Moi mili wzięłam wczoraj udział w takim panelu zorganizowanym przez ludzi, którzy są zaangażowani w ideę damskich "końcówek"

W nazwach funkcji i zawodów.
Przyznam się, że idea jest dla mnie abstrakcyjna, mnie jako kobiecie lata, czy ktoś będzie mnie nazywał panią redaktor, czy panią redaktorką (np.), ale ok - wysłuchać warto każdego.
No i państwo owi zachwycają się "ministrą", co dla mnie brzmi dość dziwacznie jako określenie kobiety - ministra, ale niechże będzie. Z tym, że idą dalej: nie pani wójt, ale pani wójcino. O ile mnie wiadomo to "wójcina" to dawniej - zona wójta. Ale ok, dawniej kobiety nie bywały wójtami, teraz bywają wiec to można by zapożyczyć. Ale już "sekretarka" jako pani sekretarz miasta mnie zwyczajnie raziła - bo w języku polskim funkcjonuje przecież nadal ta nazwa dla zawodu odmiennego od funkcji sekretarza miasta. Podobnie razi mnie "cukierniczka" - na panią wykonującą zawód cukiernika, bo kojarzy się z naczyniem na cukier.
Sztucznie i dziwacznie dla mnie brzmia: prezydentka, ministra, premiera (!), senatorka - jednak no zdaje sobie sprawę, że to sa moje ograniczenia wynikające z takiego, a nie innego wyuczenia nazewnictwa. Bo przecież nie razi mnie przewodnicząca, czy radna.
Jest jeszcze jedna kwestia - kwestia zwracania się bezpośrednio. O ile bez problemu można napisać "dyrektorka, rzeczniczka, redaktorka, posłanka, prokuratorka itd." to już zwracać się bezpośrednio tak nie za bardzo moim zdaniem wypada.
Pozostaje jeszcze kwestia tytułów naukowych i stopni wojskowych/resortowych. Do panelu zaproszono m.in. panie właśnie resortowe

i moją przyjaciółkę przedstawiono: " Pani XY, rzeczniczka Q (ujdzie), majorka(!)" - ło matko

- to już naprawdę brzmiało łokropecnie

inna kolezanka była "komisarką" - dla niewtajemniczonych jest oficerem prasowym policji w st. komisarza. Do jeszcze innej zwracano się "pani doktorko" - kobita z tytułem naukowym doktora.
Gdy ktoś z nas zwracał się z meską "końcówką" - pani redaktor, major, komisarz, doktor był poprawiany. To nie było łamanie zasad SV, bo ten panel miał m.in. na celu pokazanie nam, jak bardzo jesteśmy przywiązani do tych męskich nazw funkcji, stopni i zawodów, wiec to było zamierzone. ALE prowadzący przyznali, że zawsze, gdy ktoś się do nich lub przy nich zwraca "po mesku" do pań, to także poprawiają. Nie na takich warsztatach, czy panelach, tylko także poza nimi.
Czy tak jest Waszym zdaniem grzecznie?
Z jednej strony mamy ideę i próby jej szczepienia w naszym jezyku, z drugiej przyjęte nazewnictwo, z trzeciej panie, które chciałyby nazywania ich funkcji cz zawodu i zwracania się doń "po kobiecemu", ale z czwartej panie, które tego nie chcą- sama spotkałam się z niezadowoleniem pani, której wypowiedź przytaczałam w tekście pisząc "mówi dyrektorka MOPS w X" - pani wołałaby dyrektor.
Czy sadzicie, ze idea "ukobiecenia" zwalnia z zasady niepoprawiania innych?
i tak całkiem
PS.

Co Wy sądzicie o tych kobiecych kocówkach ?