głosem. Sa jednak osoby, którym w takiej sytuacji trudno się skupić. Czasem nie ma żadnego wyjścia, bo osoba, która rozmawia musi mieć przed oczami ekran kompa i wtedy wyjść nie może. w pozostałych sytuacjach - jest zasada: o ile da się na rozmowę służbową wyjść - wychodzi się, na prywatną - zawsze.
              Znów uprzedzając smile - wcale nie jest tak, ze w związku z tym my sobie latami siedzimy w jednym pokoju i się nie odzywamy wcale smile Pewnie, ze się gada, ale raczej w tzw. podgrupach, bo niezwykle rzadko zachodzi sytuacja, kiedy wszyscy akurat mają luz i mogą pogadać. No chyba, ze maja tak jak ja i kolega, ze nie mamy luzu w danym momencie, ale nie przeszkadza nam rozmowa innych.
              W naszym firmowym "zyciu" zdarzyła się 1 (słownie: jedna) osoba, której łopatologicznie trzeba było wyjaśnić, iż jej rozmowy telefoniczne (prywatne) oraz tzw. zagajanie tematów przeszkadza innym w pracy. Poza nią każdy nowy w tym gronie człowiek w lot pojmował zasady i je przyjmował, bo sa zwyczajnie wygodne dla wszystkich.

              Jasne, pomijając te kwestię, nie da się choćby się chciało, pewnych rzeczy przed współpracownikami - ukryć. Ale naprawdę to, ze czegoś o kims nie wiemy wcale nie musi wynikac z ukrywania.
              Przypomniało mi się, jak kiedyś zapytano mnie o mego obecnego partnera, który razu pewnego przyszedł po mnie do firmy pod koniec pracy (tak się umowilismy). Na drugo dzień kolezanka (fajna, nie jakas wscibska) przy innych dodam pyta: Korcia, a co to za fajny gośc Cię wczoraj "wybierał"". pytanie spoko, nic zdrożnego przecie mowię "A znajomek, sympatyczny, sorry nie zdaązyłam chyba przedstawić Wam" - spoko sytuacja przecież. Goscia nie ukrywałam - gdybym chciała ukrywać nie umawiałabym się, ze po mnie przyjdzie, logiczne chyba. smile A gdyby przyszedł sam z siebie, to zawsze mogłabym powiedzieć, ze to słuzbowa sprawa i znajomośc. Ale po co?

              Zapytana - powiedziałam prawde - znajomy! Na tamtym etapie naszej relacji to był znajomy! Cóż, gdy ta relacja dość szybko uległa zmianie i znajomy stał się kims więcej. Z tego też tajemnicy nie robiłam spotykając się z tymże w miejscach także publicznych, także z udziałem bliskich mi ludzi z pracy. Ale nie wszyscy sa/byli bliscy. No i taka włąsnie, wspomniana tu już niebliska współpracownica skomentowała nie do mnie poniekąd, że "Kora mówiła, ze to TYLKO znajomy, a ja ich widziałam przypadkiem i widać, ze nie... bla, bla, bla"

              Bardzo niewykluczone, ze ona moją postawę odczytała jako UKRYWANIE prawdziwej relacji z moim obecnym partnerem, ale wcale tak nie było! Kiedy padło pytanie na temat naprawdę był znajomym, a kiedy sytuacja się rozwinęła, ja nie uważałam, ze mam OGŁOSIĆ to jakoś w gronie współpracowników. Gdyby nam się w owym czasie "skroiła" jakaś współna imprezka sparowana, to przyszłabym z nim przecież. Ale się nie skroiła w szerszym gronie, a opowiadać się, że teraz znajomośc jest już w fazie np. poważniejszej nie miałam zamiaru i wydawałoby mi się dodam takie opowiadanie się zwyczajnie dziwne i infantyle!
    • kora3 Kolejny przyklad - dla Baby 14.01.14, 15:31
      Przed chwilką odezwała się do mnie via net - moja siostra z zapytaniem w zupełnie "nierodzinnej" sprawie. Ponieważ pracuje ona od 8 do 16, a w pracy netu prywatnie nie używa (tak, znam takie szczegółysmile) zapytałam ją, czy jest na wolnym. Okazało się, ze od wczoraj jest na "opiece" na swego synka, bo jest chory.

      Być może tobie wydaje się dziwne, że mnie siostra nie zawiadamia o chorobie mego ukochanego i jedynego siostrzeńca i o tym, ze jest w domu, a nie w pracy i bezczelnie odzywa się dopiero "z interesem". smile

      A jak dla mnie wcale to dziwne nie jest. Dziecko jest tylko przeziębione i trudno, by moja siostra alarmowała tym mnie oddaloną o kilkaset kilometrów. Z calą pewnością gdyby dziecku dolegało coś poważnego (oby nie!) to by mnie natychmiast zawiadomiła, ale tak ....
      • baba67 Re: Kolejny przyklad - dla Baby 14.01.14, 15:36
        Przypisujesz mi jakies dziwne relacje. Co to za porownanie w ogole-wiedziec gdzie rodzony brat mieszka i informacje o kazdej chorobie siostrzenca. Nie mam pojecie kiedy siostra jest na zwolnieniu kiedy nie, niekiedy dowiaduje sie ze ktores z dzieci chorowalo jak juz wyzdrowieje.
        Nie wiem tez jakie siostra dzis akurat majtki zalozyla, jakkolwiek szokujaco to brzmi w swietle tego co sobie wyobrazasz o mojej rodzinie.
        • kora3 Re: Kolejny przyklad - dla Baby 14.01.14, 15:45
          Wiesz, moja siostra na bank kuzynce dała znać ze mały chory i jest w domu. Choćby po to, by tamta do niej wpadła smile Bo kuzynka mieszka rzut beretką, wiec wpaść może i pomóc coś może, np. przynieśc coś ze sklepu. A ja nie. I to ci właśnie chciałam pokazać, a nie dopytywać o majtki Twojej siostry smile

          Pokazac to, że czasem okoliczności sa takie, ze nie jest się na bieżąco z życiem nawet b. bliskiej rodziny, z która ma się dobre, serdeczne relacje. To tak, jak z tym bratem Vilez zmieniającym miejsce zamieszkania, jak rękawiczki. Gdyby chłopak ze tak powiem osiadł, dom/mieszkanie gdzieś kupuł to pewnie wiedziałaby gdzie i adres znała. Ale że każde kolejne miejsce było tymczasowe, to miało dla niej znaczenie przeziębienia mojego siostrzeńca dla mnie - polezy, weźmie leki, przejdzie mu i tylesmile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka