Dodaj do ulubionych

parapetówka - ratunku

23.11.06, 23:11
Witajcie, tak jak już pisałam wcześniej mam 21 lat. W styczniu dostanę od
rodziców własne nowe mieszkanie. Niestety mieszkanie będzie 20 metrów od
obecnego i co chwilę słyszę od sąsiadów głupie zagaduchy o zaproszeniu na
parapetówkę.
DOdam, że jestem osobą ceniącą spokój i nie lubię robić imprez w domu. Trochę
się stresuje wizją wizyt codziennych. Mieszkanie pewnie nie będzie szybko
umeblowane, więc zastanawiam się nad tą wymówką. Denerwuję się też, bo mam
dość oryginalny i skromny styl i nie mam zamiaru słucać ocen innych, a potem
znaleźć kopię swojego mieszkania u innych.
Czy wypada powiedzieć ludzią, że zaproszę, jak wszystko dokończę? I czy w
ogólę muszę kogoś zapraszac jak nie mam ochoty.
Obserwuj wątek
    • aiczka Re: parapetówka - ratunku 24.11.06, 09:55
      Moim zdaniem nie musisz nikogo zapraszać.
      Nazwa "parapetówka" pochodzi od tego, że urządza się ją w mieszkaniu
      "urządzonym" tylko parapetami. Może więc, jeśli czujesz dużą presję, zorganizuj
      imperezę zanim "wszystko dokończysz" (unikniesz oceniania i kopiowania).
    • uu1 Re: parapetówka - ratunku 24.11.06, 11:13
      > I czy w ogólę muszę kogoś zapraszac jak nie mam ochoty.
      Z całą pewnościę nie musisz. Życzę Ci dużo spokoju we własnym domu. smile
    • panisiusia Re: parapetówka - ratunku 24.11.06, 13:12
      Wiesz co, może jednak warto wykorzystać to, że masz sąsiadów, którzy się Tobą
      interesują. Być może sugeruję się własnymi doświadczeniami, ale uważam, że to
      bardzo ważne by mieć znajomych nie tylko wśród rówieśników. Mam wrażenie, że
      sąsiada traktuje się jak kogoś z rodziny. Może oni naprawdę interesują się Twoim
      losem, cieszą się, że dziewczynka, którą znali wyrosłą już tak, że zaczyna
      samodzielne życie, czują się w jakiś sposób uczestnikami Twojego życia...
      Jeśli boisz się oceniania, obgadywania - cóż, jeśli nie zaprosisz i tak będą
      gadać, tyle że źle. A tak możesz pokazać, że zależy Ci na dobrych stosunkach z
      nimi a przy okazji zrobić imprezę na której wszyscy(albo większość)sąsiedzi będą
      się mogli spotkać.
      Może zrób imprezę zanim umeblujesz mieszkanie. Poproś każdego, kto tak bardzo
      chciał parapetówki o pożyczenie krzesła, stołu itp.
      Styczeń jest miesiącem ogólnie imprezowym, więc w ramach karnawału możesz
      poszaleć, zrobić coś, czego jeszcze nie było(albo od dawna nie było).

      O czysto praktycznych powodach posiadania sąsiadów, z którymi żyje się w
      przyjaźni chyba nie muszę pisaćwink
    • e._ Re: parapetówka - ratunku 24.11.06, 17:44
      Jeśli robić, to wyłącznie w mieszkaniu umeblowanym TYLKO parapetami. jeżeli nie
      masz ochoty, by goście siedzieli długo, nie dawaj żadnych krzeseł, zwołaj
      spotkanie o 17, podaj napoje gorące w kubeczkach jednorazowych, coś słodkiego i
      butelkę szampana (lub dwie, zależnie od ilości gości). W ten sposób dajesz do
      zrozumienia, że nie masz ochoty gościć ich na całonocnej, hucznej popijawie "do
      upadłego".
      Ale moim zdaniem wogóle nie ma takiego obowiązku. To po prostu zwyczaj który
      może się podobać ale nie musi.
      Mnie akurat nie zachwyca.
    • alka_xx parapetówka - ratunku 24.11.06, 17:54
      a może Ty wogóle nie lubisz ludzi?
      skoro stres związany z wizytami znajomych przesłania Ci
      radośc z własnego mieszkania, to chyba cos jest ...nie tego...
      bo i argumentacja jest tez ...nie tego

      • pudelek123 Re: parapetówka - ratunku 24.11.06, 18:14
        Lubię ludzi i dodam, że jestem duszą towarzystwa, ale męczy mnie przesiadywanie
        innych ludzi. NIe wszyscy liczą się z moim czasem, a ja uważam, że wizyta
        powinnna być nie za długa i nie nużąca. Jak ja do kogoś wpadam z wizytą to
        jestem max. godzinkę i pytam sie ludzi czy nie mają innych planów.
        Poza tym dośc dużo pracuję i studiuję i naprawdę jest to dla mnie męczące. Na
        dodatek jeszcze studiuję zaocznie i co 2 wekend nie ma mnie w domu.
        DOdam, że mieszkanie będzie dość małe i wszyscy na raz na pewno nie przyjdą. Nie
        zrobię parapetówki, nie pijam alkoholu itp. Ale na pewno pozapraszam w ciągu
        wekendu na herbatkę i konwersacje, jak już będzie trochę mebli.

        Nie wiem czy dobrze mnie zrozumieliście, ale męczą mnie po prostu wizyty innych.
        W moim mieszkaniu chcę czuć sie swobodnie, chodzić w podkoszulku i powyciąganych
        dresach.
        Ostatnio zaprosiłam zaprzyjaxnione małzeństwo, pytałam się 3 razy o godzinę na
        którą przyjdą. Odpowiedzieli - nie czekaj na nas, powinniśmy być między 16 a 19....

        • pudelek123 Re: parapetówka - ratunku 24.11.06, 18:18
          aha i jeszcze jedno - powiedziałam, że stresują mnie wizyty, ponieważ w
          większości moi sąsiedzi to ludzie, którzy nie rozumieją, ze inni maja inne
          zajęcia niż sprzątanie cały dzień mieszkania.
          Do tego nie potrafią się zachować i dziwią sie na głos dlaczego nie kupuję
          kredensów i kryształów - przeciez to wygląda tak dostojnie.
          A u mnie tylko te książki i książki wszędzie.
          Mdleją na widok plamki na regale i piej sierści na sofie. A potem całe osiedle o
          tym wie.
          • uyu Re: parapetówka - ratunku 25.11.06, 00:18
            Pudelku,
            jakze ja ciebie rozumiem smile) Lubie ludzi ale nie nachalnych. Nie daj sie wrobic
            w szampany, alkohole i inne cuda. Kazdemu kto chce sluchac tlumacz, ze "moj dom
            to moja twierdza". Jesli juz nie da sie uniknac najazdu, zrob to w zupelnie
            pustym mieszkaniu. Podaj wode mineralna i soki, bo nie pijesz, mloda jestes i
            jestes na tzw. "dorobku".
            Potem nie wpuszczaj do domu pod zadnym pozorem, bo sie zalegna i nie bedziesz
            miala chwili dla siebie, bo "to czytanie to tylko oczy psuje a ksiazki kurz
            magazynuja".
            trzymaj sie smile)
            • quba Re: parapetówka - ratunku 25.11.06, 09:22
              . Kazdemu kto chce sluchac tlumacz, ze "moj dom
              >
              > to moja twierdza". Jesli juz nie da sie uniknac najazdu, zrob to w zupelnie
              > pustym mieszkaniu. Podaj wode mineralna i soki, bo nie pijesz, mloda jestes i
              > jestes na tzw. "dorobku".
              > Potem nie wpuszczaj do domu pod zadnym pozorem, bo sie zalegna
              • uyu Re: parapetówka - ratunku 25.11.06, 12:10
                quba pisze po uprzednim zacytowaniu mej wypowiedzi:
                "tylko nie zdziw sie kiedy bedziesz mila lat 48+ ze nie ma nikogo zyczkiwego
                wokol Ciebie
                Wszyscy mamy jakieś swoje przywary i niekoniecznie to znaczy, że trzeba
                pielęgnować w sercu dawne urazy i odświeżać je bez końca."

                Przeczytaj moj tekst uwaznie a zauwazysz, ze nie ma w nim mowy o urazach. O
                czym ty piszesz?
                Za to jest mowa o tym, ze nie nalezy ulec presji, bo inaczej nie bedzie miala
                zadnego prywatnego zycia. Nie jest napisane, ze ma na sasiadow szczekac, gryzc
                ich i kopac. Jest napisane, ze ma ich trzymac na dystans.
                48 lat swietowalam 5 lat temu w licznym gronie przyjaciol. Poinformowanie
                ludzi w taktowny sposob o tym, ze wiedziemy nasze zycie tak jak to nam
                odpowiada, a nie tak jak to oni sobie wyobrazaja, nie prowadzi do utraty
                przyjaciol. Wrecz przeciwie smile))
    • brunosch Re: parapetówka - ratunku 26.11.06, 11:23
      > co chwilę słyszę od sąsiadów głupie zagaduchy o zaproszeniu na
      > parapetówkę.

      Takie zagadywanie nic nie oznacza, a już na pewno nie jest wpraszaniem się na
      imprezę.
      Jeśli kiedyś zdecydujesz się i zrobisz jakąś parapetówkę, to masz prawo
      ograniczyć się wyłącznie do swoich najbliższych przyjaciół. Nie masz obowiązku
      spraszać praktycznie obcych Ci ludzi - sąsiadów, panią z kiosku, staruszkę z
      pieskiem - tylko dlatego, że kiedyś do Ciebie zagadali.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka