Ostatnio byłam świadkiem następującej sytuacji: pewną placówkę odwiedził wojewoda w ramach uroczystości. Po tejże było mniej oficjalne spotkane typu szwedzki stół itd. Przy tejze okazji jeden z zastępców szefa placówki zagadnął wojewodę w temacie pewnego projektu realizowanego przez placówkę i problemów z tym związanych. Problem polegał na tym, że wojewoda nic do tego nie miał, nad projektem nadzór ma marszałek województwa. Najwyraźniej zastępca szefa placówki albo się w tym nie orientował, albo myli te dwie funkcje i ich kompetencje. Tak czy owak wojewoda wyraził żal, że sa te problemy, ale powiedział wprost, że on niestety niewiele na temat wie i niewiele może pomóc, bo sprawa lezy w gestii zarządu województwa.
Tę wymianę zdań słyszało pare osób. I teraz zdania są podzielone. Cześć uważa, że to zastępca szefa placówki zachował się niegrzecznie, bo nie dowiedział się zawczasu za co odpowiada w zakresie placówki wojewoda i wypalił do niego calkiem nie w temacie, czesc natomiast, że niegrzecznie zachował się wojewoda, bo wytknął rozmówcy niewiedzę.
Ja jestem bliżej opcji nr 1

- może nie tyle zastepca zachował się niegrzecznie, co objawił brak kompetencji i wiedzy, którą mieć niewątpliwie powinien. No, ale przyjmijmy, ze pomylić się każdy może

. Wojewoda natomiast słusznie i grzecznie sprostował nieporozumienie. Dodam, że nie komentował niewiedzy rozmowcy, tylko jak wspomniałam wyraził żal, że nie może pomoc gdyż ...
A jak Waszym zdaniem? Czy w sytuacji w której ktoś pyta/zagaduje o coś co jest poza naszymi kompetencjami wypada sprostować wiedzac, że ta osoba osmiesza się niewiedza w temacie?