kora3
25.01.16, 14:52
Sytuacja trochę moim zdaniem podobna do tej z watku o absencji dziecka w szkole.
Otóż moj kolega z bardzo poważnej instytucji otrzymał pismo z prośbą o wyjasnienie pewnej kwestii.
Ciekawe jest to, że porządek prawny nie przewiduje skladania jakichkolwiek wyjaśnień tej instytucji w rakim hmm dziwnym trybie. Jeszcze ciekawsze jest to, że pismo co prawda było podpisane przez konkretna osobe i z pieczątką, a takze wysłane z nagłowkiem instytucji, ale nie zawierało zadnego pouczenia w jakiej formie oraz w jakim czasie od otrzymania pisma kolega powinien owe wyjaśnienia złożyć. Pozwolił sobie wiec zadzwonic o tej instytucji poszukujac autora pisma.
I tu jeszcze ciekawsza sprawa - autor tegoz bardzo niemile się zdziwił, ze kolega ośmiela sie dzwonić i pytać jak i w jakim terminie powinien te wyjasnienia złożyć. Poinformował, ze oczywiscie pisemnie i w terminie oczywiscie do 7 dni od otrzymania pisma. Kolega wspomniał, że przeprasza, ale brak było tej onformacji w piśmie i dlatego dzwoni i pyta. Dowiedział sie, ze "powinien to wiedzieć". Skad u licha skąd? Tym bardziej skad, skoro jak po fakcie potwierdzili mu prawnicy z którymi się konsultował NIE MA w polskim porzadku prawnym takiej formy składania wyjasnien przed tą instytucją. Kolega nie chciał zaszkodzić nie tak sobie, co osobie, które sprawa dotyczy. Za namowa prawników odpowiedział oględnie na zadane pytania i zadeklarowal chcę złożenia osobistych wyjasnień przed instytucją.
Ale niesmak pozostał.
Bo jego zdaniem autor pisma nie tylko przejawił brak kompetencji, ale i kultury. M.in. poprzez wynurzenia, że "powinien to wiedzieć", a takze niedbałe przygotowanie bezprawnego skadinąd pisma. podzielam jego poglad, a Wy ?