fioletowoniebieska
01.07.18, 19:00
Do założenia tego wątku natchnął mnie wątek o TWA, zostały tam wymienione osoby, które opisują sytuacje i relacje "ze swojego podwórka", czyli Kanady, USA, UK, Holandii i innych.
No właśnie..., jak to jest w Waszych krajach w których aktualnie mieszkacie?
Oczywiście zależy mi na zdaniu Polaków mieszkających w Polsce, a także obcokrajowców mieszkających w Polsce.
Savoir-vivre określa zasady butow w gościach w bardzo przejrzysty sposób. Ale uderza mnie w podejściu ludzi ich hipokryzja i krótkowzroczność.
Mianowicie, uważają się za ludzi savoir-vivre, bardzo obytych z kulturą bo kierują się zasadą wchodzenia do czyjegoś domu w butach, zaś o reszcie "przepisów kodeksu etyki" zapominają.
Moim zdaniem jak chcesz uchodzić za człowieka kulturalnego, to oprócz butów, pamiętaj, że gość ma prawo palić papierosy w domu, ma także stosować się do zasad przechodzenia na ty, ma także stosować się do regulaminu stroju i zachowania przy stole, etc.
Jeśli ktoś mówiąc brzydko jest w większości zachowań chamem, a uprze się na tę jedną zasadę wchodzenia w butach do kogoś to koło savoir-vivre on nawet nie stał, jest po prostu idealnym przykładem prostaka i ignoranta.
I tak, savoir-vivre to przede wszystkim szlachetność, empatia, więc jeśli gospodarze mają małe mieszkanie, salon to tak naprawdę salono-jadalnio-sypialnio-gabineto-bawialnia dzieci, do tego np w domu jest jedna łazienka z wc, małe dzieci, miękkie jasne dywany, a gospodarz zaprasza nas będąc sam w kapciach lub boso, to człowiek savoir-vivre powinien wznieść się ponad sztywne zasady i okazać empatię, elastyczność a także być spostrzegawczym, okazać także szacunek do gospodarza i jego domu i panujących w nim zasad/warunków i zdjąć buty.
Poza tym, ażeby kultywować ten zwyczaj w prawidlowy sposób, winno się mieć takie obuwie, które zakładamy tylko na specjalne okazje, wprost z mieszkania wchodzimy do garażu, wsiadamy w auto, następnie wysiadamy pod domem gospodarza i takim obuwiem raczej mu niczego nie zabrudzimy.
Druga wersja, czyli dla tych co jednak jadą komunikacją miejską, gospodarz mieszka np w bloku albo daleko od przystanku, gość zabiera obuwie zmienne na np miękkiej skórzanej podeszwie, wszak nie wszyscy mają wszędzie kafelki, a parkiet, panele, linoleum, które łatwo porysować, porobić odciski lub przedziurawić np butami "szpilkami" lub butami z tzw "traktorem" na podeszwie.
Owszem znam domy, gdzie jest strefa dzienna i nocna, czyli ta bardziej prywatna, tam goście się nie pchają, łazienka z jasnym dywanikiem na ktorym staje bosa stopa domownikow tuż po kąpieli jest nieskalany brudnymi butami, goście chodzą więc w butach jedynie po salonie, ewentualnie kuchni, no i sieni/przedpokoju, wc. I to jest zrozumiałe.
Jednak znam domy (w tym mój na tę chwilę), gdzie niestety mam jedną łazienkę, a salon to tak naprawdę nasza sypialnia, jadalnia, pokój telewizyjny, pokój dziecięcy (wszak młodsza dziecina mała, a starsza prawie dorosła, więc nie wyobrażam sobie "wstawić" malucha do 16 latka), bawialnia, siłownia (dużo miejsca na środku pokoju do wykonywania gimnastyki), gabinet - bo i komputer i laptop jest tu używany.
Mam panele co by w stopy było ciepło, jedyne kafelki to łazienka i kuchnia. W łazience dywanik po którym stąpamy bosą stopą, w pokojach dywaniki, miękkie jasne (turlamy się z maluchem, ćwiczę), dywanik dziecięcy (maluch tam siada, kładzie sie, turla, bawi, a i często coś mu upadnie z żywności więc zjada z dywanu chrupki, owoce, liże i ślini klocki z podłogi, ciumkoli smoka który kilkaset razy dziennie ląduje na dywanach i panelach. No takie zwykłe codzienne życie.
Osobiście nie wyobrażam sobie, kogoś w butach, bo to tak jak jakby wpuścić gościa do strefy prywatnej w dużym domu i pozwolić mu łazić w butach po sypialni, łóżku, prywatnej łazience. Może zmienię zdanie gdy za kilka lat postawimy dom i będzie miał on podział na część otwartą dzienną i prywatną nocną, a maluch nie będzie maluchem tylko dzieckiem które nie będzie froterować podłóg swoim ciałem.
Skoro małe dziecko ma rozszerzone terytorium, bo często je coś z podłogi, liże i ładuje do buzi różne przedmioty z podłogi, turla się i tarmosi po niej, to gdyby ktoś chodził w butach to tak jakby nam dorosłym wszedł tymi butami na sofę, fotele i stół, bo na nich leżymy, siedzimy a na stole jemy, trzymamy ręce a i nierzadko gdy z talerza spadnie kawałek ciasta to też go zjemy ze stołu.
Kolejna sprawa, savoir-vivre jedno, życie drugie.
Nikt nie pomyśli, że podeszwa ma jednak dużo więcej bakterii niż nasze ręce, czy ubrania które mogą ulec zabrudzeniu bo gdzieś się oparliśmy, usiedliśmy, etc.
Jednak to ziemia po której chodzimy w butach zawiera w sobie mase kurzu, ziemi, kamyczków, błota, sierści, plwocin, wymiotów, kału, moczu, i świeże i zaschnięte, a nawet spermę, resztki zwlok ptaków i innych zwierząt typu szczury, koty, psy, etc., różne chemikalia, smary, oleje, ropa, benzyna, i wiele innych.
Czy naprawdę takie bakterie chcemy komuś zostawić na ich dywanie?
Nie sądzę by czyjeś skarpetki zawierały taki zestaw brudu, bo jednak nie w skarpetkach a w butach ludzie chodzą po ulicy.
I uważam, że skoro ktoś się uprze i koniecznie chce wejść w takich butach, to powinien mi pozwolić palić u niego w domu. Bo skoro wg niego, mogę sobie podlogę umyć a dywan odkurzyćclub uprać, to on może sobie przewietrzyć mieszkanie ze smrodu nikotyny, a nawet uprać firanki, zasłonki lub narzuty na sofie, a nawet odmalować ściany jeśli uważa, że po nikotynie zostanie żółty nalot. I tak właśnie tłumaczę takim upartym na wchodzenie w butach.
A jakie jest wasze zdanie?