Tak mnie wzięło...może to ta Wenus tranzytująca 7 dom,może Pluton
kręcący blisko DSC - ale fakt jest taki że mnie wzięło.Niby nie
oficjalnie, nic się materialnie nie zaczęło, a jendak czuję pelerynę
zakochania na sobie.I tylko nie wiem czy on też...a może tylko taki
nastrój romantyczny-mi się udzielił?

Wogóle z tą Wenus to mam same sztormy emocjonlane.
Natalnie:
Wenus w I DOMU w Raku
*w ścisłej koniunkcji z Merkurym
*w ścisłej opozycji z Neptunem (który jest w kon. z DSC w
Koziorożcu),
*w ścisłym trygonie z Plutonem (który jest w 5 DOMU w Skorpionie).
Sami widzicie już się w tych stanach gubię,nawet nie wiem czy
potrafię kochać-czy to nie Neptun.
Tranzyty:
*Pluton zbliża się do DSC
*Wenus kończy chodzić po 7 domu z Jwoiszem
Progresje:
*Progresywna Wenus w koniunkcji z Marsem i w opozycji do Księżyca
*Mars w trygonie do Saturna
Poza tym nic szczególnego nie widzę

Poza tranzytami, sam układ natalny daje mi w kość

Pozostawać w romantycznym nastroju?-czy dać sobie spokój?
Zachęcam do dyskusji również na temat aspektów natalnych,jak i
tranzytów.Przeczytałam już watki o pojedyńczych aspektach i
zszokowały mnie intensywnością i trafnością.
pozdrawiam