Dodaj do ulubionych

Własne zasady

16.02.14, 09:07
nie SV, tylko życiowe...

Natchnęła mnie wymiana zdań z jednym z forumowiczów.

Każdy z nas ma swoje zasady, gusta, poglądy, którymi się kieruje. Np. moja kolezanka ma taką, że nie pije alkoholu i nie bywa na imprezach, gdzie się go pija, ja mam taką, że nie jadam mięsa, ktoś inny - nie jada mięsa w piątki, nie bawi się w poście, czy adwencie.

Wspomniany forumowicz zasugerował, że można to przyjąć, ale (chyba) tylko wówczas jest to wobec innych kulturalne, gdy daną postawę da się jakoś uzasadnić obiektywnymi względami: np. kolezanka tak ma, bo przeszła piekło z alkoholikiem, ja - bo nie chcę, żeby zwierzęta cierpiały, ten ktoś unikający zabaw w poscie - bo jest katolikiem.

Natomiast nie do przyjęcia jest postawa: nie, bo nie, czyli brak tłumaczenia danej zasady w swoim zyciu, albo "tłumaczenie" jej, ale względami czysto subiektywnymi: "nie lubię", "nie podoba mi się", "nie chcę".

Jak wy to widzicie?

Ja uważam, że każdy ma prawo w swoim życiu kierować się swoimi zasadami i nie musi wcale tego uzasadniać, acz jeśli chce - może. Jak dla mnie czysto subiektywne uzasadnienie jest jak najbardziej ok także.
Np. ja poza tym, ze nie jem mięsa, nie jem także słodyczy. O ile powstrzymywanie się od jedzenia mięsa mogę uzasadniać troską o zwierzęta (też, ale mięsa po prostu także nie lubię), to niejedzenie słodyczy podyktowane jest tylko i wyłącznie brakiem chęci na takie rzeczy i tyle. Czy odmawiając jedzenia tychże powinnam kłamać, ze jestem na diecie/choruję (obiektywne przyczyny)? No nie. Inna sprawa, ze ten, komu odmawiam poczęstowania się "słodyczem" nie powinien drążyć, dlaczego odmawiamsmile

Uwazam, że w pewnych sytuacjach, wyjaśnienie BEZ PYTANIA wypada podać: np. tak, jak moja kolezanka odmawiając uczestnictwa w mojej imprezie urodzinowej je podała. Uwazam też, ze bez względu na to, czy owo wyjaśnienie padnie oraz czy wyda się komus sensowne, czy nie, nie powinien go komentować.

A Wy jak sadzicie?
Obserwuj wątek
    • vi_san Re: Własne zasady 16.02.14, 10:13
      Nie ma żadnego usprawiedliwiania dla natarczywego domagania się złamania jakichś zasad [np. gdybyś ty, wiedząc iż koleżanka stroni od alkoholu "nudziła" - Ale chodź na imprezę, będzie fajnie! - lub ktoś kolejny raz podsuwał ci paterę ze słodyczami - Ale zjedz, chociaż trochę!].
      Absolutnie nie ma obowiązku tłumaczenia się przed kimkolwiek z wyborów i ich uzasadnienia. I nie ma znaczenia, czy owo uzasadnienie brzmiałoby "Nie mogę, gdyż zdrowie mi nie pozwala", "Nie lubię", "Nie mam ochoty" czy też "W imię wyższych racji".
      Jeśli jednak wie się o jakichś swoich "niechęciach" to grzeczność wymaga, by poinformować o nich gospodarzy w miarę możności PRZED faktem. Na przykład podczas umawiania zaproszenia na obiad zaznaczyć, że się wina nie pija [nie trzeba uzasadniać dlaczego] - po prostu, żeby nie stawiać tychże gospodarzy w kłopotliwej sytuacji gdy do obiadu podawane jest wino, gospodarze dobrali je właściwie do każdej potrawy, ma ono "uświetnić" posiłek, a paniusia przy stole zaczyna jędolić, że ona alkoholu to nie pije - i gospodarze mają kłopot: zaproponować owej pani cos innego do picia, i jeśli tak to co, omijać jej nakrycie podczas nalewania wina do kieliszków współbiesiadników?]. Podobnie z wegetarianami, obojętnie czy z przyczyn zdrowotnych czy ideologicznych - PRZED spotkaniem należałoby uprzedzić o swoich preferencjach żywieniowych. Byłam świadkiem takiej sytuacji: na rocznicę ślubu zaprzyjaźnionego małżeństwa była zaproszona kuzynka pani. Osoba ta od kilku lat mieszka poza granicami kraju, kontakty są raczej sporadyczne, ale że w tym akurat czasie była w Pl, zapraszano na imprezę jej bliskich [rodziców, rodzeństwo] więc też się na tej imprezie znalazła. No i okazała się właśnie być ideologiczną wegetarianką - a nikogo wcześniej o tym nie informowała. całą imprezę siedziała nabzdyczona dziobiąc w surówce widelcem i narzekając, że na obficie zastawionych stołach nie ma nic do jedzenia, bo ona się padliną brzydzi...
      • kora3 Zgadzam sie Vi -san 16.02.14, 10:24
        co natomiast do wege - sama jestemsmile Nie zdarzyło mi się nigdy krytykować kogokolwiek za jedzenie mięsa. Uwazam takie zachowanie za poniżej krytyki. Ale róznież za zachowanie poniżej krytyki uważam uwagi mięsożernychsmile, którzy informują wege, ze miesą jest ptszne, trzeba je jesc, bo się będzie chorym itd.

        Oczywiście - jeśli ktoś ma jakieś ograniczenia - wynikające wszystko jedno z czego - np. kulinarne, to bezwzględnie powinien o tym poinformować gospodarzy imprezy.
        • vi_san Re: Zgadzam sie Vi -san 16.02.14, 11:05
          Choć sama jestem mięsożerna - nie mam nic przeciwko wege. O ile nie oczekują ode mnie, żebym się dostosowała do ich preferencji, nie krytykują mojego talerza. Jak wspomniana kuzynka [nie moja] - głośno i dobitnie komentująca, że ona się padliną brzydzi... Mam siostrę wegetariankę. Zawsze gdy ma być na obiedzie tak komponuje menu, żeby wszyscy stołownicy [i mięsożerni i wege] dostali cos dobrego. Nie nakłaniamy jej do jedzenia schabowego, tak jak i ona nie przekonuje nas o wyższości krokietów sojowych.
          Komentarze na temat czyichś preferencji [o ile nie naruszają praw innych ludzi] są w ogóle nie na miejscu. Jeśli ktoś lubi niebieskie koszule, to po cóż przekonywać go, że lepsze są kremowe? Po co namawiać kogoś, kto lubi literaturę fantasy, że ciekawsze są wiersze Herberta? Z jakiej racji miłośnikowi sportowych samochodów wmawiać, że lepszy jest rodzinny kombi? [Podkreślam, że chodzi o kwestie, które NIE NARUSZAJĄ praw innych, żeby mi zaraz ktoś nie napisał, że "pedofil też ma prawo do swoich preferencji" - nie ma, bo realizując je narusza prawa innego człowieka - dziecka].
          • kora3 Nie pozistaje mi nic innego miła Vi 16.02.14, 11:19
            niż zgodzić się z tobą w 100 proc. smile

            A propos Twej uwagi o pedofilach smile
            Mnie też zawsze to rozwala. Nie wiem jaki to ma cel. bo na taką demagogię ro9dem z przedszkola nikt się chyba nie złapie. Dla mnie OCZTWISTE jest, ze gdy mowa o własnych zasadach i prawie do nich, to mowa o takich, które nie sa niezgodne z prawem oraz nie naruszają nietykalności innych ludzi, ale najwyraźniej to jest zbyt duży skrót myslowy dla niektórych smile

            Kiedy w innym wątku wspomniałam, ze JA mam zasadę pt. nie jesc miesa, dowiedziałam się, że równie dobrze mogę mieć taką, ze kogoś kopięsmile Skad się ludziom biora takie skojarzenia?
            • laura988 Re: Nie pozistaje mi nic innego miła Vi 16.02.14, 11:28
              Jestem za tym, aby każdy miał swoje zasady, i przeciw temu, aby istniał jakiś obowiązek tłumaczenia się z własnych poglądów. tym bardziej, że nasze społeczeństwo jest - jak mi się wydaje - wyjątkowo inwazyjne i kazda inność/odmienność budzi niezdrową ciekawość, jak również chęć otoczenia, by nawrócić delikwenta na jedynie słuszną drogę. I pół biedy, gdy dotyczy to takich kwestii jak picie alkoholu czy niejedzenie mięsa w piątki. Niestety u nas istnieje zwyczaj ingerowania w życie prywatne obcych często osób z niezdrową ciekawością. np. "Dlaczego nie masz dzieci?". a kogo to obchodzi? Nie mam, bo być może nie chcę mieć, jestem wygodna i nikomu nic do tego. a może od 7 lat leczę się na bezpłodność, brak dzieci to dla mnie wielki dramat i nie mam ochoty opowiadać każdej przypadkowej osobie o 3 nieudanych próbach in vitro. Dlatego tłumaczeniu się innym ludziom mówię "nie". żyję tak jak zyję, nikomu krzywdy nie robię i proszę to uszanować.
              • kora3 Wiesz, ja wychodzę z założenia 16.02.14, 11:36
                że można zadać komuś osobiste pytanie, jeśli relacja, zazyłośc na to pozwala, choć ja sama z reguły takich nie zadaję.

                Sama jestem osobą bezdzietna, w wieku w którym ludzie na ogół mają dzieci. Dodam, ze jestem bezdzietna z wyborusmile, wiec pytania tego rodzaju ze strony osób, które nijak nie są stopniem zażyłości "uprawnione" do zadawania mi ich mnie nie bolą, ani nie wprawiają w zakłopotanie, za to pozwalają mi na wyrobienie sobie zdania o kulturze tychże osób.

                Natomiast jakkolwiek nie miałam nigdy takich pragnień, jak posiadanie dziecka, umiem się wczuć w sytuację ludzi, którzy b. tego pragną, a nie mogą i potrafię sobie wyobrazić, jak tego rodzaju pytania mogą ich zaboleć oraz jak bardzo postawić w niezręcznej sytuacji.
                Niestety są chamidla, które uważają, że wypada takowe pytania zadawać, choć odpowiedź do niczego literalnie nie jest im potrzebna.
                • laura988 Re: Wiesz, ja wychodzę z założenia 16.02.14, 11:57
                  a nie, odpowiedź jest im potrzebna - do postawienia drugiej strony w głupiej sytuacji, to wykazania swojej wyższości, do "dojechania" kogoś, wytknięcia mu, jaki jest ułomny. pytanie o dzieci to tylko przykład, w zasadzie takie wpierniczanie się w cudze życie dotyczy wszelkich innych aspektów (dlaczego tam pracujesz, dlaczego nie masz męża, dlaczego się nie wyprowadzisz, dlaczego to, dlaczego tamto). I - jak mówię - pytania te formułowane są przez osoby, z którymi relacje trudno określić jako bliskie. I to jest właśnie brak SV - stawianie człowieka w sytuacji, w której albo musi się tłumaczyć, albo zmuszony jest to stanowczego stawiania granic, aby bronić swojej integralności
                  • kora3 Re: Wiesz, ja wychodzę z założenia 16.02.14, 12:54
                    wiem o co Ci chodzi ...
                    W takich sytuacjach, ja dla zasady sprowadzam taką osobę "w parter" - oczywiście kulturalniesmile
            • vi_san Re: Nie pozistaje mi nic innego miła Vi 16.02.14, 12:24
              Pamiętam tamtą dyskusję - między innymi dlatego podałam ten przykład. Żeby nikomu nie przyszło do głowy "kopanie kogoś" jako preferencja. big_grin
              Ja też rozumiem, że jeśli mowa o gustach czy własnych zasadach - chodzi o takie, które nie naruszają obowiązującego prawa, reguł życia społecznego, norm obyczajowych oraz prawa innych ludzi do swobody wyznania itd. Jestem wierzącą katoliczką - ale ani nie "przymuszam" do chodzenia do kościoła, ani nie namawiam do modlitwy. Tyle, że oczekuję zrozumienia, że ja w niedzielę uczestniczę w Mszy Świętej, że ja w piątki nie jem mięsa i nie wyrażanie z tego powodu oburzenia, zdumienia czy kpin.
              • kora3 Wiesz 16.02.14, 12:53
                nie przyszłoby mi do głowy komentować, kpić itd.
                Niemniej - nie obraź się teraz, bo mówię ogólnie, a nie o Tobie - osoby zorientowanie religijnie znacznie częściej niż niezorientowane "grzeszą" pouczaniem innych, tłumaczac to wymogiem religijnym napominania bliźniego.
                Mnie to nie przekonuje i uważam to za zachowanie poza SV.
                • vi_san Re: Wiesz 16.02.14, 13:20
                  Napominanie i pouczanie osób dorosłych, niezależnie od przyczyn - jest zdecydowanie poza sv.
                  Faktem jest, że Wiele osób "zorientowanych" religijnie daje sobie prawo do "krzewienia" swoich reguł jako obowiązujących ogólnie. Natomiast ja niejednokrotnie spotykałam się ze strony osób niewierzących [bądź nie praktykujących] z głupawym "niby zdziwieniem" że w niedzielę idę do kościoła, z chamskimi żartami z faktu iż odmawiam różaniec [i nie, nie odmawiałam głośno i w środku imprezy! - po prostu podczas spotkania towarzyskiego różaniec wysunął się z kieszeni mojej torebki, co wywołało falę żartów i komentarzy] itp.
                  Zarówno "nawracanie" przez osoby "pro" jak i komentowanie osób "contra" - absolutnie źle świadczące o osobach wygłaszających takie uwagi i zdecydowanie niezgodne z jakimikolwiek regułami.
                  • aqua48 Re: Wiesz 16.02.14, 13:26
                    Komentarze, lub dopominanie się uzasadnienia są niezgodne z s-v. Z drugiej strony osoba "dotknięta" jakimś ograniczeniem nie powinna go eksponować, ani domagać się specjalnego traktowania. Czyli - jeśli z powodów zdrowotnych nie piję szampana, to jest mi bardzo miło gdy gospodarz pamiętając o tym moim defekcie poda mi inne wino, ale jeśli nie, nie robię afery, przyjmuję kieliszek bez komentarza, wznoszę toast z innymi i po prostu go nie wypijam.
                    • znana.jako.ggigus no właśnie - zasady kończą się tam, 16.02.14, 17:08
                      gdy zaczyna się wolność innych. Jak ta słynna kolepanka kory3, niechodząca na imprezy. To jest jej sprawa, ale wg mnie nie powinna zmuszać innych do zmian w planach.
                      • kora3 Musze stanac w jej obronie 17.02.14, 08:13
                        Ggigus smile Kolezanka nie zmusza mnie do jakiejkolwiek zmiany planów.
                        Czułabym się zmuszana, albo naciskana gdyby:
                        - kolezanka oczekiwała ode mnie, że odwołam urodziny
                        - kolezanka oczekiwała, ze zrobie je w wersji bezalkoholowej
                        - kolezanka, gdy odmówiłabym wariantów a i b "zaszantażowała" mnie, ze się u mnie nie zatrzyma.

                        Nic z tych rzeczy nie miało miejsca. Sugerujesz, że kolezanka pomimo swej zasady powinna jednak iśc tam gdzie nie chce (na imprezę z alkoholem), bo w przeciwnym wypadku mnie jakoś ogranicza?

                        To tak, jakby od Ciebie i mnie ktoś oczekiwał, że jednak zjemy po schaboszczaku, bo co prawda wspominałyśmy, żeśmy wege, ale to przecież zmuszałoby go do robienia dodatkowego dania dla nas, ergo - ograniczałoby go!
                        • urko70 Re: Musze stanac w jej obronie 17.02.14, 09:58
                          kora3 napisała:

                          > Ggigus smile Kolezanka nie zmusza mnie do jakiejkolwiek zmiany planów.

                          "Trudna sprawa"
                          "pojawił się problem, bo ona stwierdziła, ze o ile będzie alkohol, to ona nie pójdzie"
                          "mnie jest zwyczajnie głupio zostawić na cały wieczór"

                          Powyżej zacytowałem Twoje słowa. Wynika z nich, że koleżanka sprawiła Ci
                          taką trudność, że aż stworzyłaś o tym wątek, postawiła Cię w kłopotliwej sytuacji,
                          że aż zrobiło Ci się głupio.
                          • kora3 No i? 17.02.14, 10:09
                            To, że JA uważam sytuację, w której zostawiam gościa, który jest u mnie pierwszy raz, przyjechał dopiero co i z daleka i ma kłopoty na cały wieczór i część nocy samego za niezręczną (z mojej strony), to nie oznacza, ze jest to wina, czy przyczyna gościa.

                            Dokładnie tak samo bym się czuła, gdybym szła w jakieś miejsce, gdzie koleżanki zwyczajnie zabrać bym nie mogła i jej ograniczenie w postaci niebywania na imprezach z alkoholem nie miałoby tu nic do rzeczy.

                            Koleżanka zaproponowała najlepsze możliwe rozwiązanie tej sytuacji - innego wyjścia nie ma.
                            • urko70 Re: No i? 17.02.14, 10:23
                              kora3 napisała:

                              > To, że JA uważam sytuację, [...] za niezręczną (z mojej strony),
                              > to nie oznacza, ze jest to wina, czy przyczyna gościa.

                              Nie, oczywiście.... przyjeżdżający w czasie imprezy gość to żaden kłopot i to nie
                              za przyczyną tego gościa poczułaś się niezręcznie.

                              Jeśli napisałaś to serio to wyszedł Ci przedni dowcip.

                              smile
                              • urko70 Re: No i? 17.02.14, 10:39
                                urko70 napisał:

                                > kora3 napisała:
                                >
                                > > To, że JA uważam sytuację, [...] za niezręczną (z mojej strony),
                                > > to nie oznacza, ze jest to wina, czy przyczyna gościa.
                                >
                                > Nie, oczywiście.... przyjeżdżający w czasie imprezy gość to żaden kłopot i to n
                                > ie
                                > za przyczyną tego gościa poczułaś się niezręcznie.

                                GOŚĆ, który nie chcesz uczestniczyć w tej imprezie.
                              • kora3 Ty po prostu nie rozumiesz 17.02.14, 11:08
                                i obawiam się, ze może to wynikac z innego stopnia empatii, albo innego pojmowania zasad SV.

                                Podejme próbe wyjaśnienia Ci, ale zdaję sobie sprawę, że może to być skazane na brak sukcesu.

                                Otóż: wg mnie podejmując dowolnego gościa, należy się tym gościem zająć.
                                Czyli w czasie podejmowania owego gościa nie wykonuję innych czynności typu np. praca, czy prywatne rozmowy telefoniczne, forum itd. Nie opuszczam też domu pozostawiając gościa samego. Mam przekonanie graniczące z pewnością, że większość ludzi dobrze wychowanych, w tym Ty, z grubsza ma b. podobne podejście do ww. sytuacji.
                                Oczywiście - w moim przypadku są od tej zasady odstępstwa. Np. dzwoni mi kolezanka i mówi, ze jest w pobliżu i ...wówczas mówię przykładowo: "Fajnie, wpadnij do mnie, tylko z góry uprzedzam, ze robię coś do pracy i z kwadrans nie będę do Twej wyłącznej dyspozycjismile". albo jak w przypadku naszego kolegi z innego miasta, który często u nas nocuje, nierzadko wychodzę/wychodzimy gdzieś pozostawiając go samego wieczorem, gdy nie chce, czy też nie może mnie/nam towarzyszyć w wyjściu.

                                To sa jednak sytuacje inne - z kolezanką telefonującą "spod drzwi" się nie umawiałam, wiec nie uchybiam jej w niczym, ani nie lekceważę przez 15 minut zajmując się czymś zawodowym, a kolega jest tzw. gościem "zasiedziałym"smile - często u nas nocuje korzystając z tego, że nie musi na drugi dzień robić 40 km. do pracy, nie wymaga troski, ani opieki, dobrze zna nasz dom itd.

                                natomiast wspomniana kolezanka nigdy wcześniej u nas nie była, nawet w tym regionie nigdy nie była. Zawita po kilku latach niewidzenia się z nią, po dość długiej podróży i mając kłopoty.
                                Dla mnie całkiem naturalne jest, ze powinnam ją potraktować inaczej, niż wspomnianego, często u nas nocującego kolegę, który sam sobie kolację robi (mnie też czasemsmile), sam sobie pościel przebierze, wie gdzie są ręczniki, sztućce, pastylki na kaszel, najbliższy sklep itd.

                                Uważam, że poza sytuacja wyjątkową (a taka jest obecna) powinnam z gościem typu ta koleżanka pozostać w dniu jej wyjazdu na wieczór, pogadać, zaznajomić z mieszkaniem, otoczyć troską, a nazajutrz pokazać miasto i poświecić jej czas.


                                • urko70 To Ty koro nie rozumiesz. 17.02.14, 13:44
                                  kora3 napisała:

                                  > i obawiam się, ze może to wynikac z innego stopnia empatii, albo innego pojmowa
                                  > nia zasad SV.
                                  >
                                  > Podejme próbe wyjaśnienia Ci, ale zdaję sobie sprawę, że może to być skazane na
                                  > brak sukcesu.
                                  >
                                  > Otóż: wg mnie podejmując dowolnego gościa, należy się tym gościem zająć.

                                  Nie rozumiesz, że to oczywiste że gośćmi to się zajmujemy ale gość musi dać szanse gospodarzom na takie zajmowanie się, a jeśli nie daje to stawia gospodarzy w kłopotliwej sytuacji. Sytuacji w jakiej Ty się znalazłaś. Kłopotliwej do tego stopnia, że postanowiłaś publicznie opisać tę sytuację.
                                  I przyczyną tej sytuacji jest gość wraz ze swoimi "zasadami".
                                  • kora3 hmmm 17.02.14, 14:40
                                    Urko, wyobraźmy sobie, że konieczność pozostawienia koleżanki samej w domu wynika z czegoś, co z jej zasada nie jest wcale związane.
                                    Np. - ja w tym dniu mam zaplanowane na wieczór spotkanie zawodowe, którego nie mogę przełożyć, a mego partnera wcale nie będzie w domu, bo będzie w pracy i tez nie może tego zmienić.
                                    Z mojego punktu widzenia ta sytuacja bylaby TAK SAMO niezreczna i pewnie zasięgałabym także Waszej opinii, bo zdaje sobie sprawę, ze samo w sobie pozostawianie gościa samego w tej sytuacji jest nie halo.
                                    • znana.jako.ggigus hmm 17.02.14, 14:46
                                      byłam jako gość parę razy zostawiona sama w domu. Mieszkam za granicą i przyjeżdżam i nie zawsze ludzie mają tylko dla mnie czas. A także opiekowałam się dziećmi gospodarzy, gotowałam, pomagałam w remontach i przeprowadzkach, byłam świadkiem kłótni.
                                      I musze przyznać że poza ostatnim - nie czułam się głupio. To dla mnie był dowód zaufania raczej, a nie traktowania mnie jak vipa.
                                    • urko70 Re: hmmm 17.02.14, 14:56
                                      kora3 napisała:

                                      > Urko, wyobraźmy sobie, że konieczność pozostawienia koleżanki samej w domu wyni
                                      > ka z czegoś, co z jej zasada nie jest wcale związane.
                                      > Np. - ja w tym dniu mam zaplanowane na wieczór spotkanie zawodowe, którego nie
                                      > mogę przełożyć, a mego partnera wcale nie będzie w domu, bo będzie w pracy i te
                                      > z nie może tego zmienić.
                                      > Z mojego punktu widzenia ta sytuacja bylaby TAK SAMO niezreczna i pewnie
                                      > zasięgałabym także Waszej opinii, bo zdaje sobie sprawę, ze samo w sobie pozos
                                      > tawianie gościa samego w tej sytuacji jest nie halo.

                                      Pisuję z Tobą dość sporo i utwierdzam się w przekonaniu, że Ty nie oczekujesz
                                      opinii tylko potwierdzenia, że robisz dobrze, że uważasz / oceniasz daną sytuację
                                      właściwie.

                                      Miej odwagę przyjąć, że Twoje postępowanie, Twoje widzenie/ocenianie danego
                                      zachowania, może się spotkać z inną niż Twoja oceną i wymyślanie coraz bardziej
                                      absurdalnych sytuacji nie zmieni tego.

                                      Odnoszę również wrażenie że dowolnie żonglujesz sobie okolicznościami danej sytuacji.
                                      Okolicznościami istotnymi z pkt widzenia oceny.
                                      • kora3 Alez moje wypowiedzi temu przecza, co piszesz 17.02.14, 15:11
                                        albowiem napisałam tu i w tamtym watku, że przekonaliście mnie - nie powinnam czuc się niezręcznie, bo imprezę zaplanowałam wcześniej, nie wiedzac o przyjeździe koleżanki o jejn preferencjach także i nie mogąc już odwołać imprezysmile
                                        Zatem ja się z tymi, którzy pisza i pisali, ze nie powinnam czuć się z tym źle, ZGADZAM smile
                                        Nie zgadzam się tylko z tym, jakoby po stronie koelzanki lezała jakaś wina w zwuazku z tym, że miałam wcześniej wątpliwości smile
                                        • urko70 Re: Alez moje wypowiedzi temu przecza, co piszesz 18.02.14, 11:19
                                          kora3 napisała:

                                          > Nie zgadzam się tylko z tym, jakoby po stronie koelzanki lezała jakaś wina w zw
                                          > uazku z tym, że miałam wcześniej wątpliwości smile

                                          O Winie pisałaś tylko Ty.
                                          Ja pisałem o przyczynie. A przyczyną Twojego zakłopotania był przyjazd
                                          koleżanki w czasie wcześniej zaplanowanej imprezy w czasie Twojej żałoby
                                          po Tacie.
                                          Co prawda nie wiem jakie znaczenie miała tu załoba ale skoro pisałaś o niej to
                                          widocznie uznałaś, że miała.
                                          • kora3 Re: Alez moje wypowiedzi temu przecza, co piszesz 18.02.14, 11:26
                                            urko70 napisał:

                                            > Ja pisałem o przyczynie. A przyczyną Twojego zakłopotania był przyjazd
                                            > koleżanki w czasie wcześniej zaplanowanej imprezy


                                            NIE, przyczyną mojego zakłopotania było to, że gościa z konieczności pozostawię samego w domu! I piszę to już chyba z 20 razsmile
                                            Przyczyna tej konieczności jest najmniej istotna dla mnie. Gdyby była inna także czułabym się niezręcznie.

                                            w czasie Twojej żałoby
                                            > po Tacie.
                                            > Co prawda nie wiem jakie znaczenie miała tu załoba ale skoro pisałaś o niej to
                                            > widocznie uznałaś, że miała.


                                            nie, nie miała dla tego tematu znaczenia.
                                            najwyraźniej dla Ciebie ma jednak to kluczowe znaczenie, bo ciągle do tego powracasz.
                                            Ludzie śluby i przyjęcia po nich urządzają w żałobie i nikt się ich nie czepia, tak jak Ty mnie.

                                            Z uporem maniaka starasz się mi wmówić, ze w zakłopotanie wprawiło mnie coś innego, niż wprawiło. Tymczasem to co mnie wprawiło jest OCZYWISTE i napisałam to wyraźnie: w zakłopotanie wprawiła mnie koniecznośc pozostawienia gościa z daleka, dawno niewidzianego i goszczącego u mnie 1 raz samego u to jeszcze w dniu przyjazdu.
                                            • urko70 Re: Alez moje wypowiedzi temu przecza, co piszesz 18.02.14, 11:33
                                              kora3 napisała:

                                              > > Ja pisałem o przyczynie. A przyczyną Twojego zakłopotania był przyjazd
                                              >
                                              > > koleżanki w czasie wcześniej zaplanowanej imprezy

                                              >
                                              > NIE, przyczyną mojego zakłopotania było to, że gościa z konieczności pozostawię
                                              > samego w domu! I piszę to już chyba z 20 razsmile
                                              > Przyczyna tej konieczności jest najmniej istotna dla mnie. Gdyby była inna takż
                                              > e czułabym się niezręcznie.

                                              A przyczyną tego to że gość się pojawi w tym czasie był przyjazd koleżanki.


                                              > w czasie Twojej żałoby
                                              > > po Tacie.
                                              > > Co prawda nie wiem jakie znaczenie miała tu załoba ale skoro pisałaś o ni
                                              > ej to
                                              > > widocznie uznałaś, że miała.

                                              >
                                              > nie, nie miała dla tego tematu znaczenia.
                                              > najwyraźniej dla Ciebie ma jednak to kluczowe znaczenie, bo ciągle do tego powr
                                              > acasz.

                                              A to już bezczelność.... najpier opowiadasz o żałobie a potem sugerujesz, że to
                                              wg mnie ma znaczenie.
                                              Po jaki wuj pisałaś o żałobie skoro nie miała znaczenia?!


                                              > Ludzie śluby i przyjęcia po nich urządzają w żałobie i nikt się ich nie czepia,
                                              > tak jak Ty mnie.

                                              Tu nie mowa o ślubach tylko o Twoim opisie urodzin w lokalu w czasie żałoby.
                                              • kora3 Re: Alez moje wypowiedzi temu przecza, co piszesz 18.02.14, 11:39
                                                urko70 napisał:
                                                >
                                                > A przyczyną tego to że gość się pojawi w tym czasie był przyjazd koleżanki.

                                                Data przyjazdu jest akurat podyktowana wyższą koniecznoscia, pisałam Ci zresztą.

                                                >
                                                > A to już bezczelność.... najpier opowiadasz o żałobie a potem sugerujesz, że to
                                                > wg mnie ma znaczenie.
                                                > Po jaki wuj pisałaś o żałobie skoro nie miała znaczenia?!


                                                Po pierwsze - nie OPOWIADAŁAM, a wspomniałam. Znaczenie w tym temacie, o czym napisałam ci poniżej ma takie, że impreza nie będzie tak huczna, a przede wszystkim tak dluga (czyli do rana), jak zwykle bywały moje urodzinowe imprezy.
                                                Zatem do domu wrócę wcześniej, niż białym switem.

                                                Przepraszam, co ma do tego czyjś wuj?
                                                >
                                                > Tu nie mowa o ślubach tylko o Twoim opisie urodzin w lokalu w czasie żałoby.

                                                Opis to dopiero teraz do Ciebie napisałam - z grubsza.
                                                >
                                                • urko70 Re: Alez moje wypowiedzi temu przecza, co piszesz 19.02.14, 09:55
                                                  kora3 napisała:

                                                  > > A przyczyną tego to że gość się pojawi w tym czasie był przyjazd koleż
                                                  > anki.

                                                  >
                                                  > Data przyjazdu ....

                                                  Nie ma znaczenia, znaczenie ma po czyjej stronie jest przyczyna.


                                                  > > A to już bezczelność.... najpier opowiadasz o żałobie a potem sugeruje
                                                  > sz, że to wg mnie ma znaczenie.
                                                  > > Po jaki wuj pisałaś o żałobie skoro nie miała znaczenia?!

                                                  >
                                                  > Po pierwsze - nie OPOWIADAŁAM, a wspomniałam. Znaczenie w tym temacie, o czym n
                                                  > apisałam ci poniżej ma takie, że impreza nie będzie tak huczna, a przede wszyst
                                                  > kim tak dluga (czyli do rana), jak zwykle bywały moje urodzinowe imprezy.
                                                  > Zatem do domu wrócę wcześniej, niż białym switem.

                                                  A jakie znaczenie ma jej huczność czy nie huczność w kontekscie pozostawienia
                                                  koleżanki samej w domu?
                                                  Huczność nie jest związana z długością.
                                                  Przegięłaś.
                                                  • kora3 Re: Alez moje wypowiedzi temu przecza, co piszesz 19.02.14, 10:21
                                                    urko70 napisał:
                                                    >
                                                    > Nie ma znaczenia, znaczenie ma po czyjej stronie jest przyczyna.

                                                    Po żadnej obiektywnie. Ona innego terminu wybrać nie może, ja imprezy odwołać nie mogę. Ona nie chodzi na imprezy z alkoholem z przekonania, ja mam przekonanie, ze gościa się samego nie zostawia.
                                                    >
                                                    >
                                                    > A jakie znaczenie ma jej huczność czy nie huczność w kontekscie pozostawienia
                                                    > koleżanki samej w domu?
                                                    > Huczność nie jest związana z długością.
                                                    > Przegięłaś.


                                                    Niczego nie przegięłam - owszem dla mnie huczność jest związana z długością imprezy. I o ile się orientuje nie tylko dla mnie.
                                                    Weźmy choćby sytuację po slubie: huczne weselisko z orkiestrą i 5 ciepłymi posiłkami dla uczestników imprezy z założenia jest przewidziane do białego rana, poślubny uroczysty obiad bez przewidywania tańców - z pewnoscią nie.
                                                    >
                                                  • urko70 Re: Alez moje wypowiedzi temu przecza, co piszesz 19.02.14, 10:47
                                                    kora3 napisała:

                                                    > > Nie ma znaczenia, znaczenie ma po czyjej stronie jest przyczyna.
                                                    >
                                                    > Po żadnej obiektywnie. Ona innego terminu wybrać nie może,...

                                                    To ona przyjeżdża, to jej sprawa, Ty nie masz na to wpływu. Więc przyczyna jest po jej stronie.


                                                    > >
                                                    > > A jakie znaczenie ma jej huczność czy nie huczność w kontekscie pozostawi
                                                    > enia
                                                    > > koleżanki samej w domu?
                                                    > > Huczność nie jest związana z długością.
                                                    > > Przegięłaś.

                                                    >
                                                    > Niczego nie przegięłam - owszem dla mnie huczność jest związana z długością imp
                                                    > rezy.

                                                    To zamiast pisać o żałobie i raz potem dodawać, że sprawa jest nietypowa, to trzeba
                                                    było napisać coś w stylu "impreza będzie trwała ok 4godzin". Sprawa byłaby jasna.
                                                    Zrobiłaś inaczej.
                                                  • ach_dama_byc_z_kanady Re: Alez moje wypowiedzi temu przecza, co piszesz 19.02.14, 11:45
                                                    urko70 napisał:
                                                    To zamiast pisać o żałobie i raz potem dodawać, że sprawa jest nietypowa, to trzeba
                                                    było napisać coś w stylu "impreza będzie trwała ok 4godzin". Sprawa byłaby jasna.
                                                    Zrobiłaś inaczej.


                                                    Alez sprawa byla jasna od poczatku - ze wlasnie ktos kto jest w zalobie nie wyprawia "weseliska" w urodziny hucznie przez 10 godz w knajpie, i nie zalewa sie z tej okazji do nieprzytomnosci.

                                                    Kora od poczatku pisala ze impreza jest skromna ze wzgledu na zalobe.
                                                    to bylo nietrudno pojac.


                                                    Minnie
                                                  • kora3 Dokładnie, to napisałam, że 19.02.14, 14:48
                                                    z racji załoby nie będzie tak huczna, jak zwykle, ale jakaś będzie.

                                                    Całkiem świadomie uzylam słowa "huczna". Pojęcie "skromna" jest dość niejednoznaczne.
                                                    Pomimo tego np. kol. Urko uznał, że imprezy w lokalu na 20-25 osób to musi być już "hucznośc", bo lokal i dużo ludzismile
                                                    Lokal ze względów ...lokalowych - trudno byłoby tylu ludzi ugościć na 70 m. kw. A liczba gości wynika z tego, ze mam dość szerokie grono znajomych (z rodziny nikogo nie będzie - odległośc) i zasadę, ze jeśli ktoś robi urodziny i mnie zaprasza, to ja robiąc swoje też go zapraszam.
                                                    Swoją drogą - kol. Urko uznał też, ze nietypowe jest by impreze w lokalu robiła młoda osoba - w domysle ja smile
                                                    Zwazywszy na to, że teraz w lokalach organizowane sa nie tylko 18-stki, ale u kinderbale, musze jawić się mu, jako osesek chyba smile
                                                  • urko70 Re: Dokładnie, to napisałam, że 19.02.14, 15:00
                                                    kora3 napisała:

                                                    > Pomimo tego np. kol. Urko uznał, że imprezy w lokalu na 20-25 osób to musi być
                                                    > już "hucznośc", bo lokal i dużo ludzismile

                                                    Nieprawda. Choć nie wiem czy to ma dla Ciebie jakieś znaczenie.

                                                    > Swoją drogą - kol. Urko uznał też, ze nietypowe jest by impreze w lokalu robiła
                                                    > młoda osoba - w domysle ja smile

                                                    Tu również nieprawda,, ale co Ci szkodzi znów poprzeinaczać.
                                                  • kora3 Re: Dokładnie, to napisałam, że 19.02.14, 15:27
                                                    Skoro nieprawda, to powiedz mi dlaczego napisałeś, że to nietypowe: urodziny młodej osoby w lokalu i na 20 osób?
                                                  • urko70 Re: Alez moje wypowiedzi temu przecza, co piszesz 19.02.14, 14:56
                                                    ach_dama_byc_z_kanady napisała:

                                                    > Alez sprawa byla jasna od poczatku - ze wlasnie ktos kto jest w zalobie
                                                    > nie wyprawia "weseliska" w urodziny hucznie przez 10 godz w knajpie, i nie zale
                                                    > wa sie z tej okazji do nieprzytomnosci.

                                                    Nie wiem skąd Ci się wzięło zalewanie do nieprzytoności ale to nie mój problem.
                                                    Wiem natomiast, że impreza nie huczna może trwać całkiem długo, a kora
                                                    teraz twierdzi, ze chodziło jej o czas trwania.

                                                    > Kora od poczatku pisala ze impreza jest skromna ze wzgledu na zalobe.
                                                    > to bylo nietrudno pojac.

                                                    Pomiędzy "impreza jest skromna" a "nie będą huczne" jest ogromna ilość możliwości
                                                    z których chyba nie zdajesz sobie sprawy.
                                                  • ach_dama_byc_z_kanady Re: Alez moje wypowiedzi temu przecza, co piszesz 19.02.14, 22:38
                                                    urko70 napisał:
                                                    Pomiędzy "impreza jest skromna" a "nie będą huczne" jest ogromna ilość możliwości
                                                    z których chyba nie zdajesz sobie sprawy.


                                                    kora3 07.02.14, 15:41
                                                    Teraz, z racji załoby nie będą huczne, ale jakies - będą.


                                                    "nie beda huczne z powodu zaloby " potocznie oznacza tyle co spokojne,
                                                    niewystawne i -zwykle- niezbyt dlugie.

                                                    W słowniku języka polskiego huczny znaczy "głośny" a nie długi.

                                                    a nie nie, nie manipuluj Urko,
                                                    w twoim wlasnym linku co zalaczyles sa podane dwa znaczenia slowa "huczny":

                                                    huczny
                                                    1. «okazały, szumny»

                                                    link Urka

                                                    a ja uprzejmie dodam wiecej znaczen slowa "huczny, hucznie"

                                                    Okazale (przepysznie, strojnie, luksusowo)
                                                    Paradnie ( galowo, wyjściowo, odświętnie)
                                                    Wystawnie (okazale, suto, bogato)
                                                    hucznie


                                                    bardzo wystawny, zrobiony na dużą skalę
                                                    hucznie2

                                                    nigdzie nie jest powiedziane ze hucznie to jedynie glosno.


                                                    Minnie
                                                  • urko70 Re: Alez moje wypowiedzi temu przecza, co piszesz 20.02.14, 11:42
                                                    ach_dama_byc_z_kanady napisała:
                                                    > nigdzie nie jest powiedziane ze hucznie to jedynie glosno

                                                    I jakbyś nie kombinowała "nie huczna" nie oznacza "nie długa".
                                                  • ach_dama_byc_z_kanady Re: Alez moje wypowiedzi temu przecza, co piszesz 20.02.14, 12:56
                                                    urko70 napisał:
                                                    I jakbyś nie kombinowała "nie huczna" nie oznacza "nie długa".
                                                    urko70 napisał:
                                                    W słowniku języka polskiego huczny znaczy "głośny"a nie długi.

                                                    huczny

                                                    nie, ale nie oznacza tez tylko glosny. a ty napisales ze glosny.

                                                    Minnie
                                                  • kora3 Re: Alez moje wypowiedzi temu przecza, co piszesz 19.02.14, 14:31
                                                    urko70 napisał:

                                                    >
                                                    > To ona przyjeżdża, to jej sprawa, Ty nie masz na to wpływu. Więc przyczyna jest
                                                    > po jej stronie.


                                                    Przyczyna jest obiektywna - tylko w takim terminie może przyjechać. ja wszelako mogłam odmowić przyjęcia jej w tym terminie.

                                                    >
                                                    > To zamiast pisać o żałobie i raz potem dodawać, że sprawa jest nietypowa, to tr
                                                    > zeba
                                                    > było napisać coś w stylu "impreza będzie trwała ok 4godzin". Sprawa byłaby jasn
                                                    > a.
                                                    > Zrobiłaś inaczej.


                                                    czepiasz się...Nie jestem w stanie przewidzieć jak długo będzie trwała impreza, bo przecież nie wyproszę z niej gości, albo sama nie wyjdę, jeśli się przeciągnie dłużej . Mogę jedynie zakładać, ze jako, iż nie będzie taka huczna zawsze z powodu mej żałoby, nie będzie ona trwała tak długo, jak takie imprezy trwają zwykle.
                                                    >
                                                  • urko70 Re: Alez moje wypowiedzi temu przecza, co piszesz 19.02.14, 14:45
                                                    kora3 napisała:

                                                    > > To ona przyjeżdża, to jej sprawa, Ty nie masz na to wpływu. Więc
                                                    > > przyczyna jest po jej stronie.[/i]
                                                    >
                                                    > Przyczyna jest obiektywna - [...]

                                                    Po jej stronie.


                                                    > > To zamiast pisać o żałobie i raz potem dodawać, że sprawa jest nietypowa,
                                                    > to tr
                                                    > > zeba
                                                    > > było napisać coś w stylu "impreza będzie trwała ok 4godzin". Sprawa byłab
                                                    > y jasn
                                                    > > a.
                                                    > > Zrobiłaś inaczej.[/i]
                                                    >
                                                    > czepiasz się...

                                                    Bo biorą za mające znaczenie kwestie o których napisałaś?
                                                  • kora3 Re: Alez moje wypowiedzi temu przecza, co piszesz 19.02.14, 15:29
                                                    urko70 napisał:

                                                    > Bo biorą za mające znaczenie kwestie o których napisałaś?
                                                    >
                                                    Kto "biorą"? smile

                                                    Urko, napisałam Ci jakie to miało znaczenie - tylko takie, że impreza nie będzie najpewniej do rana.
                                                    Swoją droga - całe szczęście, ze organizuje te impreze w lokalu, bo gdybym robiła ja w domu sytuacja byłaby patowa.
                                                  • urko70 Re: Alez moje wypowiedzi temu przecza, co piszesz 19.02.14, 15:33
                                                    kora3 napisała:

                                                    > Kto "biorą"? smile

                                                    Zrobiłem literówkę, winno być "biorę". Odpowiesz na pytanie?


                                                    > Urko, napisałam Ci jakie to miało znaczenie - tylko takie, że impreza nie będzi
                                                    > e najpewniej do rana.

                                                    "nie huczna" nie znaczy "nie długa"
                                                  • kora3 Re: Alez moje wypowiedzi temu przecza, co piszesz 19.02.14, 15:39
                                                    urko70 napisał:
                                                    >
                                                    > "nie huczna" nie znaczy "nie długa"

                                                    dla mnie - znaczy. Zresztą dla większości ludzi - zapytaj teraz kogoś z czym kojarzy mu się "huczne weselisko"? Najpewniej z zabawą do białego rana smile
                                                  • urko70 Re: Alez moje wypowiedzi temu przecza, co piszesz 19.02.14, 16:03
                                                    kora3 napisała:

                                                    > urko70 napisał:
                                                    > >
                                                    > > "nie huczna" nie znaczy "nie długa"
                                                    >
                                                    > dla mnie - znaczy.

                                                    W słowniku języka polskiego huczny znaczy "głośny" a nie długi.

                                                    huczny
                                                  • kora3 Re: Alez moje wypowiedzi temu przecza, co piszesz 20.02.14, 08:16
                                                    czytaj może wszystkie objaśnienia. Wg tego poza "głośny" znaczy także "okazały, szumny" czyli z pompą, "na bogato" smile co z reguły znaczy także, ze impreza nieograniczona czasowo.
                                                  • urko70 Re: Alez moje wypowiedzi temu przecza, co piszesz 20.02.14, 11:36
                                                    kora3 napisała:

                                                    > czytaj może wszystkie objaśnienia. Wg tego poza "głośny" znaczy także "okazały,
                                                    > szumny" czyli z pompą, "na bogato" smile co z reguły znaczy także, ze impreza nie
                                                    > ograniczona czasowo.

                                                    W tej definicji nie ma ani słowa o czasie trwania.

                                                    Twoje reguły nie mają znaczenia.
                                                    Wiele osób spędza hucznego Sylwestra zaczynając go ok 20ej i kończąc ok pierwszej.
                                                  • kora3 Re: Alez moje wypowiedzi temu przecza, co piszesz 20.02.14, 11:53
                                                    Tak czy owak wyjaśniłam, dlaczego wspomniałam o załobie i niehucznosci ....
                                                    Sylwester do 1 ? To chyba starsi ludzie, albo kończa, bo nie umieją pic smile
                                                  • urko70 Re: Alez moje wypowiedzi temu przecza, co piszesz 20.02.14, 12:21
                                                    kora3 napisała:

                                                    > Tak czy owak wyjaśniłam, dlaczego wspomniałam o załobie i niehucznosci ....
                                                    > Sylwester do 1 ? To chyba starsi ludzie, albo kończa, bo nie umieją pic smile

                                                    Twierdziłaś, że pisząc o "huczności" mówisz o czasie trwania.
                                                    Ale słowo "huczny" nie jest związane z czasem trwania przynajmniej wg słownika
                                                    języka polskiego. A jeśli nie jest związane z czasem to Twoje pisanie o huczności
                                                    i żałobie nie miało znaczenia w kontekście zostawienia koleżanki w domu.

                                                    Starsi czy nie starsi kwestionuje to tą "Twoją" regułę.
                                                    Może rzeczywiście nie umieją pić tak jak Wy ale to nie ma znaczenia. smile
                                                  • kora3 Re: Alez moje wypowiedzi temu przecza, co piszesz 20.02.14, 13:01
                                                    Bijesz piane smile
                                                    Wyjaśniłam, a dalsze tego typu dywagacje prowadz z kims kto to lubi oraz ma podobne do twoich hmm zainteresowania
                                                  • urko70 Re: Alez moje wypowiedzi temu przecza, co piszesz 20.02.14, 13:27
                                                    kora3 napisała:

                                                    > Bijesz piane smile
                                                    > Wyjaśniłam, ...

                                                    że nie znasz znaczenia słowa "hucznie". smile
                                          • kora3 Re: Alez moje wypowiedzi temu przecza, co piszesz 18.02.14, 11:34
                                            urko70 napisał:

                                            > Ja pisałem o przyczynie. A przyczyną Twojego zakłopotania był przyjazd
                                            > koleżanki w czasie wcześniej zaplanowanej imprezy


                                            NIE! I pisałam już wiele razy, że NIE przyjazd koleżanki w czasie zaplanowanej imprezy, a to , ze z konieczności muszę gościa pozostawić samego!
                                            Z uporem maniaka starasz się mi wpierać, że zakłopotanie to jest pokłosiem powodu, dla którego gośc nie chce uczestniczyć w imprezie. Powtórzę raz jeszcze: NIE!
                                            Podałam ten powód, bo gdybym napisała tylko: kolezanka w imprezie uczestniczyć nie chce, to padałyby słuszne poniekąd pytania "dlaczego?", oraz rady "spróbuj ją przekonać", wiec w końcu tak czy owak musiałabym powód ów podać.

                                            > Co prawda nie wiem jakie znaczenie miała tu załoba ale skoro pisałaś o niej to
                                            > widocznie uznałaś, że miała.


                                            Miała o tyle, że w tym roku me urodziny nie będą tak huczne, ani impreza nie będzie trwała do rana, jak zwykle bywało oraz nie przewidziałam na niej muzyki tanecznej dla nas, aczkolwiek ponieważ w innej sali w tym lokalu jest w tym czasie otwarty potańc, chętni do tańczenia będą mogli skorzystać z możliwości potańczenia. Mam nadzieje, że wyjaśniłam ci dość szczegółowo?
              • znana.jako.ggigus taa, wierzący katolicy- ileż dyskusji miałam 16.02.14, 17:11
                -wmszonych, kiedy w rozmowie się okazywało, że jestem ateistką. Ale dlaczego? A od kiedy? A czy chrzest był?No ale jak to tak, nie wierzyć? No to czy jestem satanistką? A jak zachoruję na raka? A jak bym chciała ochrzścić dzieci? I tak długo.
                to tyle w kontekście nawiedzonych wege i nawiedzonych, pardon tolerancyjnych katolików.
                • kora3 No wiesz 17.02.14, 08:26
                  ja co prawda nie mogę siebie określić jako ateistkę, nie należe tez do zadnej grupy wyznaniowej, ale także spotykam się czasem z pytaniami dot. mojego stosynku do KRK.
                  A jest on obojętny smile

                  Jeśli pyta mnie ktoś naprawdę szczerze i neutralnie zainteresowany to odpowiadam prawde - nie, bo nie czuję takiej potrzeby.
                  Jeśli natomiast pytania są utrzymane w tonie napastliwym, albo moralizatorskim to sprowadzam pytającego na Ziemię smile

                  To samo tyczy się innych pytań z kręgu osobistych.

                  Inna sprawa, że niektórzy ludzie są b. odporni na prostą wiedzę o tym, ze to co jemu i jego szwagrowi wydaje się optymalne, dla innych niekoniecznie musi takie byćsmile

                  I tu akurat bycie wege, jest najmniejszym problemem - bo nie chcę żeby zwierzęta cierpiały, bo nie lubię miesa itd.

                  Znacznie gorzej jest z pytaniami o brak dzieci, albo brak formalizacji związku.
                  Niektórych nie przekonuje jakby, że ktoś inny nie ma dzieci, bo zwyczajnie nie chce smile
                  "Ale jak to NIE CHCESZ? Jak można nie chcieć mieć dzieci?" - no normalniesmile, tyle, ze ktoś taki tego nie pojmujesmile "Jeszcze zmienisz zdanie" itd. smile
                  Jedna z moich bezdzietnych koleżanek w taki sposób molestowana, bo inaczej trudno to określić, w pewnym dość specyficznym środowisku, zaczęła kłamać, ze dzieci nie ma, bo mieć nie może ze względów zdrowotnych. To bowiem ucinało dyskusję na ten temat smile
                  i nie musiała wyjaśniać, ze nie jest wielbłądem, a także wysłuchiwać tyrad w temacie egoizmu, wygodnictwa i czekającej jej samotnej starości w domu opieki smile

                  • znana.jako.ggigus kazdy ma inna taktyke 17.02.14, 11:57
                    ja przyznam szczerze dyskusji swiatpogpladowych unikam. O moim ateizmie dyskutowalam w latach 90 w Pl, mlodym dziewczeciem bedac. Wtedy nie umialam jeszcze uciac dyskusji w zarodku, teraz juz umiem.
                    Na kazdy tematsmile) - z umiechem, czasem tylko mam lekko podniesiony glos, bo jestem zwyczajnie zla, mowie, ze juz tyle razy dykustutowalam na www temat,ze jako stary i szczczwany lis dyskusyjny daje sobie spokoj.
                    • kora3 Re: kazdy ma inna taktyke 17.02.14, 12:10
                      wiesz, ja w ogóle wychodzę z założenia, że dyskusja na tematy światopoglądowe z przypadkowymi ludźmi, jest pozbawiona wszelkiego sensu.
                      Tych ludzi nie interesują argumenty Twoje, zależy im tylko na okazaniu swojej "wyższości" oraz przedstawieniu własnych.
                      Działa to u fanatycznych grup zarówno wierzących, jak i niewierzących, czy też innowierców.

                      Aczkolwiek bywają sytuacje naprawdę zabawne smile Kiedyś byłam w towarzystwie kolegi na pewnym spotkaniu, gdzie wierzący zawzięcie dyskutowali o jakimś "liscie pasterskim" , ktoregos z biskupów. dodam, ze spotkanie miało charakter towarzyski. Ja z racji pracy orientowałam się o czym mówią, ale nie wchodziłam w dyskusję, za to kolega - ni w zab nie wiedział o czym w ogóle mowa.
                      Ktoś zwrócił się doń z pytaniem co o tym sadzi i chłopina przyznał, ze nie wie o czym gadkasmile
                      No i został zapytany "A Ty co? Do KOSCIOŁA NIE CHODZISZ?" na co on, że nie smile
                      padło pytanie: dlaczego? No i kolega powiedział, ze tyle tych kościołów wokół obrządków aze trzech, to on nie chodzi, żeby zadnego kościoła nie wyróżniaćsmile
                      Mina większości bezcenna, ale znalazł się mędrzec, który powiedział coś w rodzaju "Trzeba iśc do kościoła w niedzielę, a nie czekać, aż Cie tam zaniosą po śmierci"...Kolega się nie zafrasował i stwierdził, że po śmierci oczekiwałby raczej zaniesienia go do zakładu pogrzebowego w celu kremacji jego zwłok, a jeśli ktoś z jego rodziny uzna, ze stosowniejszy będzie do tego kościół, to po pierwsze popełni grzech i ogromny nietakt niespełniajac woli zmarłego, a po drugie ...będzie szczerze zawiedziony po otwarciu testamentu smile
      • znana.jako.ggigus ideologiczna wege była po prostu zła, 16.02.14, 17:07
        żr nikt nie pomyślał o niej. Jak Ty byś się czuła, siedząc cały wieczór przy zastawionm stole, ale nie dla Ciebie?
        ja też jestem wege i też byłam na imprezie, składkowej, sama sie dokładałam i jadlam chleb z masłem cały wieczór. Wszydtko było z mięsem - sałatka, zupa, paszety.
        • aqua48 Re: ideologiczna wege była po prostu zła, 16.02.14, 17:41
          znana.jako.ggigus napisała:

          > Jak Ty byś się czuła, siedząc cały wieczór przy za
          > stawionm stole, ale nie dla Ciebie?
          > ja też jestem wege i też byłam na imprezie, składkowej, sama sie dokładałam i j
          > adlam chleb z masłem cały wieczór. Wszydtko było z mięsem - sałatka, zupa, pa
          > szety.

          Bezmyślność i brak empatii u gospodarzy. podobnie jak z tym dopytywaniem o powody innego wyznania, lub światopoglądu. Nie z wszystkimi ludźmi warto podtrzymywać kontakty..
          • znana.jako.ggigus masz brutalna racje 16.02.14, 17:50
            chapeau bas!
            smile)
        • vi_san Re: ideologiczna wege była po prostu zła, 16.02.14, 20:10
          Może gdyby łaskawie POINFORMOWAŁA gospodarzy o swoich preferencjach znalazłoby się na stole coś dla niej? Ale nie raczyła, tylko już w trakcie imprezy wyrzekała na padlinę na stole i to, że nikomu nie przyszło do głowy, że może akurat ona jest wege.
          Całkiem inną sytuację opisujesz - brałaś udział w SKŁADKOWEJ imprezie i NIKT nie pomyślał, żeby na stole znalazło się coś dla ciebie, nawet ty sama? W końcu na składkowa imprezę ktoś menu ustala? Jeśli na dobór potraw nie miałaś wpływu, a znajomi "składkowi" WIEDZIELI o twoich preferencjach - zmień znajomych. Natomiast jeśli byłabyś zaproszona na imprezę, nie wspomniała o swoim wegetarianizmie i podczas imprezy cały czas strzelała fochy, jak to nikt o tobie nie pomyślał, to, sorry, nikt nie ma obowiązku wiedzieć co ty lubisz a czego nie! W przypadku tej kuzynki zapewne wystarczyłoby, żeby będąc zapraszaną wspomniała "Ale wiesz, ja jestem wegetarianką/weganką i w związku z tym nie jem mięsa/produktów odzwierzęcych. To nie będzie kłopot?" Widzisz różnicę w sytuacji?
          • znana.jako.ggigus hm bez capsa 16.02.14, 23:07
            kolezanka nas naprosila, ale powiedziala, ze nie poniesie kosztow sama.
            Nie wiem, czy wspominalam wege, wydaje mi sie, ze tak. Zreszta studiowalysmy razem i znalysmy sie dwa lata, wiec mogla zauwazyc, ze nie jem wielu rzeczy.
            I tak oto siedzialam caly wieczor na jakims odludziu jedzac chleb z maslem.
            Nie, nie strzelalam focha. Robilam dobra mine do zlej gry.
            Dzisiaj kiedy sama swietnie gotuje, przynioslabym ze soba wiele rzeczy.
            Tyle wyjasnienia z pozycji wege siedzi przy pelnym stole.
            Dodam, ze od lat zdarza mi sie isc na imprezy, kiedy jest dla mnie malo do jedzenia. Najczesciej sie zapycham slodyczami, bo zupy, cieple dania sa z reguly miesne. Ale i to sie powoli zmienia, jak i nastawienie katolikow do owieczek o innej orientacji.
            Tyle wyjasnien bez capsa, bo krzyk to oznaka irytacji.
            • vi_san Re: hm bez capsa 17.02.14, 13:31
              W tym przypadku "wycapsowanie" - to może nie krzyk, a "nacisk" na te właśnie słowa. Ale ok, niech ci będzie bez "capsa".
              1. Na pewno "nawaliła" komunikacja - na linii ty - gospodyni. Gospodyni nie wykazała się wrażliwością i spostrzegawczością, ty zaś nie powiedziałaś jej wprost, że miesa nie jesz.
              2. "dzisiaj kiedy świetnie gotuję, przyniosłabym ze sobą wiele rzeczy" - czyli wówczas nie gotowałaś "świetnie" i nie mogłaś się zatroszczyć o cokolwiek dla siebie? Wiedząc, że jednak [jak już ci pisała Kocia] wege są w mniejszości? przyrządzić, bo ja wiem, jakąś pastę do tego chleba z masłem? Albo cokolwiek? Mało tego - miałaś świetną okazję, by "sprzedać" wege - smakołyki mięsożercom! big_grin
              3. Jeśli zapraszam na imprezę osobę o której wiem [bądź która poinformuje mnie będąc zapraszaną], że jest wegetariańska - zawsze dbam, by na stole znalazło się coś całkowicie bezmięsnego [jeśli to obiad - to chociażby bulion warzywny, naleśniki z serem bądź owocami itp., możliwości jest wiele]. Jeśli jednak nie wiem - wybacz, nie jestem jasnowidzem i nie jestem w stanie przewidzieć, że akurat ktoś nie je tego czy tamtego.
              4. Skoro już się nie uprzedziło - trzeba "cierpieć w milczeniu" - czyli robić dobrą minę do złej gry. Moim zdaniem absolutnie niewłaściwe jest komentowanie zastawionego stołu [głośno] w rodzaju "Brzydzę się padliną" czy też określanie współstołowników mianem "trupożerców"...
              5. Jestem katoliczką i absolutnie nie przeszkadza mi inne wyznanie [bądź w ogóle brak wyznania] u nikogo, o ile nie koliduje z moimi regułami. Dla wyjaśnienia - nie chodzi mi o to, że skoro ja chodzę do kościoła to wszyscy muszą - natomiast oczekuję, by osoby nie wierzące powstrzymały się od głupawych komentarzy typu "A po co? Nie lepiej do galerii?" itp.
              • znana.jako.ggigus a czy pisałabyś o nabzdyczeniu, 17.02.14, 14:39
                gdyby siedzący przy stole był po operacji i na diecie? Zbyt nieśmiały, żeby o tym wspomnieć. A godpodarz o tym nie wiedział.
                Tak to już jest, że jak się robi imprezę, to trzeba przemyśleć.
                Co do jedzenia na tamtą imprezę - bardzo mnie cieszy, że tak dogłębnie się zajęłaś, co powinnam była zrobić jako wówczas niegotująca osoba. Tyle że to nadal kwestia preferencji - w moim domu jadano malo mięsa i mnie nigdy nie przyszłoby dp głowy, że na imprezie będą tylko potrawy mięsne. To samo było z zupami, moja mama gotowała je na wywarze warzywnym i to była dla mnie oczywistość. Po paru wizytach jako wege u koleżanek przekonałam się, że jest inaczej.
                Nie trzeba oczywiście idąd na zakupy dla siebie myśleć o różnorodności ludzkich preferencji. Ale robiąc imprezę, można spróbować.
                • vi_san Re: a czy pisałabyś o nabzdyczeniu, 17.02.14, 19:31
                  Czyli, jak rozumiem, szykując imprezę przygotowujesz dania wege [jesteś wege], dania mięsne [bo zapraszasz osoby nie-wege], koniecznie jakieś danie bez glutenu [bo wszak może się trafić osoba "bezglutenowa"], dania dietetyczne [bo któraś z pań może być na diecie], dania tłuste [bo któreś z gości może preferować właśnie tłusto], po co najmniej jednym zestawie z diety Dukana, Kwaśniewskiego i kogo tam jeszcze? Spędzasz w kuchni pół roku po czym 75% jedzenia wyrzucasz, bo było zbędne? Wszak robiąc imprezę trzeba pomyśleć, czyż nie? tongue_out
                  • znana.jako.ggigus haha, jakie zabawne!! 18.02.14, 16:16
                    mylisz dietę z tym, co ktoś sobie sam ułożył w jadłospisie z tym, czego ktoś nie chce/nie może jadać.
                    Ale takie złośliwości z Twojej strony nie są odp. na moje pytanie.
                    • vi_san Re: haha, jakie zabawne!! 18.02.14, 18:37
                      Sama pisałaś, że jesteś wege z przyczyn ideologicznych - czyli *nie masz konieczności* jedzenia bezmięsnie. Więc jest to tylko twój "kaprys". I jak się ma to co teraz piszesz do twojego nawoływania do "przemyślenia menu", "jednostronnym menu które źle świadczy o gospodarzach", czy "braku empatii"? Czyli może odpowiedz, skoro tak się domagasz zrozumienia i empatii dla *swoich* gustów - czy jak organizujesz imprezę podasz schabowego zapraszanym "mięsożercom"?
                      Dlatego właśnie od początku piszę o tym, że mając jakieś [nie istotne czy wymuszone czy też spowodowane gustem] ograniczenia - należy wcześniej uprzedzić o nich organizatora. I dobry organizator - skoryguje np. menu dostosowując je choćby częściowo do osób bezmięsnych/bezglutenowych/beztłuszczowych itd. Ale żeby to zrobić - dostosować - musi znać preferencje gości. Jeśli gość wcześniej nie uprzedzi - gospodarz nie może się domyślić, że ten ma jakieś specjalne oczekiwania. Proste?
                      A na marginesie - spróbuj inaczej sformułować zdanie "mylisz dietę z tym, co ktoś sobie sam ułożył w jadłospisie z tym czego ktoś nie chce/nie może jadać". Bo jest z lekka niegramatyczne i w związku z tym może być niewłaściwie zrozumiane.
                      • znana.jako.ggigus przyczyny ideologiczne niejedzenia 19.02.14, 11:40
                        to np. cierpienie zwierzat, a nie nie kaprys.
                        I nadal czekam na odpowiedz, czy gdyby ktos na diecie siedzial przy suto zastawionym stole, tez bys tutaj pisala, ze byl nabzdyczony. A przeciez mogl uprzedzic gsopodarza!

                        Na marginesie - czasem w pospiechu napisze cos niegramatycznego. Jakby co wyjasnie. Ty tez robisz bledy, manieryczne cudzyslowy ("kaprys" np. ale jako osoba dobrze wychowana nie wzracam na manieryzmy uwagi. No i nie chce odwalac roboty za Twoja pania od polskiego).
                        • vi_san Re: przyczyny ideologiczne niejedzenia 19.02.14, 13:46
                          "Kaprys" ujęłam w cudzysłów, bo zakładam, że [skoro piszesz o byciu wege z przyczyn ideologicznych] to nie chwilowa zachcianka, a jakieś tam przekonanie. Ale jednak nie konieczność dyktowana np. względami zdrowotnymi. Czyli uzasadnieniem twojego niejedzenia mięsa jest wyłącznie "bo nie chcę" i tyle. Czym ta chęć jest podyktowana - to inna kwestia.
                          A co jeśli ktoś powie, że nie interesuje go w jaki sposób jego stek się pojawia na talerzu? Albo powie wprost, że "trudno, takie jest życie, wieprzek jest przeznaczony na rzeź i już"? Spełnisz, jako gospodyni, która nakłania do pomyślenia o zaspokojeniu gustów innych takie oczekiwanie?
                          Już odpowiadam, chociaż Kora ci to już tłumaczyła [jakoś ona zrozumiała bez problemu]. Osoba, która nie uprzedziła swoich gospodarzy o diecie [nie istotne z czego wynikającej] jeśli całą imprezę siedzi przy stole z grobową miną i [nader niestosownie, a głośno] komentuje zarówno niedostatki gospodyni [która śmiała nie mieć napadu jasnowidzenia i nie przewidzieć gustów żywieniowych] jak też zastawiony stół [może twoim zdaniem uwagi o "brzydzeniu się padliną" i określanie stołowników mianem "trupożerców" mieszczą się w kanonie - moim nie!] - to owszem, jest nabzdyczona i powinna dokładnie przemyśleć czy słusznie i do kogo ma pretensje. Jeśli taka osoba po prostu bierze udział w imprezie "udaje" że cos je i zachowuje się normalnie - nie, nie jest nabzdyczona, nawet jeśli jest głodna.
                          Co do twojego sformułowania zaś - trudno mi się odnieść, skoro jest nie do końca zrozumiałe, więc po prostu poprosiłam, żebyś spróbowała napisać to samo inaczej. Przykro mi, że odebrałaś to jako jakąś formę ataku personalnego, bo zupełnie nie o to mi chodziło.
                          • znana.jako.ggigus właśnie ten cudzysłów jest manieryzmem, 19.02.14, 13:58
                            ale nie ja zaczynałam, dyskusję o błędach, więc nie będę jej kontyuować.
                            Przesłanki ideologiczne to nie jest zdanie: bo nie chcę. Nie z mojego punktu widzenia i pisząc o cierpieniu zwierząt, wydaje mi się, że jasno zawarłam moje zdanie.
                            Co do opisywanej przez Ciebie osoby z grobową miną - ja to zrozumiałam, więc nie musiałaś mi jeszcze raz pisać o padlinie itepe.
                            Czekam nadal na odp., czy będziesz pisać o nabzdyczonych osobach na diecie, które siedzą przy suto zastawionym stole. Bo mogły uprzedzić gospodarza!
                            To już chyba trzeci post z tym pytaniem i nadal nie odpowiadasz. Ciekawa jestem.
                            Nie odebrałam Twoich uwag jako ataków osobistych. Tyle że sama masz manieryzmy językowe i ja nie zwracałam Ci na to uwagi.
                            Natomiast nadal czekam na Twoją odpowiedź w kwestii nabzdyczonych osób na ścisłej diecie, mam nadzieję, że nie muszę koleejny raz powtarzać, tego, co trzy razy już pisałam.
                            • vi_san Re: właśnie ten cudzysłów jest manieryzmem, 19.02.14, 14:26
                              Odpowiedziałam. Jeśli osoba siedziałaby przy stole z fochem i obraźliwymi komentarzami - owszem, byłaby nabzdyczona. Jeśli mimo braku odpowiadającego jej jedzenia zachowywałaby się naturalnie i swobodnie - nie, nie byłaby nabzdyczona. I całkowicie obojętne jest, czy fochy i komentarze byłby spowodowane wegetarianizmem, konieczną w stosowaniu dietą czy też po prostu odmiennymi nawykami żywieniowymi.
                              Nie spotkałam się z przypadkiem, by osoba, która musi przestrzegać diety ze względów zdrowotnych zapomniała lub z nieśmiałości nie wspomniała o tym przyjmując zaproszenie na imprezę.
                              Natomiast ty także nie odpowiedziałaś na pytanie. smile Czy jako przedstawicielka mniejszości wegetariańskiej organizując imprezę dopuszczasz menu mięsne? Wszak piszesz o konieczności zróżnicowania menu, i masz świadomość, że bezmięsni to około 10% populacji. Więc czy dostosowujesz menu do tych 90%, które mięso jedzą?
                              • znana.jako.ggigus czyli napisałabyś o nabzdyczonych 19.02.14, 14:30
                                na ścisłej diecie, co siedzą przed suto zastawionym stole, bo nie uprzedzili gospodarza.
                                Czekam na taki post.
                                smile))
                                No coż jako organizator imprezy wykonuje się jedzenie i jeśli organizatorem jest wegetarianin (a ja staram się odżywiań wegańsko- czyli z wyłączeniem produktąw zwierzęcych), to może on podać mięso, czemu nie? Ja nie podaję.
                                • znana.jako.ggigus PS jako gospodarz nie masz obowiązku 19.02.14, 14:36
                                  dostosowywania się do tzw. świata. Bo np. w moim gronie znajomych przeważają wege i ba, byłam na takim spoktnaiu zawodowym, gdzie mięsożerni byli w mniejszości.
                                  Zresztą gdybyś się stosowała do tzw. świata powiedzmy w Polsce nie gotowałabyś np. kuchni azjatyckiej, bo to nie nasz świat.
                                  I nawet jeśli Ty nie spotkałaś się z tym, że ktoś na ścisłej diecie nie uprzedził gospodarza o diecie, to się to może zdarzyć i taka osoba też będzie bezradnie siedzieć przy stole. Tyle że wówczas nikt nie powie, że to nabzdyczenie ideologiczne. I to jest różnica zasadnicza.
                                  • vi_san Re: PS jako gospodarz nie masz obowiązku 19.02.14, 20:30
                                    Ok, piszesz, że na jakimś spotkaniu, w twoim otoczeniu mięsożerni są w mniejszości. powiedzmy, stanowią około 10% twoich znajomych, obecnych na spotkaniach. To wyjaśnij mi, czemu, skoro sama domagasz się [kilkakrotnie] w "świecie mięsożerców, przy około 10% wege zrozumienia i uwzględniania, ba, przewidywania wręcz obecności osób bezmięsnych i zaopatrzenia w produkty odpowiadające ich gustom - a sama masz w nosie preferencje *identycznej* ilościowo mniejszości w swoim otoczeniu?
                                    Jak pisałam: jeśliby się taka osoba trafiła [acz w moich oczach byłaby to sierota do kwadratu] i podczas imprezy komentowała, narzekała i stawiała gospodarzy w niezręcznej sytuacji - owszem, niezależnie od powodów uznałabym ją za, delikatnie mówiąc, źle wychowaną. Acz faktycznie, nie powiedziałabym, że jest "nabzdyczona ideologicznie". To znaczy, że nabzdyczona owszem, ideologicznie nie. Z tym, że w przypadku opisywanej przeze mnie sytuacji, od której się dyskusja zaczęła nie uważam, by owa kuzynka zachowała się źle będą wege i nie chcąc łamać swoich zasad. Uważam tylko, że powinna była albo przed imprezą [np. podczas zapraszania jej] wspomnieć o swoich regułach żywieniowych, albo zrezygnować z imprezy, albo też zrobić dobrą minę do złej gry.
                                    • znana.jako.ggigus no wiesz gospodarz podaje ludziom, co 20.02.14, 12:37
                                      uważa i co z gości uzgodnił (alergie, diety itepe). Dobrze wychowani ludzie nie oczekują od wege mielonego i to bez rozważań 90 i 10% kto i co je.
                                      W restauracji hinduskiej nie zamawiasz wołowiny, a u Turka świni, w polskiej restauracji nie dostaniesz pieska, chociaż miliardy ludzi je pieski i kotki.


                                      A co zwracania uwago błędy językowe, tu mam taki cytat z Ciebie:
                                      Co do zwracania uwagi - zasada jest taka, że dorosłym ludziom uwagi nie zwracamy. Koniec, kropka. Acz irytacja zrozumiała...
                                      • vi_san Re: no wiesz gospodarz podaje ludziom, co 20.02.14, 13:19
                                        Zacznę od końca: nie zwracałam Ci uwagi na błędy, tylko poprosiłam, żebyś inaczej sformułowała zdanie, które mogło zostać zrozumiane niejednoznacznie. To nie to samo, zauważ. Nie zrobiłaś tego, trudno. Za to najpierw doszukałaś się u mnie błędów, potem ironicznie skomentowałaś [po wytknięciu], że nie jesteś moją nauczycielką i nie będziesz poprawiać jej niedoróbek, wreszcie oznajmiłaś, że kończysz temat błędów [słusznie, bo to nie forum językowe], a teraz znów wracasz...
                                        Dobrze wychowani ludzie nie robią przy stole min, nie komentują podanego jedzenia, nie obrażają ani gospodarzy ani współbiesiadników. Nie oczekują też, że *wszyscy* muszą się dostosowywać lub brać pod uwagę ich zasady, zwłaszcza, jeśli nie raczyli o tychże poinformować.
                                        Masz całkowitą rację: idąc na obiad do dobrego wyznawcy proroka - nie oczekuję schabowego. Idąc do hinduskiej restauracji - nie oczekuję wołowiny itd. Natomiast ty, idąc na imprezę organizowana przez "mięsożerców" właśnie oczekujesz, że to gospodarz dostosuje się do twoich upodobań. Ba, mało tego! Oczekujesz, że gospodarz sam z siebie domyśli się, jakie też masz preferencje żywieniowe! No to zaiste, żeby Ggiguś zaprosić na imprezę jasnowidzem być należy...
                                        I dla jasności: nie oczekuję od gości wege [bądź będących na diecie] jedzenia mięsa czy też innych "produktów zakazanych"! Jako gospodyni [mięsożerna i z przewagą towarzystwa mięsożernego!] czułabym się bardzo niezręcznie, gdybym *nie wiedziała* o wegetarianizmie kogoś z gości, ów gość by mnie o tym wcześniej nie uprzedził i okazałoby się, że faktycznie, na imprezie jedyne co może zjeść to chleb z masłem albo surówka. Czułabym się niezręcznie - ale nie uważam iż "dobra gospodyni" musi zawsze szykować wszelkie możliwe warianty menu. Zapewne usiłowałabym wymyślić coś "na szybko" aby załatać tą lukę, ale i tak uważam, że "wina" niezręcznej sytuacji - leży po stronie gościa, który mając konkretne ograniczenia nie wspomniał o tym.
                                        • kora3 Jako wege zgadzam się z Vi 20.02.14, 13:29
                                          To, ze generalnie powinno się jadać zróżnicowane jedzenie, warzywa i owoce, to oczywistości. ALE sałatka, czy deska serów to nie sa dania główne - to są przystawki/przekąski. Na każdej imprezie powinni się pojawić takowe bezmięsne, choćby dla zbilansowania jedzenia, ale nadal nie ejst to zaspokojenie potrzeb gościa wege.
                                          Bo wege, czy nie, to taki sam gośc i powinien zostać także ugoszczony daniem głównym. A żeby można było zaplanować dlań danie głowne bezmięsne, to trzeba wiedzieć, ze nie jada miesa zawzczasu. tak samo dla kogos na diecie.
                                          • vi_san Re: Jako wege zgadzam się z Vi 20.02.14, 16:33
                                            Otóż to, korciu. Będąc organizatorką imprezy czułabym ogromny dyskomfort, widząc, że któraś z zaproszonych osób nie może [niezależnie od powodów] zjeść pełnego menu. Nawet jeśli nie miałabym w żaden sposób możliwości wcześniej domyślić się, że dana osoba jest wege, na diecie czy też cokolwiek innego. A, wbrew pozorom wcale nie łatwo zorganizować ad hoc elegancki, pełnowartościowy posiłek wege w domu zasadniczo mięsożernym. Jeszcze trudniej - jeśli osoba w ogóle unika produktów odzwierzęcych, więc nawet ten nieszczęsny chleb z masłem odpada [masło jest wszak odzwierzęce?].
                                            Jak już pisałam - gdy *wiem* że na obiedzie będzie moja wege - siostra - zawsze zatroszczę się, by dostała "prawdziwy", smaczny i pełnowartościowy obiad.
                                            • kora3 Miła Vi 20.02.14, 17:32
                                              mam wrażenie, że Ggigus zwyczajnie chce cierpieć, być na pozycji osoby pokrzywdzonej, czt nie najlepiej w g niej potraktowanej.
                                              Zaraz będzie, że "zajmuję się jej osobą" - swoją drogą wyjątkowo drażniaca maniera językowa z tą "moja osobą" i w dodatku jest to bardzo często błąd - ale takie mam odczucia.

                                              Gospodarze mają się domyślić, ze ktoś, w tym jej osoba smile jest wege = mają przygotować dla każdego alternatywne bezmięsne dania głowne. Jeśli nie, nie są dobrymi gospodarzami, a ona musi "robić dobrą minę do złej gry" . A jak jej jakiś chłop plaszcz podaje, to ma się domyśleć, ze ona nie chce, jak się nie domyśla to seksista a ona musi "manewrować" ...

                                              Ło matko ...
                                              • vi_san Re: Miła Vi 20.02.14, 20:20
                                                A do tego, co mnie osobiście "rozłożyło na łopatki" oczekuje, że tzw. reszta świata się do niej dostosuje - czyli oczekuje, że gdy jest zaproszona - dostanie exlusiv obiad wege, natomiast zapraszając mięsożernych znajomych - nie ma zamiaru dostosowywać się do ich gustów. I o ile rozumiem, że ideolowege nie przyrządzi schabowego, brzydzi się wędliny w *swojej* lodówce - o tyle uważam, że minimum dobrej woli może wykazać i chociaż uprzedzić gospodarzy o swoich preferencjach kulinarnych, a nie oczekiwać, że w przypływie jasnowidzenia domyślą się, że Ggiguś jest wege. big_grin
                                                • znana.jako.ggigus ale ja nie pisalam tego, o czym 20.02.14, 22:54
                                                  mowa w Twoim poście.
                                                  Taki jest sens forumowych dyskusji - każdy się pracowicie wylewa.
                                                  • kora3 Re: ale ja nie pisalam tego, o czym 21.02.14, 08:24
                                                    pisałaś, ze poczułaś się źle, gdy wiedzący o twych przekonaniach znajomi wsadzili do twej lodówki kiełbase, czy tam inna wędlinę.
                                                    Z jednej stronu Cie rozumiem, ale z drugiej ...Oni wiedzieli, ze jesteś wege - nie masz kiełbasy, ani dla nich nie kupisz. Uszanowali to i mieli swoją - tak samo jak Ty mają swoje zasady zywieniowe i mają prawo.
                                                    Ty masz podejście tego rodzaju : moje zasady są dobre i trzeba je co najmniej akceptować, a zasady innych są złe i mogę je mieć gdzieś. No nie.
                                                  • znana.jako.ggigus czyli nie pisałam o tym, co w jest napisane 21.02.14, 12:54
                                                    w postach powyżej o mnie jako streszczenie moich poglądów. Koniec i kropka.
                                        • znana.jako.ggigus naprawdę nie rozumiem 20.02.14, 13:38
                                          nie ja zaczęłam dyskusję o błędach. Poza tym nie zrozumiałaś jakiejś mojej myśli, co się zdarza, bo by może dziwnie sformułowałam, co nie jest błędem, a problemem komunikacyjnym.
                                          Ja Ci na Twoje manieryzmy (z któreych nb. zrezygnowałaś) nie zwracałam uwagi, podobnie nie zwracam uwagi nikomu na dziwne sformułowania. Jeżli czegoś naprawdę nie rozumiem, cytat i pytanie.
                                          Poza tym nigdy nie pisałam, że gospodarz ma się domyśleć i wiedzieć, co ja jem. Wręcz przeciwnie - psisałam, że byłam w takiej sytuacji i nawet pamiętam, że byłam rozbawuona. Zresztą w tej sytuacji suto zastawionego stolu jest ważny mały trick ą o ile je się cokolwiek, nawet chleb z masłem, to nikt nie pyta, co i jak.
                                          Więc nie wiem, dlaczego to piszesz:

                                          Oczekujesz, że gospodarz sam z siebie domyśli się, jakie też masz preferencje żywieniowe! No to zaiste, żeby Ggiguś zaprosić na imprezę jasnowidzem być należy...

                                          • vi_san Re: naprawdę nie rozumiem 20.02.14, 16:44
                                            Kończąc dyskusję o błędach [bo to nie forum językowe]: nie ma znaczenia, czy nazwie się to błędem gramatycznym, czy dziwnym sformułowaniem. I jedno i drugie stwarza problem komunikacyjny. Zacytowałam Ci, która część Twojej wypowiedzi jest niezbyt czytelna i poprosiłam, byś sformułowała ją inaczej, gdyż trudno się odnieść do czegoś, co nie jestem pewna czy rozumiem zgodnie z intencją autora. Nie odniosłaś się do tego.
                                            Zdaję sobie sprawę, że pewne maniery stylistyczne są/mogą być dla kogoś drażniące. Więc skoro zwróciłaś mi na nie uwagę - staram się unikać. Czemu by miało służyć świadome robienie na złość rozmówcy?
                                            A teraz ad meritum: "jak się robi imprezę to trzeba pomyśleć", "jednostronne menu źle świadczy o gospodarzu", "trzeba pomyśleć o rozmaitości ludzkich preferencji", "organizować menu aby każdy [powtórzone z naciskiem] znalazł coś dla siebie", "dobry organizator planuje jakieś 10% jedzących inaczej" to tak na szybko. Cytaty z Twoich wypowiedzi. Wynika z nich ewidentnie, że aby być "dobrym" organizatorem imprezy trzeba być jasnowidzem, i w wizji ujrzeć, że koleżanka X jest wege, kolega Y na diecie po operacji woreczka, a małżeństwo Z nie znosi alkoholu. Tak, by menu było zadowalające dla wszystkich. Przy czym Twoim zdaniem, zapraszany gość nie ma żadnej potrzeby poinformować gospodarza o swoich preferencjach...
                                            A na marginesie: opisując sytuację składkowej imprezy nie pisałaś o "rozbawieniu", a użyłaś zwrotu "robiłam dobrą minę do złej gry". To chyba nie to samo?
                                            • znana.jako.ggigus okey jednak musi być o błędach 20.02.14, 17:03
                                              Niepotrzebny cudzysłów to błąd, zajrzyj do slownika ortograficznego.
                                              Każdy z nas ma specyficzne zwroty i wyrażenia, skróty myślowe. Jeśli moje myśli były niewyraźne, trzeba było poprosić o wyłuszczenie. Mnie Twoje manieryzmy nie irytują, to Twoja sprawa. Ale to błąd stylistyczno-ortograficzny, użyłam z grzeczności eufemizmu - manieryzm
                                              Z kolei sama pisałaś, że dorosłym ludzim się nie zwraca uwagismile
                                              Nie pisałam o byciu jasnowidzem. Jeśli zapraszasz kogoś, znasz go, z reguły wiesz, co jada, więc jest łatwiej o kompozycję dań.
                                              W trakcie całego wieczoru nie miałam tego samego wyrazu twarzy, tak przypuszczam po latach. . Wyjaśnię jeszcze - wówczas jadłam masło.
                                              Obawiam się, że w dyskusji skaczemy sobie od ogółu do szczegółu. Ale patrząc na Twoje posty (np. Twoje zdanie co do ideologicznych pobudek bycia wege) przypuszczam, że inaczej spojrzysz na wege przy suto zastawionym stole, a inaczej na kogoś na ścisłej diecie.
                                              I to jest wg mnie symptomatyczne.
                                              • aqua48 Re: okey jednak musi być o błędach 20.02.14, 17:16
                                                znana.jako.ggigus napisała:


                                                > Nie pisałam o byciu jasnowidzem. Jeśli zapraszasz kogoś, znasz go, z reguły wie
                                                > sz, co jada, więc jest łatwiej o kompozycję dań.

                                                Cóż, wcale tak nie jest zawsze. Ja miałam diametralnie inną sytuację - zaprosiłam na przyjęcie w lokalu osobę od lat niejedzącą mięsa i podkreślającą to dość mocno przy każdej okazji. Skomponowałam dla niej specjalne menu, aby była zadowolona i cóż się okazało? Osoba skrytykowała moje wyróżnienie jej w ten sposób od innych gości, oświadczyła, że wcale taka ortodoksyjna nie jest i okazjonalnie mięso owszem jada ze smakiem, zdaje mi się, że wręcz miała za złe, że nie dostała takiego zestawu jak inni goście, a ci inni patrzyli z zazdrością na jej danie wegańskie. Cały mój wysiłek na nic smile
                                                • ach_dama_byc_z_kanady Re: okey jednak musi być o błędach 20.02.14, 23:00
                                                  aqua48 napisała:
                                                  Osoba skrytykowała moje wyróżnienie jej w ten sposób od innych gości, oświadczyła, że wcale taka ortodoksyjna nie jest i okazjonalnie mięso owszem jada ze smakiem, zdaje mi się, że wręcz miała za złe, że nie dostała takiego zestawu jak inni goście, a ci inni patrzyli z zazdrością na jej danie wegańskie. Cały mój wysiłek na nic

                                                  Nie nalezy wyrozniac. to jest w pewnym sensie dyskryminacja.

                                                  W dzisiejszych czasach, zapraszajac gosci i wiedzac ze moga miec preferencje/wymagania
                                                  dietetyczne,
                                                  nalezy po prostu podac mieszane dania na stol a oni juz sobie sami wybiora.
                                                  No chyba ze jest mozliwosc ustalenia wczesniej z gosciem co konkretnie by chcial/mogl
                                                  zjesc na przyjeciu/obiedzie. tak moze byc z np dobrym znajomym, rodzina.

                                                  Minnie
                                              • vi_san Re: okey jednak musi być o błędach 20.02.14, 17:47
                                                Jak powiedziałam - to nie forum o poprawności językowej. Nie twierdzę, że piszę bezbłędnie, nie mam nic przeciwko temu, by ktoś mi błąd wskazał.
                                                Piszę po raz ostatni: zacytowałam ci, która część twojej wypowiedzi jest niezbyt zrozumiała, poprosiłam o wyjaśnienie. Co zignorowałaś.
                                                Odmawiam dalszej dysputy o błędach językowych, acz jeśli cię to bawi ty pisać możesz. Tylko nie oczekuj odpowiedzi.
                                                Wcale nie jest oczywiste, że dobrze znasz gusta osób, które zapraszasz - przykładem wspomniana impreza, od której dyskusja się zaczęła. Kuzynka gospodyni, od kilku lat mieszkająca poza granicami Polski [przed wyjazdem była mięsożerna], podczas pobytu za granicą zmieniła reguły żywieniowe, zaproszona podczas wizyty w Polsce - moja znajoma
                                                *nie miała szans* wiedzieć, że kuzynka jest wege - mało tego! Nie wiedzieli o tym również najbliżsi tejże kuzynki, jej rodzice i rodzeństwo, nie zgadało się po prostu. Abstrahując już od tego, że nawet w bliskim koleżeństwie wcale nie muszę znać upodobań kulinarnych.
                                                A jakie niby *moje* zdanie na temat ideologicznych pobudek bycia wege wyraziłam? I nie, nie spojrzę inaczej. Tłumaczyłam ci już kilkakrotnie, że jeśli osoba nie uprzedziwszy gospodarzy o swoich preferencjach podczas spotkania towarzyskiego zachowuje się źle - ocenię ją negatywnie nie zależnie od tego, czy musi stosować dietę ze względu na przebytą operację, czy jest ideolowege, czy też po prostu nie lubi jakichś konkretnych potraw. Natomiast jeśli pomimo pozostania głodnym dana osoba będzie umiała się zachować - ocenię pozytywnie.
                                                I jakież to symptomy rozpoznaje pani, pani doktor? wink
                                                • znana.jako.ggigus Twoje zdanie na temat pobudek ideologicznych: 20.02.14, 18:19
                                                  Sama pisałaś, że jesteś wege z przyczyn ideologicznych - czyli *nie masz konieczności* jedzenia bezmięsnie. Więc jest to tylko twój "kaprys".
                                                  • vi_san Re: Twoje zdanie na temat pobudek ideologicznych: 20.02.14, 20:37
                                                    I...?
                                                    Wytłumaczyłam w kolejnym poście, po tym jak poruszyłaś kwestię tegoż kaprysu, że rozumiem, iż dwudziestoletnie preferencje to raczej coś trwałego, natomiast cudzysłów miał tylko podkreślić, że nie jest to dla ciebie wymóg zdrowia, konieczność, a właśnie twój wybór. Czym powodowany to inna sprawa. Na co mi napisałaś o cierpieniu zwierząt. Wyobraź sobie, że rozumiem sens i ideę wegetarianizmu, acz sama jem mięso.
                                                  • znana.jako.ggigus pobudki ideologiczne nie sa kaprysem. 20.02.14, 22:27
                                                    wielu wege sie tym kieruje. I dlatego pisze o cierpieniu zwierzat, skoro je jesz.
                                                  • vi_san Re: pobudki ideologiczne nie sa kaprysem. 20.02.14, 23:31
                                                    Rozumiem. Tylko to co piszesz o cierpieniu zwierząt nijak się ma do tego o co zapytałam. Czyli co miałaś na myśli pisząc o mnie "patrząc na Twoje posty (np. Twoje zdanie co do ideologicznych pobudek bycia wege) przypuszczam, że inaczej spojrzysz na wege przy suto zastawionym stole, a inaczej na kogoś na ścisłej diecie. I to jest wg mnie symptomatyczne"?
                                                    Zwłaszcza w kontekście tego co [podkreślmy] kilkakrotnie pisałam: że nie mam nic przeciwko wegetarianom, osobom na diecie czy mającym własne preferencje żywieniowe, o ile mnie jako gospodynię uprzedzą odpowiednio wcześniej, tak, bym podczas przyjęcia [imprezy] mogła podać im odpowiednie dla ich gustów bądź możliwości jedzeniowych, prawidłowo zbilansowane danie bez dodatkowych kombinacji, tudzież jeśli nie uprzedzą - oczekuję, że nie będą psuli nastroju i przyjemności z posiłku wyrzekaniem, marudzeniem i obrażaniem wszystkich wokół.
                                                  • znana.jako.ggigus na mysli mialam rzecz prosta 20.02.14, 23:39
                                                    ze inaczej TRAKTUJESS wege przy pelnym stole i osobe na diecie. Ze wege to dla Ciebie kaprys i takie tam. Masz pewne nastawienie do tej kwestii, wiec nie dziwi mnie, ze widzialas naburmuszona mine jakiejs wege, co siedziala przy stole pelnym padliny.
                                                    A mozesz powtorzyc pytanie, jakie chcialas mi zadac? Bo mam wrazenie, ze piszemy kazda sobie.
                                                    Ja mam wrazenie, ze odpowiadam na Twoje pytania (ja zreszta enta ilosc razy prosilam o zamkniecie tematu bledow)
                                                  • kora3 Ciekawe Ggigus, ze nie odniosłas się 21.02.14, 08:32
                                                    do podanego przeze mnie przykładu wege mającej pretensje, ze nie ma dla niej ciepłych dań na weseli chociaż jest krewną młodej pary, a dla mnie sa, choć jestem tylko znajoma smile

                                                    może przeoczyłaś, ale tak naprawdę nie chcesz chyba przyjąć do wiadomości, że bywają napastliwe i roszczeniowe osoby wege. I piszę to jako wegetarianka.
                                                    Tak samo, jak bywają napastliwi katolicy, ateiści, antyfeminiści, feministki itd.
                                                    Sa ludzie, którzy uważają siebie za pepek swiata, "muszą" wygłosić swe poglądy niezalenie id sytuacji...
                                                    Dla mnie sprawa jest prosta jak drut - mam jakąs zasade np. zywieniową to o niej MÓWIE, a nie czelam, az się gospodarze domyslą. Mam jakas zasadę zyciową np. jhak w moim przypadku nie chce ślubów jakichś, to mówię, gdy znajomośc wchodzi w faze zwiazkowa, a nie czekam, az gośc przyniesie pierścionek, żeby z mina cierpiętnicy powiedzieć "alez nie"smile
                                                  • znana.jako.ggigus oczywiscie ze bywaja napastliwi 21.02.14, 12:53
                                                    wege. Tyle że jeśli 10% społeczeństwa to wege, dane szacunkowe i jeden % z nich to napastliwi głupcy, to szanse statystyczne, aby napastyliwy egzemplarz spotkać, są małe.
                                                    A ja ciągle czytam o strasznych napastliwych wege.
                                                  • kora3 Re: oczywiscie ze bywaja napastliwi 22.02.14, 12:03
                                                    znana.jako.ggigus napisała:

                                                    > wege. Tyle że jeśli 10% społeczeństwa to wege, dane szacunkowe i jeden % z nich
                                                    > to napastliwi głupcy, to szanse statystyczne, aby napastyliwy egzemplarz spot
                                                    > kać, są małe.
                                                    > A ja ciągle czytam o strasznych napastliwych wege.


                                                    Wiesz, "tak to niestety jest, ze najszybciej w oczy rzuca się ...idiota" (to cytat z pewnego filmusmile). Taką osobę się siła rzecz zapamiętuje, a jeśli przy tym dokłada swa ideolo., to ja też i potem kojarzona jest z takim kimś.

                                                    Z wege jest tak jak z katolikami - nie wszyscy, nawet nie większość sa napastliwi, ale tychże najbardziej się kojarzy
                                                  • vi_san Re: na mysli mialam rzecz prosta 21.02.14, 11:27
                                                    I kto to mi zwracał uwagę o używanie "capsa"? tongue_out
                                                    Pisałam ci już kilkakrotnie - nie traktuję inaczej wege i diety wynikającej z racji zdrowotnych. Przyznałam też kilkakrotnie, że słowo "kaprys" było nie przypadkiem w cudzysłowie i że zdaję sobie sprawę, iż wieloletnie preferencje to nie lekkomyślna zachcianka. Czytasz w moich wypowiedziach tylko to, co chcesz wyczytać. I owszem, widziałam naburmuszoną wege, która chamskimi komentarzami przy stole psuła wszystkim z założenia radosną uroczystość. Tłumaczyłam ci już jak dziecku, że gdyby to nie była osoba wege, tylko osoba na diecie zdrowotnej, która *nie uprzedziła* wcześniej gospodarzy o swoich ograniczeniach żywieniowych - oceniłabym jej zachowanie dokładnie tak samo - jako fatalne i sprzeczne z jakimikolwiek zasadami dobrego wychowania.
                                                    Owszem, napisałaś, że kończysz dyskusję na tematy językowe. Raz. Uznałam, że ok, nie podnosiłam więcej tej kwestii, po czym *ty* dwa posty dalej radośnie wyskoczyłaś z kontynuacją i pretensjami [plus cytatem z mojej wypowiedzi], że dorosłych ludzi się nie poprawia. I dodatkowo uwagą, że nadużywam cudzysłowu. Moralność Kalego? wink
                                                  • znana.jako.ggigus nie zwracałałam Ci uwagi 21.02.14, 12:58
                                                    o capsa. Było o manieryzmach. to raz, a dwa - jeśli się komuś enty raz to samo powtarza, można stracić cierpliwość.
                                                    Ten cytat o niepoprawianiu dorosłych ludzi jest sprzeczny z dyskuską o moich błęDach i tę dyskusję zaczęłaś Ty. Ty chciałaś uparcie o błędach i wiele razy prosiłam o zakończenie tego tematu, bo każdy robi błędy. Ty, ja i prof. Miodek też.
                                                    A na temat zasad dyskutujemy jeszcze, czy wolisz o kontynuacji pretensji u mnie? (za wybór słownictwa moje gratulacje)
                                                  • vi_san Re: nie zwracałałam Ci uwagi 21.02.14, 13:38
                                                    Ostatni raz. Bo mi się cierpliwość kończy powoli.
                                                    O capsa. Co przyjęłam do wiadomości i zaprzestałam stosowania. Natomiast ty, w jednym z ostatnich postów sama radośnie "capsujesz". Jak się to ma do zwracania komuś uwagi?
                                                    Cytat nie jest sprzeczny z niczym. Nie napisałam "Robisz błędy gr5amatyczne, literówki, weź coś z tym zrób!", a po prostu poprosiłam o inne sformułowanie zdania, które w formie podanej przez ciebie było niezrozumiałe. Jeślibym napisała "Antek pies gryzie Helena kot" wcale nie będzie oczywiste iż miałam na myśli, że Antka pies pogryzł Heleny kota". I jeśli ktoś poprosi o bardziej zrozumiałą wersję, to znaczy, że "poprawia" dorosłego?
                                                    Do dyskusji o błędach Ty wróciłaś,, gdy temat był już zamknięty. I teraz wciąż kontynuujesz. Więc po prostu więcej na posty "językowe" nie odpiszę i tyle, choć to może nie najlepiej świadczy o mojej cierpliwości.
                                                    Temat zasad zdaje się wyczerpałaś, stwierdzając że Ty masz swoje zasady i wszyscy inni mają się do nich dostosować, nawet jeśli ich nie znają. To faktycznie rozwiązuje wiele problemów i wyczerpuje dyskusję.
                                                    La Commedia e finita...
                                                  • znana.jako.ggigus ta dyskusja nie ma sensu 21.02.14, 14:22

        • kora3 Ggigus 17.02.14, 08:37
          wiem,, że Vi to już wyjaśniła Tobie (istotnie od początku opisując tę historię nadmieniła ona, ze kuzynka wege nie wspomniała o swoim wegetarianizmie), ale pozwolę sobie jeszcze coś dodac.

          Vi ma rację - jeśli ktoś ma swoje zasady, wszystko jedno, czy wynikające z ideolo, czy z potrzeby (np. dieta ze względu na zdrowie), czy z widzimisięsmile, to powinien o tym powiedzieć gospodarzowi imprezy, a nie oczekiwać, że sam się domyśli.
          W naszym obszarze kulturowym wiekszośc ludzi nie jest wege, wiec oczekiwanie, że gospodarz ze tak powiem sam z siebie smile na to , ze akurat Kowalska jest, wpadnie jest mocno nierozsądne.
          Podobnie jest z moją kolezanką - większość ludzi puje alkohol (nie mówie o alkoholizmiesmile), a nawet jeśli nie, to sama jego obecnośc na imprezie im nie przeszkadza. Tymczasem ona tak ma, że sama obecnośc tego alkoholu jej nie odpowiada.
          Czy dobrze postąpiłaby nie informując o tym i pojawiając się na imprezie z alkoholem, z której najpewniej by wyszła zaraz? Czy słusznie i mądrze postąpiłaby oczekując, że impreza będzie z założenia bezaalkoholowa?
          • znana.jako.ggigus Kora 17.02.14, 11:51
            jakas czesc ludzkosci nie je miesa z innnych powodow - dieta (otylosc, nadcisnienie itepe), nielubienie go tez. Wiec organizowanie imprezy, na ktorym jest tylko menu jednostronne, zle swiadczy o gospodarzu. Mnie irytuej tez brak empatii - ktos jest wege, to jest zle i siedzi nabzdyczony przy zastaionym stole. A tu specjalisci od sv nie sa w stanie wykrzesac iskry empatii.
            Gdybym nie prowadzila - zmuszona, zaatakowana tez - dyskusji o byciu wege i byciu ateistka np., to bym jeszcze w nabzdyczenie uwierzyla.
            • kora3 Re: Kora 17.02.14, 11:55
              znana.jako.ggigus napisała:

              > jakas czesc ludzkosci nie je miesa z innnych powodow - dieta (otylosc, nadcisni
              > enie itepe), nielubienie go tez. Wiec organizowanie imprezy, na ktorym jest tyl
              > ko menu jednostronne, zle swiadczy o gospodarzu.


              Zapewne, ale nadal twierdzę, jako wege, że należy o swej kulinarnej preferencji uprzedzić.


              Mnie irytuej tez brak empatii
              > - ktos jest wege, to jest zle i siedzi nabzdyczony przy zastaionym stole. A tu
              > specjalisci od sv nie sa w stanie wykrzesac iskry empatii.



              Wiesz, a ja nie wykluczam sytuacji, kiedy właśnie ktoś tak siedzi. Bo ludzie, w tym ludzie będący wege, bywają rózni.

              > Gdybym nie prowadzila - zmuszona, zaatakowana tez - dyskusji o byciu wege i byc
              > iu ateistka np., to bym jeszcze w nabzdyczenie uwierzyla.


              Nie można wszystkich mierzyć swoją miarą Ggigus.
              • znana.jako.ggigus należy albo o kulinarnej preferencji 17.02.14, 14:22
                uprzeedzić albo - drugi wariant - pomyśleć o rozmaitości ludzkich preferencji. Bo gdyby przy pełnym stole siedział ktoś na diecie po operacji, to nikt by nie pisał o nabzdyczeniu, nieprawdaż?
                Bo już nie byłoby ideologii.
                Owszem, wege jak każda inna część populacji ma różne jednostki. Ale wiesz dziwne, bo moja koleżanka, mięsna (uwaga, skrót myślowy) stwierdziła, że podziwia mnie, bo ja ciągle muszę się tłumaczyć, dlaczego nie jem mięsa. Byłyśmy nowe w pracy, częSto razem w stołówce np.
                Jestem ponad 25 lat wege i ciągle mam to samo - to mnie pytają a dlaczego. A mimo to ciągle czytam o tych nieznośnych nabzdyczonych ideolo wege, co siedzą przy pełnym mięsnych potraw stole i nie uśmiechają się czarująco.
                Może też trudno o uśmiech wege, bo mięso śmierdzi straszliwie, kiedy się go długo nie je.
                Tak, pisałam o sobie i nie wymagam, żeby wszyscy mierzyli moją miarą. Może i to lepiej dla ludzkości...?
                • kora3 Re: należy albo o kulinarnej preferencji 17.02.14, 14:59
                  znana.jako.ggigus napisała:

                  > uprzeedzić albo - drugi wariant - pomyśleć o rozmaitości ludzkich preferencji.
                  > Bo gdyby przy pełnym stole siedział ktoś na diecie po operacji, to nikt by nie
                  > pisał o nabzdyczeniu, nieprawdaż?


                  Niekoniecznie "prawdaż" Ggigus. W tym właśnie rzecz, że "nabzdyczenie" to nabzdyczenie. I nie ma wiele wspólnego z ideolo.
                  Osobiście jestem zdania, ze tak czy owak jedzenie na imprezie powinno być zróznicowowane, ale w przypadku diety to szczególnie taka osoba powinna zadbać o powiadomienie gospodarza, bo jest sporo potraw bezmięsnych, których na danej diecie TAKZE chory nie powinien jesć, np. sałatek z majonezem (bezmięsnych, żeby jasność była), dań bazie grochu, fasoli i innych strączkowych, sosów (także bezmięsnych, np. serowych). Jeśli ktoś nie mowi tego, a potem się foszy, to nie ma racji, podobnie jak wege, który nie poinformował.
                  Nie chodzi o bycie na diecie, czy wege, a o owo foszenie i jeszcze komenty o padlinie.


                  > Owszem, wege jak każda inna część populacji ma różne jednostki. Ale wiesz dziwn
                  > e, bo moja koleżanka, mięsna (uwaga, skrót myślowy) stwierdziła, że podziwia mn
                  > ie, bo ja ciągle muszę się tłumaczyć, dlaczego nie jem mięsa. Byłyśmy nowe w pr
                  > acy, częSto razem w stołówce np.

                  > Jestem ponad 25 lat wege i ciągle mam to samo - to mnie pytają a dlaczego.


                  Miła Gggigus - pytają, bo jedzenie miesa jest bardziej popilarne, niż niejedzenie, podobnie jak chęc posiadania dzieci i posiadanie, niż niechęć i nieposiadanie. NIE MUSISZ się wcale tłumaczyć wystarczy powiedzieć "Bo tak lubię", czy "Bo takie mam przekonania" i finał.
                  Często w tym pytaniu nie ma nic napastliwego ...

                  A mi
                  > mo to ciągle czytam o tych nieznośnych nabzdyczonych ideolo wege, co siedzą prz
                  > y pełnym mięsnych potraw stole i nie uśmiechają się czarująco.



                  Wiesz, ja tu sama kiedyś przy okazji jakiegoś wątlku nie o wege opisałam sytuacje, kiedy "urwałam" się z wesela, które mi nie odpowiadało. A nie odpowiadało mi z kilku przyczyn, z których ta, iż byłam na nim głodna była najmniej ważna, czy też jak wolisz - uciążliwą.
                  Nie byłam "nabzdyczona", ale uważałam, że młoda para popełniła wobec mnie nietakt, bo WIEDZIAŁA na 300 proc., że jestem wege, a nie podano dla mnie bezmięsnego dania głownego, a potraw bezmięsnych (np. sałatek) było jak na lekarstwo.

                  Para ta WIEDZIAŁA także, ze ja nie uznaje publicznego opowiadania o swoim zyciu prywatnym, ani nie jestem zorientowana religijnie, wiec powinna zadbać o to, żeby pan chodzący z mikrofonem i oczekujący od weselnych gości tzw. świadectw, jak się realizują religijnie, jak fajnie jest nie bzykac się przed slubem, a także jak ktoś dawniej grzeszył, a teraz przestał mnie ominałsmile
                  Nie miałam natomiast pretensji o to, że państwo zrobili wesele bezalkoholowe oraz ze muzyka na nim była w stylu "Jezus jest moim panem", choć nie jest to ze tak powiem standardem na weselach. Nie byłam tym zachwycona, ale nie bylam też osobiście oburzonasmile Natomiast jak wspomniałam: uważałam za gruby nietakt wobec mnie brak jedzenia dla mnie oraz nieszanowanie mego poczucia prywatności. A uważałam, bo wspomniana młoda para WIEDZIAŁA zarówno o tym, ze jestem wege, jak i o tym, że publicznych spowiedzi (a także zadnych smile) nie uznaje w MOIM wykonaniu smile

                  > Może też trudno o uśmiech wege, bo mięso śmierdzi straszliwie, kiedy się go dłu
                  > go nie je.


                  Wiesz, wege zawsze może nie iśc na imprezę z takiego powodu.
                  • znana.jako.ggigus Koro droga, tutaj enta 17.02.14, 15:06
                    osoba pisze o strasznych wege idoelo, co psują posiłek uwagami. I piszę ja o wymuszanych dykusjach mięsożernych. Tu jest jakaś rozbieśność i to dpora w postrzeganiu świata.
                    Jak i w kwestii nabzdyczenia i organizowania menu, aby każdy znalazł coś dla siebie. Każdy powtarzam z naciskiem.
                    • kora3 Osoba pisze, bo się zetkneła 17.02.14, 15:27
                      z taką sytuacją. Ja też się zerknęłam Ggigus miła.
                      Byłam na imprezie weselnej, na której MNIE podano bezmięsne danie główne oraz także inne dania ciepłe, a innej osobie, także niejedzącej miesa nie. Była to ewidentna wina tej osoby, która bedac kims tam z rodziny któregos z młodych, nie miała z nimi specjalnie kontaktu, wiec mieli prawo nie wiedzieć, że jest wege, a sama o tym nie poinformowała przy okazji zaproszenia na wesele.
                      Osoba ta nie tylko okazywała jawnie dezaprobatę, ale także poczuła się zlekceważona w stosunku do mnie, gdzie ja jak była uprzejma określić byłam TYLKO znajomą młodej pary. smile
                      Owszem, to prawda, tylko ta para znała mnie blisko, dobrze, wiedziała ze jestem wege od dawna. Gdybym szła na wesele jako os. tow. to uważałabym, ze sensownie jest o moich preferencjach POINFORMOWAĆ, bo młoda para najpewniej o nich nie wie, a jasnowidzem nikt być nie musi smile Gdybym była jakąs krewną, z którą kontakt jest sporadyczny, to postąpiłabym tak samo
                      • znana.jako.ggigus okey, to jest jedna osoba. 17.02.14, 16:12
                        pomijam fakt, że dobry (!!!) organizator plabuje jakieś 10%dla jedzących inaczej - buddyści, wiariaci, wege, paniusie na diecie.
                        Mam Ci podać tak z 10 przykładów ostatnich dyskusji? Taki najb. znaczący - dwie osoby, które ostatnio gościłam przyjechały z kiełbasą i wstawiły ją do lodówki. Obydwoje wiedzieli, że jestem od 20 lat wege z pow. ideolo. Odebrałam to jako afront, ale przemilczałam. Było mi po prostu przykro.
                        Każda z tych osób zaczęła w moim domu dyskusje na temat wege i za każdym razem ucięłam.
                        W pracy to samo - w stołówce. Dlaczego nie jem? A czy ryby też? A lkurczaki, gady i krokodyla? A w głodzie?
                        I znowu ciągle czytam o tych ideolo-wege i się dziwię.
                        • kora3 Wiesz, ja myslę ze 17.02.14, 16:24
                          może za bardzo się otoczeniem przejmujesz - serio.
                          To tak, jak ja napiszę, ze CZESCIEJ wierzący starają się narzucać innym swoje poglądy, niż odwrotnie i zaraz będzie 20 wpisów, o tym, jak to wierzący byli indoktrynowani przez niewierzących.
                          Jako wege od ponad 25 lat smile wiem o czym piszesz. smile Ja się nie wdaje na ogół w dyskusję, aczkolwiek zdarzało się. Na pytanie o to czy "w głodzie" zmieniłabyś zapatrywania polecam zapytanie czy osoba pytająca zjadłaby w analogicznej sytuacji człowieka, albo swego pieskasmile

                          Prawidłowa i prawdziwa odp. to NIE WIEM - serio. Bo tak naprawdę w naszej rzeczywistości nikt nie znajduje się w tak ekstremalnych warunkach, by wiedzieć.
                          W czasie wielkiego głodu na Ukrainie ludzie jedli własne dzieci, członkowie wyprawy Donnera jedli mięso z naturalnie zmarłych bliskich, a potem zaczęli się wzajemnie zabijać, żeby się zjadać, zamknięci w karcerach KL bez jedzenia więźniowie jedli mieso zmarłych współwięźniów. tak wielka jest siła głodu i cheć przetrwania u człowieka.
                          Tylko, że tego nie da się w żaden sposób przyrównać do sytuacji normalnej, w której jedzenie można sobie zwyczajnie wybrać, wiec wybiera się wg smaku, albo ideologii.
                          Jeśli z kims będziesz mieć okazję i chęć na serio o tym gadać, możesz się powołać na te argumenty smile
                          • znana.jako.ggigus akurat otoczeniem się nie przejmuję i nie pisałam 17.02.14, 16:51
                            o tym.
                            Pisałam raczej o tym, że dwie całkowicie inne relacje, widoczne na forum chociażby. Ideolo wege i ideolo mięsożerni.
                            Co do dyskusji - no coż każdy ma inne argumenty i nie używam, staram się nie używać argumentów z zakresu sytuacji skarnych. Zakładam, że ani ja ani mój rozwówca nie bęDziemy w stanie skrajnego głodu, więc nie ma sensu o tym rozmawiać.
                            Ja nie dyskutuję, a wyjaśniam - zapytana- czemu nie jem mięSa.
                            Mnie nie chodzi o powody, a o to , że wg paru osób tuaj to ideolo wege (a jest wege w każdej populacji najwyżej 10 %. Z czego mały procent to ideolo) psuje im życie.
                            A ja mam inną wizję rzeczywistości.
                            Nie tłumaczę, kto ma rację. Tylko zauważam, że tak jest.
                            • kora3 Wiesz, ale wówczas 17.02.14, 17:04
                              gdy ktoś powołuje się demagogicznie na argument skrajnego głodu, to można, a nawet czasem ( w poważnej dyskusji) TRZEBA pokazać mu, jak bardzo ten argument nie przystaje do realiów.
                              Tak samo, gdy ktoś zadaje pytanie "a co byłoby, gdybyś dowiedziała się, że bez jedzenia miesa umrzesz?" - pewnie to samo co "a co TY zrobiłbyś wiedząc, ze jedząc mięso, umrzesz?" smile
                              • znana.jako.ggigus każdy dykustuje inaczej 17.02.14, 17:08
                                ja na argumenty typu: tak samo, gdy ktoś zadaje pytanie "a co byłoby, gdybyś dowiedziała się, że bez jedzenia miesa umrzesz?
                                nie reaguję.
                                Na śmieszne argumenty nie trzeba reagować, zresztą jeśli 25 lat nie jem mięsa i żyję, to jest chyba oki.
                                Jeśli ktoś się demagogicznie powołuje na jakikolwiek argument, to nie reaguję. Demagogia zwalnia mnie z udziału w dyskusji. Ja w ogóle staram się nie dyskutować na takie tematy, jak już wspomniałam i nie jest to temat, o którym pisałam w tej syskusji.
                                Uff.
    • claratrueba A ja tak z drugiej strony 16.02.14, 20:26
      > Każdy z nas ma swoje zasady, gusta, poglądy, którymi się kieruje. Np. moja kole
      > zanka ma taką, że nie pije alkoholu i nie bywa na imprezach, gdzie się go pija,
      > ja mam taką, że nie jadam mięsa, ktoś inny - nie jada mięsa w piątki, nie bawi
      > się w poście, czy adwencie.

      No, nie każdy. Ja takich zasad "wsobnych" nie posiadam. I nie posiadam potrzeby ich posiadania. Wszystkie moje zasady, chyba dość liczne, dot. wyłącznie relacji z innymi ludźmi.
      Natomiast zauważam często ze strony ludzi nakładających sobie takie ograniczenia, przemożną chęć tłumaczenia mi dlaczego tak jest, co nimi kieruje. Wege- "ok, zadbam byś znalazł(a) na moim stole dania odpowiednie". Co, moim zdaniem, powinno zakończyć temat ale rzadko tak jest.
      O posiadanie dzieci nigdy nie pytam bo to temat intymny, a może w przyp. tych akurat osób - bolesny. Znów, rzadko zdarza się bym nie poznała przyczyny.
      Podobnie jest z tematami religijnymi, takiego a nie innego zatrudnienia.
      Przyznaję uczciwie, że raczej nie przyjmuje to formy nakłaniania mnie do danej zasady a raczej autoprezentacji, której celu trochę nie rozumiem. A niezadawanie pytań uszczegóławiających przeze mnie często odbierane jest jako obojętność i niechęć do nawiązania kontaktu.
      • ebro888 Re: A ja tak z drugiej strony 16.02.14, 23:00
        Ano właśnie,i tak zle i tak zle.Takie sprawy krystalizują się chyba dopiero przy dużo bliższym poznaniu danego człowieka.
      • kora3 No Claro jakos nie wierzę, ze nie masz żadnych 17.02.14, 08:41
        swoich zasad życiowych smile
        Nie mówię o wege, orientacji religijnej itp. ale sadze, ze jakieś zasady masz. Może np. taką, że nie jesteś zainteresowana załóżmy seksem z przypadkowym panem, czy jakąś erotyczną relacją z panem zajętym (przykładowo).
        • claratrueba Re: No Claro jakos nie wierzę, ze nie masz żadnyc 17.02.14, 08:49
          Twoje przykłady dot. relacji z innymi ludźmi.
          Jest jednak pewna różnica między odmawianiem sobie mięsa a pewnych relacji.
          Przynajmniej dla mnie jest.
          • kora3 No dobra 17.02.14, 09:08
            a nie masz czegos takiego, że np. nie lubisz załóżmy jakiegoś gatunku muzyki, miejsc, czynności?

            przykładowo znów teraz - zaprasza Cię ktoś na impreze do klubu jazzowego, gdzie bawić się będą przy jazzie miłośnicy tej muzy, a ty jazzu nie trawisz?
            • claratrueba Re: No dobra 17.02.14, 09:36
              Koro, lubienie i nielubienie to nie są żadne zasady.
              I odpowiedź "nie lubię" jest tu prosta, oczywista, prawdziwa i jak dotąd, owszem spotkałam się ze zdziwieniem (cola) ale nigdy z oczekiwaniem uzasadnienia.
              Zresztą, znajoma wege owym "bardzo nie lubię mięsa" załatwia sprawę ew. dopytywań skutecznie. I nie kłamie- trudno lubić coś czego się nie jada.

              • kora3 Re: No dobra 17.02.14, 09:50
                Claro - nielubienie to też "zasada" - o tym właśnie pisze w kontekście tego, co podnosił wspomniany w pierwszym poscie forumowicz. A podnosił, że wg niego powinno być dla jakiejś zasady/gustu/poglądu obiektywne uzasadnieniesmile
                "Nie lubię" jest uzasadnieniem - czysto subiektywnym. Podobnie, jak "nie podoba mi się" - uprzedzając, ja nie podzielam poglądu tego forumowicza.

                Uwazam, że niezależnie czego sprawa dotyczy, o ile dotyczy tylko zainteresowanego to nie musi on wcale uzasadniać odmowy jedzenia, czy picia czegoś/uczestnictwa w czymś.
                • nm.buba011 Re: No dobra 17.02.14, 10:11
                  kora3 napisała:

                  > Claro - nielubienie to też "zasada" - o tym właśnie pisze w kontekście tego, co
                  > podnosił wspomniany w pierwszym poscie forumowicz. A podnosił, że wg niego pow
                  > inno być dla jakiejś zasady/gustu/poglądu obiektywne uzasadnieniesmile


                  - nie prościej i elegancko było by zacytować?

                  Być może opacznie, po swojemu zrozumiałaś, lub celowo chcesz kogoś zdyskredytować?

                  ***********************************************
                  www.youtube.com/watch?v=wq3mfaQeVQY
                  so.pwn.pl/zasady.php?id=629793
                  • urko70 Re: No dobra 17.02.14, 10:16
                    nm.buba011 napisał:

                    > kora3 napisała:
                    >
                    > > Claro - nielubienie to też "zasada" - o tym właśnie pisze w kontekście te
                    > go, co
                    > > podnosił wspomniany w pierwszym poscie forumowicz. A podnosił, że wg nieg
                    > o pow
                    > > inno być dla jakiejś zasady/gustu/poglądu obiektywne uzasadnieniesmile
                    >
                    >
                    > - nie prościej i elegancko było by zacytować?

                    Zacytować...? Miła Kora nie umie cytować, szczególnie z właściwym kontekstem.


                    > Być może opacznie, po swojemu zrozumiałaś, lub celowo chcesz kogoś zdyskredytow
                    > ać?

                    "Być może?" smile
                  • a1ma Re: No dobra 20.02.14, 17:06
                    Cytat:

                    "Natomiast nie do przyjęcia jest postawa: nie, bo nie, czyli brak tłumaczenia danej zasady w swoim zyciu, albo "tłumaczenie" jej, ale względami czysto subiektywnymi: "nie lubię", "nie podoba mi się", "nie chcę". "

                    Czyli zasada tłumaczona względami subiektywnymi ("nie lubię") to nadal zasada, acz mniej chętnie akceptowana przez społeczeństwo - według autora wątku.
                    • kora3 Re: No dobra 20.02.14, 17:19
                      tak, nadal zasada smile
                      czy mniej chętnie - nie wiem. Przeze mnie w zupełnosci
                • urko70 Re: No dobra 17.02.14, 10:45
                  kora3 napisała:

                  > Claro - nielubienie to też "zasada" - o tym właśnie pisze w kontekście tego, co
                  > podnosił wspomniany w pierwszym poscie forumowicz. A podnosił, że wg niego pow
                  > inno być dla jakiejś zasady/gustu/poglądu obiektywne uzasadnieniesmile
                  > "Nie lubię" jest uzasadnieniem - czysto subiektywnym. Podobnie, jak "nie podoba
                  > mi się" - uprzedzając, ja nie podzielam poglądu tego forumowicza.

                  Jest to pół prawda, a niecała prawda to G prawda, mówiąc wprost:
                  świadomie czy nieświadomie przekłamujesz rzeczywistość.
                  • kora3 Re: No dobra 17.02.14, 11:27
                    Niczego nie przekłamujęsmile
                    Sama dostrzegłam i podkreśliłam, z e w tym przypadku argumentacje koleżanki uważasz, za usprawiedliwiającą jej postawę.

                    Tyle, że JA jestem zdania, że człowiek nie musi się usprawiedliwiać ze swoich zasad ...
                    • urko70 Re: No dobra 17.02.14, 13:28
                      kora3 napisała:

                      > Niczego nie przekłamujęsmile

                      Twoje nw słowa przeczą temu:
                      "wg niego powinno być dla jakiejś zasady/gustu/poglądu obiektywne uzasadnienie"
                      • kora3 Re: No dobra 17.02.14, 14:42
                        a nie wspominałeś o tym?
                        Wspominałeś, nawet w tym watku - że złamana noga jest ok argumentem, a "nie, bo nie" w domyśle "Nie chce, nie lubię, nie podoba mi się, nie smakuje mi" - nie jest
                        • urko70 Re: No dobra 17.02.14, 14:46
                          kora3 napisała:

                          > a nie wspominałeś o tym?

                          Wspominanie o czymś to za mało.
                          • kora3 Re: No dobra 17.02.14, 15:06
                            dla mnie w sam razsmile
    • urko70 Re: Własne zasady 17.02.14, 10:12
      kora3 napisała:

      > Jak wy to widzicie?

      Zapomniało Ci się dodać, że zasady, o których pisaliśmy były powodem postawienia
      Cię w kłopotliwej, trudne sytuacji.
      "Trudna sprawa" "pojawił się problem, "mnie jest zwyczajnie głupio "

      Twoje pytanie o opinię innych powinno być:
      Czy zasady typu "nie bo nie" są wystarczające aby stawiać innych w kłopotliwych
      sytuacjach.
      A Ty tak opisałaś sytuację jakby ktoś podważał prawo ludzi do posiadania dowolnych
      zasad. Jeśli chodzi o niedawną rozmowę ze mną to ja tego nie kwestionowałem.


      > Czy odmawiając jedzenia tychże powinn
      > am kłamać, ze jestem na diecie/choruję (obiektywne przyczyny)?

      Problem byłby analogiczny do naszej rozmowy gdybyś była zaproszona na przyjęcie
      na którym podawane byłyby słodycze i odmówiłabyś przyjścia na to przyjęcie czym
      sprawiłabyś kłopot gospodarzom (bo przykładowo byłabyś chrzestną).

      Nie jesz ... to nie jedz, Twoje prawo, powiedz wcześniej to przygotują Ci coś innego
      ale nie sprawiaj innym kłopotu nieprzychodzeniem.
      • kora3 Re: Własne zasady 17.02.14, 10:44
        urko70 napisał:
        >
        > Zapomniało Ci się dodać, że zasady, o których pisaliśmy były powodem postawieni
        > a
        > Cię w kłopotliwej, trudne sytuacji.
        > "Trudna sprawa" "pojawił się problem, "mnie jest zwyczajnie głupio "


        Nic mi się nie "zapomniało"smile
        owszem, sytuacja jest wg mnie niezreczna, w tym sensie, że muszę posostawiuć gościa samego, a z natury swej tego nie robię.
        Sądzę, ze znakomita większość ludzi z tego forum TEŻ tego nie robismile
        Nie przypuszczam, żeby sytuacja, kiedy kogoś innego z forumowiczów odwiedza na kilka dni jakiś gość, w dodatku dawno niewidziany i ta osoba w dniu wyjazdy musi zostawić go samego na cały wieczór była dla tegoż forumowicza komfortowa. Nie sądzę, by taka sytuacja była komfortowa np. dla Ciebie.
        Ale zasadniczo powód, dla którego tak się musi stać nie ma większego znaczenia. Bo równie dobrze kolezanka mogłaby przyjechać do mnie, by skorzystać z tutejszej służby zdrowia, w kiepskim tegoż zdrowia stanie i nie chcieć iśc na imprezę z powodu złego samopoczucia.
        Czułabym się dokładnie tak samo niezręcznie, a powód niechęci koleżanki do uczestnictwa w imprezie byłby zupełnie inny.

        >
        > Twoje pytanie o opinię innych powinno być:
        > Czy zasady typu "nie bo nie" są wystarczające aby stawiać innych w kłopotliwych
        > sytuacjach.


        Przede wszystkim - jak sam zauważyłeś w tamtym wątku powód nie był podany w formie "nie bo nie", a z uzasadnieniem (choć o nie nie pytałam). Dla mnie osobiście wystarczyłoby, gdyby kolezanka powiedziała "Z zasady nie chodzę na imprezy, na których jest alkohol."
        Nie musi mi się opowiadać - dlaczego.

        Dla mnie "nie bo nie" wystarcza w zupełności.

        > A Ty tak opisałaś sytuację jakby ktoś podważał prawo ludzi do posiadania dowoln
        > ych
        > zasad. Jeśli chodzi o niedawną rozmowę ze mną to ja tego nie kwestionowałem.


        Niby nie kwestionowałeś, ale jak pamiętam dodałeś, że jakas zasada powinna być poparta logicznym/obiektywnym argumentem, wówczas jest do przyjęcia.
        Ja się z tym nie zgadzam - widzimisię jest tak samo dobrym argumentem,. jak np. choroba.
        >
        > Problem byłby analogiczny do naszej rozmowy gdybyś była zaproszona na przyjęcie
        > na którym podawane byłyby słodycze i odmówiłabyś przyjścia na to przyjęcie czym
        > sprawiłabyś kłopot gospodarzom (bo przykładowo byłabyś chrzestną).


        No tak,. byłby literalnie analogiczny. Ale np. gdyby mnie jako ważnego gościa zaproszono na impreze, na której głowną kulinarna atrakcją ma być wypiek pani gospodyni i ja odmawiam konsumpcji, to zapewne gospodyni też jest przykro, nieprawdaż?
        Oczywiście ja nie domagam się czegoś innego do zjedzenia, ani nie siedzę z miną cierpiętnicy, ale nie jest tego, co pragnęłaby mi zaserwować, bo tego nie lubię.

        >
        > Nie jesz ... to nie jedz, Twoje prawo, powiedz wcześniej to przygotują Ci coś i
        > nnego
        > ale nie sprawiaj innym kłopotu nieprzychodzeniem.


        Widzisz, rzecz w tym, że teraz Ty mówisz o sytuacji nieanalogicznej do opisanej. Kolezanka nijakiego kłopotu nieprzychodzeniem na moje urodziny mi nie sprawia. Ona nawet nie była początkowo przewidziana na liście gości, z oczywistych przyczyn innych niż ograniczenie, o którym wcześniej nie wiedziałam.
        ja się źle poczułam nie dlatego, ze ONA NIE PRZYJDZIE na moje urodziny, a dlatego, ze muszę zostawić ja samą, a tak wobec gości się nie robi.
        Obie jednak rozumiemy, że jej przyjazd w tym terminie jest nieodzowny, a ja planując impreze jeszcze o nim nie wiedziałam i teraz już nie mogę jej odwołać.

        Gdyby jej przyjazd był czysto rekreacyjny/towarzyski, to rozmowa wyglądałaby inaczej i zapewne kolezanka sama zaproponowałaby, że w takim razie przyjedzie kiedy indziej, bodaj dzień później np.

        Ona biedaczka nawet nie wie, ze sprawiła mi jakąkolwiek niezreczność...Zaproponowała naturalnie najlepsze rozwiązanie, po tym, jak ja powiedziałam, że odwołanie impry nie wchodzi w grę, że CHETNIE zostanie po prostu w domu. Nie odbieram jej zachowania jako oczekiwanie, iż ja zmienię swe plany, czy charakter imprezy.
        • urko70 Re: Własne zasady 17.02.14, 10:58
          kora3 napisała:

          > urko70 napisał:
          > >
          > > Zapomniało Ci się dodać, że zasady, o których pisaliśmy były powodem p
          > ostawieni
          > > a
          > > Cię w kłopotliwej, trudne sytuacji.
          > > "Trudna sprawa" "pojawił się problem, "mnie jest zwyczajnie głupio "

          >
          > Nic mi się nie "zapomniało"smile

          Czyli świadomie przekłamałaś.


          > Ale zasadniczo powód, dla którego tak się musi stać nie ma większego znaczenia.

          Czyli wg Ciebie bez znaczenia czy dana osoba nie pójdzie na imprezę z powodu:
          - złamanej rano nogi
          czy z powodu
          - nie bo nie



          > >
          > > Twoje pytanie o opinię innych powinno być:
          > > Czy zasady typu "nie bo nie" są wystarczające aby stawiać innych w kłopot
          > liwych
          > > sytuacjach.

          >
          > Przede wszystkim - jak sam zauważyłeś w tamtym wątku powód nie był podany w for
          > mie "nie bo nie", a z uzasadnieniem (choć o nie nie pytałam).

          Ale ten wątek, opierając na sporze ze mną, pozbawiasz "powodów" i
          sprowadzasz go tylko do "prawa do własnych zasad".




          > > A Ty tak opisałaś sytuację jakby ktoś podważał prawo ludzi do posiadan
          > ia dowoln
          > > ych
          > > zasad. Jeśli chodzi o niedawną rozmowę ze mną to ja tego nie kwestionował
          > em.

          >
          > Niby nie kwestionowałeś, ale jak pamiętam dodałeś, że jakas zasada powinna być
          > poparta logicznym/obiektywnym argumentem, wówczas jest do przyjęcia.

          NIE NIBY TYLKO W OGÓLE NIE KWESTIONOWAŁEM
          A istnienie logiczne argumentu jest pewnym usprawiedliwieniem stawiania Cię
          w kłopotliwej sytuacji.


          > > Nie jesz ... to nie jedz, Twoje prawo, powiedz wcześniej to przygotują
          > Ci coś i
          > > nnego
          > > ale nie sprawiaj innym kłopotu nieprzychodzeniem.

          >
          > Widzisz, rzecz w tym, że teraz Ty mówisz o sytuacji nieanalogicznej do opisanej
          > . Kolezanka nijakiego kłopotu nieprzychodzeniem na moje urodziny mi nie sprawia

          Twoje słowa w stworzonym przez Ciebie wątku przeczą temu.
          BA, nawet poniżej piszesz:

          > Ona biedaczka nawet nie wie, ze sprawiła mi jakąkolwiek niezreczność...
          • kora3 Re: Własne zasady 17.02.14, 11:24
            urko70 napisał:
            >
            > Czyli wg Ciebie bez znaczenia czy dana osoba nie pójdzie na imprezę z powodu:
            > - złamanej rano nogi
            > czy z powodu
            > - nie bo nie


            Zasadniczo tak, choć przyznam Ci się, że nigdy nie spotkałam się osobiście z ragimentacją w formie "nie, bo nie" literalniesmile
            Natomiast owszem przyjmuje argumentację: "Nie, bo nie lubię", "Nie bo mam taką zasadę", "Nie, bo mi to nie odpowiada" i nie oczekuję wyjasnień dlaczego ktoś nie lubi, ma zasadę, albo mu nie odpowiada. Jeśli zechce rozwinąć te myśli, to oczywiście - wysłucham smile
            >
            > Ale ten wątek, opierając na sporze ze mną, pozbawiasz "powodów" i
            > sprowadzasz go tylko do "prawa do własnych zasad".


            Owszem - bo wg mnie powód może być podany, nie musi i powód ten nie musi być ani obiektywny, ani dla mnie osobiście przekonujący.
            Przykład:
            "dzięki za zaproszenie na koncert, ale z zalem musze odmówić, bo mam złamaną nogę"
            "dzięki za zaproszenie na koncert, ale nie lubię takich imprez"
            Dla mnie OBA powody odmowy sa tak samo ok, tyle, ze pierwszy wskazuje na to, że odmawiającą osobę należy zaprosić ponownie, gdy powód odmowy minie, a drugiej nie, bo nie lubi i czesc,
            >
            > NIE NIBY TYLKO W OGÓLE NIE KWESTIONOWAŁEM
            > A istnienie logiczne argumentu jest pewnym usprawiedliwieniem stawiania Cię
            > w kłopotliwej sytuacji.


            no toz właśnie wspomniałam, ze w tym przypadku uznałeś, iż jakos tam można koleżankę uprawiedliwić. Moim zdaniem z kolei NIE TRZEBA usprawiedliwienia. Ktos może nie chcieć iść na imprezę bo: nie ma nastroju, z zasady nie chadza na imprezy alkoholowe, z zasady nie chadza na imprezy w piatki (inne dni), z zasady nie chadza na imprezy solo (a np. impreza jest solowa, albo jego para iśc nie może), z zasady nie chadza na bale przebierańców, nie lubi jazzu, góralskiej muzyki, danego lokalu, towarzystwa, atmosfery....

            > Twoje słowa w stworzonym przez Ciebie wątku przeczą temu.
            > BA, nawet poniżej piszesz:
            >
            > > Ona biedaczka nawet nie wie, ze sprawiła mi jakąkolwiek niezreczność...


            Wcale nie, bo nie to, ze jej nie będzie było problemem, a to, ze muszę zostawić ja samą, a uważam takie coś OGÓLNIE za niezręczne wobec gościa. Jednakowoz wypowiedzi w tamtym wątku, postawa koleżanki oraz znalezione optymalne wyjście przekonały mnie, że WYJATKOWO w tej sytuacji nie ma innego dobrego wyjścia i należy z tego - skorzystaćsmile
            • urko70 Re: Własne zasady 17.02.14, 13:37
              kora3 napisała:

              > urko70 napisał:
              > >
              > > Czyli wg Ciebie bez znaczenia czy dana osoba nie pójdzie na imprezę z
              > powodu:
              > > - złamanej rano nogi
              > > czy z powodu
              > > - nie bo nie

              >
              > Zasadniczo tak,

              A moim zdaniem stawienie kogoś w trudnej sytuacji jest usprawiedliwione
              w przypadku złamanej nogi i NIE jest usprawiedliwione w przypadku "nie bo nie".



              > > Ale ten wątek, opierając na sporze ze mną, pozbawiasz "powodów" i
              > > sprowadzasz go tylko do "prawa do własnych zasad".

              >
              > Owszem -

              Więc bezpodstawnie opierasz go na moich wypowiedziach. Poniewaz moje wypowiedzi odnosiły się do innej sytuacji.

              > Dla mnie OBA powody odmowy sa tak samo ok,

              Oba powody są kompletnie oderwane od stawiania gospodarza w trudnej sytuacji.


              > > NIE NIBY TYLKO W OGÓLE NIE KWESTIONOWAŁEM
              > > A istnienie logiczne argumentu jest pewnym usprawiedliwieniem stawiania C
              > ię
              > > w kłopotliwej sytuacji.

              >
              > no toz właśnie wspomniałam,

              Wspomniałaś, że "niby nie kwestionowalem".


              > > Twoje słowa w stworzonym przez Ciebie wątku przeczą temu.
              > > BA, nawet poniżej piszesz:
              > >
              > > > Ona biedaczka nawet nie wie, ze sprawiła mi jakąkolwiek niezrecznoś
              > ć...

              >
              > Wcale nie, bo nie to, ze jej nie będzie było problemem, a to, ze muszę zostawić
              > ja samą,

              Czyli problem będzie. Czyli TAK.
              • kora3 Re: Własne zasady 17.02.14, 14:25
                urko70 napisał: >
                > A moim zdaniem stawienie kogoś w trudnej sytuacji jest usprawiedliwione
                > w przypadku złamanej nogi i NIE jest usprawiedliwione w przypadku "nie bo nie".


                Acha, czyli osoba nieznosząca jazzu powinna iśc z kimś na koncert jazzowy, bo ten ktoś tak sobie umyślił, że pójdzie, albo złamać sobie nogę, żeby mieć wg Ciebie - usprawiedliwienie?

                Przepraszam Cię, ale sądze, ze albo udajesz, ze nie rozumiesz, albo uprawiasz świadomie sofistykę.
                Otóż kolezanka stawiałaby mnie (ONA) w trudnej sytuacji, gdyby wymuszała odwołanie imprezy, zrobienie jej inaczej, ALBO (caps, bo ważne) przyjeżdżając w tym terminie, pomimo, że MOZE przyjechać w innym.
                To jest właśnie ta bardzo wazna kwestia - kolezanka MUSI przyjechać właśnie wówczas, tego dnia, bo nie ma już połączenia takiego, by zdążyć pierwsze spotkanie w jej sprawie odbyć następnego dnia (wyznaczona godzina nie do zmiany). Nie dysponuje samochodem, jest zdana na komunikację publiczną. To jest czysto obiektywny czynnik.
                Ewentualnie mogłaby przyjechać późniejszym pociągiem tego dnia, ale z racji faktu, że to wiązałoby się z dyskomfortem dla nas obu (miałabym naprawdę nie więcej niż pół godziny by ją odebrać, zakwaterować i wyjść na impreze) przyjedzie wcześniejszym pociągiem.

                Sam więc widzisz, że do tego, by było, jak będzie skłania ją nie jakiś kaprys, a obiektywna przyczyna.


                >
                > Więc bezpodstawnie opierasz go na moich wypowiedziach. Poniewaz moje wypowiedzi
                > odnosiły się do innej sytuacji.


                Do jakiej konkretnie?

                >
                > Oba powody są kompletnie oderwane od stawiania gospodarza w trudnej sytuacji.


                Ale ZAWSZE może być tak, ze TWOJE ograniczenie wynikające z przekonań, gustów, widzimisię postawi kogoś w trudnej sytuacji.
                Pamiętasz wątek o kolędzie? Zapytywałeś, dlaczego ktoś miałby mieć coś przeciwko uczestniczeniu czynnie czy biernie w modlitwie. Bo TAK MA np. i zmuszanie kogoś do tego, w postaci sytuacji, gdy jest gościem i nikt wcześniej go o takiej możliwości nie uprzedził jest stawianiem go w trudnej sytuacji. Nie jest ważne, czy uczestnictwa, także biernego w modlitwach innych zabrania mu jego religia, czy jego światopogląd, czy też zwyczajnie uważa to za głupie i uczestniczyć nie chce - ważne, że nie ma na to ochoty i nie należy go do tego zmuszać.
                >
                >
                > Wspomniałaś, że "niby nie kwestionowalem".


                Bo obwarowałeś to istnieniem obiektywnego i uznawanego przez siebie za logiczny argument!

                Spotkałam się kiedyś z sytuacją, kiedy ktoś z rodziny panny młodej, czy pana młodego odmówił uczestnictwa w ślubie cywilnym i weselu po nim, twierdzac, że tak mu nakazuje jego religia. Dodam, że katolicka. Dla mnie TO NIE JEST logiczny argument, nie jest nim dla mnie ŻADEN argument religijny (dowolnej religii), ani obiektywny. Pomimo to uważam, ze taka osoba miała prawo odmowić, choć argumentacja jest nijak mająca się do obiektywizmu i logiki.

                >
                > Czyli problem będzie. Czyli TAK.


                Owszem, ale ten problem wynika tylko Z MOJEGO powodu, a nie jej. To JA uważam, że pozostawienie gościa samego jest niezręczne, a nie ona podnosi, że poczuje się niezręcznie. Rozumiesz?
                • urko70 Re: Własne zasady 17.02.14, 14:33
                  kora3 napisała:

                  > urko70 napisał: >
                  > > A moim zdaniem stawienie kogoś w trudnej sytuacji jest usprawiedliwion
                  > e
                  > > w przypadku złamanej nogi i NIE jest usprawiedliwione w przypadku "nie bo
                  > nie".

                  >
                  > Acha, czyli osoba nieznosząca jazzu powinna iśc z kimś na koncert jazzowy, bo t
                  > en ktoś tak sobie umyślił, że pójdzie, albo złamać sobie nogę, żeby mieć wg Cie
                  > bie - usprawiedliwienie?

                  Nie.


                  > Przepraszam Cię, ale sądze, ze albo udajesz, ze nie rozumiesz, albo uprawiasz ś
                  > wiadomie sofistykę.

                  I słusznie, że przepraszasz za te wszystkie przeinaczenia i kolejne fantazje.



                  > >
                  > > Więc bezpodstawnie opierasz go na moich wypowiedziach. Poniewaz moje wypo
                  > wiedzi
                  > > odnosiły się do innej sytuacji.

                  >
                  > Do jakiej konkretnie?

                  Innej, czytać i rozumieć za Ciebie nie będę.


                  > >
                  > > Oba powody są kompletnie oderwane od stawiania gospodarza w trudnej sytua
                  > cji.

                  >
                  > Ale ZAWSZE może być tak, ze ...

                  że wymyślisz kolejną absurdalną opowieść.



                  > >
                  > > Wspomniałaś, że "niby nie kwestionowalem".

                  >
                  > Bo obwarowałeś to istnieniem obiektywnego i uznawanego przez siebie za logiczny
                  > argument!

                  Ale nie prawo do posiadania i stosowania zasad.
                  • kora3 Re: Własne zasady 17.02.14, 15:33
                    KAZDE ograniczenie, czy to wynikające z zasady czy widzimisię, czy obiektywnej przyczyny może być powodem niezręcznego poczucia się gospodarza, albo gościa.
                    NIE MOZNA wymagać, czy oczekiwać, ze ktoś zrezygnuje ze swoich ograniczeń, bo MOZE sprawić kłopot komuś.
                    Oczywiście - w miare możliwości należy zniwelować możliwość stworzenia takiego kłopotu - np. informując zawczasu o swoim ograniczeniu, jak moja kolezanka, czy jak wegetarianin zapraszany na impreze.
                    • urko70 Re: Własne zasady 18.02.14, 11:26
                      kora3 napisała:

                      > KAZDE ograniczenie, czy to wynikające z zasady czy widzimisię, czy obiektywnej
                      > przyczyny może być powodem niezręcznego poczucia się gospodarza, albo gościa.
                      > NIE MOZNA wymagać, czy oczekiwać, ze ktoś zrezygnuje ze swoich ograniczeń, bo M
                      > OZE sprawić kłopot komuś.
                      > Oczywiście - w miare możliwości należy zniwelować możliwość stworzenia takiego
                      > kłopotu - np. informując zawczasu o swoim ograniczeniu, jak moja kolezanka, czy
                      > jak wegetarianin zapraszany na impreze.

                      Można oczekiwać, że osoba prosząca o przysługę (nocleg) w czasie zaplanowanej
                      imprezy zachowa się tak aby gospodarzowi nie przyszło do głowy zakłopotanie.

                      Twoja koleżanka zaproponowała, że zostanie sama, JEDNAK albo zrobiła to niezbyt
                      przekonująco i uznałaś, że to tylko formalna propozycja, a tak naprawdę oczekuje,
                      że ktoś z nią zostanie ALBO Ty zrobiłaś z igły widły, czyli stworzyłąś problem tam
                      gdzie go nie było.
                      • kora3 Re: Własne zasady 18.02.14, 11:43
                        urko70 napisał:
                        >
                        > Można oczekiwać, że osoba prosząca o przysługę (nocleg) w czasie zaplanowanej
                        > imprezy zachowa się tak aby gospodarzowi nie przyszło do głowy zakłopotanie.


                        Owszem, można także oczekiwać, że skoro ktoś GODZI się na ów nocleg (w tym przypadku zatrzymanie się na kilka dni) w tym terminie, to jest ro dlań do przyjęcia, nieprawdaż?
                        >
                        > Twoja koleżanka zaproponowała, że zostanie sama, JEDNAK albo zrobiła to niezbyt
                        > przekonująco i uznałaś, że to tylko formalna propozycja, a tak naprawdę oczekuj
                        > e,
                        > że ktoś z nią zostanie ALBO Ty zrobiłaś z igły widły, czyli stworzyłąś problem
                        > tam
                        > gdzie go nie było.


                        Kolezanka zrobiła TO normalnie - wykazała zrozumienie dla MOJEJ sytuacji, a ja dla JEJ przekonań i tudzież sytuacji. Zupełnie niezależnie od tego nadal uważam, że poza wyjątkową sytuacją (a ta taka jest) albo relacją nie wypada pozostawiać gościa samego.

                        >
                        • urko70 Re: Własne zasady 19.02.14, 09:49
                          kora3 napisała:

                          > Kolezanka zrobiła TO normalnie - wykazała zrozumienie dla MOJEJ sytuacji, a ja
                          > dla JEJ przekonań i tudzież sytuacji. Zupełnie niezależnie od tego nadal uważam
                          > , że poza wyjątkową sytuacją (a ta taka jest) albo relacją nie wypada pozostawi
                          > ać gościa samego.

                          jw. albo ona zachowała się niezbyt przekonująco albo Ty zrobiłaś problem gdzie go nie było.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka