Dodaj do ulubionych

dzieci dwujezyczne

22.11.03, 00:19
Z pewnosci wielu z Was ma dzieci i z pewnoscia wielu, jesli nie wszyscy
uczycie je mòwic po polsku. Inaczej na pewno wyglada to gdy obydwoje rodzice
sa Polakami a inaczej, gdy tylko jedno. Mozecie podzielic sie swoimi
doswiadczeniami w wychowywaniu dzieci dwujezycznych?
Moja còrka ma 4 lata i bardzo jej pilnowalam, aby nauczyla sie mòwic po
polsku. Przyszlo mi to z trudem, gdyz w domu mòwimy po wlosku i dla mnie to
jest jezyk codzienny. Gdy còrka szla do przedszkola mòwila lepiej po polsku
niz po wlosku. Teraz proporcje sie odwròcily co jest normalne. W domu staram
sie mòwic z nia wylacznie po polsku,czytam jej dosyc duzo i codziennie oglada
chociaz dobranocke po polsku, ale widze, ze brakuje jej slòw i jej wypowiedzi
typu "cukierek dentro papierek, co sie nazywa cioccolatino" powalaja mnie z
nòg. Mysle, ze nie jestem sama z problemami tego rodazju. Napiszcie prosze.
Obserwuj wątek
    • magda1306 Re: dzieci dwujezyczne 22.11.03, 13:57
      daisy123 napisała:

      > Z pewnosci wielu z Was ma dzieci i z pewnoscia wielu, jesli nie wszyscy
      > uczycie je mòwic po polsku. Inaczej na pewno wyglada to gdy obydwoje rod
      > zice
      > sa Polakami a inaczej, gdy tylko jedno. Mozecie podzielic sie swoimi
      > doswiadczeniami w wychowywaniu dzieci dwujezycznych?
      > Moja còrka ma 4 lata i bardzo jej pilnowalam, aby nauczyla sie mò
      > wic po
      > polsku. Przyszlo mi to z trudem, gdyz w domu mòwimy po wlosku i dla mnie
      > to
      > jest jezyk codzienny. Gdy còrka szla do przedszkola mòwila lepiej
      > po polsku
      > niz po wlosku. Teraz proporcje sie odwròcily co jest normalne. W domu st
      > aram
      > sie mòwic z nia wylacznie po polsku,czytam jej dosyc duzo i codziennie o
      > glada
      > chociaz dobranocke po polsku, ale widze, ze brakuje jej slòw i jej wypow
      > iedzi
      > typu "cukierek dentro papierek, co sie nazywa cioccolatino" powalaja mnie z
      > nòg. Mysle, ze nie jestem sama z problemami tego rodazju. Napiszcie pros
      > ze.

      Ja wlasciwie pewnie nie powinnam sie wypowiadac bo nie mam dzieci. Czasem
      jednak mysle sobie jak to bedzie kiedys jak je bedziemy mieli i wiem juz
      teraz, ze na pewno bedzie mi bardzo trudno nauczyc nasze dziecko polskiego. Z
      tego wzgledu, o ktorym wspominala daisy123. W domu mowi sie po wlosku wiec w
      sumie cala nauka i odpowiedzialnosc za nauczenie dziecka polskiego bedzie
      skupiala sie na mnie.
      Znam jedna dziewczyne (polke), ktora nie nauczyla swojej corki mowic po
      polsku. Smutne to bo jak ona niby teraz ma sie porozumiewac ze swoimi
      dziadkami i rodzina tej dziewczyny? Z drugiej strony nie potepiam jej bo wiem,
      ze to bardzo trudne zadanie.
      Ja z moim mezem sprzeczamy sie juz teraz co do nauki naszych dzieci jezyka
      polskiego. On sie panicznie boi, ze dziecko pojdzie do zlobka/przedszkola i
      bedzie umialo mowic tylko po polsku, a po wlosku nie. Uwaza, ze dziecko
      najpierw powinno dobrze nauczyc sie mowic po wlosku, a dopiero potem po
      polsku. Ja uwazam (opieram sie na artykulach, ktore czytalam), ze dziecko
      moze nauczyc sie mowic od razu w dwoch jezykach i nie ma z tym problemow.

      Pyt. do daisy123: jak Twoja coreczka byla malusienka mowilas do niej po wlosku
      czy po polsku czy w obu jezykach?
      • daisy123 Re: dzieci dwujezyczne 22.11.03, 23:03
        Teoria i praktyka to dwie ròzne rzeczy. Mysle, ze wiele zalezy od tego od
        jakiego czasu mieszka sie zza granica. Inaczej jest, gdy wyjechalo sie z kraju
        niedawno i jeszcze mysli sie po polsku a inaczej jest, gdy praktycznie jezyk
        obcy nie jest juz obcy i powoli staje sie tym jezykiem dominujacym. Ja staralam
        sie mòwic po polsku do mojej còrki juz od urodzenia i lapalam sie na tym, ze
        zaczynalam zdanie po polsku i konczylam po wlosku... Zaczelam wiec sie bardzo
        pilnowac, gdy do niej mòwilam i bylo to bardzo stresujace, bo musialam sie
        kontrolowac. W domu nigdy nie bylo problemu z tym czy bedzie còrka mòwic po
        polsku czy tez nie. Dla ojca bylo rzecza oczywista, ze bedzie mòwic. Oczywiscie
        caly ciezar spadl na mnie, gdyz ojciec nie mòwi po polsku. Na zebraniu rodzicòw
        przed rozpoczeciem przedszkola poinformowalam wychowawczynie, ze dziecko jest
        dwujezyczne. Hmmm.... Nie wiedziala za bardzo o co chodzi. Owszem maja od czasu
        do czasu do czynienia z dziecmi, ktòre w ogòle nie mòwia po wlosku, ale
        dwujezyczne... Còz, pierwszy rok przedszkola, ktòry jest rokiem integracyjnym
        minal bez problemòw. Owszem, còrka bardzo malo sie odzywala do dzieci, ale robi
        to do tej pory i mysle, ze nie jest to tylko wina jej dwujezycznosci. Byla
        najmlodsza w grupie i traktowana jak lalka (dzieci ustawialy sie w kolejce, aby
        sie z nia bawic). Pisze o tym, gdyz mysle, ze nie wplywalo to zbyt dobrze na
        jej psychike takie zainteresowanie swoja osoba i wlasnie to moglo prowokowac
        jej zamkniecie. W tym roku szkolnym còrka zaczela angielski i to ona bardzo
        chciala, abysmy ja zapisali.
        Nie wiem, czy dobrze zrobilam uczac ja, ze Winnie the Pooh to Winnie a nie
        Puchatek, Peter Pan to nie Piotrus Pan (nawet gdy jej czytam ta ksiazke po
        èpolsku czytam Peter Pan). Teraz, gdy jest troche wieksza to i duzo rzeczy
        mozna jej wytlumaczyc, ale gdy byla mlodsza zdarzalo sie, ze np. do ojca mòwila
        po polsku, ktòry ja prosil aby mu przetlumaczyla to co powiedziala na wloski.
        Bylo widac, ze mysli i sie denerwuje jak ma powiedziec i czasami nawet plakala.
        Wiem jedno - pisac po polsku z pewnoscia nie bede pròbowac uczyc mojej còrki.
        Wystarczy, ze mòwi, chociaz gdy rozmawia z babcia przez telefon to i tak 70%
        mòwi po wlosku.:)
    • magda1306 Re: dzieci dwujezyczne 23.11.03, 00:59
      Czyli wcale nie jest to takie proste jesli chodzi o wychowanie dzieci i
      uczenie ich obu jezykow. Zreszta nikt nie mowil, ze to proste.

      Hej dziewczyny, ktore macie cos do powiedzenia w tej sprawie. Odezwijcie sie.
      Ciekawa jestem Waszych doswiadczen.
    • pulma Re: dzieci dwujezyczne 23.11.03, 12:54
      Ciao!!
      Muszę się bardzo skupić ,ponieważ to,co chcę opisać ,jest jednym z
      trudniejszych doświadczeń mojego życia.
      Jestem po filologii polskiej,więc oczywistym dla wszystkich było,że moja córka
      będzie znała tak włoski jak i polski.Wyjechaliśmy z Polski gdy miała ponad rok
      i zawsze zwracaliśmy się do niej:ja po polsku a jej tato po włosku.
      Zanim poszła do przedszkola ,mówiła tak samo w obu językach.Nauka jednego
      powodowała regres drugiego.
      W okresie przedszkolnym moja córka jakgdyby zaczęła się cofać.Stała się
      nieśmiała.Miała trudności z wypowiadaniem się.
      Po włosku,bo po polsku po prostu przestała.
      Bardzo nad tym ubolewałam i wciąż,jak zwykle ,mówiłam do niej po polsku.
      Zadawałam pytania i wymagałam odpowiedzi w naszym języku.
      Skutek był taki,że została uznana przez Panie przedszkolanki,za dziecko
      zablokowane,a my zaczęliśmy skupiać się na tym ,by ją odblokować i pominąć
      kwestię języka polskiego.
      Mimo tego,bywając w Polsce co 1,5 roku na wakacjach,zauważyłam,że dziecko daje
      sobie radę z polskim,że będąc we Włoszech mówi po włosku,ale w momencie ,gdy
      staje na polskiej ziemi-wraca jej znajomość polskiego(sama śmieję się z tej
      uwagi).
      Następny problem zaczął się w szkole.
      Córka moja zakwalifikowana została do kategorii dzieci obcojęzycznych,mnie na
      wywiadówce poradzono,by odrabiała lekcje z kimś innym niż mama-cudzoziemka,i w
      konsekwencji,choćbyśmy nie wiem jak się starały,to i tak nigdy nie dostaniemy
      ottimo z włoskiego,bowiem nie mamy szans na to,by dorównać rdzennym Włochom.
      Wnioski?
      Trzeba mówić do nich po polsku.Czytać polskie książki i pokazywać polską
      telewizję.
      W te wakacje,moja 9-cioletnia córka,została u dziadków w Polsce bez nas i
      świetnie sobie poradziła.
      Zaczyna być dumna ztego,że zna dwa języki.
      Nie wstydzi się zwracać do mnie po polsku przy obcych.
      Nie załamujcie się.
      Zyczę wszystkim powodzenia.CIAO!A
      • viki2lav Re: dzieci dwujezyczne 23.11.03, 22:55
        Oj Pulma, duzy Buziak!!!! bardzo mie sie podobala twoja wypowiedz!
      • gran.it Re: dzieci dwujezyczne 24.11.03, 20:16
        Nasza sytuacja jest troche inna.
        Jestesmy obydwoje z zona Polakami,nasz syn - 7 latek urodzil sie we Wloszech.
        Z obawy ze nie bedzie rozumial otoczenia od poczatku mowilismy do niego
        przewaznie po wlosku wplatajac od czasu do czasu polskie slowka.
        z zona miedzy soba rozmawiamy po Polsku.
        Jak poszedl do przedszkola rozumial mowil tylko po wlosku.
        Teraz w szkole ma troche trudnosci z pisaniem .
        Oczywiscie od nas nie mogl nauczyc sie z perfekcyjnej wymowy podwojnych liter,
        gli-li , akcentu , wymowy samoglosek itp.
        Nie ma wiekszych problemow ,ale z dyktando - ma je w szkole prawie codziennie -
        nigdy nie dostal najwyzszej oceny.
        Jezyk wloski nie ma wielu regol ktorych mozna sie wyuczyc ,tak jak polski
        u - o , z - rz itp.Wiekszosc trzeba wiedziec na ucho.
        Teraz zaluje ze nie mowilismy do niego - przynajmniej jedno z nas- po polsku.
        Porozumiewajac sie z dzieckiem w naszym drugim jezyku nie mozemy wykorzystac
        calego bogactwa ktore sie posiada w ojczystej mowie.
        Wszystkich niuansow jezykowych , wieloznaczen , przenosni .
        Najbardziej we wloskim brakuje mi zdrobnien ktore szczegolnie uzywa sie w
        rozmowie z dzicmi : np. kotek,koteczek,kicius i dalej mozna rozwijac : kocinka,
        koteniek,kociuniek itd.

        Czytalem, ze dziecko ktore posluguje sie dwoma jezykami nie bedzie zadnym
        z nich wladac tak doskonale jak te ,ktore uzywa tylko jedenego.
        Kto wie , czy sa pisarze - poetci dwujezyczni od urodzenia ?
        Ale bedzie mialo inna przewage.Nauczy sie trzeciago jezyka dwa razy szybciej.
        Bedziemy bardzo sie starac zeby nasz syn rozumial i mowil po polsku i tez
        przylaczam sie do gratulacji dla Twojej wytrwalosci i dalekowzrocznosci

        Pozdrawiam

        gran.it






















    • socka2 Re: dzieci dwujezyczne 23.11.03, 23:56
      Hej, na razie nie mam za duzo do powiedzenia w tej sprawie. Mam prawie 11-
      miesieczna coreczke, do ktorej mowie tylko po polsku(to dla mnie tak oczywiste,
      jak chleb powszedni), a tatus zwraca sie do niej po wlosku. Oczywiscie mala
      wiecej rozumie i "mowi" po polsku - czytam jej,spiewam, opowiadam - wszystko po
      polsku.
      Mam natomiast kolezanke, ktorej coreczka mowi doskonale w jezyku mamy i taty
      czyli polskim i arabskim. Teraz mala zaczela chodzic do przedszkola, gdzie
      jezykiem uzywanym jest francuski. Mala super rozroznia wszystkie 3 jezyki i nie
      problemow z wyslowieniem sie w ktorymkolwiek. Dodam, ze rodzice w domu uzywaja
      angielskiego :)
      pozdrawiam
      Ania
    • anya.s Re: dzieci dwujezyczne 24.11.03, 02:41
      Moze jestesmy w troche nietypowej sytuacji, bo maz tez jest Polakiem, ale w
      domu uzywamy dwoch jezykow. Rys (2i9 miesiecy) dobrze rozumie po polsku i
      angielsku, jesli chodzi o mowe to jak narazie miesza 2 jezyki w jednym zdaniu.
      W przewazajacej czesci sa to slowka angielskie, ktore mu latwiej wymowic.
      Niedlugo wracamy, wiec staram sie uzywac polskiego ile sie da. Wiekszosc z
      naszych znajomych mowi po angielsku, ale ze mieszkamy w Japonii maly slyszy
      codziennie japonski. Czesto po zabawie z dziecmi w domu przestawia sie na
      japonski. Podobnie jest gdy idzie na spacer ze znajoma Niemka - po powrocie do
      domu liczy auta po niemiecku (ku mojemu zdziewieniu).
      Nie wiem jak to sie wszystko rozwinie, bo w marcu-kwietniu jedziemy do Wloch
      na 3 lata, wiec dojdzie kolejny jezyk...
      Kiedys wyczytalam (zdaje sie we Wprost) ze dziecko do 10 miesiaca ma sluch
      absolutny, chlonie jezyki jak gabka i mimo ze ich przez jakis czas nie uzywa
      jest osluchane ze specyficzna wymowa.

      pozdrawiam Ania
      • dorrit Re: dzieci dwujezyczne 24.11.03, 10:49
        Hej!
        Moje chlopaki maja rok i 4 miesiace, zgodnie z natura kazde z nas - rodzicow -
        mowi do nich w swoim jezyku. Dzieci na razie mowia malo: "mama" w polskiej
        wersji z jednym "m", "papà", "cacca" - nawet jak nic nie ma w pampersie; no i
        rozumieja sporo, co do nich mowimy typu "otworz buzie", "NO!!!" (baaardzo
        czesto uzywane). Wiem, ze wloski automatycznie bedzie ich jezykiem "wiodacym";
        chodza juz do zlobka (jak sa zdrowi).
        Kilka lat wstecz, ze wzgledu na moja prace znalam b. duzo Polek, majacych juz
        podrosniete dzieci i wiem, ze nie ma reguly: jedne mowia po polsku normalnie,
        inne z akcentem wloskim i brakuje im czasem slow, inne prawie wcale, chociaz
        np. byly to dzieci pan, ktore zaliczylabym do patriotek. Bywa, ze nastolatki
        buntuja sie przeciw "drugiemu" jezykowi, kilka lat pozniej z zapalem sie go
        ucza.
        W rodzinie mam dwujezycznych kuzynow, wychowanych w Australii - mowia po polsku
        bez ang. akcentu, ale brakuje im slownictwa. Miedzy soba - tylko po angielsku.
        Nie przejmuje sie. Jakby nie bylo - bedzie dobrze, nie jest to dla mnie sprawa
        zycia i smierci, troche i tak beda sila rzeczy po polsku mowic, jesli wiecej
        niz troche - tym lepiej. Wazne jest dla mnie, czy uda mi sie wczesnie zaczac
        uczyc ich angielskiego (ja mowie raczej dobrze, ale w domu go nie uzywamy) -
        Daisy - jak Wam to sie udaje?
        pozdrawiam!
        • daisy123 Re: dzieci dwujezyczne 24.11.03, 22:55
          Dzieki za wszystkie informacje. Ja nie mam zadnych ale to zadnych watpliwosci
          czy uczyc moja còrke polskiego czy tez nie. Interesuje mnie jak takie dzieci
          znajduja sie w spolecznosci wloskiej. Jak juz wspomnialam przedszkole mojej
          còrki nie wiedzialo o co chodzi (okazalo sie, ze do przedszkola chodzi
          dziewczynka Polka /oboje rodzice pochodza z Polski i do Polski wracaja, wiec to
          troche inna para kaloszy/). Tak jak wspomnialam z pewnoscia ma znaczenie to jak
          dawno jest sie zza granica. Moja còrka urodzila sie po 10 latach mojego pobytu
          tutaj, wiec i dla mnie dominujacym stal sie jez. wloski i mnie tez czasami
          brakuje slòw. Od mojej còrki nie wymagam,aby do mnie mòwila zawsze po polsku
          (nie wiem, czy dobrze robie czy tez nie). Czesto odpowiada mi po wlosku, a ja
          jej odpowiedz powtarzam po polsku. Wiem, ze w ten sposòb oslucha sie z
          jezykiem. Widze, ze zdaje to sprawe, bo czesto bawi sie rymujac (np. tata
          chrapie na kanapie) i pròbuje zdrabniac wyrazy.
          To, ze dzieci ucza sie latwo jezykòw to wiadomo. Zalezy od nas doroslych jak
          pokierowac ich edukacja. Co roku spotykamy sie na wakacjach z naszymi znajomymi
          z Austrii, ktòrzy maja 3 dzieci i z ktòrymi moja còrka bawi sie "od zawsze" -
          problemòw nie ma aby sie z nimi "dogadac". W tym roku bedac na wakacjach
          chodzila na zajecia do miniclubu, gdzie 99% dzieci bylo niemieckojezycznych i
          jej to nie przeszkadzalo. Hmm, zaczela "mòwic" po niemiecku wydajac z niemiecka
          brzmiace dzwieki. W przedszkolu zaczela nauke angielskiego (sa to zajecia
          dodatkowe czyli nieobowiazkowe) i to ona sama sie "postawila", ze chce chodzic
          na angielski.
          Tak sumujac - ucze còrka polskiego i co do tego nie mam watpliwosci. Wiodacym
          dla niej jezykiem jest wloski chociaz do czasu pòjscia do przedszkola to byl
          polski (zdaje sobie sprawe, ze przez pòl dnia slyszac wloski nie mam co
          wymagac, aby polski byl na pierwszym planie). Teraz powoli pojawia sie problem
          jak utrwalac to co umie po polsku i jak ja nadal uczyc (mam zapas ksiazek i
          moze to wystarczy). Interesuje mnie to jak takie dzieci znajduja sie w szkole.
          Wiem, ze sa wyjatki, znam osobiscie Polke, ktòra w wieku 8 lat przyjechala
          tutaj i w szkole jest NAJLEPSZA ze wszystiego, no ale to wyjatek.
          • dorrit link 25.11.03, 09:25
            Daisy, byly dyskusje o dwujezycznosci na podforum "Swiat" na edziecku, byc moze
            go nie znasz, wiec na tzw. wszelki wypadek tu jest link:
            forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=591
            Nb. Ja tu mieszkam od 12 lat, z paroma kilkumiesiecznymi przerwami na PL i USA,
            ale nie wydaje mi sie, ze ma to znaczenie w moim poslugiwaniu sie polskim w
            domu: slow mi na razie nie brakuje. Pracuje natomiast we wloskim srodowisku, z
            angielskimi "momentami". Pozdrawiam!
            • daisy123 Re: link 27.11.03, 10:09
              Dorrit! Zazdroszcze Ci, ze nie brakuje Ci slòw, gdy mòwisz po polsku. Ja
              czasami mam mòzg na tak wysokich obrotach, ze mi paruje. A moze Ty nie masz
              dzieci, ktòre wymuszaja na Tobie prace na tak wysokich obrotach? Moja pani od
              wloskiego slynela z wymyslania zdan do tlumaczenia, ale moja còrka bije ja w
              przedbiegach. Jak bys przetlumaczyla na polski : mi piace lattughino ma romana
              (insalata)no? A wszechobecne w jezyku dzieciecym slowo "brioches"? A
              slowo "cler"? "Grisini" moja còrka przetlumaczyla jako "dlugie ciasteczka" (to
              bylo na uzytek mojej mamy). Wiem, ze wiele slòw ma tlumaczenia na jezyk polski,
              ale jakos mi nie przychodzi nazywac "capesante" "przegrzybki". No, po prostu mi
              odchodzi apetyt. Ciao a tutti!
              • dorrit Re: link 27.11.03, 11:26
                Hej!
                Nie brakuje mi slow, przynajmniej tak mi sie wydaje, moze dlatego ze przez 5
                lat (do 2001) pracowalam tu w 2 polskich konsulatach, wiec stycznosc z polskim
                mialam non-stop. Teraz mam tylko gazety + internet.
                "Brioches" funkcjonuja w PL jako rogaliki (np. napis w sklepie: "rogaliki
                francuskie") lub z francuska jako croissants; na grissini mowie paluszki; nie
                wiem, co to jest "cler" - czy to takie dluzsze ciastko z kremem? jesli tak, w
                PL nazywaja je ekler. Poza tym wiadomo, ze nie wszystkie slowa maja swoje
                odpowiedniki w innych jezykach.
                Chcialabym, aby dzieci nie wymuszaly na mnie pracy na wysokich obrotach, bo juz
                ledwo zipie, ale niestety tak nie jest. Sa to dwaj energiczni bracia, ciagle
                nienasyceni nowych zabaw (i zabawek!), inicjatyw, wchodzacy wszedzie,
                wkladajacy rece wszedzie i probujacy wszystkiego. Z goraczka ok. 39 stopni tez.
                W domu mamy tez psa, suczke owczarka niemieckiego. Takze jest co robic.
                Pozdrawiam!

                PS Nie znam sie na grzybach. Moze nie "przegrzybki" a podgrzybki?
                • daisy123 Re: link 27.11.03, 22:35
                  Hej Dorrit!
                  Wyjasniam, ze capesante (tlumaczone na polski jako przegrzybki(!)) jest to owoc
                  morza w takiej duzej charakterystycznej muszli. A czy brioches mozna nazwac
                  rogalikiem to tez mi tak nie podchodzi. Przeciez te brioches maja najròzniejsze
                  ksztaly i zrobione sa z najròzniejszych ciast. A "cler", no wlasnie to jest to
                  cos co sie opuszcza na noc na witryny sklepowe. W pewnych czesciach Wloch
                  nazywa sie to "saracinesca". Mozna by to i tlumaczyc jako zaluzja. Podalam Ci
                  takie dosyc charakterystyczne przykaldy moich "pustyn myslowych". Wierz mi, ze
                  zdarza mi sie dosyc czesto takie zatkanie. Sa slowa, ktòrych uzywam w jezyku
                  potocznym wloskim i gdy mi sie zdarza, ze rozmawiam z moja còrka, a tylko z nia
                  rozmawiam po polsku, po prostu mam pustke w glowie. Np. slowo brioches
                  wprowadzilam i do jezyka polskiego, gdyz nie moge mòwic zjedz rogalik, gdy to
                  cos nawet ksztaltem nie jest podobne do rogalika.
                  Pozdrowienia dal Twoich chlpakòw!
                  • maggie-c Re: link 27.11.03, 23:42
                    czesc dziewczyny, podziwiam wasze wysilki w nauczaniu Waszych dzieciakow
                    polskiego i rozumiem trudnosci w laczeniu dwoch jezykow. Ja mysle zupelnie
                    po wlosku i rozmawiajac z rodzina w Pl tworze dziwolagi jezykowe chcac jak
                    najszybciej sie wyslowic.
                    daisy, wszystkie frutti di mare to dla mnie od zawsze problem choc wielu jak
                    capesante np. nigdy nie sprawdzalam w slowniku. Gdy rodzina lub znajomi z
                    Polski jest u mnie uzywam wloskich nazw i oni potem tez. Tak np. wszyscy moi
                    bliscy z kraju uwielbiaja 'canocchie' choc nie mamy nikt z nas pojecia jak to po
                    polsku i mysle ze i tak nie mialoby to sensu bo w Pl nawet jesli jest na
                    canocchie tlumaczenie to i tak sie tego slowa nie uzywa bo canocchie przeciez
                    sie nie jada! A ten podgrzybek to zupelnie nietrafiona nazwa, usmialam sie!
                    Sama niedawno odkrylam ze cozze to po polsku mule. dziwnie mi to brzmi!

                    u nas w Marche na Wasz cler mowi sie po prostu serranda.

                    W ogole to bardzo ciekawy temat moze nawet na nowy watek?

                    ciao e buona notte!
                    • dorrit Re: link 28.11.03, 12:24
                      Faktycznie to juz chyba powinien byc temat na inny watek: tu (w Rzymie) tez nie
                      istnieje slowo "cler" a "serranda", ewent. "tapparella"; karnawalowe faworki to
                      w Rzymie "frappe", w Mediolanie "chiacchere" a w Turynie "bugie" (innych
                      grzechow nie pamietam...); ciekawie jest odkrywac roznice dialektalne, bo w
                      polskim nie ma ich wiele.
                      Przyznaje sie, ze do mojego slownictwa musze przy tym dodac (a najlepiej -
                      sprobowac) "capesante", pewnie sa niezle... i pewnie nie tylko to.
                    • daisy123 Re: link 29.11.03, 22:56
                      Mialo byc o dzieciach dwujezycznych a weszlismy na inne tory. Jak przeczytalam
                      o cannocchiach to sie w glos zasmialam. Dla nas slowo "canocchie" stal sie
                      synonimem czegos nie przetlumaczalnego. Kilka lat temu tlumaczylismy naszym
                      znajomym Austriakom co to sa "canocchie". Zaznaczam ze znaja sie na owocach
                      morza, bedac nad morzem lowia ròzne dziwne rzeczy wiec ludzie "obcykani" w
                      temacie. Tluamczylismy i po wlosku,i po angielsku, i po niemiecku, ze to takie
                      dlugie, i w piasku zagrzebane itp. itd.,nawet pròbowalismy to rysowac.
                      Spedzilismy pòl nocy na tlumaczeniu i nic. Obiecali, ze sprawdza w slownikach
                      po powrocie do domu...Minely juz 4 lata i przy okazji naszych spotkan pytamy
                      czy juz wiedza co to sa "canocchie".
                      A moze wiecie kto ma monopol na wymyslanie nazw? Czytalam niedawno w polskiej
                      gazecie o rukoli i o salacie soncino. Obie nazwy zostaly tak przetlumaczone, ze
                      od razu wymazalam je z pamieci. I ja wole uzywac nazw wloskich szczegòlnie
                      jesli chodzi kuchnie. Nie mam wyrzutòw sumienia, bo wiem, ze i tak gdy pojade
                      do Polski i spròbuje uzywac "orginalnych" nazw to i tak nik mnie nie zrozumie.

                      A odnosnie tych regionalnych nazw to rzeczywiscie trzeba miec odpornosc. Czesto
                      jezdze do Triestu, gdzie mòwia dialektem i pewnych slòw z jezyka wloskiego w
                      ogòle nie znaja. Mnie zdarzylo sie w sklepie spytac o klamerki (mollete) i nie
                      wiedziano o co chodzi. Tam nazywaja klamerki "ciappini" i ze swieczka szukac
                      kogos kto wie co to sa "mollete". "Mortadella" to w Mediolanie taki odpowiednik
                      watrobianki,a w Triescie to "bologna".
                      P.S. Wiecie, ze Triescie jada sie "jote" i nie jest to nic innego jak
                      kapusniak. W sklepach sprzedaja tez kapuste kiszona (tak sina,ze az niepodobna
                      do kapusty w Polsce). No ale jakby nie bylo i Triest byl w zaborze Austriacko-
                      Hausburskim i pewne podobienstwa i wplywy zachowaly sie tam do dzisiaj.
                  • annie76 capesante i dzieci 01.12.03, 17:48
                    capesante to przegrzebki :) od grzebania a nie od grzyba.. mam nadzieje ze
                    milsze skojarzenia moze budzic :) bo sie zagrzebuja w piasku na dnie

                    a dzieci.. znajomy wloch mieszka w belgii, wyladowal tam w wieku 6 lat z
                    rodzicami, plynnie francuski zna i nim sie na codzien posluguje, jak sam
                    opowiadal wloskiego porzadnie nauczyl sie pare lat temu w czasie pobytu we
                    wloszech :) wczesniej poslugiwal sie dialektem przejetym od rodzicow.
                    kompletnie nie mozlwe jest by wyjasnil najmniejsza gramatyczna watpliwosc,
                    nigdy nie uczyl sie wloskiego w szkole, weic nie ma pojecia dlaczego cos sie
                    mowi tak a nie inaczej to francuski jest jego pierwszym jezykiem. ma trojke
                    dzieci, z ktorych tylko najstarszy syn mowi jako tako po wlosku, corka i
                    mlodszy syn troche rozumieja - moga dogadac sie z nonna :)

                    w sumie okreslilabym ze jest bilingualny, rodzice w domu po wlosku mowili i
                    cala rodzina, szkola i koledzy po francusku.

                    pozdrawiam
                    a
                  • serenissima.v Re: link 06.01.04, 13:21
                    Przegrzebki, czyli mule?
                    • daisy123 Re: link 08.01.04, 22:55
                      serenissima.v napisała:

                      > Przegrzebki, czyli mule?
                      Mule to cozze. Przegrzybki to capesante...
    • agniese1 Re: dzieci dwujezyczne 01.12.03, 16:18
      Niedawno wròcilam z Polski z moja 3,5 letnia còrcia.W Polsce mala od
      pierwszwgo dnia przestawila sie na nasz jezyk,nie majac zadnych problemòw z
      wyslawianiem sie.W bardzo duze oslupienie wprawila mnie podczas rozmowy przez
      tel. z tatusiem-wlochem-oczywiscie po wlosku,w miedzy czsie tlumaczac mi"co
      mòwi tatus"na jezyk polski.Po powrocie mala szokuje nas nadal -ze mna rozmawia
      tylko po polsku,z tata po wlosku,nawet gdy jestesmy razem mala zwraca sie w
      obydwu jezykach.Dziewczyny cieszcie sie ze wasze dzieci mòwia dwoma
      jezykami,ale nie zmuszajcie ich do niczego,to przyjdzi samo!!!
      • daisy123 Re: dzieci dwujezyczne 01.12.03, 22:15
        Pewnie, ze sie cieszymy, ze nasze dzieci sa dwujezyczne. Nasza radosc nie jest
        radoscia innych. Mam na mysli szkoly, przedszkola itd. ktòre raczej nie sa
        gotowe na przyjecie takich dzieci. Chcialabym uslyszec, a wlasciwie przeczytac
        o Waszych doswiadczeniach. W przedszkolu mojej còrki nie wiedziano co to
        znaczy "bilinguizmo". Jej wychowawczyni ma ponad 30 letni staz w nauczaniu i
        podawala mi przyklady dziecka, ktòre w ogòle nie mòwilo po wlosku i ktòre po
        roku mòwilo plynnie. A przeciez nie o to chodzi.
    • maruda79 Re: dzieci dwujezyczne-arytkul 29.07.04, 09:41
      Mysle, ze warto przeczytac :)

      kiosk.onet.pl/art.html?NA=1&ITEM=1177842&KAT=239

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka