20.02.06, 11:23
Od 2 lat pracuję w różnego rodzaju biurach i udzielam korepetycji - chociaż
tak się realizuję zawodowo. Ostatnio z coraz większym uporem kiełkuje we mnie
myśl, że ja nie widzę siebie tutaj za 5 lat, że chciałabym przejść do
nauczania.

Mając siostrę nauczycielkę i rodzinę uwikłaną genetycznie w ten zawód, znam
(oczywiście bardziej z opowiadań) z grubsza cienie i blaski tego zawodu.

W tej chwili zarabiam 1200 zł na rękę, żadnych perspektyw na awans, na
podwyżkę też raczej marne. Na razie jeszcze są trzynastki. Branża
turystyczna - sznas na urlop latem nie ma.

Plusy: stała praca w strefie budżetowej, 8 godzin dziennie poniedziałek-
piątek.

Minusy: wrzeszczący dyrektor nad głową 8 godzin dziennie, 8 godzin wślipiania
się w monitor, odpowiedzialność za to, co robią wszyscy, frustracja,
wkurzenie, że z wykształceniem i językami jestem panią od wpisywania danych
do tabelek. Zero realizacji zawodowej, środowisko hermetyczne, paskudne
układy i układziki, poza którymi na moje szczęście (lu nie) teraz jestem.

Po pracy wracam do domu i siadam do kilku godzin keorepetycji, kończę zatem o
godzinie 21-22, i wtedy naprawdę mam pełnię szczęscia.

Wiem, że pensja stażysty to 1100 zł brutto. Ale dodatek motywacyjny, reszta
dodatków? Koleżanka siostry zarabia (drugi rok pracy) ma 1100, ale na rękę.

I wreszcie - jak? Jak szukać? Znajomości, ogłoszenia, urzędy pracy? Skąd ja
mam wiedzieć, czy szkoła potrzebuje polonisty italianisty?

nie wiem i waham się i nie wiem dalej... pomóżcie.

Obserwuj wątek
    • natalia.brzeska Re: dylemat 20.02.06, 11:43
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=22449&w=35019350
      • ninka25 Re: dylemat 20.02.06, 12:07
        Tak, tamten link już czytałam wcześniej. Chciałabym po prostu rady, zdania,
        opinii - rzucam bezpieczną, może i frustrującą i nudną, ale ciepłą posadkę dla
        szkoły?
    • venilia Re: dylemat 20.02.06, 14:26
      >Minusy: wrzeszczący dyrektor nad głową 8 godzin dziennie, 8 godzin wślipiania
      > się w monitor, odpowiedzialność za to, co robią wszyscy, frustracja,
      > wkurzenie, że z wykształceniem i językami jestem panią od wpisywania danych
      > do tabelek. Zero realizacji zawodowej, środowisko hermetyczne, paskudne
      > układy i układziki, poza którymi na moje szczęście (lu nie) teraz jestem.
      >




      Przeczytałam co napisałaś i ... jakbym czytała o sobie - a pracuję 5 lat w
      szkole. I dokładnie z tych samych powodów chcę odejść. Więc spojrzenia mogą być
      różne.
      • rita78 Re: dylemat 20.02.06, 16:07
        bo widzisz roznie bywa z tym zawodem...ja od zakonczenia studiow chcialam
        pracowac w szkole i po kilku latach tulania sie po sluzbie zdrowia trafil;am do
        edukacji i ...nie pomylilam sie- jest to to co chcialam robic i jest mi
        dobrze...zarabia sie niewiele- wszelkie dodatki masz po roku, ciagle siedze
        przed kompem piszac stosy papierow i wymyslajac jakies fajne rozwiazania dla
        dzieciakow ale..to i tak fajna praca i nie zamienilabym jej na inna. jesli ktos
        poszedl do szkoly bo tak wyszlo- to raczej nie da rady dluzej zagrzac miejsca,
        jesli ktos idzie bo poprostu czuje ze to lubi to naprawde nie wazne sa
        pieniadze i czas ponadnormatywny....to chyba trzeba miec w sobie taka czastke
        checi do pracy charytatywnej a wtedy naprawde szkola daje szanse do rozwoju (
        przynajmniej tego wewnetrznego)
        • asia23bb Re: dylemat 20.02.06, 17:12
          Po czesci juz sama sobie odpowiedzialas. Jesli chcesz pracowac polcharatatywnie
          (1100 zl na reke w drugim roku pracy z 1 etatu jest niemozliwoscia!!), to
          probuj. Aha, na zadna dodatki nie licz, jesli w ogole sa, to tak male, ze ich
          nie zauwazasz. Te minusy ktore wypisalas pokrywaja sie z minusami pracy w
          szkole, poza tym musialabys robic awans, chyba, ze odpowiada Ci 800 zl pensji...
          Reszta w watku wklejonym przez Natalie
          Dobrego wyboru!:)
    • nomenia Re: dylemat 20.02.06, 16:14
      Ja również mam podobny dylemat, ale dokładnie "odwrotny".Po wielu latach
      nauczania i osiągnięciu chyba wszystkiego (bo po dyplomowaniu już tylko
      uznaniowy profesor oświaty, na którego trzeba długo czekać i nie każdy się
      doczeka)czuję się wypalona tym zawodem, a zwłaszcza papierkową robotą. Często
      siedzę przed komputrem i to w domu, pisząc programy, nowelizacje do...,
      scenariusze imprez, role dla dziatwy i.t.p., a o planach wynikowych nie mówiąc.
      I mam już tego coraz bardziej dosyć. Tak więc myślę coraz częściej o posadzie
      urzędniczej, bo i tak tworzę papiery. A tak to mniej stresu, mniej
      odpowiedzialności za zachowania dzieci,za wynik zewnętrznego sprawdzianu, mniej
      konfliktów z ludźmi czyli rodzicami,dyrekcją i.tp. I co najważniejsze , w domu
      będę dla siebie i rodziny. Teraz przychodzę do domu i zaraz siadam do
      "odrabiania lekcji", można mieć dość! Ale czy praca urzędnika to jest to, czego
      oczekuję? Czy moje wyobrażenia o niej trochę się pokrywają z rzeczywistością?
      Tego nie wiem i też mam dylemat.
    • tiggera Re: dylemat 20.02.06, 16:38
      ... dodatek motywacyjny...? dostałam raz, 30 zł na pół roku (obecnie siódmy rok
      pracy), bo harowałam nad comeniusem. dodatki uznaniowe dostają wybrani. i
      zgadzam się z innym postem- twój opis obecnej pracy pasuje do opisu pracy
      nauczyciela. jedyna róznica: z twojego postu wnioskuję, ze lubisz uczyć. w nowej
      pracy twój dzień się zbytnio nie zmieni, moze tylko w tym, ze uczyć będziesz
      cały czas, a ślęczeć nad komputerem wieczorami:) przejdź się po szkołach i
      zostaw CV, tylko zacznij najpóźniej w maju. chociaz wypadki losowe się zdażaja i
      pracę można dostać 'z biegu'
    • szamarka1 Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia... 21.02.06, 08:46
      Tak przynajamniej mówią, bo często chcielibyśmy mieć to, czego akurat nie mamy.
      Owszem, zaczynać od stażysty - aż strach pomyśleć, ale z drugiej strony
      przynajmniej jest jakiś cel, a z tego co piszesz, to chciałabyś mieć szansę na
      awans. Musze przyznać, że mnie awans zawodowy zmobilizował do działania i
      naprawdę rozwinęłam się w wielu kierunkach. Po 12 latach pracy w tym zawodzie,
      kończąc staż na dyplomowanego, widzę, że teraz ten zawód lubię znacznie bardziej
      niż jeszcze 6 lat temu. Trzeba pamiętać, że ludzie się zmieniają...
      Co do dodatków, to chyba zależy od tego, gdzie się pracuje, a konkretniej, od
      dyrekcji. Ja nie narzekam. A i satysfakcja wielka, kiedy dzieciakom coś się udaje.
      Podjąć decyzję musisz sama, ale jeśli o mnie chodzi, to polecam ten zawód.
      • ninka25 Re: Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia... 21.02.06, 08:59
        Tak, wiem że nauczyciel siedzi przed komputerem. Ale własnym , cienkim w moim
        przypadku ekranem, i nie siedzi i się w niego nie wgapia jak nie ma takiej
        potrzeby.

        1100 zł to nie mój wymysł :) Tak ma koleżanka mojej siostry :)

        Wiem, że dyrekcje są różne i dyrektor też wrzeszczy, Ale wchodzicie do klasy -
        i sami jesteście swoim panem.

        Lubię uczyć. Może dlatego, że jeszcze nie uczyłam klasy. Chodzi generalnie o
        to, że autentycznie - nie widzę siebie w tym zawodzie, który wykonuję, za 5
        lat. Nie chcę użerać się o 1 dzień urlopu.Moje zwoje mózgowe zaczynają się
        niestety prostować. Szans na awans żadnych.

        I niestety wcale nie jest tak, że pracę zostawia się za drzwiami jak się stąd
        wychodzi :(

        Do awansu nie podchodzę tak, że "niestety musiałabym go zrobić", jak jest to
        napisane kilka postów wyżej, awans jest dla mnie tak naturalny jak słońce.

        I - nie nakrzyczcie na mnie, proszę... Ja wiem, że wywiadówki, że rady, że
        szkolenia. Co nie zmienia faktu, że nie codziennie wracałabym do domu o 17.
        Wolny nie tylko każdy weekend, ale też każdy "długi" weekend. W przyszłości
        możliwość wyjazdu z dziećmi na wakacje.

        no nie wiem... Chyba muszę napisać wszystkie za i przeciw na kartce...
        • steppenwolff1 Re: Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia... 21.02.06, 09:24
          jak już wiadomo, wszystko zależy od dyrekcji. Rzeczywiście, wolne długie
          weekendy, ferie, wakacje - tyle że to też zalezy od dyrekcji. Ja np. nie mam z
          tym problemów, ale jestem nauczycielem niepełnozatrudnionym, więc zawsze mam
          argument, że musze dorabiać ;-) ale moja koleżanka (inna szkoła) ponad połowę
          ferii spędziła np. w bibliotece na tworzeniu kartoteki komp., ponieważ
          bibliotekarka sobie nie radzi z komp., a ona - nauczycielka biologii - sobie
          radzi...odmalowywała już szafki w sali za swoje pieniądze, sprzątała pracownię,
          zajmuje się wszystkimi szkolnymi kwiatkami...często, szczególnie jeżeli jest
          się nauczycielem młodym stażem, jest się po prostu popychadłem do wielu rzeczy.
          I nader często pada argument: "przyda się to pani do stażu" ;-) A sam awans?
          Obecnie niemiłosiernie wydłużony. Aby normalnie zacząć zarabiać, tj. na rękę
          ponad 1000 PLN, trzeba być mianowanym. A od stażysty do mianowanego jest
          obecnie 6 lat:
          - rok stażu na kontraktowego
          - 2 lata obowiązkowej przerwy (patrz rozp. MENiS bodajże z września 2004 r.)
          - 2 lata i 9 miesięcy stażu na mianowanego.
          Potem na dyplom. znowu jest obowiązkowy rok odpoczynku - i kolejny długi staż...
          I ten awans zawodowy często jest pozorny - bo człowiek uczy się głównie
          wypełniać góry papierków i dokumentacji.

          ...ja bardzo lubię uczyć, lubię kontakt z moimi uczniami, pracę z nimi - ale
          byłam już też w szkole, gdzie kontakt z uczącymi się odbierał mi wszelką chęć
          do pracy, ręce na zajęciach opadały...dużo zależy więc nie tylko od dyrekcji,
          ale też od uczniów. Są klasy, gdzie pracować można z 2-3 osobami, bo reszta
          reprezentuje sobą taki poziom wiedzy i zainteresowania, że nic się z nimi nie
          da zrobić. Pewnie, moim zadaniem było motywować. Jeździłam po mieście robić
          kserówki, przygotowałam i drukowałam ćwiczenia, bo to j. zawodowy, a podręcznik
          za drogi - i co? I chłopczyna na zajęciach wysypał mi wszystkie te materiały
          przed nosem i stwierdził, że po g... mu to...

          no to dołożyłam trochę "-" do Twojej listy ;-)
          pozdrawiam Cię serdecznie
          Anna
          • cytryna76 Re: Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia... 21.02.06, 14:22
            I ja dorzucę parę groszy na temat "za" i "przeciw". Przede wszystkim nigdy w
            życiu nie idź do publicznego gimnazjum!!! Chyba, że chcesz się użerać z bandą
            beszczelnych wyrostków, którzy wszystko i wszystkich mają gdzieś. Z takiej
            pracy raczej na pewno nie będziesz miała satysfakcji. Ja męczę się w gimanzjum
            juz 4 lata i myślę własnie o ucieczce choćby "do biura", bo dość mam tego
            chamstwa, łobuzerii i poczucia bezsilności. Musisz bowiem wiedzieć, że w
            obecnie w polskiej szkole uczeń jest niemal "świętą krową" i ma wyłącznie
            prawa, a Ty przede wszystkim będziesz miała rozliczne obowiązki. Współczesna
            szkoła jest zupełnie inna niż jeszcze 10 lat temu i trzeba się z tym liczyć.

            O ile dobrze pamietam, chcesz iść do szkoły, bo lubisz uczyć. Dokładnie tak
            samo jak ja. W związku z tym szukaj pracy w podstawówce lub w dobrym liceum. W
            gimnazjum, a także jak przypuszczam w wielu szkołach zawodowych, raczej nie ma
            mowy o dydaktyce. Jest tylko kupa problemów wychowawczych i walka z wiatrakami,
            a czasem nawet dosłownie walka o przetrwanie 45 minut. 2-3 osoby na całą klasę
            zainteresowanych czymkolwiek,a reszta siedzi, bo musi i robi zamęt. Jeśli
            trafisz na takie niesprzyjające warunki, podejrzewam, że szybko zatęsknisz za
            dotychczasowa pracą.

            Bardzo, bardzo ciężko jest znaleźć pracę w charakterze polonisty. Od 2 lat nie
            mam godzin i mimo że jestem z wykształcenia polonistką, uczę tylko
            angielskiego. Dodam, że mieszkam w woj. śląskim, gdzie jest naprawdę mnóstwo
            szkół. W zeszłym roku wysłałam prawie 100 podań i nic. Polonistów zwalniają, a
            nie przyjmują. Nie zanosi się, zeby było lepiej, chyba że w 2006 zaczną
            wreszcie odchodzić na emeryturę.
            Z kolei z mojego doświadczenia wynika, ze języki obce w szkole traktowane
            są "po macoszemu" i przez dyrekcję, i przez uczniów. Chyba, że z włoskim
            znajdziesz zatrudnienie w ogólniaku, gdzie chodzi ambitna młodzież, która chce
            się czegokolwiek nauczyć. Jeśli tak się stanie, polecam Ci zawód nauczyciela.
            Jeśli to ma być byle jaka szkoła rejonowa, z "chorą" dyrekcją i beznadziejnym
            gronem gdzie "każdy sobie rzepkę skrobie", zostań lepiej tam, gdzie jesteś.

            Ps. Włoski jest raczej rzadkoscią w szkołach, ale próbuj może w liceach,gdzie
            mają klasy humanistyczne, zwłaszcza tzw. "autorskie".
            • steppenwolff1 Re: Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia... 21.02.06, 14:37
              Obecnie uczę w zespole szkół o charakt. bardzo technicznym, ale jest bardzo
              sympatycznie, więc to stwierdzenie, że szkoły zawodowe raczej nie są godne
              polecenia, nie musi być zawsze prawdą. Inna sprawa, że u nas są same technika i
              jedna klasa LP w roczniku - i przychodzi tu ze względu na specjalizacje szkoły
              dość ambitna młodzież.

              pozdrawiam ponownie
              Anna
        • venilia Re: Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia... 21.02.06, 15:26
          > Ale wchodzicie do klasy -
          > i sami jesteście swoim panem.

          Przepraszam, nie mogę się powstrzymać, ale chyba zapomniałaś, że nie jesteś
          swoim panem, tylko musisz ZAPANOWAĆ nad ok 30 osób, nie zawsze grzecznych i
          chętnych do nauki, oględnie mówiąc. Poza tym nie zapominaj, że za każdym z tych
          uczniów siedzi rodzic (oczywiście nie w sensie dosłownym), a nie każdy z nich
          jest miły i pokojowo nastawiony. Więc przelicz ilu "dyrektorów" masz nad
          sobą ;).
        • asia23bb Re: Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia... 21.02.06, 18:30
          Nie bede powtarzac tego co szanowne kolezanki napisaly ponizej, bo maja swieta
          racje, tylko krotko.
          - Nie jestes panem w klasie-uczenie raczej swego rodzaju sluzba
          - jesli lubisz uczyc, ucz! prywatnie, na kursach
          - awans jest dla Ciebie naturalny??Dla mnie nie, bo studiowalam 5 lat i
          odbywalam zajecia praktycznie,zeby byc dobrze przygotowana do zawodu oraz i tak
          sie doksztalcam, bo chce a nie bo mi kaza!Nie sa za to dla mnie naturalne stosy
          biurokracji, ktore trzeba wypelniac podczas 'awansu'
          -1100 zl to stawka brutto stazysty za etat, wiec albo kolezanka Cie nabiera,
          albo pracuje na 2 etatach (36 godz)
          • rita78 Re: Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia... 21.02.06, 22:15
            strasznie odradzacie i narzekacie kobitki. mam wrazenie ze starsze stazem
            kolezanki troszke wypalone sa...nie zrazajcie dziewczyny, bo naprawde takich
            aktywnych, chetnych ludzi szkolom trzeba...
            ja jestem stazystka i mam 1173 zł brutto. na reke wychodzi ok 810 zl. w zeszlym
            roku podwyzki byly wiec moze stad takie zdziwienia starszych kolezanek.
            dodatkowo dostaje 35 zl za staz pracy ( wczesniejszy nie zwiazany z edukacja)
            oraz mam zajecia pozalekcyjne raz w tygodniu dwie godziny. miesiecznie w
            pierwszym roku pracy otrzymuje ok 880 zl, czasem trafiaja sie tez jeszcze
            zastepstwa. pracuje od wrzesnia i otrzymalam takze 13 stke ( 8 procent tego co
            zarobilam od wrzesnia do grudnia czyli prawie 300 zl). Nie wiem ale wczesniej
            pracowalalm w sluzbie zdrowia 40 godzin tygodniowo na oddz. psychiatrycznym za
            tyle samo i tez musialam siedziec przed kompem w domu. tu siedze tez ale w
            samej szkole mimo wszystko spedzam mniej czasu ( nie liczac wakacji i ferii
            ktorych wczesniej nie mialam)...w szkole nie jest zle pod warunkiem ze lubisz
            to robisz, trafisz na fajna ekipe ( mi sie udalo i dyrekcja tez barzdo ok), a
            jak sie roboty nie boisz i poswiecisz troszke czasu to i nawet na stazu ok 1000
            mozna zarobic. trzeba tylko wiedziec z kim zyc dobrze- ja mam fajny kontakt z
            dziewczyna ze swietlicy i ona zawsze mi podrzuca jeszcze takie zastepstaw po
            pol godzinki ( w miesiacu tego sie troszke zbiera) oraz siedzialam w ferie na
            polkoloniach- za dodatkowe pieniadze oczywiscie...ps. ja naprawde b. angazuje
            sie w prace bo to lubie choc niektorym ( zwlasza tym starszym nauczycielom)
            wydaje sie ze to podliz, ale nie- wymyslam fajne rzeczy bo mi to sprawia
            frajde, a ze czasem jakies gratyfikacje spadna ..tym lepiej:)
            Przejdz sie po szkolach z cv, pozostawiaj i nie patrz na opinie innych. Jesli
            czujesz ze to twoja droga to sprobuj...zawsze mozesz wrocic do biura bo umowa
            na staz trwa rok i nie wiaze cie na dluzej jesli nie spodoba ci sie...jedyne z
            czym sie zgadzam to to ze na poczatek nie poszlabym do gimnazjum ..chyba ze
            jestes baaarzdo przebojowa i silna osoba:)
            Powodzenia
            • steppenwolff1 Re: Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia... 21.02.06, 23:12
              )...w szkole nie jest zle pod warunkiem ze lubisz
              > to robisz, trafisz na fajna ekipe ( mi sie udalo i dyrekcja tez barzdo ok), a
              > jak sie roboty nie boisz i poswiecisz troszke czasu to i nawet na stazu ok
              1000
              >
              > mozna zarobic. trzeba tylko wiedziec z kim zyc dobrze- ja mam fajny kontakt z
              > dziewczyna ze swietlicy i ona zawsze mi podrzuca jeszcze takie zastepstaw po
              > pol godzinki ( w miesiacu tego sie troszke zbiera) oraz siedzialam w ferie na
              > polkoloniach- za dodatkowe pieniadze oczywiscie...
              masz szczęście, skoro u Was za takie rzeczy płacą. U nas zastępstwa są
              bezpłatne, dyżury na feriach też...
              Jasne, że praca w szkole ma swoje dobre strony, ale nie mydlmy nikomu oczu: 800
              PLN na rękę za cały etat to malutko - u mnie w mieście nie wystarczy na życie,
              jeżeli wynajmuje się kawalerkę. Ponadto w szkołach średnich jest coś takiego
              jak "uśrednienie" - jeżli ma się klasy maturalne bądź idące na praktyki. Tzn.,
              że pracuje się de facto przez większość roku 20-22 godz., a dostaje się za 18
              (w starej szkole - bo zmieniłam w międzyczasie - miałaby uśrednienie z 16 godz.
              realnych do 13,55/18 etatu)...a wiadomo, jaki obowiązek jest mieć klasy
              maturalne. Ponadto dodatkowo kupuje się z własnej kieszeni: podręczniki,
              kasety, robi kserokopie (u nas nie wolno brać pieniędzy o uczniów, a w szkole
              nie ma ksera do dyspozycji) - no i czasem też materiały eksploatacyjne, jak np.
              markery do białych tablic, bo szkoły na nie nie stać. Naprawdę trzeba super
              zapaleńca, żeby takie rzeczy w ogóle nie zniechęcały. I uważam, że lepiej
              wiedzieć o nich wcześniej i ewent. miło się rozczarować :-)

              posiadanie wakacji, ferii, wolnych świąt to wspaniała sprawa. Niestety płace
              przy tym są marne. No ale cóż, tak jest od dawien dawna.

              pozdrawiam serdecznie
              Anna
              • rita78 Re: Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia... 22.02.06, 10:44
                no ja nie powiedzialam ze 800 zl to duzo- tylko ktos sie dziwil jakim cudem
                stazysta zarabia 1100 brutto a no takim ze netto to jest wlasnie to 800 zl. ja
                tez nie jestem w stanie wyzyc za te kwote , tez wszystko drukuje na prywatnej
                drukarce, kupuje markery, nagrody ( mam male dzieci) ale i tak lubie te
                prace...tak...chyba jestem zapalencem...:)
                Pozdr
                • asia23bb Re: Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia... 22.02.06, 16:04
                  > tylko ktos sie dziwil jakim cudem stazysta zarabia 1100 brutto

                  Nieprawda. Autorka 1szego postu napisala, ze jej kolezanka dostaje 1100 zl na
                  reke czyli NETTO, i napisalam, ze jest to niemozliwe, bo tyle zarabia sie
                  BRUTTO.

                  PS Nikt sie nie pyta czy lubimy te prace. Prace z mlodzieza tak, ale calej
                  reszcie mowie NIE:)
                  • annuka Re: Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia... 22.02.06, 20:32
                    Boze, nie wiem, co Was tak dziwi, ja mam stażu 8 lat, ale znam dziewczyny,
                    które pracują 2 rok i mają właśnie te 1100 na rękę, czy to takie szalone
                    pieniądze, ze sie dziwicie? Jak jest duzo zastepstw, to mają w miesiącu 1300.
                    Nadal nie starcza to na utrzymanie w moim mieście.
                    • steppenwolff1 Re: Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia... 22.02.06, 21:32
                      > Boze, nie wiem, co Was tak dziwi, ja mam stażu 8 lat, ale znam dziewczyny,
                      > które pracują 2 rok i mają właśnie te 1100 na rękę, czy to takie szalone
                      > pieniądze, ze sie dziwicie?
                      nie dlatego. ale jak koleżanka pracuje 2. rok, to ma przy kontraktowym podstawę
                      brutto 1355, a nie 1143, jak ma nauczyciel stażysta bez żadnego awansu zaw. Jak
                      ktoś pracuje drugi rok w szkole, to raczej na pewno już stażystą nie jest - a
                      kontraktowym.
                      A zdziwienie wynika z faktu, jak z podstawy brutto 1143 może zrobić się 1100 na
                      rękę - to jednak różnica ponad 300 zł, trzeba by wziąć duuużo zastępstw ;-)

                      pozdrawiam
                      Anna
                      • ninka25 Re: Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia... 28.02.06, 11:55
                        "A zdziwienie wynika z faktu, jak z podstawy brutto 1143 może zrobić się 1100
                        na
                        rękę - to jednak różnica ponad 300 zł, trzeba by wziąć duuużo zastępstw ;-)"

                        Jakbyś, Anno, dokładnie przeczytała mój pierwszy post, to wiedziałabyuś, że
                        napisałam tam, że "wiem, że praca nauczyciela stażysty to 1100 zł. Ale
                        koleżanka siostry pracuje drugi rok i ma tyle na rękę."

                        Co NIE ZNACZY, że napisałam, ze z pensji brutto robi się netoo :) Napisałam, że
                        w pierwszym roku jest tyle brutto ile w drugim jest na rękę, to wszystko,
                        Czytanie ze zrozumieniem :)

                        pozdrawiam
                        Anna
                        • steppenwolff1 Re: Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia... 01.03.06, 15:32
                          > Co NIE ZNACZY, że napisałam, ze z pensji brutto robi się netoo :) Napisałam,
                          że
                          >
                          > w pierwszym roku jest tyle brutto ile w drugim jest na rękę, to wszystko,
                          > Czytanie ze zrozumieniem :)
                          Ale to jest nieprawda. W drugim roku pracy (ja pracuję drugi rok) masz przy
                          całym etacie nieco ponad 900 zł na rękę. Podstawa wynosi wtedy 1355 za cały
                          etat - i na rękę po odliczeniach robi się tylko 900 właśnie. Nie ma takiej
                          różnicy pomiędzy nauczycielem stażystą (800) a nauczycielem kontraktowym
                          (1100) - wiem to z autopsji. Mianowany ma na rękę za goły etat nieco ponad 1200
                          PLN.

                          pozdrawiam
                          Anna
                          • ninka25 Re: Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia... 27.04.06, 20:44
                            Czytanie ze zrozumieniem to chyba coś nad czymś powinnaś popracować. Koleżanka
                            mojej siostry pracuje drugi rok i ma 1100 na rękę, razem z dodatkami. Mianowany
                            ma na goły etat 1200 zł, ale moja siostra z dodatkami ma 1700. Po prostu
                            dodatki i ich wysokośc zależą od szkoły.

                            Takie są fakty, a o faktach - że tak skromnie przypomnę - się nie dyskutuje.
                            pozdrawiam i życzę wytrwałości w nauce rozumienia tekstu :)

                            > Ale to jest nieprawda. W drugim roku pracy (ja pracuję drugi rok) masz przy
                            > całym etacie nieco ponad 900 zł na rękę. Podstawa wynosi wtedy 1355 za cały
                            > etat - i na rękę po odliczeniach robi się tylko 900 właśnie.
            • nomenia Re: Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia... 22.02.06, 15:42
              Jestem starszą koleżanką w zawodzie (21 lat uczę dwóch przedmiotów)i z
              osobistego doświadczenia nie zgadzam się z opinią o "starszych". Sama mówię o
              sobie,że jestem wypalona i zmęczona, ale nadal to ja "robię papierkową robotę" i
              inne za wszystkie młodsze koleżanki. Jestem w każdym zespole, obecnie zostaję po
              lekcjach z "pełnymi energii młodymi nauczycielami", by "czegoś" dokonać. I z
              przykrością stwierdzam, że mają oni bardzo racjonalny stosunek do swojej pracy,
              który nazywa się "spychologia doskomnała". Bo: nie znamy , nie wiemy jak zrobić,
              nie mamy w domu komputeraa,już autobus podjechał, mam spotkanie, dziecko chore,
              i.t.p. Poza tym jako stażystki zapraszały mnie na zajęcia , (byłam oczywiście
              opiekunem)i przyznam się szczerze,że po studiach nauczyciele nie wiedzą jak
              uczyć, nie znają metod aktywnych, nie znają podstaw psychologii i nie wiedzą jak
              rozmawiać z dziećmi mającymi problemy. Oczywiście zdaję sobie sprawę, rito,że
              jesteś "siłaczką" i masz jeszcze tę pasję, którą i ja miałam na początku swej
              kariery. Oby to trwało jak najdłużej, czego Ci z całego serca życzę.U mnie też
              nikt nie płaci za zastępstwa czy dyżury w ferie. A żeby nie być gołosłowną, w
              szkole społecznie prowadzę 3 godziny dodatkowych zajęć, wydaję z uczniami
              gazetkę szkolną (mimo,że nie jestem polonistką), prowadzę kronikę szkolną,
              zajmuję się izbą historyczną, opiekuję się stażystami i praktykantami, jestem
              liderem WDN,odpowiadam za 3 gazetki ścienne, organizuję 1 konkurs na szczeblu
              powiatowym i odpowiadam za święto szkoły,za rocznicowe imprezym, moi uczniowie
              biorą udział w 4 konkursach różnego szczebla (historia i jęz.obcy), a wszystko
              dlatego, że jestem doświadczonym nauczycielem. Może niepotrzebnie się
              użalam,może jest ktoś, kto ma na głowie tyle samo a może i więcej.
              Ps. no i w marcu zaczynam kolejny kurs kwalifikacyjny.
              • steppenwolff1 Re: Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia... 22.02.06, 17:51
                >Jestem w każdym zespole, obecnie zostaję po lekcjach z "pełnymi energii
                >młodymi nauczycielami", by "czegoś" dokonać.
                Znam wielu młodych nauczycieli zrażonych do systemu już po 1. roku pracy - nie
                znam praktycznie żadnych młodych pełnych energii nauczycieli. Smutne?

                w
                > szkole społecznie prowadzę 3 godziny dodatkowych zajęć, wydaję z uczniami
                > gazetkę szkolną (mimo,że nie jestem polonistką), prowadzę kronikę szkolną,
                > zajmuję się izbą historyczną, opiekuję się stażystami i praktykantami, jestem
                > liderem WDN,odpowiadam za 3 gazetki ścienne, organizuję 1 konkurs na szczeblu
                > powiatowym i odpowiadam za święto szkoły,za rocznicowe imprezym, moi uczniowie
                > biorą udział w 4 konkursach różnego szczebla (historia i jęz.obcy), a wszystko
                > dlatego, że jestem doświadczonym nauczycielem.
                Mnie np. nie stać na taką pracę charytatywną. Przy 607 PLN netto za 2/3 etatu
                kontraktowego, którym musze być jeszcze przez ponad 4 lata, muszę dorabiać.
                Dlatego nie zostaję po zajęciach, mało się angażuję w tzw. życie szkoły. Czy to
                dobrze? Nie. Ale przy 3-4 popołudniach zajętych dodatk. w tygodniu zwyczajnie
                nie mam na to ani ochoty ani siły...

                pozdrawiam
                Anna
                • asia23bb Re: Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia... 22.02.06, 18:54
                  >Mnie np. nie stać na taką pracę charytatywną. Przy 607 PLN netto za 2/3 etatu
                  > kontraktowego, którym musze być jeszcze przez ponad 4 lata, muszę dorabiać.
                  > Dlatego nie zostaję po zajęciach, mało się angażuję w tzw. życie szkoły.

                  Wlasnie! O to chodzi. Chcialabym zarabiac na godziwe zycie. Niestety, pensja w
                  szkole mi tego nie zapewnia. Dlatego tez, aby sie utrzymac sama, musze, po
                  prostu musze dorabiac. I nie mam czasu na zajmowanie sie takimi sprawami jak
                  dyskoteki dla uczniow, konkursy czy inne pozaszkolne sprawy, wymagajace zwykle
                  kilku(nastu) dodatkowych godzin w szkole.
                  Ciesze sie, ze ktos to rozumie, bo jak zdazylam zauwazyc, nie wszyscy
                  nauczyciele to rozumieja. Ale moze to te z bogatymi mezami:) (bez urazy!!!)
                  • nomenia Re: Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia... 22.02.06, 19:45
                    Rozumiem bardzo dobrze nauczycieli rozpoczynających pracę,że z takimi zarobkami
                    muszą dorabiać, że nie stać ich na prace charytatywną po południu, i.t.d. Mój
                    mąż jest też nauczycielem, więc można sobie wyobrazić moją sytuację finansową.
                    Ale jest też inna kwestia,a mianowicie zupełny brak solidarności wśród grona,
                    która skutkuje tym, że jedni robią dużo a inni mają zawsze "pewne ważne powody"
                    by nie robić nic lub mało. A do tego zawiść , nigdy nie wiadomo o co! Każde
                    dodatkowe działania w radzie można rozłożyć tak, by nikt nie poczuł się
                    obciążony dodatkowymi zajęciami. Pzed 5 laty, gdy zostałam pierwszą osobą
                    dyplomowaną, w szkole (wtedy była inna kadra)pokazywano mi kółko na czole, bo
                    dodatek za to wynosił w moim przypadku ok.30 zł. (dodawano 50 zł, ale zabierano
                    20 zł za specjalizację). Nie było to moim problemem, gdy rok później nastały
                    duże (jak dla nas) podwyżki za dyplomowanie. Ten problem to znaczy moje zarobki
                    stały się solą w oku. A ja uważaam, że wszyscy pracujący w oświacie powinni od
                    tego poziomu rozpocząć swój start, a nie zakończenie kariery. Dlatego nie
                    osądzam początkujących źle, ale tylko chcę zwrócić uwagę, że aby "firma" dobrze
                    działała pracę i odpowiedzialność za efekty tej pracy powinno sie rozkładać
                    równomiernie. A jeżeli ktoś nie może lub nie chce się angażować bardziej, to nie
                    powinien być zdziwiony,że dodatek motywacyjny jest taki a nie inny, że ktoś
                    odbiera nagrody. Mam na szcęście sprawiedliwą Dyrekcję. Ale bardzo chciałabym
                    się podzielić pracą, dodatkiem i nagrodami ze wszystkimi koleżankami.
                • krasnoludek_zadyszek Re: Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia... 22.02.06, 18:54
                  Ninka,
                  jeśli czujesz, że chcesz uczyć - zrób to. Po prostu, nie licz plusów i minusów,
                  idź, zobacz, wkręć się albo zrezygnuj (ostatniego oczywiście nie życzę) -
                  teoretyzowanie niewiele Ci wyjaśni. Różne szkoły, różni uczniowie, dyrekcje,
                  koledzy, trzeba to przeżyć.
                  Jestem w szkole 4 rok, wkurza mnie wiele, ale, choć czasem mam doła i o tym
                  zapominam, bawi i satysfakcjonuje jeszcze więcej - bo powiedziałam sobie, jak
                  przestaje mnie to bawić, to odejdę, i tego sie trzymam. Fajny zawód z
                  adrenaliną, możliwościami robienia czegoś ciekawego, pozwala sprawdzić swoją
                  odpowiedzialność, siłę przywódczą, poczucie humoru... Oczywiście często padasz
                  na nos, toniesz w bezsensie, kopiesz się z koniem (durne przepisy, durne władze,
                  durni rodzice), ale co tam. Plusów więcej:)
                  Tylko przed pójściem do szkoły przeczytaj "Belfra" J-P Dopagne'a (w "Dialogu"
                  6/2004) i pomyśl, że ktoś opisał Twoje obawy i frustracje, i że nie święci
                  garnki lepią, i zacznij. Po miesiącu będziesz wiedzieć, czy to był dobry wybór.
                  • nomenia Re: Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia... 22.02.06, 19:51

                    >
                    > ,
                    >
                    > Tylko przed pójściem do szkoły przeczytaj "Belfra" J-P Dopagne'a (w "Dialogu"
                    > 6/2004) i pomyśl, że ktoś opisał Twoje obawy i frustracje, i że nie święci
                    > garnki lepią, i zacznij. Po miesiącu będziesz wiedzieć, czy to był dobry wybór.
                    Podzielam opinię. "Belfra" widziałam w teatrze w wykonaniu Pszoniaka, to powinna
                    być lektura każdego belfra.
    • belferka33 Re: dylemat 22.02.06, 12:33
      Tam najlepiej zawsze jest, gdzie nas nie ma...
      Zgadzam się z przedmówcami - wiele zależy od dyrektora szkoły (to on/ona narzuca
      pewien styl i atmosferę), od współpracowników, uczniów i ich wychowania oraz od
      nastawienia rodziców. Czynnik ludzki odgrywa wielką rolę. Niestety miałam okazję
      się o tym przekonać na własnej skórze.
      Radzę zajrzeć na inne fora i dobrze to przemyśleć:
      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=14486
      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=37249
      Zgadzam sie również, że niedobrze jest zaczynać pracę w sektorze edukacyjnym od
      gimnazjum. To trudny wiek dla młodzieży, a dla nauczycieli bardzo ciężka praca.
      Podoba mi się pomysł z realizowaniem siebie poprzez prowadzenie kursów itp.
      Zarobki i satysfakcja na pewno większa, poza tym oszczędza się na zdrowiu,
      zwłaszcza psychicznym ; )
    • beata825 Re: dylemat 24.02.06, 13:44
      ja własnie jestem na praktykach w gimnazjum;), ucze jezyka francukiego,
      no cóz...specjalnie wybrałam sobie gimnazjum poniewaz stwierdziłam ze nie moge
      isc na łatwizne tzn.do podstawówki na przykład,gdzie nie ma chyba jeszcze zbyt
      wiele problemów z dziecmi,musze sie przekonac czy rzeczywsicie chce uczyc,
      poza tym jestem a moze byłam troche niesmiała i mysli o praktykach w szkole
      mnie prawde mowiac nieco przerazały;)stanie na srodku, poczucie bycia ciagle
      słuchanym ,ocenianym itp., plusem jest to ze chyba to wychodzenie na srodek
      chyba troche mnie zmieniło i juz sie tak nie denerwuje,
      zaczełam od klasy 1ej i tutaj prowadzenie zajec nawet mi sie podobało,
      jednak po zajeciach z klasą druga troche sie delikatnie mowiac rozczarowalam:/
      nie ma 5 ciu minut zebym nie musiała kogos upominac, poza tym poniewaz jestem
      tylko praktykantka nie mam zbyt wielu praw i raczej nie wypada mi chyba zbytnio
      sobie rządzic...
      robie tak : gdy słysze ze ktos mi przeszkadza i nieuwaza na lakcji, od razu
      zadaje mu pytanie zwiazane z danym tematem, jednak zdaza sie tak ze dana osoba
      nie potrafi odpowiedziec poniewaz nie słuchała ale jakos wcale sie tym nie
      przejmuje, nie jest jej głupio a reszta klasy sie smieje...,
      stwierdziłam ze za rozmwianie na lekcji delikwent dostanie dodatkowe zadanie
      albo wezme go do tablicy i zadam jakies zadanie,
      jednak co z tego! i tak nie postawie jedynki i nie napisze uwagi:(
      pani u ktorej mam praktyki jest dla wszystkich swoich uczniow bardzo dobra i
      wyrozumiała, niestety ja tez chciałabym uczyc w ten sposób
      po tych dwoch tygodniach praktyk moge swtierdzic ze naprawde chyba nie warto
      sie tak exploatowac;), samo przygotowanie do jednyach tylko zajec zajmuje mi
      srednio 2 godziny:/
      poza tym niskie płace, problemy z rodzicami, z dyrem itp. oraz stosy papierków,
      jedynym i chyba najlepszym wyjsciem dla osób czujacych powołanie do nauczania
      sa szkoły na wyzszym poziomie, w moim miescie sa jdynie dwa takie Licea,lub tez
      szkoły- kursy, w moim przypadku jezykowe,
      tutaj przynajmniej ludzi przychodza w konkretnym celu nauczenia sie
      czegokolwiek, raczej nie ma problemów z dycyplina i inna papierkowa robota,
      poza tym płaca na pewno duzo lepsza,
      jednak jak powiedziałam nie załuje decyzji o praktykach w gimnazjum poniewaz :
      pewnie nie całkowicie ale po czesci pokonałam swoj starch przed publicznymi
      wystapieniami, poza tym niektore dzieciaczki sa naprwde fajne;)

      • ninka25 Re: dylemat 28.02.06, 12:19
        No to teraz trochę odpiszę, bo długo mie tu nie było z przyczyn technicznych :)
        1. Oczywiście, macie rację, że wchodzicie do klasy istajecie przed 30 (na
        polskim) lub 15 (na językach) delikwentami nad którymi trzeba zapanować. Mówiąc
        o dyrektorze miałam na mydli to, czy dokładnie wiecie, jak to jest, kiedy ktoś
        Was w pracy (podczas pracy) wyzywa od jełopów, a pójście na zwolnienie kwituje
        złośliwym "o, widzę, ze urlopik nie wystarczył?". Jasne że uczniowie też są
        podli, wiem... Czuję się czasem po prostu upokorzona siedząc przed komputerem i
        słuchając, jak szef skarży się na tych swoich nowych pracowników (czyli mnie)
        że tacy tępi a on jeden jest alfą, omegą i gwiazdą, lub po prostu Orłem. Przy
        mojej wadzie wzroku, pracując na takim komputerze na jakim pracuję, juz teraz
        wychodząc z pracy widzę niewiele. Odkąd pracuję w biurze (2 lata) wada obniżyła
        mi się na każdym oku o prawie 2 dioptrie. Oczywiście płaskiego, bezpiecznego
        monitora nikt nie kupi, jeśli już to dla bossa.

        2. Jak ktoś chce się dowiedzieć jak to wygląda w urzędach - proszę pytać, tym
        się właśnie zajmuję :)

        3. Widzę że generalnie jest więcej głosów przeciw niż za... Czemu nie zmienicie
        pracy, skoro tak źle jest?

        4. Z chęcią posłuchałabym rady, żeby spróbować i "najwyżej po roku się
        rozmyślisz". Niestety nie mogę. Dlatego muszę tak starannie wyważyć za i
        przeciw. Mam zaciągnięty kredyt hipoteczny, męża i kota. Mąż pracę ma, ale na
        zlecenie (mimo że instytucja też państwowa, PIP jakoś się nie zainteresuje).
        Jak to na takich umowach jest - odsyłam na forum dibertoza.

        5. Do znudzenia powtórzę wątek o tych nieszczęsnych 1100 zł na rękę - w DRUGIM
        ROKU pracy. Założenie jest takie: w pierwszym roku popracuję, utrzymując się
        jakoś (zaczęliśmy poważnie cią koszty i oszczędzać właśnie w tym celu) z
        pensji, oszczędności i korepetycji. Potem jakoś, pomalutku.

        6. Jakoś żadna z Was nie odpowiedziała na moje stwierdzenie o wolnych długich
        weekendach. A to jest ważne! Os stycznia pracuję poniedziałek - piątek,
        wcześniej pracowałam poniedziałek - niedziela, bo za każdy dzień weekendowy
        miałam 1 dzień powszedni wolny. Dzięki temu mogłam wyjechać kilka razy na dwa
        tygodnie (dłuższych urlopów w urzedach nie przewidują). Pracując wcześniej 3, 4
        tygodnie bez dnia przerwy, jednocześnie udzialjąc korepetycji i robiąd kurs
        dokształcający (każdy weekend przed lub po pracy). I szczerze mówiąc jest to
        jedna z moich głównych motywacji. Praca - dużo pracy - bardzo dużo pracy - ale
        każde Święta w domu, a nie Wigilia w pracy, jak w zeszłym roku. każdy Długi
        weekend w domu, a nie 2 maja w pracy (a nierzadko i 1 oraz 3, bo jak
        wspomniałam, branża turystyczna). To jest coś, czego ja nie kupię za żadne
        pieniądze. I czego nikt mi nie zabierze.

        Cóż, dziękuję na razie za wpisy i czekam na następne. Ja cały czas isę waham, z
        uwagi na ten kredyt własnie... a poza tym boję się, że nie dam rady, że nic nie
        umiem, że przecież moja wiedza jest płytka i powierzchowna, i że na pewno nie
        wytłumaczę odpowiednika Conditionals tak świetnie moim uczniom, jak to robiła
        moja anglistka (mój ideał do dziś), może sztywna i wprowadzająca wojskowy dryl,
        ale za to świetnie ucząca. A najbardziej się boję, że po roku znajdę się bez
        pracy, bez oszczędności (bo wszstko wydam na utrzymanie w ten pierwsz rok), bez
        pespektyw i z komornikiem na głowie.


        Ius iurandum patri datum usque ad hanc diem ita servavi.
        Przysięgę Ojcu złożoną aż po dziś dzień zachowałem.
        • belferka33 Re: dylemat 28.02.06, 15:06
          Pytasz czy wiem jak to jest? to przeczytaj moje wpisy na forach dla nauczycieli
          - zwłaszcza ten:
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14486&w=27927837
          Jest źle i od lat szukam innej pracy - mam rodzinę, dziecko na utrzymaniu i
          kredyty do spłacenia. Nie rzuca się pracy, nawet paskudnej, ot tak, gdy nie ma
          się perspektyw na lepszą. Poza tym lubię pracę z młodzieżą, lubię uczyć - to
          warunki tej pracy są okropne. Tworzone przez urzędników, którzy nie mają o
          oświacie pojęcia i nigdy albo dawno temu pracowali z dziećmi lub młodzieżą.
          A mit wolnego czasu... W moim gimnazjum wygląda to tak:
          Każdy z nas choć raz w roku musi robić kursy kwalifikacyjne lub doskonalące -
          są oczywiście w weekendy i opłacane ze swojej kieszeni. W weekendy też zdarzają
          się rajdy, wyjścia na konkursy itp. Zależy od dyrektora, ale dzięki mojemu mam
          dosłownie też 26 dni urlopu jak każdy pracownik. Ferie spędziłam nieodpłatnie w
          pracy (akcja "zima w mieście"). Trzy tygodnie (łacznie) z lipca i sierpnia
          poświęcamy na zakończenie roku szkolnego lub przygotowanie do niego (sprzątanie
          lub ozdabianie klas, zdawanie pomocy naukowych - taka mini-inwentaryzacja,
          egzaminy poprawkowe i klasyfikacyjne, rady szkoleniowe i klasyfikacyjne lub
          analityczne, przygotowanie planu pracy, projektów na nowy rok w zespołach
          przedmiotowych itp. itd.)
          Poza tym nie weźmiesz urlopu kiedy chcesz czy potrzebujesz - chyba że bezpłatny,
          ale tego udzielają z łaski. Było mi bardzo przykro, kiedy nie byłam ze swoim
          dzieckiem 1 września, gdzy rozpoczynało naukę w SP. Mąż dostał urlop bez
          problemu. On chodzi na zebrania i wywiadówki - ja przeważnie wtedy prowadzę w
          swojej szkole.
          Z bólem przyznaję, że chyba więcej czasu jesem zmuszona poświęcić obcym dzieciom
          niż swojemu. Mam bardzo trudną klasę (wyrównawczą) i mnóstwo papierów do
          wypełnienia, telefonów do wykonania, przykre kontakty z sądem rodzinnym, policją
          i kuratorami. I ta masa papierkowej roboty zabierana do domu, te noce nad
          dziennikiem... Pracuję 10 lat i dostaję jako mianowany 1716 brutto (jakieś 1200
          netto) + dodatek za wychowawstwo (23zł brutto).
          Tak to wygląda u mnie.
        • cytryna76 Re: dylemat 28.02.06, 15:26
          Już Ci odpowiadam:
          3. Czemu nie zmienicie pracy, skoro tak źle jest?
          Ależ ja własnie mam to zamiar zrobić! W maju kończę staż na mianowanie i
          głównie dlatego jeszcze siedzę w obecnej szkole (czytaj w gimnazjum). Szkoda mi
          tych kilku lat, chcę dobrnąć do końca, ale zrobię wszystko, aby po wakacjach
          nie wrócić do gimnazjum. Zaznaczam, że zawód nauczyciela był moim świadomym
          wyborem, tylko podejmując decyzję o kierunku pedagogicznym nie przypuszczałam,
          w jaką stronę pójdzie polska edukacja. Jeszcze kilka lat temu to było w ogóle
          nie do pomyślenia - po pierwsze biurokracja, którą jeszcze jakoś mozna
          przeboleć, po drugie niewyobrażalne wręcz chamstwo uczniów, zwłaszcza w
          gimnazjach.
          Powiem Ci tak: Przez pierwsze 2 lata prowadziłam jedną naprawdę bardzo fajną
          klasę. Nie dość że zdolni, to jeszcze grzeczni i ambitni. Gdyby tak wyglądała
          praca nauczyciela, jak w tej wlaśnie klasie, powiedziałabym Ci: "rzuć wszystko
          i biegnij do szkoły, a na pewno zrealizujesz sie jako nauczyciel". Stamtąd
          mogłabym nie wychodzić do wieczora. Niestety to było jedna z nielicznym
          normalnych klas w szkole, poza tym musiałam odejść przez dyrekcję, która
          wykańczała nas psychicznie.Cały czas słyszałam że jestem nieudolna, że
          skandaliczne zachowanie uczniów (z pozostałych klas)to moja wina, jak to się
          stało, że ukończyłam studia, skoro sobie nie radzę z patologią itd, itp. Gdy
          szłam do pracy, ze strachu uginały mi się nogi, za to tym razem oberwę.Zresztą
          poczytaj wątki Belferki33, u niej jest to samo. Mobbing ze strony dyrekcji jest
          w szkołach na porządku dziennym,a dyrektor potrafi cie obrazić przy uczniu.

          W obecnej szkole nie uczę juz ani jednej klasy, w której można spełnić się
          dydaktycznie. Zainteresowane sa 3-4 osoby, reszta przychodzi bo musi, i ani
          prośby, ani groźby nie skutkują, nie wspomnę już o uczniach zdemoralizowanych,
          którzy robią w szkole, co chcą, ponizają i obrażają nauczyciela niemal na
          każdej lekcji. Jestem zniechęcona i wypalona. Gdy sobie pomyslę, że przede mna
          kolejne takie beznadziejne lata, mam ochote uciec gdziekolwiek.

          Naprawdę wiele moich kolezanek - początkujących nauczycielek marzy o ucieczce z
          gimnazujm. Nikt sobie nie wyobraża dotrwania do emerytury w takich warunkach.
          Dlaczego nie odchodzimy? Bo częśc z nas nie bardzo ma dokąd. Człowiek całe
          życie kształcił sie w kierunku pedagogicznym, porobił rózne kursy, które poza
          szkołą sa na ogół bezużyteczne, gdzie więc w tych czasach szukac pracy?
          Najłatwiej mają angliści i w gorszych szkołach zaczyna ich brakować. A gdzie ma
          się podziac historyk czy geograf?

          6. Jakoś żadna z Was nie odpowiedziała na moje stwierdzenie o wolnych długich
          > weekendach.
          Weekendy wolne owszem sa, w tym sensie, że nikt cię wtedy nie zmusi do
          przyjścia do szkoły. Ale jeśli chcesz byc dobrym nauczycielem, weekendy
          poswięcasz na przygotowywanie się do lekcji i sprawdzanie klasówek, bo w
          tygodniu nie ma na to ani czasu, ani siły, szczególnie jesli jestem
          początkującym belfrem i jeśli po południu chesz udzielac korepetycji.
          Najgorzej mają niestety polonisci - mnóstwo roboty.Gdy pracowałam w tej dobrej
          i wymagającej klasie, zawsze albo sobotę, albo niedzielę miałam wyjętą z
          życiorysu (czasem nawet oba dni), bo przygotowywałam konspekty na cały tydzień
          z góry. Nie ukrywam, że satysfakcja z lekcji, ktora dobrze wypadła, była
          ogromna, ale o odpoczynku w weekendy raczej należy zapomnieć.
          Faktem jest natomiast, że masz dłuższe przerwy na swięta, ferie, 1-3 maja,Boze
          Ciało i piątek po nim i tego ci nikt nie odbierze.

          Bardzo chciałabym zostać w szkole.Ta praca ma oczywiście sporo plusów, ale pod
          warunkiem że uczysz, a nie użerasz się przez kilka godzin dziennie. Dlatego
          będę szukac miejsca w dobrym ogólniaku.Jeśli mi sie nie uda, pomyslę o
          przekwalifikowaniu się.
        • asia23bb Re: dylemat 28.02.06, 20:36
          >Czemu nie zmienicie pracy, skoro tak źle jest?
          My sie raczej nie skarzymy, tylko stwierdzamy fakty, dajac Ci obraz, o ktory
          prosilas.

          >Do znudzenia powtórzę wątek o tych nieszczęsnych 1100 zł na rękę - w DRUGIM
          > ROKU pracy
          Do znudzenia powtorze, ze stawka nauczyciela kontraktowego, ktorym mozesz-nie
          musisz byc- w 2 roku pracy, wynosi ok 900 zl na reke za etat. Jesli miala 110
          na reke, to z nadliczbowek!

          >Jakoś żadna z Was nie odpowiedziała na moje stwierdzenie o wolnych długich
          > weekendach
          Nie rozumiem. W wielu firmach sa i wolne tzw dlugie weekendy (3-dniowe np) A w
          szkole czesto sie wolne dni odpracowuje w soboty. Nie licze nawet konferencji
          wyjazdowych, szkolen roznego rodzaju (np egzaminatora-weekendy) i innego typu
          doksztalcania. Wiec po co sie tak podniecac tymi rzekomo dluuugimi weekendami?

          A poza tym praca w szkole wcale nie jest pewna. Mala masz szanse na umowe na
          czas nieokreslony. Tak naprawde mozesz miec latami na czas okreslony tj od
          wrzesnia do konca sierpnia, wiec nie ma pewnosci zadnej, a to Ci chyba
          potrzebne jesli masz kredyt. Poza tym ostatnio duzo slysze o redukcji etatow,
          zwiazanych z nadchodzacym 'nizem'. Jesli chcesz zarobic porzadnie i utrzymac
          kredyt, nie szukaj pracy w szkole, tu sie nie dorobisz. Pomysl czy az tak zle
          Ci jest w biurze? Pomysl o wszystkich plusach (a na pewno takowe sa)...
    • ninka25 Re: dylemat 28.02.06, 12:25
      Wykasowało mi cały post... nevermind. Pisałam właśnie, że uczyłam na kursach i
      nidgy więcej. W moim mieście stawka to 20 zł brutto, dojazdy 5 zł, grupa
      złożona z dwóch różnych grup - jedni kończyli drugą książkę, inni zaczynali
      pierwszą. Nie. Nie, nie, nie i nie. To już wolę wziąć więcej korepetycji.
      • cytryna76 Re: dylemat 28.02.06, 21:10
        Ucząc języka obcego w przeciętnej szkole publicznej masz dokładnie to samo!
        Kilka osób chodzi prywatnie na korepetycje i umie całkiem sporo, parę osób
        chciałoby się czegoś nauczyć, choć są daleko z tyłu za tymi pierwszymi, innym
        to "zwisa i powiewa", a jeszcze inni sa zbyt słabi, aby nauczyć się
        czegokolwiek. Co najmniej jeden ma ADHD i nie usiedzi w ławce dłużej niż 30
        sekund. Cokolwiek byś nie zrobiła, i tak nie wypali. Dostosujesz poziom do
        tych umiejących, reszta się nudzi. Zaniższysz poziom, ci umiejący buntują się,
        że to dla nich za łatwe. Ci niezainteresowani w każdym przypadku będą ci
        intensywnie przeszkadzać. Co więcej, jeśli liczba uczniów w klasie wynosi mniej
        niż 24 osoby, masz lekcje bez podziału na grupy. I tak na przykład "uczę"
        angielskiego dwie 22-osobowe klasy gimanzjalistów. Dodaj do tego brak
        podręczników i ćwiczeń (ma je jakieś 50% klasy), brak dostępu do darmowego
        ksera. Można oszaleć.
      • steppenwolff1 szkoły językowe... 28.02.06, 22:42
        są szkoły, w których płacą 17 zł i takie, w których możesz zarobić 35. Ja
        jestem z niewielkiego miasta i mam tę drugą stawkę (za 45 min.), przy
        komfortowych warunkach pracy. Pracuję też za 26, ale to z jednym uczniem
        zajęcia indywidualne. Z doświadczenia wiem, że do tych szkół za 17 PLN brutto
        biorą prawie każdego lektora, który będzie miał ochotę - nawet jeżeli ma tylko
        certyfikat. Myślę, że bez problemu mogłabyś pracować za dużo więcej, trzeba
        tylko poszukać. Dodam, że do mnie szkoła zgłosiła się po 8 miesiącach od
        złożenia LM i CV.

        pozdrawiam
        Anna
        • ninka25 Re: szkoły językowe... 01.03.06, 13:56
          Sęk w tym, że ja te 30 zł to wolę sobie zarobić nie wychodząc z domu, na
          korepetycjach u mnie, bez dojazdów i bez stresu, że jak mnie dyrektor zatrzyma
          po pracy, bo znowu się okaze, że jest coś pilnego do roboty, i ze wtedy nie
          zdązę. Wątpię, żebym w szkole miała dokładnie to samo: grupa osób po nauce
          blisko trzyletniej i grupa osób ledwo składających litery? O ile pamiętam, u
          mnie w szkole podzielono klasę na tych, co języka się uczyli ( i czegoś się
          nauczyli, co wykazał test) i na zieleninki. Tu miałam sytuacje dokładnie
          odwrotną, co bynajmniej nie zmienia faktu, że w dalszym ciągu zastanawiam się,
          czy uczyć czy nie... 800 zł, ok. Przez pierwszy rok! Ech, po prostu muszę
          jeszcze pomyśleć...
          • steppenwolff1 Re: szkoły językowe... 01.03.06, 15:29
            > Sęk w tym, że ja te 30 zł to wolę sobie zarobić nie wychodząc z domu, na
            > korepetycjach u mnie, bez dojazdów i bez stresu
            doświadczenia z korepetycji mam takie, że ludzie sobie po prostu czasem olewają
            sprawę - i nie przychodzą, nie informując o tym wcześniej. Z kilku takich
            delikwentów już rezygnowałam, ale niestety tym samym z dochodu...w szkole jęz.
            mam pewność, że jak nikt mi zajęć nie odwoła, to będę je miała na pewno. A poza
            tym za korepetycje z j. niemieckiego w moim mieście ciężko wziąć więcej niż 20-
            25 zł. Był taki okres, że jak ludzie się dowiadywali, że biorę 20, to odkładali
            słuchawkę zrezygnowani...Poza tym w dobrych szkołach językowych masz grupy
            jednolite - np. od postaw, grupa certyfikatowa, średniozaawansowana...nie wiem,
            co to za szkoła wrzuca ludzi z różną znajomością języka do jednego worka. A że
            w szkołach państw. grupy jednolite? w gimnazjach nie, ponieważ nie masz często
            w ogóle podziału na grupy. Uczę w szkole średniej i z tą jednolitością grupy
            też różnie bywa...

            w dalszym ciągu zastanawiam się,
            > czy uczyć czy nie... 800 zł, ok. Przez pierwszy rok!
            a potem przez 5 lat (2 lata obowiązkowej przerwy stażowej i 3 lata stażu na
            mianowanego) nieco ponad 900 zł. za cały etat. Normalnie w szkole zaczyna się
            zarabiać obecnie po 6 latach pracy.

            pozdrawiam
            Anna
            • cytryna76 Re: szkoły językowe... 01.03.06, 15:53
              No właśnie. Podział na "zieleninki" i zaawansowany praktykowany jest w dobrych
              szkołach, głównie ponadgimanzjalnych. W gimnazjum jeśli w ogóle jest podział,
              to na grupę dziewczyn i chłopaków. Gdy chłopcy mają w-f,dziewczynki język i
              odwrotnie. Rzadko który dyrektor zgadza się inaczej, głównie z powodów
              organizacyjnych właśnie. No i masz 8 dziewczyn, a potem 18 chłopaków -
              oczywiście mixed abilities. Poza tym podział na grupy zaawansowane i
              początkujące jest sprzeczny z duchem reformy, który na poziomie gimnazjum
              zakłada "wyrównywanie szans"i walkę z selekcją klasową. Wiem, że to paranoja,
              ale tak właśnie jest. A obecna szkoła coraz mniej przypomina tą, do której
              chodzilismy...
              • ninka25 Re: szkoły językowe... 10.04.06, 09:21
                no dobra, dobra...
                Wracam po kilku tygodniach przemysleń i bicia się z myślami. Przzzesądził fakt,
                że z moich wyrobionych (w biurze) 49 nadgodzin nie będę mogła wyrobić
                wszystkich. Czuję się upokorzona faktem, że muszę o każdy jeden dzień wolny 9po
                świętach wtorek) błagac na kolanach prawie. Mam dość. DOŚĆ!!!
                Jestem zmęczona. Ja wiem, że stres, że praca w domu, że sprawdzanie testów,
                wypracowań i klasówek. Ale ja chcę wreszcie mieć porządne WAKACJE, a nie
                dwutygodniowy urlop. Nie chcę przychodzić 2 maja i 16 czerwca do pracy. Nie
                chcę pracować tego oktresu pomiędzy świętami a nowym rokiem.
                Szukam teraz miejsca w liceum w Gdańsku, niestety jako polonistka, bo włoskiego
                w Gdańsku nie ma nigdzie, może jak się zaczepię jako polonistka to łatwiej
                będzie dyrektora przekonać do nowego języka. Po prostu - dość...
                • ninka25 Re: szkoły językowe... 27.04.06, 20:42
                  I malutki ciąg dalszy... złożyłam CV, wcześniej dzwoniłam do szkół, w
                  większości słyszałam, że "złożyć zawsze można", ale faktycznie okazało się, że
                  nieco entuzjazmu wprowadził mój włoski. Acha, nie mówię o składaniu dosłownym -
                  w koncu kiedy ja wychodzę z pracy, szkoły są już pozamykane... wysłałam
                  poczta. I teraz tylko modlę się, żeby mnie zaprosili gdzieś na rozmowę. I żeby
                  jeszcze to było w takim terminie, żebym nie była sama w biurze, bo inaczej to
                  przecież nie wyjdę! Mam nadzieję że będzie dobrze.
                  I mam nadzieję że uda mi się powstrzymać a nawet odwrócić denerwujący a ciągły
                  proces prostowania się zwojów.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka