default
29.07.16, 13:22
Jak odbieracie taką sytuację : koleżanka z pracy ma danego dnia imieniny. Ale ogólnie wiadomo, że ich nie obchodzi, nie przywiązuje do tego wagi, często wręcz zapomina, a ponadto generalnie nie przepada za tego typu świętowaniem w pracy (czy to swoim, czy cudzym).
Jednak sporo osób uważa, że imieniny to imieniny, trzeba kupić kwiat, złożyć życzenia, nieważne, czy dana osoba takie święto uznaje czy nie - no i oczywiście zjeść potem jakąś czekoladkę czy ciastko. Więc zaraz z rana zawiązał się "komitet składkowy" i wysłano ochotnika po zakup kwiatów, po czym cała grupa wtargnęła do pokoju kompletnie zaskoczonej solenizantki (znowu nie pamiętała, że to dziś) z życzeniami, całusami i uściskami.
Moim zdaniem było to pewnego rodzaju wymuszenie (nikt oczywiście nie domagał się na głos ciastek, ale wisiało jakieś takie oczekiwanie w powietrzu). Wiem, że dziewczynie było bardziej głupio niż miło. Niestety, moje zdanie na ten temat (żeby nie robić hecy, skoro ona za tym nie przepada) zostało zignorowane, więc dołożyłam się do tego kwiatka, skoro już ma być od wszystkich. Ale uważam, że imieniny to nie jest jakiś obowiązek i jeśli wiadomo, że ktoś ich nie obchodzi, to po co robić taki cyrk ?
I jeszcze - czy sądzicie, że w tej sytuacji koleżanka powinna pobiec do najbliższej cukierni i jednak te ciastka przynieść ?