bene_gesserit
09.07.16, 14:13
Dwa osobne problemy - w tym jeden nie mój - połączone jednym urządzeniem.
Pierwszy - czy, jeśli bywacie w kawiarniach, nie macie wrażenia, że widok towarzystwa/pary które ze sobą rozmawia, odchodzi do przeszłości? Bywam na kawie/posiłku co najmniej trzy razy w tygodniu i od co najmniej pół roku (może właściwie roku) obserwuję, że grupki ludzi do 30-tki przez pierwszy kwadrans (góra dwa) rozmawiają ze sobą, żeby potem z prestidigitatorską zręcznością wyciągnąć smartfona i zatopić się w nim, od czasu do czasu pokazując ewentualnie coś innym. Ostatnio grupa pięciorga 20-latków siedziała tak półtorej godziny. Mi to nie przeszkadza, bo w sumie miło, kiedy w kawiarni jest cicho, ale zachodzę w głowę, w jakim celu oni się właściwie spotykają? Tajemnicza sprawa, w dodatku nie objęta jeszcze s-v. Droga redakcjo, czy to zgodne z s-v?
Druga sprawa - ostatnio kilka razy jechałam autobusem, i to na dłuższych trasach. Nie było właściwie minuty, w której w autobusie ktoś nie rozmawiałby przez komórkę. I to nie były krótkie komunikaty, ale typowe telefoniczne pogaduchy - obrabianie de szefowi i po kolei wszystkim kolegom z działu sprzedaży; wymienianki, ile to ja nagotowałam, a oni zjedli (wyliczyłam, że około dwóch kilogramów jedzenia na głowę - opowieść trwała niemal 20 minut, zakończona puentą w postaci listy środków wspomagających trawienie), że maleństwu się ciągle odbija i żona szaleje z tego powodu, a może by o siebie zadbała oraz jeden nader plastyczny opis komplikacji po operacji powiększenia piersi. Oprócz ostatniej opowieści wszystkie były przygnębiająco trywialne, a wszystkie - nader osobiste.
I teraz tak: przesiądnięcie czy przemieszczenie się nic nie da - po pierwsze, w autobusie słabo słychać, więc z reguły rozmowy są bardzo głośne, po drugie - syndrom jest zaraźliwy - jeśli jedna osoba rozmawia, z reguły komórkę wyciąga po jakimś czasie druga. Rozmowy są na tyle głośne, że nie sposób ich uprzejmie 'nie słyszeć' to się przebija przez wszystkie sposoby odwracania uwagi. Słuchawek nie lubię. Co robić, oprócz, oczywiście, bezwarunkowego powrotu do samochodu?
I czemu, na litość boską, ci ludzie się nie wstydzą?