Dodaj do ulubionych

ja - narcyz

04.04.04, 21:27
"Trwamy w izolacji bądź wchodzimy w przelotne związki seksualne i zrywamy je,
gdy pojawi się jakiekolwiek zaangażowanie emocjonalne. Budujemy romantyczną
więź trwającą „do pierwszego kryzysu”, który powoduje załamanie się iluzji i
rozstanie. (...)
kiosk.onet.pl/charaktery/1148531,1252,artykul.html
Polecam wszystkim narcystycznym dzieciom... (bez żadnych uszczypliwości.
cholernie prawdziwy artykuł)
Obserwuj wątek
    • habitus Re: ja - narcyz 04.04.04, 22:03
      czarnyaniolek napisał:

      > "Trwamy w izolacji bądź wchodzimy w przelotne związki seksualne i zrywamy je,
      > gdy pojawi się jakiekolwiek zaangażowanie emocjonalne. Budujemy romantyczną
      > więź trwającą „do pierwszego kryzysu”, który powoduje załamanie się
      > iluzji i
      > rozstanie. (...)
      > kiosk.onet.pl/charaktery/1148531,1252,artykul.html
      > Polecam wszystkim narcystycznym dzieciom... (bez żadnych uszczypliwości.
      > cholernie prawdziwy artykuł)
      Po prostu przeproś i nie bój się związku. Gdyby był łatwy to nie byłby
      fascynujący.
      • anahella Re: ja - narcyz 04.04.04, 23:57
        habitus napisała:

        > Gdyby był łatwy to nie byłby
        > fascynujący.

        A co za tym idzie nie dawalby radosci.
    • saunne Re: ja - narcyz 05.04.04, 09:09
      "[...]które niekiedy prowadzą do rozstania. Chyba że [małżonkowie] zwrócą się o
      pomoc do psychoterapeuty, co stworzy szansę przepracowania koluzji i
      uruchomienia naturalnych procesów rozwojowych u obojga partnerów."

      Wszystko można zmienić, Aniołku. :-)
    • freewolf Re: ja - narcyz 05.04.04, 09:20
      czarnyaniolek napisał:

      > "Trwamy w izolacji bądź wchodzimy w przelotne związki seksualne i zrywamy je,
      > gdy pojawi się jakiekolwiek zaangażowanie emocjonalne. Budujemy romantyczną
      > więź trwającą „do pierwszego kryzysu”, który powoduje załamanie się
      > iluzji i rozstanie. (...)
      > kiosk.onet.pl/charaktery/1148531,1252,artykul.html
      > Polecam wszystkim narcystycznym dzieciom... (bez żadnych uszczypliwości.
      > cholernie prawdziwy artykuł)

      Artykułu nie czytałem (chwilowo brak czasu), więc skomentuję tylko ten
      fragment: jeśli kryzys niszczy związek, oznacza to tylko tyle, że to nie było
      to, że trzeba szukać dalej, gdyż, jeśli nie potrafimy dzielić ze sobą
      wszystkiego, to po co się męczyć?
      PS: Aniołku, co zbroiłeś? ;)
      • habitus Aniołku... 06.04.04, 09:18
        ...nie ma idalnych związków. Związek to sztuka kompromisu, a kompromis to nie
        dwie nieszczęśliwe jednostki tylko dwoje dojrzałych ludzi zadowolonych z
        wyjaśnienia swoich oczekiwań. Rzecz w tym, żeby docenić różnice zamiast je
        potępiać i negować. Nie ma przyjemniejszego i bardziej rozwijającego stanu jak
        życie w związku z inteligentną i niełatwą osobą. Dla niektórych jest to jednak
        zbyt trudne. Ale chyba nie dla Ciebie. Twoje ograniczenia są tylko w Twojej
        głowie, a przeszkody to raczej sztywne przekonania niż rzeczywiste "kłody nie
        do ruszenia". Bądź mężny, nie bądź drobiazgowy. Zdenerwowana kobieta nadaje się
        jedynie do pocieszania, nie do dyskusji :)
        • habitus Re: Aniołku... 06.04.04, 10:04
          I cytat:

          FORUM


          Żona dla wodza
          (5.04.2004)

          Niektórym mężczyznom pozostawanie w stałym związku sprawia kłopot. Nie należy
          do nich Majak Malok Akot, wódz plemienia Dinka z południa Sudanu. Jest on
          bowiem dumnym mężem 76 kobiet i ojcem 65 synów oraz 86 córek. Będzie zresztą
          tego więcej, bo 38 żon wodza jest obecnie w ciąży. Siedząc wygodnie w fotelu
          przed jedną ze swoich chat (żony numer 16, 75 i 76 stały karnie u jego boku),
          Majak Malot Akot opowiedział dziennikarzom o swojej rodzinie. Ze słów wodza
          Akota wynika, że jego życie to czysta sielanka. – Wszystkie żony gotują równie
          dobrze. Nie mam żadnej faworytki – zapewnia na wstępie. Kłótnie też nie
          zdarzają się często. Zresztą wódz jest troskliwym mężem. – Kiedy biorę sobie
          nową żonę, zaspokajam jej wszystkie potrzeby i nakazuję przychodzić do siebie z
          każdym problemem. Nie chcę, żeby darły koty między sobą. Sposób na rodzinny
          spokój? Nigdy nie kłócić się ze zdenerwowaną żoną, a jedynie ją pocieszać. I,
          broń Boże, nigdy nie uderzyć kobiety.

        • saunne Re: Aniołku... 06.04.04, 20:01
          >Zdenerwowana kobieta nadaje się
          > jedynie do pocieszania, nie do dyskusji

          nie zgodzę się...
          • ralston Re: Aniołku... 06.04.04, 22:05
            saunne napisała:

            > >Zdenerwowana kobieta nadaje się
            > > jedynie do pocieszania, nie do dyskusji
            >
            > nie zgodzę się...
            >
            Jak z każdą generalizacją. Zawsze znajdzie się jakiś wyjątek :)
            • chatka_ Re: Aniołku... 06.04.04, 22:14
              ralston napisał:

              > saunne napisała:
              >
              > > >Zdenerwowana kobieta nadaje się
              > > > jedynie do pocieszania, nie do dyskusji
              > >
              > > nie zgodzę się...
              > >
              > Jak z każdą generalizacją. Zawsze znajdzie się jakiś wyjątek :)

              Habi nie jest wyjatkiem, ja tez sie z nia zgadzam ;)))
              • saunne Re: Aniołku... 07.04.04, 08:37
                >Zdenerwowana kobieta nadaje się
                > jedynie do pocieszania, nie do dyskusji

                > nie zgodzę się...

                > Jak z każdą generalizacją. Zawsze znajdzie się jakiś wyjątek :)

                > Habi nie jest wyjatkiem, ja tez sie z nia zgadzam ;)))

                A jak się pociesza kogoś kto jest wściekły...?
                • habitus Re: Aniołku... 07.04.04, 09:07
                  saunne napisała:
                  > A jak się pociesza kogoś kto jest wściekły...?
                  Wogóle się nie pociesza. Po prostu trzeba z nim pobyć, całą uwagę i zrozumienie
                  kierując na rozwścieczoną osobę. Wściekłość to bunt przeciwko bezsilnej
                  rozpaczy. Uspokajaniem wtrąca się znowu w tę bezsilność. Lepiej wesprzeć.
                  • saunne Re: Aniołku... 07.04.04, 10:48
                    habitus napisała:

                    > saunne napisała:
                    > > A jak się pociesza kogoś kto jest wściekły...?
                    > Wogóle się nie pociesza. Po prostu trzeba z nim pobyć, całą uwagę i
                    zrozumienie
                    >
                    > kierując na rozwścieczoną osobę. Wściekłość to bunt przeciwko bezsilnej
                    > rozpaczy. Uspokajaniem wtrąca się znowu w tę bezsilność. Lepiej wesprzeć.

                    O to mi właśnie chodziło. Dlatego napisałam, że nie mogę zgodzić się ze
                    zdaniem, że zdenerwowana kobieta nadaje się tylko do pocieszania a nie do
                    rozmowy.

                    • chatka_ Re: Aniołku... 07.04.04, 10:58
                      Wszystkim nam chodzi o to samo, wscieklosc i wrzask to moment na pocieszanie,
                      na porozmawianie, ale nie czas na rozwiazywanie problemu i podejmowanie decyzji.
                      • saunne Re: Aniołku... 07.04.04, 20:30
                        chatka_ napisała:

                        > Wszystkim nam chodzi o to samo, wscieklosc i wrzask to moment na pocieszanie,
                        > na porozmawianie, ale nie czas na rozwiazywanie problemu i podejmowanie
                        decyzji

                        A jednak Chatko nie zgodzę się z Tobą. Z moich doświadczeń wynika, że w
                        momencie zdenerwowania lepiej jest rozmawiać, bo w ten sposób można dojść do
                        sedna problemu i dzięki temu go rozwiązać. Oczywiście zakładam, że obie strony
                        są na tyle mądre, że nie przechodzą od razu do rękoczynów. Nie dobrze jest
                        tłumić złość (a do tego prowadzi wg mnie pocieszanie), bo ona prędzej czy
                        później i tak znajdzie ujście (np. w postaci bólu głowy, serca czy trudności z
                        oddychaniem bądź zostanie wyładowana na kimś innym (np. na dziecku)). Zauważ,
                        że pocieszanie często polega na tym, że staramy się uciszyć emocje drugiej
                        strony ("no nie płacz już, będzie dobrze" itp.). W istocie więc bardziej dbamy
                        w tym momencie o własny komfort (boimy się płaczu czy krzyku drugiej strony,
                        nie wiemy jak się wtedy zachować) i dążymy do przywrócenia sytuacji, w której
                        czujemy się swobodnie (czyli spokoju). Tymczasem nasz rozmówca ma w sobie tyle
                        emocji, że musi je z siebie wyrzucić aby powrócić do równowagi. Bardziej
                        pomożemy mu wspierając go, będąc przy nim, przyjmując jego złość niż uciszając
                        go. O emocjach trzeba mówić, nawet jeśli są nieprzyjemne. Choć oczywiście to
                        bardzo trudne.
                        • habitus Re: Aniołku... 07.04.04, 21:44
                          saunne napisała:

                          > Zauważ,
                          > że pocieszanie często polega na tym, że staramy się uciszyć emocje drugiej
                          > strony ("no nie płacz już, będzie dobrze" itp.). W istocie więc bardziej
                          dbamy
                          > w tym momencie o własny komfort (boimy się płaczu czy krzyku drugiej strony,
                          > nie wiemy jak się wtedy zachować) i dążymy do przywrócenia sytuacji, w której
                          > czujemy się swobodnie (czyli spokoju). Tymczasem nasz rozmówca ma w sobie
                          tyle
                          > emocji, że musi je z siebie wyrzucić aby powrócić do równowagi. Bardziej
                          > pomożemy mu wspierając go, będąc przy nim, przyjmując jego złość niż
                          uciszając
                          > go. O emocjach trzeba mówić, nawet jeśli są nieprzyjemne. Choć oczywiście to
                          > bardzo trudne.
                          Z rodzicielskiego doświadczenia wiem, że dzieci pocieszanie traktują jak
                          bagatelizowanie ich problemu. Wtedy starają się przekonać o jego ważności i
                          problem zostaje jeszcze dodatkowo wzmocniony przez tę argumentację. Trzeba
                          chyba uznać, że jak ktoś się złości to ma powód. I ma prawo do wściekłości,
                          nawet gdyby chwilowo nie zdawał sobie sprawy, że problem wyolbrzymia albo nie
                          ma racji tak do końca.
                          • saunne Re: Aniołku... 07.04.04, 21:49
                            habitus napisała:

                            Trzeba
                            > chyba uznać, że jak ktoś się złości to ma powód. I ma prawo do wściekłości,
                            > nawet gdyby chwilowo nie zdawał sobie sprawy, że problem wyolbrzymia albo nie
                            > ma racji tak do końca.

                            Albo uświadomić sobie, że złość nie jest czymś złym. To po prostu kolejne
                            uczucie. Tyle, że nieprzyjemne. I że to naturalne, że się pojawia.
                            • awee Re:..... 07.04.04, 22:17
                              saunne napisała:

                              > Albo uświadomić sobie, że złość nie jest czymś złym. To po prostu kolejne
                              > uczucie. Tyle, że nieprzyjemne. I że to naturalne, że się pojawia.

                              Ale jeśli pojawia się zbyt często, to nie jest naturalne. Chyba, że staje się
                              naturalne przez "zasiedzenie"
                              • habitus Re:..... 07.04.04, 22:28
                                Jak uczucie złości nie znajduje ujścia to wypełnia człowieka po dziurki w
                                nosie. Zamiast dać gniewowi popłynąć z siłą wodospadu wysyła się tylko pełne
                                irytacji informacje - jak prychnięcie wody z kranu. Ludzie wprawieni w
                                długotrwałym tłumieniu złości gorzknieją i chorują. A złościć się i akceptować
                                to uczucie można się nauczyć. A nawet bym powiedziała - trzeba.
                                • all2 Re:..... 07.04.04, 22:37
                                  Tylko co robić, jak już talerzy w domu zabraknie... :)
                                  • ralston Re:..... 07.04.04, 22:38
                                    Zawsze jeszcze można potrzaskac drzwiami...
                                    • all2 Re:..... 07.04.04, 22:57
                                      Aha... Już jedną szybę w drzwiach w ten sposób załatwiłam :)
                                      • ralston Re:..... 07.04.04, 22:59
                                        Hehe - ja też. Tylko najpierw brata przez nią przepuściłem...
                                        • all2 Re:..... 07.04.04, 23:26
                                          Czyli to były tylko niewinne wybryki młodości ;)
                                          • ralston Re:..... 08.04.04, 22:25
                                            Może i niewinne, ale cudem tylko nic mu się wtedy nie stało. No może jakieś
                                            jedno zadrapanie....
                                  • awee Re:..... 07.04.04, 23:15
                                    all2 napisała:

                                    > Tylko co robić, jak już talerzy w domu zabraknie... :)

                                    Sprawić worek treningowy. I rękawice bokserskie. I bić. W worek oczywiście :)
                                    • all2 Re:..... 07.04.04, 23:24
                                      W miętkie, to nie satysfakcja. Musi się coś rozprysnąć z hukiem ;)
                                      • awee Re:..... 07.04.04, 23:31
                                        all2 napisała:

                                        > W miętkie, to nie satysfakcja. Musi się coś rozprysnąć z hukiem ;)

                                        To obszyj materiałem drewno, cegły lub beton i będzie jak w klasztorze
                                        Shaolin ;)
                                        • all2 Re:..... 07.04.04, 23:36
                                          A po co obszywać? :)))
                                          • awee ...... 07.04.04, 23:41
                                            Miał być worek inaczej :)
                                            • all2 Re: ...... 07.04.04, 23:49
                                              :))) Rzucanie talerzami to jednak mądry człowiek wymyślił. Popatrz, nawet na
                                              olimpiadę trafiło :)))
                                              • awee Niby tak.... 07.04.04, 23:55
                                                all2 napisała:

                                                > :))) Rzucanie talerzami to jednak mądry człowiek wymyślił. Popatrz, nawet na
                                                > olimpiadę trafiło :)))

                                                ....ale na olipiadzie jest nieco zmodyfikowane: im dalej, a nie co celu :))
                                • saunne Re:..... 08.04.04, 10:36
                                  habitus napisała:

                                  > Jak uczucie złości nie znajduje ujścia to wypełnia człowieka po dziurki w
                                  > nosie. Zamiast dać gniewowi popłynąć z siłą wodospadu wysyła się tylko pełne
                                  > irytacji informacje - jak prychnięcie wody z kranu. Ludzie wprawieni w
                                  > długotrwałym tłumieniu złości gorzknieją i chorują. A złościć się i
                                  akceptować
                                  > to uczucie można się nauczyć. A nawet bym powiedziała - trzeba.

                                  Podpisuję się pod tym obiema rękami.
                              • saunne Re:..... 08.04.04, 10:35
                                awee napisała:

                                > Ale jeśli pojawia się zbyt często, to nie jest naturalne. Chyba, że staje się
                                > naturalne przez "zasiedzenie"

                                To wtedy Awee, można:
                                1. złościć się i dalej cierpieć, lub
                                2. złościć się i pójść do psychologa, żeby pomógł znaleźć powody
                                nadpobudliwości i nauczył jak je wyeleminować.

                                To kwestia wyboru. Nie czynników zewnętrznych.
                                • awee Re:..... 08.04.04, 12:21
                                  saunne napisała:

                                  > To kwestia wyboru. Nie czynników zewnętrznych.

                                  O i tu się nie zgodzę. Nie tylko wybór. Czynniki zewnętrzne jak najbardziej.
                                  One mają wiele do gadania. Otoczenie wzmacnia lub osłabia. Sytuacje,ludzie,
                                  przedmioty.... Nie wszystko bowiem jest od razu zakodowane w głowie. Bo jeśli
                                  jest, to według konkretnych schematów. A dwie sytuacje nie będą takie same
                                  choć mogą tak samo wyglądać. Wystarczy wymiana tylko jednego elementu...
                                  ...i już po herbacie....
                                  • ralston Re:..... 08.04.04, 13:58
                                    awee napisała:

                                    > saunne napisała:
                                    >
                                    > > To kwestia wyboru. Nie czynników zewnętrznych.
                                    >
                                    > O i tu się nie zgodzę. Nie tylko wybór. Czynniki zewnętrzne jak najbardziej.
                                    > One mają wiele do gadania. Otoczenie wzmacnia lub osłabia. Sytuacje,ludzie,
                                    > przedmioty.... Nie wszystko bowiem jest od razu zakodowane w głowie. Bo jeśli
                                    > jest, to według konkretnych schematów. A dwie sytuacje nie będą takie same
                                    > choć mogą tak samo wyglądać. Wystarczy wymiana tylko jednego elementu...
                                    > ...i już po herbacie....
                                    >

                                    Jakie po herbacie? Wystarczy tylko się odezwać - jakaś świeża herbatka zawsze
                                    się znajdzie u Ralsa.
                                  • saunne Re:..... 08.04.04, 18:59
                                    awee napisała:
                                    > O i tu się nie zgodzę. Nie tylko wybór. Czynniki zewnętrzne jak najbardziej.
                                    > One mają wiele do gadania. Otoczenie wzmacnia lub osłabia. Sytuacje,ludzie,
                                    > przedmioty....

                                    Masz rację. Czynniki zewnętrzne znacznie ułatwiają sprawę. Nie trzeba być na
                                    przykład odpowiedzialnym za siebie.
                                    • awee Re:..... 09.04.04, 15:23
                                      saunne napisała:

                                      > Masz rację. Czynniki zewnętrzne znacznie ułatwiają sprawę.

                                      Jeszcze zależy które.

                                      > Nie trzeba być na przykład odpowiedzialnym za siebie.

                                      A ten to działa dwojako. I ułatwia i utrudnia.
                                      • saunne Re:..... 09.04.04, 18:57
                                        awee napisała:

                                        > > Masz rację. Czynniki zewnętrzne znacznie ułatwiają sprawę.
                                        > Jeszcze zależy które.
                                        > > Nie trzeba być na przykład odpowiedzialnym za siebie.
                                        > A ten to działa dwojako. I ułatwia i utrudnia.

                                        Awee, czy użalanie się nad sobą Ci służy?
                        • chatka_ Re: Saunne Aniołku...:) 07.04.04, 23:11
                          saunne napisała:

                          >
                          >
                          > A jednak Chatko nie zgodzę się z Tobą. Z moich doświadczeń wynika, że w
                          > momencie zdenerwowania lepiej jest rozmawiać, bo w ten sposób można dojść do
                          > sedna problemu i dzięki temu go rozwiązać. Oczywiście zakładam, że obie
                          strony
                          > są na tyle mądre, że nie przechodzą od razu do rękoczynów. Nie dobrze jest
                          > tłumić złość (a do tego prowadzi wg mnie pocieszanie), bo ona prędzej czy
                          > później i tak znajdzie ujście (np. w postaci bólu głowy, serca czy trudności
                          z
                          > oddychaniem bądź zostanie wyładowana na kimś innym (np. na dziecku)). Zauważ,
                          > że pocieszanie często polega na tym, że staramy się uciszyć emocje drugiej
                          > strony ("no nie płacz już, będzie dobrze" itp.). W istocie więc bardziej
                          dbamy
                          > w tym momencie o własny komfort (boimy się płaczu czy krzyku drugiej strony,
                          > nie wiemy jak się wtedy zachować) i dążymy do przywrócenia sytuacji, w której
                          > czujemy się swobodnie (czyli spokoju). Tymczasem nasz rozmówca ma w sobie
                          tyle
                          > emocji, że musi je z siebie wyrzucić aby powrócić do równowagi. Bardziej
                          > pomożemy mu wspierając go, będąc przy nim, przyjmując jego złość niż
                          uciszając
                          > go. O emocjach trzeba mówić, nawet jeśli są nieprzyjemne. Choć oczywiście to
                          > bardzo trudne.
                          >

                          Ojej. Nie zdarzyo Ci się nigdy zalowac slow wypowiedzianych w zlosci... Z
                          drugiej strony to prawda, ze w klotni, w zlosci często mowimy co nam najglebiej
                          lezy na sercu, i jeśli mogę komus cos doradzic, to zawsze proszę, posluchaj co
                          ktos chcial Ci powiedziec, wlasnie wtedy w zlosci, zapopmnij o dotkliwych
                          slowach, z desperacji i bezsilnosci wynikaly, a nie z checi rzeczywistego
                          zranienia. Nauczylam się kiedys zlosci czyjes do siebie osobiscie nie brac,
                          zdarzyla się sytuacja, w ktorej kolezanka była wobec mnie niespodziewanie
                          nieprzyjemna, opryskliwa, pare dni pozniej okazalo się, ze jej mama jest w
                          szpitalu w Choroszczy, od tamtej pory wiem gdzie powinno być miejsce
                          mojego „ja”.

                          • all2 Re: Saunne Aniołku...:) 07.04.04, 23:30
                            Ale czasem rzeczywiście chce się zranić. Najboleśniej jak można. Jest w nas i
                            okrucieństwo. (Dobra, mówię za siebie ;)
                            • chatka_ Re: Saunne Aniołku...:) 07.04.04, 23:37
                              all2 napisała:

                              > Ale czasem rzeczywiście chce się zranić. Najboleśniej jak można. Jest w nas i
                              > okrucieństwo. (Dobra, mówię za siebie ;)

                              Okrucienstwo, ale nie sadyzm :) Nie dla zabawy, ale by w koncu cos do kogos
                              dotarlo.
                              • all2 Re: Saunne Aniołku...:) 07.04.04, 23:47
                                Nie dla zabawy, prędzej z rozpaczy, ale intencja jest taka żeby bolało jak
                                najdotkliwiej. W takiej chwili nie zastanawiamy się nad motywami. Czy to już
                                sadyzm? Nie wiem. Może.
                                Ale łatwiejsze do strawienia są takie ślepe ataki niż strzały na wpół-
                                wyhamowane, ubrane w pozory racjonalizacji, opanowania, zamącone. Łatwiej
                                przyjąć wściekłość gorącą niż zimną.
                                • chatka_ Re: Saunne Aniołku...:) 09.04.04, 15:04
                                  all2 napisała:

                                  > Nie dla zabawy, prędzej z rozpaczy, ale intencja jest taka żeby bolało jak
                                  > najdotkliwiej. W takiej chwili nie zastanawiamy się nad motywami. Czy to już
                                  > sadyzm? Nie wiem. Może.
                                  > Ale łatwiejsze do strawienia są takie ślepe ataki niż strzały na wpół-
                                  > wyhamowane, ubrane w pozory racjonalizacji, opanowania, zamącone. Łatwiej
                                  > przyjąć wściekłość gorącą niż zimną.

                                  Masz racje All, stajemy sie okrutni, gdy jestesmy zranieni, ale chyba tylko
                                  wtedy gdy juz na relacji z ta osoba nam nie zalezy.
                                  • all2 Re: Saunne Aniołku...:) 09.04.04, 15:11
                                    Nie. Przeciwnie.
                                    • chatka_ Re: Saunne Aniołku...:) 09.04.04, 15:13
                                      all2 napisała:

                                      > Nie. Przeciwnie.

                                      Tego jeszcze o zyciu nie wiem...Poza tym w testach wychodzi mi, ze albo dąże do
                                      rozwiazania konfliktow, albo ich unikam...
                                      • all2 Re: Saunne Aniołku...:) 09.04.04, 15:20
                                        Okrucieństwo jest krzykiem rozpaczy. Gdy nie zależy nam na relacji, nie ma
                                        powodów do okrucieństwa.
                                        Chatko ja mówię o mechanizmach, nie o realizacjach :)
                                        • chatka_ Re: Saunne Aniołku...:) 14.04.04, 22:16
                                          all2 napisała:

                                          > Okrucieństwo jest krzykiem rozpaczy. Gdy nie zależy nam na relacji, nie ma
                                          > powodów do okrucieństwa.
                                          > Chatko ja mówię o mechanizmach, nie o realizacjach :)

                                          Ja sie tam na mechanice nie znam ;)
                          • saunne Re: Saunne Aniołku...:) 08.04.04, 10:27
                            chatka_ napisała:

                            > Ojej. Nie zdarzyo Ci się nigdy zalowac slow wypowiedzianych w zlosci...

                            Zdarzyło. Jednak to nie znaczy, że mam tłumić w sobie złość i nie mówić o tym
                            co czuję w reakcji na jakąś sytuację. Podkreślam słowo mówić.

                            Z
                            > drugiej strony to prawda, ze w klotni, w zlosci często mowimy co nam
                            najglebiej
                            >
                            > lezy na sercu, i jeśli mogę komus cos doradzic, to zawsze proszę, posluchaj
                            co
                            > ktos chcial Ci powiedziec, wlasnie wtedy w zlosci, zapopmnij o dotkliwych
                            > slowach, z desperacji i bezsilnosci wynikaly, a nie z checi rzeczywistego
                            > zranienia.

                            Mniej więcej o tym mówiłam.

                            Nauczylam się kiedys zlosci czyjes do siebie osobiscie nie brac,
                            > zdarzyla się sytuacja, w ktorej kolezanka była wobec mnie niespodziewanie
                            > nieprzyjemna, opryskliwa, pare dni pozniej okazalo się, ze jej mama jest w
                            > szpitalu w Choroszczy, od tamtej pory wiem gdzie powinno być miejsce
                            > mojego „ja”.

                            Hola, hola Chatko. Koleżanka skierowała złość ku Tobie a nie ku rzeczywistemu
                            adresatowi (matce). Masz prawo czuć żal z powodu jej niesłusznego oskarżenia
                            (nic przecież nie zrobiłaś). Taki żal _nie oznacza_, że jej nie współczujesz,
                            że ją osądzasz czy że ją krzywdzisz. To nie jest ring bokserski - wasze uczucia
                            się nie eliminują ani tym bardziej ranking - które uczucie jest "lepsze i
                            bardziej słuszne". Zabieg, który wykonałaś: "od tamtej pory wiem gdzie powinno
                            być miejsce mojego „ja”." to nic innego jak blokowanie emocji poprzez ich
                            racjonalizację (nieświadomie wytłumaczyłaś sobie, że przecież absolutnie nie
                            możesz mieć żalu do koleżanki, która jest w tak trudnej sytuacji). Otóż możesz,
                            bo to Twoje własne uczucia i nie ma potrzeby się ich wstydzić. Nie wiem czy
                            tłumaczę to dostatecznie jasno. Chodzi mi o to, że to, że ona coś przeżywa nie
                            oznacza, że Ty nie możesz pozwolić sobie na przeżywanie swoich uczuć. One się
                            nie wykluczają. I żeby uprzedzić możliwy zarzut - to nie jest egoizm.
                            • chatka_ Re: Saunne Aniołku...:) 09.04.04, 15:01
                              Asertywnosc i werecytowanie swoich praw to lekcja numer jeden, lekcja numer dwa
                              to intuicja, przytomnosc, moze tez skromnosc, nic z nadstawiania drugiego
                              policzka, po prostu skrot do tego o co komus wlasciwie biega.
                              • saunne Re: Saunne Aniołku...:) 09.04.04, 19:06
                                chatka_ napisała:

                                > Asertywnosc i werecytowanie swoich praw to lekcja numer jeden, lekcja numer
                                dwa
                                >
                                > to intuicja, przytomnosc, moze tez skromnosc, nic z nadstawiania drugiego
                                > policzka, po prostu skrot do tego o co komus wlasciwie biega.

                                Nie pomożesz innym jeśli będziesz szkodzić sobie.
                                Czy zdrowe dbanie o siebie to brak skromności?
                                • chatka_ Re: Saunne Aniołku...:) 14.04.04, 22:14
                                  saunne napisała:

                                  > chatka_ napisała:
                                  >
                                  > > Asertywnosc i werecytowanie swoich praw to lekcja numer jeden, lekcja nume
                                  > r
                                  > dwa
                                  > >
                                  > > to intuicja, przytomnosc, moze tez skromnosc, nic z nadstawiania drugiego
                                  > > policzka, po prostu skrot do tego o co komus wlasciwie biega.
                                  >
                                  > Nie pomożesz innym jeśli będziesz szkodzić sobie.
                                  > Czy zdrowe dbanie o siebie to brak skromności?

                                  Ano wydaje mi sie to jest nie do konca zdrowe, ze nasze ego jest zawsze w
                                  centrum uwagi. Nie badzmy jak dzieci. Czyjas zlosc chociaz w nas wycelowana,
                                  wcale nie musi nas dotyczyc, i szkoda czasu zeby sie bronic, gdy tu nie o nas
                                  chodzi...Proponuje tylko droge na skroty.
                                  • saunne Chatko... 15.04.04, 11:38
                                    chatka_ napisała:

                                    > Ano wydaje mi sie to jest nie do konca zdrowe, ze nasze ego jest zawsze w
                                    > centrum uwagi. Nie badzmy jak dzieci. Czyjas zlosc chociaz w nas wycelowana,
                                    > wcale nie musi nas dotyczyc, i szkoda czasu zeby sie bronic, gdy tu nie o nas
                                    > chodzi...Proponuje tylko droge na skroty.

                                    Nie chcę żebyś postępowała tak w stosunku do mnie. To mi nie służy.
                                    • chatka_ Re: Chatko... 15.04.04, 18:50
                                      saunne napisała:

                                      > chatka_ napisała:
                                      >
                                      > > Ano wydaje mi sie to jest nie do konca zdrowe, ze nasze ego jest zawsze w
                                      > > centrum uwagi. Nie badzmy jak dzieci. Czyjas zlosc chociaz w nas wycelowan
                                      > a,
                                      > > wcale nie musi nas dotyczyc, i szkoda czasu zeby sie bronic, gdy tu nie o
                                      > nas
                                      > > chodzi...Proponuje tylko droge na skroty.
                                      >
                                      > Nie chcę żebyś postępowała tak w stosunku do mnie. To mi nie służy.
                                      >

                                      Jak Saunne? Powiedz, co zrozumialas z moich slow? Wolisz, zebym nastepnym razem
                                      jak na mnie nakrzyczysz, nakrzyczla na Ciebie, okazala swoja zlosc, powiedziala
                                      o swoich uczuciach, jak mnie to rani, a co jesli mnie to nie rani, bo mam
                                      przeczucie, ze nie z mojego powodu sie zloscisz?
                                      • ralston Re: Chatko... 16.04.04, 22:38
                                        Ta rozmowa trochę mi przypomina zasłyszaną kiedyś historię, którą tu nieudolnie
                                        spróbuję w kilku słowach opowiedzieć. Rzecz się dzieje w pociągu. W jednym z
                                        przedziałów dwóch kilkuletnich chłopców zachowuje się niegrzecznie. Ich ojciec
                                        nie reaguje na głośne, chwilami napastliwe wobec innych podróżnych zachowanie
                                        synów. Zaczynają padać słowa krytyki - najpierw ogólne, jaka to teraz młodzież,
                                        potem o braku wychowania. W końcu jeden z podróżnych zwraca się wprost do ojca:
                                        czy pan nie widzi jak oni się zachowują?
                                        - Widzę, ale nie mam siły reagować. Wracamy właśnie z pogrzebu ich matki...
                                      • saunne Re: Chatko... 17.04.04, 15:11
                                        > Jak Saunne? Powiedz, co zrozumialas z moich slow? Wolisz, zebym nastepnym
                                        razem
                                        >
                                        > jak na mnie nakrzyczysz, nakrzyczla na Ciebie, okazala swoja zlosc,
                                        powiedziala
                                        >
                                        > o swoich uczuciach, jak mnie to rani,

                                        Tak, właśnie tak. W ten sposób dajesz mi szansę na to, żebym zauważyła, że moje
                                        zachowanie może krzywdzić. Ja chcę się zmieniać Chatko, nie rozczulać nad sobą.

                                        a co jesli mnie to nie rani, bo mam
                                        > przeczucie, ze nie z mojego powodu sie zloscisz?

                                        Powiedz mi o tym.
        • czarnyaniolek Re: Aniołku... 09.04.04, 17:03
          habitus napisała:
          > ...nie ma idalnych związków. Związek to sztuka kompromisu, a kompromis to nie
          > dwie nieszczęśliwe jednostki tylko dwoje dojrzałych ludzi zadowolonych z
          > wyjaśnienia swoich oczekiwań. Rzecz w tym, żeby docenić różnice zamiast je
          > potępiać i negować.

          Problem polega nie na osiąganiu kompromisu (chociaż zawsze warto go osiągać) a
          raczej na nieujawnianiu potrzeb przez jedną ze stron... a jeśli czegoś się nie
          chce w zamian.. to drugiej osobie trudno coś dać..

          > Nie ma przyjemniejszego i bardziej rozwijającego stanu jak
          > życie w związku z inteligentną i niełatwą osobą. Dla niektórych jest to
          > jednak zbyt trudne. Ale chyba nie dla Ciebie.

          Dziękuję:).. nie.. nie jest trudne.. i w pełni zgadzam się z tym, że nie ma nic
          przyjemniejszego, niż zwiąek z inteligentną i niełatwą osobą
        • juliettamasina Re: Aniołku... 05.12.05, 18:23

          habitus napisała:

          > Nie ma przyjemniejszego i bardziej rozwijającego stanu jak
          > życie w związku z inteligentną i niełatwą osobą.


          nie ma
      • all2 Re: ja - narcyz 06.04.04, 16:24
        Ha ha. Od kryzysu to się dopiero związek może ewentualnie zacząć. Albo i nie.
        • all2 Re: ja - narcyz 06.04.04, 16:25
          Poszło bez cytowania - to była reakcja na post Wolfa.
        • freewolf Re: ja - narcyz 06.04.04, 19:10
          all2 napisała:

          > Ha ha. Od kryzysu to się dopiero związek może ewentualnie zacząć. Albo i nie.

          Dokładnie. Jeśli obie strony chcą porozumienia i potrafią je wypracować. Ale
          jeśli nie jest to możliwe, to po co się męczyć? I to miałem na myśli.
          • czarnyaniolek Re: ja - narcyz 09.04.04, 17:06
            freewolf napisał:

            > Dokładnie. Jeśli obie strony chcą porozumienia i potrafią je wypracować. Ale
            > jeśli nie jest to możliwe, to po co się męczyć? I to miałem na myśli.

            Taki młody, a taki mądry :)) Szkoda tylko, że jakimś cudem mamy pecha z
            kobietami :)
            • habitus Re: ja - narcyz 14.04.04, 18:19
              Problemy? Z kobietami?
              Sęk w tym, że chcielibyście zjeść ciastko i równocześnie je mieć. Tak dobrze to
              nie ma. Trzeba coś dać od siebie. Wtedy też się coś dostanie. Najłatwiej jest
              rączki do góry i cześć. A jak to brzmi dojrzale: Mam probleeemy z
              kobietaaami... Sraty-taty.

              Maminsynki jedne.
              • freewolf Re: ja - narcyz 15.04.04, 17:17
                habitus napisała:

                > Problemy? Z kobietami?
                > Sęk w tym, że chcielibyście zjeść ciastko i równocześnie je mieć. Tak dobrze
                > to nie ma. Trzeba coś dać od siebie. Wtedy też się coś dostanie. Najłatwiej
                > jest rączki do góry i cześć. A jak to brzmi dojrzale: Mam probleeemy z
                > kobietaaami... Sraty-taty.
                > Maminsynki jedne.

                Prowokacja to najczęściej najlepszy sposób, aby usłyszeć, co tak na prawdę
                sądzi o czymś druga strona (to tak wyrwane z kontekstu).
                A co do ciasteczka, to gdy zje się jedno, zawsze można zdobyć/kupić/ukraść
                drugie.
                Nie napiszę, że z kobietami można tak samo, gdyż boję się, że mnie tu
                zlinczują. :))
                • ralston Re: ja - narcyz 15.04.04, 17:24
                  Ale nie od rzeczy pewnie byłoby pamiętać, że od nadmiaru ciasteczek psują się
                  nieraz zęby...
                  • freewolf Re: ja - narcyz 15.04.04, 18:09
                    ralston napisał:

                    > Ale nie od rzeczy pewnie byłoby pamiętać, że od nadmiaru ciasteczek psują się
                    > nieraz zęby...

                    Zawsze można skorzystać z pomocy dentysty (tudzież małej błękitnej tabletki). :)
                    • all2 Re: ja - narcyz 15.04.04, 19:17
                      A która to, bo nie pamiętam - viagra czy prozac?
                      • freewolf Re: ja - narcyz 15.04.04, 19:26
                        all2 napisała:

                        > A która to, bo nie pamiętam - viagra czy prozac?

                        Matrix'a nie oglądałaś?
                        • all2 Re: ja - narcyz 16.04.04, 22:43
                          Oglądałam, ale nie byłam wtedy na żadnych prochach :)))
              • aanneett Re: ja - narcyz 15.04.04, 17:27
                ... słów kilka, niestety nie moich ... ale chyba na temat ...

                (...) Parsons opowiada o całym pokoleniu, pokoleniu ludzi, którzy nigdy nie
                dojrzeli, i którym właśnie u progu magicznej trzydziestki przyszło słono
                zapłacić za dążenie do niezależności za wszelką cenę i tzw. zdrowy egoizm. Ich
                rodzice musieli wydorośleć bardzo szybko, oni tymczasem na zawsze pozostali
                dziećmi, upupieni niejako na własne życzenie: "...nasze pokolenie postawiło na
                pierwszym miejscu swojej listy zakupów małą indywidualną tabletkę szczęścia. I
                dlatego z taką alarmującą regularnością pieprzymy się, opieprzamy i
                rozpieprzamy wszystko, co na się nawinie pod rękę...."

                żródło: www.kultura.org.pl/notka.php?nid=500

                _____________________________
                delete me
                • habitus Re: ja - narcyz 15.04.04, 18:07
                  Wiesz co, Aanneett. Zasługujesz na więcej. Pozdrowienia.
                  • freewolf Re: ja - narcyz 15.04.04, 18:31
                    habitus napisała:

                    > Wiesz co, Aanneett. Zasługujesz na więcej. Pozdrowienia.

                    Habi, jeśli pozwolisz, też się pod tym podpiszę.
                    • aanneett Re: ja - narcyz 15.04.04, 18:44
                      freewolf napisał:

                      > habitus napisała:
                      >
                      > > Wiesz co, Aanneett. Zasługujesz na więcej. Pozdrowienia.
                      >
                      > Habi, jeśli pozwolisz, też się pod tym podpiszę.

                      ... szkoda, że nie mogę przyznać wam racji ...


                      ___________________________________________________
                      ...nie wierz nigdy anecie, dobrą rade ci dam
                      nic gorszego na świecie nie przydarza się wam...
                      • ralston Re: ja - narcyz 15.04.04, 18:46
                        Aanneett - więcej wiary w siebie! Lepiej czasem z tym przesadzić, niż stale nie
                        doszacowywać. :)
                      • freewolf Re: ja - narcyz 15.04.04, 19:11
                        aanneett napisała:

                        > ... szkoda, że nie mogę przyznać wam racji ...

                        Fałszywa skromność dawno wyszła z mody. :))

                        > ...nie wierz nigdy Anecie, dobrą rade ci dam
                        > nic gorszego na świecie nie przydarza się wam...

                        Tak się skłda, że najwrażliwsza dziewczyna jaką znam ma na imię dokładnie tak,
                        jak Ty. I całkiem przy okazji jest to osoba, którą darzę ogromnym zaufaniem.
                        Tak więc - więcej wiary w siebie dziewczyno!
                        • aanneett Re: ja - narcyz 15.04.04, 19:42
                          freewolf napisał:
                          > Tak się skłda, że najwrażliwsza dziewczyna jaką znam ma na imię dokładnie
                          tak,
                          > jak Ty. I całkiem przy okazji jest to osoba, którą darzę ogromnym zaufaniem.

                          ... znam parę anet, a siebie znam najlepiej, toteż pozostaję przy swojej
                          wersji...
                          > Tak więc - więcej wiary w siebie dziewczyno!

                          ... ależ ja wierząca jestem :)

                          powodzenia życzę
                          /nie żebym sugerowała, że będzie potrzebne :)/
                          _________________________________________________________
                          ...nie wierz nigdy anecie, dobrą rade ci dam
                          nic gorszego na świecie nie przydarza się wam...
                          • freewolf Re: ja - narcyz 15.04.04, 19:52
                            aanneett napisała:

                            > ... znam parę Anet, a siebie znam najlepiej, toteż pozostaję przy swojej
                            > wersji...

                            Cóż, nie znam Cię dobrze, więc nie powinienem zaprzeczać. Mimo to - zaprzeczam.

                            > ... ależ ja wierząca jestem :)

                            Tylko jeszcze pozostaje do rozpatrzenia kwestia "w kogo/co?".

                            > powodzenia życzę
                            > /nie żebym sugerowała, że będzie potrzebne :)/

                            A dziękuję. Nie narzekam.
                            Trzymaj się ciepło!
            • freewolf Re: ja - narcyz 15.04.04, 17:13
              czarnyaniolek napisał:

              > Taki młody, a taki mądry :))

              Dziemki. :)

              > Szkoda tylko, że jakimś cudem mamy pecha z kobietami :)

              Mów za siebie. Mój pech się skończył. :))
              • habitus Re: ja - narcyz 17.04.04, 18:17
                freewolf napisał:

                > Mów za siebie. Mój pech się skończył. :))

                To super! Teraz Freewolfa znikanie z forum nabiera nowego sensu. Będzie zajęty
                po prostu. O!
    • all2 Re: ja - narcyz 06.04.04, 16:15
      Narcyzy szybko wiendnom.
      • habitus Re: ja - narcyz 06.04.04, 16:18
        all2 napisała:

        > Narcyzy szybko wiendnom.

        I dobrze jem tak :)
        • ralston Re: ja - narcyz 06.04.04, 17:06
          habitus napisała:

          > all2 napisała:
          >
          > > Narcyzy szybko wiendnom.
          >
          > I dobrze jem tak :)


          Jak to jem? Dopiero pisałaś, że nie będziesz jadła... ;)
          • habitus Re: ja - narcyz 06.04.04, 17:10
            Jedna nasza znajoma powiesiła sobie nad łóżkiem transparent: OD JUTRA SIEM
            ODCHUDZAM. No i nie schudła nawet o 10 deko. Wszak dopiero od jutra...
            • milimaniak Re: ja - narcyz 06.04.04, 18:53
              Hahahahahahaha.. to mnie dopiero zwaliło z krzesła :D
              • ralston Re: ja - narcyz 06.04.04, 22:06
                milimaniak napisała:

                > Hahahahahahaha.. to mnie dopiero zwaliło z krzesła :D


                A co wypiłaś? ;)
                • milimaniak Re: ja - narcyz 07.04.04, 22:32
                  Jaaaa ? Nie licząc mleczka, herbatki, kawki i soczku (wszystko w liczbie
                  mnogiej) to nic ;)
                  • ralston Re: ja - narcyz 07.04.04, 22:34
                    milimaniak napisała:

                    > Jaaaa ? Nie licząc mleczka, herbatki, kawki i soczku (wszystko w liczbie
                    > mnogiej) to nic ;)


                    I mam uwierzyć, że to od soczku się z krzesła spada? No - chyba, że sok z
                    winogron zbieranych w 2001 ;)
                    • milimaniak Re: ja - narcyz 08.04.04, 14:40
                      W moim "przypadku" z krzesła spada się wtedy, gdy się z czegoś mocno śmieje :P
                      A przez "procentowy" napój z krzesła nie zdarzyło mi się jeszcze zlecieć :> :)
    • habitus A gdzie autor tego ciekawego wątku? 09.04.04, 16:40
      Czarny Aniołku, zarzuciłeś temat i przepadłeś? A co to za zwyczaje?
      • czarnyaniolek Re: A gdzie autor tego ciekawego wątku? 09.04.04, 16:58
        habitus napisała:
        > Czarny Aniołku, zarzuciłeś temat i przepadłeś? A co to za zwyczaje?

        Przepraszam, że Was zaniedbuję.. miałem bardzo ciężki tydzień.. w sumie nic
        nigdzie nie pisałem.. czasami zaglądałem i śledziłem wpisy (tzw. zaczajony)..
        Obiecuję się poprawić.. tymczasem muszę iść nakarmić kotkę..:)
    • aanneett Re: ja - narcyz 05.12.05, 15:26
      tak tylko chciałam przypomnieć....

      _________________________________________________
      • ralston Re: ja - narcyz 05.12.05, 15:28
        aanneett napisała:

        > tak tylko chciałam przypomnieć....
        >
        > _________________________________________________


        Bez cienia złośliwości?
        • aanneett Re: ja - narcyz 05.12.05, 17:21
          ralston napisał:
          > Bez cienia złośliwości?

          z okrutnie wielkim cieniem
          _________________________________________________
          • ralston Re: ja - narcyz 05.12.05, 17:27
            Tak mi się też nie wiedzieć czemu zdawało...
            Pax! Pax między narody!
            • habitus Re: ja - narcyz 05.12.05, 22:34
              Fax?!!!
              • aand Re: ja - narcyz 05.12.05, 23:42
                Faxmodem?
                • ralston Re: ja - narcyz 06.12.05, 10:27
                  Żartów proszę nie stroić, bo sprawa wygląda mi na poważną...
                  • aand Re: ja - narcyz 06.12.05, 10:51
                    No przecież. "Pax, pax między chrześcijany" wołali w jednej książce. No i potem rąbali się toporami w
                    pojedynku...
                    • ralston Re: ja - narcyz 06.12.05, 11:03
                      Toporami powiadasz? To ja już wolę czym innym się narąbać...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka