kora3
25.02.14, 15:15
Mam poważną zagzwozdkę co robić.
Mianowicie - chciałam umówić się na spotkanie zawodowe z osobą, która dla ludzi mej profesji jest interesująca. Z tego co się dowiedziałam oficjalnym kanałem, osoba ta nie zgadza się na kontakt z mediami, nie chce go, bo się obawia, ze zostanie przedstawiona w złym świetle.
Ponieważ jednak znam osobę, która może wpłynąć na zmianę jej decyzji, pozwoliłam sobie z nią się skontaktować i poprosiłam o ewentualne "wstawiennictwo" za mną. Osoba ta obiecała, że dołoży wszelkich starań, podkreśliła, ze ma do mnie zaufanie i postara się przekonać tamtą.
Tymczasem o kontakt z tą osoba zabiega także moja koleżanka po fachu. Nie stanowi ona dla mnie żadnej konkurencji, lubię ją, żeby jasność była. Tą samą oficjalna drogą dostała informacje, ze ten, z kim chce rozmawiać nie chce kontaktu z mediami.
Powiedziałam jej lojalnie, że ja być może będę mogła porozmawiać, bo ten i ten ma się za mną wstawić. No i koleżanka chce, żebym zabrała ją także na te rozmowę, jeśli dojdzie ona do skutku rzecz jasna.
Nie mam nic przeciwko temu, żeby poszła ze mną - znów żeby jasność była. Ale uważam, że powinna osobiście skontaktować się z osobą, która ma pośredniczyć w rozmowach (zna ją z tego co mówi), a nie oczekiwać ze ja ją powiadomię, iż ona też będzie, albo tym bardziej - postawię przed faktem dokonanym. Chodzi o naprawdę poważną osobę - podkreślę.
Tymczasem koleżanka stwierdziła, ze skoro ja to "załatwiam" to ona się dołączy, ale nie chce skontaktować się z "pośrednikiem" uważa, że nie potrzeba.
Koleżanka ma nieco problemów zawodowych i chciałabym bardzo jej pomóc, ale naprawdę uważam, że nie wypada, bym ja "załatwiała" spotkanie z tym kimś także jej. Sprawa jest delikatna, bo dodatkowo ona ma wymagania wobec materiału inne niż ja - tj. np. ona się bez zdjęcia nie obejdzie, jak stwierdziła.
Nie chcę, żeby koleżanka odniosła wrażenie, iż nie chce jej pomóc, ale nie chcę też by poważna osoba pośrednicząca w sprawie odniosła wrażenie, ze ją oszukuję, bo najpierw zabiegam o mój kontakt z tamtym kims, a za chwile pojawia się kolejny dziennikarz.
Uważam, ze jeśli koleżanka zna "pośrednika", jak twierdzi nawet - dobrze, to powinna doń zadzwonić sama i tyle.
Niestety, w rozmowie telefonicznej ze mną przed chwilą (w trakcie pisania tego postu), gdy jej o tym powiedziałam stwierdziła, że "robię trudności" "nie chcę jej pomóc" itp.
Jest urazona i podkresla, że oczekuje, iż dam jej znac, co "załatwiłam" - czyli nastawia się na to, że to ja "załatwię" to spotkanie jej także.
jak myślicie - wypada zapytać pośrednicząca osobę, czy ona także może przyjść? Ma się rozumieć jeśli tej uda się w ogóle zaaranżować spotkanie.
dodam, ze nie wiem dlaczego kolezanka wzbrania się przed zadzwonieniem do osoby mającej pośredniczyć.