ninka25
20.02.06, 11:23
Od 2 lat pracuję w różnego rodzaju biurach i udzielam korepetycji - chociaż
tak się realizuję zawodowo. Ostatnio z coraz większym uporem kiełkuje we mnie
myśl, że ja nie widzę siebie tutaj za 5 lat, że chciałabym przejść do
nauczania.
Mając siostrę nauczycielkę i rodzinę uwikłaną genetycznie w ten zawód, znam
(oczywiście bardziej z opowiadań) z grubsza cienie i blaski tego zawodu.
W tej chwili zarabiam 1200 zł na rękę, żadnych perspektyw na awans, na
podwyżkę też raczej marne. Na razie jeszcze są trzynastki. Branża
turystyczna - sznas na urlop latem nie ma.
Plusy: stała praca w strefie budżetowej, 8 godzin dziennie poniedziałek-
piątek.
Minusy: wrzeszczący dyrektor nad głową 8 godzin dziennie, 8 godzin wślipiania
się w monitor, odpowiedzialność za to, co robią wszyscy, frustracja,
wkurzenie, że z wykształceniem i językami jestem panią od wpisywania danych
do tabelek. Zero realizacji zawodowej, środowisko hermetyczne, paskudne
układy i układziki, poza którymi na moje szczęście (lu nie) teraz jestem.
Po pracy wracam do domu i siadam do kilku godzin keorepetycji, kończę zatem o
godzinie 21-22, i wtedy naprawdę mam pełnię szczęscia.
Wiem, że pensja stażysty to 1100 zł brutto. Ale dodatek motywacyjny, reszta
dodatków? Koleżanka siostry zarabia (drugi rok pracy) ma 1100, ale na rękę.
I wreszcie - jak? Jak szukać? Znajomości, ogłoszenia, urzędy pracy? Skąd ja
mam wiedzieć, czy szkoła potrzebuje polonisty italianisty?
nie wiem i waham się i nie wiem dalej... pomóżcie.