czyli coś, na co się z reguły nie patrzy, a właściwie nie wiem, dlaczego.
Porównujemy obsadę czy harmonijność położeń w znakach. To samo należałoby zrobić z domami.
Pojawił się taki motyw w wątku o siódmym domu. Osoba z bogatą obsadą siódmego, np. Słońce, Wenus, Merkury czy Księżyc. I druga, która ma tam Saturna i już. Dysonans gotowy - ta pierwsza potrzebuje nieustannego podtrzymywania kontaktu, ta druga przeciwnie, często chce się wycofać, pobyć sama ze sobą, takie ciągnięcie za rękaw jest dla niej męczące. Bez względu na to, w jakich znakach to jest. Nawet gdy tam nie ma aspektów zodiakalnych, taki układ działa jak koniunkcja Saturna z odpowiednio Słońcem/Księżycem/Wenus/Merkurym.
Albo domifikacja Słońc. Drugodomowemu ciężko się będzie zrozumieć z jedenastodomowym. To kwadratura Byk-Wodnik, chociaż w zodiaku stoi co innego.
Albo. Jedna osoba ma w 2 domu powiedzmy Uran-Pluton-Jowisz, a druga Saturna. Dogadają się co do wartości? He he he

Ja sobie te relacje domowe obserwuję już od dawna. Wiele rzeczy się wyjaśnia, takich co to: "a w synastrii to przecież tak pięknie..."
Ta synastria domów działa na bardziej konkretnym poziomie, bo to jest zastosowanie zodiakalnych energii do obszarów życia. Sam konkret

Najgorzej, gdy nieharmonijność jest i tu i tu. Gdy w jednym układzie jest nieharmonijnie a w drugim harmonijnie, to idzie wytrzymać, jakieś porozumienie powstaje.
Wektory uwzględniają domifikację przez to że liczy się je na bazie osi - myślę że też dlatego dają lepsze informacje niż sama synastria.
Co o tym myślicie?