Dodaj do ulubionych

Stranded on home shore...

20.02.05, 12:04
Dziś polski eksport budownictwa praktycznie nie istnieje, kto się "załapał"
do jakiejś zachodniej firmy, ten miał szczęście, mnie się to nie udało...
Polskich lekarzy i pielęgniarek też jakby ubywało na Bliskim Wschodzie.
Geodeci też jakby znikli (pomijam Libię)...

Te kilkadziesiąt tysięcy wykształconych ludzi musiało gdzieś się podziać. Jak
się urządziliście w nowej Trzeciej Rzeczypospolitej? Może ktoś napisze o
dziesiejszym dniu b.ME Expatriate'ów, skoro nie chcecie pisać o przeeszłości?
Obserwuj wątek
    • chaladia Re: Stranded on home shore... 22.02.05, 20:01
      Jak się nikomu pisać nie chce, to może ja coś wystukam...

      Z Sudanu wyjechałem na przełomie 1991/2 roku bez przekazania mojej "działki"
      komukolwiek, bo nikt z ówczesnych pracowników budowy nie posiadał jednocześnie
      dostatecznej znajomości języka, obsługi komputera, wiedzy inżynierskiej i
      handlowej (quantity surveyorem byłem, a tego w Polsce nikt nigdy nie uczył).
      Pojechałem więc do kraju szukać sobie zmiennika. Za tę uprzejmość dostałem
      pracę w centrali "Budimexu", co było bardzo dobrym startem w życie w
      rzeczywistości RP3. Zmiennika, a właściwie zmienniczkę udało mi się znaleźć
      dość szybko, podszkoliłem dziewczynę trochę w kraju i zawiozłem ją do Sudanu.
      Gdy przyjechaliśmy szok był spory, bo postarałem się, żeby nikt za dobrze nie
      wiedział, jak wygląda mój zmiennik (tzn. wiadomo było, że to kobieta). Rzecz
      polegała na tym, że dizewczyna poza zupełnie przyzwoitą wiedzą inżynierską,
      jaką-taką znajomością angielskiego i komputera była bardzo ładną blondynką...
      Przez jakiś czas pobyłem jeszcze w Sudanie na delegacji, przekzaując stanowisko
      i na koniec szczęśliwy wróciłem do kraju.

      Wówczas byłem głęboko przekonany, że niewiele czasu upłynie i znowu pojawi się
      jakiś fajny kontrakt gdzieś w świecie, do tego na "zachodnich" stawkach - jako
      że w kraju zarabiałem coś około 1000 USD i moje poprzednie PRL-owskie stawki
      już by mnie nie interesowały.
      ----------cdn.
      • chaladia Re: Stranded on home shore... 22.02.05, 22:30
        cd.
        zapowiadały się jeszcze jakieś roboty w Syrii wpierw wspólnie z Elektrimem-
        Megadexem jakaś elektrownia, potem z Mitsubishi HI, ale nic z nich nie wyszło,
        a szkoda.
        Próbowałem załapać się na własną rękę lub z pomocą Geopkartu do Lahmeyera do
        Egiptu, ale oferowali pieniądze niemal mniejsze, niż wówczas G.Tuderek płacił w
        kraju. Spróbowałem pojechać do Niemiec - jakoś przetrwałem tam rok, bo wstyd
        było uciekać z podwiniętym ogonem, ale w Niemczech Expat nazywa się
        Gastarbeiter i różnica w pozycji społecznej Expata na Bliskim Wschodzie i
        Gastarbeitera w Niemczech jest mniej więcej taka, jak różnie brzmią te nazwy.
        Upiorne stosunki, wyzysk, oszukiwanie Arbeitsamtu, pracowników i kogo się da.
        najbardziej zaszokowałem moich kolegów pomysłem rodem z Bliskiego Wschodu, by
        coś zwiedzić (pracowaliśmy w Kolonii). Było nas tam 5 inżynierów, niektórzy
        siedzieli tam po parę lat i nie wiedzieli, że poza Katedrą w Kolonii (trudno
        jej nie zauważyć) jest w okolicy cokolwiek do zobaczenia - od Trewiru,
        Akwizgranu po Moguncję czy Münster. Wszystkie niedziele (jęli szefostwo nie
        zarządziło bezpłatengo "czynu" albo nie było okazji do wyjazdu do domu pito
        piwo, a szczytem intelektoalnej rozrywki była wyprawa do Dzielnicy Czerwonych
        Latarni w Amsterdamie...

        Żałosne i wcale nie takie dochodowe przedsięwzięcie skończyło się po roku.
        Uznałem, że z polskiego eksportu budownictwa nic nie będzie i zacząłem wyrabiać
        sobie powoli pozycję w budpwnictwie w kraju. To niełatwe, bo moja expatriacka
        przeszłość była mi bardziej przeszkodą niż pomocą (pomijam fakt, że będący jej
        skutkiem biegły angielski na coś się przydawał). Moi koledzy, którzy nie
        jeździli, tylko robili karierę w kraju w wieku lat 30 zostawali project
        managerami, a ja - 10 lat starszy - dopiero zaczynałem karierę. Co więcej,
        wielu denerwował fakt, że przez te parę lat tłustych zarobiłem całkiem sporo i
        finansowo stałem lepiej od swoich przełożonych.

        No i tak się teraz włóczę z kontraktu na kontrakt, cały czas po Warszawie, ale
        wciąż śni mi się, że pakuję moje walizki i lecę gdzieś na Bliski Wschód...
        • survey06 Re: Keep on running ..... 01.03.05, 08:08
          Witaj,
          Z uwaga przeczytałem Twoje powyższe posty i doskonale Ciebie rozumie. Expate
          work jest jak narkotyk i kto raz tego w zyciu doświadczył, to już pozniej nie
          może bez tego zyc. Wczesniej czy pozniej znow wyruszy w swiat aby podjąć
          kolejne nowe wyzwania. A w obecnych czasach, dla nas Polakow jest to tym
          bardziej bardzo trudne wyzwanie bo sami musimy się teraz przebijac ze swoimi CV
          wśród bardzo bardzo wielu chetnych z całego swiata na kazde ogloszone „job
          opportunity” na Bliskim Wschodzie, Afryce czy w Azji bedace w sferze naszych
          checi i mozliwosci. Firmy, które kiedys o nas zabiegaly (Megadex-Elektrim,
          Polservice, Budimex, Polimex, Instalexport, Mostostalexport) poszly w zupełnie
          inne business’y, z których czerpia duzo wieksze i łatwiejsze zyski, niż z
          eksportu budownictwa, czy z eksportu samych usług. Nie ma również – wedlug
          mojego rozeznania – prawdziwej i profesjonalnej polskiej HR Agency nastawionej
          na obsługę kadry inżynierskiej poszukującej pracy zagranica. Może poza jedna z
          Krakowa.

          Generalnie budownictwo w kraju po 1989 tez nie mialo i dalej nie ma „dobrego i
          trwalego ciagu”. Może nie mowi się glosno i nie pisze o aferach i przekrętach
          (wyjatek to dosyc glosna sprawa budowy hotelu Hayatt w Warszawie przez
          Instalexport) ale w tej branzy w kraju jest niezbyt ciekawie i ….praktycznie….
          na wielkie pieniadze nie ma co liczyc.

          Kiedy w roku 2001 firma mnie zwolnila w ramach planowej restrukturyzacji
          (przepracowałem tam ponad 20 lat), to dostalem propozycje, czesciowo po
          znajomościach, pracy w województwie mazowieckim na stanowisku inspektora ds.
          wodnych z wynagrodzeniem około 900 zlotych. Wiec tylko grzecznie zwróciłem
          uwage, ze ja nie jestem świeżo upieczonym magistrem inżynierem budownictwa,
          który wlasnie rozpoczyna swoja kariere zawodowa……

