nie SV, tylko życiowe...
Natchnęła mnie wymiana zdań z jednym z forumowiczów.
Każdy z nas ma swoje zasady, gusta, poglądy, którymi się kieruje. Np. moja kolezanka ma taką, że nie pije alkoholu i nie bywa na imprezach, gdzie się go pija, ja mam taką, że nie jadam mięsa, ktoś inny - nie jada mięsa w piątki, nie bawi się w poście, czy adwencie.
Wspomniany forumowicz zasugerował, że można to przyjąć, ale (chyba) tylko wówczas jest to wobec innych kulturalne, gdy daną postawę da się jakoś uzasadnić obiektywnymi względami: np. kolezanka tak ma, bo przeszła piekło z alkoholikiem, ja - bo nie chcę, żeby zwierzęta cierpiały, ten ktoś unikający zabaw w poscie - bo jest katolikiem.
Natomiast nie do przyjęcia jest postawa: nie, bo nie, czyli brak tłumaczenia danej zasady w swoim zyciu, albo "tłumaczenie" jej, ale względami czysto subiektywnymi: "nie lubię", "nie podoba mi się", "nie chcę".
Jak wy to widzicie?
Ja uważam, że każdy ma prawo w swoim życiu kierować się swoimi zasadami i nie musi wcale tego uzasadniać, acz jeśli chce - może. Jak dla mnie czysto subiektywne uzasadnienie jest jak najbardziej ok także.
Np. ja poza tym, ze nie jem mięsa, nie jem także słodyczy. O ile powstrzymywanie się od jedzenia mięsa mogę uzasadniać troską o zwierzęta (też, ale mięsa po prostu także nie lubię), to niejedzenie słodyczy podyktowane jest tylko i wyłącznie brakiem chęci na takie rzeczy i tyle. Czy odmawiając jedzenia tychże powinnam kłamać, ze jestem na diecie/choruję (obiektywne przyczyny)? No nie. Inna sprawa, ze ten, komu odmawiam poczęstowania się "słodyczem" nie powinien drążyć, dlaczego odmawiam
Uwazam, że w pewnych sytuacjach, wyjaśnienie BEZ PYTANIA wypada podać: np. tak, jak moja kolezanka odmawiając uczestnictwa w mojej imprezie urodzinowej je podała. Uwazam też, ze bez względu na to, czy owo wyjaśnienie padnie oraz czy wyda się komus sensowne, czy nie, nie powinien go komentować.
A Wy jak sadzicie?