aarvedui
12.10.03, 00:07
moze mnie panny krytyczne zjedza za niescislosci,wiec doprawiam sie tak,abym
byl niejadalny,i zaczynam.
mozna zalozyc,ze podstawowy szkielet osobowosciowy mozna juz uzyskac z
opisania slonca,ksiezyca i ascendentu.
slonce jako cos,co mozna okreslic jako sam pierwiastek duszy.to wewnetrzna
swiadomosc,rodzaj jej wibracji,sposob wewnetrznej absorpcji zycia,jego
doswiadczanie.
ksiezyc to reakcje instynknowne,takie,z ktorymi nam dobrze,astrologowie
karmiczni niekiedy uwazaja go za sume energii poprzednich wcielen.
ascendent,wg Junga odpowiadalby Personie-masce.czesci nas samych jaka wchodzi
w kontakt ze swiatem zewnetrznym,rowniez,jaka widza inni.
a moje pytanie (g)brzmi:
coz sie dzieje gdy ascendent nie wspolgra z energiami slonca/ksiezyca?
na ile ludzie czuja sie zzyci ze swoim ascendentem(maska)? czy to czasami
tylko maska,czy niektorzy nie odrozniaja ja juz od ego(slonca)?
krazy mi po glowie taki przypadek.ASC w strzelcu,w dokladnej koniunkcji z
Jowiszem.tuz za jowiszem uran.
natomiast to slonko+merkury koziorozec,do tego w lekkiej kwadraturze od
saturna.ksiezyc(juz wodnik)w BARDZO SCISLEJ kwadraturze saturn.
straszny rozlam,jak wyszlo pozniej.
na ile nasz ascendent i pierwszy dom jest tak naprawde nasz,jesli slonce i
ksiezyc sa z tymi energiami nieharmonijne? jakie napiecia to wprowadza?
jak reaguja ludzie gdy przebijaja sie przez ascendent do slonca/ksiezyca
(jesli asc jest maska tylko)? czy sie przebijaja? czy czasami poznanie
czlowieka konczy sie tylko na wrazeniu ascendentu?
tyle pytan,tak malo odpowiedzi.podzielcie sie
doswiadczeniami,przemysleniami...