          Oczywiście najprostszym rozwiązaniem byłoby postawic przed soba pol litra i
          nastepnie wygrażać piesciami na politykow, ekonomistow i przeroznych bankierow-
          frajerow. Na szczescie, w moim przypadku tak się nie stalo. Wraz z 5-ma
          kolegami przeszedłem pozytywnie interview w firmie brytyjskiej i podpisalismy
          44-miesieczny kontrakt w Iranie w ramach prowadzonego przez nich PMC. (Project
          Management Contractor). Nie poowiem, ze było nam tam latwo. Praca teoretycznie
          w rotacji 90/15 a praktycznie 100-115/15-18. Warunki klimatyczne (Zatoka
          Perska) od polowy maja do początku października zbliżone do piekielnych.
          Okresami temperatury w cieniu w południe utrzymywaly się na poziomie 45-48
          stopni. Sporadycznie 50-51 a to już jest na granicy ludzkiej wytrzymałości. A
          trzeba było nie tylko wytrzymac ale i pracowac. Oczywiście, nasi angielscy
          koledzy mieli „kontraktowe” rotacje 45/15, które regularnie „zamieniali” na
          system 36-40/18-21 co bardzo wnerwialo irańskiego klienta. Niestety, te zbyt
          czeste rotacje Anglikow, stawiane przez nich coraz wieksze roszczenia i
          wymagania oraz mniej lub bardziej uzasadnione pretensje, jak również tez i
          względnie niska profesjonalność wyspiarzy (co bardzo często wychodzilo na
          meetingach i przy okresowych raportach) m.in. spowodowaly znaczne ograniczenie
          całego PMC po 18-tu miesiącach realizacji. Redukcje kadrowe w pierwszej
          kolejności dotknęły nasza grupe. Tym bardziej to było dziwne, bo akurat na nas
          mieli największe przebicie. Ale coz, stalo się… Dobrze zarlo, ale zdechlo ……
          Dwoch kolegow po krotkim pobycie w kraju ściągnęli Angole do wykończenia
          szeregu robot kontraktowych w rafinerii na Węgrzech. Nawet po czesci
          zazdrościłem bo i do domu blisko i pieniadze prawie, ze takie same jak w
          Iranie. Ale i mnie po 3ch miesiącach siedzenia w domu i rozsylania CV udalo się
          załapać na obecny kontrakt.

          Z moich doświadczeń szukania expate work przez Internet (od 2001) wynika jasno,
          ze najwazniejsza sprawa jest właściwie zaprezentowany CV. Mam wlasny autorski
          wzor, który sprawdzil mi się już wielokrotnie. Mimo, ze mam obecnie dobra i
          ciekawa prace, to ciagle dostaje kolejne propozycje do rozpatrzenia (tylko w
          ostatnich 2ch miesiacach: Iran, Brunei, Kazachstan, Sachalin) Moja CV odbiega
          znacznie od tego co zalecaja przerozne polskie biura pośrednictwa pracy, czy
          tez polskie filie kilku zagranicznych agencji (np. Addecco) Bo dobra CV to
          podstawa sukcesu. Jeśli potrzebujesz takiej rady, to chetnie podziele się
          moimi doświadczeniami. Serdecznie pozdrawiam.

          Tripoli; 28-02-2005


          PS. Nie miej tez zadnych kompleksow wiekowych. Ja jestem już po 50-tce. I
          zapewniam Ciebie, ze to bardzo dobry wiek dla expate’ow. Szczególnie, jeśli
          ukierunkujesz się na prace w ramach PMC/Consulting Engineer. A jesli się
          posiada, jak w Twoim przypadku, referencje od Lohmayer’a, to … keep on
          running……



          • chaladia Re: Keep on running ..... 08.03.05, 17:56
            Project Managerem na Khartoum North Power Station z ramienia Ewbank Preece
            (Engineer) był Ronald Williamson. Szkot, lat 65 na początku kontraktu. Cudowny
            człowiek, na codzień trudno było się domyśleć, że to "Sir Ronald Williamson,
            senior górskiego klanu Mc. Williamów. Zupełnie nie po szkocku wyglądał, bo
            nieduży i siwy, ale na John Bull's Day, czy kiedy to było, ukazywał się nam w
            kilcie w rodowy tartan, getrach, berecie i z dudami pod pachą. Że też mu się
            chciało targać te 10 kg dodatkowego bagażu do Sudanu...
            Miał zamek (ruinę) w Szkocji, mieszkanie czy też dom w Londynie, ale do "domu"
            jeździł do swej posiadłości w Indiach Zachodnich, dokładniej na St.Kitts and
            Nevis. Podobno jego przodkowie zbiegli tam przed zemstą innych klanów, gdy
            trochę za bardzo narozrabiali na rodzinnej ziemi...
            Gdu zjeżdżałem do kraju w 1992 roku Ron miał już lat 67 czy 68, ale jak się
            później dowiedziałem, nie przeszedł na emeryturę, tylko dostał następny
            kontrakt, tym razem w Tajlandii...
    • toothing Re: Stranded on home shore... 09.03.05, 08:01
      Witam! Z chęcią podyskutuje z Panem . Zebrał Pan ciekawe doświadczenie. Jak
      tylko znajde czas, żeby przeczytać wszystkie Pańskie posty. Są interesujące.
      Pozdrawiam.
      • chaladia Re: Stranded on home shore... 09.03.05, 08:41
        Jak nie przestaniesz mnie nazywać "panem", to Cię zabanuję. Nie wiem, jak jest
        wśród mundurowych, ale wśród cywilnych expatów wszyscy są per "Ty", choćby z
        racji stosowania języka angielskiego.
        • chaladia Re: Stranded on home shore... 09.03.05, 08:41
          Co nie zmienioa faktu, że serdecznie Cię witam!
          • pam_pa_ram_pam Re: Stranded on home shore... 12.05.05, 17:11
            Coś nam Toothing zamilkł...
            Czyżby coś się z nim w Iraku stało?
            Toothing, daj znać, że żyjesz!
            • beduinka Re: Stranded on home shore... 16.05.05, 19:25
              chaladia pewno go tym ostrym tonem wystraszył :))
    • lukaszka Re: Stranded on home shore... 13.05.05, 14:27
      chaladia napisał:

      > Dziś polski eksport budownictwa praktycznie nie istnieje, kto się "załapał"
      > do jakiejś zachodniej firmy, ten miał szczęście, mnie się to nie udało...
      > Polskich lekarzy i pielęgniarek też jakby ubywało na Bliskim Wschodzie.
      > Geodeci też jakby znikli (pomijam Libię)...
      >
      W Kuwejcie jeszcze ich trochę jest ;)
      • pam_pa_ram_pam Re: Stranded on home shore... 13.05.05, 16:26
        "polski eksport budownictwa" miał chyba oznaczać zorganizowany eksport usług w
        ramach kontraktów zawieranych przez polskie firmy. Wątpię, by obecnie była w
        Kuwejcie choć jedna polska firma budowlana.
        Lekarze i pielęgniarki też zapewne są w zatrudnieni na lokalnych indywidualnych
        kontraktach. "Polskich" szpitali, takich jak za mojej młodości były w Libii,
        chyba tam nie ma...
        • survey06 Re: Stranded on home shore... 14.05.05, 08:51
          pam_pa_ram_pam napisał:
          > ...."Polskich" szpitali, takich jak za mojej młodości były w Libii,
          > chyba tam nie ma...

          Na to wyglada, ze "chyba" juz nie ma. Ostatnio slyszalem, ze pracujacy jeszcze
          lekarze i pielegniarki z Bialorusi, Ukrainy, Bulgarii itp. beda zatrudnieni
          tylko do czasu wygasniecia ich kontraktow. Kontrakty te nie beda przedluzane a
          ta kadra medyczna ma byc zastapiona miejscowymi specjalistami oraz personelem -
          glownie - z Afryki.
          • chaladia Re: Stranded on home shore... 14.05.05, 09:08
            Wcześniej była politycznie rozdmuchana afera z zarażeniem pacjentów HIV-em,
            jakoby w wyniku zaniedbań bułgarskiego personelu...

            Libia usiłuje grać w świecie rolę "mentora Afryki Północnej", to i chce dać
            pracę ludziom z tego regionu. Poza tym. bliżej tym ludziom kulturowo do ich
            pacjentów, że o kosztach nie wspomnę. Ciekawe, za ile teraz pracują w Libii
            Ukraińcy i Białorusini? Przy okazji - gdy z Polski wyjedzie do pracy w Europie
            Zachodniej ostatnia wykwalifikowana pielęgniarka, to te dziewczyny z Białorusi
            i Ukrainy raczej poszukają pracu u nas, niż w Libii...
        • beduinka Re: Stranded on home shore... 16.05.05, 19:28
          pam_pa_ram_pam napisał:

          > "polski eksport budownictwa" miał chyba oznaczać zorganizowany eksport usług
          w
          > ramach kontraktów zawieranych przez polskie firmy. Wątpię, by obecnie była w
          > Kuwejcie choć jedna polska firma budowlana.
          > Lekarze i pielęgniarki też zapewne są w zatrudnieni na lokalnych
          indywidualnych
          >
          > kontraktach. "Polskich" szpitali, takich jak za mojej młodości były w Libii,
          > chyba tam nie ma...
          >

          nie wiem czy personel szpitala w Zliten w Libii jest na zbiorwym czy
          indywidualnych kontraktach, jednak stanowią tam Polacy (a raczej Polki) znaczny
          odsetek... no a w Zliten panuje o nich naprawdę niepochlebna opinia lub innymi
          słowy "opinia pochlebna inaczej"
          • chaladia A czy orientujesz się, dlaczego taka opinia? 16.05.05, 19:51
            Opinie w Libii często wyrabia oficjalny system propagandy.
            Parę lat temu była nagonka na Bułgarów, pozamykali kilka osób do kalambusza pod
            pozorem zakażenia wirusem HIV... kto wie, jaka była prawda? Bałagan i
            zaniedbywanie obowiązków są typwymi zjawiskami wśród południowców.
            A czy Libijczycy mają jakieś konkretne zarzuty pod adresem Polaków i Polek w
            Zliten? Ja mam jak najgorszą opinię o polskich lekarzach i pielęgniarkach w
            Polsce, więc nie zdziwię się, jeśli odpowiedź będzie taka, że Libijczycy mają
            powody, by uważać tak, jak uważają...
            • beduinka Re: A czy orientujesz się, dlaczego taka opinia? 16.05.05, 21:25
              chaladia napisał:

              > Opinie w Libii często wyrabia oficjalny system propagandy.
              > Parę lat temu była nagonka na Bułgarów, pozamykali kilka osób do kalambusza
              pod
              >
              > pozorem zakażenia wirusem HIV... kto wie, jaka była prawda? Bałagan i
              > zaniedbywanie obowiązków są typwymi zjawiskami wśród południowców.
              > A czy Libijczycy mają jakieś konkretne zarzuty pod adresem Polaków i Polek w
              > Zliten? Ja mam jak najgorszą opinię o polskich lekarzach i pielęgniarkach w
              > Polsce, więc nie zdziwię się, jeśli odpowiedź będzie taka, że Libijczycy mają
              > powody, by uważać tak, jak uważają...
              >
              >
              tu nie chodzi o opinię dotyczącą jakości ich pracy, chyba że pracy dorywczej,
              poza tą podstawową. Ogólnie polskie pielęgniarki są tam znane z prostytucji
              • chaladia Ale obciach... 17.05.05, 00:06
                Cóż, można się było spdziewać...
                Tak jak nic nie mam przeciw przygodnemu sexowi, po jaki jeździ wiele Europejek
                do Hurghady lub Sharmu, to pobieranie za sex pieniędzy jakoś mnie strasznie
                mierzi, a już tym bardziej gdy Biała kobieta robi to za granicą w kraju
                arabskim, gdzie status społeczny prostytutki jest jeszcze niższy niż w Polsce.
                • beduinka Re: Ale obciach... 17.05.05, 10:14
                  ja miałama sposobność zapytać się jednej polskiej pielęgniarki o tą opinię o
                  nich, że pracują jako prostytutki, a ona odpowiedziała mi, że co mają robić,
                  skoro pieniądze otrzymują pod koniec kontraktu, a przynajmniej po dłuższym
                  czasie pracy... więc na codzienne potrzeby zyskują pieniądze z innego źródła
                  • survey06 Re: Ale obciach... 17.05.05, 11:42
                    W kazdym kontrakcie jaki firma/organizacja/korporacja libijska zawiera z
                    zagranicznym partnerem, w czesci GENERAL CONDITIONS, sekcja CONTRACTOR'S
                    OBLIGATIONS, clause CONTRACTOR and SUB-CONTRACTOR PERSONNEL, na zadanie
                    libijskiego Ministry of Labour sa wprowadzone (miedzy innymi)zapisy:

                    Contractor shall in respect of its employees who are emplyed in the Great
                    Socialist People's Libyan Arab Jamahiriya pay rates and wages on due time,
                    observe hours of labour and provide conditions, amenities and facilities not
                    less favourable than those required by law, fixed by the appropriate wage
                    fixing authority and generally recognized by other employers in the field where
                    Contractor is engaged and whose general conditions are similar.

                    Z tego co sie orientuje, to firmy sa bardzo czule na tym punkcie i czesci
                    poborow w libijskich dinarach sa platne zwyczajowo bez opoznien. (Transfery
                    abroad to juz oddzielna sprawa) Nie ma tez zadnych problemow z pobieraniem
                    zaliczek w walucie lokalnej. Takie zapewnienie uzyskalem przed chwila bo sie w
                    tej kwestii upewnialem u czesci moich kolezanek. (pracuja w mojej firmie
                    Angielki, Szkotki, Irlandki, Poludniowafrykanki, Wloszki, Kanadyjki jako
                    sekretarki i administration staff.). Koszty utrzymania w Libii sa relatywnie
                    niskie i miesiac mozna spokojnie opedzic za ca 125-150 US$. Jesli polskie
                    pielegniarki nie otrzymuja poborow regularnie i zgodnie z zawartymi umowami, to
                    ich polski pracodawca (bo domyslam sie, ze umowe o prace zawieraly z polska
                    firma/firmami ?) moze miec powazne klopoty z wladzami libijskimi.

                    Tripoli; 17-05-2005
                    • pam_pa_ram_pam Re: Ale obciach... 17.05.05, 13:59
                      W Polsce też nie wolno zmuszać ludzi do pracy w nadgodzinach bez zapłaty...
                      A ja po pół roku pracy w Polsce zrezygnowałem, gdyz umówiłem się na kwotę za 40-
                      godzinny tydzień pracy (wcale nie duża to była kwota w porównaniu z tym, co
                      zarabiałem w Londynie, że4 Rio czy Dubaju nie wspomnę) a tu szef, skąd innąd
                      znany polski architekt powiada (po podpisaniu umowy) - wiesz, ale tu JEST TAKI
                      ZWYCZAJ, ŻE WSZYSCY PRACUJĄ PO 10 GODZIN. Ja na to, że chętnie, ale gdzie są
                      odpowiednie rubryczki na liście obecności, żeby rejestrować nadgodziny. No to
                      zrobiła się awantura, że tu jest Polska, a nie jakaś tam Europa i że wogóle mam
                      przewrócone w głowie. No to się rozstaliśmy...

                      Bardzo jeste ciekaw, skąd są tre statystyki mówiące o rzekomym pracoholiźmie
                      Polaków i najdłuższym w Europie czasie pracy, jaki u nas ludzie wyrabiają, gdy
                      90% nadgodzin jest całkowicie nierejestrowanych...
                    • beduinka Re: Ale obciach... 17.05.05, 16:13
                      trudno mi jest się odnieść jak to jest teoretycznie
                      ja się spotkałam
                      1) wśród Libijczyków z opinią, że polskie pielęgniarki dorabiają na boku
                      świadcząc usługi seksualne
                      2) opinią polskiej pielęgniarki, że za coś muszą żyć. dodała, że to czasem ma
                      formę posiadania stałego jednego sponsora, Libijczyka, który potrzebuje gdzieś
                      załatwić swoje potrzeby seksualne, łoży wtedy na jej utrzymanie itp. a czasem
                      ma to formę normalnej prostytucji.
                      Ps. powyższe informacje pochodzą sprzed dwóch lat
                      • chaladia Re: Ale obciach... 17.05.05, 20:47
                        ad.1)
                        Dla każdego prawie Araba Europejka żyjąca z Arabem bez ślubu
                        jest "prostytutką". Oni nie zdają sobie sprawy z tego, jak daleko jest od
                        okazjonalnego sexu z atrakcyjnym partenrem do faktycznej prostytucji...

                        ad.2)
                        Jesli chodzi o "sponsoring" to jeszcze można by się z tym pogodzić -
                        praktycznie każdy Arab, który ma szczęście być partenrem Europejki gotów jest
                        jej nieba przychylić, a dla nich to przychylanie nieba często-gęsto wtraża się
                        finansowo.
                        Gorzej z "normalną prostytucją". Jest parę rzeczy, których Biały nie powinien
                        robić w krajach "dzikich", bo to podkopuje status nas wszystkich, chaładzi:
                        upijanie się, złodziejstwo i prostytucja stoją na początku tej listy...
                        • blackagnes Re: Ale obciach... 17.05.05, 23:03
                          No cóż, ale najczęściej biali zapominają o tym w pierwszej kolejności. Wóda,
                          łatwy pieniądz poza tym brak szacunku dla innych kultur, zwyczajów i wrażenie,
                          że jest się panem świata mając pare dolców w kieszeni to podstawowe problemy,
                          które się pojawiają wśród takowych egzemplarzy dla reszty chaładzi i reszty
                          normalnych, myślących ludzi. Ech...
                          • pam_pa_ram_pam Re: Ale obciach... 28.09.05, 16:28
                            Polacy przywiązują ogromne znaczenie do zachowań swoich rodaków w karju
                            aktualnego pobytu. Tak się składa, że w Emiratach jest całkiem sporo pań
                            lekkiego prowadzenia ze Zjednoczonego Królestwa, Francji, Irlandii (obok
                            Rosjanek, Ukrainek, Czeszek, Hindusek, Tajek itp) i nikogo to nie dziwi.
                            Podobnie pijany Polak to powód do zgorszenia wśród Polonii, a pijany Szkot lub
                            Irlandczyk (łatwo dociec, że to któryś z nich z powodu rudej czupryny i
                            pryszczatej cery) - to standard. Nawet jak pierdzi i beka w barze...
    • chaladia O znaczeniu expatriate'ów... 24.03.06, 19:13
      ... dla reformy ustrojowej 1989 roku w Polsce.
      Pojawił się ciekawy temat "czy jechać dl Emiratów"? Pytanie dla młodego
      inżyniera całkiem na miejscu, jako że przed takim kandydatem na expata co
      najmniej 40 lat pracy, a istnieją uzasadnione obawy, że w roku 2045 nad Zatoką
      nie zostanie wiele ropy do wypompowania (no, może gazu trochę jeszcze będzie...)

      Myślę, że powracający do kraju expat był, jest i zawsze będzie poszukiwanym
      pracownikiem. Praca overseas uczy samodzielności w podejmowaniu decyzji,
      przewidywania, na koniec człowiek styka się z innymi technologiami, uczy się
      rozwiązywać niestandardowe problemy, że o znajomości technicznego języka
      angielskiego nie wspomnę.
      Ciekawe, jak by wyglądało polskie budownictwo i inwestycje po 1989 roku, gdyby
      nie te kilkadziesiąty tysięcy polskich expatów ściągnięte do kraju... nie
      przypominam sobie, by jakakolwiek organizacja nauczała w PRL-u technicznego
      języka angielskiego. Obecnie też o takową trudno... Podobnie brakowałoby
      handlowców zaznajomionych z nie-socjalistyczną gospodarką i prowadzeniem w jej
      warunkach rozliczeń. A na "eksporcie" każdy Project Manager musiał w końcu
      rozliczyć swój kontrakt...

      Dlatego też zachęcam i będę zawsze zachęcał wszystkich, którzy czują do
      zawodowo czynnej włóczęgi po świecie powołanie do wyjazdu. Tak się składa, że
      IV RP Braci K. niewiele ma do zaoferowania takim ludziom, ale ona nie będzie
      trwała wiecznie - za to czas na praktyczną naukę zawodu jest właśnie zaraz po
      studiach.
      • nizwa Re: O znaczeniu expatriate'ów... 25.03.06, 21:05
        Ropa jeszcze będzie... Pracuje nad projektami wydobycia ze złóż w Omanie, który
        ma chyba najmniej ropy z państw Gulf'u. Wszytkie prognozy wydobycia robione są
        na 30-40 lat. Co najciekawsze, Oman właśnie przechodzi kryzys wydobycia i żeby
        zahamować ten spadek konieczne jest wdrożenie zaawanasowany czyli drogich
        technik - tzw Enhance Oil Recovery. Buduje się na przykład potężna fabrykę pary
        wodnej, którą póżniej zatlacza się do złoża, tak aby nagrzana ropa łatwiej mogła
        być wypompowana na powierzchnię. Wszystkie okoliczne kraje prędzej czy później
        będą na tym etapie i jeżeli ropa będzie dalej taka droga to będzie to raj dla
        inżynierów
        • chaladia Re: O znaczeniu expatriate'ów... 05.05.06, 22:25
          OK. A po ile będzie baryłka ropy wydobywanej takim wysiłkiem? Bo do
          wyprodukowania potężnych ilości pary (rozumiem, że nasyconej, w wielkiej
          temperaturze i pod wysokim ciśnieniem) też trzeba coś spalić. Albo stosunkowo
          łatwiej dostępny gaz, albo tąż właśnie ropę...

          Podobno wystarczy, bo ropa osiągnęła 70 USD/baryłkę, żeby opłaciło się
          produkować paliwa ciekłe z węgla albo z gazu. Technologie do tego przecież są
          już opracowane.
          • nizwa Re: O znaczeniu expatriate'ów... 06.05.06, 07:20
            Chyba nie zdradze wielkiej tajemnicy jak powiem ze te projekty (para, polimery)
            kosztuja na koncu jakies 10 (polimer) do 20 (para) USD/barylke. Dla porownania
            Arabia Saudyjska produkuje bez tych drogich technologii przy ok 2-3 USD/barylke
            (jeszcze)
            Aha do produkcji pary spala sie gaz ze sasiednich zloz
            • stanrick Re: O znaczeniu expatriate'ów... 06.05.06, 13:40
              Nie wiem ile w tym prawdy,ale obilo mi sie o uszy ze koszt wydobycia barylki na
              ladzie to srednio ok.1.5 USD,zas na platformie 2.5 USD.Wydaje sie ze dokad ropa
              jest osiagalna w rozsadnych cenach nie ma potrzeby eksploatowania swoich zlozy
              wegla.Lepiej chyba pracowac nad technologia wykorzystania tych zloz w
              przyszlosci,i inwestowania w energie odnawialna.W Polsce niestety przy
              panujacej,nie tylko w tej chwili sytuacji politycznej czarno to widze,mimo ze
              mozliwosci sa spore.
              • chaladia Re: O znaczeniu expatriate'ów... 06.05.06, 16:32
                Dobre i to, że nie eksploatuje się rabunkowo złóż gazu ziemnego, a i Zagłębie
                Lubelskie nie powstało poza jedną kopalnią w Bogdance.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka