Dodaj do ulubionych

Listy z różowej szuflady ;)

11.06.03, 03:21
Odkąd ludzie wymyślili słowo pisane,zaczęli wymyślać mniej lub bardziej
pikantne świństewka,które przelewali potem na papier.Do różowej szuflady
będziemy składać takie publikowane lub nie "perełki" znanych i nieznanych
autorów(Fredro,Mickiewicz).Poziom "nasycenia różem" ustalcie wg własnej etyki.
Nie radzę jednak pisać tu "czerwonych"winkliścików ,bo nasz aniouek,który
>nie jest przecierz ideałem <i tak wszystko bez skrupułów pochlasta nożycami
cenzora wink
>wszystko co ludzkie,nie jest nam obce smile

HOŻY AMBROŻY
Sprawcą wielu był poroży
Słodki sufler pan Ambroży
Namiętnie z budki suflera
Artystką pod suknie spoziera
I pod oczami ma worki
Gdyż ciągle hędoży aktorki

Znów głos zamiera w budce suflera
Zdzisia za rysia już się zabiera
Śmigła Zdzisia właśnie dzisiaj
Ambrożemu struga rysia
Nieraz w loży ją ambrożył
Popędliwy nasz chędoży

Lękliwemi oczy pomocy wyziera
Aktor na scenie niczym palec samotny
Znikąd pomocy bo nie ma suflera
Oto kariery jest koniec samotny

Stanął aktor niczym traktor
Ról zagranych całe mrowie
Aktorzynie miesza w głowie
Sufler słowa nie podpowie
Swojej roli się nie dowie
Stanął aktor niczym traktor

Aktorzyna zgrywa mima
Bo suflera w budce ni ma
Ledwo sobie przypomina
Jak onegdaj w pantomimach
Mistrz lubieżny z nim poczynał

W teatrze zapadła taka cisza
Że było słychać jak Zdzisia struga rysia
Słyszano nawet w najdalszej loży
Jak hoży Ambroży w swej budce chędoży

Gdy teatr nasłuchiwał, tak już było tam wesoło
Jak Ambroży dokazywał,wnet brawa słychać wkoło
Patrzy tłum a w lewej loży lord Lordozo już chędoży
Xiężna Władzia męczy dziadzia
Liże Lodzia grafa Bodzia

Rotmistrz Xawery rozpina haltery
Baronowa Barbara gmera w szarawarach
Miejscowy listonosz założył biustonosz
Swawoli młody i chuć syci stary

Wśród gości Ambroży Zdzisię swą prowadza
Jednemu podpowie drugiemu doradza
Kto w miłości błądzi pyta Ambrożego
Ten chętnie wspomaga bliżniego słabego

I już dziewica z dwu pany swawoli
Bawi się dzisiaj w swej loży do woli
Wszystkich-na parterze jak i w lożach gości
Ogarnęła mania zbiorowej miłości

Tak sztuka upadła-teatrum zostało
To co sacrum było-profanum się stało
(M.Maleńczuk)


Obserwuj wątek
    • mrouh Re: Listy z różowej szuflady ;) 11.06.03, 20:43
      No pięknie...smile
      Uchachałam się strasznie...
      • transoptor Re: Listy z różowej szuflady ;) 12.06.03, 00:11
        NAJPIĘKNIEJSZA PARA PIERSI NA ŚWIECIE
        No jasne,że Simon wcześniej już przyuważył tę dziewczynę z superbiustem.
        Minęli się dwa czy trzy razy na La Croisette.A mimo to , kiedy wyszła z windy,
        którą miał właśnie zjechać na obiad do hotelowej restauracji,poczuł ,że miękną
        mu kolana.Nie odsunął się,by ją przepuścić,tylko stał jak kretyn z wywalonymi
        gałami.Żeby utorować sobie przejście, musiała go popchnąć.Drzwi windy zasunęły
        się,a dziewczyna zniknęła za zakrętem korytarza,podczas gdy Simon stał jak za-
        -murowany przed tablicą,na której migały podświetlone numery pięter.Ocknął się,
        bo coś stuknęło cichutko.Spuścił wzrok i zobaczył jak guzik jego
        koszuli,odbiwszy od metalowych drzwi,toczy się po dywanie.
        I właśnie wtedy,kiedy chciał sprawdzić,który to guzik odpadł,doznał największego
        wstrząsu w swoim życiu.
        ...dziewczyna zaraziła go biustem.
        Simon został obdarzony parą niezwykłej urody piersi.
        (R.Topor-fragment opowiadania)
        • transoptor Re: Listy z różowej szuflady ;) 12.06.03, 00:27
          CHIMERYCZNY LOKATOR
          Zdjął ze ściany lustro,aby lepiej zaobserwować kolejne etapy swojego
          przeobrażenia.Rozebrał się całkowicie.Był nagi,nie zdjął tylko peruki.Chwycił
          brzytwę i krem do golenia i starannie ogolił nogi,od ud aż po kostki.Na
          biodrach zapiął pas z podwiązkami,nastąpnie wciągnął pończochy i zaczepił je,
          gładkie i napięte,o małe gumowe aparaciki.W lustrze widział odbicie swych ud
          i prącia,które wisiało między nimi.Przeszkadzało mu.Schował je między
          ściśniętymi udami.Złudzenie było idealne.
          (R.Topor-fragment)
          • mrouh Re: Listy z różowej szuflady ;) 12.06.03, 01:03
            ooo, mój znajomy Topor!
            Coś czuję, że podobałyby Ci się, Transie smile, opowiadania
            pana S.,z których piszę magisterkę (pan Topor był jego
            kumplem i robił mu ilustracje do książek )... hihi
            Ale mam tylko w pięknym francuskim języku...
            • transoptor Re: Listy z różowej szuflady ;) 12.06.03, 01:11
              -parle france? smile
              • mrouh Re: Listy z różowej szuflady ;) 12.06.03, 01:19
                Bah, oui! Je ne parle que francais! HIHI
                • mala20033 Re: Listy z różowej szuflady ;) 12.06.03, 04:08
                  Moze jutro cos znajde ale tak na razie to przypomial mi sie taki kawal
                  Dwoje brzdacow przypadkiem podgladnelo jak rodzice sie kochali.Zgodnie
                  zauwazyli:"A Pfe jakieio brzydkie!A nam zabraniaja dlubac w nosach!"
                  Jutro znajde cusik madrzejszego..
    • ulalka Re: Ze wspomnień działacza ;)) 13.06.03, 16:16
      "W komórce poznałem także żonę Piasta - Rzepichę. Cóż to była za struktura!
      Całkowicie nielegalna, a przez to bliska jak siostra. Miała mleczną cerę i
      obfite piersi pokryte puchem. Sympatyzowaliśmy ze sobą, lecz nie wykroczyliśmy
      nigdy poza kilka ukradkowych orgazmów, podczas gdy Piast czytał "Przedwiośnie"
      Henryka Prusa, głośną wówczas powieść - porównywaną z moim "Rozdartym drukiem".
      Gdzieś na przełomie lutego i marca Rzepicha położyła konspiracyjnie dłoń na
      mojej męskości - Betonowa 18. Jutro. O czwartej... - Domyśliłem się, że
      przyjeżdża ktoś z kierownictwa. Kiedy zjawiłem się pod wskazanym adresem,
      otworzyła mi Rzepicha. Naga i ponętna. - Rzepciu - stęknąłem wyplątując się ze
      spodni. - Jakie to szczęście, że tu nie ma innych członków naszej
      organizacji... - Jej bujnie owłosione nogi objęły moją głowę. Stoczyliśmy się
      na podłogę, przewracając z rozpędu spirytusowy powielacz. Gryzłem piersi różowe
      jak jabłka..."
      (R.M. Groński)
    • transoptor Ciupciać Królową 12.07.03, 00:17
      Pewnego razu ,był sobie chłopczyk ,kóry gdy rodzice pytali ,kim zostanie jak
      dorośnie ,odpowiadał niezmiennie:
      -Jak będę duży,pociupciam królową.
      Nietrudno sobie wyobrazić zmieszanie rodziców wobec zwariowanego pomysłu,który
      z braku królowej był tym bardziej szaleńczy.Ojciec i matka trawili całe godziny,
      przemawiając latorośli do rozumu.Błagali jedynaka by znalazl sobie inne zajęcie,
      ale on uparty jak osioł,pozostał głuchy na prośby i grośby.
      Kacper,tak bowiem zwał się opętany,rósł kołysany szaleństwem,nie przejmując się
      obawami najbliższych.Poszedł do podstawówki,potem do liceum.Był uczniem
      przeciętnym,nauka przychodziła mu bez większego wysiłku.Pewnego dnia szkolny
      psycholog wezwał rodzicow Kacpra...
      Najpierw kilka razy chrząknął i mruknął żałośnie"Hmmm...",a potem wypalił:
      -Zapewne państwo wiedzą,że zajmuję się badaniem dzieci pod kątem ich
      przydatności do poszczególnych zawodów.Otóż,i to jest właśnie powód naszej
      rozmowy,przypadek Kacpra jest zupełnie wyjątkowy.W rzeczy samej chłopiec nie
      nadaje się do niczego...
      -Ależ to dobry uczeń-zaprotestowała matka-on...
      Psycholog uspokoił ją gestem dłoni.
      -Niech pani pozwoli skończyć.Otóż nie jest zdolny do niczego,prócz...
      -Prócz?
      -Prócz ciupciania królowej.Wiem,że to się może wydać bezsensowne,ale tak jest.
      Sądzę,że najlepiej nie sprzeciwiać się powołaniu.
      A nuż sam zrezygnuje?
      - O nie panie psychologu,nie zrezygnuje.Już od małego nie chciał o niczym innym
      słyszeć.
      -No skoro tak...
      Rodzice Kacpra wrócili do domu zasmuceni.
      Kacper wyrósł na dorodnego młodzieńca,ani zbyt ładnego,ani specjalnie
      mądrego,ale sympatycznego i pełnego energii.Pozdawał nienajgorzej końcowe
      egzaminy,a potem oznajmił,że wyrusza w świat.
      Matka zalała się łzami.
      -Pójdziesz szukać królowej,moje maleństwo,i narazisz się na tysiące
      niebezpieczeństw!
      Ojciec,trzeżwo myślący poprzestał na westchnieniu.
      -No dobrze,skoro taka twoja wola.Ale nie łudż się zbytnio.Nie każdy kto zachce
      może ciupciać królową.
      Maszerował długo bardzo długo.Zdarł stopy do krwi,ale wreszcie dotarł do
      jedynego królestwa,jakie jeszcze pozostało.
      Od razu udal się do królowej.-Czego pan sobie życzy?-spytała
      -Chcę panią ciupciać.
      Królowa nic nie odpowiedziała,ale Kacper zauważył,że pomysł przypadł jej do
      gustu.Podszedł więc i położył rękę na jej lewej piersi.Królowa uśmiechnęła się
      i kazała damom dworu wyjść.Kiedy zostali sami,wstała i podeszła do innego tronu.
      Zachęciła Kacpra,by przy niej usiadł.Oczywiście nie dał się prosić.
      Spróbował objąć ją w talii,ale cmoknęła cicho.
      -Nie od razu-szepnęła.
      -Dlaczego?
      -Jeżeli pójdzie panu zbyt łatwo,będzie pan rozczarowany-odparła czerwieniąc się.
      -Ach, ty mała figlarko,o mnie się nie martw!
      Przyciągnął jej głowę i pocałował ją w usta.Językiem pieścił podniebienie.
      Kiedy się od niej oderwał,królowa lekko dyszała.
      -Niech mi pani pozwoli zebrać myśli...
      -To niepotrzebne,nie,naprawdę niepotrzebne.
      Zadarł suknię z ciężkiego brokatu.Królowa miała ładne,kształtne nogi,których
      urodę podkreślały błękitne jedwabne pończochy.Odpiął podwiązki i dłonią pieścił
      wewnętrzną stronę ud.Próbowała wprawdzie zewrzeć kolana,lecz ręka Kacpra była
      między udami i powoli wędrowała w górę.Opór słabł zresztą,w miarę jak się
      przesuwała.Wkrótce dwie dłonie mogły się zmieścić bez trudu w szparze tuż pod
      czubkiem majteczek.Kacper nie omieszkał z tego skorzystać.
      Teraz królowa się niecierpliwiła.Dyszała jak spaniel.Chcąc łatwiej ściągnąć
      figi,oparła się o poręcz i uniosła na tronie.
      -Niech mi pani siądzie na kolanach-zaproponował Kacper.
      Miał już rozpięte spodnie.
      Królowa usłuchała.Kacper chwycił ją w talii,lekko uniósł i posadził wyżej.
      Królowa wierciła się i toczyła białkami wybałuszonych oczu.Gdy po kilku
      bezowocnych próbach udało mu się wreszcie trafić w odpowiednie miejsce,zadrżała
      gwałtownie.
      Rzęziła.
      -Popieść mi piersi,długo,mój skarbie,moje berełko!
      A potem:
      -Jak ci na imię ?
      -Kacper.
      -A mnie ... Wysokość,Och!
      Królowa przechyliła się w tył i zaczęła się ślinić.Omal nie spadła na
      podłogę,ale szczęśliwie zdołał ją pochwycić.
      -Co teraz z nami będzie?
      -Nic wracam do domu.Niedługo znów przyjdę.Kocham panią.
      Królowa z goryczą potrząsnęła głową.
      -Wszyscy tacy sami.Jak tylko dostaniecie to,czegoście chcieli,nic was nie
      zatrzyma.
      Westchnęła.
      -Tak,każdy ma ochotę ciupciać królową,ale nikt nie chce jej poślubić.

      (R.Topor)

      -jakiekolwiek podobieństwo imion,sytuacji i pełnionych funkcji państwowych jest
      przypadkowe (t)smile
      • jasmintea Re: Ciupciać Królową 12.07.03, 11:04
        Najbardziej mnie rozbawilo to, ze "dyszala jak spaniel"smile))))

        Pozdrawiam
        • ulalka Re: 09.08.03, 18:56
          Raz pewna kelnerka na Cyprze
          w zuchwałym kochała się szyprze.
          Gdy w dal odpływał na kutrze,
          wyła w głos: "Wróćże pojutrze,
          Znów dręczże mnie, klepże, i szczypże!"
          (Barańczak)
          • kendo Re: SPETANY PRZESZLOSCIA 26.08.03, 09:46
            Moj wzrok spoczal na skapanym w ksiezycowym blasku oknie.Na szybie cos sie
            poruszalo.Raz,drugi,wahadlowym ruchem bujal sie na niewidzialnej nici dziwny
            pakiet.Wyplatalem sie z przescieradel i na palcach podszedlem do okna.Na tle
            szyby bujal sie spory kokon,z ktorego gwaltownymi ruchami probowal wydostac sie
            motyl.
            Wrocilem do lozka,ale kladac sie wykonalem jakis gwaltowniejszy ruch i Ewa
            otworzyla oczy.-Czy cos sie stalo?-zapytala leniwie,muskajac przy tym
            delikatnie wierzcholkiem dloni moj policzek.
            Oddalem to czule dotkniecie,szukajac niecierpliwa dlonia-najdelikatniej jak
            umialem-laski i schronienia w rozwidleniu jej smuklych nog....
            W jednej sekundzie zniewolila moja dlon zelaznym usciskiem ud,z sila,ktora znow
            mnie zupelnie zaskoczyla.Rownoczesnie niewinnym,miaukliwym glosikiem wymruczala
            sennie:-Uwielbiam cie....Jestes cudownym kochankiem,wiesz?
            Coraz mocniej czulem narastajace w jej biodrach rytmiczne drzenie...I moje
            biodra zaczely drzec w tym samym tepie,i znow splatalismy swoje ciala w
            jednosc,wargi-w jednosc...Wtuleni w siebie jak odnoza magicznej mandragory
            poruszalismy sie lagodnie,narastajaca fala unosila nas coraz wyzej.Plynelismy w
            sobie,widzac swiat coraz szerzej,czujac go coraz mocniej.Bylo nas coraz
            wiecej,ogarnialismy sie ,przenikalismy,lagodna roskosz stawala sie roskosza
            intensywna az do bolu,,,,Gnalismy przed siebie,,,,aby nagle ztrzymac sie na
            moment,zaczerpnac oddechu i znow zaczac szalona pogon.
            Byla druga w nocy.Siedzielismy na lozku.
            Wiesz- powiedzialem-ze jestes w moim zyciu juz dwa lata ?.I smieszna
            sprawa,pojawilas sie wtedy,kiedy ten kot...Kot?- zachnela sie--Pojawil sie pod
            moimi drzwiami dokladnie tydzien przed naszym
            spotkaniem.Sploszony ,brudny,nieufny...Jakos tak sie stalo,ze zostal.Moje
            dzieci go uwielbiaja.
            -Nie lubie kotow-uciela-
            A moze poszlibysmy na spacer?
            Taka jasna noc.
            Ocknalem sie ,gdy spadlem na lozko.Nie wiem,czemu spadlem i dlaczego akurat
            wtedy sie ocknalem.Hotelowy pokoj byl pusty,zimny i obcy.Poczulem
            chlod.Uswiadomilem sobie,ze okno jest szeroko otwarte.Dziwignalem sie,aby je
            zamknac.
            Na szybie dostrzeglem kokon.
            BYL PUSTY.
            A WIEC MOTYL ZYJE,pomyslalem....
            • mala20033 ..zabraklo Poswiatowskiej.. 26.08.03, 20:20
              rozcinam pomarańczę bólu
              połową bólu karmię twoje usta

              głodni tak dzielą chleb

              spragnieni wodę



              uboga jestem - mam tylko ciało

              usta ściągnięte tęsknotą

              ręce - jesienne liście

              wyglądające odlotu



              rozcinam pomarańczę bólu

              sprawiedliwie na pół

              gorzkim ziarnem karmię twoje usta


              • kendo Re:zabraklo Poswiatowskiej-Lesmian tez nie gorszy 27.08.03, 09:14
                ** Sledza nas..Okradaja z sciezek i ustroni,
                Z trudem przez nas wykrytych.Gniew nasz w sloncu pala!
                Spieszno nam do lez szczescia,do tchow naszych woni.
                Chcemy piesztot probowac,poznawac swe ciela.

                Wiec na przekor przeszkodom zrenica bezradna
                Chloniemy sie nawzajem,niby dwa bezdroza,
                A gdy powiek znuzonych kotary opadna,
                Czujemy,zesmy wyszli z usciskow i z loza.

                Nikt,tak nigdy nie patrzyl,nie bywal tak blady
                I nikt do dna roskoszy cialem tak nie dotarl,
                I nie nurzal swych pieszczoy bezdomnej gromady
                W takim lozu,pod straza takich czujnych kotar! **
                • kendo Re:Gospodynie idealna przyjme,,,,,,,,,,,,,, 28.09.03, 17:09
                  No to doczekalismy !!!
                  Kazda z nas musi byc teraz:
                  kochanka,zona,matka ,kuchta i sprzataczka jadnoczesnie.
                  Postanowilam zrezygnowac choc z jednaj posady.
                  A bylo to tak ,,,,,,,,,,,,,,,,

                  Maz wrocil jak zwykle pozno do domu.
                  Rzucil sie na lanape i slabym glosem zapytal,co dzis na obiad.
                  Akurat froterowalam podloge,wiec powiedzialam,zeby sobie wzial z piekarnika
                  kotlet.
                  -Tak dalej byc nie moze! -jeknal Misi.
                  - Ja caly dzien haruje,przychodze ledwo zywy,a tu ani porzadnego obiadu
                  niema,ani do kogo ust otworzyc!
                  - To sobie kup kucharke do zup i zonusie na wieczorne pogaduszki.Bo te funkcje
                  pelnie spolecznie,za darmo.
                  I do domu tez wracam po robocie ,bo na pensje musze zapracowac,wrzasnelam.
                  No i nie rozmawialismy przez trzy dni.
                  Czwartego studiowalam rubryke "pracy szukam" i wytypowalam cztery kobiety,
                  co to "zajmuja sie domem".

                  Perfumy od narzeczonego.
                  Pierwsza byla pani Maria.
                  Poczciwa kobieta.Wdowa.Bardzo samotna.W naszym pustym mieszkaniu
                  natychmiast wpadla w depresje i zeby sie jakos podratowac,wypila
                  nam nawet plyn do mycia szyb.
                  Najbardziej mi zal perfum od bylego narzeczonego,ktorymi skrapialam sie tylko
                  na specyjalne okazje.
                  Pani Maria obciagnela je w calosci i to wzbudzilo w nas podejrzenie,
                  ze jej czerwony nos i wory pod oczami nie biora sie z zalu za nieboszczykiem -
                  mezem.
                  Opuscila nas po tygodniu,kiedy w domu nie bylo juz grama alkoholu pod zadna
                  postacia................cdn.........
                  • kendo Re:Gospodynie idealna przyjme,,,,,,,,,,,,,, 29.09.03, 22:19
                    ,, Ukochany sweter Misia,,

                    Nastepna ,,pomoc domowa ,,- Helenka biegala po mieszkaniu niczym
                    motylek,zaczepiajac skrzydelkami a to o flakon,ktory dostalam od tesciowej
                    (nareszcie sie stlukl)a to o lampe(ale sie nie stlikla!),a to o wszystko co po
                    drodze.Mimo to polubilismy ja - do pierwszego prania.Fachowa sila wrzucila
                    bowiem do pralki razem z posciela ukochany sweter Misia,kupiony za funty w
                    czasie jego wizyty u bylej narzeczonej,ktora wolala Anglika.I moj twardy
                    mezczyzna na widok zbity w klad resztek pulowera zaryczal takim glosem,ze
                    Helenka z piskiem porzucila posade.Dorzucilam jej 20 zl.na pocieszenie,bo bylam
                    niewymownie wdzieczna za likwidacje relikiwii po eks-narzeczonej meza.

                    Chlopcy w mundurach
                    Po Helence trafila nam sie Beatka.Pracowita jak mroweczka,chuda,wysoka,plaska,w
                    wielkich okularach.Przyjechala z Podlasia.Podlogi froterowala z zapalem,kurz
                    scierala starannie,umiala obslugiwac pralke,zelazko i kuchenke.Gdy zapytala
                    kiedys,-Co sobie panstwo zyczycie na obiad?-poczulismy sie z Misiem jak
                    Carringtonowie z ,,Dynasti,, choc w lodowce byl tylko sok pomaranczowy i ser
                    Nasze niczym niezmacone szczescie trwalo pare miesiecy.Az tu nagle rozbolala
                    mnie w pracy glowa,wrocilam do domu zaraz po dziesiatej.I co widze ? W salonie
                    siedzi czterech drabow w czarnych mundurach,pija nasza herbate,a w pokoju nasza
                    mroweczka z piatym.
                    Dopiero skojarzylam ,ze przed domem stoja samochody agencji ochrony.Beatka
                    tlumaczyla sie,ze ma pociag do mundurow,bo starala sie do szkoly
                    policyjnej ,ale jej nie przyjeli z powodu wady wzroku..Policjantow jescze nie
                    spotkala,bo ciezko pracuje,ale chlopcy z ochrony trafili sie jej zaraz,jak u
                    nas nastala,bo obok w domu wyl alarm.Nie moglismy z Misiem wyjsciz podziwu,jak
                    ona dawalasobie rade z naszym domem,i z tym pulkiem ochraniarzy.
                    Chyba ze wymieniala prace za prace i goscie w mundurach w zamian za Beatkowe
                    przyjemnosci odkurzali nasz dom i trzepali dywany,,,,,,cdn...
                    • kendo Re:na laweczce........... 05.05.04, 16:55
                      Na poczatku podobaly mi sie wszystkie kobiety:
                      grube/chyde/starsze/mlodsze/blondynki/brunetki.
                      potem - raczej mlodsze,raczej blondynki niz brunetki,
                      a najlepiej szatynki,szczuple,ale nie kosciste.
                      Jeszcze pozniej zaczolem gustowac w przycmionych lampkach,
                      cichej muzyce,cienkiej bieliznie
                      i dwoch kieliszkach dobrego wina na stoliku.
                      Myslalem,ze mi sie smak coraz bardziej sublimuje,
                      a to byly poczatki impotencji.............
                      ****************W: Szymborska
    • rb13 Re: Listy z różowej szuflady ;) 05.05.04, 21:13
      Wężowy dotyk

      Tysiącem nóg
      Oplatasz mnie z wikliny
      Głodna miłości
      Pełna pożądania
      Wabiąc me usta
      Zapachem kwitnącej tarniny

      Już płatki róż
      Falują niczym łozy
      Brak tchu
      Upojny dreszcz
      W leśnym mchu
      Zwiedzam różowe wąwozy

      Ruch bioder
      Wskazuje rozkoszy drogę
      Jękliwy śpiew
      Burzy krew
      Wężowy dotyk
      Wyzwala zmysłów pożogę

      Ryś B. Kraków 01.052004 r
      • kendo Re: Listy z różowej szuflady ;) 05.05.04, 21:18
        wowwwwwwwwwwwwwwwww!!!!!!!!!!!!!

        a czemu zawsze na lonie natury
        a nie np:na satynach/atlasach????????????????? wink))))))))
    • aniouek1 Erotyk cybernetyczny 01.05.05, 21:25
      sumienia już digitalne
      powierzchowności prawie
      wirtualne popychają
      formatowane uczucia
      ku pieszczotom poza
      czasem i przestrzenią
      (...)
      serca - cyborgi wahają się między
      opcją "Escape" lub "Enter"
      • kendo Re: Erotyk cybernetyczny 01.05.05, 21:44
        i mozna by sobie zadac pytanie,
        czy na tym sie tylko skonczy??
        czy bedzie cos jeszcze nowszego)
        ?? wink)
        • mala20033 Re: Erotyk cybernetyczny 01.05.05, 22:00
          Moze bedzie...
    • aniouek1 Ja, kiedy usta... 07.02.06, 18:40
      Kazimierz Przerwa-Tetmajer

      Ja, kiedy usta...

      Ja, kiedy usta ku twym ustom chylę,
      nie samych zmysłów szukam upojenia,
      ja chcę, by myśl ma omdlała na chwilę,
      chcę czuć najwyższą rozkosz - zapomnienia...

      Namiętny uścisk zmysły moje studził - -
      czemu ty patrzysz z twarzą tak wylękłą?
      Mnie tylko żal jest, żem się już obudził
      i że mi serce przed chwilą nie pękło.

      Błogosławiona śmierć, gdy się posiada,
      czego się pragnie nad wszystko goręcej,
      nim twarz przesytu pojawi się blada,
      nim się zażąda i znowu, i więcej...

      Poezje 1891
      ------------------
      "W tym wierszu poeta mówi wręcz, że nie pragnie jedynie miłosnego ukojenia,
      ale szuka zapomnienia, ucieczki od nurtujących go myśli. Boi się miłosnego
      przesytu. Za jedyne, najlepsze rozwiązanie uważa w tej sytuacji śmierć."
    • aniouek1 Lubię, kiedy kobieta... 07.02.06, 18:50
      Kazimierz Przerwa-Tetmajer

      Lubię, kiedy kobieta...

      Lubię, kiedy kobieta omdlewa w objęciu,
      kiedy w lubieżnym zwisa przez ramię przegięciu,
      gdy jej oczy zachodzą mgłą, twarz cała blednie
      i wargi się wilgotne rozchylą bezwiednie.

      Lubię, kiedy ją rozkosz i żądza oniemi,
      gdy wpija się w ramiona palcami drżącemi,
      gdy krótkim, urywanym oddycha oddechem
      i oddaje się cała z mdlejącym uśmiechem.

      I lubię ten wstyd, co się kobiecie zabrania
      przyznać, że czuje rozkosz, że moc pożądania
      zwalcza ją, a sycenie żądzy oszalenia,
      gdy szuka ust, a lęka się słów i spojrzenia.

      Lubię to - i tę chwilę lubię, gdy koło mnie
      wyczerpana, zmęczona leży nieprzytomnie,
      a myśl moja już od niej wybiega skrzydlata
      w nieskończone przestrzenie nieziemskiego świata.

      Poezje. Seria II, 1894
      • kendo Re: Lubię, kiedy kobieta... 07.02.06, 19:21
        i marzy mu sie nastepne upojeniesmile)
    • aniouek1 Kobiece 14.02.06, 21:37
      Kobiece

      Z rzeki szła wczesna. Kochała.
      Chyliła szczęśliwą głowę.
      Pachniała porankiem ciała,
      Mydłem migdałowem.

      Ciału był wieczór w rzece,
      Zielony i nimfowy,
      Tylko głowie w białej spiece
      Nad wodą był żar miodowy.

      Teraz niosła kobiece
      Znużenie zakochane,
      Żeńskie pełne owoce,
      W toni wodnie widziane.

      Niosła wiecznie kobiece
      Ścieżką brzózek i cienia.
      W zaroślach waliło serce
      Tajnego zapatrzenia.

      Pod surowym jedwabiem
      Mdlały biodra brzozowe,
      Ślizgało się po niej serce
      Mydłem migdałowem.

      Julian Tuwim
      • mala20033 Re: Kobiece 14.02.06, 22:40
        Milego Wieczora Szufladusiom..
        • kendo Re: Kobiece 15.02.06, 13:05
          wiersz pelen delikatnosci euforycznej.
        • mala20033 Re: Kobiece 16.02.06, 16:35
          Dzis tak patrze do tylu..wstecz...
          • kendo Re: Kobiece 16.02.06, 18:56
            i co widzisz malenka?wink
    • fi_glik Mrówki - Antoni Orłowski 17.02.06, 19:41
      Tak i Tadeusz ciągnął za sobą zgryzoty,
      Suwając się przez rowy i skacząc przez płoty,
      Bez celu i bez drogi. Aż niemało czasu
      Nabłąkawszy się, w końcu wszedł w głębinę lasu
      I trafił, czy umyślnie, czyli też przypadkiem
      Na wzgórek, co był wczora szczęścia jego świadkiem,
      Gdzie dostał ów bilecik, zadatek kochania,
      Miejsce, jak wiemy, zwane świątynią Dumania.
      Gdy okiem wkoło rzuca, postrzega: to ona!
      Telimena samotna, w myślach pogrążona,
      Od wczorajszej postacią i strojem odmienna,
      W bieliznie, na kamieniu, sama jak kamienna;
      Twarz schyloną w otwarte utuliła dłonie,
      Choć nie słyszy szlochania, znać, że we łzach tonie.
      Daremnie się broniło serce Tadeusza:
      Ulitował się, uczuł, że go żal porusza,
      Długo poglądał niemy, ukryty za drzewem,
      Na koniec westchnął i rzekł sam do siebie z gniewem:
      Głupi! Cóż ona winna, że się ja pomylił!
      Więc zwolna głowę ku niej zza drzewa wychylił.
      Gdy nagle Telimena zrywa się z siedzenia,
      Rzuca się w prawo, w lewo, skacze skróś strumienia,
      Rozkrzyżowana, z włosem rozpuszczonym, blada,
      Pędzi w las, podskakuje, przyklęka, upada
      I nie mogąc już powstać, kręci się po darni,
      Widać z jej ruchów, w jakiej strasznej jest męczarni;
      Chwyta się za pierś, szyję, za stopy, kolana;
      Skoczył Tadeusz myśląc, że jest pomieszana
      Lub ma wielką chorobę. Lecz z innej przyczyny
      Pochodziły te ruchy. U bliskiej brzeziny
      Było wielkie mrowisko, owad gospodarny
      Snuł się wokoło po trawie, ruchawy i czarny;
      Nie wiedzieć, czy z potrzeby, czy z upodobania,
      Lubił szczególnie zwiedzać świątynię Dumania;
      Od stołecznego wzgórka aż po śródła brzegi
      Wydeptał drogę, którą wiódł swoje szeregi.
      Nieszczęściem Telimena siedziała śród dróżki;
      Mrówki, znęcone blaskiem bieluchnej pończoszki,
      Wbiegły, gęsto zaczęły łaskotać i kąsać,
      Telimena musiała uciekać, otrząsać,
      Na koniec na murawie siąść i owad łowić.
      Nie mógł jej swej pomocy Tadeusz odmówić.
      Oczyszczając sukienkę, aż do nóg się zniżył,
      Usta trafem ku skroniom Telimeny zbliżył...
      Co pan robi? nie można! niech pan mrówki łowi!
      Panowie tylko prosić są zawsze gotowi,
      A mnie tu mrówki gryzą. Gdzie? Koło kolana.
      Tadeusz ręką sięgnął - już mrówka złapana.
      Czy jeszcze? Pan się pyta a mrówki zuchwałe
      Coraz to wyżej idą! Za pończoszki białe
      Sięgać musiał tym razem bohater szczęśliwy,
      Że jednak krew nie woda, majtki nie pokrzywy,
      Tadeusz sięgnął wyżej, gdzie w cieniu ukryte
      Rosną wstydliwe włosy w pierścienie spowite.
      Telimena syknąwszy padła na murawę.
      Tadeusz porzuciwszy na mrówki obławę,
      Otoczył ją ramieniem, ku sobie przycisnął,
      Ogień tajemnych pragnień w oczach jego błysnął,
      Ustami ust jej szukał - znalazłszy, w zapale
      Rozpalonymi wargi miażdżył je zuchwale.
      Telimena na razie, śmiałością zdumiona,
      Odepchnąć zaraz chciała młodzieńca ramiona,
      Sił jednak i oddechu w piersiach jej nie stało:
      Dreszcz rozkoszy znienacka objął całe ciało,
      Ubezwładnił jej członki, rzucił krew do twarzy.
      A widząc, że Tadeusz na wszystko się waży
      Uległa. Lecz, że wiele doświadczenia miała:
      Ach! jeszcze kto zobaczy" - z cicha wyszeptała.
      I spłoszona a drżąca, na pół pomieszana,
      Między omdlałe nogi wpuściła młodziana,
      Odrzuciwszy falbany jednym śmiałym ruchem.
      Jak klin, kiedy go z wierzchu uderzą obuchem,
      Tak się wbił pan Tadeusz bez pomocy ręki
      W ukryte w cieniu spódnic Telimeny wdzięki;
      A czując, że jej piersi wznoszą się jak fala,
      Wzrok namiętny krew młodą w żyłach mu rozpala;
      Nie cofa się, lecz dąży bez zastanowienia
      Do miejsca, które zwie się szałem zapomnienia.
      Jak klacz, kiedy jej jezdziec wbije w bok ostrogę,
      Nagle rzuca się naprzód bez względu na drogę,
      Tak też i Telimena, jak ostrogą spięta,
      Rzuciła na przód ciałem, a białe rączęta
      Wokoło Tadeusza owinęła szyi.
      Równocześnie jej nogi, jak pierścienie żmii,
      Skrępowały młodziana tak, że się zdawało,
      Iż razem obydwoje jedno tworzą ciało.
      Pan Tadeusz był młody, zdrów i wytrzymały,
      Przy tym zbyt wypoczęty, więc swoje zapały
      Z rozkoszą w Telimenie utopić był gotów;
      A że przyszedł do tego prawie bez kłopotów,
      Nie poskąpił też za to ochoty i siły.
      Więc go też jej rączęta jak węże spowiły
      I pulchne białe nogi ścisnęły jak kleszcze,
      Usta zaś wyszeptały: Tadeuszu, jeszcze!
      Zaczął się nad nią znęcać jak kogut nad kurą,
      Lecz mu po małej chwili oczy zaszły chmurą,
      Oddechu brakło w piersiach, więc zrezygnowany,
      Dając raz jeszcze nurka pomiędzy falbany,
      Zmęczony, legł na miękkim Telimeny łonie
      Ukrywszy na jej piersi rozpalone skronie.
      Telimena, widząc to, nie zrezygnowała,
      A że prócz doświadczenia spryt i rozum miała,
      Zatem drażniąc ustami Tadeusza wargi,
      Szepnęła pieszczotliwie kilka słówek skargi:
      Wszak to było dla ciebie, a co dla mnie będzie?
      I mając swoje chuci jedynie na względzie,
      Jęła go palić wzrokiem, uśmiechem czarować,
      Wodzić ręką po ciele, namiętnie całować,
      Wpiła w niego swe wargi, na koniec zemdlona.
      Przycisnęła namiętnie młodzieńca do łona.
      Poznał tedy Tadeusz, z kim ma do czynienia,
      Co znaczy dobra szkoła obok doświadczenia.
      Już mu teraz pomogła własnymi rękami,
      Własnym ciałem - prócz tego czułymi słówkami
      Błagała, by rozkoszy nie popsuł pośpiechem:
      Bo przecież noc nie zając - mówiła z uśmiechem -
      Nie ucieknie! Wszak prawda, ty moje kochanie?
      Jakże to nie być czułym na takie wezwanie!
      Jak Moskal, gdy zagrają Boże cara chrani,
      Tak rzucił się Tadeusz. Telimena w dani
      Wtórną zniosła z młodzieńczej ochoty ofiarę.
      Gdyby się teraz hrabia zjawił na chwil parę,
      Miałżeby co szkicować: Ponad spódnic zwoje
      Sterczało rozdzielonych białych kolan dwoje;
      Niżej, w falban, koronek napiętrzonej górze,
      Nuża się pan Tadeusz niby w białej chmurze,
      Pod nim się Telimena zadyszana wije,
      Włos rozwiany, w nieładzie w murawie się kryje.
      Pierwszy powstał Tadeusz wnet ubiór poprawił,
      Przez chwilę jeszcze oko Telimeny bawił,
      Która leżąc omdlała i z sił wyczerpana,
      Ledwo z jego pomocą wstała na kolana.
      Wnet poprawiła włosy, wstążki i falbany,
      A widząc, że Tadeusz, nieco zadumany,
      W te do niego bez gniewu ozwała się słowa:
      Sądzę, że w tajemnicy wszystko pan zachowa.
      Zwłaszcza że czyn pański był nieco zuchwały.
      Mówię to ni dlatego by prawić morały,
      Lecz postąpić w ten sposób z kobietą uczciwą,
      Może nieco zalotną, czułą i wrażliwą,
      Korzystać z jej niemocy, wyzyskać jej słabość,
      Łagodnie panu powiem, to była zuchwałość.
      To niegodne, mój panie!... Jednak wiek twój młody,
      Dzień gorący i mrówki, które do swobody
      Szerokie dały pole, biorąc pod uwagę,
      Przebaczam... Cóż mam robić?... Kto taką odwagę
      Wobec damy okazał, jak pan to uczynił,
      Ten by tylko w jej oczach zyskał, nie zawinił.
      I kiedy ją Tadeusz ścisnął za kolana,
      Grożąc palcem, wyrzekła: Oj, łotrzyk z waćpana!
      • kendo Re: Mrówki - Antoni Orłowski 17.02.06, 21:27
        fajne fi_gliku

        pozdrawiam cieplutko.
    • fi_glik XIII Księga "Pana Tadeusza" - Kochajmy się! 20.02.06, 17:14
      Pan Tadeusz wszedł pierwszy, drżącymi rękami
      Drzwi za sobą zamyka, o! Nareszcie sami.
      Ach! Zosiu, ach Zosieńko, jak mi niewygodnie
      Popatrz, jak mi odtaje, spójrz na moje spodnie.
      Zosia łzy rzewne roni i za pierś się chwyta,
      Że to była dzieweczka z chłopcem nie obyta,
      Nie wiedziała zaiste, czy ma się całować
      Ze swym mężem, czy płakać, czy pod ziemię schować.
      Stoi tedy i milczy, Tadeusz pomału
      Jął się przygotowywać do ceremoniału.
      Od chwili, gdy ich ślubna przywiozła kareta,
      Tadeusz miał myśl jedną - myśl ta to mineta.
      (Sztuka wówczas na Litwie nikomu nie znana,
      Dziś już rozpowszechniona, ale śle widziana
      Przez strzegące cór swoich sędziwe matrony
      I księży, którzy nieraz gromią ją z ambony).
      Tadeusz, że we Francji długie lata bawił,
      Wielce się w używaniu sztuki onej wprawił,
      Niezmiernie lizać lubiał, wyrażał mniemanie,
      Że mineta o wiele przewyższa jebanie,
      Bo kutas zmysł dotyku zaledwie posiada,
      Język natomiast smakiem prócz dotyku włada,
      Poza tym wszystkim zmysły, z wyłączeniem słuchu,
      Spełniają pewną rolę, kiedy język w ruchu.
      Na przykład powonienie cipy... wzrok się raczy
      Tym, czego ślepy kutas nie zobaczy.
      Tak myśląc jął Tadeusz pieścić swoją żonę.
      Najpierw z galanteryją ucałował dłonie,
      Potem na łóżku sadza i macając ręką,
      Dwa cycuszki jak pączki wyczuł pod sukienką,
      Wziął też do ręki cycuś, a zaraz i drugi,
      Oba były jednakie, żaden nazbyt długi.
      I począł je całować - długo pożądliwie,
      Wreszcie usta oderwał i w nagłym porywie
      Suknię swej lubej Zosi zarzucił na głowę,
      ściągnął na dół majteczki, śliczne, koronkowe,
      Dar ciotki Telimeny, ku nóżkom się schylił,
      Najpierw na nie popatrzał, potem je rozchylił,
      Całując pożądliwie od wewnętrznej strony,
      Aż Zosia zapomniała zupełnie obrony
      I dziewicze opory zaraz odrzuciła,
      Bo Zosia chociaż młoda, ale dziewką była.
      I chowając w poduszki, zawstydzone lice,
      Pokazała mężowi całą tajemnicę,
      Co ukryta głęboko wśród złocistych włosów
      Różowiała niewinnie, jak kwiatek wśród kłosów.

      Tadeusz po mistrzowsku rozpoczął minetę,
      Najpierw lizał po wierzchu, rozpalał kobietę.
      Jęła więc Zosia wzdychać, jęczeć, wreszcie krzyczeć.
      Tadeusz rad jej więcej rozkoszy użyczyć,
      Wsadził głębiej, językiem jak młynkiem obracał,
      Rękami Zosię z góry aż do dołu macał,
      Przy tym ruchliwy język coraz głębiej wtykał,
      Krztusił się, dławił, ślinę i włosy połykał,
      Obracając językiem coraz żwawiej, głodniej,
      Wreszcie zajęczał lekko i spuścił się w... spodnie.
      Chwilę poleżał cicho i odpoczął trochę,
      tuląc nos oraz usta w zawisłą piśdziochę.
      Wreszcie podniósł się z łoża, odszedł od Zosieńki
      I z lekka ocierając wąsy grzbietem ręki,
      Jął się żywo rozbierać. Zdjął pas z kutasami,
      ściągnął kontusz i żupan, buty z cholewami,
      Koszulę zdjął przez głowę, hajdawery złożył,
      A gacie przemoczone na krześle położył.
      Wreszcie usiadł na łożu, odsapnął troszeczkę,
      Po jajach się pogłaskał, spojrzał na żoneczkę:
      Suknia na twarz rzucona zasłoniła lice,
      Odsłaniając cycuszki, pępuszek i picę.
      Widok ten znów krew wzburzył w panu Tadeuszu,
      Choć się dopiero spuścił, nabrał animuszu.
      Jął rozbierać żoneczkę, sposobić posłanie,
      By tymczasem poczekać, aż mu kutas stanie.

      Zosia zaś odrzuciwszy już wstydliwość wszelką
      Na chuja spoglądała z ciekawością wielką,
      Bo dotychczas o chuju niewiele wiedziała -
      Raz od dziewek służebnych coś tam usłyszała,
      Drugi raz, leżąc w gaju rankiem, w cieniu drzewa,
      Zobaczyła przypadkiem, jak się chłop odlewa,
      W grubej garści trzymając jakiś przedmiot wielki,
      Strząsnął na świeżą zieleń złociste kropelki.
      Choć ciocia Telimena już jej tłumaczyła,
      Lecz Zosia nie słuchała, strasznie się wstydziła.
      A teraz, żoną będąc, dziewczątko uznało,
      Że święty obowiązek zbadać sprawę całą,
      Więc pyta się: co to jest? i do czego służy?
      Przed chwilą taki mały, teraz taki duży,
      O! a jak się rozciągnął i jak się rozwija,
      Długi taki i gładki, niczym gęsia szyja.
      A cóż go też od spodu tak ładnie przystraja?
      Rzekł Tadeusz z powagą: Zosiu, to są jaja.
      To zaś, co cię w tak wielkie wprawiło zdumienie,
      Obyczajnie nazywać trzeba - przyrodzenie.
      Kutasem także zwane, chociaż częściej bywa,
      Że chłopstwo i pospólstwo chujem go nazywa.
      Ręka, głowa czy noga jedną nazwę mają
      Ten zaś niewielki wiecheć ludzie określają
      Tak dziwacznemi nazwy. Sędzia nieraz zrzędzi:
      Że jak się robi ciepło, to go kuśka swędzi.
      Podkomorzy zaś wałem kutasa nazywa,
      A Wojski zaganiaczem go nieraz przezywa,
      Maciek mówi wisielec, bo już stać nie zdoła,
      A Gerwazy na chłopskie dzieci nieraz woła:
      Nie baw się Wojtuś ptaszkiem. Jankiel cymbalista
      Zwie go smokiem lub bucem, i rzecz oczywista
      Jeszcze dziwniejsze nazwy ludzie wymyślają,
      Ułani go na przykład pytą nazywają.
      Za to uczeni w piśmie, penis - określają.
      Tak wyjaśniał Tadeusz te sprawy powoli,
      Chcąc tymczasem pokazać, jak kutas pierdoli.
      I chcąc naukę poprzeć stosownym przykładem
      Zaczął wpychać... daremnie, chociaż ruszał zadem.
      Zasapał się, zapocił, chuj się nie zagłębiał,
      Zdumiał się tedy młodzian i zwyczajnie zdębiał.
      Prując dotychczas kurwy w francuskiej stolicy,
      Nie miał nigdy trudności z włożeniem do piczy,
      Ta widocznie nie znała kutasa żadnego,
      Więc gdzieżby mógł się zmieścić taki chuj jak jego.
      Bo nie było podówczas pośród wszystkich ludzi,
      Ani w Polszcze, ni w Litwie, ni na świętej Żmudzi,
      Ani wśród drobne szlachty, ni wielkich dziedziców,
      Ani wśród Horeszków, ani wśród Sopliców,
      Ani wśród Radziwiłłów książąt przepotężnych,
      Ani wśród Dobrzyńskich, znakomitych mężnych,
      Ni wśród Bartków i Maćków braci doborowej,
      Ni wśród całej rozlicznej szlachty zaściankowej,
      Nikogo, kto by chuja takiego posiadał.
      Dumny zeń był Tadeusz i dzielnie nim władał.
      A do dumy takowej miał słuszne powody,
      Bo na chuju mógł podnieść pełne wiadro wody.
      Chuj Tadeusza mierzył jedenaście cali,
      Gruby jak ręka w kiści, twardy jak ze stali,
      Zahartowany w trudzie, co rzadko się kładzie
      Zdobny w dwa wielkie jaja, jak dwa jabłka w sadzie.
      Jeden tylko Gerwazy za czasów młodości.
      Słynął również z kutasa podobnej wielkości.
      I dziś jeszcze żartując, szlachta się pytała,
      Co ma większe Gerwazy, Scyzoryk czy wała.
      Otóż tego to chuja chciał Tadeusz Zosi
      Na siłę wepchnąć, ona śmiechem się zanosi
      Zosieńka, tak się bawi, śmieje do rozpuku
      I jak dziecinka woła: śa kuku, a kuku.
      Nagle schwyciwszy zręcznie kutasa do ręki,
      Zanuciła przekornie słowa tej piosenki:
      Do dziury myszko, do dziury,
      Bo cię tam złapie kot bury,
      A jak cię złapie w pazurki
      To cię obedrze ze skórki.
      Myszko? - zakrzyknie młodzian A cóż to za myśl dzika
      Przezywać tu od myszek tego rozbójnika.
      Jak ci myszkę pokażę, zaraz pożałujesz,
      Do dziury ją zapędzasz? zaraz ją poczujesz.
      To mówiąc powstał z łóżka i wyszedł z pokoju
      Do przedsionka, gdzie stała beczka pełna łoju,
      Pełną ręką zaczerpnął, przetłuścił kutasa,
      Że się błyszczał jak wielka, czerwona kiełbasa.
      Co na Wielkanoc wisi na sznurze w komorze.
      Do pokoju powrócił, zaraz legł na łoże,
      Pomacał dziurkę ręką, palcami poszerzył,
      Przytknął równo kutasa, popchnął i uderzył,
      Rozwarły się podwoje, coś tam z cicha trzasło
      I wjechał kutas w pizdę, jak nóż wjeżdża w masło.
      Zabolało Zosieńkę, aż się popłakała,
      Rączęta załamując gwałtownie krzyczała:
      Wyjm pan, wyjm to natychmiast, to okropnie boli!
      Tadeusz jej nie słucha, lecz jebie powoli,
      Ręce pod pupke włożył i mocno je złączył,
      Dymał, rąbał, chędożył, aż nareszcie skończył.
      Pięć razy tę zabawę radosną powtórzył,
      Pięć razy też się spuścił, aż się w końcu znużył.
      Żonę na bok odrzucił niby sprzęt zużyty,
      Lecz kutas jeszcze sterczał, wielki, chociaż syty.
      Wnet też świtać poczęło, Tadeusz zmęczony,
      Jak na męża przystało, legł dupą do żony.
      Kołdrę na grzbiet naciągnął, w jaja się podrapał,
      Twarz do ściany odwrócił i głośno zachrapał.

      Ale Zosieńka nie śpi, leżąc na posłaniu,
      Oczęta ma otwarte, myśli o
      • fi_glik Ale Zosieńka nie śpi, leżąc na posłaniu, 20.02.06, 17:16
        Ale Zosieńka nie śpi, leżąc na posłaniu,
        Oczęta ma otwarte, myśli o jebaniu.
        Przedtem, dziewicą będąc, tak strasznie się bała,
        Lecz teraz gdy poznała, to by jeszcze chciała,
        Chce obudzić małżonka, lecz Tadeusz chrapie,
        Tuli się więc do niego, za kutasa łapie,
        Do góry go uniosła, palcami ujęła,
        Wreszcie główkę schyliła i do buzi wzięła.
        Jak dziecię przez cumelek ssie z butelki mleko,
        Tak Zosia Tadeusza drażni tą minetą.
        I chociaż nie wprawiona, wcale się nie dławi...
        Zbudził się tedy młodzian i z uśmiechem prawi:
        Mówił kapitan Rykow, ja powtarzam pięknie,
        Baby chujem nie straszcie, bo się go nie zlęknie.
        Póki chuj opadnięty, to się baba boi,
        Ale weś go na język, a od razu stoi.
        I mówią, że Suworow rzekł raz: Mili moi,
        U największych rycerzy chuj się baby boi.
        Lecz chciałem ci przypomnieć, bez twojej urazy,
        Żem się tej nocy spuścił równo sześć razy.
        Trzeba chuja oszczędzać, pozwól mu odsapnąć,
        Mogę ci, jeśli pragniesz, znów minetę chlapnąć,
        Lecz lepiej daj mu spocząć, pózniej znów kochanie
        Weś go troszkę do buzi, a na pewno stanie.
        I wówczas ci pokażę figle rozmaite,
        Które to figle kształcą i piczę i pytę:
        Przed lustrem, na siedząco, albo na stojaka,
        Lub też konno na chuju, na boku, na raka,
        A można między cycki, lub też na podnietę,
        Nie zaszkodzi wykonać podwójną minetę,
        Jeśli wiesz, co to znaczy... Lecz Zosiu kochana
        Zanim się zabawimy, zaczekaj do rana.
        A gdy tak do niej mówił oczęta przymknęła
        I tuląc się do męża cichutko zasnęła.
        I śniła o niezmiernych rozkoszach zamęścia,
        Których zazna przez lata małżeńskiego szczęścia.

        Alexander Fredro
        • kendo Re: Zona Idealna:)) 10.03.06, 21:48
          przepiękną, autentyczną historyjkę wink


          Wyobraźcie sobie młodą, atrakcyjną mężatkę, z 5-letnim stażem. Zna już swoją
          drugą połówkę jak zły szeląg. Potrafi przewidzieć jego zachowanie, reakcje,
          nastroje. Wie, jaki jest jego rozkład dnia i zwyczaje. No i pewnego pięknego
          wieczoru Małgosia (tak ją nazwijmy) szykuje się do kąpieli. Jest sama w
          mieszkaniu, zachowuje się więc swobodnie. Napuszcza wody do wanny. I krąży po
          mieszkaniu rozbierając się i zostawiając wszędzie części swojej garderoby. Jest
          naga, gdy słyszy charakterystyczny dźwięk zaparkowanego przed blokiem samochodu
          męża. Czyli: wrócił już z pracy. Jej mąż nigdy nie korzysta z własnego klucza,
          gdy wie, że ona jest w domu. Dzwoni jak szalony i czeka aż ona mu otworzy
          drzwi. Zwyczajnie nie chce mu się szukać kluczy. Małgosia zwleka więc z
          wejściem do wanny. Nikt nie lubi wychodzić z niej do minucie i ociekając wodą
          odbierać telefon czy otwierać drzwi wejściowe.

          Naga Małgosia czeka aż jej mąż wejdzie po schodach na górę. W ramach
          oczekiwania wyjmuje z lodówki piwo, żeby zabrać je ze sobą do kąpieli... Słyszy
          dzwonek do drzwi i idzie otworzyć trzymając w ręku puszkę. Otwiera ją
          jednocześnie otwierając drzwi wejściowe... I widzi: swojego męża i jego kolegę
          z pracy... A oni zobaczyli uśmiechniętą, nagą blondynkę z piwem w ręku... wink


          Małgosia krzyczy: AAaaaa i ucieka szybko do łazienki. Nie wychodzi z niej
          dopóki z mieszkania nie wyjdzie kolega.


          - mąż krzyczy: co Ty robisz? Zwariowałaś? I dlaczego rozrzucasz bieliznę po
          mieszkaniu!


          - a kumpel z pracy stoi jak słup soli i wlepia oczy w znikającą w popłochu
          postać...


          Kumpel wychodzi z mieszkania, Małgosia z łazienki i śmieją się oboje z całej
          sytuacji.


          Mijają kolejne 2 lata małżeństwa, Małgosia zapomniała już o tym wydarzeniu.
          Któregoś dnia jedzie do firmy swojego męża po jakiś dokument dla niego. Już od
          progu słyszy sceniczny szept: przyjechała żona Artura!!! Sekundę po jej wejściu
          w pustym przedtem pomieszczeniu robi się nagle spory tłumek. Współpracownicy
          męża spoglądają na nią ukradkiem - niby to kserując coś, rozmawiając przez
          telefon itp. Zaczyna ją to krępować, więc szybko załatwia sprawę i wychodzi z
          firmy. Na parkingu przez budynkiem spostrzega, że męska połowa firmy męża stoi
          w oknach i dalej dziwnie jej się przygląda... Małgosia odjeżdża w popłochu i
          zastanawia się, co się stało. Sprawdza czy nie jest brudna, czy nie zepsuł jej
          się makijaż, fryzura itp. Sprawdza czy nie ma na ubraniu jakiejś plamy. Nic.
          Wieczorem opowiada wszystko mężowi i co się okazuje? Otóż kolega z pracy, który
          był świadkiem jej nieszczęsnej gafy opowiedział całe zdarzenie kolegom. I
          wszyscy zgodnie orzekli, że Artur to ma dopiero szczęście w życiu. Trafić na
          taki ideał. Atrakcyjną kobietę, która wita go po pracy nago, z piwem w ręku...
          A mąż Małgosi niczego nie prostował... I tak Małgosia stała się w ich firmie
          jakąś zbiorową fantazją i niedoścignionym wzorem kobiecego ideału ... wink




          " w krzywym zwierciadle " znalezione w neciewink
    • kendo pelnia ksiezyca 26.08.07, 10:44
      to doskonaly czas na erotyczne przezycia i kapiele w blasku
      ksiazycasmile)
    • aniouek1 dźwignę w górę by się nie zapodziały 11.08.08, 09:36
      w zakamarach necikowych przestrzeni wink
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka