
To znowu ja

Żyję sobie i tak się zastanawiam. Jestem ni to 2 ni to 11 /38/. Niby mam swój
zawód, ale po 1, nie jestem osobą myślącą o pieniądzu i zawsze przepuszczam
możliwości zarobku /których inni nie przepuszczają/, po 2 miewam opory
"moralne" itp. Poza tym, wydaje mi się, że powinnam pracować jakoś "dla
ludzi". Bardzo często wspierałam, wysłuchiwałam - nie wiem czemu - ale ludzie
opowiadają mi o sobie takie rzeczy, których nie mówili nigdy innym, proszą o
radę. Mam szczęście do osób, których inni się boją, czy np bardzo poważanych,
z którymi mało kto rozmawia, trudnych, ostrych - ja zazwyczaj mam z nimi
bardzo dobry kontakt. Trafiam też, na osoby "w dole", pomagam im to przejść, a
potem oni idą sobie w dal i nasze drogi się rozchodzą. Z jednej strony bywam
też okłamywana, chociaż i tak to wyczuwam. Powiem tak - nieco się miotam, bo z
jednej strony bardzo kocham ludzi /mówię szczerze, choć nie jestem osobą łatwo
wyznającą uczucia/, z drugiej, wiem, oraz wielokrotnie widziałam, jak człowiek
potrafi podle się zachowywać i czasem mam wrażenie, że mam dość... ale zawsze,
choćbym nie wiem ile się zrażała, zawsze wraca do mnie to, że mam słabość do
ludzi, że wybaczam, że pochylam się nad kimś, na kogo powinnam się właściwie
obrazić i pomagam...
No i właśnie. Może ktoś podpowie, co robić? Zastanawiam się nad połączenia
swojej pracy z kontaktami z ludźmi, ale nie wiem... Właściwie, to mam stada
pomysłów. Za to z wykonaniem, jakoś trudniej. Zwłaszcza w ostatnich latach

Może ktoś doradzi, co przy moim 11 /2/ z 38 - robić?