Dodaj do ulubionych

Pamietajcie o Poecie

10.04.06, 20:11

Mija właśnie (10 kwietnia) druga rocznica śmierci Jacka Kaczmarskiego,
wybitnego poety i pieśniarza. Przykro patrzeć, jak jego krytyczne przestrogi
dotyczące Polski, zwłaszcza te, które przekazywał nam w ostatnich latach swego
krótkiego życia (zmarł na raka krtani w wieku 47 lat), powoli pokrywa kurz
zapomnienia.


Być może wydany właśnie siedmiopłytowy album, zawierający utwory dotychczas
nieznane, nigdy niepublikowane, odnalezione w prywatnych archiwach,
zainteresuje nie tylko zdeklarowanych fanów tej twórczości, ale też pozwoli
spojrzeć na Kaczmarskiego w innym świetle. Nie tylko przez pryzmat polityczny.


Obserwuj wątek
    • vitalia Re: Pamietajcie o Poecie 10.04.06, 20:16
      Opowieść pewnego emigranta
      - Nie bój się, nie zabraknie. To krajowa czysta.
      Ja, widzisz, przed wojną byłem komunista,

      Bo ja chciałem być kimś, bo ja byłem Żyd,
      A jak Żyd nie był kimś, to ten Żyd był nikt.

      Może stąd dla świata tyle z nas pożytku,
      Że bankierom i skrzypkom nie mówią - ty żydku!

      Ja bankierem nie byłem, ani wirtuozem,
      Wojnę w Rosji przeżyłem, oswoiłem się z mrozem

      I na własnych nogach przekroczyłem Bug
      Razem z Armią Czerwoną, jako Politruk.

      Ja byłem jak Mojżesz, niosłem Prawa Nowe,
      Na których się miało oprzeć Odbudowę.

      A potem mnie - lojalnego komunistę
      Przekwalifikowali na manikiurzystę.

      Ja kocham Mozarta, Bóg - to dla mnie Bach,
      A tam, gdzie pracowałem - tylko krew i strach.

      Spałem dobrze - przez ścianę słysząc ludzkie krzyki
      A usnąć nie mogłem przy dźwiękach muzyki.

      W następstwie Października tak zwanych "wydarzeń"
      Już nie byłem w Urzędzie, byłem dziennikarzem.

      Ja znałem języki, nie mnie uczyć jak
      Pisać wprost, to, co łatwiej można pisać wspak.

      Wtedy myśl się zrodziła - niechcący być może,
      Żem się z krajem tym związał - jak mogłem najgorzej.

      Za tę hańbę zasługi - Warszawa czy Kraków -
      Gomułka nam powiedział - Polska dla Polaków.

      Już nie dla przybłędów Pospolita Rzecz -
      Wiesław, jak Faraon, popędził nas precz.

      I szli profesorowie, uczeni, pisarze,
      Pracownicy Urzędu, szli i dziennikarze.

      W Tel-Awiwie właśnie, zza rogu, z rozpędu
      Wpadłem na byłego kolegę z Urzędu,

      I pod Ścianę Płaczu iść mi było wstyd -
      Czy ja komunista, czy Polak, czy Żyd?

      Nie umiałem jak on, chwały czerpać teraz,
      Z tego, że się z bankruta robi bohatera.

      Wyjechałem. Przeniosłem się tutaj, do Stanów.
      Mówią - czym jest komunizm - ucz Amerykanów.

      Powiedz im co wiesz, co na sumieniu masz,
      A odkupisz grzechy i odzyskasz twarz.

      A ja przecież nie umiem nawet ująć w słowa
      Jak wygląda to, com - niszcząc - budował.

      I tak sam sobie zgotowałem zgubę:
      Meloman - nie skrzypek, nie bankier - a ubek,

      Oficer polityczny - nie russkij gieroj.
      Ani Syjonista, ani też i goj!

      Jak ja powiem Jehowie - Za mną, Jahwe stań
      Z tą Polską związanym pępowiną hańb!

      Jacek Kaczmarski
      5.4.1987
    • skiela1 Re: Pamietajcie o Poecie 10.04.06, 20:32


      Dwie Skały
      Kaczmarski Jacek


      Po sztormach, burzach, nawałnicach, szkwałach

      Na dwóch bliźniaczych zamieszkałem skałach.



      Trzymam się obu w ciszy i zawiei -

      Skały rozpaczy i skały nadziei.



      Obie prastare i obie rzeźbione

      Silą żywiołów nieświadomych znaczeń;

      Skalą rozpaczy - nadzieje stracone,

      Skalą nadziel - przetrwane rozpacze.



      Po sztormach, burzach, nawałnicach, szkwałach

      Na dwóch bliźniaczych zamieszkałem skałach.



      Od świtu do zmierzchu, od zmierzchu do świtu

      Na skale grozy l skale zachwytu.



      Obie potężne i obie wspaniale

      Wbrew horyzontom posągowe pozy;

      Na skale grozy - zachwyty zwietrzałe,

      W skale zachwytu - ciemna ruda grozy.



      Po sztormach, burzach, nawałnicach, szkwałach

      Na dwóch bliźniaczych zamieszkałem skałach.



      Czekały przecież na mnie od początku:

      Skała szaleństwa i skala rozsądku.



      Obie lekarstwem przeciw nudzie ducha,

      Obie modlitwy godne i przekleństwa;

      W skale szaleństwa - rozsądku grań krucha,

      W skale rozsądku - jaskinie szaleństwa.



      Po sztormach, burzach, nawałnicach, szkwałach

      Na dwóch bliźniaczych zamieszkałem skałach.



      Jedna dla drugiej lustrem i wyrzutem,

      A przecież z jednej energii wyklute.



      Łączy je w głębiach niewidoczny korzeń

      Którym na trwale w sedno bytu wbite;

      Tam, gdzie rozsądek - rozpaczą l grozą

      nadzieja - szaleństwem, szaleństwo - zachwytem.




    • marcotills [*] 10.04.06, 21:20

      • cienmotyla Ku chwale dodaje piosenke do spiewniczka 10.04.06, 22:11
        A mury runą....

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka