Koniec roku się zbliża a mi sie teraz coś przypomnialo. W lecie 2003 roku,
byłam w kiepskim stanie emocjonalnym, mówiąc bardzo delikatnie. I napisalam,
podając swoje namiary urodzinowe, do jednego czasopisma zajmujacego sie
ezoteryką, o moim problemie. Dodam, że to jest czasopismo na poziomie. No i
jedna Pani odpowiedziala mi na e-malia, ze po prostu ta osba, ten facet,
ktory mnie zranił "po prostu nie byl mi przeznaczony" i, ze "swoja wielka
miłośc poznam dopiero za dwa lata, wtedy to zjawi się ten wlasciwy...". No
własnie, upłyneły, a faceta jak nie było, tak nie ma!!!! Nawet żadnej
milości, zauroczenia, przyjaźni (no moze prócz jakiś internetowo-
wirtulanychj

, normalnie nic a nic!
Chcialam zapytac, co musi sie stac w natalnym , abyśmy się zakochali????
Oczywiście, wiem, że nie mozna tylko czekać, ale trzeba działać? Ale w ktorym
kierunku?
A ja sobie nadzieję zrobiłam, że moze juz w końcu, będzie można sie w coś
rzucić, tak naprawdę, do końca, za-kochać sie do szaleństwa, a tu klapa
totalna. Nie chce wierzyć, że TYLKO DESZCZ NA MNIE LECI

.
Pozdro Przed-Świateczne

.
Anka - Devine